sarna34
15.03.08, 18:07
Kochani,
pomóżcie mi. Przechodzę teraz wyjątkowo paskudne tranzyty. Neptun
wlazł mi koniunkcją na Saturna, który jest na szczycie Palca Bożego.
Uran zrobił ścisłą kwadraturę do księżyca, Jowisz opozycję do
urodzeniowej Wenus, a Saturn siedzi mi w II domu w na uranie.
Najbardziej dołuje mnie ten Neptun na Saturnie. Nie mam siły na nic,
chce mi się płakać, brak mi celu na horyzoncie. Jest bardzo źle.
Wciąż jeszcze nie otrząsnęłam się po czterech pogrzebach w rodzinie,
które były jesienią. Jednak muszę coś ze sobą zrobić, inaczej
zwariuję, albo popadnę w głęboka depresję i targnę się na swoje
życie.
Czy może mi ktoś podpowiedzieć, jak konstruktywnie wykorzystać te
wyjątkowo trudne aspekty? Co takiego można robić przy tym Neptunie
na Saturnie, żeby nie niszczyć siebie? Jakie działania pomogłyby mi
się pozbierać? Co może przynieść poprawę? Podejrzewam, że sukcesów
przy tych aspektach nie odnosi się, ale chociaż może można
przywrócić jakąś równowagę. Ten tranzytowy Neptun robi mi trygon do
urodzeniowego księżyca i sekstyl do urodzeniowego Jowisza.
Jestem w kropce. Przy tym Neptunie wyłażą z nor różni moi wrogowie.
Jeden z nich, a dokładniej kobieta, umieściła na znanym literackim
portalu link z informacją o mojej śmierci i datą mojego pogrzebu.