rembert
18.10.05, 00:44
Ilekroć pozostaje sam, napada mnie apatia. Nic mi się nie chce, tak jakby dla
samego siebie staranie się nie miało żadnego sensu. Dziwne. Właściwie
powinienem być egoistycznie szczęśliwy. Wreszcie mam czas dla siebie, nikt mi
nie chodzi po głowie, nikt odemnie nic nie chce - a jest wprost przeciwnie.
Najporostrze czynności urastają do problemu, codzienne automatyczne ruchy
stają się coraz bardziej wydłużone, chaotyczne. Zamiast wyspać się i odpocząć,
slęczę w internecie lub patrzę w telewizor. Nic mnie nie interesuje, nic nie
smakuje, wszystko jest jakieś bez sensu.
Właśnie w takich chwilach zaczynam rozumieć moją Babcię, która całe życie
darła koty z Dziadkiem, a gdy umarł stwierdziła, że jest nieszczęśliwa. Powoli
zamierała w sobie. Powoli oddawała się godzinnemu ślęczeniu w oknie lub w
telewizorze.
Czyżbyśmy, jako ludzie nie potrafili żyć osobno. Chm, ja chyba nie potrafię.
Człowiek samotny w podświadomie czuje się wybrakowany, odrzucony, z czasem
zapomniany. Jeżeli tak to nie chce mu się żyć, nie widzi sensu w swoim życiu.
Dlatego nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy na własne życzenie wybierają
samotność. Coś chyba z nimi jest nie tak. Co innego, gdy przychodzi ona sama.
Na skutek takich a nie innych wydarzeń, cech osobowych itp. itd.