Dodaj do ulubionych

Nauka w liceum

03.11.09, 19:21
Mam pytanie do osób, które wiedzą coś o tym jak wygląda nauka w
liceum.

Przeglądając opinie o róznych liceach, o tych z pierwszej i
ostatniej dziesiątki, najczęsciej spotykałam się z następująca
opinią: "moja szkoła nie uczy, tylko wymaga i sprawdza, a uczyć
musisz się sam we własnym zakresie"

Czy to przesadzone opinie?
Obserwuj wątek
    • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: *.adsl.inetia.pl 03.11.09, 21:20
      Chyba w zadnym liceum nie wystarcza tylko uwazac na lekcji i odrabiac prace
      domowa - jak w podstawowce. Szkola srednia to juz pora na samodzielna prace i ja
      nie widze nic zlego w tym, ze ktos spedza sporo czasu nad ksiazkami w domu albo
      w bibliotece.
      Natomiast roznica miedzy dobrymi a zlymi szkolami polega chyba na tym, ze w tych
      drugich niewiele dzieje sie na lekcjach, nauczyciele nie inspiruja, nie pomagaja
      uczniom w zrozumieniu trudniejszych zagadnien,czesto tez nie maja zadnego
      pomyslu na motywowanie uczniow poza stawianiem im jedynek.


      • nchyb Re: Nauka w liceum 03.11.09, 21:58
        >>tylko wymaga i sprawdza, a uczyć
        >>musisz się sam we własnym zakresie

        to już bardziej czasy studenckie jak dla mnie...
        nauka w liceum ma na to nakierować, ale nie wyłącznie wymagać. To
        bardziej dla mnie objaw braku umiejętności nauczania
        • joa66 Re: Nauka w liceum 03.11.09, 23:32
          Ja zgadzam się z tym, że w liceum powinno byc więcej samodzielnej
          pracy, ale chyba na bazie tego, czego nauczy szkoła (oczywiście poza
          pasjami, ale to juz inna historia).

          No i jestem ciekawa czy to taki powszechny problem ograniczenia się
          nauczycieli TYLKO do sprawdzania wiedzy, czy to po prostu bardzo
          subiektywna( mimo, że powszechna ) opinia młodzieży w okresie buntu;)
          • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: *.adsl.inetia.pl 04.11.09, 08:48
            > No i jestem ciekawa czy to taki powszechny problem ograniczenia się
            > nauczycieli TYLKO do sprawdzania wiedzy, czy to po prostu bardzo
            > subiektywna( mimo, że powszechna ) opinia młodzieży w okresie buntu"

            Duzo takich informacji slyszalam np. od uczniow Jezioranskiego. Nawet na forum
            szkolnym czytalam dyskusje na ten temat. Podobnie w Zamojskim.
            Uczniowie na dzien dobry zalewani sa lawina jedynek. Sprawdziany nijak sie maja
            do wiedzy przekazywanej na lekcjach. Dwa lata "wyjete z zyciorysu" a i tak w 3
            klasie wiekszosc bierze korepetycje.
            Szczerze mowiac mam do tych opinii troche sceptyczny stosunek.
            Moja corka w liceum tez ma duzo slabsze oceny niz w gimnazjum, mimo ze duzo
            wiecej sie uczy. Ale jakos nie ma o to pretensji do nauczycieli. Moze to kwestia
            jej stosunku do stopni, moze dlatego, ze w jej szkole nauczyciele wysoko
            podnoszac poprzeczke, jednoczesnie wspieraja uczniow i bardzo ich szanuja.
            • joa66 Re: Nauka w liceum 04.11.09, 09:54
              Problemu stopni w liceum i tak nigdy nie zrozumiem (skoro stopnie na
              tym etapie edukacji nie są do niczego potrzebne, a wiedza - i
              owszem).

              Ale jeżeli faktycznie wiele (większość?) nauczycieli nie uczy tylko
              zadaja i sprawdza, to po co marnować czas w szkole - ładnych kilka
              godzin dziennie. Wystarczy przychodzić na sprawdziany raz na tydzień
              czy dwa tygodnie.
              • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: *.adsl.inetia.pl 04.11.09, 10:41
                Ja troche rozumiem problem stopni - np. w sytuacji kiedy uczen duzo pracuje a
                efekty tej pracy oceniane sa jako mierne albo kiedy slabym ocenom towarzysza
                komentarze w stylu "nie myslisz".

                Zanizanie uczniom poczucia wlasnej wartosci uwazam za najwieksza wade polskich
                szkol a w tym specjalizuja sie szkoly publiczne.
                Moj syn po Bednarskiej nie moze wyjsc ze zdumienia z jakimi "deficytami
                emocjonalymi" na najbardziej wypasione kierunki UW trafiaja absolwenci
                renomowanych liceow.
                • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 04.11.09, 14:54
                  Tak miałam w publicznych liceach (jedno bardzo średnie, drugie trochę lepsze).
                  Nauczyciele redukowali swój wkład do minimum, bywali nieuczciwi, nie
                  dotrzymywali terminów ("Taaa, no bo wy to niby jesteście zawsze w porządku? Ja
                  też nie muszę"), nie chcieli rozmawiać, a jedną z ulubionych odzywek było "a co
                  mnie to obchodzi?" (ktoś mi mówił, że na Myśliwieckiej bywa: "Sorry, Batory").
                  Ja się właściwie nie dziwię, dużo uczniów, mało pieniędzy, napięty plan.
                  Jestem teraz w bardzo nieelitarnej, choć małej szkole społecznej, i za żadne
                  skarby nie chciałabym wrócić do państwowej. Mogę pójść ze wszystkim do każdego
                  nauczyciela, nawet takiego, który mnie nie uczy. Zadaję pytania, otrzymuję
                  wskazówki.Kontakt mailowy, wymiana literatury, przygotowanie do olimpiad.
                  Maksimum wsparcia w każdej sprawie.
                  Przyznaję : uczyć się nie trzeba,żeby nie zdać do następnej klasy trzeba
                  naprawdę zasłużyć. Szkoła nie zmusza do pracy. Ale jeśli ktoś ma ochotę na
                  rozwój intelektualny, to otwierają się przed nim duże perspektywy indywidualnej
                  współpracy z nauczycielem. Stopnie są wyższe niż stawiane w publicznych
                  szkołach, ale przede wszystkim dlatego, że nikt NIE CHCE nas u*upiać. Jeżeli
                  ktoś nie zdaje / ma pały to na własne życzenie,a nigdy dlatego, że ktoś "się
                  uwziął".
                  Jedyna nauczycielka, która wydaje się nie rozumieć systemu rządzącego tą
                  placówką jest "dochodząca"- pracuje większość czasu w szkole publicznej.

                  Pewnie, że czasem tęsknię za rytmem i dyscypliną państwowego LO i wkurzam się
                  gdy nauczyciele są aż nadto tolerancyjni (co innego luz, co innego "olewactwo" i
                  totalny brak zahamowań w sferze savoir vivre). Jednak te i inne wady są
                  całkowicie rekompensowane przez szacunek nauczycieli do uczniów i poczucie, że
                  szkoła zawsze jest po mojej stronie.
                  • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: *.adsl.inetia.pl 06.11.09, 10:39
                    Gość portalu: Hawa napisał(a):
                    > Pewnie, że czasem tęsknię za rytmem i dyscypliną państwowego LO i wkurzam się
                    > gdy nauczyciele są aż nadto tolerancyjni (co innego luz, co innego "olewactwo"
                    > i
                    > totalny brak zahamowań w sferze savoir vivre). Jednak te i inne wady są
                    > całkowicie rekompensowane przez szacunek nauczycieli do uczniów i poczucie, że
                    > szkoła zawsze jest po mojej stronie."

                    Mialam podobne zastrzezenia do szkoly, do ktorej chodzil moj syn, zreszta on
                    takze je mial , mimo ze swoja szkole nadal kocha i zawsze jej broni. Natomiast
                    moja corka chodzi do panstwoego liceum o znacznie wyzszym poziomie oczekiwan
                    wobec savoir vivre'u uczniow, a mimo to uwielbia ja i "skacze do gardla"
                    swojemu bratu, kiedy ten mowi, ze to szkola dla kujonow itd.:)
                    • joa66 Re: Nauka w liceum 06.11.09, 13:10
                      Ja mam bardzo mieszane uczucia.

                      Jeżeli chodzi o sam poziom wiedzy, wierzę, że moje dziecko jest w
                      stanie osiągnąć podobny bez względu na to czy jest to szkoła
                      państwowa czy społeczna.

                      Ale kiedy myślę o tzw. rozwoju społecznym jestem rozdarta pomiędzy:

                      - nauką w mniej sprzyjających warunkach społeczno-emocjonalnych
                      (oczywiście mam ograniczone granice zrozumienia) i szansą poznania
                      szkoły państwowej przez syna (mam wątpliwości czy przejście
                      praktycznei całej edukacji , poza wyższą, w systemie społecznym jest
                      najlepszym rozwiązaniem)

                      a

                      - nauką w szkole przyjaznej, stymulującej intelektualnie.

                      W obu przypadkach coś zyskuje i coś traci.
                      • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 10.11.09, 11:04
                        > Ale kiedy myślę o tzw. rozwoju społecznym jestem rozdarta pomiędzy:
                        >
                        > - nauką w mniej sprzyjających warunkach społeczno-emocjonalnych
                        > (oczywiście mam ograniczone granice zrozumienia) i szansą poznania
                        > szkoły państwowej przez syna (mam wątpliwości czy przejście
                        > praktycznei całej edukacji , poza wyższą, w systemie społecznym jest
                        > najlepszym rozwiązaniem)
                        >> a
                        >> - nauką w szkole przyjaznej, stymulującej intelektualnie.
                        >> W obu przypadkach coś zyskuje i coś traci."

                        Znam sporo dzieci, ktore po latach niepublicznej edukacji (czasem od
                        przedszkola) przeszly do panstwowych liceow i swietnie sie tam odnalazly. Wez
                        pod uwage, ze szkoly publiczne takze sie zmieniaja.
                        Madrzy dyrektorzy zaczynaja rozumiec, ze liceum to cos innego niz 3-letni kurs
                        przygotowujacy do matury. Nie wystarczy juz opinia szkoly "skutecznej" aby
                        przyciagnac do niej najzdolniejsza mlodziez.
                        Pokazuja to na przyklad progi punktowe, ktore nie pokrywaja sie zupelnie z
                        miejscem szkoly w rankingu. Czy do najlepszej w Warszawie szkoly wystartowaly
                        tlumy olimpijczykow? Nie, wystarczyl jeden artykul w GW, aby rozgrzac dyskusje
                        wsrod mlodych ludzi na temat sensu edukacji w takich warunkach. Czy zeby zdac
                        swietnie mature z wosu i historii trzeba miec 3-lata wyjete z zycia? Oczywiscie
                        ze nie, bo swietnie zdana matura moze byc rowniez uwienczeniem 3 lat spedzonych
                        w szkole milo, ciekawie i bez uszczerbku na psychice.

                        Szkoly rozumieja juz, ze ich byc albo nie byc (takze - utrzymanie opinii szkoly
                        renomowanej) zalezy od decyzji kandydatow, ktorzy maja o wiele wiekszy wybor i
                        dostep do informacji niz kiedys (tradycyjne media, portale spolecznosciowe). Nie
                        wystarczy im pokazanie palcem w tabelce odpowiedniego miejsca, aby zachecic ich
                        do wyboru konkretnego liceum.
                        Zmienia sie takze pokolenie rodzicow, ktorzy pamietaja jeszcze swoje chamskie
                        szkoly, ale zyja juz w nowych czasch, gdzie obowiazuja juz inne standardy w
                        relacjach miedzyludzkich. Moja tesciowa pamieta, ze kiedy chodzila na wywiadowki
                        do swoich synow nauczyciel siedzial a ona stala; po kazdym takim seansie wracala
                        zdruzgotana psychicznie do domu. Do tego samego liceum chodzi obecnie jej
                        wnuk, ktorego rodzice wraz z innymi doprowadzili do zmiany wielu zastanych zasad
                        w tej szkole, takze savoir vivre'u w relacjach nauczyciel-rodzic...

                        Mowie o tym dlatego, ze dla wielu rodzicow to, co zlego dzieje sie w szkolach
                        jest sytuacja niereformowalna. A to nieprawda. Bardzo wiele rzeczy zalezy od
                        uczniow (np. od samorzadu szkolnego) a takze od rodzicow (rada rodzicow,
                        fundacje dzialajace przy szkolach).Mialam takie doswiadczenia w gimnazjum mojej
                        corki - dzieki wspolpracy niezadowolonych rodzicow udalo sie osiagnac wiele
                        rzeczy poczatkowo niemozliwych do zalatwienia.A byla to placowka rejonowa, ktora
                        nie musi zabiegac o uczniow, bo oni sa na nia skazani.



                        • joa66 Re: Nauka w liceum 10.11.09, 13:14
                          Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego jest remis. Gdybym myślała, że
                          atmosfera w szkołach publicznych jest fatalna, nie musiałabym się
                          nad niczym zastanawiać.

                          Myślę, że u nas w dużym stopniu los roztrzygnie (czyli to gdzie się
                          dostanie):)

                          Dobrze, że szkoły się zmieniają na lepsze. Myślę jednak, że postawa
                          nauczyciela, jego stosunek do ucznia, to rzecz najtrudniejsza do
                          negocjacji, bo często bardzo delikatna. Można walczyć o remont
                          łazienki i wyższy poziom z matematyki, trudniej walczyć z chamstwem
                          (niektórych) nauczycieli:)
                          • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 10.11.09, 13:38
                            "Można walczyć o remont
                            > łazienki i wyższy poziom z matematyki, trudniej walczyć z chamstwem
                            > (niektórych) nauczycieli:)"

                            Z chamstwem albo absurdalnymi zasadami tez mozna i powinno sie walczyc. To nie
                            jest tak, ze w dzisiejszych czasach nauczyciel ma wladze absolutna nad uczniem -
                            ma jej tyle, ile na to pozwalaja przyjete w szkole zasady, a to w duzym stopniu
                            zalezy od spolecznosci uczniow i rodzicow.
                            Moja corka ma sporo kontaktow z kolegami z dawnego gimnazjum. I na przyklad - w
                            jednej ze szkol nieobecnosc w dniu zapowiedzianej klasowki oznacza jedynke, przy
                            czym pisanie w drugim terminie oznacza koncowa ocene usrednina...Czy to nie
                            absurd? Mamy sezon grypowy - i co, chory czlowiek ma sie dodatkowo martwic
                            konsekwencjami jakie z tego powodu poniesie w szkole?
                            Ale uczniowie tej szkoly wcale nie protestuja, uwazaja, ze trudno, tak musi byc,
                            jak ktos chory to bierze trzy aspiryny i idzie na klasowke.
                            Jestem przekonana, ze gdyby chcieli zmienic te zasady to by jej zmnienili.
                            Zwlaszcza w obliczu grozacej nam podobno pandemii.
                          • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 10.11.09, 14:20
                            Zeby bylo jasne to ja nie mam nic przeciwko zamoznym ludziom:)
                            Ani przeciwko temu, ze na edukacje dzieci, rozwoj, zycie w komforcie a nawet
                            zachcianki przeznaczaja duzo pieniedzy. Sama to robie na miare wlasnych raz
                            mniejszych, raz wiekszych mozliwosci i nie obchodzi mnie, jak oceniaja to inni.
                            Natomiast nie poslalabym swojego dziecka do bardzo slabej szkoly prywatnej,
                            gdzie jedynym kryterium przyjecia jest oplacenie czesnego.
                            Martwi mnie, ze w tym kierunku podaza Bednarska. Po tegorocznej rekrutacji -
                            kiedy okazalo sie, ze szkola bedzie musiala wynajac lokal, w dodatkowym terminie
                            dostaly sie dzieci, ktore nie zdaly egzaminu a do zadnej dobrej publicznej nie
                            mialy szans.

                            Co do wycieczek i innych ekstra wydatkow w szkolach niepublicznych - one sie
                            zwiekszaja w liceum. Moj syn nie pojechal np. na wyprawe do Mongolii czy Indii,
                            ale akurat mu nie zalezalo, wiec nie bylo z tym problemu. I tez - zeby bylo
                            jasne: nie mam nic przeciwko nawet bardzo drogim wycieczkom dla dzieci
                            organizowanym przez szkole. Sama zastanawiam sie nad wyslaniem corki do szkoly
                            jezykowej w Bostonie, bo jestem w stanie placic za edukacje, ale za lunche w
                            knajpach dla licelistki juz nie.

                            Slowem: problem tylko, czy ta szkola poza tym ze jest fajna i przyjazna (trudno
                            zeby nie byla) rzeczywiscie rozwija, stymuluje intelektualnie uczniow, no i czy
                            ci uczniowie dobierani sa wg kryterium innego jesczze poza oczwistym
                            finansowym. Moim zdaniem w wieku licealnym bardzo wazne jest srodowisko kolegow
                            - bo to czas, kiedy mlodzi zaczynaja wychodzic z domu, wiec wazne - z kim
                            wychodza, dokad, po co, no i za ile:)

                            Joa, podejrzewam ze Twoje dziecko chodzi do jednej z najlepszych szkol
                            spolecznych, w dodatku jest jeszcze w gimnazjum, wiec male masz szanse poznac
                            aroganckich mlodocianych burakow z kieszonkowym wielkosci pensji nauczyciela.


                            • joa66 Re: Nauka w liceum 10.11.09, 15:29
                              No więc ja obserwuję i myślę. Mam jeszcze sporo czasu, poza tym
                              powiedzmy sobie szczerze - do mnie należy decyzja czy płacić czy
                              nie, reszta do syna, CKE i tak dalej. Zobaczymy. Rozterki są wtedy
                              kiedy jest wybór , zwłaszcza tak niejasny jak na tym etapie rozważań.
                              Ale dobrze wiedzieć, że w razie czego są takie szkoły jak szkoła
                              Hawy, na którą można się zdecydować później. Oczywiście nie jest to
                              ideał (mam na myśli te historie ze sweterkami versace itp), ale zła
                              chyba też nie jest.
                            • Gość: znikomek Nauka w liceum czyli kup Pan maturę :-) IP: *.icm.edu.pl 12.11.09, 07:56
                              >menodo
                              Zupełnie nie rozumiem Twojego zdumienia - czego się spodziewałaś po zespole
                              szkół w którym po 20 latach istnienia żaden z budynków nie jest jest własnością
                              szkoły.
                              Jeśli uzmysłowisz sobie fakt że "Bednarska"
                              opuszcza swoją siedzibę na Powiślu za dwa lata nietrudno będzie pojąć że ta szkoła
                              gotowa jest przyjąć każdego kto tylko zapłaci - nawet honorowego prezesa Klubu
                              Kompletnych Kretynów.
                              Bez względu wyniki matur i ostateczny ranking liceów - żałość, marność i lipa.
                              Kiedyś by dostać się
                              do tej budy trzeba było być - dziś wystarczy mieć......
                              Szkoda.
                              • Gość: menodo Re: Nauka w liceum czyli kup Pan maturę :-) IP: 81.219.158.* 12.11.09, 13:58
                                Ja nie jestem zainteresowana tym, by psuc opinie Bednarskiej, bo wiele
                                zawdziecza tej szkole moje dziecko.
                                Natomiast boli mnie i zwyczajnie wkurza, kiedy slysze:
                                "Moj dzieciak nie ma szans, aby dostac sie do "prestizowego liceum publicznego",
                                no ale zawsze jest Bednarska.

                                Bo kiedys bylo tak:
                                "Mam bardzo zdolne dziecko, swietnie sie uczy, ale obawiam sie, ze w publicznym
                                liceum nie znajdzie odpowiednich warunkow dla rozwoju swoich talentow. Jesli
                                zda bardzo trudny egzamin na Bednarska, najwyzej sie zadluzymy albo ograniczymy
                                swoje wydatki na codzienne zycie".
                                • Gość: znikomek Re: Nauka w liceum czyli kup Pan maturę :-) IP: *.icm.edu.pl 16.11.09, 08:06
                                  Zgoda, ja też nie jestem zainteresowany ale mierzi mnie gdy słyszę:
                                  Nie martw się Maciusiu nie dostałeś się do Reja, do Witkacego nie masz szans ale
                                  weźmiemy pożyczkę i ukończysz renomowaną Bednarską (autentyczne... niestety).
                                  Co do rozwoju talentów - nie przesadzaj. Poziom nauczania na Bednarskiej
                                  znacznie się w ostatnich latach obniżył. Rozwój talentów w tej szkole to
                                  niestety kolejny mit. Nie przypadkiem w ostatnich latach z Bednarską rozstało
                                  się wielu znakomitych nauczycieli, nie godząc się na dalszy spadek poziomu,
                                  formę i styl rekrutacji, "profile", brak możliwości wykonywania doświadczeń w
                                  pracowniach przedmiotowych. I znów napiszę. Szkoda
                                  • joa66 Re: Nauka w liceum czyli kup Pan maturę :-) 16.11.09, 09:01
                                    Z tego co wiem na Bednarską są egzaminy ( a wolnych miejsc niewiele,
                                    bo większość jest zajęta przez absolwentów Raszyńskiej). Podobno
                                    osttania rekrutacja była dziwna, ale i tak trudno mi uwierzyć, że
                                    wystarczy wziąć pożyczkę (pomijając już fakt techniczny, że po co
                                    brać pożyczkę na coś, na co i tak płaci się co miesiąc;) )
                    • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 06.11.09, 18:44
                      Zdecydowanie nie każdy nadaje się do bycia częścią wielkiego pedagogicznego
                      eksperymentu. Do mojego LO trafia wiele osób, które okazały się nie dość
                      elitarne na "pierwszą dziesiątkę". Jednak te, które czują się dobrze w
                      renomowanych, publicznych placówkach raczej by się nie odnalazły. Gdy każdy
                      idzie innym rytmem, w innym tempie, a rzadko które kryterium jest takie samo dla
                      wszystkich , to można odnieść wrażenie, że traci się w szkole czas. O ile nie
                      przyjmie się, że rozwój intelektualny to kwestia wyboru, a nie rygoru.
                      W wielu świetnych liceach samo zdawanie z klasy do klasy jest n i e m a l
                      gwarancją przyzwoicie zdanej matury. To daje pewne poczucie bezpieczeństwa.
                      Czasem łatwiej wykonać bardzo trudne, odgórnie zlecone zadanie, niż zadać samemu
                      sobie banalne i potem mu sprostać.
                      Społeczna szkoła buduje i niektórych nierealistyczne wyobrażenie odnośnie do
                      własnych możliwości. Fajnie usłyszeć: "Bądź kim chcesz", ale w połączeniu z
                      "Bądź jaki jesteś" można dojść do mylnego przeświadczenia, że "chcenie"
                      wystarcza do osiągnięcia jakiegoś celu, np. dostania się na studia. Tymczasem
                      większość obleganych kierunków wymaga ciężkiej pracy, do której SAMEMU trzeba
                      się zmusić. Szkoła "pomoże jak może" w zdobywaniu wiedzy, ale wyegzekwuje tylko
                      minimum, które często nie wystarczy, by zdobyć wymaganą liczbę punktów.
                      Bardzo cenne jest natomiast takie... "podążanie za myślą" na lekcjach
                      (przynajmniej niektórych). Dobrze mieć możliwość zadawania pytań, na które
                      odpowiedzi nie będą brzmiały: "nie mamy czasu! mamy bardzo napięty program!",
                      "lubię dyskutować, ale nie z uczniami" albo "nie jestem encyklopedią". Tego nie
                      zapewni żadna szkoła, myśląca poważnie o rankingu, zwłaszcza taka, do której
                      trafiają najzdolniejsi, bo część z nich na pewno ZAWSZE będzie mieć jakieś
                      pytania (nie wszyscy są przecież "szczurami" z kluczem maturalnym wgranym w tył
                      głowy, jak próbują to przedstawiać artykuły krytyczne wobec elitarnych szkół).

                      Podsumowując: nie ma uniwersalnej recepty. Ja podczas rozmów czasem nie mogę
                      nadziwić się moim kolegom z państwowych ogólniaków, jak wytrzymują te
                      "gombrowiczowskie sceny". Oni nadziwić się nie mogą jak ja wytrzymuje to
                      "nowobogackie bydło". I chyba tak powinno być...
                      • verdana Re: Nauka w liceum 06.11.09, 21:25
                        Jesli jestes "produktem" tego liceum, to ja chyba zacznę namawiać
                        syna, aby się zastanowił nad pójsciem do niego - wydaje mi się, ze
                        chodzi mi własnie o osiągniecie takiego efektu, jaki widzę na Twoim
                        przykładzie.
                      • joa66 Re: Nauka w liceum 07.11.09, 16:52
                        Hawa, dzięki. A mogę się zapytać jak ty radzisz sobie w tym
                        systemie, z tym, że sama musisz zmuszac się do pracy? Jak radzą
                        sobie koleżanki i koledzy z klasy?


                        p.s. Domyślam się, że na etapie liceum już nikt nikomu nie dokucza
                        za to, że chce się uczyć:)
                        • verdana Re: Nauka w liceum 07.11.09, 18:29
                          U moich dzieci juz na etapie gimnazjium raczej (może nawet za
                          bardzo) wśród kolegów cenieni byli dobrzy uczniowie - szczególnie
                          wsród dziewczynek. Wiec jakos nie sadze, aby w społecznym LO bylo
                          inaczej.
                        • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 07.11.09, 21:26
                          Będę zwracała się do wszystkich zgodnie z kanonami netykiety, pomijając "panie"
                          (zaznaczam to, bo z dyskusji na forum dość jasno wynikają przedziały wiekowe, w
                          jakich znajdują się jego użytkownicy).

                          Ja radzę sobie bardzo dobrze, ale ja w ogóle wolę iść sama (tzn. nie w grupie).
                          Najlepiej się czuję w systemie mistrz-uczeń, a taka relacja tworzy się czasem na
                          potrzebę rozwiązywania konkretnych problemów.
                          Dlatego pewnie nie przeszkadza mi tak bardzo brak integracji z grupą - nie
                          podejrzewam, żebym z kimkolwiek utrzymała kontakt po skończeniu szkoły.
                          Nie będę pisać, że mój "brak łączności" to wina piętnowania chęci do nauki przez
                          społeczność szkolną, bo wcale nie jestem tego pewna. DLA MNIE to żaden problem,
                          bo jestem zupełnie nietowarzyska. Nie uważam jednak, żeby zjawisko negatywnego
                          postrzegania "kujonów" znikało - ono występuje nawet na studiach.
                          Natomiast każdy rocznik jest inny. To, czy człowiek "się uczący" będzie miał
                          udane życie społeczne nie zależy od szkoły, tylko od ludzi jacy akurat się
                          trafią. A to jest zupełna loteria, bo przyjmują praktycznie wszystkich. Mogą
                          przyjść uczniowie przyciągnięci sześcioma godzinami języków obcych tygodniowo, a
                          mogą przyjść tacy, którzy ze sprawdzonego źródła wiedzą, że tu się nie napracują.
                          Nie ukrywam, że miejscami zachowanie młodzieży (mierzi mnie to słowo nieziemsko)
                          wygląda tak, jak z lekcji historii na Bednarskiej, znane na forum z opowieści
                          Ratyzbony.
                          Jeśli chodzi o mnie, to fenomen widzę w moim podejściu do nauczycieli, które
                          zmieniło się diametralnie. Przynajmniej trzy osoby działają na mnie
                          opiniotwórczo w stopniu tak dużym, że aż sama się dziwię. Mają autorytet
                          wynikający z wiedzy i postawy wobec swojej pracy zawodowej. Szczerze mówiąc,
                          nigdy wcześniej nie szanowałam żadnego nauczyciela (co oczywiście nie jest
                          równoznaczne z demonstrowaniem pogardy, choć wiązało się nieraz z konfliktami).


                          Verdano - przy podejmowaniu decyzji odnośnie do szkoły warto pamiętać, że do
                          społecznej (no dobra, nie każdej) ZAWSZE można się przenieść. Nie chcę robić
                          czarnego PR-u mojej szkole, bo dużo jej zawdzięczam, ale mówiąc uczciwie to, nie
                          słyszałam, żeby komuś odmówiono. Może akurat synowi spodoba się w jakimś
                          publicznym ogólniaku? Chyba, że zdecydowanie nie chcecie sobie szarpać nerwów.
                          Ja i moi rodzice żałujemy tych wszystkich zmagań z publiczną edukacją, do której
                          nigdy się nie nadawałam (to w dużej mierze wynika z mojego usposobienia, nie
                          jestem maniaczką obwiniania systemu). Gdzieś podczytałam, że Twój syn ma ITN z
                          polskiego. Jeśli faktycznie jest zainteresowany literaturą, to ma spore szanse
                          stworzyć twórcze kółko wzajemnej adoracji z dyrektorem, hermeneutykiem-artystą
                          (to akurat gorąco i z czystym sumieniem polecam).
                          • verdana Re: Nauka w liceum 07.11.09, 21:32
                            Ta szkoła to wyjscie awaryjne:) a. Na wypadek, jak się do
                            publicznego nie dostanie , b. jesli sie dostanie i sobie nie
                            poradzi - mialam taki przypadek z najstarszym, bardzo zresztą
                            inteligentnym, ktory w marnej prywatnej szkole rozkwitł.
                            To co piszesz wydaje mi się akurat dla mojego syna, oprocz ,
                            cholera, snobizmu , ktorego on nie trawi jeszcze bardziej niż ja.
                            Już teraz ma tak, ze pracuje o wiele lepiej, jak nie musi.
                            • joa66 Re: Nauka w liceum 08.11.09, 07:17
                              "oprocz , cholera, snobizmu "

                              Ciekawa jestem tego mitycznego snobizmu, bo też chciałabym go
                              uniknąć.

                              Jest to dość popularna opinia o szkołach niepublicznych, a czego ja
                              nie moge potwierdzić na podsatwie szkoły, którą znam. Nie wiem czy
                              to szkoła jest wyjątkowa, czy po prostu takie opinie sa na wyrost
                              krzywdzące. Większość dzieci znajomych chodzi do szkoł publicznych i
                              nie widzę różnicy w zachowaniu. Jednak najwięcej wynosi się z domu
                              rodzinnego, a nie ze szkoły. Tak naprawdę to co ich rózni, to
                              dośwaidczenia szkolne w relacji uczeń-nauczyciel i rodzic-nauczyciel.

                              Pomijając już fakt, że dzieci z naszej szkoły w wiekszości nie mają
                              nawet połowy gadżetów, które są w posiadaniu znajomych dzieci ze
                              szkoł publicznych.


                              Na czym ten mityczny snobizm polega?


                              • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 08.11.09, 07:49
                                Już tłumaczę. Słyszę czasem strzępki rozmów w rodzaju:
                                "No i ogarniasz, te dżinsy 600 zł!! A to przecież VERSACE! No w śmiech wpadłam!
                                Czyli hurtem można kupić...", albo
                                "Oooch, co ja się miałam z tym sprowadzaniem ciuchów... A już moja stara to w
                                ogóle, kupiła se sweter... no zwykły taki, byle 300 dolarów i okazało się, ze
                                musi jeszcze płacić cło na dobra LUKSUSOWE, bo to kaszmir. Śmiesznie, co?"

                                No i jeszcze dziesiątki barwnych historii o torebkach z węża,matczynych
                                botoksach i ojcowych kochankach. Momentami jest naprawdę smutno i groteskowo.

                                Dla odpowiednio zdystansowanego człowieka taka szkoła może być laboratorium
                                fascynujących badań z zakresu psychologii społecznej.
                                Mimo wszystko jednak szkoła to nie ZOO i jeśli odsetek normalnych w danej klasie
                                jest niski, to można poczuć się osamotnionym. Ja mam niskie potrzeby społeczne,
                                ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że to może być dla kogoś problem.
                          • joa66 Re: Nauka w liceum 08.11.09, 07:30
                            Relacja uczeń-mistrz to coś czego chyba bym chciała dla własnego
                            dziecka , bo widzę, że on czerpie ogromną siłę z takiej relacji.

                            Jedną z rzeczy, której sie troche obawiam w szkołach publicznych to
                            ewentualny brak możliwości dyskusji z nauczycielem na lekcjach, co
                            jest ważne zwłaszcza w przedmiotach humanistycznych, poza tym po
                            prostu wiem jak motywujące jest to dla syna.;)


                            Zastanawiam się też nad łatwością zdobywania dobrych stopni i
                            związku tego z poczuciem własnej wartości. Przecież można stawiać
                            złe stopnie, kiedy ktoś na nie zasłużył, bez obrażania. A zła ocena
                            jest jednak jakims sygnałem.
                            • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 08.11.09, 07:56
                              No, przecież w niepublicznych szkołach są złe oceny. Nawet całkiem sporo. Po
                              prostu nie ma tak, że "na czwórkę umie tylko nauczyciel". Nauczyciel umie na
                              siódemkę, a celem procesu nauczania jest to, żeby adept mu dorównał. Nie ma więc
                              ODGÓRNYCH przeszkód, żeby dostał piętkę, czy szóstkę.
                              Jeśli zasłuży.
                              • joa66 Re: Nauka w liceum 08.11.09, 10:55
                                Dziękuję Ci za odpowiedź. Przerażający opis młodych ludzi. Nie
                                uwierzyłabym gdyby u nas nie było jednego takiego osobnika (na 18
                                osób w klasie). Było dwóch-jeden odszedł. Czyli tacy ludzie istnieja
                                nie tylko w dowcipach.
                                  • joa66 Re: Nauka w liceum 08.11.09, 18:19
                                    A mnie jednak przeraża. I powoduje, że wg. mnie między liceum
                                    państwowym i niepublicznym jest remis.

                                    I gdyby się zdarzyło, że moje dziecko dostałoby się do wybranego
                                    liceum państwowego i np. na Bednarską miałabym problem.
                                    • verdana Re: Nauka w liceum 08.11.09, 18:25
                                      W elitarnych (a i mniej elitarnych) panstwowych bywa tak samo.
                                      Zamożność dzieci liceów prywatnych i najlepszych publicznych jest
                                      zbliżona.
                                      Mnie mniej przeraza snobizm 'co mam" - jakos jestem przekonana o
                                      odpornosci mojego syna na cos takiego, od snobizmu "nie będę z byle
                                      kim chodził do szkoly" I tu rzeczywiscie może być róznica.
                                      • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 08.11.09, 22:33
                                        verdana napisala:
                                        > Mnie mniej przeraza snobizm 'co mam" - jakos jestem przekonana o
                                        > odpornosci mojego syna na cos takiego, od snobizmu "nie będę z byle
                                        > kim chodził do szkoly" I tu rzeczywiscie może być róznica."

                                        W slabych szkolach niepublicznych "z byle kim" oznacza z tym, kto ma mniej. I
                                        mnie to akurat najbardziej przeraza.
                                        • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.11.09, 16:10
                                          Powiedziałabym, że większe znaczenie, niż majątek ma styl bycia i styl życia -
                                          ubieranie się, mówienie, sposób postrzegania rzeczywistości, stosunek do
                                          obowiązków, sposoby spędzania wolnego czasu, poczucie humoru etc. W środowiskach
                                          młodych ludzi, które często sprawiają wrażenie wręcz ultraliberalnych, kuleje
                                          przede wszystkim otwartość i tolerancja. Preferowany jest określony kanon
                                          "luzackich" zachowań i inność pod tym względem nie jest mile widziana.
                                          Jeżeli ktoś nie ma pieniędzy, ale aspiruje do bycia częścią jakiejś
                                          społeczności, to jest ok. Ale jeśli ktoś zdecydowanie inaczej widzi samego
                                          siebie, to może mieć towarzyskie kłopoty, niezależnie od tego, jakimi sumami
                                          dysponuje. I niezależnie od tego, czy ma coś przeciwko owej grupie, z którą nie
                                          ma wielkiej ochoty się identyfikować.
                                          • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 09.11.09, 17:36
                                            Majatek ma znaczenie. W skrajnych przypadkach pozwala dziecku na bezstresowe
                                            przebrniecie przez trzyletnia edukacje, ktora co prawda nie konczy matura
                                            (nawet na poziomie 30 proc.) - ale daje szanse na kolejny szczebel jakiejs
                                            platnej edukacji. Na szczescie odbywa sie to na koszt rodzicow, a nie podatnikow.
                                            Biedne dzieci o podobnym potencjale chodza do rownie slabych ogolniakow
                                            publicznych i czesto na nich koncza swoja edukacje, bo rodzicow nie stac juz na
                                            oplacanie dalszej platnej juz niestety edukacji wyzszej.
                                            • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.11.09, 17:59
                                              Moja wypowiedź odnosiła się do tego, jak majątek ma się do pozycji ucznia w
                                              grupie rówieśniczej. Nie poruszałam zagadnienia późniejszego funkcjonowania w
                                              społeczeństwie.

                                              > Biedne dzieci o podobnym potencjale chodza do rownie slabych ogolniakow
                                              > publicznych i czesto na nich koncza swoja edukacje, bo rodzicow nie stac juz na
                                              > oplacanie dalszej platnej juz niestety edukacji wyzszej.

                                              Wszystko to prawda, ale konkretnie jaki z tego wniosek w kontekście tego wątku?
                                              • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 09.11.09, 20:20
                                                > Wszystko to prawda, ale konkretnie jaki z tego wniosek w kontekście tego wątku?
                                                >
                                                To sie odnosilo do wczesniejszej wypowiedzi verdany - snobizmu niechodzenia "z
                                                byle kim do szkoly", ale pewnie nie zabrzmialo jasno.
                                                Wiec inaczej i bardziej wprost.
                                                Wypowiedz mlodego gimnazjalisty (3 klasa) ktorego zapytalam o dalsze plany
                                                zyciowe. Cos mniej wiecej takiego ze ogolnie wali te testy i caly ten cyrk ze
                                                stopniami, bo i tak idzie prywatnego liceum, co mu obiecal dziadek... A jego
                                                mama ze to jakis koszmar, gdyby wiedziala, ze to tyle stresu, to i za prywatne
                                                gimnazjum dziadek by zaplacil, bo jednak panstwowe szkoly do straszny wyscig
                                                szczurow, jakies samobojstwa i narkotyki tam sa podobno.
                                                Zapytalam do jakiego liceum dziecko sie wybiera i uslyszalam, ze "zobaczy sie",
                                                ale jakiegos niedrogiego i na poziomie, zeby jednak z byle kim nie chodzilo...
                                                Ci ludzie reprezentuja dla mnie taki poziom buractwa, ktore miesci sie juz poza
                                                zakresem mojej tolerancji. Wiem, ze Verdana moze mi za to cos zrobic :)), ale
                                                szczerze przyznam, ze balabym sie poslac dziecko do jakiegos "niedrogiego"
                                                liceum prywatnego z leku, ze moglabym otrzec sie o powyzej naszkicowany swiat
                                                wartosci.
                                                • joa66 Re: Nauka w liceum 09.11.09, 21:14
                                                  A mogłabyś rozwinąc co ta rodzina ma na mysli mówiąc "na poziomie"
                                                  i "nie z byle kim"?

                                                  To, co im sie nie podoba (jak wynika z twojego postu) w szkole
                                                  publicznej (pomijając czy to uzasadnione czy nie) to stres, wyścig
                                                  szczurów, ewentualne samobójstwa i narkotyki. Mnie też by się to nie
                                                  podobało.
                                                  • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 09.11.09, 22:30
                                                    Nie, no tu sie nie ma co zaglebiac.
                                                    "Na poziomie" to moze znaczyc, ze z rodzicami beda sie tam liczyc, no bo w
                                                    koncu to nie byle jacy rodzice a byle kto - to biedacy po prostu, tacy co na
                                                    przyklad w Turcji nigdy na wczasach nie byli.

                                                    O liceach w Warszawie to ta pani nie wiem skad ma wiadomosci, na pewno nie z
                                                    wlasnych doswiadczen, moze cos w jakims serialu bylo na ten temat. Zreszta
                                                    szkoly typu wyscig szczurow nie groza jej dziecku. Alternatywa dla szkoly
                                                    prywatnej byloby raczej liceum o progu 30 punktow, a tam wlasnie chodzi "byle kto".
                                      • verdana Re: Nauka w liceum 08.11.09, 19:47
                                        Otóz to.
                                        Natomiast w znanej mi najlepiej, choc już nieistniejacej szkole
                                        prywatnej, gdzie byly naprawde niektore zamożne dzieciaki, ale z
                                        innymi problemami - z nauka, z zachowaniem itd - zero problemu z
                                        chwaleniem się co kto ma. Wlasciciele mercedesów (byli i tacy) oraz
                                        wlasciciele biletow autobusowych w ogole nie byli zainteresowani
                                        tematem co kto ma.
                                        • joa66 Re: Nauka w liceum 08.11.09, 20:11
                                          Zgadzam się. Sama w sumie bezmyslnie przeniosłam jedna uwagę na
                                          temat ludzi (i to pewnie nie wszystkich) z jednego liceum na
                                          większośc liceów niepublicznych.
                                      • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 08.11.09, 21:44
                                        Hawa napisał(a):
                                        > Ale w publicznych szkołach jest to samo! Mam znajomych w strategicznych
                                        > warszawskich "elitkowach" i naprawdę wszędzie się tacy trafiają. Najgorzej pod
                                        > tym względem opisywana jest Żmichowska, ale z Batorego też słyszałam kilka
                                        > żenujących historii. "

                                        Tylko ze w tych "strategicznych elitkowach" mozna tez spotkac mlodych ludzi,
                                        ktorzy wstaja o piatej rano zeby kilkadziesiat kilkometrow przejechac do szkoly
                                        w Warszawie. Czesto - z rodzin, ktore nie stac na szkolna wycieczke. Dzieci,
                                        ktore w gimnazjum wygraly dwa albo i trzy konkursy. Dla nich czesne w szkole
                                        niepublicznej jest suma kosmiczna, bo za 800 zl mozna wyzywic 4-osobowa rodzine...
                                        Takich dzieci nie mozna spotkac w superprzyjaznych szkolach prywatnych i na tym
                                        moim zdaniem polega przewaga szkol publicznych. Ze tu wylacznym kryterium
                                        przyjecia sa osiagniecia szkolne uczniow, a nie - ile zarabiaja rodzice.
                                        Dla mojej corki, ktora od dziecka uczy sie w szkolach panstwowych jest normalne,
                                        ze ktos ma ojca bezrobotnego ojca albo nie ma wlasnego pokoju. Moj syn - po
                                        szkolach prywatnych - dlugo nie mial kolegi, z ktorym moglby wyjechac do pracy w
                                        czasie wakacji; spotkal go dopiero na studiach.





























                                        '
                                        • Gość: Hawa Re: Nauka w liceum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.11.09, 18:25
                                          Ale sam fakt, że syn chciał pracować to pewnie zasługa zasad, według których
                                          został wychowany. Szkoła nie dała rady go przerobić na zmanierowanego,
                                          cynicznego bachora. Kiedy w domu rozmawia się o problemach społecznych i uczy
                                          dzieci szacunku do siebie, do pieniędzy,ale przede wszystkim do innych
                                          ludzi,uświadamia, że nic nie spada z nieba, a "fortuna kołem się toczy", to NIE
                                          MA SIŁY, żeby szkoła to zaburzyła. Chociaż z tego co opowiadają mi rodzice, to
                                          tan rodzaj wrażliwości potrafi zanikać pod wpływem dorobienia się dużych
                                          pieniędzy w dorosłym życiu ("palma").

                                          Pewnie, że w wieku dojrzewania bardziej się zwraca uwagę na opinię rówieśników,
                                          niż rodziców, ale ja po prostu NIE WIERZĘ, żeby można było stracić kontakt z
                                          rzeczywistością w wyniku kilkugodzinnej interakcji z laską wystrojoną w sweter z
                                          aligatorem. No, nie wierzę. Coś musiało być nie tak już wcześniej.

                                          Mam wrażenie, że postrzega się niepubliczne szkoły, jako snobistyczne, dlatego
                                          że trafiają do nich ludzie z rodzajem jakiegoś zaniedbania, któremu nie muszą
                                          być wcale winni.
                                          Tylko, że oni trafiają do wszystkich szkół, m.in. dlatego że w obiegowej opinii
                                          liceum lepiej wybrać publiczne (w przypadku gimnazjów nie jest to takie jasne),
                                          bo ma wyższy poziom i w oczywisty sposób wpływa na dalszą ścieżkę edukacji (nowa
                                          matura).

                                          No i trzeba pamiętać, że społeczeństwo się bogaci. Co raz więcej ludzi, nawet
                                          takich których obiektywnie nie uznamy za bogaczy jest w stanie sobie pozwolić
                                          (nie bez poświęceń) na wydanie tych kilkuset złotych. Niepubliczne szkoły
                                          przestały być dobrem dostępnym jedynie najbogatszym. Tak więc osoby, których nie
                                          stać na wycieczkę nie są żadnym egzotycznym zjawiskiem. Choć pewnie mają większy
                                          problem z powiedzeniem o tym otwarcie.
                                          • joa66 Re: Nauka w liceum 09.11.09, 18:45
                                            " Szkoła nie dała rady go przerobić na zmanierowanego,
                                            cynicznego bachora."

                                            Zgadzam się. Tylko co zrobic kiedy dziecko chodzi do szkoły też z
                                            powodów towarzyskich?
                                          • Gość: menodo Re: Nauka w liceum IP: 81.219.158.* 09.11.09, 23:24

                                            "Mam wrażenie, że postrzega się niepubliczne szkoły, jako snobistyczne, dlatego
                                            > że trafiają do nich ludzie z rodzajem jakiegoś zaniedbania, któremu nie muszą
                                            > być wcale winni.
                                            > Tylko, że oni trafiają do wszystkich szkół"

                                            Tak, zgadzam sie, z tym, ze do topowych liceow publicznych (bo o nich mowimy)
                                            trafiaja tez inne dzieci, o ktorych wczesniej pisalam.
                                            Wlasnie te wysmiewane kujony, szczury bez osobowosci z wszczepionymi kluczami
                                            kodowymi zamiast mozgu. W szkolach publicznych jest wieksze zroznicowane
                                            mlodziezy - spoleczne, kulturowe, a nawet swiatopogladowe. W jednej klasie
                                            mozna spotkac osoby ubrane w aligatory, metalowcow, podstarzale emo, hipisow
                                            oraz no logo w ciuchach z supermarketu.



                                          • Gość: learning-to-fly Re: Nauka w liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.09, 01:49
                                            Gość portalu: Hawa napisał(a):
                                            >No i trzeba pamiętać, że społeczeństwo się bogaci. Co raz więcej >ludzi, nawet
                                            takich których obiektywnie nie uznamy za bogaczy jest >w stanie sobie
                                            pozwolić(nie bez poświęceń) na wydanie tych kilkuset >złotych.Niepubliczne
                                            szkoły przestały być dobrem dostępnym jedynie >najbogatszym. Tak więc osoby,
                                            których nie stać na wycieczkę nie są >żadnym egzotycznym zjawiskiem. Choć pewnie
                                            mają większy problem z >powiedzeniem o tym otwarcie.

                                            Nie przeceniałabym tego bogacenia się społeczeństwa, dla większości moich
                                            znajomych z liceum czy teraz na studiach te kilkaset złotych naprawdę robi
                                            różnice, a ogólniak kończyłam w Warszawie, studiuję w Poznaniu, więc to nie są
                                            najbiedniejsze rejony. Pomijając szczegół, że w regionie, z którego pochodzę
                                            ludzie często zarabiają równowartość tego czesnego. Wtedy nie o to chodzi, że
                                            nie stać kogoś na czesne i wypasioną wycieczkę (szkoły niepubliczne starają się
                                            mieć atrakcyjną ofertę, a do Paryża za 300 zł się raczej nie pojedzie), tylko o
                                            to, że albo kurtka i spodnie albo dwudniowy wypad do Warszawy. Pod względem
                                            przekroju społecznego szkoły publiczne są o wiele bardziej zróżnicowane i moim
                                            zdaniem to wielki plus. Nie chodzi o utratę kontaktu z rzeczywistością, tylko
                                            raczej o zatknięcie się z nią. Bo co innego wiedzieć, że ktoś gdzieś nie ma
                                            pieniędzy, a co innego zetknąć się z realnym problemem.
                                            ps. o tym, że jest jednak inaczej: u mnie w LO raczej nie było problemu z
                                            powiedzeniem, że nie idę/jadę, bo nie mam kasy, a nie pożyczę od nikogo, bo nie
                                            będę miał/ła jak oddać. Żadne wydarzenie, dziś ja, jutro ktoś inny. Najwyżej
                                            solidarnie impreza przenosiła się z klubu do kogoś, co zdecydowanie obniżało
                                            koszty;P
                                            • joa66 Re: Nauka w liceum 10.11.09, 13:20
                                              Uściślę Twoją wypowiedź o następujące informacje:

                                              - w szkole społecznej naszego dziecka nigdy nie było wyjazdu
                                              zagranicznego

                                              -wycieczki tygodniowe odbywają się raz w roku (podstawówka) i 2 razy
                                              w roku (gimnazjum, z tym, że jedno to wyjazd naukowy) , koszt rzędu
                                              300-400 zł.

                                              -czesne niecałe 1000 zł za jedno dziecko to mniej więcej
                                              równowartość państwowego przedszkola dla dwojga dzieci, a to nie
                                              oznacza bogactwa.


                                              -średnie wynagrodzenie w Warszawie to około 4500 zł


                                              Wszelkie argumenty o bogatych dzieciakach nie przemawiają do mnie.
                                              Często decydującym finansowo elementem jest fakt, czy w rodzinie
                                              jest jedno dziecko czy więcej, czy trzeba płacić kredyt za
                                              mieszkanie czy nie itd. Natomiast dzieci naprawdę bogatych jest
                                              niewiele w szkołach społecznych, większość to okolice średniej lub
                                              trochę wyżej.
                                              • Gość: learning-to-fly Re: Nauka w liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.09, 21:45
                                                Te sumy nie dowodzą bogactwa (nie napisałam, że trzeba być Kulczykiem od razu),
                                                ale chcąc nie chcąc właśnie sama je podając udowodniłaś, że z "przeciętnym
                                                środowiskiem", z natury bardzo zróżnicowanym się tam dziecko nie spotka, raczej
                                                "okolice średniej warszawskiej". A ze średnią jest jak z wyprowadzaniem psa,
                                                statystycznie po trzy nogi...
                                                • joa66 Re: Nauka w liceum 11.11.09, 08:08
                                                  Tak, okolice średniej warszawskiej, bo i czesne w Warszawie jest o
                                                  wiele wyższe niż w innych miastach i tylko tak to można porównać.

                                                  Nie twierdzę , że średnia warszawska to biedota albo ludzie bogaci.
                                                  Po prostu..... średnia. Nie wiem jak jest w liceach, ale uwierz mi w
                                                  gimnazjach są dyskusje o cenach wycieczek (i np w naszym nie ma
                                                  drozszych niz 400 zł), dzieci zatrzymuja się w ośrodkach gdzie
                                                  toaleta jest na korytarzu, często młodsze rodzeństwo donasza ubrania
                                                  po starszych braciach i siostrach. Wiele dzieci (w tym mój syn)
                                                  nigdy nie miało play station, psp i tak dalej.

                                                  Oczywiście są ludzie, których nie stać na szkoły niepubliczne mimo,
                                                  żeby chcieli (bo zarabiają poniżej przecietnej , bo mają inne
                                                  zobowiązania finansowe, mają więcej dzieci). Ale to nie oznacza, że
                                                  to są szkoły dla bogatych (i też nie mam na mysli Kulczyka:) ).

                                                  p.s. oczywiście pomijam tu sprawę priorytetów, bo to inna historia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka