Dodaj do ulubionych

Ile czasu trzeba

03.04.12, 14:30
Ile czasu potrzebują gimnazjaliści, aby się zżyć?

Moja córka jest specyficznym dzieckiem. I pomimo, że trafiła do ponoć świetnej szkoły (sama uważa ją za świetną), to z klasą się nie zżyła. Owszem, dosć się lubi z koleżankami, ale to są dość letnie kontakty.

Bardzo tęskni za starą klasą. Spora część klasy chodzi do gimnazjum związanego z ich szkołą podstawową. Dziś w szkole córki są rekolekcje, w których nie bierze udziału, więc znowu tam poleciała. I po chwili przysłała sms, że jutro też pójdzie, bo mają jakiś dzień różnych kultur i chcą, żeby tam była.
Stara klasa zawsze radośnie ją wita.

W nowym gimnazjum ceni ducha szkoły i mówi, że ma fantastycznych nauczycieli. W klasie czuje się lekko wyobcowana. Wychowawczyni bardzo pracuje nad integracją klasy, ale czy to da jakieś efekty? Czy też polubią się pod koniec ostatniego roku w gimnazjum?

Kiedy klasa gimnazjalna przestaje być zbieraniną? W którym momencie się zżywają?
Obserwuj wątek
    • agatka_s Re: Ile czasu trzeba 03.04.12, 15:18
      Gimnazjalna klasa mojego syna (łącznie z rodzicami) zżyła się od razu w pierwszym tygodniu jak pan od polskiego ze sprawdzianu z gramatyki postawił WSZYSTKIM jedynki. Oj integracja była błyskawiczna !!!!

      Serio, to chyba bardzo indywidualna kwestia. Mój syn ma szczęscie, i albo on jest taki gotowy do zgrywania się, albo poprostu trafia na fajne dzieciaki, ale we wszystkich 5 klasach w jakich miał przyjemnosc już byc miał fantastycznie zgrane towarzystwo, z którym trzyma się cały czas, niezaleznie czy to koledzy z podstawówki, gimnazjum, czy teraz LO. Na zgranie mojego syna miało zawsze duży wpływ że to były dzieciaki mieszkające koło siebie, i proces zgrywania następował po lekcjach, w czasie współnych powrotów itp. Dzieciom mieszkającym gdzieś w bardziej odległych miejscach było ciut trudniej, co np podkreślali rodzice. Poza tym nasze dzieci nie miały natłoku zajec dodatkowych (żadnych korepetycji, dodatkowych angielskich itp), dużo rzeczy robili razem, mieli na to czas, co też uważam za ważne. No i szkoła (gimnazjum) dbała o integracje-co roku razem obowiązkowe narty, kajaki, a dodatkowo w wakacje już dla chętnych obóz kajakowy taki na zasadzie obozu harcerskiego czyli sami gotują, sami robią prycze i myją się tylko w jeziorze. Jeździ na to cała klasa i to bardzo integruje też (teraz już w LO też dużo osób pojedzie, bo to lubią bardzo).

      Na pewno nic na siłe.

    • nika_j Re: Ile czasu trzeba 03.04.12, 16:07
      A to bardzo różnie. Moje dziecko w ogóle się nie zżyło z klasą, ale klasa jest bardzo dziwna - istnieje tam grupka osób, które uważają się za VIPów (popularność, wygląd sa tu kryteriami doboru do tej grupy) i stąd może te relacje w klasie są bardzo zaburzone. Są pojedyncze osoby, z którymi się dobrze czuje, z klasą nie. Nie pomogą tu żadne zajęcia integracyjne, jesli jest w klasie grupa osób, która chce czuć się inna, w domyśle lepsza. Generalnie chyba z chłopcami jest mniej problemów pod tym względem, wsród dziewcząt zawsze się znajdą jakieś problemy. Córka też większość dobrych przyjaciół ma jednak ze starej szkoły, mimo że sa porozrzucani po różnych szkołach. Nie ma reguły. Ale na pewno w I klasie było najgorzej.
      • hankam Re: Ile czasu trzeba 03.04.12, 17:55
        W przypadku klasy mojej córki problemy są z chłopcami. Dziewczyny są OK, część chłopców narzuciła bardzo agresywny styl bycia - drwiny, obgadywanie (tak, tak, chłopcy).
        Owszem, jest zdecydowana akcja szkoły, żeby to ukrócić i tu, być moze, coś się polepszy, ale zmusić klasy do wzajemnej życzliwości się nie da. Zdaje się, że najbardziej zależy na tym rodzicom.
        • joa66 Re: Ile czasu trzeba 03.04.12, 20:00
          Nie wiem czy to o czym piszesz to kwestia czasu. To o czym piszesz miało miejsce w klasie mojego syna mnie więcej na przełomie 5 i 6 klasy podstawówki. W sumie ok 5 osób , raczej niezależenie od siebie, rozbiło 16 osobowa klasę , która i wczesniej i potem była w miarę zgrana, życzliwa a na pewno nie wredna dla siebie. Co ciekawe to był te same dzieciaki , które i wczesniej i później zachowywały się przyzwoicie. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Parę razy spotkała się z nimi psycholog (tzn z całą klasą), ale trudno mi powiedzieć jak duży to miało wpływ na rozwiązanie problemu. Mam wrażenie, że przynajmniej jeden z "winowajców" po prostu wyrósł z tego. Do tej klasy w gimnazjum doszło 6 nowych osób i błyskawicznie zintergrowali się z klasą, bez wspomagania fachowców.

          Inna sprawa, że znam 2,5 ;) osoby, które uciekły z waszego gimnazjum (dwie znam z twarzy, nazwiska, historii, jedną ze słyszenia - słyszenia od ojca tego chłopca, ale nie znam człowieka ani jego syna)

          Może nie ma co na siłę ich integrować klasowo, tylko bardziej indywidualnie a tutaj to raczej rodzice mogą ewentualnie wspomóc a nie szkoła?
          • Gość: agatka_s Re: Ile czasu trzeba IP: *.aster.pl 04.04.12, 16:28

            Będzie troche obok samego problemu.
            To co tu panie opisują to jest moim zdaniem argument na to co od dawna twierdze, czyli że tzw "atmosfera" to bujda na resorach. No i co z tego że szkoła została przeswietlona pod kątem atmosmery i ducha panujacego, jak potem w klasie zjawia się kilku typków (lub typek) i z całej tej super atmosfery zostaje GUZIK, a dziecko cierpi mimo że szkoła została sprawdzona na wszelkie dostępne sposoby, a atmosfera zbadana poprzez opinie, fora i wiesci gminne.

            Zgranie klasy, a co za tym idzie komfort jednostki zależy od:

            a. składu klasy (który aż do 1 wrzesnia zawsze jest loterią)
            b. wychowawczyni i składu grona pedagogicznego (co również zazwyczaj objawia się 1 września, i to nie jako dana constans).

            I też żeby było jasne można się nawet dowiedziec że jakaś klasa jest fajna i zgrana, i przeniesc tam dziecko w akcie desperacji, a i tak NIE MA GWARANCJI że dla naszego dziecka ta klasa będzie tez zgrana, albo że ta zgrana klasa akurat naszego dziecka nie potraktuje źle.

            Dlatego moim zdaniem dużo większy sens od szukania tej mitycznej atmosfery (która de facto nie istnieje bo wystarczy jeden typek lub typka aby ją unicestwic) lepiej zainwestowac w takie wychowanie dziecka aby wszedzie i z każdymi typkami umiał.umiała się dogadac, przezyc i nawet zaprzyjaxnic.

            Na cudze dzieci wpływu nie mamy, NA WŁASNE nawet prawie dorosłe jeszcze wciąż troche,
            • Gość: menodo Re: Ile czasu trzeba IP: *.adsl.inetia.pl 04.04.12, 18:09
              Eee tam agatko, to, co tu panie opisują o "atmosferze", nie ma nic wspólnego ze zgraniem klasy. Szkoła może mieć bardzo fajną atmosferę, a klasy zżyte być nie muszą.
              I odwrotnie - w szkołach bardzo nieprzyjaznych uczniom dzieci się bardzo integrują, bo mają wspólnych wrogów. Koleżanka mojej córki, która swojej szkoły nienawidzi, a nauczycielami pogardza- uwielbia swoją klasę. Co weekend jakieś wspólne imprezy, wakacyjne wyjazdy itd.

              Bardzo podobnie miała moja córka w gimnazjum, ale w liceum - ma mnóstwo znajomych z różnych klas i roczników. Jej klasa jest podzielona na kilka grupek towarzyskich i chyba nikomu to nie przeszkadza, bo to nie są jakieś wrogie obozy. Gdyby jednak ktoś chciał poszukać tu jakiegoś problemu, to by go znalazł - bo pamiętam, że w gimnazjum/liceum syna ciągle był wałkowany temat pt. "a dlaczego w klasie są grupki", a może by tak jakieś ognisko wspólne albo kajaki, albo w góry...A mój syn nienawidzi kajaków i musi mieć łazienkę jeśli ma się gdzieś dobrze czuć/zrelaksować - co innego wojna - i proszę to zaakceptować i nie mówić, że jest plastikowy; pamiętam te integracyjne rozmowy:D Był nawet pomysł, abyśmy wszyscy - rodzice i dzieci- wyjechali do jakiejś chaty bez prądu i wody; o nienienie - tak to ja się mogę bawić ze swoimi przyjaciółkami, które znam od zawsze, proszę nie wymagać ode mnie takiej otwartości.

              Ja najbardziej zżyta z grupą byłam w stanie wojennym, kiedy w liceum komunistyczna dyrektorka chciała nam zamknąć wywalczoną w krótkim okresie wolności palarnię.
              Ojezu, jacy my wszyscy ze sobą zgrani byliśmy i Mury śpiewaliśmy, i wszyscy z opornikami wpiętymi w swetry tak wespół w zespół o tę palarnie walczyliśmy. O takiej integracji klasowej to nasze dzieci mogą tylko pomarzyć:D
              • joa66 Re: Ile czasu trzeba 04.04.12, 18:52
                Cóż..moge tylko powtórzyć "eeee tam". "Atmosfera" to pewne hasło i chyba naprawde nikt nie oczekuje, że ma to oznaczać teletubisiowe "tulimy, tulimy" na każdej przerwie. Niestety nie przychodzi mi lepsze określenie, bo "kultura firmy" chyba za bardzo nie pasuje. Ale faktem jest, że każda szkoła ma swoją mniej lub bardziej wyrazistą "kulturę" i moim zdaniem dobrze coś o niej wiedzieć zanim się szkołę wybierze. Ale przymusu nie ma :)

                A tego kto będzie w klasie na pewno nikt nie przewidzi i to chyba też oczywiste?


                BTW - u mojego syna w liceum też w pewnym sensie jest "zbieranina", są jakieś grupki towarzyskie i w klasie i ponadklasowe (czywiście nie wrogie sobie) , ale chyba każdy znalazł swoje miejsce i (znowu chyba) nikt nie ma potrzeby stworzenia 32 osobowego organizmu. Tyle, że to już inny etap niż gimnazjum - licealiści są już w miarę ukształtowani, większośc chyba już zbudowała swój świat przyjacielsko towarzyski i chociaz te światy sa otwarte na nowych przybyszów , nie ma już chyba potrzeby desperackiego formowania jednej wielkiej drużyny.

                I chyba o to chodzi - mieć w klasie parę bliższych osób, a reszta na co dzień może po prostu być życzliwa i tyle. Problem pojawia się kiedy dziecko nie ma ani jednej bliskiej osoby, albo wtedy kiedy w klasie są osoby, które podkręcają atmosferę złośliwości, agresji itd.

              • hawa.etc Re: Ile czasu trzeba 08.04.12, 17:49
                > Gdyby jednak ktoś chciał poszukać tu jakiegoś problemu, to by go znalazł - bo p
                > amiętam, że w gimnazjum/liceum syna ciągle był wałkowany temat pt. "a dlaczego
                > w klasie są grupki", a może by tak jakieś ognisko wspólne albo kajaki, albo w g
                > óry...A mój syn nienawidzi kajaków i musi mieć łazienkę jeśli ma się gdzieś dob
                > rze czuć/zrelaksować - co innego wojna - i proszę to zaakceptować i nie mówić,
                > że jest plastikowy; pamiętam te integracyjne rozmowy:D Był nawet pomysł, abyśm
                > y wszyscy - rodzice i dzieci- wyjechali do jakiejś chaty bez prądu i wody; o ni
                > enienie - tak to ja się mogę bawić ze swoimi przyjaciółkami, które znam od zaws
                > ze, proszę nie wymagać ode mnie takiej otwartości.

                Wiesz, Menodo, zakuwam teraz do testu z literatury skandynawskiej, posiłkując się skryptem znalezionym w internecie. Autor skryptu opisując poczynania św. Brygidy, frywolnie wtrącił nawiasowo: "nieźle miała na.srane". No i przypomniałam sobie ten skrypt jak czytałam Twój post o integracyjnych rozmowach. Nieźle mieli na.srane. Jak to jest możliwe, że dorośli, wykształceni zapewne w większości ludzie są w stanie wpadać na takie pomysły? I dziwić się, że w grupie prawie dorosłych ludzi nie wszyscy chcą się tulić, jak teletubisie? No przecież to jest jakaś paranoja, zwłaszcza, że tam pracuja doświadczeni podobno pedagodzy, którzy powinni wiedzieć coś o specyfice relacji między dzieciakami. Tam tak zawsze?
                • Gość: menodo Re: Ile czasu trzeba IP: *.adsl.inetia.pl 09.04.12, 11:44
                  Jak to jest możliwe, że dorośli, wykształceni zapewne w większości
                  > ludzie są w stanie wpadać na takie pomysły? I dziwić się, że w grupie prawie d
                  > orosłych ludzi nie wszyscy chcą się tulić, jak teletubisie? No przecież to jest
                  > jakaś paranoja, zwłaszcza, że tam pracuja doświadczeni podobno pedagodzy, któr
                  > zy powinni wiedzieć coś o specyfice relacji między dzieciakami. Tam tak zawsze?"

                  To było w gimnazjum, w liceum już nie było pomysłów takich pomysłów integracyjnych; zresztą nie wiem, bo na zebrania zaczął chodzić mój mąż.
                  Ale w gimnazjum jak słyszę - tradycja pielęgnowania problemów emocjonalnych nastolatków trzyma się dzielnie.
                  Ja w sumie lubię tę szkołę, uważam, że dobrze, że istnieje i bardzo doceniam to, jak bardzo zmieniła inne warszawskie szkoły, zwłaszcza publiczne.
                  Niemniej - tak zgadzam, niektórzy, w tym także rodzice, mieli niezdrowo pod sufitem.
                  A z tym doświadczeniem pedagogów, a zwłaszcza ich dojrzałością/mądrością życiową i poczuciem odpowiedzialności to też bez przesady.
                  Nie wiem, jak jest teraz, ale parę lat temu na oczach uczniów rozgrywały się tam dramaty sercowe w przeróżnych konfiguracjach wiekowo-płciowych; jeszcze w liceum było to dla mnie do przełknięcia, chociaż też przesady; jak to skomentował mój syn - nauczyciele nie powinni aż tak bardzo ustawiać się frontem do uczniów :D
                  • malila Re: Ile czasu trzeba 10.04.12, 17:41
                    Przepraszam, że się wtrącę, ale ponieważ jestem w temacie, to pozwolę sobie na zwrócenie uwagi, iż tu nie zachodzi zjawisko nazwane "pielęgnowaniem problemów emocjonalnych". Praca toczy się wokół rzeczywistych problemów interpersonalnych. I w zasadzie tyle mogę napisać na ten temat na forum publicznym.
                    • Gość: menodo Re: Ile czasu trzeba IP: *.adsl.inetia.pl 11.04.12, 00:59
                      'Praca toczy się wokół rzeczywistych problemów interpersonalnych.'

                      Ja nie wiem dokładnie, co tam się dzieje, tyle co z forum i od znajomych córki - absolwentów, których rodzeństwo tam chodzi. Oni też mieli sporo problemów interpersonalnych :D

                      Przez pielęgnowanie" problemów emocjonalnych" rozumiem zbyt dużą koncentrację na emocjach, poczuciach i samopoczuciach nastolatków - i będę się upierać, że to specyfika tej szkoły. W większości dobrych gimnazjów praca toczy się wokół nauki, sportu, rozwijających zajęć dodatkowych - a nie wokół tego, dlaczego nie jest fajnie (przykład pierwszy z brzegu). Nie chodzi o to, by lekceważyć problemy klasowe; chodzi mi o proporcje czasu i energii, jaką poświęca się na problemy interpersonalne - i resztę.


                      • malila Re: Ile czasu trzeba 11.04.12, 12:00
                        Gość portalu: menodo napisał(a):
                        > Przez pielęgnowanie" problemów emocjonalnych" rozumiem zbyt dużą koncentrację
                        > na emocjach, poczuciach i samopoczuciach nastolatków - i będę się upierać, że
                        > to specyfika tej szkoły. W większości dobrych gimnazjów praca toczy się wokół
                        > nauki, sportu, rozwijających zajęć dodatkowych - a nie wokół tego, dlaczego ni
                        > e jest fajnie (przykład pierwszy z brzegu). Nie chodzi o to, by lekceważyć pro
                        > blemy klasowe; chodzi mi o proporcje czasu i energii, jaką poświęca się na prob
                        > lemy interpersonalne - i resztę.

                        Nie sądzę, żeby te proporcje były zaburzone. Tym bardziej, że o ile ileś tam lat temu - wtedy, gdy właściwie zaczynałam przygodę ze szkolnictwem, a szkoły społeczne dopiero zaczynały się rozwijać, do takich szkół ciągnęli trochę inni rodzice niż teraz. Wtedy było wśród rodziców więcej zapaleńców, więcej tych, co uważali, że są na jakimś wyższym etapie rozwoju (cokolwiek to znaczy), więcej ideowców, czasem zahaczających o jakiś rodzaj fanatyzmu. Teraz do szkół społecznych posyła swoje dzieci więcej rodziców pragmatycznych, którzy chcą po prostu dobrej szkoły dla dziecka i oswoili się już z ideami szkół społecznych i prywatnych o określonym profilu wychowawczym.
                        Nie zauważyłam więc u rodziców postaw w rodzaju "bratnich dusz za wszelką cenę", nie zauważyłam, żeby były osoby, które koniecznie chcą wycieczki do chaty bez prądu, nie zauważyłam osób, które oczekują, że inni nagną się do ich życzeń, wyobrażeń, albo że wszyscy będą mieć taką samą odjechaną wizję wolności uczniowskiej.
                        Pojawiły się po prostu pewne zachowania, które nie powinny być akceptowane i z którymi należy coś zrobić. A ponieważ nie jest to szkoła, która mówi: "masz rodzicu beznadziejne dziecko i weź z nim coś zrób", jak również "weź, człowieku, nie histeryzuj, twoje dziecko twarde musi być, nie miętkie" - to podejmuje działania w obrębie szkoły.
                        • menodo Re: Ile czasu trzeba 11.04.12, 13:45
                          Wiesz co,ja tak naprawdę nie wiem, o co chodzi - odniosłam się do kwestii zżywania się z klasą; o problemach integracyjnych tamtejszych pierwszoklasistów słyszałam też od posiadających tam kolejne dziecko znajomych z komentarzem: "ojezu, znowu to samo !"
                          Czyli - kolejne pokolenia uczniów, a problemy te same, niespotykane na tak wielką skalę w innych gimnazjach o podobnej kulturze organizacyjnej, więc wybacz, ale ja pozostanę przy swoim poglądzie - że czynnik specyfiki szkoły odgrywa tu dość znaczącą rolę.



                      • hankam Re: Ile czasu trzeba 11.04.12, 18:15
                        Rozwijających zajęc dodatkowych jest na Raszyńskiej multum.
                        Sportowych też trochę jest, choć nie wszystkim odpowiada ich wybór i terminy.
            • hankam Re: Ile czasu trzeba 08.04.12, 22:02
              > Dlatego moim zdaniem dużo większy sens od szukania tej mitycznej atmosfery (któ
              > ra de facto nie istnieje bo wystarczy jeden typek lub typka aby ją unicestwic)
              > lepiej zainwestowac w takie wychowanie dziecka aby wszedzie i z każdymi typkami
              > umiał.umiała się dogadac, przezyc i nawet zaprzyjaxnic.


              A ja nie jestem pewna, czy mamy tak wielki wpływ na własne dzieci. To trochę tak, jak z teoriami mojej mamy, ze dziecko trzeba zachęcać do występowania przed gośćmi, recytowania wierszyków, grania "Dla Elizy" i podobnych popisów, to będzie śmiałe. Guzik prawda. Jak ja nienawidziłam tych występów! Jak byłam nieśmiała, tak zostałam.
              Córki już tym nie dręczyłam. Myślę, że podobnie jest z wychowaniem - czasami grunt nie jest podatny i choćbyś nie wiem co zrobiła, nie da się każdego wychować na osobę, która wszędzie dobrze się czuje i z każdym lub prawie z każdym się dogada. Moja córka się nie dogada. Może istnieć w przyjaznym i akceptującym środowisku, ale nie potrafi na to środowisko wpływać.
              • joa66 Re: Ile czasu trzeba 09.04.12, 09:51
                Moim zdaniem warto uczyć dzieci, że nie trzeba umieć dogadywać z każdym, a tym bardziej zaprzyjaźniać i to nie jest tragedia. Nie na wszystko też mamy wpływ, nawet jeżeli chcemy wpływać i w wielu innych sytuacjach potrafimy. Może po prostu dlatego, że nie z każdym mamy ochotę sie dogadywać?

                I upieram się przy zwracaniu uwagi na "atmosferę" ;) Porównując szkołę do miejsca pracy nie sądzę, że jest wielu ludzi, którzy tak samo dobrze czują się w dziale marketingu Marlboro jak i w bibliotece uniwersyteckiej. Mimo, że szansa spotkania fajnych ludzi jest porównywalna w obu miejscach. Na pewno są ludzie, którzy mogą znieść oba rodzaje pracy jeżeli nie mają wyboru.
        • Gość: menodo Re: Ile czasu trzeba IP: *.adsl.inetia.pl 04.04.12, 19:52
          Owszem, jest zdecydowana akcja szkoły, żeby to ukrócić i tu, być moze, coś się
          > polepszy, ale zmusić klasy do wzajemnej życzliwości się nie da."

          To normalne, że dziewczynki są w tym wieku na ogół dojrzalsze i poważniejsze niż chłopcy.
          Ale ta szkoła przyciąga osoby, które są indywidualistami; co więcej - szkoła ten indywidualizm pielęgnuje i wzmacnia, a następnie organizuje jakieś integrale z psychologami:D
          No i do tego ci rodzice, w większości z przerostem ego, rywalizujący ze sobą - czyje lepsze, no i humaniści - wolnościowcy:D
          Pamiętam taką dyskusje - co zrobić, aby dzieci nie korzystały na lekcji z telefonu (to były początki telefonii komórkowej - rocznik syna to Komórkowce:)) Zaproponowałam - może wprowadzić obowiązek wyłączania? I zaczęła się dyskusja - jak to; to matka miałaby nie móc zadzwonić do syna?...a gdyby się "coś stało"? I tak dalej:D

          Tak więc moim zdaniem- to specyfika szkoły. Btw - słyszałam skądinąd, że pojawił się wśród pierwszoklasistów problem dyskryminacji z nie dość markowych ciuchów. W każdym gimnazjum jest ten problem, ale na raszu jest to od razu afera:)
          • hankam Re: Ile czasu trzeba 05.04.12, 12:42
            Problem pojawił się nie tyle wśród pierwszoklasistów, co wśród rodziców przyszłych pierwszoklasistów na spotkaniu dla kandydatów.
            Pierwszoklasiści zgodnie problem obśmiali na FB obśmiewając również przy okazji paru bananów. Akurat markowe ciuchy nie wydają mi się być w szkole problemem (albo nie są problemem dla mojej latorośli). Chyba nie ma w szkole czegoś takiego jak - nie masz Conversów, to nie możesz iść z nami do kina.
            • joa66 Re: Ile czasu trzeba 05.04.12, 16:45
              Super prezent dostałaś! :)
              • Gość: menodo Re: Ile czasu trzeba IP: *.adsl.inetia.pl 05.04.12, 17:06
                No właśnie, już śledzę te prezenty od jakiegoś czasu:)
                • Gość: hankam Re: Ile czasu trzeba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.12, 20:33
                  Potęga internetu. : )
    • morekac Re: Ile czasu trzeba 10.04.12, 19:31
      W
      > klasie czuje się lekko wyobcowana. Wychowawczyni bardzo pracuje nad integracją
      > klasy, ale czy to da jakieś efekty? Czy też polubią się pod koniec ostatniego
      > roku w gimnazjum?

      Zastanów się, czy jednak nie jest to specyfika córki, że tak się długo zżywa. Mam dokładnie taki sam egzemplarz w domu: ma przyjaciółkę z klasy, kilka koleżanek, głównie z wolontariatu, a nie z klasy, stosunki z klasą ok, nauczyciele w miarę ok, szkoła też - ale niespecjalnie się integruje. Woli chodzić swoimi własnymi drogami i po blisko 3 latach w gimnazjum doszła do wniosku, że zbyt intensywne - jak na nią - kontakty towarzyskie są dla niej nieco męczące.
      • hankam Re: Ile czasu trzeba 11.04.12, 18:23
        Niewątpliwie moja córka jest specyficzna, jeśli chodzi o relacje społeczne.
        Ale tez znacząca ilość dzieci w klasie czuje się "niezintegrowana".
        Moja córka przyszła z klasy, która po kilku latach razem bardzo się lubiła. I spodziewała się czegoś podobnego, a nawet lepszego na Raszyńskiej. I tu przeżyła spore rozczarowanie.
        Jesli na wywiadówkach część rodziców zgłasza problem, to chyba jednak on istnieje realnie, poza moją córką. Wychowawczyni tez problem widzi.
        • joa66 Re: Ile czasu trzeba 11.04.12, 18:32
          Prawdę mówiąc nie bardzo wiem o czym piszesz... czy ten brak zintergrowania polega na tym, że wszystkie albo wiekszość dzieci to samotne atomy obijające się o siebie, czy na tym, że są klasa podzieliła się na mniejsze grupki...

          To zasadnicza różnica.
          • hankam Re: Ile czasu trzeba 12.04.12, 09:51
            Dużo małych grupek. I trochę wolnych elektronów.
            Ale oni chyba czują się samotni - grupki są luźnymi konstelacjami i, generalnie, dzieci chyba nie mają w sobie nawzajem oparcia, przynajmniej jakaś część dzieci.
            Upłynęło niewiele czasu, ale nie widać, żeby było lepiej.
            I interesuje mnie, czy to jest częste zjawisko i czy można się spodziewać, że za rok, dwa, oni się naprawdę polubią, tak jak w szkole podstawowej.

            Jak rozmawiam ze starszymi młodymi ludźmi, kończącymi liceum, czy nawet już po studiach, to generalnie mają podobne doświadczenia z gimnazjum czy liceum. Poczucie osamotnienia i jednocześnie klasowe walki o popularność.

            Jak dobrze poszperam w pamięci, to podobne odczucia miałam na pierwszym studiów. Miałam wrażenie, że do jakiejś najbardziej beznadziejnej grupy trafiłam. Po praktykach po pierwszym roku było już lepiej.
            Może więc to się jeszcze jakoś ułozy.
            • Gość: agatka_s Re: Ile czasu trzeba IP: *.aster.pl 12.04.12, 10:28
              z tego co ja rozumiem (ale to są strzępy jakis info, bo syn jakoś mi nie opowiada, bardziej kojarze fakty niż "wiem"), to podstawowe życie towarzyskie klasy LO ale też i szkolne (wymieniają się pracami, notatkami, umawiają sie na zrywanie grupowe itp, ale też np informacje od nauczycieli tym kanałem są przekazywane, tzn nie bezposrednio ale np nauczyciel powie jednej osobie, a ona na facebooku ogłasza) toczy się na facebooku. Ta grupa została stworzona jeszcze przed 1 wrzesnia. O ile rozumiem nawet podczas pobytu w szkole, na lekcjach oni komunikują się poprzez facebooka ;-) a nie face to face. Mają swoją zamknieta grupe (bez nauczycieli, czy rodzuców) i tam wszystko się toczy. Tak samo wyglądają kontakty z kolegami z gimnazjum-facebook albo twitter. Facebook bardzo podtrzymuje te relacje.

              Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale tak jest.
            • Gość: menodo Re: Ile czasu trzeba IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.12, 10:46
              Hankam, weź pod uwagę wiek tych dzieciaków i bardzo trudny okres rozwojowy, w jakim się znajdują. One są na etapie kryzysu tożsamościowego i skrajnej ambiwalencji w relacjach z rówieśnikami; takie dążenie- unikanie, potrzeba przynależności- odrębności, kocham- nienawidzę:D
              To wszystko się z czasem ułoży, ale nie należy robić jakiegoś wielkiego halo z powodu tego, że się nie układa. Bo nawet jeśli się nie ułoży, to jest to szeroko rozumiana norma.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka