Dodaj do ulubionych

O Ascendencie

02.12.04, 01:36
Dla astrologów psychologizująco-humanistycznych. Pozostali, nie czytać! wink

Tak się ostatnio zastanawiam nad znakiem ascendentu.
Jak wiadomo, określa on między innymi, a może nawet przede wszystkim, sposób
bycia, zachowania.
Przeczytałam kiedyś, że osoby z asc w Lwie musiały w dzieciństwie popisywać
się, odnosić jakieś wyjątkowe sukcesy albo w inny sposób starać się zwrócić
na siebie uwagę rodziców, bo bez tego dostawały tej uwagi zbyt mało.
I tak się zastanawiam, czy ascendent dziecka w każdym przypadku nie
odzwierciedla jakiegoś braku istniejącego w układzie rodzinnym, czy nie jest
wołaniem o coś, czego brakuje, próbą wyrównania tego braku w rodzinnym polu.
Na przykład asc w Wadze, w znanych mi przypadkach, częsty jest u dzieci
rodziców mocno skonfliktowanych. Dziecko ze swoim wagowym ascendentem
przyjmuje wtedy na siebie rolę moderatora czy negocjatora w konfliktach.
Nawet bardzo małe dziecko staje się takim elementem moderującym - można by
rzec, języczkiem u wagi. Wyrastając wśród konfliktów, musi swoim zachowaniem
wołać o harmonię, której mu brakuje.
Asc w Raku - w rodzinie mało jest ciepła, "rodzinności", okazywania uczuć -
dziecko musi się przymilać, okazywać swoje uczuciowe potrzeby w sposób
przesadny, żeby cokolwiek z tej działki dostać.
Asc w Pannie - potrzeba porządku w chaotycznym otoczeniu. Asc w Wodniku -
odwrotnie, układ rodzinny zbyt skostniały, domagający się przewietrzenia. Asc
w Koziorożcu - potrzeba bezpieczeństwa, jasnej i zrozumiałej hierarchii. I
tak dalej, i tak dalej.
W ten sposób Asc określałby stan rodziny i jej największe deficyty w okresie
dzieciństwa danej osoby. Byłby więc powiązany znaczeniowo z Księżycem pod tym
względem, że zachowania związane z asc, podobnie jak z Księżycem, kształtują
się bardzo wcześnie i są w dużym stopniu nieświadome, a próby ich moderowania
czy tonowania zawodzą na przykład w chwili stresu. Podobnie jak Księżyc, Asc
działałby jak automatyczny pilot. Moim zdaniem tak jest.

Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • anahella Re: O Ascendencie 02.12.04, 02:06
      Szczeka mi opadla. Przelatuje w myslach wszystkie znajome mi osoby, o rodzinach
      ktorych wiem co nieco. No i teoretycznie sie zgadza. Ale...
      Wlansie. Ja znam te osoby, stosunki w ich rodzinach ale nie znam horoskopow ich
      rodzenstwa.

      Jak pogodzic te teorie z ascendentami dzieci, ktore nie beda mowily o tym
      samym? Np. gdy dzieci maja horyzont odwrotnie? Jeszcze trudniej gdy dzieci maja
      ascendent w znakach sasiadujacych.
      • all2 Re: O Ascendencie 02.12.04, 02:49
        To tak samo jak rodzeństwo ma gdzie indziej Księżyce czy Saturny, choć te też
        przecież mówią o rodzicach i atmosferze domu.
        To pole rodzinne zmienia się z czasem, zmieniają się układy między rodzicami,
        rodzeństwo zwykle dzieli różnica kilku lat. Każde dziecko ma swoją, inną bajkę.
        To po pierwsze. Po drugie, pierwsze dziecko wchodzi jako nowy element między
        dwoje rodziców - czyli najwyraźniej odbija charakter tego pierwotnego układu.
        Kolejne dzieci zastają ten układ już zmodyfikowany, powiększony o rodzeństwo.
        Pierwsze dziecko odciążyło go z czegoś, następne więc ma tu co innego do
        zrobienia i inne braki odczuwa. Do tego dokłada się charakter samego dziecka,
        czyli pozostałe elementy jego horoskopu - nad jednymi rzeczami łatwiej
        przejdzie do porządku, inne będą mu dokuczać mocniej. Zawsze jest to sprzężenie
        zwrotne i ten deficyt widziany przez ascendent jest oczywiście bardzo
        subiektywny. Ale moim zdaniem jest to coś co sam zainteresowany odczuwał w
        dzieciństwie jako deficyt, a w końcu o to chodzi. Mimo wszystko często ma to
        też jakieś obiektywne podstawy.
        Ciekawa staje się tu relacja ascendentu z Księżycem. Mam na myśli znaki i dom
        Księżyca, nawet gdy nie ma aspektu z asc. Te dwa razem już chyba mówią bardzo
        dużo o klimacie dzieciństwa.
        • luciamdb Re: O Ascendencie 02.12.04, 08:56
          Tak sie nad tym zastanawialm biorac jako przyklad moja rodzinke. Nas jest
          szóstka rodzeństwa. smile. No i to sie chyba rzeczywiscie zgadza. Nasze asc to po
          kolei byk,(2 lata później) ryby,(dwa lata później) byk,(dwa lata później) panna,
          (dwa lata później) baran,(7 lat później)lew> Chociaż tak sie zastanawialam nad
          tymi rybami i nie wiem do jakiego brakujacego elementu odnosilby sie ten znak,
          dodam ze przypadek tej mojej siostry z asc w rybach jest taki ze powtarza asc
          mamy, a jej znak słoneczny to rak czyli asc taty. Wiec sama nie wiem, moze
          miala pelnic jakas role moderatora. Chociaz pomimo takich samych asc z mama sie
          w ogóle nie rozumieją, no ale w końcu to ryby. Mam nadzieje że sie znowu nie
          zaplątałam kompletnie co mi się ostatnio zdarza i ktoś zrozumie mój post.
          Dzięki za wyrozumiałość
        • graag Re: O Ascendencie 11.12.04, 14:56
          hej,

          Idea bardzo fajna, tym niemniej, nie bym byl soba, gdybym nie wtracil swoich
          trzech groszy. Przede wszystkim stwierdzenie, ze znak Asc okresla to czego w
          dziecinstwie WH brakowalo i co staral sie wypelnic wlasnie poprzez dzialania
          zwiazane czysto z energia znaku tam stojacego wydaje mi sie troche zbyt szybkim
          wyciaganiem wnioskow. Moim skromnym zdaniem Ascendent owszem jest swego rodzaju
          podlozem, na ktorym buduje sie pozniejsze zycie WH i ktory zapewne wskazuje
          posrednio na sytuacje rodzinna w wieku dzieciecym. Uwazam jednak, ze miast w/w
          roli wypelniacza brakow, jest on raczej sposobem obrony, a lepiej nazywajac
          przystosowania sie do zycia w rodzinie (niby nic to nie zmienia ale jednak!). A
          wiec co sie zmienia ? No to, ze przypadek opisany przez Ciebie all2 jest
          szczegolnym wydaniem wyzej zapisanej przeze mnie reguly. Np. Wystapienie Raka na
          ascendencie niekoniecznie oznaczac bedzie brak domowej opieki, ale moze oznaczac
          sytuacje opozycyjna ( a jak wiemy opozycja w astrologii jest przeniesieniem
          wartosci na osiach ja-oni, czyli z wewnatrz na zewnatrz i odwrotnie, [ OFFTOPIC
          BEGIN nota bene do napisania o moich przemyslen na ten temat zachecil mnie topic
          all2 wiec moze cos splodze wink jesli tylko cos z tego wyjdzie, bo zauwazylem ze
          nie jest wiele osob ktore z podnieceniem rozgadywaly by sie w tematyce
          astrologii psychologiczno humanistycznie OFFTOPIC END ]). W tym wydaniu, osoba
          bedzie odczuwala wiele konfliktow poza domem z powodu np. swojego "maminsynstwa"
          (boshe ale wyraz ;P) i przez to bedzie uciekala do mamy, taty, bliskiego
          kontaktu uczuciowego z rodzina i jedny slowem ogniska domowego. Moze byc takze
          tak, ze bez niczego (czyli bez zadnych negatywnych zjawisk) WH moze po prostu
          miec tak kochajaca rodzine i uwarunkowania wewnetrzne wplyna na to, ze bedzie
          typowym domatorem, uczuciowym dzieckiem, kochajacym mamusie i tatusia. Tak wiec
          juz mamy dwa przypadki w ktorych rozwiniecie Twojej teorii, uznalbym za w moim
          mniemaniu sluszne.

          Druga sprawa, ktora chcialem poruszyc to zalozenie rozwojowosci w rodzinie ktore
          uznalas za glowna determinante roznych znakow ascendentalnych u rodzenstw.
          Wedlug mnie, na pierwszym planie trzeba by raczej umiescic uwarunkwoania
          wewnetrzne WH (tj. ogolny wyglad radixu), nizli te wlasnie zmiany ktore byly sie
          dokonaly w czasie od ostatniego porodu, ktore tez dokonalo ("przepracowalo")
          poprzednie dziecko. Owszem wazne jest co sie zmienilo w rodzine poprzez te kilka
          lat, jednak ujecie tego tutaj na pierwszym planie wydaje mi sie troszke przesadzone.

          I po raz wtory widze deficyt w odniesieniu do roli ascendentu w dziecinstwie WH.
          No o tym juz bylo wiec nie bede sie powtarzal. Z Mila checia poczytam o stosunku
          wszystkich do mojego rozwiniecia teorii all2 (nota bene wielce ciekawej).

          pozdrawiam

          graag
    • ashanti5 Re: O Ascendencie 02.12.04, 09:43
      Własnie sprawdziłam horoskop mojego brata i co się okazuje? Że Asc mamy w tym
      samym znaku (Waga) i Księzyc również (Baran). Swoją drogą - mimo tych
      podobienstw nie umiemy zupełnie się dogadac.
      All, moje obserwacje czesciowo pokrywaja sie z Twoimi. Akurat w mojej rodzinie
      Żadnych konfliktów nie bylo, żadnych ról moderatorów, żadnych wołań o harmonię,
      bo takowa była.
      Sprawdziłam też horoskop narzeczonego. I tutaj by sie zgadzalo, ale czesciowo,
      bo konflikt byl w postaci porzucenia przez ojca.
    • makaryna Re: O Ascendencie 02.12.04, 10:20
      "I tak się zastanawiam, czy ascendent dziecka w każdym przypadku nie
      odzwierciedla jakiegoś braku istniejącego w układzie rodzinnym, czy nie jest
      wołaniem o coś, czego brakuje, próbą wyrównania tego braku w rodzinnym polu. "

      Czy mam rozumiec, ze ascendent dziecka ma pelnic podrzedna role w stosunku do sytuacji rodzinnej
      ? Czyli, ze jest zdeterminowany przez stosunki pomiedzy rodzicami, odzwierciedla ich wzajemne
      relacje.
      Bardzo czesto stosunki rodzinne maja charakter dynamiczny. Jak to sie ma do sytuacji, jezeli np.
      sytuacja pomiedzy rodzicami byla konfliktowa, rodzi sie dziecko z ascendentem w wadze, a
      problemy rodzinne znikaja ? przeciez ascendent dziecka sie nie zmieni.... i w takiej sytuacji jego
      ascendent nie bedzie odzwierciedlal sytuacji faktycznej.
      • all2 Re: O Ascendencie 02.12.04, 14:33
        makaryna napisała:

        > Czy mam rozumiec, ze ascendent dziecka ma pelnic podrzedna role w stosunku do
        s
        > ytuacji rodzinnej
        > ? Czyli, ze jest zdeterminowany przez stosunki pomiedzy rodzicami,
        odzwierciedl
        > a ich wzajemne
        > relacje.

        Tak, mniej więcej o to mi chodziło. Asc i Księżyc to dwa najszybciej się
        zmieniające elementy w horoskopie, więc przyjmując, że dziecko rodząc się
        samo "ustawia" sobie horoskop, to ma największą swobodę manewru właśnie przy
        Księżycu i ascendencie - nie są one zdeterminowane czasem poczęcia. Można
        przyjąć, że układy wolniejszych planet to jest ten temat do przerobienia z góry
        nam zadany na życie, a Księżyc i asc to takie dopasowanie w szczegółach już do
        konkretnej sytuacji urodzenia i konkretnej rodziny. Wchodzę tu oczywiście w
        kwestie światopoglądowe, ale chcę po prostu opisać, jak to widzę. W ten sposób,
        układy planet oprócz Księżyca opisywałyby ten główny, w miarę stały, "zadany z
        góry" rdzeń charakteru danej osoby. Księżyc przejmowałby ładunek rodziny
        rozumianej jako ciąg pokoleń, czyli głębokie korzenie emocjonalne. Ascendent
        natomiast służyłby dostosowaniu już do konkretnego układu bliskiej rodziny,
        czyli przede wszystkim rodziców i rodzeństwa. Z całego układu planetarnego w
        horoskopie wynikają pewne potrzeby, które dla konkretnego dziecka są
        szczególnie ważne i które powinni zaspokoić rodzice i otoczenie. Asc jest
        sposobem zwrócenia uwagi na te potrzeby, w sytuacjach, gdy rodzice działając
        sami z siebie, bez dodatkowego bodźca, mogliby ich nie zaspokajać
        wystarczająco. Asc jest więc takim wyznacznikiem ważnych potrzeb. Jak patrzę po
        horoskopach to często wygląda to tak, że asc działa jako przeciwwaga do ważnych
        układów w horoskopie. Na przykład Wenus w Koziorożcu w kwadraturze do Saturna -
        i asc w Raku. Ktoś taki ma w sobie grubą zaporę na ciepło i akceptację. Jest to
        również odzwierciedlenie sytuacji rodzinnej, w tym domu nie ma zbyt wielu
        ciepłych uczuć. I do tego asc w Raku - tego mi trzeba, chcę być przytulany!
        Takie dziecko bardziej niż inne potrzebuje okazywania uczuć, żeby cokolwiek do
        tej wychłodzonej Wenus dotarło. To prawdziwy przykład. Albo inny. Rodzina
        bardzo konkretna, dobrze osadzona w materii, zorientowana na cele - też głównie
        materialne, prestiżowe. Klimaty osądzająco-potępiające. I do tego dziecko z asc
        w Rybach. Te Ryby tu mówią: zróbcie miejsce na moją niedoskonałość, na moje
        nieuporządkowanie, na uczucia, na to co nieuchwytne! Do tego 12-domowy Księżyc
        w półkrzyżu z Saturnem i Plutonem. Amayah pisała o asc w Strzelcu. Też znam
        taką osobę z asc w Strzelcu, urodzoną w okresie, gdy rodzina była przytłoczona
        problemami zdrowotnymi i różnymi innymi, atmosfera nie najlepsza. W tym samym
        horoskopie koniunkcja Saturna ze Słońcem i kwadratura Plutona do Księżyca.
        Strzelec tu mówi: trzeba szerszej perspektywy, odejścia od przyziemności,
        trochę radości, wiary, idei! I tak dalej. Jak patrzę po horoskopach to w każdym
        przypadku ascendent genialnie dopełnia całość i właśnie wydaje się reakcją na
        konkretny moment w życiu konkretnej rodziny.

        > Bardzo czesto stosunki rodzinne maja charakter dynamiczny. Jak to sie ma do
        syt
        > uacji, jezeli np.
        > sytuacja pomiedzy rodzicami byla konfliktowa, rodzi sie dziecko z ascendentem
        w
        > wadze, a
        > problemy rodzinne znikaja ? przeciez ascendent dziecka sie nie zmieni.... i w
        t
        > akiej sytuacji jego
        > ascendent nie bedzie odzwierciedlal sytuacji faktycznej.

        Myślę że będzie odzwierciedlał tę sytuację wyjściową, pierwotną. A potem - no
        cóż, cały horoskop przecież ewoluuje, jest dynamiczny, ale z drugiej strony
        jest zapisem początku, chwili urodzenia. Potem się to wykorzystuje na rozmaite
        sposoby, bo sposobów wykorzystania materiału wyjściowego jest zawsze wiele.
        Często jednak ludzie niosą ze sobą ten dziecinny ascendentowy niedosyt bardzo
        długo w czystej postaci. Nikogo nie urażając, wystarczy popatrzeć na głód uwagi
        u niektórych asc Lwów wink Dorosłe wykorzystanie ascendentu to już inna sprawa,
        ale o tym chyba napiszą osobno, bo teraz już nie mam czasu.

        Dzięki za odzew i wszystkie uwagi, czekam na kolejne smile
        • makaryna Re: O Ascendencie 02.12.04, 21:44
          Zakladajac, ze dziecko rzeczywiscie "steruje" polozenie Asc. i Ksiezyca, to nie wydaje mi sie, ze robi
          to z czysto altruistycznych powodow, aby rozwiklac czyjes problemy czy uszczesliwic rodzine
          poprzez wprowadzenie nowych elementow akurat tam brakujacych.
          Wydaje mi sie, ze robi to bardziej z czysto egoistycznych powodow, aby przetrwac i rozwijac sie w
          jak najlepszych warunkach, a nie wprowadzac rownowage uczuciowa w rodzinie.
          " Na przykład Wenus w Koziorożcu w kwadraturze do Saturna -
          i asc w Raku. Ktoś taki ma w sobie grubą zaporę na ciepło i akceptację. Jest to
          również odzwierciedlenie sytuacji rodzinnej, w tym domu nie ma zbyt wielu
          ciepłych uczuć. I do tego asc w Raku - tego mi trzeba, chcę być przytulany!
          Takie dziecko bardziej niż inne potrzebuje okazywania uczuć, żeby cokolwiek do
          tej wychłodzonej Wenus dotarło."

          W podanym przez Ciebie przykladzie:
          a. rodzina chlodna uczuciowo
          b. dziecko z zalozenia (Wenus) rowniez nie potrzebuje nadmiaru uczuc.

          Dlaczego w takim ukladzie dziecko "wybiera" sobie asc. w raku skoro wcale tego nie potrzebuje ?
          Dlaczego domaga sie na sile, zeby go "uszczesliwiac" ? Przeciez nie wszyscy maja takie same
          zapotrzebowania na "cieplo"...

          Akurat przypadek Asc. w Raku znam z autopsji smile
          Pamietam, ze moja mama "przesladowala" mnie dopieszczaniem i przytulaniem. Rowniutko w
          opozycji do asc. mam Ksiezyc w Koziorozcu....i za demonstrowaniem uczuc nie przepadam. Watpie,
          czy sama z wlasnej woli "wybralam" sobie taki ascendent i Ksiezyc w tym polozeniu!!! Jaki bylby
          logiczny sens takiego ukladu ?!

          No chyba, ze acendent wybralam na "chybil trafil", a po przemysleniu stwierdzilam, ze to byl glupi
          pomysl i w ostatnim momencie, dla neutralizacji efektu "wrzucilam" Ksiezyc do Koziorozca smile

          Nie chce negowac Twojego pomyslu. Byc moze jest tu jakies wytlumaczenie...

          Byc moze jest to jakis rodzaj "ukrytej broni" ?
          Ojciec - skorpion, matka-byk, ja-wodnik.....cala trojka obstaje przy swoim i nie ustapi (znaki stale)
          ....
          Byc moze w sytuacjach podbramkowych, ten moj raczany ascendent byl moja "bronia" ?

          • all2 Re: O Ascendencie 04.12.04, 01:30
            makaryna napisała:

            > Zakladajac, ze dziecko rzeczywiscie "steruje" polozenie Asc. i Ksiezyca, to
            nie
            > wydaje mi sie, ze robi
            > to z czysto altruistycznych powodow, aby rozwiklac czyjes problemy czy
            uszczesl
            > iwic rodzine
            > poprzez wprowadzenie nowych elementow akurat tam brakujacych.
            > Wydaje mi sie, ze robi to bardziej z czysto egoistycznych powodow, aby
            przetrwa
            > c i rozwijac sie w
            > jak najlepszych warunkach, a nie wprowadzac rownowage uczuciowa w rodzinie.

            Tak, ale to jest sprzężenie zwrotne, oczywiście nie ma mowy o czystym
            altruiźmie, jest natomiast uczestnictwo. Do równowagi dąży system rodzinny,
            czyli całość większa od poszczególnych elementów. Na poziomie jednostki to nie
            jest świadome.

            > W podanym przez Ciebie przykladzie:
            > a. rodzina chlodna uczuciowo
            > b. dziecko z zalozenia (Wenus) rowniez nie potrzebuje nadmiaru uczuc.

            Czy ja wiem - co do Wenus w Koziorożcu, mam trochę inne zdanie - ona
            potrzebuje, tylko ma zaporę na odbiór - to jest taka ambiwalencja - Wenus chce,
            tylko Saturn się obawia i czuje się nieswojo - nawzajem sobie nogę podstawiają.

            > Dlaczego w takim ukladzie dziecko "wybiera" sobie asc. w raku skoro wcale
            tego
            > nie potrzebuje ?
            > Dlaczego domaga sie na sile, zeby go "uszczesliwiac" ? Przeciez nie wszyscy
            maj
            > a takie same
            > zapotrzebowania na "cieplo"...

            Akurat to dziecko ma bardzo duże zapotrzebowanie. Może u Ciebie jest inaczej,
            może cały układ jest trochę inny.

            > Akurat przypadek Asc. w Raku znam z autopsji smile
            > Watpie,
            > czy sama z wlasnej woli "wybralam" sobie taki ascendent i Ksiezyc w tym
            polozen
            > iu!!! Jaki bylby
            > logiczny sens takiego ukladu ?!

            Bo to ma niewiele wspólnego ze świadomymi wyborami. Podobnie jak świadomie nie
            wybralibyśmy sobie wielu sytuacji w życiu, które się nam przytrafiają, i
            rozmaitych uwarunkowań. Ale często ich sens dostrzega się dopiero długo po
            fakcie. To są inne kryteria. Nie zawsze dostajemy to czego chcemy, ale zawsze
            to, co jest nam potrzebne.
            Nie wiem, jak jest sens Twojego asc w Raku. Wygląda na to, że Ty też na razie
            nie wiesz. Ale nie można wykluczyć, że kiedyś popatrzysz na tego Raka inaczej.
            W końcu ciągle odkrywamy w sobie coś nowego.


            > No chyba, ze acendent wybralam na "chybil trafil", a po przemysleniu
            stwierdzil
            > am, ze to byl glupi
            > pomysl i w ostatnim momencie, dla neutralizacji efektu "wrzucilam" Ksiezyc do
            K
            > oziorozca smile

            smile

            > Nie chce negowac Twojego pomyslu. Byc moze jest tu jakies wytlumaczenie...
            >
            > Byc moze jest to jakis rodzaj "ukrytej broni" ?
            > Ojciec - skorpion, matka-byk, ja-wodnik.....cala trojka obstaje przy swoim i
            ni
            > e ustapi (znaki stale)
            > ....
            > Byc moze w sytuacjach podbramkowych, ten moj raczany ascendent byl
            moja "bronia
            > " ?

            może smile
            Trzeba stalego uporu Wodnika, żeby przełamać stałość osi Byk-Skorpion. Przy
            tych układach Rak wydaje się zupełnie z innej bajki - może rzeczywiście tajemna
            broń wink

            Może jeszcze słowo wyjaśnienia. Bardzo mnie ostatnio zajęła teoria pola
            rodzinnego w psychologii i ten wątek o ascendencie to taki skutek uboczny -
            zaczęłam widzieć cały radiks w nowym świetle. To, co piszę, to wynik spojrzenia
            systemowego, może się wydawać, że ma niewiele sensu, jeśli skupiamy się tylko
            na indywidualnym radiksie.
            • savanna Re: O Ascendencie 04.12.04, 09:26
              All - jesli interesuja Cie ustawienia rodzinne Hellingera, szczegolnie polecam
              (o ile moge smile warsztaty: hellinger.xtr.pl/Warsztaty/Hellinger.htm
              serdecznie pozdrawiam - s.
              • all2 Re: O Ascendencie 06.12.04, 00:06
                Dzięki, Savanno smile Ja z kolei polecam innych autorów, którzy zajmowali się
                systemami rodzinnymi - z dostępnych w Polsce szczególnie książki Virginii
                Satir. Z haseł do wyszukiwarki także: Carl Rogers, Fritz Pearls, John Bradshaw,
                Whitaker.
                Pozdrowienia smile
          • marittime Re: O Ascendencie 04.05.05, 17:14
            makaryna napisała:
            > Zakladajac, ze dziecko rzeczywiscie "steruje" polozenie Asc. i Ksiezyca, to
            nie
            > wydaje mi sie, ze robi
            > to z czysto altruistycznych powodow, aby rozwiklac czyjes problemy czy
            uszczesl
            > iwic rodzine
            > poprzez wprowadzenie nowych elementow akurat tam brakujacych.

            A może jest tak, że to nie dziecko sobie Asc wybiera, ale jest on wynikiem
            oczekiwań matki, lub obojga rodziców? Gdy np. matka nosząc w brzuchu
            dziecko,wyobraża sobie, że będzie ono takieoryginalne, genialne i INNE NIŻ
            WSZYSCY to dziecko w odpowiedzi rodzi się z ASC w Wodniku, a gdy matka zalewana
            jest przez potrzebę macierzyństwa, pragnie mieć dziecko by nim się opiekować to
            rodzi się ascendentalny Raczek. Oczywiście może chodzić o oczekiwania obojga
            rodziców, także (a może przedewszystkim) nieuświadamiane. Kiedy w rodzinie brak
            wzajemnego ciepła i "rodzinności" matka lub ojciec (członek rodziny bardziej
            poszkodowany emocjonalnie) pragnąc znaleźć obiekt na który by można by przelać
            niewyrażone emocje i który by to odwzajemnił przyczynia się do powstania
            dziecka z asc w raku.
            A dlaczego miałoby to wpływać na Asc, a nie na Księżyc? Księżyc min ukazuje w
            hor matkę. Prawdziwie oryginalna matka nie potrzebuje tego by jej dziecko było
            taaakie oryginalne!

            > Akurat przypadek Asc. w Raku znam z autopsji smile
            > Pamietam, ze moja mama "przesladowala" mnie dopieszczaniem i przytulaniem.
            Rown
            > iutko w
            > opozycji do asc. mam Ksiezyc w Koziorozcu....i za demonstrowaniem uczuc nie
            prz
            > epadam. Watpie,
            > czy sama z wlasnej woli "wybralam" sobie taki ascendent i Ksiezyc w tym
            polozen
            > iu!!! Jaki bylby
            > logiczny sens takiego ukladu ?!

            Mam ten sam układ: Asc w raku i księżyc w koz na Dsc. Ja z kolei UWIELBIAM
            przytulanie, cały czas bym mogła! Lubię też okazywać uczucia, choć przychodzi
            mi to bardzo trudno. Zauważyłam, że imbardziej je okazuję tym bardziej się
            czuję bezpiecznie. Wiem, że dziwne.
            Zastanawiałam się nad tym układem w kontekście tego co pisała All o Asc i
            Księżycu jako 2 wyznacznikach sytuacji rodzinnej, co gdy są w opozycji?
            Jedyne skojarzenie jakie mi się niemrawo nasuwa to jakieś rozdarcie (w
            rodzinie, w oczekiwaniach), np.gdy mam oczekuje od dziecka czegoś opozycyjnego
            niż tata, lub kiedy są w rodzinie jakieś obciążenia z poprzednich pokoleń, choć
            rodzice pragną dać dziecku coś skrajnie innego niż im dano, to te obciązenie
            się gdzieś uruchamiają.
            To są myśli bardzo mocno oparte o mój przypadek. Moi rodzice szybko sę
            rozeszli, rodzina więc przestała isnieć.Ciekawe jest jednak to, że gdy myślę o
            roli każdego z nich w moim życiu to w mamie widzę raka (mój ASc), a tacie
            koziorożca (mój Księżyc), choć oni w radixach nic z tego nie mieli. Zdaję sobie
            sprawę, że to może mało oryginalne, bo archetypowa matka to raczyca, a ojciec
            koziorożec. W moim przypadku jednak czuję, że ma o jakieś znacznie.
            Mam nadzieję, że nie zanudziłam i wyraziłam się wystarczająco jasno.
            Pozdrawiam wszystkich.
            PS wyskoczyłam jak diabeł z pudełka, więc może chociaż na koniec się
            przedstawie. Jestem czytelniczką forum juz od jakiegoś czasu, ale to dopiero
            mój 2 wpis.
            Marittime
    • amayah Re: O Ascendencie 02.12.04, 11:15
      Teoria jest na pewno ciekawa i do sprawdzenia. Winszuję wyobraźni powiązanej z
      logiką. Gdyby patrzeć na moją schorowaną rodzinkę, nie wiem co miałoby wnosić
      jedyne dziecko z asc w strzelcu. Aczkolwiek zaciekawiła mnie jedna sprawa.Moja
      mama i moja babcia były w ciąży w tym samym czasie. I na stan wojenny wyklułam
      się ja i ... "ciocia". Jestem jedynaczką, ale najważniejsze 10 lat z życia
      dziecka wychowywałam się z ów "ciocią". I wyobraźcie sobie, że mamy identycznie
      rozłożone osie! Asc w strzelcu... Co moderowałyśmy, tego nie wiem, refleksja
      nadejdzie. Jednakże nie może to być zbieg okoliczności, zwłaszcza że w trakcie
      tych 10 lat działo się w domu naprawdę dużo.
      Pozdrawiam i dzięki.
      • yvett5 Re: O Ascendencie 02.12.04, 18:44
        Ja mam asc. w skorpionie i co to miałoby oznaczać? nie moge jakoś dociec, brak
        tajemnic w życiu rodzinnym. Mam Księżyc w znaku panny, w której to mój tata ma
        Słońce. Moja mama jest wodnikiem i nie mam żadnej planety w tym znaku. Co byc
        może jest odzwieciedleniem tego, że lepszy zawsze miałam i mam kontakt z moim
        tatą.
        • potrek Re: asc Skorpion 02.12.04, 19:19
          Dominanty zodiakalne rodziców w Znaku Panny - więc praca ,znój i wyrzeczenia by
          dostatek władcy Szeolu - Plutona dostarzczyć. A ponieważ dominanty w Pannie a
          nie w Byku to czasami trud rodzica daremny by władce Skorpiona zadowolić.
          Uważam Szanowna All2 że kierunek obrany jest bardzo dobry i będę narazie
          sprawdzał a potem się kierował nim jeżeli mi się sprawdzi .Można powiedzieć że
          wszystkie osie wpływają na siebie i nasze życie. Twoje podejście że Asc wpyłwa
          na nasze dzieciństwo jest dla mnie b.nowatorskie i wcześniej się z nim nie
          zetknołem ( w tym co wcześniej czytałem )ale twoja idea do mnie przemawia.
          Bez lizusowstawa Złote Lwy forum Anahelli smilesmilesmile na Rok 2004.
          • all2 Re: asc Skorpion 04.12.04, 01:40
            Dzięki, Potrek, ale z tymi Lwami to może jeszcze się wstrzymaj - mnie się to
            przez cały czas układa w głowie, będę dopisywać po trochu, zobaczymy co wyjdzie
            na końcu smile
    • neptus Re: O Ascendencie 02.12.04, 18:53
      Cóś w tym jest. Patrząc od strony czysto geometrycznej, asc jest opozycją desc.
      Desc to związki. Pierwsze związki, z jakimi się stykamy to nasze relacje z
      rodzicami i ich wzajemne relacje. To onte tworzą wzorzec związków, jaki
      niesiemy przez życie. Zwykle tak jest, ze jeśli nawet chcemy mu zaprzeczyć,
      pakujemy sie i tak w coś podobnego tylko w nieco innej odmianie. W
      rzeczywistości nie ma czegoś takiego, jak asc i desc - jest oś asc-desc, jej
      krańce są zawsze w przeciwległych znakach. Asc to swiat widziany oczami
      dziecka, desc to pierwsze kontakty tego dziecka z ludzmi, pierwsze wobrazenia o
      relacjach. Nawet najbardziej opuszczone dziecko ma swoje pierwsze zwiazki, bo
      bez nich by nie przezyło. One wpływają na cały ogląd świata i na to, jak się
      ono temu swiatu stara pokazać. Nie bardzo potrafię te teorię zobaczyć w
      horoskopach rodzinnych ale myśle, ze jest to przynajmniej temat do
      zastanowienia.
      • astrei Re: O Ascendencie 02.12.04, 19:24

        Posiadam ASC w skorpionie i życie moje nie jest pozbawione tajemnic
        rodzinnych...
        Aczkolwiek moja sisotra ma ASC we Lwie i tu się zgodzę że takie dziecko robi
        wszystko aby zwrócić na siebie uwagę wąłsnych rodziców.
        U mnie wyglądało to mniej więcej tak , że to ja byłam najważniejsza a potem
        moja sisotra.

        Bo byłam starsza, jednak uważam że nie powinno być takich podziałów w rodzinie.
        Moja siostra jako siedmiolatka chodziła na balet, jednak później zaczęła
        troszkę tyć noi przestała na niego uczęszczać.
        Kolejny jej sport to był tenis.
        Być moze jest tak, że mi jest lepiej odzwierciedlić ją anizeli samą siebie.
        Dodam że siostra posiada księżyc w WADZE w domu 4-tym a słońce ma WODNIKU
        jeszcze wdomu 7-mym.
        Jej KSIĘŻYC jest w opozycji do MC a tam też zaraz w pobliżu MC jest
        koniunkcja wenus z marsem.
        A ja mam księzyc w KOZIOROZCU w domu 3cim i słońce w BARANIE.

        W ogóle bardzo interesujący wątek.
    • neptus Re: O Ascendencie 02.12.04, 19:24
      Po zastanowieniu stwierdzam, ze tak moze być w pewnych przypadkach ale
      niekoniecznie.
      Ascendent i jego układy są wyznacznikiem bezpośreniej i osobistej ekspresji.
      Oddaja to, co jest odbierane na zewnątrz, co niekoniecznie jest cechą osobistą
      ale za taką moze uchodzić. Ascendent jest odbiciem własnego wyobrażenia i
      obrazu w oczach innych. Oznaczaja one takze warunki lub okoliczności, w jakich
      dana osoba funkcjonuje, a raczej ma zwyczaj działać, być czynną.
      Opozycja moze, jak wiadomo być kooperująca lub konfliktowa. Desc., czyli
      pierwsze relacje mogą wspierać wyrażanie rzeczywistej osobowości lub je
      blokować. Pewnie częściej dziecko "gra" jakąś rolę w rodzinie, próbując
      stworzyć sobie warunki harmonii i akceptacji, niż moze się ono wyrażać
      swobodnie. Grając stara sie zmienić niekorzystne w jego odczuciu relacje.
      Jeżeli odczuwa nienajlepszą atmosferę w rodzinie, odbiera ją jako zagrozenie i
      wtedy sa dwa rodzaje reakcji - albo próbuje tą atmosferę łagodzić albo stara
      sie zwrócić na siebie uwagę jakąkolwiek aktywnością. Wiadomo, ze kiedy sa w
      domu "ciche dni", dziecko wyczuwa to ukrywane napięcie i robi sie nieznośne.
      Czy jednak mozna to generalizować, to nie jestem taka pewna. Myślę, ze w
      ogólnym przypadku jest to raczej odbicie subiektywnie widzianego przez dziecko
      układu rodzice - dziecko niż układu rodzicielskiego, czasem próba naśladowania
      tego z rodziców, które w odczuciu dziecka jest bardziej kochane czy podziwiane
      albo które wydaje sie ważniejsze.
      Dorzucę ciekawostkę, ponoć w starożytności cały horoskop był interpretowany
      wyłącznie z pozycji ascendentu - jak cię widzą, tak cie piszą.
      • xxero Re: O Ascendencie 02.12.04, 20:42
        Spotkalem sie z taka teoria - dotyczaca ascendentu i ukladow w rodzinie, ze:
        bardzo czesto zdarza sie ze czlowiek ma taki ascendent jak jedno z rodzicow znak
        sloneczny (wtedy jest to rodzic wazniejszy o lepszych relacjach z) lub
        rodzenstwo i odwrotnie ze rodzenstwo ma czesto ascendent odpowiadajacy naszemu
        znakowi slonecznemu. Wedlug tej teorii rodzic skonfliktowany moze miec albo asc
        albo znak sloneczny albo jedno i drugie w nieharmonijnym ukladzie typu kwadrat
        czy opozycja.
        Nie analizowalem jeszcze innych przypadkow bo ciezko dowiedziec sie o dokladne
        daty urodzin jej czlonkow ale od kiedy zainteresowalem sie astrologia uderzylo
        mnie ze ja mam slonce bliznieta a asc. strzelec a moj mlodszy brat jest strzelec
        z asc. w bliznietach! Chodzi w zasadzie o minuty i godziny w czasie ktorych to
        mozglo sie zmienic a tu proszesmile
        • valerianka Re: O Ascendencie 05.12.04, 00:10
          A TO Ciekawe ,,--mam asc w WODNIKU{z Jowisz]-
          moje stosunki z rodzicami opieraly sie na przyjazni-,,,duza dawka zaufania,-co
          z tym idzie swoboda-i ogolnie samowolka-ROBTA CO CHCETA-,...na tle rodzinnym
          jednak zawsze trzymaBam sie na dystans-,swoje 4 katy,-czeste spedzanie czasu
          sama z soba-om,-Ze strony rodzicow pelen szacunek -co do mojej prywatnosci.
    • astrofru Re: O Ascendencie 04.12.04, 12:41
      Dawno już spotkałam się z założeniem, że ascendent wyraża osobowość tak długo
      jak jest ona niedojrzała, a ludzie dojrzali wyrażają się poprzez Słońce. Nie
      wdając się głębiej w zagadnienie dojrzałości wewnętrznej, można przyjąć, że
      dzieci wyrażają się pzrez ascendent, dorośli przez Słońce. Analizując podjęty
      tu wątek nie możemy chyba zapominać o tych ascendentach, które zabarwione są
      energią planety, jeśli jakaś planeta ewentualnie się na nim znajduje (Amayah,
      Ty masz asc w Strzelcu ale na asc masz przecież Neptuna).

      U mnie w rodzinie wygląda to tak - mam asc w Skorpionie, ale w koniunkcji z
      Uranem. Moja siostra ma asc w Wodniku. Moja Matka jest solarnym Bykiem, czyli
      ląduje mi Słońcem na dsc. Wodnik, wywołując rewolucję i moderując w ten sposób
      stosunki rodzinne, w naszym wypadku mógł się jedynie buntować przeciwko
      materializmowi i uporowi Byka. Deficytem byłby tu chyba brak wolności
      osobistej.. Mojej siostrze bunt przychodził lżej, u mnie się wiązało z
      olbrzymimi cierpieniami egzystencjalnymi (Skorpion), przetwarzałam go na
      głębokim poziomie psychologicznym - moja siostra olewała, mówiąc krótko, fakt,
      że się trzeba np. liczyć z każdym groszem, ja odmawiałam sobie większości
      elementarnych rzeczy.. Rodzina nasza była rozbita do granic możliwości -
      większość moich znajomych z asc w Skorpionie pochodzi z rodzin rozbitych albo z
      rodzin o wyraźnie zarysowanym konflikcie między małżonkami, w który to konflikt
      wciągane jest dziecko; Skorpion jest podstępny, często jedno z rodziców 'knuje
      coś' przeciwko drugiemu i w tą pajęczą sieć wciąga potomka.. Ascendent w
      Skorpionie może znaczyć nie tylko, jak tu wyżej padło, tajemnice rodzinne,
      Skorpion to transformacja, głębia odczuwania, olbrzymia wrażliwość, tragiczno-
      romantyczna walka, he, he.. Przy wodniczych zapędach do bycia 'innym' i
      niezależnym obydwie z moją siostrą chyba myślałyśmy sobie zawsze w duchu - mamy
      taką rozpieprzoną rodzinę, to będziemy manifestować swoją oryginalność, a co..
      W kontekście związków z Księżycami, to dziwna sprawa - ja mam go w Koziorożcu,
      co często spotykam u osób, których stosunki z matką są wychłodzone, a siostra w
      Skorpionie smile ja w III domu, ona w IX.

      Z ascendetami w Raku, zgadza się, mam wokół siebie dużo takich osób - przytul
      mnie, bo w domu przytulania nie było. Z ascendentami w Byku z kolei - policzmy
      może korzyści i pieniądze, bo Ci moi rodzice tak są zajęci głębokim
      przeżywaniem własnych transformacji, że nie widzą rzeczy naprawdę konkretnych..
      I ascendenty w Pannie jako antyteza do Ryb - dzieci alkoholików, rozmazanych
      marzycieli, artystów, przewodników duchowych itd.
    • ametysta Re: O Ascendencie 04.12.04, 18:56
      ciekawe jest to co piszesz o As. przeczytałam wszystkie odpowiedzi i jak myślę o horoskopach ludzi, których znam to rzeczywiście zgadza się. Zresztą bardzo ciekawy temat.
      • neptus Re: O Ascendencie 07.12.04, 03:28
        A ja jestem wyrodek. W dzieciństwie mocno było widać, żem słoneczny małomówny
        Byk-flegmatyk, a teraz to już tego Byka prawie nie widać, za to się zrobiłam
        ascendentowo-bliźniaczą gadułą. Nie duzo ale trochę sie przyglądałam
        powiązaniom rodzinnym i widze je raczej przez dość charakterystyczne układy
        planetarne niz w osiach. Np. jest rodzenstwo - ona totalny Baran, on sloneczny
        Rak z asc w Lwie. Lew potrebny byl, zeby zaznaczyc swoja obecnosc przy silnie
        dominujacej rodzine siostrzyczce. Ja akurat mam desc w znaku Slonca mojej
        siostry ale to nie zawsze ma jakies odniesienia. Jakies powiazania zwykle sa,
        bo dzieci w rodzinie tworza silne i wazne zwiazki miedzy soba.
        Jest inna teoria - ze pewne uklady planetarne dziedziczy sie zwykle co drugie
        pokolenie, np. wnuczka po babce, wnuczek po dziadku...
        Koncepcja All wymaga zastanowienia i przebadania. Coś w tym jest ale wydaje mi
        sie to nie takie proste i bezposrednie.
    • astromaniak Re: O Ascendencie 07.12.04, 13:25
      "Asc w Raku - w rodzinie mało jest ciepła, "rodzinności", okazywania uczuć -
      dziecko musi się przymilać, okazywać swoje uczuciowe potrzeby w sposób
      przesadny, żeby cokolwiek z tej działki dostać."

      Powyższe zacytowałem aby trochę z Tobą polemizować. Tak się składa że starszy
      mój syn ma ascendent w Raku a młodszy w Skorpionie. (Słońca odpowiednio w Byku
      i Skorpionie a księżyce w Byku) I wiesz co, twoje tezy bardzo mi sie podobają,
      nawet wcześniej chciałem dawać dowody na to, że tak jest. Wydaje mi się jednak
      z perspektywy czasu ich życia, że ascendent u dziecka nie gra aż tak dużej
      roli. Podane ascendenty są sama przyznasz różne mimo, że sa tej samego żywiołu.
      Dzisiaj kiedy starszy ma 23 lata a młodszy 15, wpływ ascendentów jest już
      wyraźny. Starszy jest zdecydowanie prorodzinny, umie powiedzieć miłe słowo i
      widać że sprawy te go nawet zajmują. Młodszy odwrotnie od dwóch lat to
      prawdziwy Skorpion (dodam jeszcze że oprócz ascendentu i Słońca w Skorpionie ma
      Plutona, Marsa i Merkurego) Wracając do zacytowanego fragmentu obaj byli
      zdecydowanie nastawieni na konsumowanie i specjalnie mocno nie musieli sie
      wysilać. Otrzymywali więcej niż chcieli a swoje żądania (młodszy)czasem w dość
      histeryczny sposób okazywałgłównie kiedy trazytujący Księżyc aspektował
      koniunkcją planety w Skorpionie lub w Koziorożcu. U juniora nie można określic
      co silniej na niego działa i co gra większą rolę ponieważ w Skorpionie jest
      dużo planet, starszy z kolei, ma stellium w znaku Byka (wszystkie osobiste
      planety), ale ascendent Raka można u niego wyodrębnić Tak więc myślę ze wiele
      się nie pomylę w stosunku do obu synów, jeżeli powiem, że w dzieciństwie
      bardziej władał nimi Księżyc niż ascendent. Żona też ma księżyc w Byku a ja w
      Koziorożcu. Moj ascendent to Skorpion idealnie pokrywający się z ascendentem
      młodszego (również cały system domów horoskopowych) a w horoskopie żony
      ascendent wypada w Strzelcu.
    • vattukvinna Re: O Ascendencie 16.12.04, 19:58
      Na przykład asc w Wadze, w znanych mi przypadkach, częsty jest u dzieci
      rodziców mocno skonfliktowanych. Dziecko ze swoim wagowym ascendentem
      przyjmuje wtedy na siebie rolę moderatora czy negocjatora w konfliktach.
      Nawet bardzo małe dziecko staje się takim elementem moderującym - można by
      rzec, języczkiem u wagi. Wyrastając wśród konfliktów, musi swoim zachowaniem
      wołać o harmonię, której mu brakuje.
      ....

      Zgadza się jezeli chodzi o ascendent w Wadze. Natomiast mam zupełnie inne
      doświadczenie jeżeli chodzi o ascendenty w Koziorożcu i w Rybach.
    • pluton22 Re: O Ascendencie 29.12.04, 14:55
      Moglibyscie parę slów o takiej kombinacji:
      asc - skorpion lub poczatek strzelca
      księżyc - bliznieta
      slonce w koniunkcji z plutonem - panna
    • avatary nie pasuję do tej teorii albo ona do mnie 30.12.04, 20:15
      mam ascendent w skorpionie, mój jedyny brat ma tam słońce i scendent, no i
      jeszcze 4 planety, moja mama 3, po cóż niby naszej rodzinie tyle tego
      skorpiona ? jak to poupychać pomiędzy czworgiem ludzi ?
      • neptus Re: nie pasuję do tej teorii albo ona do mnie 30.12.04, 23:24
        tylko Skorpion sobie moze dać radę z tyloma Skorpionami...
    • fiametta Re: O Ascendencie 05.01.05, 21:08
      Przeczytałam wszystkie powyższe wypowiedzi i zastanawiam się czy już zbierać
      szczękę z podłogi czy pozwolić jej jeszcze trochę tam poleżeć.

      Niedawno robiłam małą ankietę, z ktorej jasno wynikało, że poszczególne znaki
      łażą gromadami i trują całe rodziny. W przypadku mojej:
      Matka - solarny Byk, Księżyc w Skorpionie, ASC w Bliźniętach.
      Ojciec - solarny Skorpion, Księżyc w Koziorożcu, ASC niestety nie znam.
      Ja i brat - Księżyc w Koziorożcu/ASC w Raku (ile osób powyżej powoływało się już
      na tą kombinację?), Słońce w Pannie/Bliźniętach .

      Czytałam, że osoba w trakcie nie tyle dojrzewania co w ciągu całego swego życia
      zmierza do pełniejszej realizacji swojej Ascendentu. Na moim przykładzie muszę
      się z tym zgodzić. W dzieciństwie byłam dokładnym odzwierciedleniem Księżyca w
      Koziorożcu.

      Z kolei interesująco przedstawia się sprawa zależności w obrębie rodziny.
      Ostatnio często stykam się z sytuacjami w których osoby z silnymi wpływami
      Skorpiona znajdują się w otoczeniu Koziorożców, które są w stanie skorpionową
      emocjonalność trochę ustabilizować.
      Tak jest w przypadku mojej rodziny, gdzie burze emocjonalne napędza matka, a my
      je jakoś wyhamowywujemy.
      Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że z bratem tłumilismy swoje potrzeby
      emocjonalne (Koziorożec, nadal wychodzi nam to całkiem, całkiem!) dla których
      pewne ujście znajdowaliśmy w opiece i trosce o innych (Rak).
      Nie mam pojęcia jaki jest Ascendent ojca, ale mogę się domyślać, skoro zawsze
      miałam z nim lepsze kontakty, podczas gdy mój brat zawsze lepiej dogadywał się z
      matką (Słońce/ASC w Bliźniętach).

      Bardzo ciekawy temat. Mogłabym tak jeszcze długo i długo, zupełnie tak jak ktoś,
      kto ma Merkurego w czwartym domu, albo co ;-P
    • pjopaw A może jest inaczej? 08.01.05, 00:02
      Dopiero teraz przeczytałem cały wątek, więc wybaczcie te uwagi nieco
      poniewczasie. Mam jednak dość poważne wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście
      jest tak, jak pisze all2, choć może jest to kusząca wizja. Dlaczego jednak tak
      nie jest?

      Parę osób w dyskusji zauważyło i ja chciałbym to mocno uwypuklić, że w
      dzieciństwie ascendent NIE MA wielkiego znaczenia. Inne osoby mówią o swoich
      doświadczeniach na poparcie koncepcji all2. Zwróćcie jednak uwagę, że Wasze
      uwagi dotyczą okresu późniejszego - dorastania. Jeżeli sięgają głębiej w
      przeszłość - są jedynie projekcją, Waszą wyobraźnią. Śmiem twierdzić, że
      dorabiacie sobie ideologię na bazie Waszej późniejszej wiedzy o najbliższym
      otoczeniu, w którym wyrastaliście. Tak naprawdę wiedzę o tym, jak jest mogłoby
      Wam dać obserwowanie dzieci. Mam dwoje, i zaręczam, że żadne z nich nie
      przejawia jeszcze wyraźnych cech swojego Ascendentu. Dużo bardziej skłonny
      jestem przyznać, że to Księżyc, albo Merkury wyraźnie się tu ujawnia. Dlatego
      Ascendent nie może odpowiadać na sytuację między rodzicami w momencie urodzenia.
      Ascendent - wbrew jednemu z głosów w tym wątku - wiąże się z dojrzewaniem, z
      dojrzałością. A może nie tyle z dojrzałością (bo to może nie jest odpowiednie
      słowo) ile z ukształtowaną osobowością. Ta osobowość kształtuje się jednak w
      pewnym otoczeniu rodzinnym i nie tylko rodzinnym i w tym sensie oczywiście jest
      jakimś tam odbiciem relacji między rodzicami. Choć według mnie jak ktoś
      zainteresowany jest tym tematem to powinien raczej patrzeć na Descendent, bo to
      tu się krystalizują niedobory kontaktów z innymi ludźmi, które przecież biorą
      swój początek w otoczeniu najbliższym, czyli zwykle w rodzinie, dającej pewny
      wzorzec zachowań. Ale znowu: uproszczeniem, i to dużym jest mówienie, że
      descendent określa największe deficyty w rodzinie. On tylko pokazuje, jak dana
      osoba ZAREAGOWAŁA na stan istniejący w najbliższym jej środowisku. Oczywiście,
      subiektywna reakcja jest też jakąś odpowiedzią, bardzo zresztą ważną, ale nie
      róbmy z tego od razu wielkiej reguły. To jest zbyt indywidualne. Koniec końców
      by przeanalizować układy rodzinne nie wystarczy rzut oka na oś Asc-Dsc jednego
      czy nawet kilkorga przedstawicieli danej rodziny, trzeba dokonać analizy dużo
      bardziej skomplikowanego układu całych horoskopów. Co jest zadaniem bardzo trudnym.
      No i wreszcie jeszcze jeden istotny askpekt, choć wiem, że może budzący
      największe kontrowersje: często mówi się (i przyznaję, że jest to bardzo bliska
      mi koncepcja), że człowiek rodzi się z danym układem uwarunkowań by stawić czoła
      pewnym konkretnym wyzwaniom wynikającym ze ścieżki rozwoju. W tym ujęciu nie ma
      mowy o dopasowaniu ascendentu do aktualnej sytuacji między rodzicami (off topic:
      a jak miałaby wyglądać sytuacja dzieci z rodzin zastępczych - takich, które
      trafią do rodziny zastępczej po kilku latach spędzonych np. w domu dziecka?). W
      koncepcji, o której mówię to dlatego rodzimy się z takim układem planet oraz
      osi, że jest to nam potrzebne. I trafiamy do tych, a nie innych rodzin, w te a
      nie w inne warunki, ponieważ to właśnie one pomogą nam stąpać tą ścieżką.
      W jednym zgodzę się z założycielką tego wątku: oś Asc-Dsc w pewnym (bardzo
      zindywidualizowanym) stopniu odzwierciedla układy w najbliższym otoczeniu danego
      człowieka. Tylko tyle. I aż tyle. smile

      Większość ludzi tu się bardzo określała ze swoimi Ascendentami, zatem wypada mi
      podać mój: Asc - Skorpion (koniunkcja Mars XII dom i koniunkcja południowy węzeł
      księżycowy I dom), Dsc - Byk (koniunkcja Wenus VII dom i koniunkcja północny
      węzeł VII dom). A jeśli chodzi o układy rodzinne: życzyłbym wszystkim tak
      kochających siebie i dzieci rodziców, nigdy nie było w domu rodzinnym żadnych
      konfliktów. Co do tajemnic - jedna, ale nie jakaś mroczna czy szczególnie
      tajemnicza. Troszkę koncepcja więc jakby pada. wink
      • neptus Re: A może jest inaczej? 08.01.05, 14:30
        Bardzo sensowna wypowiedź. Też zwracałam uwagę na descendent jako istotniejszy,
        stwarzający tło realizacji, rozwoju ascendentu. Dziecko rodzi się niezbyt
        swiadome siebie i dopiero z czasem uczy się określić swoje JA, swoja odrębność,
        natomiast od początku swojego życia jest uzależnione od TY, czyli matki.
        Osiągając coraz większą samodzielność, coraz wyraźniej pokazuje swój ascendent,
        tworzy go dopiero. Kazdy rodzi się małym, wrzeszczącym Barankiem, dopiero potem
        zauważa, jaki rodzaj wrzasku lepiej działa.
    • monkamaj Re: O Ascendencie - do all2 01.05.05, 11:54
      witaj all2
      poszukiwałam Twojego wątkuna forum, ale na szczęscie skopiowałam dyskusję na
      dysk, więc gdy się okazało że ją mam zapisaną od razu wcisnełam ctrl
      aby 'sledzić lącze'
      Twoja mysl jest dla mnie o tyle fascynująca, że wyznacza jakąś rolę ascedentowi
      w rodzinie i ma powiazania z systemowym rozumieniem rodzin, które miałam okazje
      poznac na zajeciach i którym jestem zafascynowana, zauroczona, pod wrażeniem,
      zaskoczona...
      krótko mówiąc jest to jedna z lepszych teorii wyjasniająca funkcjonowanie w
      rodzinie i pokazująca wszelkie zwiazki i zalezności
      super, że pokusiłas się odnieść to jakoś do astrologii, bo to według mnie jakaś
      próba powiązania tego co związane z intuicją, czytaniem w symbolach z wiedzą
      naukową, teorią (chociaż metoda B. Hellingera nie ma wiele wspólnego z teoriami
      i także wiecej w niej mistyki, czegoś tajemniczego, nawet trochę
      przerażającego , jeżeli ktoś potrzebuje namacalnych dowodów i wyników badań,
      żeby uwierzyć w cokolwiek)- ale to taka mała dygresja
      bardzo kuszące jest spojrzenie na rodzinę jako całość w swietle astrologii, nie
      na pojedyńczy radix, tylko na wszystkich członków rodziny a nawet na cały klan
      rodzinny, chociaż to wymaga ogromnej pracy, jest jednak o tyle sensowne, że
      człowiek w końcu wychowuje sie w rodzinie i ta na niego oddziaływuje -
      niezaleznie od jego radixu
      chociaz pojawia sie tu też problem pomiedzy determinizmem a wolną wolą, mozna
      patrzec na uwikłania rodzinne albo jak na konieczność, los (w sumie tak po
      części patrzy na to Hellinger, tyle, że wie on, ze człowiek może korzystac z
      losu na 2 sposoby -albo mu sie poddać bezwarunkowo i nieśc dalej wszelkie winy
      i fatum rodziny, bądź może zmienić uwikłanie poprzez zrozumienie swojego losu)i
      wtedy przenosić wszelkie rodzinne konstelacje dalej - na swoją rodzinę, ale
      może także przyjrzeć się temu wszystkiemu i próbowac to odwrócić - trochę
      tu zamieszałam, upss..
      spróbuje to rozjasnić na konkretnym przykładzie, ale zanim to musze jeszcze
      słówko o systemowej
      w tej terapii stosuje sie rózne metody, jedną z nich jest genogram, czyli po
      prostu drzewo genealogiczne rodziny, na które nanosimy wszelkie informacje
      dotyczące chorób, smierci, uzaleznień i takich nietypowych sytuacji jak
      samobójstwa, zabójstwa, oddanie dzieci do adopcji, urodzenie martwego dziecka,
      rozwody itp. itd. najczęsciej robi się do 3 pokolenia ale to w wiekszej mierze
      dlatego, że często trudno nam dotrzec do rzetelnej wiedzy na temat
      prapradziadków. na takim genogramie widac powtarzające się historie, i teraz
      przeje do przykładu czyli mojego genogramu
      moja Mama umarła w wieku 29 lat na nowotwór zostawiając dzieci a ojcem -alkoh.,
      wychowywali nas dziadkowie, gdy zaczęłam sporządzać genogram dotarłam do
      informacji, że siostra mojego dziadka a ojca mojej Mamy, umarła w wieku 29 lat
      na nowotwór i zostawiła dzieci z ojcem alkoholikiem, opiekę nad dziećmi
      przejała babcia (nie wiem czy dziadek wtedy jeszcze zył, bo to mój pradziadek)
      coż ja byłam bardzo zaskoczona tą informacją!!! moje rodzeństwo cio -cioteczne
      ze związku syna tej bacio-cioci (nie wiem jak na nią mówic, skoro to ciocia
      mojem Mamy)to tak jakby dzieci moje lub moich braci, jezeli nie przepracujemy
      smierci Mamy w pozytywny sposób, a także zwiazki, jakie mieli dzieci z tego
      małżenstwa (cóz nie sa to udane zwiazki)
      to była troche zyciowa historia, ale myśle, że kazdego astrologa takie
      interesują
      problem jednak jest taki - czy to widac w radixach? czy ta siostra mojego
      dziadka a mojej Mamy ciocia miała podobny radix, a przynajmniej jakies aspekty
      takie co moja Mama, skoro miały w zasadzie bardzo podobne losy? moim zdaniem
      astrologia nie może byc oderwana od zycia i faktów, więc oczekiwałabym czegoś
      podobnego w ich horoskopach, jednak niestety ta ciocia mojej Mamy juz nie zyje,
      a dziadek nie wiem czy bedzie pamiętał jej godzine urodzenia
      dodam tylko, że to naprawdę interesujące czy dałoby się nanieść genogram na
      mapę kosmogramów rodzinnych?
      • all2 Re: O Ascendencie - do all2 01.05.05, 23:40
        Monka, cieszę się, że wyciągnęłaś ten wątek, bo kilka razy miałam ochotę coś do niego dopisać, ale mi umykało.
        Tak właśnie jak piszesz, podejście systemowe otwiera mnóstwo klapek w mózgu i szczęka często i długo leży na podłodze. Z tego punktu widzenia właśnie pisałam. Nie tylko ascendent, ale i cały radiks zaczął mi grać inaczej.To jakby czytać własną, prywatną wersję "Stu lat samotności" smile
        Jak najbardziej można nanieść kosmogramy na genogram - powiedziałabym, że nawet trzeba smile - i prześledzić ścieżki dziedziczenia układów. Ja tego jeszcze nie zrobiłam dokładnie - to znaczy, robiąc genogram, miałam w pamięci niektóre układy niektórych osób z rodziny, ale na pewno sporo tam jeszcze znajdę, gdy przyjrzę się dokładniej. Sprawa się oczywiście komplikuje przez brak godzin urodzenia w starszym pokoleniu, u niektórych nawet dokładny dzień nie jest pewny. Ale i w tym, co mam, zobaczyłam już wystarczająco wiele.
        Oczywiście sama mapa kosmogramów rodziny to też jest swego rodzaju genogram. Dla mnie różnica była taka, że to, co wcześniej - w horoskopach - tylko widziałam, przy rysowaniu genogramu udało mi się poczuć.
        A co do hmmm naukowości - nie tylko Hellingera, ale i całej teorii systemowej, czy w ogóle całej psychologii - to jest mniej więcej taka sama jak naukowość astrologii, więc tu nie ma żadnych dysonansów smile "Naukowość" rzecz jasna w znaczeniu popperowskim - psychologia też się tu nie mieści.
        • monkamaj Re: O Ascendencie - do all2 02.05.05, 08:33
          > Nie tylko ascendent, ale i cały radiks zaczął mi grać inaczej.To jakby czytać
          > własną, prywatną wersję "Stu lat samotności" smile
          super to ujęłaś!!! gdzie Ty masz Merkurego??? wink

          > Oczywiście sama mapa kosmogramów rodziny to też jest swego rodzaju genogram.
          Dl
          > a mnie różnica była taka, że to, co wcześniej - w horoskopach - tylko
          widziałam
          > , przy rysowaniu genogramu udało mi się poczuć.
          z tym czuciem masz swieta rację smile), faktycznie - mi na przykład aż dech w
          piersi zaparło gdy zobaczyłam te wszystkie powtarzające się zdarzenia
          mam nadzieję, że wątek nie zginie i jeszcze nie raz zostanie wyciągniety
          na 'swiatło dzienne'
          pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka