Dodaj do ulubionych

skoro jest tak dobrze, to dlaczego....?

25.03.14, 13:17
Proszę Was o pomoc. Jestem w przededniu dramatycznej decyzji o rozwodzie. Mój obecny partner także. Niby tego chcemy, ale mnie powalił strach. Dosłownie. Ledwo wstaję z łóżka, od 5 tygodni mam załamanie nerwowe. W nocy koszmary i strach. Niby się kochamy i wszystko ma być wspaniale, ale ja mam coraz większe wątpliwości, czy nie popełniam największego błędu w życiu. Jest porozumienie intelektualne, pociąg fizyczny, uczucie, ale mnie przeraża jego egoizm , narcyzm i kilka innych cech. Nie wiem, czy będę z tym facetem szczęśliwa. Spojrzycie w synastrię? Tylko szczere opinie proszę.

fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3618881,2,1,absynastry.html
Obserwuj wątek
    • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 13:21
      PS. Moje kółko jest w środku, jego na zewnątrz.
      • tina544 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 14:59
        Bez zagladania w kółka: takie sygnały ze strony ciała zawsze są ostrzeżeniem i powinnaś to wziąć pod uwagę.
        A w kosmogramach rzuca się w oczy kwadratura Neptuna do Słońca Twojego partnera. Co będzie, kiedy ona minie? Nie wiadomo....
        • tina544 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 15:01
          Miałam na myśi oczywiście bieżący tranzyt Neptuna.
          • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 15:21
            No właśnie, problem polega na tym, że moje ciało zawsze reaguje strachem na wszelkie zmiany. Kiedy zmieniałam pracę, na samą myśl o opuszczeniu starej strach dławił mnie za gardło. Teraz nie wiem, czy to "tylko strach", czy ja po prostu nie chcę być z tym facetem, bo pokazało się już parę jego paskudnych wad, które trudno mi zaakceptować, i moje ciało chce "zostać w domu", z dotychczasową rodziną. Z drugiej strony, z moim mężem też mi trudno wytrzymać, wypaliliśmy się, on też już ma mnie dość. Sytuacja totalnie patowa, a ja nie nadaję się do życia...Mam wrażenie, że nigdy nie byłam tak blisko psychiatryka.
            • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 15:45
              W kwietniu na jego natalnych osiach bedzie Wielki krzyz w tranzytach. U Ciebie Neptun idzie przez 7 dom i Saturn wszedl do 4 domu. Czas na wnioski, bez zludzen.
              • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 15:55
                Czy to może oznaczać nasze zerwanie? Co to znaczy "bez złudzeń"?
                • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 16:23
                  naumma napisała:

                  > Czy to może oznaczać nasze zerwanie? Co to znaczy "bez złudzeń"?


                  Naumma czas przyszedl realnie spojrzec na Twoje malozenstwo, bez oszukiwania sie i zakladania rozowych okularow. To trudny czas i bardzo meczacy, ale moze potrzebny Twojemu malzenstwu? Nie bede prorokowac czy przetrwacie w zwiazku czy tez nie, bo to by bylo nieetyczne. Moim zdaniem wszystko od Was zalezy, od waszej dojrzalosci i milosci.
                  Energie sa potezne i poruszają wszystko to co do tej pory bylo" spychane do środka"
                  A co..to juz sama sobie odpowiedz.
                  • felutka Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 17:38
                    naumma, Ty się lepiej dobrze zastanów, dlaczego chcesz/nie chcesz rozwodu. Dlatego, że jest drugi facet i dla niego? Dlatego, że masz po kokardę męża i wszystkiego, co z nim związane? Czy dla siebie, by odzyskać wolność i wreszcie odetchnąć? Bo jeśli zamierzasz wyplątać się z jednego związku tylko po to, by zapętlić się w kolejny to masz przykład działania Neptuna na Dsc...on całkowicie odrealnia obraz partnera którego na maksa idealizujemy, to iluzja i złudzenia które prysną jak mydlana bańka po zakończeniu tranzytu...Jesteś już po kwadracie Neptuna do natalnej pozycji?
                    pozdr
                    • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 17:54
                      Rozwodu chcę z jednego powodu: bo ok. 1,5 roku temu się zakochałam. Po prostu nieprzytomnie. I co prawda Neptun ciągle w pobliżu DSC, ale ja mam wrażenie, że łuski powoli zaczynają spadać mi z oczu (w sprawie nowego partnera, z którego egoizm wychodzi na każdym kroku). W rezultacie posypało się wszystko - z mężem, bo pojawił się ktoś nowy, i z tym nowym - bo potężnie się rozczarowałam. Teraz już nie wiem, co do kogo czuję, bo jestem w kompletnym amoku emocjonalnym. Po prostu czarna rozpacz. Na dodatek w tym roku w solariuszu (od 27 stycznia) mój Mars siedzi na ascendencie od strony 12 domu, więc sobie wyobraźcie, co dzieje się w mojej głowie...
                      • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 18:01
                        W rezultacie posypało się wszystko - z mężem,
                        > bo pojawił się ktoś nowy, i z tym nowym - bo potężnie się rozczarowałam.

                        no widzisz..tak wlasnie dziala Neptun, odrealnia i dziwne, że tego nie wiedzialas wczesniej, bo moze bys sie tak strasznie NIE ROZCZAROWALA?
                        Mi tez Neptunisko jezdzi po światlach i czasami mam ochote odleciec ,ale wiem ,że to tylko tranzyt i przejdzie. Na Neptunie nie warto podejmowac zadnych decyzji. Receptą jest tylko przeczekanie tranzytu.
                        Ja nie wiem, ale patrzycie w te swoje kolka i komentujecie swoje tranzyty ,a nie zachowujecie sie w życiu ,jakby to Was nie dotyczylo. Smutne, że tylko w teaorii, a nie w praktyce.
                        • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 18:08
                          No wiem, wiem...szewc bez butów chodzi, ale niech mnie wytłumaczy to, że mnie do biegłości w astrologii baaardzo, bardzo daleko.

                          Ja mam z tym nowym facetem taki problem, że on robi wrażenie nieprzytomnie zakochanego, czym "karmi" moją nigdy nienakarmioną potrzebę miłości (jestem tutaj jak studnia bez dna). Ale jak przychodzi co do czego, mam wrażenie, że on ma serce z kamienia. Ja leżę chora i nieprzytomna, a on wyskakuje z jakimiś pretensjami, obraża się, że nie zjadłam zupy, którą ON kupił. To jakiś kosmos dla mnie, nie wiem, jak to się stało, że tak daleko w to zabrnęłam..Potem sobie myślę - może jestem niesprawiedliwa, może nie widzę rzeczy bardziej istotnych, może się czepiam i przez moją "upierdliwość" stracę miłość swojego życia?
                          • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 18:51
                            naumma napisała:

                            > No wiem, wiem...szewc bez butów chodzi, ale niech mnie wytłumaczy to, że mnie d
                            > o biegłości w astrologii baaardzo, bardzo daleko.
                            >
                            > Ja mam z tym nowym facetem taki problem, że on robi wrażenie nieprzytomnie zako
                            > chanego, czym "karmi" moją nigdy nienakarmioną potrzebę miłości (jestem tutaj j
                            > ak studnia bez dna). Ale jak przychodzi co do czego, mam wrażenie, że on ma se
                            > rce z kamienia. Ja leżę chora i nieprzytomna, a on wyskakuje z jakimiś pretensj
                            > ami, obraża się, że nie zjadłam zupy, którą ON kupił. To jakiś kosmos dla mnie,
                            > nie wiem, jak to się stało, że tak daleko w to zabrnęłam..Potem sobie myślę -
                            > może jestem niesprawiedliwa, może nie widzę rzeczy bardziej istotnych, może się
                            > czepiam i przez moją "upierdliwość" stracę miłość swojego życia?


                            Naumma ,ja cie prosze..nie macie wiekszych problemow ,niz zupa?
                            • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 19:06
                              Mamy. Ja wciąż nie mam pewności, czy on chce naprawdę odejść od żony, wspomina, że za nią tęskni (wyprowadził się z domu jakiś czas temu), jest niepewny, miotamy się obydwoje. Mój niepokój powodują te jego dziwne zachowania, ciągłe obrażanie się (Mars w Pannie), brak empatii. Dla mnie to jest tak trudna sytuacja, że posypałam się zdrowotnie bardzo, mam wrażenie oscylowania na granicy zawału serca. Dlatego dziękuję za Wasze komentarze, ta dyskusja bardzo mi pomaga, bardzo.
                          • lileo Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 19:24
                            To jakiś kosmos dla mnie,
                            > nie wiem, jak to się stało, że tak daleko w to zabrnęłam..Potem sobie myślę -
                            > może jestem niesprawiedliwa, może nie widzę rzeczy bardziej istotnych, może się
                            > czepiam i przez moją "upierdliwość" stracę miłość swojego życia?

                            Ooo, znam to. Swój tranzyt Neptuna przez Desc tak właśnie przechodziłam. Dziś nie mogę uwierzyć jakich bzdetów się czepiałam big_grin
                            Neptun ma dwa oblicza. Nieraz obniża wymagania, a czasem wyśrubowuje je niebotycznie i na wszelkie wady u zwykłego przecież człowieka reaguje się dość histerycznie. Wrażliwość na siebie jest bardzo wysoka, a każdy przejaw egoizmu odbiera się jak śmiertelny cios. Także dobrze ci radzą, przeczekaj, bo to kiepski moment na ostateczne decyzje. Na razie pozostaje neptunowy stan zawieszenia i jakiś bezpieczny eskapizm. Muzyka, pływanie, medytacja, modlitwa, sen, wyżalanie się. Trzymaj się mocno.
                            • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 19:27
                              No tak, ale przecież tranzyty Neptuna trwają strasznie długo. Zanim on mi wyjdzie z 7. domu, to minie z 10 lat !!!
                              • lileo Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 19:33
                                Wystarczy, że odsunie się na dobre od descendentu. Potem już tak nie miesza.
                              • lwi2 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 21:22
                                Jeszcze może być tak, że Saturn na IC zaczyna jakby nowy cykl i marzy Ci się jakaś zmiana duża, żeby za sobą zostawić co było i zacząć nowe, może to nawet nieuchronne. Pamiętam, że jak mi przez IC przechodził to z dnia na dzień niemal zapomniałam co było wcześniej i coś nowego się zaczęło. No ale czy to taki dobry pomysł żeby zmieniać męża i zostawiać dzieci?? "Nowe" można zacząć i w tym samym składzie rodzinnym, jak się dobrze zastanowić.
                                Masz Księżyc i Wenus blisko Centrum Galaktyki (27 Strzelca), obserwuję to od zeszłego roku w horoskopach (CG).
                                Skoro masz tu koniunkcję z Księżycem, a do Wenus też blisko, to może pokazywać, że takie "dalekie emocje" ("kosmiczne") bardziej Ci odpowiadają. "Dalekie" są jak rozwodu jeszcze nie było, bo pewnie się tak znowu nie obnosisz z tym romansem, ale jak będzie po rozwodzie to one już nie będą spełniać wymagań Twojego horoskopu bo będą musiały być codzienne i mogą Cię przestać interesować, weź to pod uwagę.

                                Lwi
                                • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 29.03.14, 17:19
                                  Mi jak Saturn szedl przez IC to przeprowadzlam sie z mezem do nowego domu i mialam sporo remontow. Juz bylam po ślubie.
                                  Pytanie do naumma ; Co sie dzialo w 2008/09 latach? Wtedy Pluton aspektowal Ci Wenus, czy wtedy wychodzilas za maz moze?moze jakies kredyty braliscie? jakies finansowe perturbacje? czy cos innego sie dzialo?
                                  • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 29.03.14, 17:54
                                    Na przełomie 2008/09 fatalnie czułam się psychicznie. Potem w maju zaliczyliśmy z mężem wpadeczkę (co na moment mnie załamało, ale szybko się otrząsnęłam) i trzeba się było przeprowadzić do większego mieszkania (a więc kredyt - tak). Pamiętam, że był to czas, kiedy , jakby to ująć, poczułam siebie jako kobietę, czułam się dobrze, kobieco, mimo coraz okrąglejszych kształtów wink
                                    • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 30.03.14, 01:12

                                      > Na przełomie 2008/09 fatalnie czułam się psychicznie. Potem w maju zaliczyliśmy
                                      > z mężem wpadeczkę (co na moment mnie załamało, ale szybko się otrząsnęłam) i t
                                      > rzeba się było przeprowadzić do większego mieszkania



                                      To nie byla "wpadeczka" tylko koniunkcja Plutona na Wenus w 5 domu. Mam wrazenie naumma, ze wszystko traktujesz lekko i bez refleksji osobistych. Jestes lekkomyslna moja panno i takie skutki.
                      • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 18:06
                        naumma napisała:

                        > Rozwodu chcę z jednego powodu: bo ok. 1,5 roku temu się zakochałam. Po prostu n
                        > ieprzytomnie. I co prawda Neptun ciągle w pobliżu DSC, ale ja mam wrażenie, że
                        > łuski powoli zaczynają spadać mi z oczu (w sprawie nowego partnera, z którego e
                        > goizm wychodzi na każdym kroku


                        Posypalo sie ,bo Saturn Ci wszedl do 4 domu. Czas na konstruktywne decyzje nie oparte na iluzji.
                        • felutka Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 22:37
                          Widziałaś swoje progresje? Od prawie dwóch lat masz kwadrat progresywnego Słońca do nat i pr Neptuna. Do tego tr Neptun na Dsc... generalnie, mgła, opary i bielmo na oczętach które właśnie zaczyna powolutku schodzić...a raczej spływać.... Tr Saturn jeździ sobie kwadratem po Twojej pr Wenus i pr Merkurym / o nat Ic i Węźle Pn nie wspomnę/ coraz szerzej otwierając Ci oczy...a że boli? W progresji masz ściślutką koniunkcję Jowisza /wł Dsc/ z Chironem, tr Chiron robi kwadrat do nat Neptuna i koniunkcję z pr Słońcem...boli, bo boleć musi, i będzie bolało, właśnie przez partnerstwo...Będzie ciężko, ale dasz radę, Saturn tego dopilnuje smile
                          pozdr
                          • am98 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 22:58
                            Moja znajoma na tranzycie Neptuna przez DSC poznała faceta, pobrali się, kilka razy poroniła,bardzo chciała mieć dziecko. Po jakimś czasie okazało się, że mąż ją zdradza. Odeszła od niego, uciekła za granicę, nie mówiąc jemu nic. Niby próbowali do siebie wrócić. Trwało to długo,parę lat,tak długo jak Neptun szedł przez descendent. Za granicą poznała innego, bez problemu urodziła dwójkę dzieciaków.
                            Zawsze powtarzam: na ważnych tranzytach Neptuna nie podejmować żadnych wiążących decyzji.
                            Próbowałaś horarny typu: zostać czy odejść?
            • princesswhitewolf Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 22:56
              ..Mam wrażenie, że nigdy nie byłam tak blisko psychiatryka.

              naprawde wrzuc troche na luz. Nic nie przezylas w zyciu ze tak reagujesz? Rozwod to nie jakies kalectwo czy ktos umarl. No spojrz na to racjonalnie. Ludzie rozwodza sie w swiecie parokrotnie w zyciu i jak kazde rozstanie boli ale... bez pzresady z takim tragizowaniem. Jestes katoliczka i walczysz z tym jak Bog na to popatrzy czy jak?
              Naprawde rozwod to nie koniec swiata a chlopa jeszcze znajdziesz.

              Kiedy zmieniałam pracę, na samą myśl o opuszczeniu starej strach
              > dławił mnie za gardło.


              W dzisiejszych czasach ludzie zmieniaja prace co 2-3 lata i jest to statystyczna norma. Kiedys owszem siedzieli w jednym miejscu po kilkanascie lat ale nie w dzisiejszych czasach. Owszem niepewnosc finansowa jest przykra ale... to tez nie choroba czy kalectwo tylko przejsciowa sytuacja.

              Chyba troche pod kloszem zylas skoro podchodzisz do wszystkiego tak dramatycznie
              • black_halo Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 30.03.14, 03:34
                Statystyczny efekt stresorów:

                1. Śmierć współmałżonka (100)
                2. Rozwód (73)
                3. Separacja małżeńska (65)
                4. Pobyt w więzieniu (63)
                5. Śmierć bliskiego członka rodziny (63)
                6. Zranienie ciała lub choroba (53)
                7. Zawarcie małżeństwa (50)
                8. Zwolnienie z pracy (47)
                9. Pogodzenie się ze skłóconym współmałżonkiem (45)
                10. Przejście na rentę lub emeryturę (45)

                Tu jest skala stresu: zauwaz, ze pierwsze 3 dotycza partnerow/malzonkow i ze w calej dziesiatce najbardziej stresujacych sytuacji az polowa tez dotyczy partnerow zyciowych. Pogodzenie sie ze wspolmalzonkiem jest tylko odrobine mniej stresujace niz utrata pracy. Wiec nie dziwie sie dziewczynie, ze mysli ze jest blisko psychiatryka. Malzenstwo sie wali i nowy zwiazek tez - duzo jak na jedna osobe.
                • kobieta_z_saturnem Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 30.03.14, 21:58
                  Ale przecież autorka wątku w pewnym sensie "rozwód", czyli rozstanie z mężem, już ma za sobą, bo rozpoczęła nowy związek z innym mężczyzną. Formalny rozwód będzie tylko potwierdzeniem stanu faktyczego. Nie wiem zatem skąd te emocje, skoro kluczową decyzję ma już za sobą. Jej nowy partner zresztą też, skoro nie mieszka już z żoną od jakiegoś czasu.

                  Zostają zatem 30-minutowe formalności w sądzie, które i tak nie muszą oznaczać niczego ostatecznego i nieodwracalnego, bo zawsze można pobrać się ponownie lub żyć długo i szczęśliwie w konkubinacie z byłym mężem (wskazane dla osób, które zawarły małżeństwo w fatalnej pod względem astrologicznym dacie).
                • princesswhitewolf Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 31.03.14, 23:45
                  Wiec nie dziwie sie dziewczynie, ze mysli ze jest blisko psychiatryka. Malzenstwo sie wali i nowy zwiazek tez - duzo jak na jedna osobe.

                  Dla mnie nr 5 czy 6 jest duzo istotniejsze niz 2 lub 3.

