skiela1
11.10.06, 20:34
Skandal na koncercie Barbry Streisand
Barbra Streisand zwymyślała publiczność podczas swego koncertu w Nowym Jorku.
Niezadowolenie słuchaczy wzbudził zaproszony przez nią konferansjer i imitator
Steve Bridges. Jest on szczególnie znany jako naśladowca prezydenta Busha,
którego Streisand nie jest wielbicielką.
Między kolejnymi występami piosenkarki, Bridges opowiadał dowcipy, które
jednak nie zachwycały publiczności.
Jeden z nich brzmiał "gdybym się przejmował sondażami, kandydowałbym na
prezydenta Polski".
Doszło wtedy do głośnego protestu ze strony jednego z widzów, na co Barbara
Streisand krzyknęła, by się zamknął, jeśli nie potrafi przyjąć żartu.
Zaproponowała mu też, że zwróci mu za bilet, jeśli zechce wyjść. Mężczyzna tak
zrobił.
Po koncercie, który dalej przebiegał normalnie, Streisand przyznała, że jej
zachowanie było głupie, tłumaczyła, że straciła panowanie nad sobą.
Ciezkie te jej dowcipy.