Dodaj do ulubionych

Dobra szkoła dla przeciętnego ucznia.

12.02.09, 13:55
Nowe wątki - to nowe.
Przyjmijmy zalożenie Eksperta tego forum - renomowane szkoły sa
lepsze i zadaniem rodzica jest tak pokierowac nauka dziecka, aby
zdał egzamin i dostał się do takiej szkoly.
I rodzicow dzieci, ktorzy tu piszą - rodziców z ambicjami 9bo chyba
tylko tacy tu sa), którzy maja dzieci uczace się nie az tak
wspaniale.
I teraz przyjmujemy taktykę - mamy w domu dziecko średnio pracowite
(albo wrecz leniwe...) i zdolne; albo pracowite, ale srednio zdolne.
Cały rok pilnujemy, pomagamy, motywujemy, zabraniamy, sprawdzamy,
wysyłamy na kursy itd. I w rezultacie dziecko zdaje egzamin
doskonale i dostaje się do dobrej szkoly.
Dobrej, ale nie dla niego. Bo w takiej szkole, albo powyzej jego
poziomu, albo niedostosowanej do jego charakteru nie da sobie rady.
Triumf szybko zamieni się w dramat. Srednio zdolne dziecko uzna się
za idiotę, nie dorównującego kolegom, Dziecko niezbyt pracowite,
albo o innych niż szkolna nauka zainteresowaniach - prawdopodobnie
zacznie łapać dwoje, albo zmuszane zacznie robić to, czego nie
znosi. prawdopodobieństwo,z e nagle zacznie się uczyć jak maszyna
jest minimalne.
I bardzo dobrze. Tworzy się klientela dla mojego syna - psychologa i
jego znajomych....
Poziom szkoły trzeba mniej-wiecej dobrać do możliwosci młodego
człowieka, a nie sztucznie, przez jeden rok śrubowac jego
umiejetnosci, aby dostał się do szkoly o poziomie zbyt wysokim.
Obserwuj wątek
    • klemens.strozynski Renomowana nie znaczy odpowiednia. 12.02.09, 18:01
      verdana napisała:

      > Nowe wątki - to nowe.
      > Przyjmijmy zalożenie Eksperta tego forum - renomowane szkoły sa
      lepsze i zadaniem rodzica jest tak pokierowac nauka dziecka, aby
      zdał egzamin i dostał się do takiej szkoly.

      No to Verdana mi dołożyła - ale odczułem to jako cios poniżej pasa.
      Nie czyniłem założenia i nie pisałem q tekscie dla rodziców, ze
      renomowane szkoly są lepsze.

      Renomowana szkoła to szkola POŻĄDANA przez licznych rodziców i
      liczne dzieci. Może okazać się odpowiednia dla mojego dziecka -
      albo nieodpoeiednia.

      Moja córka (juz po studiach) chodziła do najalepszej (wg rankingów)
      szkoły w jednym z największych miast Polski. Szkolą nie okazala się
      dla niej przyjazna i nie okazała się wcale dobra. Zmienilą ją w
      maturalnej klasie na inną, tez należącą do renomowanych, ale
      dodatkowo z określeniem "przyjazna". I skończyła ją z przyjemnością.

      Problem w tym, zeby mieć wybór szkoły dzięki dobremu wynikowi na
      egzaminie. A dokonanie tego wyboru njaalepszego dla dziecka - to
      odrębny problem i tu na odległośc pewnie nic nie mogę pomóc.
      Najwyżej przestrzec przed szkolami uwazanymi za "stajnie wyścigowe".
      Pozdrawiam
      • verdana Re: Renomowana nie znaczy odpowiednia. 12.02.09, 22:29
        taak. Ale szkola pożądana i wybrana nie powinna odbiegac od
        możliwosci dziecka. Oznacza to miedzy innymi, ze choć oczywiscie
        dziecko powinno sumiennie uczyć się i starać zdać jak najlepiej, aby
        nie zdać ponizej mozliwości - nie ma sensu motywować go, aby zdało
        powyzej możliwości. A niestety, to wlasnie zwykle robią rodzice.
        Stąd wlasnie panika - bo jesliby przyjąć, ze egzamin wypadnie nie
        gorzej niż oceny szkolne (dlaczego ma wypaść gorzej?) , to
        ogolnorodzinny stres i zakuwanie przez caly rok byloby zbędne.

        Z ostatnim zdaniem zgadzam się w calej rozciąglości.
        • claratrueba Re: Renomowana nie znaczy odpowiednia. 13.02.09, 07:13
          Szkoła lepsza jest lepsza- obiektywnie. Tak jak Porsche 911 Carrera jest lepsze
          od mojej Pandy. Tylko czy dla mnie- nie bardzo (ale pomarzyć można) chociażby
          dlatego że bardzo przeciętny ze mnie kierowca a "po co mieć Porsche i nie
          jeździć jak Porsche? ("Nagi instynkt")". Żeby się pochwalić, poczuć wyjątkowo,
          zaspokoić ambicje. Czy w gruncie rzeczy motywacja sporej części rodziców nie
          jest podobna? Wynik egzaminów da się wyśrubować- rozwiązać hurtową ilość testów,
          najlepiej z korepetytorem i w mniejszym stopniu oznacza to nauczenie się
          przedmiotów niż nauczenie się zdawania testu. I rodzice z dumą mówią "mój syn
          jest w szkole X" oczywiście nie "jest najgorszy w szkole X". A młodemu
          człowiekowi zapewne świetnie robi bycie klasowym ogonem ( co niejednokrotnie
          oznacza szyderstwa oprócz kiepskich ocen). Korepetycje do samej matury okraszone
          "tyle płacimy a tu dwóje?" Byłam w kiepskim liceum, w moim mieście wybór był
          tylko między takimi. Bogu Najwyższemu dzięki! Nie musiałam uczyć się zbyt wiele,
          mogłam czytać do woli, rozwijać swoje zainteresowania, spotykać się z ludźmi,
          słuchać muzyki, uczyć się języków. Zdanie matury ze średnią 5 to nie problem
          przy umyśle w miarę sprawnym i b. intensywnej pracy przez może 3 mies. (ten sam
          materiał ze zdawanej przeze mnie na maturze historii, na studiach zdawałam na
          jednym egzaminie- nie uczyłam sie 4 lata). Nie opuściłam liceum z ogromną
          podręcznikową wiedzą (zdezaktualizowaną i sztampową w dużym stopniu)ale z
          oczytaniem, świetną znajomością języków i przyjaciółmi, z którymi spotykam sie
          do dziś (matura 1985) i wspomnieniem Jarocina. I to są fundamenty mojego b.
          udanego życia.
          • klemens.strozynski Szkola jak porsche... 13.02.09, 20:56
            claratrueba napisała:

            > Szkoła lepsza jest lepsza- obiektywnie. Tak jak Porsche 911
            Carrera jest lepsze od mojej Pandy. Tylko czy dla mnie- nie bardzo
            (ale pomarzyć można) chociażby dlatego że bardzo przeciętny ze mnie
            kierowca a "po co mieć Porsche i niejeździć jak Porsche?

            Bardzo mi się podoba to skojarzenie szkoły i samochodu... I wybór
            wsparty takim skojarzeniem. Tylko czekać, aż marketingowo
            nastawienie dyrektorzy będa głosić: Jesteśmy mercedesem wśród
            liceów!
            Cóż,prawa rynku. Niekoniecznie zawsze dobrze służą edukacji - ale
            są i na to akurat nie ma rady. Prawda, drodzy Forumowicze?
            Pozdrawiam
            • verdana Re: Szkola jak porsche... 14.02.09, 14:06
              Otóż nie.
              Własnie powinnismy zrobic wszystko, aby przeciwstawiac się prawom
              rynku w edukacji i uswiadamiac rodzicow, aby się im nie poddawali.
              Jesli nie my - to kto, a jesli nie teraz - to kiedy?
              Jesli coś jest złe, to trzeba się temu przeciwstawiać, a nie mowić
              o "obiektywnych prawach rozwoju".
              • klemens.strozynski Czy można zadekretować dobrą pogodę? 14.02.09, 17:08
                verdana napisała:

                > Otóż nie. Własnie powinnismy zrobic wszystko, aby przeciwstawiac
                się prawom rynku w edukacji i uswiadamiac rodzicow, aby się im nie
                poddawali. Jesli nie my - to kto, a jesli nie teraz - to kiedy?
                Jesli coś jest złe, to trzeba się temu przeciwstawiać, a nie mowić
                o "obiektywnych prawach rozwoju".

                Można dekretem wprowadzić prawo, żeby w czasie żniw nie padało.
                Tyle że prawa przyrody nie muszą się liczyć z nami, za to my musimy
                się liczyć z nimi.
                Podobnie prawa rynku - nie usiłujmy zmieniać czegoś, czego się nie
                da zmienić, bo oprócz guzów nic nie zyskamy. Można starać się
                łagodzić konsekwencje panowania praw rynku - zgoda - ale nie da się
                zmienić czegoś od nas niezależnego.
                Pozdrawiam niepoprawną optymistkę i trochę zazdroszczę woli
                ulepszania świata...
                • verdana Re: Czy można zadekretować dobrą pogodę? 16.02.09, 21:01
                  Finlandia też jest krajem o gospodarce rynkowej. I jakos ze
                  szkolnictwem sobie poradzila.
                  Można wprowadzić tez prawa rynku do lecznictwa - nie masz kasy?
                  Umieraj. To samo dotyczy emerytur, ubezpieczeń itd. Prawa rynku
                  moga - i zazwyczaj są_ byc częściowo regulowane przez panstwo
                  wdziedzinach zbyt waznych dla spoleczenstwa, aby można je było
                  puscić "na żywioł".
        • klemens.strozynski Co to znaczy powyżej możliwości? 13.02.09, 20:51
          verdana napisała:

          > nie ma sensu motywować go, aby zdało powyzej możliwości. A
          niestety, to wlasnie zwykle robią rodzice.
          >
          Według profesora Kozieleckiego, twóórcy psychotransgresjonizmu w
          psychologii, rozwój polega na przekraczaniu własnych ograniczeń.
          Także inni psychologiwie zgadzają się, że należy stawiać sobie
          zadania nieco powyżej szacowanych możliwości wykonania ich. Nie
          znaczy to, że nalezy mierzyć nierealistycznie wysoko - absolutnie
          nie! - ale zawsze trochę powyżej tego, co uwazamy za granicę swoich
          możliwości. To wymusza (dla wrażliwych oraz psychologów proponuję
          określenie: inspiruje, stymuluje) rozwój.
          W sumie co do wiekszości spraw się zgadzamy - ale dobrze, że
          dyskutujemy o tym, co nas różni.
          Pozdrawiam
          • ratyzbona Re: Co to znaczy powyżej możliwości? 14.02.09, 15:25
            Wszystko pięknie ale w przypadku wyboru szkoły kto stawia wymagania? Przecież
            nie dzieci tylko ich rodzice. To rodzice naciskają na jak najlepszą szkołę i
            rzadko słuchają dzieci które mówią że sobie nie poradzą ( o ile w ogóle mają
            odwagę coś takiego powiedzieć). Próba sprostania cudzym wymaganiom ( postawionym
            zbyt wysoko) to jednak coś zupełnie innego niż sprostanie własnym. Wyobraźmy
            sobie dziecko słabe z matematyki - może ono się uprzeć że zamiast dwói dostanie
            z klasówki 3 choć wie że to powyżej jego umiejętności. Jednocześnie wie też że
            rodzice w domu wymagają 4 ( bo dla większości rodziców istnieją tak naprawdę
            trzy dopuszczalne oceny 4-6)- i choć dostając z klasówki 3 sprosta własnym
            wymaganiom to nie sprosta wymaganiom własnych rodziców czyli poniesie porażkę.
            Mało który licealista jest na tyle dojrzały i niezależny by sprzeciwić się
            wymaganiom stawianym przez rodziców. Zabójcze nie jest tu samo stawianie wymagań
            tylko fakt że trzeba dorównać do wymagań jakie wyznacza nam osoba trzecia
            • klemens.strozynski Zawyżone aspiracje rodziców 14.02.09, 17:20
              ratyzbona napisała:

              > Zabójcze nie jest tu samo stawianie wymagań tylko fakt że trzeba
              dorównać do wymagań jakie wyznacza nam osoba trzecia

              Masz rację, ratyzbono. Wiele zła narobiły zawyżone, nierealistyczne
              aspiracje rodziców. Oczywiście, w młodszym wieku to rodzice
              stawiają wymagania dzieciom, bo one nie sa jeszcze do tego
              dojrzałe, w jakimś momencie jednak dzieci zaczynają same decydować
              o stawianych sobie wymaganiach.

              UWAGA: okres gimnazjum to bardzo ważny czas, kiedy dzieci
              postanawiają sobie wywalczyć prawo stawiania wymagań, a rodzice nie
              bardzo chcą się na to zgodzić. Pedagodzy zbyt mało się tym okresem
              i tą walką interesują.

              A na zawyżone aspiracje rodziców jest tylko jedna rada:
              uświadamiać, jak to bardzo szkodzi.
              Pozdrawiam
              • agatka_s Szkola dostosowana do ucznia 16.02.09, 19:19
                Zgadzam sie z verdana. Zgadzam sie z pozycji mamy gimnazjalisty
                ktory chodzi do gimnazjum o bardzo wysokim tzw "poziomie" do ktorego
                obowiazywala w tym roku bardzo ostra selekcja.

                Musze powiedziec ze taka klasa z dobranymi poziomem (w miare rownym)
                uczniami-funkcjonuje fantastycznie-sprawnie i rzeczywiscie z taka
                klasa osiaga sie duzo wiecej niz z klasa z rozkladem Gausa
                mozliwosci edukacyjnych. Jest to pierwszy rok kiedy pozwolono na
                100% selekcje, bez rejonizacji-ktora wylonila grupe tych
                rzeczywiscie najlepszych. W zeszlych latach szkola ta prowadzila
                tez nabor z rejonu (te dzieci mialo pierszenstwo) i mimo iz
                tlumaczono rodzicom ze nie ma sensu posylac dzieci z gorszymi
                wynikami bo zwyczajnie sobie nie dadza rady, rodzice troche na sile
                te rejonowe dzieci "pchali" (ba niektorzy nawet przemeldowywujac) do
                renemowanej szkoly.

                Efekt jest taki ze po roku odpadlo ponad 50% uczniow i w tym roku do
                tych klas trzeba bylo robic dodatkowy nabor, juz na zasadach
                egzaminu.

                Mysle ze rzeczywiscie czasem zbyt wygorowane aspiracje rodzicow moga
                szkodzic. Ja jestem za legalnym dobieraniem dzieciom poziomu szkoly
                do ich potencjalu-cos takiego jak w Niemczech (choc zdajsie ze
                niemiecki system ma tez duzo wad, ale ja az go tak dokladnie nie
                znam aby moc sie wypowiadac- sama idea, ze ze szkoly podstawowej
                dostaje sie rekomendacje do jakiej szkoly pojsc sie dalej powinno mi
                sie podoba)
                • Gość: jaka4 Re: Szkola dostosowana do ucznia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.09, 19:15
                  Ja usłyszałam ostatnio,że posyłając córkę do średniego liceum zamykam jej drogę
                  na studia bo nie będzie miała szans dostać się po takiej szkole.Nie będzie mogła
                  zdać rozszerzonej matury bo ją do niej nie przygotują.I jak jest naprawdę? Do
                  tej pory chodzi do jednej z najlepszych szkół i nie radzi sobie szczególnie
                  dobrze więc uważałam,że nie ma sensu naciskać na najlepsze liceum,czy jak
                  pójdzie do średniego lub gorszego to zamknie sobie drogę na przyszłość?
                  • Gość: agatka_s Re: Szkola dostosowana do ucznia IP: *.aster.pl 21.02.09, 19:47
                    Nie sadze.

                    Uczniowie po srednich liceach tez dostaja sie na studia. Pewnie
                    teoretycznie po lepszej szkole (w sensie lepiej uczacej, z wyzszym
                    tzw "poziomem") jest dostac sie latwiej, ale !!! i tu zgadzam sie z
                    verdana-jesli szkola jest zbyt wysrubowana, i jesli dziecko
                    zwyczajnie nie daje sobie rady, to skutek bedzie odwrotny. Dziecko
                    nie bedzie sie uczyc, nie wykorzysta tego potencjalu ktory szkola
                    daje.

                    Jesli moje dziecko uczyc sie bedzie (bo mu sie zmieni) srednio za 2
                    lata, ja nie bede naciskac na super wymagajace liceum, bo to
                    zwyczajnie nie ma sensu. Dzis uczy sie fantastycznie, wiec
                    teoretycznie moze siegac po sam szczyt (z wyjatkiem Staszica, ktory
                    dla nas jest zbyt duzym szczytem !!!). Tak bylo pol roku temu gdy
                    moje dziecko "zalapywalo" sie na to dobre gimnazjum-ja widzac poziom
                    dzieci ktore sie dostaly, troche sie przestraszylam i probowalam
                    dziecko przekonac ze inna szkola gdzie sklad jest ciut
                    bardziej "demokratyczny" moze byc lepsza. No coz dzieciak sie
                    uparl, i poki co jest zadowolony (mial racje zreszta, bo moje obawy
                    nie spelnily sie !!!).

                • kkokos Re: Szkola dostosowana do ucznia 21.02.09, 20:42
                  dzień dobry,
                  kolejne forum, na którym zdaje się będą dyskutować te same matki, co zawsze :)


                  > sama idea, ze ze szkoly podstawowej
                  > dostaje sie rekomendacje do jakiej szkoly pojsc sie dalej powinno mi
                  > sie podoba)


                  nie, nie i jeszcze raz nie. nie chcę, by o przyszłości mojego dziecka decydowały
                  sfrustrowane paniusie lub wredne bźdździągwy - bo i takie niestety były w - w
                  sumie fajnym - gronie pedagogicznym w podstawówce mojego dziecka. bardzo mi to
                  przypomina socjalistyczny system czeski "nasza szkoła dostała w tym roku
                  dwanaście miejsc w pobliskim liceum, o dwa mniej niż przed rokiem. reszta
                  absolwentów będzie się uczyć w szkole zawodowej przy fabryce w naszym mieście".
                  to, co proponujesz, to udupianie uczniów, którzy rozwijają się w swoim tempie,
                  rozkwitając w gimnazjum lub dopiero w liceum. twojemu dziecku, z superocenami,
                  taka rekomendacja od pań w podstawówce do niczego nie byłaby potrzebna - no
                  chyba że potrzebujesz jeszcze jednego potwierdzenia na piśmie, że masz fajne
                  dziecko :) kujony dostawałyby wyłącznie dobre rekomendacje (a nie każdy kujon,
                  co widać np. w klasie mojego syna stawiającej uczniom spore wymagania, co nie
                  znaczy, że poziom jest jakoś dramatycznie śrubowany, no więc nie każdy kujon
                  postawiony przed nowymi wyzwaniami w nowym środowisku daje sobie radę). a
                  takiemu dziecku jak moje - dość zdolnemu, ale leniwemu i zbuntowanemu -
                  rekomendacje od pań z podstawówki zamknęłyby szansę na rozwój. tymczasem mój
                  syn, w przeciętnej rejonowej podstawówce uczący się przeciętnie, w gimnazjum w
                  klasie o podwyższonych wymaganiach ma stopnie podobne do tych podstawówkowych, a
                  z niektórych przedmiotów trochę lepsze. co uważam za bardzo dobre rokowanie na
                  przyszłość.

                  więc domagając się rekomendacji z podstawówki trochę urządzasz świat innym, a
                  skutki ciebie i tak nie dotyczą :)
                  • verdana Re: Szkola dostosowana do ucznia 21.02.09, 20:50
                    Oboje moich dzieci skonczyłoby w zawodowkach. Bo , jak stwierdzili
                    psychologowie, nie nadają się do systemu szkolnego, ktory promuje
                    bycie dobrym we wszystkim, a nie wybitnym w czymś, szczegolnie jeśli
                    to coś akurat nie jest w programie szkolnym.
                    A tak syn przygotowuje doktorat, córka kończy drugi kierunek, odzyli
                    w bardzo średnich lieceach i dobrych studiach. To nie znaczy, ze
                    dziecko dobre w podstawowce i gimnazjum nie bedzie dobre na
                    studiach, ale niczego to nie gwarantuje.
                    Ostatnio spotkałam się z dyrektorka szkoły w ktorej uczylam. Gdy
                    uczyłysmy, obie biadalysmy nad wynikami naszych synów w szkole. Z
                    gory patrzały na nas dwie wicesyrektorki z dziećmi doskonałymi, z
                    czerwonymi paskami.
                    Minęło 8 lat. Syn dyrektorki ma trzy fakultety, moj - jak wyżej.
                    Dzieci wicedyrektorek nie skonczyly studiów. Dlaczego? Nie wiem -
                    syn jednej z nich był naprawde bardzo zdolny. Może przetrenowanie?
                    Zbyt duży nacisk domu?
                  • agatka_s Re: Szkola dostosowana do ucznia 21.02.09, 21:49
                    kkokos napisała:
                    >
                    >
                    > > sama idea, ze ze szkoly podstawowej
                    > > dostaje sie rekomendacje do jakiej szkoly pojsc sie dalej
                    powinno mi
                    > > sie podoba)
                    >
                    >
                    >
                    > więc domagając się rekomendacji z podstawówki trochę urządzasz
                    świat innym, a
                    > skutki ciebie i tak nie dotyczą :)


                    Oj czytanie ze zrozumieniem sie klania !!!

                    Po pierwsze. Gdzie ja sie czegos domagam ? Napisalam ze podoba mi
                    sie. Tak podoba mi sie, i widze duzo plusow z takich rekomendacji.

                    Po drugie, uzylam slowa "rekomendacja". Rekomendacja nie jest
                    wyrokiem, jest sugestia. W Niemczech minusem (tak jak czytalam w
                    relacji innych mam) jest wlasnie to ze tam wydaje sie "wyrok" od
                    ktorego brakl mozliwosci odwolania. Ja chcialabym aby szkola wydala
                    rekomendacje, ifo dla ucznia i dla rodzica.

                    Teraz de facto to tez sie odbywa, tyle ze w zawaolowany i "nie
                    wprost" sposob. Po szkole zdaje sie sprawdzian, z ktorego wynik
                    jestr taka rekomendacja jesli chce sie pojsc do publicznej acz
                    nierejonowej szkoly. Jesli szkola jest oblegana to jesli nie
                    dostanie sie iles punktow nie ma sie szans (ktos kiedys pisal (a
                    moze ja to slyszalam w realu ?) o okropnej pani Dyrektor z Batorego,
                    ktora na spotkaniu informacyjnym dla kandydatow mowila wprost jesli
                    panstwa dziecko nie ma sredniej takiej a takiej, i tylu a tylu
                    punktow ze sprawdzianu to prosze nie tracic czasu na zdawanie, bo i
                    tak sie nie dostanie"-moze to budzic oburzenie, ale taka jest
                    prawda).

                    Ja mam tylko pozytywne doswiadczenia ze szkolami, z nauczycielami.
                    Mam WIELKIE zaufanie do nauczycieli mojego syna. Dlatego ja
                    osobiscie chcialabym aby ktos kto wiecej czasu "edukacyjnego" spedza
                    z moim dzieckiem, pomogl mi doradzajac czy powinien pojsc do
                    najbardziej ambitnej czy moze srednio ambitnej szkoly, wlasnie po to
                    aby mi pomoc poskromnic moje ewentualne "zbyt wysokie aspiracje"
                    rodzicielskie, albo odwrotnie dac pozytywny sygnal ze w moim dziecku
                    jest duzy potencjal. Mysle wlasnie o takiej rekomendacji nie
                    koniecznie bedacej wynikiem samych ocen, bo jak ktos powiedzial nie
                    zawsze oceny sa de facto odzwierciedleniem rzeczywistych
                    predyspozycji czy mozliwosci.

                    Dla mnie osobiscie taka rekomendacja bylaby cenna.

                    Chcialabym tez aby poziomy nauczania mogly byc jawnie rozne. Aby
                    powstawaly szkoly dla zdolnych i pracowitych dzieci, i aby te szkoly
                    mogly o tym mowic jawnie bez koniecznosci ukrywania sie np pod
                    plaszczykiem dwujezycznosci, matury miedzynarodowej i takich
                    innych "hasel", ktore de facto zastepuja jawne "przyjmujemy zdolnych
                    i ambitnych, i uczymy ich na najwyzszym poziomie".



                    • klemens.strozynski Rekomendacja nauczyciela - niegłupia rzecz 22.02.09, 15:14
                      agatka_s napisała:

                      > Dla mnie osobiscie taka rekomendacja bylaby cenna.
                      >
                      W świetle badań nad tzw. prognostycznością egzaminów zewnętrznych
                      stwierdzono, że opinia nauczycieli nauczających dziecko równie
                      dobrze pozwala przewidywać jego przyszłe sukcesy edukacyjne (czyli
                      pomaga wybrać szkole), jak wynik egzaminu zewnętrznego.

                      Tak więc rekomendacje nauczycieli (czyli rodzaj niezobowiązujących
                      porad) mogłyby być cenne. Zresztą wielu rodziców pyta nauczycieli i
                      owe rekomendacje w istocie funkcjonują.

                      Problem w tym, że gdyby takie rekomendacje uczynić oficjalnymi,
                      byłyby w wielu wypadkach rozumiane jako obligujące, poza tym nie
                      byłyby wydawane w sposób w pełni uczciwy, bezinteresowny.
                      Przynajmniej w wielu wypadkach jest takie niebezpieczeństwo.
                      • verdana Re: Rekomendacja nauczyciela - niegłupia rzecz 22.02.09, 15:30
                        Zgadzam się.
                        Jednak już przed wojną były badania dotyczace odroczenia wieku
                        szkolnego dzieci. Okazało się, ze lekarze i pedagodzy wielokrotnie
                        częściej odraczali obowiazek szkolny dzieciom ubogim i zaniedbanym.
                        Po przebadaniu okazało się, ze IQ wielu tych dzieci było całkowice
                        prawidłowe.
                        Niestety, nauczyciel tez człowiek. Prawdopodobnie - i to nie ze złej
                        woli - da lepszą opinię i lepsze prognozy dla dziecka zadbanego,
                        kulturalnego, nauczonego mniej-wiecej programu, niz dziecku
                        inteligentnem, krnąbrnemu, ktorego rodzice nie bardzo się nim
                        interesują - a ktore moze być bardzo zdolne i duzo lepiej rokować.
                        pamieta Pan badania, gdzie nauczycielom z gory powiedziano
                        (niezgodnie z prawdą), ktore dzieci maja wysokie IQ, a ktore
                        niiskie? I że te z rzekomo wysokim zaczęły osiągac znacznie lepsze
                        wyniki?
                        Tego się boję. Rada - doskonale, cokolwiek oficjalnego - nie,
                        zdecydowanie nie.
                        • klemens.strozynski Re: Rekomendacja nauczyciela - niegłupia rzecz 22.02.09, 16:04
                          verdana napisała:

                          > pamieta Pan badania, gdzie nauczycielom z gory powiedziano
                          (niezgodnie z prawdą), ktore dzieci maja wysokie IQ, a ktore
                          niskie? I że te z rzekomo wysokim zaczęły osiągac znacznie lepsze
                          > wyniki?

                          Tak, oczywiście, badania pod kryptonimem "późno zakwitających
                          uczniów" prowadziła para psychologów: Rosenthal i Jacobson.
                          Potwierdził się tzw. efekt oczekiwań - warto poczytać w
                          podręcznikach psychologii.
                          Pozdrawiam
    • algaria Verdana 24.02.09, 17:17
      Masz rację w 100%. mój syn zdolny leń mimo średniej co rocznej powyżej 4,7 Idzie
      do liceum: po 1. blisko domu by nie wstawać o 6 - choć słyszałm i taka opinię że
      i tak skoro muszą dojeżdżać (w naszej miejscowości nie ma liceum) to niech
      dojeżdżają do Warszawy - 14 km. Ja uważam że wyspany uczeń to dobry uczeń 2. by
      mieć czas na życie towarzyskie, kolegów i swoja pasję a nie tylko dom szkoła dom
      szkoła biblioteka dom. 3. A po za tym chce iść do takiego liceum w którym sobie
      da radę bez stresu i sięgnięcia po narkotyki.
      Prosze podać mi definicje "dobrego liceum"
      przecież jak mój syn będzie chciał się uczyć to w średnim liceum będzie to robił
      ale jak nie będzie chciał to i mu Oxword nie pomoże. Z każdego liceum ludzie
      dostaja sie na studia - jeśli chcą i jeśli będą sie uczyć
      Znam dużo ludzi którzy chodzą lub chodzili do tzw "dobrych" liceów i wiem na
      jakiej zasadzie np. zdawalność matury jest w nich 100%. jakim koszmarem jest
      choroba i nie mozność po niej nadrobienia materaiału itp ale to jest temat na
      inny wątek
    • Gość: tukata Re: Dobra szkoła dla przeciętnego ucznia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.09, 09:40
      powstaje pytanie: lepiej być średnim, marnym w dobrej czy bardzo
      dobrej szkole czy bardzo dobrym w słabej szkole. Zakładając, że
      dziecko jest zdolne ale leniwe, to mamy szansę na to, że w dobrej
      szkole jednak weźnie się do nauki, właśnie dlatego, żeby nie mieć
      dyskomfortu z powodu opinii słabeusza. Jeżeli takie dziecko trafi do
      bardzo przeciętnej szkoły, to czyż nie marnuje swoich możliwości.
      Łatwość osiągania dobrych stopni w gruncie rzeczy ogranicza jego
      rozwój. Bo przy niewielkim nakładzie lub żadnym mam efekt w postaci
      stopni a nie wiedzy. Samo czytanie książek nie wystarczy.
      • verdana Re: Dobra szkoła dla przeciętnego ucznia. 25.02.09, 14:41
        Zalezy od dziecka. Sa dwa co najmniej gatunki dzieci. Jedne
        najlepiej motywuje się słabymi ocenami, pilnowaniem i rywalizacją. I
        wtedy masz rację.
        jest tez druga grupa, ktorej istnienia nie uwzględnia ani szkoła,
        ani rodzice (sama skopałam psychicznie jedno takie, to wiem). To
        dzieci, ktore motywuja osiągniecia. Dostaną zły stopień, odstaja od
        klasy "w dół" - nie rywalizuja, przestaja sie uczyć - i tak nie
        warto... Ale kazda piatka, kazde bycie lepszym daje im motywację do
        dalszego uczenia się, do rywalizacji z sobą samym. Dla takich dzieci
        szkoła średnia jest idealna, pozwala poczuć się pewnie, rozwinąć
        możliwosci.
        Jak mawiał Juliusz Cezar "Lepiej być pierwszym w wiosce, niż drugim
        w imperium".
        No i zareczam, ze czytanie książek absolutnie wystarczy, aby zdobyć
        wiedzę...
        • Gość: tukata Re: Dobra szkoła dla przeciętnego ucznia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.09, 18:31
          jest też "Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć". Pewnie masz
          rację, że wszystko zależy od wrażliwości dziecka, ale jeżeli
          wychodzimy z założenia, że dobre oceny, osiągnięcia motywują do
          pracy, dają kopa energetycznego, to zadziała to również w dobrej
          szkole. W słabej szkole, może się okazać, że potencjał zdolnego
          dziecka nie jest w pełni wykorzystany. Że niewielkim wysiłkiem mozna
          osiągnąć sukces w postaci dobrych stopni. A poza tym słabe
          gimnazjum, to najczęściej(nie reguła) potem słabe liceum, a potem
          słabe studia. No i nie zgodzę się, że samo czytanie książek
          wystarczy by mieć wiedzę. Czytanie rozwija, poszerza horyzonty, daje
          wiedzę, ale nie jest wystarczającym instrumentem do jej posiadania.
          • verdana Re: Dobra szkoła dla przeciętnego ucznia. 25.02.09, 19:04
            W dobrej szkole nie zadzaiała, bo wiele dobrych liceów (sama takie
            skończyłam) zaczyna edukowanie swoich ucznió od wdeptania ich w
            ziemie i pokazania "w tej szkole juz nie jesteś taki dobry).
            Uczniowie piatkowi i szósktowi spadaja do trójek, a slabsi - slabsi
            mają na semestr po pare zagrozeń.
            Zdolne dzieci tez bywaja zdolne różnie. Są takie, ktore nic nie
            robia, jak się od nich nie wymaga, sa takie, ktore nareszcie z ulga
            oddaja się rozwijaniu zainteresowań, zamiast uczyć się 50 dat z
            okresu napoleonskiego.
            Czyli nie ma dobrego wyboru dla kazdego dziecka. To sprawa
            indywidualna. Trzeba tez pamiętac, ze i dobra szkoła potrafi zabic
            potencjał dziecka, jesli wymaga równego poziomu ze wszystkiego, a w
            słabej czasem bywaja doskonali nauczyciele, którzy potrafią wyłowic
            talent.
            Wg. ostatnich badań zapamiętywanych jest 8% szkolnej wiedzy.
            Niezaleznie od poziomu szkoly - o jakiej więc w ogóle wiedzy mu
            mowimy?
      • klemens.strozynski Masowa szkoła, niestety 25.02.09, 14:45
        Gość portalu: tukata napisał(a):

        > Łatwość osiągania dobrych stopni w gruncie rzeczy ogranicza jego
        rozwój.

        Takie są, niestety, uroki szkoły masowej, w której indywidualne
        podejście do ucznia jest rzadkością, a jeżeli już występuje, to
        dotyczy raczej uczniów nie radzących sobie z nauką, a nie tych
        zdolniejszych.
        • liloom dzieci sa rozne i my tez 25.02.09, 19:23
          Chetnie podczytuje te dyskusje, bo mimo, ze nie mieszkam w Polsce - realia sa
          podobne i tez mam dylemat - dobra szkola, wysokie wymagania, gorsze stopnie czy
          slabsza szkola i lepsze stopnie.
          Wybralam to pierwsze, z roznych wzgledow, ale generalnie uwazam, ze im wyzej
          poprzeczka tym wiecej sie osiagnie.
          Oczywiscie sa rozne dzieci, tych super pracowitych jest znikomy procent, wiele
          zalezy od nauczycieli - a tu niestety pozostaje wiele do zyczenia (tu na naszym
          przykladzie moglabym pisac ksiazki). Coraz czesciej wydaje mi sie, ze "dobra
          szkola" to wysokie wymagania, ktore nie zawsze ida w parze z poziomem nauki i
          stad stresy naszych dzieci. Jak wiec zmotywowac? Verdana napisala tego cala
          liste. Prawda jest taka, ze wielu z nas zaspokaja swoje wlasne ambicje i
          chcialoby, zeby dziecko osiagnelo jak najwiecej.
          Niestety czy stety takze w moim wlasnym przypadku. A czy lepiej dzialaja
          nagrody, kary czy dodatkowe kursy chyba kazdy najlepiej w przypadku swojego
          dziecka wie. Zreszta jednego dnia dziala jedno a drugiego co innego, tez z
          roznych przyczyn (chociazby okres dojrzewania). Wiec trudno chyba dac
          jednoznaczny przepis i instrukcje obslugi;)
    • Gość: tukata Re: Dobra szkoła dla przeciętnego ucznia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 11:49
      myślę, ze nie ma jednoznacznej odpowiedzi i dlatego mamy dylematy.
      Tak jak dla mnie oczywisty był wybór renomowanego gimnazjum dla
      dziecka, tak już wybór liceum jest znakiem zapytania. Pewnie w
      przypadku dzieci, które mają naukowe zapędy to jest proste,
      natomiast w przypadku mojego dziecka, które uczy się bardzo dobrze,
      ale powtarza że nie lubi się uczyć i robi to tylko dla mojego
      świętego spokoju już takie proste nie jest. Nie chciałabym, żeby nie
      miała na nic innego czasu jak tylko nauka i miała wieczne pretensje
      do mnie o wybór szkoły, w której trzeba na okrągło zasuwać. A z
      drugiej strony sama kończyłam znakomite liceum i nie pamiętam, żebym
      spędzała czas tylko na nauce. Tyle, że ja nie musiałam mieć samych
      piątek i było to jednak dawno, dawno temu...
      • klemens.strozynski Ważne, że myślimy nad szkołą 27.02.09, 18:57
        Gość portalu: tukata napisał(a):

        > myślę, ze nie ma jednoznacznej odpowiedzi i dlatego mamy
        dylematy.
        >

        Najgorsze byłoby, gdybyśmy przyjęli, że dla przeciętnego ucznia
        najlepsza jest przeciętna szkoła. W edukacji (w przeciwieństwie do
        tego, co mówia inzynierowie) rzadko najprostsze rozwiązania są
        najlepsze.
        • ratyzbona Re: Ważne, że myślimy nad szkołą 27.02.09, 23:14
          Cóż nie mogę się do końca zgodzić z tą opinią. Moim zdaniem zbyt kombinujący
          rodzice często szkodzą swoim dzieciom. Jak na przykład ze szkołami podstawowymi
          - zamiast posłać do najbliższej z której dziecko będzie mogło wracać wcześniej
          czy też będzie miało mieszkających niedaleko znajomych posyłają do szkoły
          teoretycznie lepszej - ale za to dziecko traci mnóstwo czasu na dojazdy.
          Podobnie z gimnazjami - wszyscy szukają dobrych gimnazjów i jako zawsze tak jest
          że nie jest to ta szkoła która jest najbliżej. Tymczasem mam wrażenie że czasem
          nic nie zaszkodzi machnąć ręką i posłać do szkoły ani bardzo dobrej ani bardzo
          złej tylko np. bliskiej. Kiedy ja byłam w gimnazjum o mojej szkole chodziły
          legendy jaki ma wysoki poziom a o innym gimnazjum w okolicy jakie to jest złe po
          rozpatrzeniu wyników egzaminu okazało się że różnicy w sumie nie było. Więc może
          właśnie to kombinowanie jest tutaj największym problemem
          • klemens.strozynski Bilans czasu 28.02.09, 17:27
            To, o czym pisze ratyzbona, to bilans czasu ucznia – istotnie, zbyt
            mało uwagi przywiązujemy do tego składnika wyboru szkoły dla
            dziecka. A jest to składnik BARDZO WYMIERNY, w przeciwieństwie do
            trochę rozmytych wskaźników w rodzaju „wysoki poziom nauczania”…

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka