Dodaj do ulubionych

Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.13, 17:58
Do zadania tego pytania skłoniła mnie lektura kilku(nastu) mocno histerycznych wpisów stąd, opisujących, jak to "gryzę pazury", "jadę do szkoły z samego rana", "piszę podania" itd. Jestem dosyć zdziwiona, że - znaczna, jak widzę - część rodziców w ogóle składa papiery zamiast swoich dzieci (przypomnijmy, szesnastoletnich byków!) albo razem z nimi, w ich zastępstwie chodzi po szkołach (czasami pewnie nawet wbrew ich woli) itd.

Ludzie, przecież Wasze dzieci za ok. 2 lata będą pełnoletnie! To nie jest rekrutacja do przedszkola ani do podstawówki, tylko do szkoły średniej. Tymczasem mam wrażenie, że rodzice (no, głównie mamusie) zachowują się gorzej, niż gdyby same do tej szkoły miały chodzić.

Ktoś może powiedzieć, że jestem "wyluzowana" dlatego, że w tym roku do szkoły średniej idzie już moje trzecie dziecko. Ale przy poprzednich też nie wpadłabym na to, żeby składać papiery za dziecko albo z nim, żeby wydzwaniać po szkołach, pisać do nich podania itd. Same wybrały szkoły, same się zarejestrowały i same dopilnowały wszelkich formalności. Poza wszystkim innym zgadzam się z cytowanym tu czyimś "młodym", że inne postepowanie to po prostu robienie własnemu dziecku obciachu i traktowanie go jak niepełnosprawnego.

Czy za trzy lata przy rekrutacji na studia też będziecie rejestrować swoje dzieci, wozić papiery do dziekanatów itd.?
Obserwuj wątek
    • Gość: menodo Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.13, 18:30
      > Ktoś może powiedzieć, że jestem "wyluzowana" dlatego, że w tym roku do szkoły ś
      > redniej idzie już moje trzecie dziecko."

      Czy to nie Ty zakładałaś ten wątek? :
      forum.gazeta.pl/forum/w,1129,145423513,145423513,Czy_gdzies_sa_ubiegloroczne_progi_punktowe_.html
      Jeżeli tak, to jak rozumiem żal dpe ściska i stąd atak na dobrze zorientowanych w temacie rodziców, którzy dziecka z punktami 120 nie posłaliby na pożarcie do Lelewela.
      • m_sl Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 12.07.13, 23:38
        Emka, to może w jakimś innym systemie rekrutacji brałaś udział? Bo u nas wymagano obecności prawnego opiekuna przy składaniu dokumentów i podań. Młodemu bez opiekuna nie chcieli wydać dokumentów. Więc chcąc nie chcąc musiałam zwolnić się z pracy i z nim ganiać.
        • Gość: jak na szpilkach Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.07.13, 10:26
          Tudzież przy nieobecności dziecka w kraju załatwiać wszystko za niego, żeby nic nie przegapić. Nie rozumiem, co komu przeszkadza zaangażowanie rodziców? Nie chcesz, to się nie angażuj. Mi sprawia radość fakt, że tak ważne decyzje podejmuję razem z dzieckiem i mogę mu w tym pomóc.
          • Gość: menodo Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.adsl.inetia.pl 13.07.13, 10:53
            "Nie rozumiem, co komu przeszkadza zaangażowanie rodziców? "

            Przeszkadza tym, którzy coś zaniedbali i poniewczasie zorientowali sie, że ich dzieci wylądowały gorzej niż te, które miały wsparcie rodziców.
            • morekac Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 13.07.13, 20:22
              Też to podejrzewam. Dziecko ze 120 pktami właściwie nie miało wyboru - wypadało się tylko modlić, by progi w szkole III wyboru nie podskoczyły nadmiernie. Bo do 2 pierwszych nie miała szans.
        • cyggnus Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 13.07.13, 11:01
          U nas dzieciaki same składały dokumenty itd. Natomiast wiem, że były szkoły (zwłaszcza z tych lepszych), które domagały się zgody opiekuna, gdy ktoś chciał zmienić decyzję i zabrać papiery do innej szkoły (zwłaszcza laureaci :) ). U mnie rola rodzica, czyli mnie, polegała tylko na prześledzeniu list kilku szkół i zrelacjonowaniu dziecko, kto ze znajomych gdzie ostatecznie wylądował, bo dziecię już od dawna siedzi w głębokim lesie bez kontaktu z cywilizacją.
    • Gość: lu Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.13, 12:28
      Mam wrażenie emka, ze bardzo wybiórczo przeczytałaś te kilka(naście) wpisów. Gdybyś czytała bardziej wnikliwie to dowiedziałabyś się zapewne, że dzieci którym rodzice zawozili podania są na wakacjach. Przeczytałaś regulamin rekrutacji, czy też w ramach wyluzowania pominęłaś? do wycofania podania ze szkoły potrzebny był rodzic.

      Jestem wdzięczna za te wpisy bardziej doświadczonych rodziców i P. Mirowskiego, bo dzięki nim miałam wiedzę odnośnie rekrutacji dużo większą niż miałabym z komunikatów zamieszczanych na stronie BE, czy systemu. Dzięki temu mogłam doradzić mojemu synowi to czy owo i nie tylko jemu (kilkoro dzieci miało tych bardziej "wyluzowanych" rodziców).

      Na perspektywach były wpisy zdenerwowanych "16 - letnich byków", których rodzice wyjechali na wakacje a oni musieli wycofać dokumenty ze szkoły.
      • Gość: emka Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.13, 13:48
        Lu, nie chodzi mi o wycofanie dokumentów ze szkoły po rekrutacji uzupełniającej - wiem, że do tego jest potrzebna obecność rodzica. Chodzi mi o wszystkie poprzednie/pozostałe etapy "normalnej" rekrutacji (sam wybór trzech szkół, rejestracja w Internecie, złożenie dokumentów w szkole pierwszego wyboru, śledzenie wyników rekrutacji itd.), w których rola rodzica powinna polegać na służeniu radą, a nie na robieniu wszystkiego za dziecko i przede wszystkim na przejmowaniu się bardziej niż ono samo. To dziecko idzie do szkoły średniej i będzie do niej chodziło przez 3 lata, a nie rodzic, więc to dziecko musi podjąć (i zrealizować) decyzje związane z naborem.

        Oczywiste jest, że jeśli dziecko jest za granicą, albo jest np. chore, to rodzic działa w jego imieniu. W wielu momentach (jak np. właśnie to wycofywanie papierów po rekrutacji uzupełniającej) nasza obecność jest konieczna, bo dziecko nie jest pełnoletnie. Jeżeli jednak jakaś szkoła żądała obecności rodzica przy pozostałych czynnościach (np. składanie podania w maju), to robi to wbrew prawu, bo regulamin wyraźnie mówi, że dziecko wszędzie działa samo, a jedynym momentem, gdy wymagany jest rodzic, jest właśnie to wycofywanie dokumentów ze szkoły, do której zostało przyjęte. Po to widnieje nasz podpis na podaniu, żebyśmy nie stawiali się osobiście; szkoła średnia to miejsce dla ludzi prawie dorosłych i dorosłych.

        Niestety niektórzy rodzice nie pojmują tego, że ich dziecko nie jest już przedszkolakiem nawet po jego maturze - u nas w dziekanacie częstym widokiem jest mamusia w kolejce do dziekana.
        • Gość: lu Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.13, 14:49
          Mimo wszystko dalej uważam, ze wyciągnęłaś błędne wnioski czytając wyrywkowo posty. Nie odniosłam wrażenia, że są tu rodzice odwalający robotę za swoje dzieci, raczej wspierający je i cieszę się, że jeszcze tacy są.






          • Gość: vavaka Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: 195.184.83.* 13.07.13, 15:25
            Ja rozumiem,że nie każdy ma czas, aby zagłębić się w rekrutacje. Czas dla dziecka to w dzisiejszych czasach luksus, podobnie jak kuchnia domowa.

            Krytykowanie rodziców za dopilnowanie tak kluczowego momentu w życiu jak wybór szkoły ponadgimnazjalnej jest nie na miejscu i nie rozumiem celu. Zresztą nie ma czego tak zazdrościć bo nawet zaangażowani rodzice nie zawsze dobrze doradzą. Oprócz zaangażowania trzeba się jeszcze orientować.Lepiej chyba skupiać się na swoich nie na cudzych dzieciach...;)
          • Gość: vcasdv Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.dynamic.chello.pl 04.09.13, 20:38
            rodzice robią z dzieci niezaradne ofiary i rzeczywiście zbytnio się angażują .16 latek powinien takie sprawy załatwić sam. A rodzic nie musi się dowartościowywać :ja się staram, dbam o dziecko itp., a inni są na "luzie" tj. nie dbają. Dzieci powinny uczyć się samodzielności, i wiedzieć, że kiedy będą w potrzebie rodzic im pomoże. Nie miałam wrażenia, że chodziło o dostarczenie, wybór w sytuacji nieobecności dziecka.
          • Gość: wades Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.icpnet.pl 04.09.13, 20:53
            Co tam liceum. Ci sami rodzice bedą potem latać ze wszystkim po uczelniach wyższych. Będą składać podania. Będą załatwiać akademiki. Itp. itd.
            Kiedy ja miałem startować na studia to sam zawoziłem papiery na uczelnie. Sam jechałem na egzamin. Sam załatwiałem wszystko w dziekanacie. Na egzaminie wstepnym na kilkuset kandydatów widziałem może 5 rodziców. Pięć lat później obserwowałem przebieg kolejnego egzaminu. Pod uczelnią zebrał się ogromny tłum. Myślę, ale ten nasz kierunek oblegany. O 9:00 zaczęto wpuszczać kandydatów na uczelnie. Po ich wejściu tłum przed uczelnią tylko nieznacznie się zmiejszył. Każdy kandydat przyszedł na egzamin z obstawą przynajmniej 2 osób które potem czekały 3 godziny na jego zakończenie!!! Przecież to jest chore. Rodzice!!! Nie róbcie ze swoich dziecie społecznych kalek! Dajcie im się wykazać! A jak słysze argument, że syn/córka był/była na wakacjach i nie mógł/mogła sama, to mie poprostu krew zalewa.
            • joa66 Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 04.09.13, 21:30
              Sam jechałem na egzamin. Sam załatwiałem wszystko w dziekanacie.

              Bravo. Zuch chłopiec!
              • morekac Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 05.09.13, 21:53
                Zuch. Panie z dziekanatu nie rozpłaszczyły go na podłodze. :-)
                • angrusz1 Dzieci coraz mniej 08.09.13, 13:20
                  ambitne, coraz bardziej roszczeniowe i minimalistyczne .
                  Tak wychowuję je ich rodzice .Oprócz pewnej wąskiej grupy rodziców i ich dzieci .
        • jakw Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 13.07.13, 16:54
          A co złego jest w doradzaniu w wyborze 3 szkół? Szkół w Wwie jest dużo i rodzice o wielu róznych szkołach słyszeli. I oczywiście można zostawić wszystko na głowie dziecka , ale wtedy może skończyć się to tak, jak w przypadku córki kolegi: stwierdziwszy , że egzamin gimnazjalny chyba poszedł nie tak jak dziewczę oczekiwało, na gwałtu rety zastanawiali się do jakiej szkoły ma szanse dostać się dziecko - było już po dniach otwartych, a pojęcie "progi z zeszłych lat" było im mocno obce. Na dokładkę rodzic musi też czasem robić za doradcę zawodowego.
        • morekac Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 13.07.13, 20:15
          Akurat w sytuacji, kiedy dziecko nie dostało się nigdzie, rodzic z samochodem bywa niezastąpionym dobrem.

          Chodzi mi o wszystkie popr
          > zednie/pozostałe etapy "normalnej" rekrutacji (sam wybór trzech szkół, rejestra
          > cja w Internecie, złożenie dokumentów w szkole pierwszego wyboru, śledzenie wyn
          > ików rekrutacji itd.), w których rola rodzica powinna polegać na służeniu radą,
          > a nie na robieniu wszystkiego za dziecko i przede wszystkim na przejmowaniu si
          > ę bardziej niż ono samo.
          Jeśli chodzi o samą rejestrację, to normalnie robią to w szkole - konta zakładają sobie samodzielnie (i samodzielnie też wpisują wyniki) uczniowie spoza publicznych gimnazjów warszawskich - i akurat w tym roku z tą czynnością był problem. System się wieszał, dane znikały i trzeba było sprawdzać - pojawiły się w końcu czy nie? Pomagałam wybierać szkołę starszej, chodziłam z nią na dni otwarte - w rezultacie miała wybrane dwie szkoły, które jej się spodobały (i gdyby dostała się do drugiej, nie wykonywałybyśmy żadnych nerwowowych ruchów.Oraz miałyśmy w zapasie szkołę niepubliczną.
          Z młodszą też zamierzam szacować szanse dostania się do takiej czy innej szkoły.Lubię nieco hazardu.
          • jakw Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 16.07.13, 18:16
            morekac napisała:
            > . System się wieszał, dane znikały i trzeba było sprawdzać - pojawiły się w koń
            > cu czy nie?
            No właśnie, gdybym nie sprawdziła w systemie, że nie widać wprowadzonych ocen to nie wiem komu i kiedy zaczęłoby coś świtać, że nie działa wprowadzanie ocen, skoro system i tak był padnięty. No i wpadłam na genialny pomysł wbicia ocen z samego rana - po info z Otago, że wprowadzanie powinno działać - zanim system padł. Oczywiście można było tracić nerwy i na gwałtu rety jechać do szkoły.
    • Gość: Maria Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.adsl.inetia.pl 13.07.13, 18:48
      Podam przykład znajomych. Mieli zagmatwaną sytuację, nie mieli czasu i głowy do niczego. Ich syn nie dopilnował potwierdzenia woli uczęszczania. OK, ty byś go nie sprawdziła, nie pojechała, przecież to 16-letni byk. I w ramach uczenia go samodzielności, dopuściłabyś do tego, żeby pod koniec sierpnia zorientował się, że nie jest w żadnej szkole?

      Załatwiałam sprawy córki w czasie jej nieobecności w kraju. To nie jest zależne od wieku; jeśli nie mogę, moja rodzina załatwia za mnie moje sprawy, a mam ponad 40 lat.

      Mam bardzo niezależną córkę, nie pozwala mi jeździć w jej sprawach, sama składała podania, pytała o wszystko. Ale mimo wszystko, niektóre pytania lub możliwe rozwiązania po prostu nie przyszły jej do głowy. Kiedy pojechałam zawieźć jej dokumenty do szkoły (była na wakacjach), widziałam młodzież z rodzicami. Czy to takie złe, że w tych przełomowych chwilach dzieci i rodzice doświadczyli tego razem? Dzieci rosną tak szybko... jeśli tylko pozwalają nam jeszcze na nasz udział w ich życiu, dlaczego to jest złe?
    • agata0 Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 13.07.13, 22:24
      Dużo dziewczyny już tu napisały. Ja jeszcze dodam: rodzice się angażują, ponieważ w przeciwieństwie do dzieci zdają sobie sprawę, jak ważna to decyzja i że może bardzo wpłynąć na przyszłość dziecka. Rodzice to już wiedzą, bo mają za sobą kilkadziesiąt lat życia i bagaż doświadczeń.

      I napiszę jeszcze, że to, że matki się dopytują, udzielają na forum, nie oznacza wcale, że mają dzieci melepety. Ja czytam fora o dzieciach regularnie, rekrutacyjne również i to od paru lat, mimo że okazję, aby wykorzystać wiedzę, mam co trzy lata. Ale to nie oznacza, że wybierałam za dziecko szkoły. Mogłam natomiast doradzić, powiedzieć, że w Staszicu to się będzie męczyła, więc szkoda trzech lat jej życia ;-) Ona jest mądra i powiedziała, że wie. Ale myślę, że ponieważ wyszło to jeszcze dodatkowo ode mnie, to ją upewniło w decyzji.

      No, kurna, z tego chyba wynika, że jestem choć trochę wspierającym rodzicem ;-)
    • dadaczka Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 14.07.13, 14:13
      Oczywiście sprawa dotyczy głównie dziecka. Ale dzieci są różne i pomoc rodziców się przydaje. Mnie rodzice nie pomagali, byłam zdana na siebie i myślę, że to błąd - przydałaby mi się swego czasu porada, spojrzenie z innej strony. Dlatego nie miałam wątpliwości, że swojemu dziecku chcę pomóc, choć to on podejmował decyzje. Do tego doszły u nas kwestie logistyki, z którą młody ze względu na odległości i trwający rok szkolny miałby problemy.
      A że ja się przez to wciągnęłam w sprawy problemów z systemem, laureatów, progów, punktów itp. i bardziej przeżywałam, niż gdybym stała z boku - to już inna sprawa. Teraz po fakcie zresztą widzę, że cała ta rekrutacja to operacja, która niejednokrotnie przerasta nie tylko dzieciaki, ale i rodziców. Konieczne jest przemyślenie kilku istotnych spraw przy wyborze liceum typu punkty, progi, odległość, popularność poszczególnych liceów, własne szanse i szczególnie ważne jest realne oszacowanie szans i możliwości przy uwzględnieniu tych wszystkich czynników. Moje dziecko miało tendencje do przeszacowywania własnych szans, nie brał pod uwagę liczby tegorocznych laureatów, bez pchnięcia go w odpowiednim momencie w odpowiednim kierunku nie zdobyłby też wszystkich punktów, które ostatecznie zgromadził. Udało się nam też skorygować w odpowiedniej chwili niezbyt fortunne decyzje młodego (doradzić mu zmiany preferencji, grup rekrutacyjnych) i ostatecznie dostał się do liceum z pierwszej dziesiątki, razem z kolegami, on jest zadowolony (nie był to pierwszy wybór, drugi - ten, który mu doradziliśmy, dostał się do tego drugiego wyboru z dużym zapasem punktów - ale nawet nie chciał słyszeć o ewentualnym drugim podejściu podczas rekrutacji uzupełniającej do pierwszego wyboru - choć były miejsca, ), my też nie narzekamy, mam nadzieję, że będzie ok.
      Kosztowało mnie to trochę emocji, jak się wciągnęłam w sprawę, ale nie żałuję - mam czyste sumienie, że poszło dobrze i czułam, że ta pomoc była mu potrzebna, bez niej - moje ogólnie nie najgorsze, jeśli chodzi o naukę, dziecko - mogłoby wylądować w liceum, które początkowo brał tak "z braku laku" na trzeci wybór, bez przekonania. To też nie jest złe liceum (początek drugiej dziesiątki), dałby sobie radę, ale mamy wszyscy (i on, i my - rodzice) przekonanie, że ostatecznie trafił lepiej. Skoro można było pomóc, to czemu miałabym zostawiać go z tym wszystkim samego - dla idei? Żeby później żałował, tak jak ja, że wybranie nie tej klasy w liceum, nadało tor całemu mojemu późniejszemu życiu, tor którego nie byłam w stanie zmienić, a co do którego nie do końca zawsze byłam przekonana. Ja byłam pozostawiona sama sobie - moich rodziców kompletnie nie obchodziło to, jak sobie poradzę, jaką klasę wybieram, nie wiem, czy w ogóle wiedzieli na etapie wyboru, którą wybrałam i dlaczego, potem żadne korki itp. ich nie interesowały, nie wchodziły w grę, miałam sobie poradzić sama i już (bo to moje życie i moja sprawa), a że wiedziałam, że zdawanie na wymarzone studia po klasie i nauczycielach przedmiotów ścisłych, których miałam, to między bajki włożyć, musiałam wybrać więc takie, na jakie realnie miałam szansę -zdałam, dałam sobie radę sama, bez niczyjej pomocy, ale ....pozostało przekonanie, że inna droga zawodowa byłaby dla mnie lepsza. Za młodego nie decydowaliśmy, kluczowe decyzje podejmował sam, ale się z nami konsultował, razem zastanawialiśmy się, pomagaliśmy logistycznie ze względu na odległości i trwający jeszcze rok szkolny - myślę więc, że nie będzie miał takiego poczucia, jak ja miałam, że szkoda, że rodzice chociaż nie doradzili ....
      • Gość: vavaka Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: 195.184.83.* 14.07.13, 15:07
        Masa znajomych uważa, że brak pomocy ze strony rodziców przy wyborze szkoły, utrudnił im start w życie. Mówią,że nie mieli pojęcia o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Kiedyś bardziej chodziło o kierunek studiów. Cżęsto się slyszy: Gdybym wiedział to co teraz, inną szkołę bym wybrał. Dzisiaj jest dużo większe profilowanie w klasach licealnych niż kiedyś i wybór klasy praktycznie decyduje o wyborze kierunku studiów. Dzieci, którym rodzice aktywnie pomagają w wyborach edukacyjnych mają z pewnością łatwiej. Nie jest to jednak kategoryczny wymóg i z pewnością jest grupa, która i bez pomocy rodziców dobrze sobie poradzi.
    • joa66 Dobre pytanie.. 15.07.13, 19:56
      ;)

      Co z tego ma rodzic?

      Może to, że widzi zadowolenie dziecka?
      Może to, że nie musi płacić za dodatkowe lekcje?
      Może to, że może pozostać rodzicem, a nie nauczycielem?
      Może to, że nie musi interweniować i np zmieniać szkoły w trakcie nauki?
      Może to, że potem nie musi płacić za studia ( w dodatku często gorsze niż te bezpłatne)?
      Może to, że ma dziecko na ogół w miarę dobrym humorze?
      Może to, że w wieku kiedy to "inni" mają większy wpływ na "dzieci" niż rodzice, ci "inni" nie podcinają im skrzydeł?

      Mogłabym wymieniać długo. Tak, rodzic , zwłaszcza kochający, ma dużo korzyści z dobrego wyboru szkoły. I nie chodzi o to, że dziecko nie potrafi wybrać samo albo należy dziecko zmusić do wybranej przez rodzica szkoły, w mniej lub bardziej jawny sposób.

      A mogę się zapytać co Ciebie skłoniło do zmiany stanowiska (czyli wątku z pytaniem o progi a potem wycofanie się z "zaangażowania")
      • hankam Re: Dobre pytanie.. 16.07.13, 15:16
        Dziecko nie ma doświadczenia.
        Może przeoczyć coś w rekrutacji, zapomnieć o jakimś terminie, wybrać niewłaściwą strategię (na przykład same wysokoprogowe licea). I co, ma wtedy obudzić się ręką w nocniku? Należy to jednak delikatnie nadzorować, bo konsekwencję są na trzy bardzo ważne lata.
        Mój Boże, nawet jako dorosła osoba konsultuję swoje wubory z innymi ludźmi, których uważam za doświadczonych w danej dziedzinie.
        • Gość: menodo Re: Dobre pytanie.. IP: *.adsl.inetia.pl 16.07.13, 16:35
          Pamiętam, że na tym forum były już podobne dyskusje i że osobiście tłumaczyłam się tu ze swojego zaangażowania w rekrutacyjne przygody mojej córki m.in. przed verdaną :D - cztery - już niestety ( jak ten czas szybko leci) - lata temu...

          Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie żałuję ani minuty spędzonej na analizach zawiłości rekrutacyjnych regulaminów czy wymyślaniu planów A, B czy C na wszelki wypadek. Mam też sporą satysfakcję, że udało mi paru dzieciakom doradzić czy pomóc - poustawiać klasy/szkoły w kseonie - "bo moja mama ma na głowie komunię siostry" albo "bo moja mama się zakochała i do niczego nie ma głowy" :)

          Ale znam też sporo dzieciaków, które zostawione same sobie - pogubiły się, trafiły do szkół, w których źle się czuły, do profili - które okazały się ślepą uliczką...I niektórzy naprawdę mają o to - słuszny moim zdaniem - żal do swoich rodziców.


          • joa66 Re: Dobre pytanie.. 16.07.13, 16:47
            A ja jeszcze dodam, że w porównaniu do tegorocznej rekrutacji nasze dzieci były w stosunkowo łatwej sytuacji te parę lat temu.

            Poza tym, młodzi ludzie w tym czasie i tak mają napięty kalendarz - egzaminy, konkursy, oceny. Pomoc chociaż jednej zyczliwej osoby, która będzie trzymała rękę na pulsie ( w sytuacji np zanikających regulaminów na stronach rekrutacyjnych) jest nieoceniona.

            I na pewno nie oznacza, ze rodzice będą biegac do dziekana z pytaniami o postępy "pociech" na studiach ;)
            • Gość: menodo Re: Dobre pytanie.. IP: *.adsl.inetia.pl 16.07.13, 17:33
              Nie, no gdyby moje dziecko startowało w tegorocznej rekrutacji, to ja bym szału dostała; jakąś pikietę pod ratuszem bym zorganizowała czy coś...
              A tu nic, nawet najmniejszej zadymki.
              Skoro więc ludność pokornie i z godnością to przełknęła, to na miejscu be utajniłabym wyniki matur :D
              • hankam Re: Dobre pytanie.. 16.07.13, 21:15
                Ja jeszcze nie wiem, o co chodzi.
                Ale moja córka jest już zdecydowana na kontynuację przygody z I Społecznym, więc pewnie mnie te atrakcje ominą.
                • hankam Re: Dobre pytanie.. 16.07.13, 21:18
                  A to co pisałam o strategii jest z ostatnich doświadczeń znajomej bardzo samodzielnej maturzystki. Wpisała sobie trzy wymarzone kierunki mocno obłożone, źle podliczyła punkty i - teraz wymyśla plan B, niestety.
                  • Gość: menodo Re: Dobre pytanie.. IP: *.adsl.inetia.pl 18.07.13, 09:07
                    Wpisała sobie trzy wymarzone kierunki mocno obłożone, źle p
                    > odliczyła punkty i - teraz wymyśla plan B, niestety. "

                    Niektórzy uważają, że człowiek najlepiej uczy się metodą prób i błędów, ale ja nie jestem zwolenniczką tej metody.
                    Btw - mojej córce przydała się "szkoła życia", jaką dostała przy okazji rekrutacji do liceum, bo bardzo wciągnęła się w rozkminianie regulaminów i zasad rekrutacji. Także to, że startowała do trzech różnych typów klas - zwykłej, IB i zerówki w Cervantesie, więc też zdawała dodatkowe egzaminy.
                    Na etapie gimnazjalnym wszystko działo się pod moją kontrolą, ale już przy okazji rekrutacji na studia - córka znała na pamięć zasady, algorytmy liczenia punktów i ubiegłoroczne progi na wszystkie interesujące ją kierunki.
                • Gość: menodo Re: Dobre pytanie.. IP: *.adsl.inetia.pl 18.07.13, 09:15
                  No, skoro tak, to chyba nawet szkoda czasu na czytanie regulaminów, bo możliwe, że córka nie czułaby się dobrze w żadnym publicznym liceum. Mooooże w Czackim, ale też nie od razu i też nie na pewno.
              • Gość: lu Re: Dobre pytanie.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.13, 23:10
                Skoro więc ludność pokornie i z godnością to przełknęła, to na miejscu be utajniłabym wyniki matur :D

                weź, bo może ktoś z be to czyta i weźmie to na poważnie :-)

                Ja też absolutnie nie żałuję, że zaangażowałam się w rekrutację mojego syna. Nie traktuję tego jak prowadzenie za rączkę, bo moje dziecko od dawna jest jest samodzielne i nad wyraz dobrze zdał ten egzamin (dosłownie również :-) ), z przyjemnością obserwowałam jak wybiera szkoły i klasy, jak rozsądnie szacuje swoje możliwości. Jeśli chodzi o naukę samodzielności, bo chyba do tego pije założycielka tego wątku, to uważam że lepsze efekty przynosi wspieranie niż zostawianie samemu sobie, asekuracja zamiast rzucania na głęboką wodę. Dlatego traktowałam siebie jako asystę, na wszelki wypadek, przy czym jeśli mam być wsparciem to wolę mieć wiedzę. Akurat moment wyboru szkoły ponadgimnazjalnej uważam za jeden z bardziej kluczowych momentów w życiu, od tego zależy wiele, dlatego nie można zdać się na przypadek.

                • Gość: menodo Re: Dobre pytanie.. IP: *.adsl.inetia.pl 18.07.13, 09:24
                  "Jeśli chodzi o naukę samodzielności, bo chyba do tego pije założycielka tego wątku, to uważam że lepsze efekty przynosi wspieranie niż zostawianie samemu sobie, asekuracja zamiast rzucania na głęboką wodę."

                  Też tak uważam, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy trzeba kontrolować wiele zmiennych, niepewnych, skomplikowanych - bo one wymagają i wiedzy, i umiejętności rozwiązywania problemów, i doświadczenia życiowego, którego nawet najbardziej rozgarnięty 16-latek nie ma.
              • morekac Re: Dobre pytanie.. 17.07.13, 23:31
                Ci, co byliby pewnie najbardziej zainteresowani pikietą, akurat zajęci byli ganianiem między szkółkami. Reszta zaś już miała dość i dała nogę na wakacje...
                • tinywee Re: Dobre pytanie.. 19.07.13, 11:43
                  Generalnie też uważam, że dzieciaka nie należy zostawić całkiem samopas w trakcie wyboru/rekrutacji do liceum. Proces jest zbyt skomplikowany, żeby pozostawić nasze maleństwo całkiem bez nadzoru.

                  Ale – mam dwie wątpliwości.

                  Jedna to nadmiarowość, tzn. wkraczanie tam, gdzie dziecko na pewno sobie poradzi samo i tak bliskie towarzyszenie mu, że nawet nie ma szansy spróbować, czy dałoby radę bez pomocy. Kwestią nieoczywistą niestety wydaje mi się rozpoznanie tej granicy. Ale nie dotyczy to przecież tylko rekrutacji…

                  Druga to ogólnie samodzielność. Bo z jednej strony my, mamuśki, chcemy dla dziecka jak najlepiej i jesteśmy przekonane, że najlepszą do tego drogą jest najlepsze wykształcenie. I zrobimy wszystko, żeby mu w tym pomóc. Tylko że, no właśnie, jak się dzieciak ma uczyć samodzielności? Uczy się, kiedy ma poczucie opiekuńczych skrzydeł obok czy też kiedy sam podejmuje decyzje i ponosi za nie odpowiedzialność?

                  Sama – prowadzę rozpoznanie bojem. I jakoś mam wrażenie, że odpowiedzi pojawią się wtedy, kiedy i tak nie będzie to miało praktycznego znaczenia :)
                  • joa66 Re: Dobre pytanie.. 19.07.13, 12:18
                    Moim zdaniem czynnikiem istotnym są ewentualne konsekwencje błędnych decyzji.

                    Jeżeli konsekwecje mogą być poważne, rodzic powinien towarzyszyć - nie zastępować, ale właśnie towarzyszyć


                    Tylko że, no właśni
                    > e, jak się dzieciak ma uczyć samodzielności? Uczy się, kiedy ma poczucie opieku
                    > ńczych skrzydeł obok czy też kiedy sam podejmuje decyzje i ponosi za nie odpowi
                    > edzialność?


                    Najważniejsza jest równowaga. Poza tym "opiekuńcze skrzydła" nie wykluczają samodzielnych decyzji ani konsekwencji.

                    Trudne to wszystko:)

                    Ja np nie byłam do końca przekonana co do wyboru liceum, ale wybór syna nie groził katastrofą - ani "naukową" ani społeczno-emocjonalną, więc specjalnie nie komentowałam. Teraz sam cieszy się zaletami i ponosi konsekwencje wad swojego wyboru. Z drugiej strony mój syn naiwnie wierzył, jeszcze w drugiej klasie gimnazjum, że kontynuacja hiszpańskiego jest dostępna w co drugim liceum i JA go uświadomiłam, ze tak nie jest - odpowiednio wcześnie, żeby zainteresował się ofertami różnych liceów.

                    Byłam na kilku spotkaniach informacyjnych (tylko na jednym wspólnie) - czy moja obecność na nich miała jakikolwiek wpływ na decyzje lub zachowanie syna? Nie sądzę, bo wrażenie mieliśmy całkiem odmienne i on liceum praktycznie odrzucił, a mnie się ono podobało.

                    Jest jeszcze inna sprawa - relacje rodzic -dziecko nie pojawiają się nagle przy rekrutacji. I tak, zdarzyło mi się raz przesadzić w zaangażowaniu. O czym zostałam uprzejmie poinformowana przez "dziecko", bez afer, po prostu przywołano mnie do porządku kiedy przekroczyłam kompetencje;). I uznałam jego rację.

                    BTW Jako 16 latek sam sobie znalazł pracę-wolontariat (nic wspólnego z punktami w rekrutacji), potem w pracy 'po znajomosci" (jego znajomości) wykazał się odpowiedzialnoscią, sam sobie znalazł miejsce gdzie może publikować , a nam powiedział o tym po fakcie.

                    Bardzo chaotyczny ten post, sorry, ale piszę na raty.
    • Gość: ilka Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.dynamic.chello.pl 26.07.13, 10:26
      Cóż, każdy ma swoje problemy i wybory.
      Ja wolałam pomóc w wyborze, bo mam większe doświadczenie życiowe, niż 15 letnie (jeszcze) dziecko.
      Bo miałam szczerze dość dresiarskich rodziców i ich dzieci łobuzów z rejonowego gimnazjum.
      Gdy dziecko jest naprawdę zdolne, trzeba mu pomóc, by nie zmarnowało życia, a wybór średniej szkoły, uważam za najważniejszy w życiu.
      Gdy jest normalnie zdolne, tym bardziej trzeba pomóc, by było motywowane, zachęcane, a nie tkwiło wśród ściągających go w dół idiotów. Piszę o LO gdzie są klasy, w których połowę stanowią dzieci ze średnią z rekrutacji ok 80 pkt, albo nawet mniej.
      Jeśli masz tak dorosłe i samodzielne dziecko, które potrafi dokonać takiego wyboru samodzielnie, które wie, co chce robić w przyszłości, to gratuluję. Moje nie wiedziało.
      Miało ok 170 pkt, złożyliśmy papiery i pojechało na Mazury. A teraz, po roku, jest zachwycone szkołą. A i mnie to cieszy.
    • Gość: welcometohell bo rodzice mają mniej seksu niż ich dzieci IP: *.t-mobile.pl 04.09.13, 17:58
      :))
      LOL

      ...dzieci relaksują się też częściej w innych obszarach (gry, disco, prywatki)
    • Gość: Norma Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? IP: *.dynamic.chello.pl 05.09.13, 11:00
      Jestem przerażona, jak to czytam. Te przerażone, przeintelektualizowane mamuśki. Moje dziecko ma 5 lat, ja jestem mamą 31-letnią. Mam nadzieję, że nasze pokolenie rodzicielskie tak nie skończy. Przygodę z szałem na podręczniki "Jak być doskonałym rodzicem" mamy już za sobą, a codziennie na przystanku obserwuje pokolenie bezstresowych dzieciaków wychowanych przez ludzi o dekadę ode mnie starszych.
      • morekac Re: Czy liceum jest dla dziecka, czy dla rodzica? 05.09.13, 21:51
        No, wiadomo, wasze pokolenie rodzicielskie z pewnością będzie najbardziej zajebiste na świecie, w przeciwieństwie do pokoleń minionych i przyszłych. ;-)
        BTW: też byłam idealną matką nastolatek, kiedy moje dziewczyny były jeszcze w przedszkolu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka