No to się dopatrzyłam. Oprócz innych ciężkich tranzytów, jakimi jestem
zaszczycona przez nieboskłon, węzeł północny wlazł mi właśnie w V dom (w
Baranie) uściślając opozycję do Plutona, który mi rządzi ascendentem.
Urodzeniowo węzeł północny mam własnie na ascendencie, w koniunkcji z Uranem.
Tranzyt węzła zbiega się dodatkowo z pełnią na Plutonie, która jest jutro.
Odbieram to jako niezły horror, poza pełnią progresywną kolejna rzecz, która
zdarza się nieczęsto.
Pomóżcie w rozpatrzeniu potencjalnych znaczeń tego tranzytu; że tak zapytam:
czy ja zmartwychwstanę czy przeobrażę się w poczwarkę??