                  Mysle ze ktos kto mial cale zycie 1 zwiazek i to wieloletni moze uwazac ze rozwod to koniec swiata. Niemniej rozpad zwiazku to nie powod do utraty zmyslow i hospitalizacje. Bez przesady.
                  Rodzimy sie i umieramy sami. Nalezy nauczyc sie samodzielnosci w zyciu a nie wiecznie z kims za raczke. Partnerstwo nigdy nie powinno byc uzaleznieniem
                  • black_halo Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 01.04.14, 21:55
                    > Mysle ze ktos kto mial cale zycie 1 zwiazek i to wieloletni moze uwazac ze rozw
                    > od to koniec swiata. Niemniej rozpad zwiazku to nie powod do utraty zmyslow i h
                    > ospitalizacje. Bez przesady.

                    To zalezy od osoby i aktualnego stanu psychicznego. Tak sobie mysle, ze teraz bym sie rozstaniem nie przjela az tak mocno ale jestem w dobrej sytuacji, samodzielna, niezalezna. A pare lat temu na forum opisywalam swoje przygody i jak teraz to czytam to zupelnie jakbym czytata jakas inna osobe - to zupelnie nie ja. Ale wiem, ze tamta ja nie udzwignelabym rozpadu zwiazku w ramach wisienki na torcie innych problemow. Ilosc zwiazkow nie swiadczy o latwosci godzenia sie z ich koncem.

                    Pomijam juz fakt, ze istnieja osoby o takiej konstrukcji psychicznej, ze dla nich rozwod to dramat bo:
                    -jedni potrzebuja kogos u boku, niewazne kogo
                    -inni zrzucili wszystkie obowiazki na partnera i po dwudziestu latach malzenstwa okazje sie, ze nawet nie wiedza gdzie maja kablowke, ineternet i gdzie sie placi za prad albo ile kosztuje chleb
                    -jeszcze inni sa uzaleznieni ekonomicznie
                    -kolejni nienawidza zmian i lepszy poznany juz wrog niz nowy przyjaciel
                    -oto rozwodzi sie z nami szkolna milosc, po trzedziestu latach, jak grom z jasnego nieba - nie za ciekawie

                    > Rodzimy sie i umieramy sami. Nalezy nauczyc sie samodzielnosci w zyciu a nie wi
                    > ecznie z kims za raczke. Partnerstwo nigdy nie powinno byc uzaleznieniem

                    Nie powinno ale dla niektorych jest. Samodzielnosc jest czasem okropnie trudna a jako ludzie mamy tendencje do obierania drogi na skroty.
    • princesswhitewolf Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 25.03.14, 22:52
      Nie wiem, czy będę z tym facetem szczęśliwa.

      nie wiesz? to daj sobie czas.

      jestes pewna ze nie? to rozwiedz sie
      • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 26.03.14, 08:26
        Nie, nie żyłam pod kloszem, przeciwnie. Mam burzliwe dzieciństwo za sobą, zmagania mojej matki o nasz los, doświadczenie biedy, strachu zycia pod mostem, terroryzującego ojczyma i kilka innych. Dlatego w dorosłym zyciu chciałam ustawić wszystko "bezpiecznie", żeby już się nie bać. A tutaj przyszła miłośc w moje ustabilizowane, chociaż średnio szczęśliwe życie i przeorała wszystko. Ostatnio też zmieniałam pracę, a to też stres. Po prostu nie wyrabiam stresu.
        • leyaxxi Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 26.03.14, 11:51
          A jakim człowiekiem Twoim zdaniem jest Twój mąż? Ważne, żebyś nie pomyliła miłości z namiętnością. To nie jest insynuacją, bo ja nie mam pojęcia jaka tak naprawdę jest Twoja sytuacja. Wiem też, że nie ma nic gorszego niż nie podjęta do końca decyzja. Jesli jednak nie jesteś jej pewna to lepiej dac sobie czas. Może niekoniecznie rozwód, może separacja wystarczy na razie póki nie masz pewności. Pytanie czy ślub miał dla Ciebie znaczenie czy niekoniecznie? Jak do całej sytuacji podchodzi Twój małżonek? Czy jest gotowy walczyć o Wasz związek? Może warto porozmawiać, może warto powiedzieć, że jesteś pogubiona, że potrzebujesz czasu. Może przydałoby się tez kółko Twojego męża. Nic nie piszesz o dzieciach, czy po którejkoleirk stronie są dzieci? Nie pytam z ciekawości. To raczej pytania dla Ciebie? Neptun potrafi sprawić, że skupiamy się tylko na obezwładniającym uczuciu. Czasem to dobrze czasem niekoniecznie.
          • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 26.03.14, 12:05
            Masz rację, pewności nie mam co do niczego. Obydwoje (ja i mój nowy partner) wychodzimy ze związków, w których nie działa nam się jakaś wielka krzywda, po prostu nie było już "tego czegoś". To długoletnie związki, takie zawarte na studiach. Obydwoje jesteśmy związani emocjonalnie z byłymi partnerami, bo tylu lat nie da się wymazać. Mój mąż nie jest psychopatą, który pije i bije, ani żona mojego partnera nie jest jakąś wiedźmą. Nie mamy obydwoje poczucia, że musimy się natychmiast ewakuować, bo stanie się coś strasznego. Mój mąż nie walczy o mnie, bo wyznaje zasadę, że jeśli go kocham, to i tak go nie zostawię. Skoro nie, to lepiej, żebym sobie poszła i ułożyła życie z kimś, z kim będę szczęśliwa. Jest mnie nawet gotów wspierać materialnie dalej, byleśmy wszyscy byli szczęśliwi. Mąż też jest zmęczony, to nie jest związek, który napędzał mnie, ani jego, zwornikiem był dzieci, którym poświęciliśmy ostatnie 10 lat życia i to one były najważniejsze. To, co było między nami zeszło na plan dalszy.

            Dzieci nie mają na razie świadomości, co się dzieje, bo dopóki nie padną ostateczne decyzje, nie chcemy im robić wody z mózgu i wciągać w nasze emocjonalne piekiełko.

            Data ur. mojego męża: 15 maja 1975 r, Nowy Dwór Mazowiecki, godz. 19.55
            • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 26.03.14, 12:08
              Przepraszam, pomyłka: 13 (NIE-15ty!) maja 1975 r.

              Wszystko mi się knoci z tego stresu.
            • princesswhitewolf Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 27.03.14, 21:52
              Mój mąż nie walczy o mnie, bo wyznaje zasadę, że jeśli go kocham, to i tak go nie zostawię.

              To mu powiedz jasno i klarownie, ze w dziecinstwie duzo czytalas bajek gdzie rycerz walczy o ksiezniczke i, abys poczula sie lepiej na swoj temat musi ci jakias bitwe o Ciebie stoczyc chocby z sama Toba pokazujac dramat : " Oh NIe.... NIe odchoooodz! Nie moge bez Ciebie zyc! Ahhh"<lzy>, <krzyk>"

              Zastanow sie co Was tak zmeczylo? Roznica opinii? A myslisz ze znajdziesz klona??
              • leyaxxi Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 14:14
                Mój mąż nie walczy o mnie, bo wyznaje zasadę, że jeśli go kocham, to i tak go nie zostawię.

                To mu powiedz jasno i klarownie, ze w dziecinstwie duzo czytalas bajek gdzie rycerz walczy o ksiezniczke i, abys poczula sie lepiej na swoj temat musi ci jakias bitwe o Ciebie stoczyc chocby z sama Toba pokazujac dramat : " Oh NIe.... NIe odchoooodz! Nie moge bez Ciebie zyc! Ahhh"<lzy>, <krzyk>"

                Zastanow sie co Was tak zmeczylo?

                ----
                Zgadzam się z princess..., warto wrócić do początku, coś się wypaliło, ale może jeszcze gdzieś tli się iskierka, z której da się rozniecić ogień. Męzowi warto uświadomić, że miłość to nie coś co poprostu jest, czasem przygasa i warto ją rozniecić... kto wie...? Tranzyt Neptuna powoduje romantyczne oczekiwania, a tu co? PROZA ŻYCIA. Ja zmęczona, mąż zmęczony... i w takiej sytuacji albo Neptun sprawi, że zapragniecie wskrzesić romantyczne chwile w stałym związku albo poszukacie ich na zewnątrz... W takich okolicznościach przy tranzycie Neptuna nie trudno o zauroczenie nową osobą. Tylko czy za jakiś czas tego nowego płomyka nie ogranie znowu proza, tęsknoty za nową ekscytacją albo za dawnym związkiem, za tym co było w nim dobre a co przygasło. Za jakiś czas może tak własnie być. Czy problemy związane z patchworkowym związkiem dodadzą ekscytacji czy wręcz przeciwnie? Trudno z góry powiedzieć. Czy nadal będzie siebie lubili? Mam na myśli Ty siebie, Twój nowy partner siebie? Jak pozostawienie dotychczasowych partnerów wpłynie na Wasze wzajemne relacje, dzieci itp.? Wiadomo nic na siłę, ale warto to dobrze przemyśleć. Po x latach małżeństwa wskrzeszenie ognia wymaga wysiłku ale nie jest niemożłiwe. Wiele Was na pewno łączy. Może warto skorzystać z pomocy specjalisty, terapii małżeńskiej, zanim podejmie się ostateczne decyzje, jesłi oczywiście widzisz możliwość odroczenia ostatecznych decyzji w czasie?
            • jasmina.0 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 27.03.14, 23:26
              naumma napisała:

              > Masz rację, pewności nie mam co do niczego. Obydwoje (ja i mój nowy partner) wy
              > chodzimy ze związków, w których nie działa nam się jakaś wielka krzywda, po pro
              > stu nie było już "tego czegoś".
              ------------------
              Ale czego? Normalnym jest, że po wielu latach bycia razem przechodzimy na inny etap bycia razem. Tego wielu ludzi nie jest w stanie zrozumieć. Po prostu namietność się wypala i jest to normalny proces. Jeśli ludzi coś oprócz namietności wiąże, to jest super.Przechodzimy na etap przyjaźni i partnerstwa.

              To długoletnie związki, takie zawarte na studiach. Obydwoje jesteśmy związani emocjonalnie z byłymi partnerami, bo tylu lat nie da się wymazać. Mój mąż nie jest psychopatą, który pije i bije, ani żona mojego partnera nie jest jakąś wiedźmą. Nie mamy obydwoje poczucia, że musimy się natychmiast ewakuować, bo stanie się coś strasznego.
              ---------------------------
              No właśnie - coś się wypaliło ale to jest NORMALNE. Chyba, że obydwoje partnerów potrzebuje ciągłych podniet. Ale tacy to na małżonków i stadło się nie nadają. W ogóle.

              Mój mąż nie walczy o mnie, bo wyznaje zasadę, że jeśli go kocham, to i tak go nie zostawię.
              -----------------
              A co to jest miłość? Według mnie to trwanie ( ach-złe słowo) na dobre i na złe. Kiedys było coś co was połączyło. zastanów się co to było. Miłośc to nie ciągłe patrzenie sobie w oczy tylko patrzenie w jednym kierunku. Miłość to nie ciągły romans i trzymanie się za ręce. to też nie ciągly stan narzeczeństwa i nie ciągły stan podniecenia seksualnego. Moze czasem bycie razem staje się nudne ale obok nas to dalej ktoś, kto nas kiedyś przecież czymś zauroczył.

              Skoro nie, to lepiej, żebym sobie poszła i ułożyła życie z kimś, z kim będę szczęśliwa.
              ------------------------
              A jak definiujesz szczęście?
              Jest mnie nawet gotów wspierać materialnie dalej, byleśmy wszyscy byli szczęśliwi. Mąż też jest zmęczony, to nie jest związek, który napędzał mnie, ani jego, zwornikiem był dzieci, którym poświęciliśmy ostatnie 10 lat życia i to one były najważniejsze. To, co było między nami zeszło na plan dalszy.
              ------------------
              A mianowicie co było między wami? Bo jakoś nie rozumiem takiego postawienia sprawy. Dzieci to jest coś dla kogo i czego warto żyć. To jest nasza nieśmiertelność przecież. Bo cóż innego? To jest niestety właśnie tak ale wiele osob nie zdaje sobie z tego sprawy, że to co nazywają miłością to odwieczny zew natury, po prostu. To tkwi w ludziach podprogowo w podswiadomości. To naturalny proces przekazywania życia. Można by na ten temat napisać tomy ale warto też czasami wgłębic się w problem reinkarnacji.
              >
              > Dzieci nie mają na razie świadomości, co się dzieje, bo dopóki nie padną ostateczne decyzje, nie chcemy im robić wody z mózgu i wciągać w nasze emocjonalne piekiełko.
              -----------------
              I to jest fantastyczana wiadomość.
              Nie namawiam do bycia z kimś na siłę, ale zawsze warto wglębić się głęboko w motywy jakie nami kierują. Co tracimy i co zyskujemy. W nowym związku jest namietność, jest nowość jest..... No ....duzo nowej energii. Ale ona też minie i z tego musisz zdawać sobie sprawę. Być może wtedy inaczej spojrzysz na swoje dotychczasowe związki.
              • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 29.03.14, 20:14
                Jaśmina, dziękuję, czytam wszystko. Pozdrawiam .
        • princesswhitewolf Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 27.03.14, 21:39
          > Nie, nie żyłam pod kloszem, przeciwnie.

          moze cie to znerwicowalo jakos po prostu.

          Nie ma czegos takiego jak super szczesliwy zwiazek. Kazdy zwiazek to praca praca i jeszcze raz praca nad zwiazkiem. Sztuka kompromisow i porozumienia.
          Sa jednak pewne sprawy nie do przeskoczenia: notoryczne zdrady, uwieszenie finansowe, nalogi, jakis terror psychiczny itp
        • jasmina.0 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 27.03.14, 22:42
          naumma napisała:
          . Ostatnio też zmieniałam pracę, a to też stres. Po prostu nie wyrabiam stresu.
          ------------------
          A jak tam u Ciebie obecny tranzyt Saturna? Chyba przeszedł niedawno przez Twoje IC? I siedzi w 4 domu - stąd może ten stres. A Jemu zdaje sie Pluton teraz ora IC? A Uran w Baranie chyba przechodzi przez DSC. A Mars chyba przechodzi przez jego Plutona w Wadze.Tak widzę trochę niewyraźnie na tych wykresach.

          Spojrz na tranzyty jak ustawiają się wstosunku do waszych planet i od razu będziesz widziała i problem i swoj stres. Tranzyty maja to do siebie, że mijają. To może sie wydawać , ze nieskończoność ale czas wbrew pozorom leci szybko.
    • aarvedui Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 17:26
      Czyli mąż już skreślony ?

      1. Relacja z kochankiem wisi na 2 układach - Mars-kwadrat-Neptun (on) i Twój Księżyc na tym Neptunie oraz koniunkcja Księżyc(on) i Twojej Wenus.

      2. Dominuje Księżycowo-Wenusowo-Neptunowa energia buzi-dupci i rozmemłania emocjonalnego, z którym Tobie jest dobrze, zaś jego to wkurza - jedyny znaczący aspekt do jego Marsa, który w natalu ma zrównoważone aspekty.

      3. W porównaniu za mało jest wymiany bardziej zdecydowanych męskich planet - aspekty Słońc czy Marsów są nieliczne i słabe, poza jedną kwadraturą Marsa. Sekstyl Słońc jest za słaby.

      4. Z Neptunem na Twoim DSC z rozmemłaniem i wahaniem Ci dobrze. Dobrze-niedobrze, zmiany są nieistotne ważny jest neptunowy haj. Innym niekoniecznie może być dobrze z takim stanem, buzi-dupci, rozczulaniem się i marzeniami o rycerzu na koniu.

      5. Jak nie wiesz co robić - nie rób nic pochopnego, zamiast tego zajmij się jakąś dziedziną na nerwy i wyobraźnię.
      Szkoda, że nie znamy zdania męża.
      Od biedy, jak nie chcesz rozbijać rodziny i się dogadasz ze "stronami" - idź na układ "francuski".
      Kochanka-Mąż-Żona-Kochanek.
      Może niepopularne, ale zachowasz rodzinę, dostaniesz swoją emocjonalną heroinę, no i mąż też coś będzie miał od życia.
      • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 17:40
        Aaaurvedi - nie mogę się zgodzić. No nie mogę wink W tym "układzie" to ja jestem facetem. Stawiam go pod ścianą, domagam się decyzji (bo on ciągle nie wie, czy z tą żoną), domagam się wyboru, bo "układ francuski" jest jednak nieuczciwy wobec naszych drugich połówek (aż tak wszyscy liberalni nie jesteśmy). I niby już wszystko ustalone, postanowione, zadecydowane, a on...znowu ma pytania, wahania, strachy. Przedwczoraj mi zakomunikował, że sytuacja go przerasta. Że się wypalił, że nie ma energii... Jednak jak tylko ja próbuję postawić granicę i odciąć jego, zaczyna się panika, histeria itp. To jakaś matnia, z której nie umiem wyskoczyć.
        • aarvedui Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 17:56
          Jeśli dane są prawidłowe (godziny i daty) i mamy do czynienia z kochankiem w zewnętrznym kółku i Tobą w wewnętrznym to jest to jak najbardziej wstępna diagnoza horoskopu związku.

          Emocjonalna współzależność i rozmemłanie - właśnie poprzez podkreślenie aspektów Księżyców, Neptuna, Wenus.

          Być może czegoś nie wiem, ale przeczytałem wszystkie wypowiedzi i piszesz np. "Ledwo wstaję z łóżka, od 5 tygodni mam załamanie nerwowe. W nocy koszmary i strach."
          Co w sumie podsumowuje ilość i ton Twoich wpisów.
          To co w końcu jest prawdą ?
          Wiesz, gdybym miał Księżyc w Strzelcu to też bym był optymistą w każdej konfrontacji wink

          Może kwestia złego współrozumienia słowa "emocji". Gniew to też emocja. Podobnie jak frustracja, strach. To nie tylko leżenie w łóżku i zalewanie się łzami.
          Emocjonalne rozmemłanie nazwijmy inaczej - może taplanie się w emocjach?
          Moim zdaniem, Twoje wpisy potwierdzają, że ten związek z kochankiem jest właśnie takim taplaniem się w emocjach.
          • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 18:06
            Tak, taplam się w emocjach, boję się bardzo rozstania z mężem, ale problem polega na tym, że mnie bardzo łatwo nastraszyć. Jedna mina, którą źle odczytam, jakieś niedbale rzucone zdanie, może bez złych intencji, a ja od razu biorę do siebie. Jestem maksymalnie przewrażliwiona na swoim punkcie, bez żadnego dystansu. Jednak to ja "nastawałam" na to, żeby sprawa się rozwiązała w którąś stronę, bo nie znoszę zamierać w oczekiwaniu na to , co będzie. Strach mnie zjada, dlaczego często podejmuję decyzje pochopnie, byle mieć coś za sobą.

            Mąż? Ma mnie dość, ucieszył się na wieść o moim odejściu, planuje nowe życie i niedobrze mu się robi na myśl, że moglibysmy się zejść. Jest Bykiem, wygodny, konformistyczny. Mars w Raku, więc nie będzie o nic walczył. Niech mu świat da święty spokój.
            • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 19:19
              Mąż? Ma mnie dość, ucieszył się na wieść o moim odejściu, planuje nowe życie i
              > niedobrze mu się robi na myśl, że moglibysmy się zejść. Jest Bykiem, wygodny, k
              > onformistyczny. Mars w Raku, więc nie będzie o nic walczył. Niech mu świat da ś
              > więty spokój.


              Naumma Ty mnie rozbrajasz...haha zdecyduj sie czy mąz Cie chce z powrotem ,czy ma Ciebie dosc, bo jak narazie wysylasz sprzeczne komunikaty ,niczym moja kolezanka Wodniczka ...taka pokrzywdzona przez swiat i ludzi ,ale dobrze wie czego chce! wink
              • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 19:21
                Mars w Raku przynajmniej ma jeden rozwod za sobą haha
                • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 19:37
                  No ja nie wiedziałam, że Marsy w Raku to tacy rozwodnicy...
            • leyaxxi Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 22:17
              Ale z tego co widzę Twój mąż nie ma Marsa w Raku a w Rybach... Twój dsc, jego Mars to jeden z punktów przyciągania dawnego zapewne. Tylko dlaczego tranzyt Neptuna tak działa... Z pewnością sytuacja uderza w jego ego - opozycja tranzytującego Saturna do jego Słońca. Jest zdezorientowany i zmęczony - Saturn w 12 domu. Pewnie podejmiecie decyzję, gdy Saturn wejdzie do jego I domu. Może to nie będzie dla niego łatwe (budowanie życia na nowo z Tobą lub bez Ciebie), ale będzie wiedział już nad czym ma pracować teraz żyje w chaosie, co dla zodiakalnego Byka zwykle stąpającego po ziemi łatwe zapewne nie jest. Ale Mars w Rybach to też taki słomiany ogień. Coś by zrobił, ale...
              Ty Wodniczka z Marsem w Bliźniętach i Księzycem w Strzelcu. Raczej niezależna a może nawet ekscentryczna z trzeźwym spojrzeniem Wenus w Koziorożcu. Dobraliście się na zasadzie przeciwieństw, albo inaczej odmienności i inności co czasem przyciąga ale na dłuższą metę bywa męczące i trudne do wzajemnego zrozumienia, choć stanowi wyzwanie i pozwala wiele przepracować, o ile podejmie się ten wysiłek, tym bardziej, że są punkty czy raczej jakości wspólne (Twoja ziemska Wenus jego ziemskie/bycze słońce, Neptuniczny Mars czuje się doś stabilnie przy Wenus w Koziorożcu). Dla nowego mężczyzny z Księzycem w Koziorożcu, który prawdopodbnie skrywa poranienia (może przez matkę?), które łagodzi Twoja trzeźwo myśląca Wenus, dając stabilność i coś co jest mu znane. Ale czy na dłuższą metę będzie Ci odpowiadać rola "plastra na rany" nie wiem. Kto wie może czas przyniesie rozwiązanie... Nie wiem czy podejmowanie w tej sytuacji (astrologicznej i faktycznej) radyklanych decyzji jest dobrym rozwiązaniem
    • acrux_79 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 20:27
      Kulturalnie podpytam i napiszę:

      1. Data ślubu (z godziną i miejscem) poproszę. Przy okazji dowiemy się, ile małżeństwo trwa czasu.

      2. Staraj się nie pisać złych rzeczy publicznie. Później się tego bardzo mocno żałuje. To moja rada od serca. Wystarczyło poprosić tylko o ocenę sytuacji. Bez oceny ex-ów, ex ex-ów, itd. Ja trochę takich błędów i mini - błędów popełniałem. Zaufaj.

      3. Pamiętaj, że większość osób które się rozstało będzie mówiło "odpuść", a większość która trwa w związkach nieidealnych będzie mówiło "daj szansę". Ileż razy widziałem, jak astrologowie projektują swoje oczekiwania na wizję związku kogoś innego. A przecież nie oni będą za Ciebie żyć.

      4. Najbliżej mi do opinii Aarvedui, ale wolę zaczekać na odp. na pytanie 1.
      • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 20:45
        acrux_79 napisał:

        > Kulturalnie podpytam i napiszę:
        >
        > 1. Data ślubu (z godziną i miejscem) poproszę. Przy okazji dowiemy się, ile mał
        > żeństwo trwa czasu.
        >
        > 2. Staraj się nie pisać złych rzeczy publicznie. Później się tego bardzo mocno
        > żałuje. To moja rada od serca. Wystarczyło poprosić tylko o ocenę sytuacji. Bez
        > oceny ex-ów, ex ex-ów, itd. Ja trochę takich błędów i mini - błędów popełniałe
        > m. Zaufaj.
        >
        > 3. Pamiętaj, że większość osób które się rozstało będzie mówiło "odpuść", a wię
        > kszość która trwa w związkach nieidealnych będzie mówiło "daj szansę". Ileż raz
        > y widziałem, jak astrologowie projektują swoje oczekiwania na wizję związku kog
        > oś innego. A przecież nie oni będą za Ciebie żyć.
        >
        > 4. Najbliżej mi do opinii Aarvedui, ale wolę zaczekać na odp. na pytanie 1.


        Aarvedui nie napisal nic lepszego co my napisalysmy ...moze przeczytaj caly watek a nie tylko swojego kolego Aarvediu hehe wink

        • acrux_79 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 20:59
          Hi hi, nawet nie wiem, jak "kolega aarvedui" ma na imię smile . Co do poprzednich postów, dałem rady prawie 2/3, później wymiękłem jak jajko na twardo.

          Okoliczności często tak się niestety mają, że lubimy doradzać wg "własnego przerobionego scenariusza życiowego". Pic w tym, że beneficjenci naszych "rad" nie posiadają naszych radixów. To cholernie trudna sztuka dystansować się od własnych przyzwyczajeń i własnych "konstrukcji". Nie zbawiamy świata, nie przytulamy przyjaciółki, tylko niczym bezlitośni rzemieślnicy próbujemy odpowiedzieć na zadane pytanie. Co jest sztuką trudną. Gadam jak 60 letni dziad, tyle nie mam, ale myślę, że to chyba ten kierunek.


          labrom napisała:

          > Aarvedui nie napisal nic lepszego co my napisalysmy ...moze przeczytaj caly wat
          > ek a nie tylko swojego kolego Aarvediu hehe wink
          >
          • aarvedui Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 23:19
            acrux_79 napisał:

            > Gadam jak 60 letni dziad, tyle nie mam, ale myślę, że to chyba ten kierunek.

            Jak w każdym zawodzie usługowym są dwa kierunki - schlebianie klientowi i postępowanie profesjonalne.
            Nie zawsze da się to pogodzić, ot przykładowo grafik czy architekt może delikatnie powiedzieć klientowi, że jego wizje są infantylne, bez gustu albo niezgodne z prawem.
            Z kolei klient może się obrazić i iść tam, gdzie mu powiedzą jaki to on nie jest zdolny i piękny i pomysłowy.
            Zawsze jest wybór, aczkolwiek "dziad" ma nieco większe szanse bycia profesjonałem, chociażby ze względu na staż (szansę zdobycia doświadczeń).
      • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 20:59
        Śluby były dwa, bo jeszcze niekonkordatowe.

        1. 29 września 2000 r., Warszawa, godz. 18.30

        2. 30 czerwca 2001, Warszawa, godz. 15 (choć tu nie mam 100 % pewności, mogło być później).
        • labrom Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 22:41
          > Śluby były dwa, bo jeszcze niekonkordatowe.
          >
          > 1. 29 września 2000 r., Warszawa, godz. 18.30
          >
          > 2. 30 czerwca 2001, Warszawa, godz. 15 (choć tu nie mam 100 % pewności, mogło b


          moze idz do profesjonalnego astrologa i zaplac ,a nie tu wyludzasz swoje wizje na zwiazek. To nieladnie , bo klamiesz i manipulujesz jak swoimi kochankami hehe wink
          • naumma Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 22:56
            Nie kłamię, jestem w kiepskim psychicznym stanie i sama ta rozmowa z Wami bardzo mi pomaga. Przepraszam, jeśli ktoś czuje się urażony, naciągnięty, nadużyty. Zazwyczaj jestem "pogotowiem ratunkowym" dla znajomych, dziś sama potrzebuję pomocy i tylko o nią proszę. Pójdę do astrologa, psychologa, psychiatry i gdzie tam jeszcze, jak będę mogła wstać z łóżka. Mam porażenie nerwu, zapalenie stawu i kilka innych rzeczy, które rozwaliły mi psychikę. Dlatego ratuję się jak mogę, zrozumcie proszę.
            • revived Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 23:22
              W żywym człowieku tkwią uczucia żywe.Kibicuję Ci,żebyś jak najszybciej pozbierała się wewnętrznie.Szukasz ratunku spoglądając na synastrię.Spójrz najpierw w kosmogram urodzeniowy.Popatrz na Merkurego,Księżyc,Saturna,węzły chłonne,a później przejdź do bieżących tranzytów.
              • janina62 Re: skoro jest tak dobrze, to dlaczego....? 28.03.14, 23:47
                ktoś już tu napisał, na tranzytach Neptuna nie podejmuje się żadnych życiowych decyzji; minie kilka lat i będziesz się pukać w głowę co wyprawiałaś, jaka byłaś kompletnie ślepa i egocentryczna, jak mogłaś taką istotą być i zapomnieć o tym co jest najistotniejsze w małżeństwie i rodzinie czyli o dzieciach; jeśli Twój obecny umiłowany ma wątpliwości nie powinnaś go naciskać i wymagać od niego decyzji- już to że nie jest pewny waszej wspólnej przyszłości daje do myślenia/rozwalasz mu rodzinę!!!/; najlepsze co jest teraz potrzebne to spokój a alternatywą na przetrwanie trudnych chwil tzw.separacja; skup się na pracy, wychowywaniu dzieci, zacznij je kochać prawdziwie oszczędzając im tragedii w postaci rozpadu rodziny; twój mąż też ma z tobą czarną rozpacz, weź to pod uwagę że wniosłaś destabilizację w wasz związek a "miłość"którą spotkałaś nie można traktować poważnie bo po prostu słabo widzisz i siebie, i wspólne życie z obecnym kochankiem..........poruszając się w tej mgle trzymaj się blisko ziemi czyli spraw przyziemnych /praca, dom,obowiązki,ciężarów sobie nie żałuj i może czasami trochę zmęcz się solidnie
                • gronia10 Nauma, 29.03.14, 16:35
                  Twój kochanek ma Księzyc w Koziorożcu,zważ ,ze Pltuon jeszcze 10 lat bedzie w Koziorożcu,facet ma zatem przed sobą megaemocje związne w kobietą ,może z Tobą mozę z zoną,a mozę z chorobą żołądka?
                  Zbliża się wielki krzyż planet,komuś powiesz "krzyż an drogę" i spadaj, wolałąbym żebyś to powiedziała kochankowi.Od sierpnia będziesz już wiedziała na czym stoisz.Stawiam na rozstanie z kochankiem.
                  Dolegliwości o jakich piszesz przeważnei towarzyszą stresowi,pomaga magnez,wit z grupy B.Nie rozbijaj pochopnie rodziny!!Trzymam kciuki.,
                  • jasmina.0 Re: Nauma,proszę 29.03.14, 18:55
                    przeczytać moje środkowe posty (weszlam w temat dośc późno) może Ci w czymś pomoże moje "widzenie świata".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka