IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.03.09, 21:38
Witam. Nie wiem jak zachęcić syna do nauki a takze jak zmotywować go do przemyśleń jaką szkołę ma wybrać po ukończeniu gimnazjum. Czasu za dużo mu nie zostało, nie długo egzamin gimnazjalny a niestety jego podejście do nauki jest dalekie od ideału. Generalnie jego podejście to " mamo ja zdąze" i wygląda to tak ze nauka jest dzień przed: klasówką, kartkówką, odpowiedzią itp. Od początku gimnazjum przyjął sobie taktykę uczenia na ostatnią chwilę, co przekłada się na oceny na poziomie 3. Kiedy na semestr groziła mu ocena mierna z dwóch przedmiotów to wtedy biegał od nauczyciela do nauczyciela i oczywiście dzień przed poprawą sięgał po zeszyty i ksiązki- poprawił na 3 i 4. Kiedy mówię mu ze do egzaminu trzeba się rzetelnie przygotować bo to nie to samo co klasówka to twierdzi że po co ma rozwiązywać testy jak i tak będą one inne niz te na egzaminie, a zasady zna bo przecież był egzamin próbny to wie jak wygląda.. To samo tyczy się wyboru szkoły- na moje pytania słyszę nie wiem.. pytam się co go oprócz sportu interesuje to mówi ze nic go nie interesuje i nie ma żadnych zainteresowań.. Wiem że lubi biologie ale u nas w mieście nie ma profilu biologicznego, jest biologiczno- chemiczny, a o chemii nawet słyszeć nie chce. Mówi że pojdzie tam gdzie koledzy czyli zostanie w tej samej szkole, tylko przejdzie do liceum. Nie jest to najlepsze wyjście bo się przeprowadziliśmy i szkoła ta jest daleko od miejsca zamieszkania, na drugim końcu miasta. Ale nie to jest problemem, martwi mnie że wybierze szkołę tylko dlatego że koledzy tam idą, jest co prawda profil który go interesuje- wojskowo- medyczny, ale strasznie trudno jest się dostać, a z jego podejściem do nauki może to być niemożliwe. Tym bardziej że na próbnym egzaminie jego wyniki nie były zachwycające bo na 40 pkt miał 27 z części matematycznej, 28 z przyrodniczej, z j.angielskiego 35. więc nie wiem już jak mam z nim rozmawiać i motywować..
Obserwuj wątek
    • Gość: kkk Re: 15-latek IP: *.aster.pl 04.03.09, 02:00
      Nie wiem jak wyglądały Pani rozmowy z synem, więc może moja rada na
      nic się zda, ale co ja sama z własnego doświadczenia bym doradziła
      to by odbyć naprawdę poważną rozmowę. Nie gdzieś w przejściu, przy
      obieraniu ziemniaków, gdy syn je obiad rzucić kilka pytać o plany i
      oceny, ale wieczorem, kiedy w domu są oboje rodzice usiąść przy
      stole z synem i powiedzieć mu wszystko to co napisała Pani tutaj.
      Powiedzieć, że jest już dorosły i wybory, które podejmuje teraz
      decydują (a to wcale nie jest przesada) o całym jego życiu-
      uświadomić mu, że ten egzamin to nie jest tylko test, któy trzeba
      zaliczyć a przepustka do dalszej edukacji. Poruszyć jego ambicję
      (czy chce być najgorszy wśród kolegów?), ale jednocześnie pozostawić
      wybór. Wspólnie zastanowić się nad wyborem szkoły. -rozważyć za i
      przeciw. Przede wszystkim zaś "podstawić pod ścianą" i kazać
      zadeklarować czego na tym etapie swego rozwoju oczekuje od życia.
      Nie wiem jaki system wychowawczy Pani stosuje, domyślam się jednak,
      że dość liberalny. Pewne obostrzenia w tym okresie nie zaszkodzą
      synowi z pewnością, ale co ważne- należy wcześniej to z nim omówić,
      pozwolić mu negocjować. Przede wszystkim jasne zasady.
      • Gość: grusszka 77 Re: 15-latek IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 04.03.09, 20:16
        Dziękuje za odpowiedź. Cóż nie wiem sama, czy wychowuje syna liberalnie, faktem
        jest że jestem daleka od nakładania kar na niego, gdyż nie odnoszą one skutku a
        także nie jestem w stanie konsekwentnie ich przestrzegać, choćby ze względu na
        moją pracę. Kiedyś stosowałam karę zakazu komputera, spełniała ona rolę tylko
        wtedy kiedy byłam w domu, a że pracuję co drugi dzień do późna więc de facto nie
        mogłam sprawdzić czy syn się do zakazu stosuje. Poza tym widziałam jak zacina
        się w sobie, a jakiś szczególnych porywów do nauki nie zauważyłam. Ostatnio po
        zebraniu z rodzicami zakazałam mu chodzenia na treningi do momentu kiedy poprawi
        oceny. Na drugi dzień pouczył się , poprawił, więc uznał że kary już nie ma. I
        tu też mam wątpliwości, bo z jednej strony zamierzony efekt uzyskałam bo
        poprawił oceny, z drugiej zaś to wcale nie była nauczka dla niego, ot po prostu
        kara- poprawione oceny, kary nie ma. Nie zmieniło to jego podejścia do nauki.
        Poza tym sama nie wiem czy ograniczenie lub całkowity zakaz treningu ma sens, bo
        przecież co uzyskam przez zakazanie mu uprawiania sportu, (na czym mi tez
        zależy) i siedzenie w domu? Jeśli sie uprze to i tak nie zmieni swojego
        podejścia do nauki. Syn spotyka się z kolegami tylko w szkole i na wspomnianych
        treningach, tu gdzie mieszkamy jest" nowy" więc i kolegów nie ma, a za daleko na
        stare osiedle by się z nimi spotkać. Więc nie chciałabym go całkowicie odciąć od
        rówieśników. Tłumacze, rozmawiam z nim, podaje na swoim przykładzie jak jest
        ciężko kiedy szkoły kończy się w trybie zaocznym, bo tak kończyłam liceum a
        potem studia. Mówi tylko " mamuś wiem, ja sobie poradzę" A jak już za
        dużo"gadam" to widzę to znudzenie w oczach i słowa " ojejku czego ode mnie
        chcesz, zdążę " Albo spuści głowę i się kaja że wie że powinien się przyłożyć
        ale jakoś tak to wyszło... Nie wiem już jak mam do niego dotrzeć, żeby chociaż
        wykrzyczał o co mu chodzi, czego chce.. ale on niczym się nie denerwuje,nie
        pamięta o swoich obowiązkach.. nawet takie rzeczy jak mundurek szkolny czy
        identyfikator, po ciągłych moich "gderaniach" z wielką łaską pakuje plecak do
        szkoły przed snem a nie rano.. A to zgubi klucze, a to legitymację szkolną włoży
        ze spodniami do pralki a potem 2 mc zajmuje mu wyrobienie nowej, a to biletu nie
        skasuje a potem oddaje z kieszonkowego i tak..
        • klemens.strozynski Może kontrakt? 04.03.09, 20:44
          Wygląda na to, że syn nie nauczył się samodzielności i odpowiadania
          za siebie, bo – NIE MUSIAŁ. Nadopiekuńczość. Wiem coś o tym na
          przykładzie własnych dzieci, już dużo starszych. Nigdy jednak nie
          jest za późno na uczenie odpowiedzialności.
          Może sensowne byłoby, po poważnej rozmowie, spisanie kontraktu? Coś
          za coś. Uznanie prawa dziecka do kierowania, na przykład, własną
          kariera sportową, w zamian za określone zobowiązania (na przykład
          dotyczące nauki). Trzeba dokladnie przemyśleć treść kontraktu i
          potem co jakiś, ustalony czas, dokonywac rozliczeń.
          Uda się, nie uda, jednak warto chyba spróbować. W dorslym życiu
          podpisane rzeczy traktuje się poważnie. I dzieci też to czują…
          • Gość: gruszka 77 Re: Może kontrakt? IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 04.03.09, 21:34
            Dziękuje za odpowiedź i podpowiedź. Właśnie skończyłam rozmowę z synem.
            Generalnie, była taka jak zawsze, czyli wysłuchał moich argumentów ze spuszczoną
            głową, potakiwał ze zrozumieniem, potwierdził że mam rację, że się weźmie za
            naukę.. czułam że raczej ta rozmowa to takie bla, bla bla dla niego, więc
            spytałam się : Jak byś się zachowywał na moim miejscu, co byś mówił i jakich
            argumentów używał do własnego dziecka? A syn mi na to: mamuś, nic bym nie mówił,
            on by się uczył dla siebie a nie dla mnie." Pytam się czy przymknąłby oczy na
            takie oceny? a on "a co miałbym zrobić?" i dodał" mamo przecież jak ktoś sie
            uprze to i tak sie nie zmieni, więc czy sie zabroni chodzić na treningi, czy
            komputera to to nic nie zmieni" Więc odpowiedziałam że bynajmniej- tak moze być,
            ale czy ma na myśli siebie? Czy możemy właśnie taką umowę zawrzeć, więc zgodził
            się, podaliśmy sobie rękę, za świadka wzięliśmy naszego psa:)( to tak by trochę
            atmosferę rozładować) i zadeklarował że na lekcji wychowawczej poprosi panią o
            spisanie jego ocen i pokaże mi co jest do poprawy i z tego będzie się uczył. Cóż
            czas pokaże. A co do mojej nadopiekuńczości, być może tak jest, choć wiele razy
            dał przykład ze jak coś trzeba zrobić to to zrobi. Tym bardziej że wychowuję go
            sama i od szkoły podstawowej wiedział jak sobie obiad odgrzać, że z psem trzeba
            wyjść, posprzątać. To jego " roztargnienie" zaczęło się właśnie w gimnazjum, o
            pokoju nie wspomne, ale jak mówi- to jego przestrzeń i dobrze się w bałaganie
            czuje, że on nie wtrąca się i nie narusza mojej przestrzeni i ja mam uszanować
            jego" A jak czyste skarpetki mu się skończą, to sobie w rękach wypierze.."
            Pomysł z kontraktem jest dobry i go zastosuję, nie ma to jak na piśmie- czarno
            na białym :). Dziękuje.
            • agatka_s Re: Może kontrakt? 04.03.09, 21:50
              Mój syn jest też potwornie roztargniony !!! W piątek pisał konkurs
              WOS i zapomniał legitymacji szkolnej, dowoziłam mu, bo by go nie
              wpuścili, a sporo się napracował.

              Na wyjeździe narciarskim ze szkoła zgubił aparat. Ciągle o czymś
              zapomina itp. Na klasówce potrafi ominąć całe zadanie, bo nie
              zauważył....

              Na zjęcia na basenie wziął łyżwy...

              Przy tym wszystkim uczy się dobrze, a nawet bardzo dobrze.

              Ja myślę że to sprawa hormonów, bo on do tej pory nie był tak
              roztrzepany (tzn był, ale nie tak jak teraz).
              • verdana Re: Może kontrakt? 05.03.09, 11:54
                Mój wczoraj poszedł na basen bez kąpielówek.
                Myślę, ze jest teraz w wychowaniu jakiś zasadniczy błąd - jako ze
                kolekcjonuję stare ksiązki pedagogiczne i poradniki wychowania
                dzieci, kiedyś nauczyciele i rodzice dostrzegali okres dojrzewania.
                W wielu XIX i wczesno XX wiecznych poradach i ksiązkach naukowych
                tłumaczy się rodzicom, ze w tym okresie dzieci mogą być ospałe,
                mniej energiczne, rozkojarzone - i ze trzeba to uwzglednić. Zdarzają
                sie nawet porady, ze czasem dobrze jest na rok przerwać edukację i
                wysłac dziecko na wieś, na odpoczynek.
                Teraz ignoruje się biologiczny fakt, ze dojrzewające dziecko ma
                czesto obnizony nastrój, zmniejszoną chcęć do nauki, a nawet
                potencjał intelektualny. Ma się uczyć i tyle. A ono nie jest w
                stanie tak funkcjonowac , jak parę lat wczesniej - i tego się nie
                przeskoczy.
                Bo teraz mniej liczy się dziecko jako takie - liczy sie dziecko,
                jako uczeń.
                • agatka_s Re: Może kontrakt? 05.03.09, 12:01
                  Ja kiedyś w Radio Tok Fm, słuchałam audycji z panią psycholog która
                  specjalizuje się "w tym wieku". Mówiła że bardzo często konflikty z
                  rodzicami powstają na skutek jakiś obiektywnych różnic w
                  postrzeganiu świata przez dojrzewające dzieci a dorosłych. Mówiła
                  np o poczuciu czasu-który podobno u nastolatka jest kompletnie
                  rozchwiany (stąd np konflikty o łazienke itp). W ogóle dawała wiele
                  takich różnych przykładów problemów które de facto wynikają z
                  fizjologii i tych legendarnych hormonów.

                  Oczywiście trzeba umieć odzielić zwykłe lenistwo od "fizjologii",
                  ale ja trochę ulgowiej traktuje swojego nastolatka, bo naprawde
                  czasem widze że to nie są "działania z premedytacją".
                  • verdana Re: Może kontrakt? 05.03.09, 12:03
                    No własnie - dobrze, ze to zauważyłaś przy pierwszym dziecku. Bo ja
                    dopiero przy ostatnim widzę, jak powtarza te same błędy i zachowania
                    co starszy brat (a brat z nami nie mieszka) i widzę, ze pewne rzeczy
                    nie sa do naprawienia. Czasem po prostu ludzie w tym wieku tak mają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka