sloggi
05.10.05, 23:53
Zanim zasiądziemy za biurkami dużych korporacji, założymy lekarskie kitle czy
adwokackie togi, chcemy się bawić. Ostatnie pięć minut beztroskiego życia
wykorzystujemy na maksa, aż do urwania filmu.
- Na studiach alkohol to była codzienność. Piło się na imprezach, w klubach,
na skwerach, w akademikach. Ale prawdziwe picie zaczęło się jednak dopiero w
pracy - przyznaje Andrzej, 44-letni inżynier pracujący w jednej z warszawskich
firm budowlanych.
Czasy się jednak zmieniły. Dziś tych, którzy nie zdążyli się wyszumieć podczas
studiów, czeka abstynencja w życiu zawodowym. Groźba utraty pracy za nieświeży
wygląd skutecznie odstręcza od kieliszka.
Studenckie ostatki
- Teraz pracę ceni się przede wszystkim. Wygrywa ten, kto jest dyspozycyjny,
przebojowy, gotowy o każdej porze dnia i nocy - mówi Marek, student pracujący
jako menedżer w krakowskiej firmie branży IT. Czasem, gdy siedzi nad nudnymi
analizami, z sentymentem wspomina czasy, kiedy zarywał noce na imprezach. A
rankiem z kacem gigantem szedł zaliczać egzaminy. Gdy zaczął pracować, musiał
powiedzieć zakrapianym imprezom "stop".
Nieustanne bachanalia
Dlatego niektórzy żacy, póki jeszcze mogą, z przysługującego prawa do
beztroskiej zabawy korzystają pełnymi garściami. Mirek, student trzeciego roku
krakowskiej Akademii Ekonomicznej, marzy o pracy maklera giełdowego. Nim
jednak będzie z uwagą śledził setki notowań i tabele cyferek, żyje zgodnie z
zasadą "carpe diem" a raczej "carpe noctem". - Jak można przejść przez studia,
nie bawiąc się - dziwi się Mirek. W akademiku, w którym mieszka, dzień bez
imprezy to dzień stracony.
Tak samo myśli wielu studentów. - Cały dzień siedzę na wykładach i ćwiczeniach
w bibliotece, więc wieczorem muszę się odprężyć, odreagować przy kufelku piwa
albo dwóch - mówi Agnieszka, studentka socjologii z Uniwersytetu
Warszawskiego. Tymczasem nadużywanie alkoholu wśród studentów staje się problemem.
Dla tych, co przegięli
W Krakowie ostatnio powstała Poradnia Chorób Środowiskowych dla studentów. Jak
podkreśla prof. Janusz Pach, pełnomocnik rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego
ds. uzależnień, jest to pierwsza w Polsce placówka lecząca uzależnienia, w
której studenci otrzymają pomoc i wsparcie psychologów, psychiatrów i lekarzy
toksykologów.
Poradnia działa na terenie Szpitala Uniwersyteckiego Collegium Medicum UJ. - Z
poradni mogą korzystać osoby uzależnione od alkoholu, narkotyków, leków,
komputerów, hazardu - mówi prof. Janusz Pach. Przyznaje, że nadużywanie
alkoholu wśród studentów to problem.
Bardzo mylące jest utożsamianie uzależnienia wyłącznie z uzależnieniem od
narkotyków. - Badania przeprowadzone na losowo wybranej próbie 1,5 tys.
studentów 75 szkół wyższych wykazały, że studenci najczęściej sięgają po
alkohol, przede wszystkim po piwo - dodaje prof. Pach.
Młodzi ludzie są przekonani, że alkohol pozwala się rozluźnić, zrzucić z
siebie obowiązki. Dzięki niemu łatwiej nawiązuje się kontakty i szybciej
zapomina o problemach.
Kumple, czyli presja
- Na kogoś, kto odmawia kieliszka, inni patrzą podejrzliwie. Nie pije?
Dlaczego? Coś z nim nie tak? Grupa narzuca pewne zachowania. Jeśli się jest
wewnątrz niej, wszystko jest OK, gdy ktoś się przeciwstawia, często zostaje
odrzucony. A tego ludzie bardzo się obawiają - wyjaśnia Katarzyna Garuska,
psycholog.
Żak nie abstynent
Problem alkoholizmu wśród studentów zainspirował profesora Jerzego Mellibrudę
z Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, który
postanowił przeprowadzić badania, dotyczące używania alkoholu i innych środków
psychoaktywnych przez polskich studentów. Zdecydowana większość badanych (75
proc.) piła alkohol przynajmniej raz w ciągu miesiąca poprzedzającego badanie.
Więcej niż raz po napoje wysokoprocentowe sięgała prawie połowa badanych
żaków. Badaniami objęto prawie 9,5 tysiąca studentów z ośmiu największych
ośrodków akademickich w Polsce.
Tekst pochodzi z gazety Student