Zaczyna się jej pora, czas, królowanie. Zimne wieczory i drogi dalekie
podnoszą jej smak najbardziej i tak pewnie będzie aż do wiosny.
O którejkolwiek nie pomyślelibyśmy – każda znakomita. Począwszy od rosołów,
przez bogate jarzynowe wariacje, zgodne z porami roku.
Są zupy śniadaniowe, będące zwykle udręką dzieciństwa. Unikamy ich jak ognia
przez resztę życia. Zupy arystokratyczne, o których słyszymy w dziwnych
opowieściach i których pewnie nigdy nie spróbujemy – jak np. zupa z
jaskółczych gniazd. I zupy z bajek – jak np. zupa z gwoździa.
Te najstarsze, jak np. polewka piwna, próbowane są raczej z ciekawości dla
dawnych, minionych smaków. Ale wiele z nich, jak choćby krupnik, przetrwało do
dzisiaj.
Mamy w naszym narodowym zestawie zup jedną, której próżno szukać w innych
kuchniach. Można powiedzieć – „dyplomatyczną zupę”. Podana w gościnie młodemu
człowiekowi, zastępowała wszelkie niezręczne słowa, jakie trzeba by było
powiedzieć. Może szkoda, że wyszła już z użycia w swoim społecznym znaczeniu.
Tylko czy jeszcze ktoś umie przygotować czarną polewkę?
/o2.pl/
Za mna chodzi zwykla ogorkowa.
I chyba jutro ugotuje