candycandy
09.06.04, 12:23
Dzisiejsze kampanie reklamowe nie różnią się od peerelowskiej propagandy.
Posługując się półprawdami, starannie dobranymi liczbami i danymi
umieszczonymi w najbardziej słusznym kontekście, wykorzystując ignorancję
albo lenistwo odbiorców, żerują na nieświadomości, dają do zrozumienia: my
się na tym znamy lepiej od ciebie, wykorzystaj to, płacąc za nasz
profesjonalizm. Jak rozpoznać reklamę demokratyczną od propagandowej? W tej
drugiej nie znajdziesz drobnego druczku.
„Proszę nigdy nie używać form przeczących, proszę unikać głębokich sensów i
znaczeń, w żadnym wypadku nie można konfrontować publiczności z
rzeczywistością, należy natomiast upraszczać - wyobraźcie sobie po prostu, że
macie do czynienia z opóźnionymi w rozwoju".
Te wskazówki były kiedyś mantrą powtarzaną na seminariach i szkoleniach dla
specjalistów od reklamy. Reklama na świecie już się wyzwoliła, aspiruje do
miana sztuki, chce szokować i być przedmiotem publicznych sporów. W Polsce
chyba wciąż obowiązują stare podręczniki w edukacji przyszłych rzemieślników
reklamy, bo poza nielicznymi wyjątkami większość ich pomysłów za grupę
docelową zdaje się obierać średnio lotnych umysłowo konsumentów. Aż 81 proc.
konsumentów, jak wynika z badań Ipsos - ASI, oczekuje od przekazu reklamowego
konkretnych danych o produkcie. Rzeczywiście dane są w wielu przypadkach
niezwykle konkretne, niestety nie zawsze prawdziwe.
Reklama Air Polonii: 55 zł za połączenia zagraniczne
Tak chciała się wypromować pierwsza w Polsce tania linia lotnicza. Amatorzy i
zwolennicy tanich przewoźników musieli się mocno rozczarować, bo bilet w
cenie 55 zł można było kupić, pod warunkiem rezerwacji z co najmniej 5-
miesięcznym wyprzedzeniem. Cena nie uwzględnia podatku i opłaty lotniskowej:
kilka miesięcy temu trzeba było zapłacić 171 zł, teraz już 228 zł za lot w
jedną stronę do Londynu zarezerwowany na listopad. Takie liczby podaje Air
Polonia na swojej stronie internetowej przy próbie rezerwacji on line. Ale
nie wspomina już o tym, że Londyn jest oddalony od miejsca lądowania o
kilkadziesiąt kilometrów, więc za bilet autobusowy trzeba będzie zapłacić ok.
13,5 funta lub 23 funty za transport koleją. Najskromniej licząc - za przelot
tanią linią zapłacimy 322 zł, nie licząc kosztów transportu bagażu. Nie jest
to odosobniony przypadek, podobnie reklamują się w Polsce inni tani
przewoźnicy lotniczy.
Kredyt za darmo
Od 2003 r. do marca tego roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta
prowadził 45 postępowań w sprawie stosowania nieuczciwej lub wprowadzającej w
błąd reklamy. Najwięcej naruszeń dotyczyło sektora deweloperskiego,
telekomunikacyjnego i bankowego, branży kosmetycznej i spożywczej oraz firm
wysyłkowych. Nieprawidłowości dotyczyły głównie wprowadzania konsumentów w
błąd poprzez posługiwanie się w ofercie handlowej cenami netto, sugerowanie
właściwości, np. leczniczych, których dany produkt nie posiada,
wykorzystywanie w przekazie komercyjnym łatwowierności dzieci, a także
niepodawanie rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania kredytu (RRSO). Teraz
nawet sieci sklepów prowadzące sprzedaż ratalną lub udzielające kredytów
starają się umieścić stosowną notkę. Najlepiej mało różniącym się od tła i
jak najdrobniejszym drukiem. Rok temu urząd zarzucił 7 bankom nierzetelność w
informowaniu o kosztach kredytu konsumenckiego.
Kredyt za procencik, Carrefour, 1 proc. miesięcznie, RRSO na 10 miesięcy =
26,27 proc.
- Ta stopa nie odzwierciedla rzeczywistych kosztów kredytu - usłyszeliśmy w
odpowiedzi na pytanie o tak wysokie koszty kredytu w informacji Carrefoura.
Rzeczywista roczna stopa procentowa, jak może się dowiedzieć każdy klient
dzwoniąc do hipermarketu, określa koszty, które ponosi bank oraz klient i nie
jest dobrą miarą porównania. Poza tym rzeczywista stopa procentowa, zdaniem
pani z Carrefoura, jest nierzeczywista. Ulotka podaje RRSO dla kredytu
zaciągniętego na 10 miesięcy, bez podawania choćby kwoty, dla jakiej wykonano
obliczenie. Przy 20-miesięcznym okresie kredytowania RRSO wyniesie 30,24
proc. RRSO dla kredytów gotówkowych w bankach nie przekracza 20 proc.
Millekredyt Dom, 1,49 proc. CHF, 4,99 proc. PLN, bez prowizji
Patrząc na reklamy kredytów hipotecznych, których oprocentowanie oscyluje w
granicach 4-7 proc., klient Carrefoura powinien się zastanowić, czy nie
lepiej wziąć kredyt hipoteczny w walucie na zakupy w hipermarkecie. Banki z
całkowitą swobodą epatują informacją o najniższym oprocentowaniu na rynku.
Mogą, bo w nowelizowanej w ub.r. ustawie o kredycie konsumenckim nie udało
się wprowadzić obowiązku podawania RRSO. Banki twierdzą, że jest to
niemożliwe, bo okres kredytowania jest zbyt długi, zmienna stopa procentowa,
trudny do oszacowania koszt pieniądza. W rzeczywistości koszt kredytu przy
uwzględnieniu opłat ukrytych, podany w ulotce czy reklamie wystraszyłby
potencjalnych klientów. - W Brukseli trwają prace nad nową dyrektywą unijną
dotyczącą kredytów konsumenckich, która uwzględniałaby także kredyty
hipoteczne - mówi Kamil Gołaszewski z Federacji Konsumentów. Póki co klientom
pozostaje uważne czytanie warunków umów kredytowych i informacji na stronach
internetowych banków. A warto, bo można tam znaleźć oznaczoną gwiazdką notkę
na dole strony, że oprocentowanie Millekredytu Dom wynosi 4,99 w zł, ale
tylko przez pierwsze 6 miesięcy, i że 0 proc. wkładu własnego dotyczy kredytu
na remont, modernizację, zakup nieruchomości na rynku wtórnym, a 0 proc.
prowizji za wcześniejszą spłatę zapłacimy dopiero po 3 latach kredytowania i
brak prowizji za zmianę waluty dotyczy tylko zmiany na zł. Blisko 7 proc.
konsumentów przyznaje, że widziało reklamę usług bankowych lub
ubezpieczeniowych podającą nieprawdziwe informacje.
Szybki jak Neostrada?
Z badań Ipsos - ASI wynika, że co 3. dorosły i co 2. nastoletni konsument
zetknął się z nieuczciwą reklamą. Nieprawdziwie informacje spotkali
najczęściej w reklamach chemii i kosmetyków oraz artykułów spożywczych. Na 3.
miejscu znalazły się usługi telekomunikacyjne i telewizyjne. Trudno się
dziwić, że w roli głównej na stronach UOKiK-u występuje najczęściej
Telekomunikacja Polska. Teraz toczy się 20 postępowań w sprawie TP SA, a w
całej historii operatora było ich ponad 100.
Neostrada TP. Wielkie przyspieszenie! Aktywacja tylko 1 zł
TP SA rzeczywiście zwiększyła prędkość przepływu danych w sieci, nieco gorzej
poszło z wdrażaniem szczytnych haseł. Usługa jest realizowana bądź... nie
jest realizowana. Będąc klientem TP SA, nigdy nie można być pewnym czasu, w
którym zakupiona usługa zostanie dostarczona. Jeden z genialnych planów
taryfowych operatora - "TP Darmowe wieczory i weekendy" - okazał się tak
pożądany przez klientów, że niektórzy czekali na rachunki według nowej taryfy
ponad miesiąc, uprawiając w tym czasie długie rozmowy wieczorne i weekendowe,
płacąc 20 gr. za rozpoczęcie rozmowy i 12 gr. za każdą minutę. Dotychczasowi
klienci Neostrady muszą poczekać do końca lipca na szybszy Internet, ale
nowi, którzy zechcieli skorzystać z usług internetowych TP SA, wcale nie są w
lepszej sytuacji - tutaj wielkiego przyspieszenia nie trzeba się spodziewać.
Ceny podane w reklamie Neostrady to kwoty przed opodatkowaniem. Realnie
indywidualni użytkownicy zapłacą prawie 113 zł za transfer 320 kb/s i prawie
170 zł za 640 kb/s. Każda próba zmiany transferu na wolniejszy będzie surowo
karana przez TP SA kwotą 228 zł. Użytkownicy Neostrady z zazdrością wskazują
na niemiecki Deutsche Telekom i francuski France Telecom, które na początku
tego roku oferowały we własnych krajach podobną do Neostrada 620 usługę za 30
euro (ok. 140 zł). Za prawo do monopolu na rynku TP SA zapłaciła za sprawą
UOKiK-u 1 mln 871 tys. zł w ciągu 8 lat. Niewiele. Telekomunikacja, dzięki
pozycji na rynku, właściwie nie musi się uciekać do poprawiania
rzeczywistości w rekla