Dodaj do ulubionych

Artykuł w "Polsce"

29.08.09, 16:44
polskatimes.pl/156816,czy-dobra-szkola-jest-dobra,id,t.html
To tylko tak, bo mnie podbudowalo, ze nie jestem calkowicie
odosobniona w pogladach na to, jaka szkola jest "dobra".
Obserwuj wątek
    • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 17:45
      Zgadzam się z definicją dobrej szkoły (ostatni akapit). Tylko jest
      mały problem - to nie jest tak, że w szkołach z czołowki podsycany
      jest wyścig szczurów, a młodzież dyskutuje o budżecie Bangladeszu. A
      w tych słabszych nauczyciele radosnie wspierają słabszych uczniów w
      ich najdziwniejszych zainteresowanich.

      Trzeba sobie zdawać sprawę z wad szkoł najlepszych w rankingach. Ale
      to nie jest tak, że pozostałe szkoły są bez wad.

      Miałam w rodzinie przypadek chłopca - grzeczny, pracowity, uprzejmy.
      Niestety wyjątkowo mało zdolny, do tego doszły wszystkie możliwe
      dyslkesje i dyskalkulie. I brak specjalnych zainteresowań i
      zdolności. I okazało się, że w polskim systemie edukacji nie ma dla
      niego miejsca. Intelektualnie był na poziomie ówczesnej szkoły
      zawodowej (czyli teraz L.O. z końca rankingu), społecznie na
      poziomie fajnych uczniów z najlepszych liceów. Od jego rodziców wiem
      jak wyglądała nauka (nabywanie wiedzy + czas spędzany w szkole) w
      kilku najsłąbszych szkołach (bo w żadnej nie wytrzymał). Nie będę
      opowiadała szczegółow o zachowaniu uczniów i nauczycieli, bo każdy
      się domyśla.


      I nikt nie wmówi mi, że wady liceów najlepszych są bardziej
      niebezpieczne dla młodego człowieka niż wady wielu ( większości?)
      szkół z końca listy rankingowej.

      Wg. mnie , wmawianie młodym ludziom "jesteście elitą" jest TAK SAMO
      ZŁE jak "jesteście idiotami i dlatego tu jesteście". Wiem, że zaraz
      może odezwać się ktos kto powie " a ja chodziłem do kiepskiej szkoły
      i nikt idiota mnie nie nazywał". Ale może znaleźć się też ktos kto
      powie " a ja chodziłem do najlepszej i nikt mnie elitą nie nazywał"

      A co do profilu absolwenta..no sorry, ale jeżeli ten pan wierzy, że
      jest to coś więcej niż psdeudoinformacja na stronach szkoły, to nie
      ma o czym mówić. O ile wyprodukowanie absolwenta o jakimkolwiek
      profilu jest mozliwe (ale też mam wątpliwości) w szkołąch typu
      Bednarska czy Mokotowska, w szkołąch gdzie w jednym roczniku
      opuszcza szkołę 150 - 200 osób, uczęszczających do klas o róznych
      profilach i mających przypadkowych nauczycieli (bo pan X w jednym
      roku uczy klasy matematyczne a w innym humanistyczne) jest
      niemożliwe.


      p.s. swoją drogą ciekawe do jakie szkoły chodzą dzieci autora
      wypowiedzi;)
      • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 18:09
        Przepraszam, że odnosze się do Twojego wpisu o "normalnych" szkołach
        na nowym wątku, ale chyba tutaj będzie lepsze miejsce.

        Chyba nie ma szkoł "normalnych" uniwersalnie. Moim zdaniem nalezy
        wziąć pod uwagę następujące sprawy pod uwagę:

        1) organizacyjne typu dojazd

        2) profil klasy odpowiadający zainteresowaniom naszego dziecka

        3) języki obce - jeżeli szkoła nie jest w stanie zapewnić, z róznych
        względów, nauczania na najwyższym z możliwych poziomów, powinna
        dawać szanse na douczanie poza szkołą. Czyli dojazdy do szkoły nie
        dezorganizują całego dnia, nauczyciele nie wymagają wiedzy piątkowej
        ze wszystkich przedmioów - wtedy nie ma czasu na naukę poza szkołą.

        4) poziom klasy odpowiadający poziomowi nasezgo dziecka, dlatego
        polecałabym sprawdzenie średniej punktów po gimnazjum w danej klasie
        a nie minimum czyli progi punktowe.

        5) Używki i bezpieczeństwo - nawet jeżeli założymy, ze nie ma liceów
        bez narkotyków , alkoholu, itp, wierzę, ze są licea, w których
        większość nie bierze i nie pije. Nie jest to typowe zjawisko, ale
        podobno sa szkoły gdzie zmusza się (fizycznie) to narkotyków, warto
        się upewnić, że w "naszej" szkole nie ma przemocy. Dopóki dzieci
        mają prawdziwy wybór, brać czy nie brać, nie bałąbym się tak bardzo.

        I najważniejsze:


        6) atmosfera. Nie do sprawdzenia, niestety;) . Mam nadzieję, że w
        klasach 30 osobowych każdy znajdzie sobie przyjaciół i kolegów. Nie
        sposób porozmawiac ze wszystkimi nauczycielami danej szkoły, ale
        polecam (poza popularnym testem woźnej) test dyrekcji. Moje
        niewielkie doświadczenie (poaństwowe przedszkole plus społeczna
        szkoła) mówi, że dyrekcja może wiele jeżeli chodzi o atmosferę.
        • joa66 do myszmusi 29.08.09, 18:11
          ostatni wpis to do myszmusi:)
        • myszmusia joa66 30.08.09, 07:21
          > Chyba nie ma szkoł "normalnych" uniwersalnie. Moim zdaniem nalezy
          > wziąć pod uwagę następujące sprawy pod uwagę:

          zgadzam sie z tym jak najbardziej ale o ile 4 pierwsze punkty spokojnie samemu mozna sprawdzic to dwa ostatnie niestety trzeba w jakims stopniu "odpytac';-)poznac opinie innych.

          Masz pod tym katem sprawdzone cos "po linii metra" bez jakis wielkich odskoków w bok? (i to raczej nie państwoe;-) bo molochy z klasami a-f jakoś do mnie nie przemawiaja)
          • joa66 Re: joa66 30.08.09, 08:16
            Tak naprawdę jedyną szkołą, o której słyszałam zawsze jednoznacznie
            dobre opinie ( w tym też od obecnych nauczycieli mojego dziecka)
            jest Witkacy, czyli szkoła państwowa. Oczywiście dochodzi to
            element "dostania się", progi róznią się w zalezności od roku, a mój
            syn bez olimpiady byłby raczej na granicy (pod warunkiem, że CKE nie
            ułozy na egzamin gimnazjalny pytania w stylu "Dlaczego Wokulski
            mieszkał w Sztokholmie?" ;) ). Jest to jedyna szkoła, w przypadku
            odpuściłabym warunek średniej punktów i dojazdu.

            Z niepublicznych interesuję się Bednarską i jej "bratem" - liceum.
            im Kuronia. Kuroń jest dla nas beznadziejny pod względem dojazdu,
            ale gdyby okazał się szkołą rewelacyjna, to kto wie.

            Poza tym Grotowski (dla humanistów) i liceum "japońskie".
            "Techniczne" informacje znajdziesz na ich stronach. Co do atmosfery
            i bezpieczeństwa - też szukam informacji na forach, ale tak naprawdę
            najważniejszy jest kontakt z żywym człowiekiem - wizyta w szkole
            plus ewentualnie rozmowa z byłymi lub obecnymi uczniami i
            nauczycielami. W Grotowskim jeszcze nie byłam. W liceum japońskim
            byłam w zeszłym roku, po piewrszym roku ich istnienia. Wtedy była
            tylko klasa informatyczna. Bardzo podobała mi się dyrektor, miła,
            kompetentna i co najważniejsze, nie podlizywała sie rodzicom.
            Podobali mi sie też uczniowie, chociaż jak dla mnie byli specyficzni
            (sami chłopcy - "informatycy";) ). Myślę, że nie dotyczy ich problem
            narkotyków, to zupełnie inny świat. Teraz doszły nowe klasy
            (kulturowa i plastyczna). Na razie klasy są bardzo małe , bo szkoła
            jest nieznana - pierwsza matura chyba w 2011 r.. Trudno też
            wyrokowac o poziomie.

            Ale na razie się przyglądam. Nie ukrywam, że wolałabym szkołę
            publiczną i zdecyduję się na niepublicza tylko wtedy jeżeli naprawdę
            będzie bardzo dobra.
            • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 09:46
              czyli poza bednarska (do której moja córka prawie na pewno;-) nie chce)bierzemy pod uwage te same szkoły.
              Nt witkacego ja mam mieszane odczucia on jest jak na moje oczekiwania chyba za wielki;-)i lekko nie po drodze niestety - trzeba by ja samochodem zabierac a to w liceum juz chyba niezbyt komfortowe.
              o grotowskim nic kompletnie nie moge wygrzebac - co w sumie moze byc na plus - bo najwiecej w sieci jest opinii niezadowolonych najczesciej.Nam jest potrzebna klasa dla humanistów - jezykowców? ale baz strasznego parcia na historie.
              A wiesz,że japonskie ma od tego roku nowa (na szczescie dla nas)lokalizacje?
              • agatka_s Re: joa66 30.08.09, 12:40
                Na linii metra to akurat jest kilka fajnych szkół. Mój syn akurat
                bardziej ścisły więc ja szukam inaczej niż Ty, ale z tych co mi się
                podobały to np Dąbrowski (języki), Zamoyski (fakt, że duży), Frycz
                Modrzewski (dwujęzyczność z niemieckim), Kochanowski (jest zdajsie
                taka klasa bardzo nastawiona humanistycznie, fakt że Kochanowski to
                duża szkoła i troche warunki lokalowe nie teges). Nie na linii
                metra podobały mi się klasa dwujęzyczna i IB w Batorym.

                Mnie (ale to jest bardzo subiektywne !!!!) nie spodobało się w
                Hoffmanowej (chaos), Czackim (??? kompletnie nie rozumiem czemu ta
                szkoła cieszy się takim powodzeniem, mnie tam nic się nie podobało)
                i Nowaku-J (ale w Nowaku przez warunki lokalowe, bo sama idea szkoły
                mnie się akurat podoba, bo to jest niezły trening do pracy w
                korporacjach jeśli ktoś ma taki plan na życie).


                Z "naszego" ścisłego punktu widzenia najbardziej podobał mi się
                Staszic, Poniatowski. Mój syn narazie uznaje tylko Reytana (który
                też jest raczej ścisły, dla ścisłości). Nie dotarłam do Reja i
                zamierzam w tym roku, bo strona wyglada fajnie.

                Co do "dużości" szkół-państwowe licea są mniej więcej wszystkie
                duże, raczej kameralności w liceum się nie znajdzie. Wyjątkiem jest
                chyba Nowa-J, bo tam mało klas. Ale taka duża liczba klas to akurat
                już na poziomie liceum chyba atut. Moim zdaniem kameralność i
                cieplarniane warunki to raczej na poziomie przedszkola i podstawówki
                są potrzebne. młodzieży to raczej właśnie dużej ilości kolegów
                potrzeba, tym bardziej że za chwilę studia a tam napewno nie jest
                kameralnie i trzeba wchodzić w różne interakcje z różnymi ludźmi.
                • joa66 Re: joa66 30.08.09, 12:59
                  agatko- skoro Reytana tez rozważacie - powiedz mi jak wygląda tam
                  nauka angielskiego dla bardziej zaawansowanych. Was ten problem też
                  dotyczy, bo pamietam, że Twój syn jest w klasie dwujęzycznej. I
                  drugie pytanie dotyczące Reytana - może wiesz jaka panuje teraz
                  atmosfera w liceum i czy wymagają od każdego ucznia dużej wiedzy z
                  każdego przedmiotu, czy np. odpuszczają chemię humanistom itd.

                  Nie podobają mi sie wielkie szkoły, ale z drugiej strony nie uważam
                  tego też za straszna tragedię.
                  • agatka_s Re: joa66 30.08.09, 13:26
                    Podeszłam do pani wicedyrektor po spotkaniu i zapytałam wprost, czy
                    dziecko po ich gimnazjum nie "zmarnuje się" w liceum pod kątem
                    angielskiego. Pani powiedziała,że absolutnie bo mają grupy
                    dostosowane do wszelkich poziomów, w tym właśnie dla tych po klasach
                    dwujęzycznych-znają sprawę bo gros licealistów to są absolwenci
                    gimnazjum, klas dwujęzycznych.

                    Nauczyciele z gimnazjum to są Ci sami nauczyciele co w liceum, a ci
                    są diametralnie różni między sobą. Mój syn ma pana "piłę" z
                    polskiego i "nawiedzoną" panią od biologii (nawet hiper ambitni
                    rodzice zauważyli że troche przesadza,ale w dużej mierze dotyczyło
                    to wymagania nauki po angielsku na bardzo wysokim poziomie, jak
                    określiła to pani która sama jest biologiem, na poziomie
                    Uniwersyteckim), ale np pan z fizyki jest takim typem któremu
                    wykazanie choćby najmniejszego wysiłku ze strony tych bardziej
                    humanistycznych wystarcza. Napewno nie ma nacisku na stopnie, na
                    wyniki. Owszem jest zawsze informacja o wynikach klasy,
                    poszczególnych uczniów (np ja dostaje, ale tylko jest to do naszej
                    wiadomości, które w "rankingu" klasowym jeśli chodzi o średnią jest
                    moje dziecko itp ale to jest zawsze w kontekście pozytywnym-o co
                    zresztą nietrudno jeśli średnia klasowa oscyluje w granicach 4 z
                    dużym kawałkiem). Tylko oczywiście gimnazjum jest ogólne-liceum to
                    już specjalizacja, to pewnie jest ciut inaczej.

                    Jeśli mój syn wybierze Reytana to właśnie przez atmosfere i fajne
                    doswiadczenia (jeśli coś złego się nie wydarzy tfu tfu !!!), a nie
                    dlatego ze szkoła jest wysoko w rankingach (jest nieźle ale to nie
                    jest szpic).


                    Mnie w Liceum Reytana nie podoba się tylko taki lekki marazm w
                    stosunku do gimnazjum (które fakt jest wyjątkowo aktywizujace
                    dzieciaki i mające wiele do zaoferowania poza nauką) i w stosunku do
                    innych liceów. Ale to jest kwestia Dyrekcji, no niestety Pan
                    Dyrektor liceum troche śpi....(dobrze że chociaż niezłą stronę
                    internetowa zrobili, bo długo straszyła stara "bez jaj")
                    • joa66 Re: joa66 30.08.09, 13:37
                      Dzięki.
                • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 14:14
                  > Co do "dużości" szkół-państwowe licea są mniej więcej wszystkie
                  > duże, raczej kameralności w liceum się nie znajdzie.

                  no właśnie chociazby ja w reytanie - 6 klas pierwszych po myle min 25 osób to jest straszliwy tłum, nie sposób w tym tłumie wiedziec kto jest kto;-) a przy wiekszej anonimowosci to moze byc róznie.
                  dlatego my chyba jednka bedziemy obstawic niepanstwowe. Na razie chyba grotowski jest nr 1;-) on tez nie całkiem malutki ale jak dla mnie akceptowalny na wielkośc.
                  Ale bardzo chetnie poczytam opinie o wszystkich mozliwych liceach.

                  nowak dla nas odpada własnie przez ta "korporacyjnośc' - moja raczej z "wolnych zawodów" na przyszłość;-)
                  • joa66 Re: joa66 30.08.09, 16:03
                    Dlaczego nie Bednarska ?

                    I dlaczego Grotowski?:) Wiesz coś o atmosferze? Trochę się boję tzw.
                    bananowej młodzieży, wiem określenie okropne, ale nie chciałabym,
                    żeby to była taka szkoła , w której modziez robi to co chce , a
                    chce głownie się bawić;)

                    Trochę mnie tez zniechęca fakt, że język obcy jest uczony w 3 klasie
                    z podręcznika, który mój syn ma w 2 klasie gimnazjum.
                    • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 16:19
                      > Dlaczego nie Bednarska ?
                      dostała sie do gimnazjum i jeszcze przed poczatkiem roku wtedy zrezygnowała sama, posłuchała, popatrzyla i powiedziala,ze jej nie pasuje. Wiem,ze liceum to nie do konca to samo ale jednak podobnie.
                      Mnie stamtad odstrasza ta przeprowadzka w (gdyby tam córka była) maturalnej klasie. I sory to pewnie dla niektórych bardzo zła motywacja ale uczniowie płacacy i niepłacacy czesnego w jednej szkole - czyli ci co płaca "zrzucaja" sie na czesne tych co nie płaca. Wystarczy,że z podatkow opłacam państwowa oświate (jestem w tym momencie szczera - ale to mój argument a nie córki;-))

                      A grotowski? tam chyba jednak nie robia całkiem tego co chca;-)A własnie atmosfera z tego co na razie wiem jest ok, i nie "zarzynaja";-) a ja wole to zamiast wyścigu szczurów no i jest średniej wielkości nie super mały ale dośc kameralny.
                      A czemu sadzisz,że "bananowa młodziez" tam jest głównie.Takie opinie to ja o bednarskiej własnie słyszałam ;-) ,że kasa rodziców ma znaczenie;-)a młodziez z tej kasy korzysta głównie zabawowo.
                      Co nieco o kasie rodzicow mówi jak sie w dniu zebran popatrzy na samochody pod szkoła;-)- taki uproszczony (bardzo) tescik;-)
                      • joa66 Re: joa66 30.08.09, 16:32
                        Mnie nie przeszkadza to, że w szkole są uczniowie, którzy nie płacą.

                        A co do bananowej młodziezy:) Powtarzam popularną opinię o szkołąch
                        niepublicznych w ogóle, w dodatku słyszałam, że to szkołą dla
                        gwiazdek serialii. Sama mam bardzo dobre doświadczenia ze szkołą
                        społeczną. Jedną. O innych nie wiem nic (mój syn jest najstarszym
                        dzieckiem w okolicy, nawet jego koledzy w klasie mają młodsze
                        rodzeńtswo a nie starsze).

                        Nie mam problemu z płaceniem czesnego czy opłacaniem wycieczek
                        gdziekolwiek. Ale mój syn będzie jeździł do szkoły tramwajem, a nie
                        własnym samochodem, nie będzie codziennie po lekcjach stołował się
                        w najmodniejszych restauracjach a w weekendy bywał w najmodniejszych
                        klubach:). I nie dostanie wypiekó na widok najnowszych komórek i
                        gadżetów. Troche też boję się uzywek w tej szkole.

                        Ale to moja wyobraźnia podsycana niektórymi opiniami. Chciałabym
                        wiedzieć jak jest naprawdę.
                        • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 16:54
                          Troche też boję się uzywek w tej szkole.

                          tego to sie boje wszedzie;-)

                          . Ale mój syn będzie jeździł do szkoły tramwajem, a nie
                          > własnym samochodem,
                          własnym to sie chyba nie da;-) na prawdko za wczesnie.MOja chciałaby wyłącznie komunikacja miejscka ale ze wzgledu na miejsce gdzie mieszkamy sie nie da.

                          w restauracja tak czy inaczej jesc nei bedzie bo by sie jej światopoglad musial potwornie pozmieniac , a kluby jej kompletnie nie bawia
                          wypieków na widok jakichkolwiek gadzetów nie dostaje;-)

                          ale tzn ,że wg ciebie tam tak jest własnie gadzety kluby itp...?
                          • joa66 Re: joa66 30.08.09, 19:01
                            Ja nie wiem co tam jest. Powtarzam co ludzie mówią, chociaż wiem, że
                            czasami ma się to nijak do prawdy. Na pewno chcę zobaczyć tę szkołę
                            na żywo. Wierzę w swoja intuicję:)
                        • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 16:56
                          Nie mam problemu z płaceniem czesnego czy opłacaniem wycieczek
                          gdziekolwiek.

                          wiesz ja tez - ale za moje - dziecko (tyle,ze gdyby to była JEJ wymarzona szkoła to ja bym to bez problemu przełkneła (to placenie za innych)
                  • kkokos Re: joa66 30.08.09, 17:15
                    > no właśnie chociazby ja w reytanie - 6 klas pierwszych po myle min
                    25 osób to j
                    > est straszliwy tłum, nie sposób w tym tłumie wiedziec kto jest
                    kto;-) a przy wi
                    > ekszej anonimowosci to moze byc róznie.

                    myszusiu, albo jesteś bardzo młoda i sama chodziłąś wyłacznie do
                    społecznych miniszkół, albo masz jakąś fobię. w twoim życiu szkolnym
                    nie wyszłaś poza B?
                    sześć klas w roczniku to 18 w szkole, to taki tłum? ja chodziłam do
                    E, czyli przy czterech latach liecum było to 20 klas i szkoła wcale
                    nie uchodziła za molocha. czy ty nie przesadzasz?
                    • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 17:43
                      ja chodziłam do f;-) w kazdej klasie prawie 30 - to BYŁ tłum który sie prawie nie znał, nauczyciele czesto nawet nie wiedzieli nie tylko z której klasy ale czy to w ogóle uczen danej szkoły. BYł nawet przez jakis czas pomysl noszenia identyfikatorów. Naprawde w takim tłumie masa rzeczy jest anonimowa.

                      A młoda (nawet w porównaniu do wieku mam mojej córy ) nie jestem;-)
                      a szkoda;-)
                      • kkokos Re: joa66 30.08.09, 17:48
                        > ja chodziłam do f;-) w kazdej klasie prawie 30 - to BYŁ tłum który
                        sie prawie n
                        > ie znał, nauczyciele czesto nawet nie wiedzieli nie tylko z której
                        klasy ale cz
                        > y to w ogóle uczen danej szkoły.

                        cóż, mogę tylko powtórzyć - w mojej szkole do E nie było problemów z
                        tłumem, a dyrektor znał każdego ucznia jak nie z imienia i nazwiska,
                        to z jednego z tych dwóch. być moze to był wyjątkowy dyrektor.
                        • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 17:49
                          być moze to był wyjątkowy dyrektor.

                          chyba tak:-)
                          • agatka_s Re: joa66 30.08.09, 18:01
                            A moje dziecko chodziło do bardzo malutkiej i kameralnej
                            (społecznej) podstawówki (po 2 klasy po 15 osób) i w tym
                            molochowatym Reytanie jest zakochane (podobnie jak 3 jego kolegów z
                            tej samej podstawówki) bo jest przestrzeń, bo są pracownie
                            przedmiotowe, bo czasem żeby przejść z jednej sali do drugiej
                            brakuje przerwy (to była przygoda jak się spóźnili całą klasą bo się
                            pogubili), bo są 2 sale gimnastyczne, bo jak idą na msze całą szkoła
                            to zajmują cały kościół, bo mają wiele różnych propozycji spędzania
                            czasu i zawsze znajdzie się wystarczająca ilość chętnych, bo można
                            zbudować silną reprezentację szkoły w wielu dyscyplinach sportu.

                            Mój syn mówi ze dopiero teraz wie co to PRAWDZIWA szkoła.
                            • joa66 Re: joa66 30.08.09, 18:59
                              ", bo jak idą na msze całą szkoła to zajmują cały kościół"

                              Idą na mszę całą szkołą???

                              • myszmusia Re: joa66 30.08.09, 19:04
                                > Idą na mszę całą szkołą???

                                no u nas tez:-) np. na poczatek roku. CO nie znaczy,ze wszyscy tacy bogobojni (u nas) teraz sporo szkól z tego co wiem tak zaczyna własnie np. rok szkolny
                                • agatka_s Re: joa66 30.08.09, 19:16
                                  myszmusia napisała:

                                  > > Idą na mszę całą szkołą???
                                  >
                                  > no u nas tez:-) np. na poczatek roku. CO nie znaczy,ze wszyscy
                                  tacy bogobojni
                                  > (u nas) teraz sporo szkól z tego co wiem tak zaczyna własnie np.
                                  rok szkolny


                                  Tak. W Reytanie związek z kościołem Św Michała jest bardzo trwały
                                  od dziesięcioleci i jest to element bycia Reytaniakiem, każda
                                  uroczystość szkolna czy wydarzenie szkolne ma też odpowiednik we
                                  mszy "reytaniackiej" właśnie w kościele Św Michała w dolnym
                                  kościele. Ksiądz Ujma jest ważną postacią w życiu szkoły, niestety
                                  od tego roku już nie będzie uczył. Dzieci bardzo go lubiły i
                                  strasznie żałują.

                                  Ten Kościół to taka sama tradycja jak klub kajakowy prowadzony przez
                                  Profesora Engela, który jeszcze mnie uczył, czyli było to dużo lat
                                  temu....

                                  Wiadomo, że nie wszyscy birą udział we mszach ale brdzo duża liczba
                                  uczniów. W klasie mojego syna 100% osób chodzi na religie.

                                  W tym roku będzie ciężko bo msza jest o 7.30...mój syn wciąż myśli
                                  czy da rade pójść....
      • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 18:49
        joa66 napisala:
        p.s. swoją drogą ciekawe do jakie szkoły chodzą dzieci autora
        wypowiedzi;)

        Ciekawe gdzie on sam chodzil iciekawe gdzie studiowal.
        Na psychologie UW zawsze ciezko sie bylo dostac, wiec trafialo tam wiele ofiar
        "prestizowych liceow". Ale ich dzieci po latach czesto laduja w tych samych
        miejscach...No i sporo ich na Bednarskiej.
        • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 19:06
          To pytanie przyszło mi do głowy ponieważ czytałam kiedys podobny w
          tonie wywiad z dyrektorem szkoły "Kąt" (mam nadzieję, że nie
          przekręcam nazwy). Na podobne pytanie odpowiedział, że jego dziecko
          chodzi na Bednarską.
          • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 23:55
            Na podobne pytanie odpowiedział, że jego dziecko
            > chodzi na Bednarską.

            www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=1137&news_id=253401&layout=18&forum_id=14910
            &fpage=Threads&page=text
    • Gość: menodo Re: Artykuł w "Polsce" IP: 77.255.250.* 29.08.09, 17:59
      Nie, no takich bzdur to ja juz dawno nie czytalam.

      Tak -tak, najlepiej zeby dziecko zeby czytalo brawo, potem niech sobie pogra w
      cos, potem moze niech wyskoczy na miasto pouczyc sie zycia ( Galeria Mokotow
      podobno jest dobra dla dziewczat). Niech sie tylko nie stresuje! Po co nauka
      jezykow, po co mu jakies za trudne ksiazki, dlaczego ma chodzic na przeglady
      ambitnych filmow, skoro woli popatrzec na Polsat. Jesli uzbiera sobie ze 100
      punktow w gimnazjum i dostanie sie do wymarzonego liceum - nie pozwolmy, aby
      dzieciak sie przeuczal, niech dalej sie uczy przede wszystkim zycia. Jesli
      powie, ze chce zostac prawnikiem - zaprowadzmy do na uniwersytet i niech
      przeczyta sobie w informatorze jakie sa wymagania ...(to moj ulubiony kwiatek w
      tym wywiadzie)
      Coz, wymaganiom moze nie sprostac -wiec moze najpierw zalozyc rodzine...W koncu
      tyle juz wie o zyciu...Moze praca w Anglii a po powrocie tzn. ok 30 juz moze
      rozpoczac studia na prawie; to zreszta najlepszy wiek - juz ok. 40 moze byc
      jakims stazysta... Jesli sie nie uda -no coz, zawsze jeszcze jest lada po
      dziadku, mozna ja sprzedac i jakos to bedzie...

      Nie, juz nie moge dalej:)Verdano, umknely Ci te wszystkie bzdury czy naprawde
      sie z nimi zgadzasz?
      • ratyzbona Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 19:31
        To raczej ty nie przeczytałaś ze zrozumieniem. Autor tego artykułu
        mówi - ważniejsze od prestiżowej szkoły, wyselekcjonowanego
        towarzystwa i dziesiątków zajęć dodatkowych jest wspieranie dziecka w
        jego pasji i dbanie o to by nie tylko dbał o dobrą średnią ale
        znalazł sobie coś co go interesuje. Autor tego artykułu patrzy nieco
        dalej w przyszłość niż większośc rodziców. Na pierwszym roku studiów
        nikogo nie obchodzi średnia 5,0 ze wszystkich przedmiotów ale to czy
        potrafi się spędzić kilka godzin w bibliotece czytając o tym co
        wybralo się za przedmiot studiów. Model nauki jaki obpowiązuje i w
        jaki ty wierzysz wygląda tak - najlepsze liceum w którym mamy
        wyselekcjonowaną zdolną młodzież rozmowaiającą na przerwach o Kancie
        zaś po połudnaim biegającą na pokazy kina jugoslowiańskiego o ile ma
        na to czas bo przecież jest jeszcze angielski hiszpański taniec gra
        na klawesynie i mnóstwo innych rzeczy. Taka edukacja pozwala dostać
        się na wyższe studia w równym stopniu co uczenie się historii
        czytanie komiksów i wólczenie się ze znajomymi po lesie. Bo tak
        naprawdę liczy się pasja. Problem polega na tym że na uczniu twojej
        szkoły wciąż ciąży presja zaś mój podejmuje walsne wybory. Zaś
        studiują podobnie bo jeden jest pracowity zaś drugi naczuył się sam
        sobie organizować czas. Zaś wsparcie ze strony rodziców którzy
        potrafią zrozumieć że ma się dwóje z fizyki i szóstkę z polskiego i
        że obie oceny są dobre jest najwazniejszą rzeczą jaką powinno się
        dziecku zapewnić. Jesli twoim zdaniem na studia prawnicze powinni
        chodzić tylko młodociani inteligenci to strzeż nas panie boże od
        takich prawników.
        • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 20:01
          a ja mam wrażene, że autor wplata tam jakiś koszmarny zlepek
          stereotypów, niestety, sporo bzdur. bo niestety dzieci, które - jak
          pisze ratyzbona - mają dwójki z przedmiotów nielubianych, a szóstkę
          z jednego ukochanego i bez trudu pokonują wszystkie szczeble
          edukacji, gdyż wszyscy padają na kolana przed geniuszem/entuzjastą
          polskiego czy chemii nie bacząc na dwóje na świadectwach, jest
          zdecydowana mniejszość, jeśli w ogóle nie wyjątki. czyli powoływanie
          się na taki przykład prowadzi do dyskusji czysto akademickiej.

          natomiast ten passus:

          A jeśli widzimy, że nauczyciele są niewymagający, a rówieśnicy
          tępi? Szkołę nie jest łatwo zmienić, co więc robić, by pomóc naszemu
          dziecku w rozwoju?
          Dziecko samo znajdzie sposób na rozwijanie się. Jeśli interesuje się
          literaturą, to będzie czytać. Nie musimy dawać dzieciom wszystkiego
          na tacy. One same doskonale potrafią wpływać na swoje środowisko i
          je kształtować według swoich potrzeb.


          jest dla mnie bzdurą. bo oczywiście jeśli iteresuje się literaturą,
          to będzie czytać, ale jeśli nie ma żadnej pasji? może TYLKO tłuc
          metina lub grać w karty typu dragon balls, z których wydawałoby się
          wyrośnąć powinno już dawno, a nie wyrosło? jeśli dziewczynka
          naprawdę rozmawia wyłącznie o bravo, ciuchach i bohaterach reality
          shows na mtv? to nieprawda, że środowisko debili naszemu dziecku nie
          zaszkodzi - i tak, ja jestem z tych matek idiotek, co by wolały, by
          ich córka chodziła do filharmonii zamiast snuć się po galerii
          handlowej.

          Ale jeśli idzie tam po to, żeby pokazać swoje obycie kulturalne,
          to co to za stymulacja?

          tia, mając lat 13-16 sporo rzeczy obejrzałam/przeczytałam z czystego
          snobizmu. i owszem, stymulowalo. i do dziś procentuje. ten pan jest
          idiotą. nie przyszło mu do głowy, że można czytać bravo tylko
          dlatego, że inni czytają? jego zdaniem to drugie jest lepsze od tego
          pierwszego?

          bardzo zgadzam sie z ostatnim akapitem tekstu, ale to co ten pan
          mówi powyżej jest dla mnie niestety nie do przyjęcia.
          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:08
            Jak dziecko nie ma żadnej pasji. to po cholerę mu dobre liceum? Obawiam się , ze
            z pustego i Salomon nie naleje. Problem w tym, ze dziecko niczym nie
            zainteresowane, kompletnie bierne, co to ani fizyka go nie interesuje, ani
            czytać nie chce, ani muzyka nie ciągnie - to po prostu liceum nie jest dla
            niego. Ale już co do towarzystwa takiej młodzieży, to mam mieszane uczucia -
            właśnie sporo takich było w moim dobrym liceum (11 osób na miejsce),
            wymieszanych starannie z tymi ambitnymi. Uczyłam w bardzo "złym" liceum i tam
            tez sporo młodzieży miało zainteresowanie - nie bardzo chce mi się wierzyć w
            klasy złożone z samych niezainteresowanych ludzi, gdzie jedno - i to nasze -
            dziecko jest tym "lepszym".
            Nie jest to zdanie skierowane do Ciebie, bo wiem, ze tak nie jest. Ale jako dama
            starsza widzę moich rówieśników, niezwykle ambitnych w szkole, którzy czytali
            wyłącznie literaturę iberoamerykańską (ze snobizmu) i chodzili wyłącznie na
            filmy w Ośrodku Francuskim (fakt, do wyboru dużo nie było).
            Teraz nie czytają nic (tez nie 100%, ale zasadnicza większość. Bo "nie maja
            czasu". A moim zdaniem nie nauczyli się, ze czytanie jest rozrywka, dla nich
            nadal jest snobizmem. To już wole, jak moje dzieci zaczynają od Bravo, czytają z
            przyjemnością te bzdury, maja o czym rozmawiać z koleżankami - potem płynnie
            przechodzą do "Forum". Nie jestem przekonana, ze czytanie ze snobizmu przekłada
            się na czytanie przez resztę życia - czytanie dla czystej przyjemności czytania
            - częściej.
            Ja jestem z tych matek, co wola, aby córka snuła się z przyjaciółkami po
            galerii, niż samotnie uczęszczała do filharmonii. Albo robiła i jedno i drugie -
            ale sama filharmonia - nie. Nie sama sztuka wyższą człowiek żyje.
        • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 20:22
          Czyli znowu:
          Ci z "prestizowych" szkol co czytaja Kanta, chodza na przeglady filmow i do
          szkoly muzycznej i jeszcze nie daj boze maja dobre stopnie - pasji nie maja?
          Wszystko co robia jest wymuszone przez bezdusznych rodzicow i szkole.

          Ale ci z "nieprestizowych" szkol - co maja wiecej czasu zeby chodzic po lesie
          pasje maja? Ci z kolei nie tylko maja pasje, ale tez szkola wspiera ich talenty
          a rodzice dusze.

          Czyli najlepsze szkoly to tak konkretnie ktore sa na przyklad? W rankingu
          warszawskim od ktorego miejsca w dol?

          Tylko pytanie -dlaczego tak niewielu absolwentow tych swietnych
          dolnorankingowych szkol na studia dzienne?


          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:18
            Chocby dlatego, ze najlepsze szkoły przyjmują najpilniejszych uczniów o
            najlepszych wynikach. Musiały by się napracowac, aby ich zepsuć. Mysle, ze
            większość tej mlodzieży bylaby rownie dobra w szkolach nieco slabszych.
            Poza tym dochodza korepetycje.
            Oraz ambicja rodziców+pieniądze+możliwości, ktorych czesto nie ma mlodzież ,
            ktorej rodzice nie interesuja się edukacja, albo nie majna nią pieniedzy (co np.
            ma znaczenie przy egzaminie z językow, nie da się ukryć).
            Z drugiej strony - większośc studentow UW jest z prowincji, z miast, w ktorym sa
            jeden-dwa ogolniaki, bardzo średnie zazwyczaj. I ci ludzie dostają sie na
            studia, wyprzedzajac nawet absolwentow renomowanych warszawskich szkół.
            Gdyby zależność była aż taka prosta - po dobrym liceum uczeń zdaje na studia, po
            słabszym - nie zdaje - absolwentów miernych prowincjonalnych LO powinno na nich
            nie być. A są.
            • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 00:55
              Z drugiej strony - większośc studentow UW jest z prowincji, z miast, w ktorym s
              > a
              > jeden-dwa ogolniaki, bardzo średnie zazwyczaj. I ci ludzie dostają sie na
              > studia, wyprzedzajac nawet absolwentow renomowanych warszawskich szkół.
              > Gdyby zależność była aż taka prosta - po dobrym liceum uczeń zdaje na studia, p
              > o
              > słabszym - nie zdaje - absolwentów miernych prowincjonalnych LO powinno na nic
              > h
              > nie być. A są.

              Hehe, znam te prowincjonalne szkoly :) Sama mieszkalam w malym miasteczku i
              dojezdzalam przez rok 20 km do liceum...Takiego wyscigu szczurow jak tam nie
              doswiadczylam juz nigdzie. Tylko ze tam nikt nie prowadzi takich dyskusji jak tu
              na forum. Atmosfera w szkole? Rozwoj osobowosci? Czy nie za duza presja na dziecko?
              Celem sa studia dzienne w najlepszych uczelniach w Polsce, a najchetniej za
              granica. A potem dobra praca, dobra placa i dobre zycie. I nikt tam nie ma
              anoreksji ani nerwicy natrectw, ani depresji.
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl E tam 30.08.09, 17:21
                Ta cała dyskusja jest strasznie warszawocentryczna. Mieszkam w Warszawie od
                niedawna i bardzo mnie bawi ta mania klasyfikacji szkół na prestiżowe i nie.
                Tego nie ma w innych miejscach w Polsce. Nigdzie. To Warszawa jest dziwacznym
                wyjątkiem.

                W Krakowie, owszem, są tak ze dwa licea uważane za prestiżowe, ale bez przesady.
                Nikomu nie przyszłoby do głowy dyskutować w Krakowie na temat, czy uczniowie z
                innych liceów niż te dwa dostaną się na medycynę na UJ.

                Kończyłam liceum w Rzeszowie, gdzie też są dwa uważane za lepsze od innych.
                Zrobiłam doktorat na UJ, teraz pracuję na PAN w Warszawie.

                Zdecydowanie popieram Verdanę. Stuknijcie się wszyscy w główkę z tymi
                prestiżowymi szkołami. Nikt w Polsce tak się tym nie przejmuje, jak warszawiacy.
                Mam na ten temat teorię - to wszystko dlatego, że większość Warszawiaków to
                ludzie przyjezdni, żądni awansu społecznego, pragnący aby ich dzieci miały
                łatwiej niż oni.
                • myszmusia Re: E tam 30.08.09, 17:38
                  widzisz i dlatego ja (i nie tylko ja na tym forum tez)szukam DOBREGO i NORMALNEGO liceum a co to znaczy jest troche wyzej.

                  A co do tzw prestizowych (chociaz to tez dla różnych osob znaczy rożne rzeczy) wsród nich tez sa "lepsze i gorsze" ale jest w warszawie o wiele wiekszy wybór i moze stac trudnośc? To nie sa dwa licea tylko o wiele wiecej.

                  Acha i zeby nie było watpliwosci ja jestem warszawska od kilku co najmniej pokolen;-)ale moze dlatego decydujacym kryterium dla mnie i mojego dziecka nie jest cyferka w rankingu;-) tylko właśnie m.in ta normalnosc szkoły.

                  może faktyczne byłoby inaczej gdyby pół polski nie miało takiego "parcia na warszawe".
                  Ty chyba nie masz jeszcze dzieci na takim etapie edukacji?;-)
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 30.08.09, 19:20
                    > jest w warszawie o wiele wiekszy wybór
                    > i moze stac trudnośc? To nie sa dwa licea tylko o wiele wiecej.

                    Moja kuzynka z Rzeszowa skończyła jakieś normalne liceum, nie jedno z tych dwóch
                    "lepszych", a teraz studiuje na SGH. W ten sposób przegoniła co najmniej kilku
                    warszawiaków z dobrych warszawskich liceów, pośród których ty tak przebierasz.
                    Uważaj, bo pomimo nawet najlepszego wyboru szkoły twoje dziecko też może
                    przegrać z kimś mało znanej szkoły na dalekim Podkarpaciu. ;-)

                    Więcej chodzi o własną pracę ucznia, a mniej o szkołę. Mam dwóch kolegów ze
                    studiów, obaj teraz z doktoratami - z fizyki i astronomii - jeden skończył
                    samochodówkę, a drugi technikum cukrownicze.

                    Proponuję wyluzować. W Polsce za dużo się myśli o "stwarzaniu warunków", a za
                    mało o pracy własnej - czyli jest takie niewyartykułowane przekonanie u wielu
                    rodziców, że po stworzeniu dziecku idealnych warunków sukcesy same przyjdą.
                    Rozpatrywanie w takich kategoriach - jak w Warszawie - wyboru spośród
                    PIĘĆDZIESIĘCIU bardzo dobrych liceów to jest dzielenie włosa na czworo. Niech
                    szkoła będzie wystarczająco dobra i szafa gra. A nawet jeśli okaże się, że nie
                    jest wystarczająco dobra - to jeszcze nic straconego.
                    Np. moja szkoła nie była wystarczająco dobra z fizyki, była to szkoła typowo
                    humanistyczna, a jednak zrobiłam doktorat z fizyki.
                    • agatka_s Re: E tam 30.08.09, 19:32
                      Ty chyba nie masz dzieci ?

                      Nie myślisz jak rodzic. Rodzic (taki w miarę normalny) chce dla
                      swojego dziecka jak najlepiej (choć oczywiście każdy rodzic ciut
                      inaczej to "najlepiej" rozumie). Dla niektórych tym najlepiej jest
                      znalezienie szkoły w której dziecku będzie dobrze. My tu troszke
                      właśnie nad tym dyskutujemy-w jakiej szkole dzieciom jest najlepiej
                      i każda z nas ma ciut inny pogląd na to, bo każdy to "coś" inaczej
                      pojmuje, co innego bierze pod uwagę. Moim zdaniem zresztą to
                      dobrze, że każdy trochę inaczej to widzi, zawsze można się
                      pozastanawiać czy mój punkt widzenia jest słuszny. Przy czym
                      chciałabym podkreślić to nie jest nic złego ze się chce dla dziecka
                      jak najlepiej, nawet jak się rozumuje w taki prosty sposób dobra
                      szkoła=dobre życie. Lepiej tak, niż nie interesować się dzieckiem
                      wcale i mieć go ogólnie gdzieś (a tak jest chyba w większości rodzin
                      jednak). Jeśli można wybierać (tak, tak to przywilej dużych miast to
                      w ogóle można wybierać: gdzie się chce mieszkac, do jakiej knajpy
                      się chodzi, do jakiego teatru kina...) to trzeba z takiej możliwości
                      korzystać. Ja jak kupowałam samochód to brałam pod uwagę
                      kilkanaście różnych marek, a co dopiero jak mamy wybrać szkołę dla
                      dziecka...

                      A tak na marginesie to ja jestem warszawianką w 4 pokoleniu, mój syn
                      w piątym.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 30.08.09, 22:18
                        > Ty chyba nie masz dzieci ?
                        > Nie myślisz jak rodzic. (...)
                        > My tu troszke właśnie nad tym dyskutujemy-w jakiej szkole dzieciom
                        > jest najlepiej

                        Sądzę, że stąd różnica zdań. Jestem jeszcze tak młoda, że pamiętam własne
                        liceum, wypowiadam się więc z pozycji głównego zainteresowanego, czyli ucznia -
                        a nie rodzica. :-)
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 30.08.09, 19:24
                    > Acha i zeby nie było watpliwosci ja jestem warszawska od kilku co najmniej
                    pokolen;-)

                    Jeśli w ten sposób podważasz moją teorię o przyjezdnych żądnych awansu
                    społecznego... To nie pozostaje nic innego jak teoria nr 2: warszawski snobizm. ;-)
                    • Gość: menodo Re: E tam IP: 77.255.250.* 30.08.09, 19:36
                      "Jeśli w ten sposób podważasz moją teorię o przyjezdnych żądnych awansu
                      > społecznego... To nie pozostaje nic innego jak teoria nr 2: warszawski snobizm."

                      Sorki Anuszka, a Ty to niby co robisz w Warszawie? Korki tez Ci przeszkadzaja w
                      stolicy? Bo czesto to slysze od przyjezdnych, zwlaszcza z Krakowa.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 30.08.09, 22:26
                        > Sorki Anuszka, a Ty to niby co robisz w Warszawie? Korki tez Ci przeszkadzaja w
                        > stolicy? Bo czesto to slysze od przyjezdnych, zwlaszcza z Krakowa.

                        Jejku, ale nie znasz się na żartach. Emotikonkę pominęłaś.
                        Akurat drożność ulic jest zdecydowanie gorsza w Krakowie.

                        Ale sami widzicie, że na temat "dobrych szkół" najenergiczniej dyskutują tutaj
                        warszawiacy. Naprawdę, warszawskie podejście do edukacji nie jest typowe w
                        Polsce. A zwróćcie uwagę, że większość studentów dobrych uczelni jednak NIE jest
                        z Warszawy. Czyli w całej Polsce ludzie mogą żyć i nie zawracać sobie głowy
                        troską o najlepszą, ale to najlepszą szkołę dla dziecka. Tylko w Warszawie nie
                        mogą. Dla mnie to po prostu jedno z warszawskich dziwactw. Akceptuję jako
                        miejscowy folklor, ale nie biorę zbyt serio.
                        • menodo Re: E tam 30.08.09, 23:32

                          Czyli w całej Polsce ludzie mogą żyć i nie zawracać sobie głowy
                          > troską o najlepszą, ale to najlepszą szkołę dla dziecka. Tylko w Warszawie nie
                          > mogą. Dla mnie to po prostu jedno z warszawskich dziwactw. Akceptuję jako
                          > miejscowy folklor, ale nie biorę zbyt serio.

                          Chyba rzeczywiscie malo w zyciu widzialas skoro dziwi cie, ze w 2 mln. miescie,
                          gdzie jest 150 liceow ktos sie zastanawia ktore wybrac.
                          • myszmusia Re: E tam 31.08.09, 05:22
                            >
                            > Chyba rzeczywiscie malo w zyciu widzialas skoro dziwi cie, ze w 2 mln. miescie,
                            > gdzie jest 150 liceow ktos sie zastanawia ktore wybrac.
                            podpisuje sie pod tym
                          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 31.08.09, 09:07
                            > Chyba rzeczywiscie malo w zyciu widzialas

                            Co znaczy ta inwokacja? Do czego odnosi się "rzeczywiście"? Przecież nigdzie nie
                            napisałam, że "widziałam mało w życiu". Chcesz mi po prostu dopieprzyć ad
                            personam. Zastanów się przez chwilę, czy po to piszesz na tym forum, żeby bawić
                            się w takie gierki.

                            > skoro dziwi cie, ze w 2 mln. miescie,
                            > gdzie jest 150 liceow ktos sie zastanawia ktore wybrac.

                            Gdy powiadacie, że spośród tych 150 liceów 50 jest bardzo dobrych, to owszem,
                            wybór - które z tych pięćdziesięciu - jest to w dużym stopniu dzielenie włosa na
                            czworo. Co innego, gdybyście (o, pardon: gdyby wasze dzieci!) zastanawiały się
                            nad wyborem pomiędzy jednym czy drugim liceum absolutnie znakomitym, a
                            pięćdziesięcioma zaledwie dobrymi.
                        • myszmusia Re: E tam 31.08.09, 05:22
                          A zwróćcie uwagę, że większość studentów dobrych uczelni jednak NIE jes
                          > t
                          > z Warszawy.

                          co tylko potwierdza "parcie na stolice";-)
                          Ile POZA warszawa jest wyzszych uczelnie? w małych miastach ? - gdzie maja studiowac o ile w ogóle chca studiowac?
                          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 31.08.09, 09:12
                            > co tylko potwierdza "parcie na stolice";-)
                            > Ile POZA warszawa jest wyzszych uczelnie? w małych miastach ? - gdzie maja stud
                            > iowac o ile w ogóle chca studiowac?

                            Halo, tu Ziemia! Sprawdź, ilu studentów jest w Krakowie.
                            Dobre uczelnie (albo inaczej: dobre kierunki) istnieją nie tylko w Warszawie.

                            Coś ci się tutaj w ogóle myli, bo co chcesz udowodnić? Ja mówię o
                            nieuzasadnionym warszawocentryzmie warszawiaków, a ty mi jako kontrargument
                            podajesz, że wielu młodych ludzi z Polski studiuje w Warszawie, czyli mają
                            parcie na stolicę. Udowadniasz więc moją tezę, a nie twoją: Maturzyści z
                            dalekich miast doskonale dostają się na studia w Warszawie. Gdybyś chciała
                            udowodnić własną tezę - podpowiem ci - musiałabyś mi dowieść, że ludzie z
                            dalekich miast w Polsce specjalnie posyłają dzieci do warszawskich liceów, aby
                            zdały w nich maturę, by mieć większe szanse na studia w Warszawie. Tego jednak
                            nie udowodnisz.
                            • myszmusia Re: E tam 31.08.09, 09:23
                              Sprawdź, ilu studentów jest w Krakowie.
                              > Dobre uczelnie (albo inaczej: dobre kierunki) istnieją nie tylko w Warszawie.

                              napisałam - małych - kraków dla mnie nie jest małym miastem;-)
                              alez nikt im nie broni studiowac gdzieindziej - tylko czemu tak duzo chce w warszawie;-)
                              musiałabyś mi dowieść, że ludzie z
                              > dalekich miast w Polsce specjalnie posyłają dzieci do warszawskich liceów, aby
                              > zdały w nich maturę, by mieć większe szanse na studia w Warszawie. Tego jednak
                              > nie udowodnisz.
                              i nie zamierzam ci nieczego udowadniac.
                              To ty napisałas, że wiekszosc posyłajacych /wybierajacych licea w warszawie jest "przyjezdnych" warszawiaków.
                              gdyby ci umkneło to cie zacytuje
                              "Mam na ten temat teorię - to wszystko dlatego, że większość Warszawiaków to
                              ludzie przyjezdni, żądni awansu społecznego, pragnący aby ich dzieci miały
                              łatwiej niż oni."

                              a poza tym ja nigdzie nie napisałm,ze chce dzicko posłac do PRESTIZOWEGO liceum, chce do dobrego:-)
                              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 31.08.09, 11:42
                                > To ty napisałas, że wiekszosc posyłajacych /wybierajacych licea w warszawie jes
                                > t "przyjezdnych" warszawiaków.
                                > gdyby ci umkneło to cie zacytuje
                                > "Mam na ten temat teorię - to wszystko dlatego, że większość Warszawiaków to
                                > ludzie przyjezdni, żądni awansu społecznego, pragnący aby ich dzieci miały
                                > łatwiej niż oni."

                                :-))) Ależ źle mnie zrozumiałaś!

                                Przyjezdni warszawiacy, którzy już w Warszawie mają dzieci - wiadomo, że
                                posyłają je do warszawskich szkół, bo to bliżej. Ale nie ma takiego zjawiska,
                                żeby np. rodzice z Rzeszowa posyłali dziecko do liceum w Warszawie, bo
                                warszawskie licea dają o wiele większą szansę na dostanie się na studia.

                                Natomiast przyjezdni rodzice, którzy sami przecież kończyli licea gdzieś w
                                Polsce - być może zapominają o tym i uważają, że wybór najnajnajlepszego liceum
                                w Warszawie jest sprawą pierwszorzędną.
                                • joa66 Re: E tam 31.08.09, 11:51
                                  anuszka - źle zrozumiałaś. Szukamy najlepszego liceum dla naszego
                                  dziecka a nie w najlepszego w ogóle. Gdyby chodziło nam tylko o tzw
                                  dostawalność na studia wszytsko byłoby bardzo proste - jest ranking
                                  Perspektyw.

                                  Natomiast my znając nasze dzieci , ich pasje i charakter, szukamy
                                  szkół , które naszym zdaniem będą odpowiadać naszym dzieciom. Co nie
                                  znaczy najlepszego w ogóle. I nie ma w tym nic złego.

                                  Od razu dodam, że to nasze dzieci będą wybierały, a my będziemy
                                  doradzać, ale żeby to robić, musimy mieć jakąś wiedzę.

                                  I proponuję zamknięcie wątku warszawskiego ;)
                                • menodo Re: E tam 31.08.09, 12:24
                                  Po pierwsze -gdzies w Polsce jest mnostwo swietnych szkol, ale trudno posylac
                                  warszawiaka do Rzeszowa, zwlaszcza ze w stolicy tez jest mnostwo swietnych szkol
                                  a w nich mnostwo swietnych profili.
                                  Ja chetnie poslalbym corke do klasy IB w III LO w Gdyni - gdyby zalozyla swoja
                                  warszawska filie.

                                  Po drugie - dowiedz sie, ilu warszawskich licealistow mieszka w bursach, na
                                  stancjach, u rodziny; jak wielu z nich wstaje przed 6 zeby na 8 zdazyc do
                                  szkoly. Sa instytucje, ktore funduja stypendia uzdolnionym dzieciom z "reszty
                                  Polski", umozliwiajace im nauke w stolecznych liceach.

                                  Slowem - rozumiem, ze moga cie dziwic te dyskusje, bo dotycza spraw, o ktorych
                                  nie masz pojecia. Nie rozumiem tylko - po co zabierasz w nich glos? Zwlaszcza ze
                                  w Warszawie jak piszesz mieszkasz od niedawna i w dodatku nie masz dzieci.
                                  • ratyzbona Re: E tam 31.08.09, 14:48
                                    Zapewniam cię że znaczna większośc uczniów w Warszawie jest z Warszawy. Zgadzam
                                    się z anuszką 100% - u mnie na studiach większość studentów jest z poza Warszawy
                                    - z bardzo różnych liceów lepszych i gorszych - nie ma to żadnego przełożenia na
                                    poziom studiów.
                                    • menodo Re: E tam 31.08.09, 15:00
                                      Nie ma co sie zgadzac z faktami - one sa oczywiste. Ani zapewniac o tym co jest
                                      pewne.

                                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: E tam 31.08.09, 21:09
                                        menodo napisała:

                                        > Slowem - rozumiem, ze moga cie dziwic te dyskusje, bo dotycza spraw,
                                        > o ktorych nie masz pojecia.

                                        O których sprawach nie mam pojęcia? O studiach i studentach mam na pewno dużo
                                        lepsze pojęcie niż ty. Pracowałam na uczelniach dobrych parę lat.


                                        > Nie ma co sie zgadzac z faktami - one sa oczywiste. Ani zapewniac o tym co jest
                                        > pewne.

                                        Brawo! Trafna uwaga. Z czym więc dyskutujesz? Faktem jest, że w Warszawie, w
                                        porównaniu z resztą Polski, panuje paranoja na punkcie dobrych szkół średnich. :-P
                                        • joa66 Re: E tam 31.08.09, 22:37
                                          no to ja wkleję wątek krakowski o liceach . Jeden a jest ich wiele;)

                                          forum.gazeta.pl/forum/w,413,97173094,,Do_liceum_jak_na_wojne.html?v=2

                                          ehhh..anuszko..kobiety skończmy ten wątek
                                          • myszmusia Re: E tam 01.09.09, 05:25
                                            > ehhh..anuszko..kobiety skończmy ten wątek

                                            najprosciej ja juz tak zrobiłam;-) nie odpowiadac;-)
      • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 19:52
        Tak, zgadzam się całkowicie od a do z z tymi bzdurami.
        Dzięki "tym bzdurom" moja córka kończy ze średnią 4,9 drugi kierunek, a syn
        zdaje na studia doktoranckie.
        I żadne nie uważa, ze ich młodość była horrorem - tak jak moja, spędzona w
        elitarnej szkole.
        I prawdę mówiąc wierze tez w inna bzdurę - studia wyższe nie sa najważniejszą
        rzeczą na świecie. Jakoś wydaje mi się, ze założenie fajnej rodziny jest cóż -
        ważniejsze dla szczęścia człowieka niz studia na najlepszej uczelni na świecie i
        kariera.
        No, ale juz wiem, ze wierze w bzdury, bo studia w wieku 30 lat to dno.
      • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 20:09
        > Coz, wymaganiom moze nie sprostac -wiec moze najpierw zalozyc
        rodzine...W koncu
        > tyle juz wie o zyciu...Moze praca w Anglii a po powrocie tzn. ok
        30 juz moze
        > rozpoczac studia na prawie; to zreszta najlepszy wiek - juz ok. 40
        moze byc
        > jakims stazysta... Jesli sie nie uda -no coz, zawsze jeszcze jest
        lada po
        > dziadku, mozna ja sprzedac i jakos to bedzie...

        rozumiem, że nie znasz nikogo rozumnego, fajnego, zadowolonego z
        życia, prowadzącego własną firmę z sukcesem, cenionego w swej
        branży, którego droga do satysfakcjonującego życia wyglądała inaczej
        niż "po prestiżowym liceum na prestiżowe studia z marszu i z
        pierwszą lokatą"? ludzie, który studiują po przerwie po maturze, są
        dla ciebie z definicji nieudacznikami i powinni już tylko siąść w
        kącie z workiem na głowie?
        prezentujesz właśnie myślenie typu wyścig szczurów czystej wody!
        • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 20:53
          Znam-znam:)
          Ale nie rozumiem - po co doradzac komus, aby zamiast do dobrej szkoly poszedl do
          slabej, a w razie czego jakos to bedzie?

          Znajome dziecko wygralo w gimnazjum dwie olimpiady -z biologii i chemii.Chce byc
          lekarzem. I co - powiedzialabys mu: nie idz do zadnego Poniatowskiego tylko
          gdzies ponizej 50. w rankingu, czytaj sobie bravo i ogolnie zlap troche luzu. A
          po maturze zaloz rodzine...
          i gdzies kolo 30. startuj na medycyne...

          Nie czujesz jakie to glupie?




          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:12
            Hm, rozumiem, ze po liceum poniżej pierwszej 10 medycyna już jest poza
            zasięgiem? Nie jest - zdolne dziecko poradzi sobie i w gorszej szkole, nie tylko
            w tej najlepszej z najlepszych.
            W najlepszej szkole tez są lepsi i gorsi. Dobrze jest, jeśli nasze zdolne
            dziecko będzie i w dobrej szkole dobre - jednak jeśli szybko udowodnia mu, ze
            wcale takie dobre nie jest, ze "w takiej szkole" nie powinien oczekiwać, ze
            nadal może się uważać za zdolnego i inteligentnego, bo nie zna dat i dopływów
            Dniepru - to jego szanse zdania na medycynę na pewno się nie zwiększą.
            • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:39
              > "Hm, rozumiem, ze po liceum poniżej pierwszej 10 medycyna już jest poza
              > zasięgiem? Nie jest - zdolne dziecko poradzi sobie i w gorszej szkole, nie tylk
              > o
              > w tej najlepszej z najlepszych."

              O nie-nie-nie Verdano, mowimy o szkole ponizej pierwszej 50. - bo z tego co
              pamietam gdzies w tej okolicy plasuje sie szkola, ktora podajesz innym za wzor.
              Ale odpowiadam - gdybym miala dziecko - olimpijczyka z biologii i chemii
              marzacego o medycynie, to szukalabym informacji o szkolach, gdzie sporo dzieci
              dostaje sie na medycyne.
              Dokladnie tak samo jak w przypadku mojej corki - humanistki z pasja do jezykow
              obcych.
          • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:43
            czuję co innego - ty nie mówisz "wybierz przyzwoitą
            szkołę", "wybierz fajną szkołę, która zapewni ci trzy sensownie i
            dobrze spędzone lata, gdzie i się nauczysz, i dobrze będziesz czuć".
            ty mówisz "wybierz szkołę z pierwszej dziesiątki na 149
            istniejących, bo tylko dzięki niej będziesz miała szanse na
            niezaprzepaszczenie sobie całego przyszlego życia"
            czujesz różnicę?
            • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:32
              kkokos napisała:

              > czuję co innego - ty nie mówisz "wybierz przyzwoitą
              > szkołę", "wybierz fajną szkołę, która zapewni ci trzy sensownie i
              > dobrze spędzone lata, gdzie i się nauczysz, i dobrze będziesz czuć".
              > ty mówisz "wybierz szkołę z pierwszej dziesiątki na 149
              > istniejących, bo tylko dzięki niej będziesz miała szanse na
              > niezaprzepaszczenie sobie całego przyszlego życia"
              > czujesz różnicę?

              No to widze, ze Ty potrafisz czuc nawet to, czego ja nie mowie:)

              Ale rzeczywiscie. Kiedy zaczelam sie interesowac szkolami dla corki bralam pod
              uwage pierwsza 30. i chyba nawet Cervantesa (to jakos w tej okolicy) corka
              wybrala na 2 miejsce.
              Dostala sie do tej z pierwszej 10. i - wbrew temu co czytam czasem na tym forum
              - na razie jeszcze od nikogo z wlasnego
              mlodziezowego srodowiska (takze uczniow i absolwentow tej szkoly) nie uslyszala,
              ze czeka ja koszmar.

              Gdyby miala mniej punktow to bym szukala innych szkol i rozwiazan, ale nie
              glosilabym pogladu, ze szkoly z czolowki rankingu to krzywda dla dziecka !

        • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:12
          kkokos napisała:

          > prezentujesz właśnie myślenie typu wyścig szczurów czystej wody!

          Dzieki za wnikliwa analize prezentowanego przeze mnie typu myslenia.

          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:20

            Przy okazji udalo Ci się udowodnić, ze moja corka nie miała prawa
            dostac się na UW i wygrac indeksu na prywatnej uczelni - bo jakzeby
            mogla miec takie szanse po szkole z drugiej 50-tki. Niemożliwe...
            I jej koledzy tż sie nie dostali...
            • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 23:07
              verdana napisała:

              >
              > Przy okazji udalo Ci się udowodnić, ze moja corka nie miała prawa
              > dostac się na UW i wygrac indeksu na prywatnej uczelni - bo jakzeby
              > mogla miec takie szanse po szkole z drugiej 50-tki.

              Nie,takiego dowodu nie podawalam. Z wielu szkol mozna sie dostac na UW, ale z
              jednych dostaje sie wiecej a z innych mniej.
              Statystycznie rzecz biorac - te szanse nie sa "takie same".

    • agatka_s Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:33
      Pan psychoterapeuta zaprezentował jakiś zbiór stereotypów i
      wyobrażeń na temat "wyscigu szczurów" w szkołach prestiżowych. Ja
      znam troche dzieci z dobrych szkół (może nie tych najlepszych, ale
      bardzo dobrych) i to społecznych i publicznych i to co pan tu
      zaprezentował, to jakieś czyste fantazje. Dzieci z dobrych szkół są
      takimi samymi dziećmi,może trochę bardziej zorganizowanymi,
      zdyscyplinowanymi ale to nie są cyborgi które w wieku lat 12
      dyskutują o PKB Burkina Fasso i nie zaglądają do Bravo...(pewnie
      niektóre nie zaglądają, ale pewbie tak samo jak i w "gorszych"
      szkołach-jedni zagladają a inni nie)

      Rozumiem że pan chciał potępić realizacje ambicji rodziców (często
      własnych, niespełnionych) poprzez dzieci-z tym byłabym skłonna się
      zgodzić-bo rzeczywiście to jest chore. Ale nie dotyczy to tylko
      pchania dziecka na siłę do zbyt wymagającej szkoły, to samo
      występuje gdy rodzice każą dziecku kontynuować szkołę muzyczna (bo
      tyle pracy pójdzie na marne i talent zmarnuje...), albo posyłaja na
      wyczynowe treningi w jakimś sporcie, bo im się widzi że dziecko ma
      talent i może kariere jak jakis Ronaldo zrobi(nie wspomne tu już o
      takich kwiatkach jak wysyłanie dziecka na castingi aktorskie i inne
      konkursy Mała Miss). Pod tę kategorie byłabym skłonna podciągnąć
      pchanie dziecka do zbyt wymagającej szkoły, choć wszystkie znaki na
      niebie i ziemi wskazują że dziecko tam się będzie męczyć (i wpadnie
      w anoreksje np).

      Ale to nie jest problem SZKÓŁ, to jest problem NAWIEDZONYCH rodziców.

      My tu sobie rozmawiamy bardzo konkretnie o dobrych warszawskich
      liceach np. Mniej więcej wiadomo które to są. Czy rzeczywiście
      taką tragedią dla zdolnego, mądrego, dobrze się uczącego dziecka
      będzie jeśli pójdzie do Staszica, Batorego, Poniatowskiego czy
      Czackiego ?

      A dobre gimnazja ? Czy naprawde znacie jakieś prestiżowe gimnazjum
      w którym dzieciom dzieje się krzywda z powodu presiżu tej szkoły ?

      Jeśli zejdzie się na ziemie z tego pseudonaukowego bełkotu i pomyśli
      się o konkretnych prestiżowych szkołach, to widać jasno jak miałki
      jest to tekst. Śmiem uważać, że jako matka nastolatka wiem dużo
      więcej o dobrych szkołach niż ten pan, który swoją wiedzę jak
      zrozumiałam czerpie głównie od pacjentek, np anorektyczek którym
      pomaga. Z moją wiedzą empiryczną zdobywaną przez lata mogę śmiało
      powiedzieć, że szkoły prestiżowe to nie są miejsca opresji
      SŁOWO !!!! i jeśli tylko dziecko chce wybrać taką szkołę to nie ma
      absolutnie nic złego w tym że rodzic taką decyzje będzie wspierał,
      zamiast polecania szkoły z ostatnich miejsc rankingu (oczywiście pod
      warunkiem że jest szansa że dziecko sobie poradzi !!! ale tu wracamy
      do kwestii ambicji i oceny rzeczywistych możliwości dziecka i to
      własnie dotyczy rodziców, i świadczy o ich madrości). Tylko to musi
      też działać w drugą stronę-jeśli dziecko nie chce wybrać super
      szkoły, bo ma obawy czy sobie poradzi, musimy to uszanować i nie
      traktować tego jako klęski (i to naszej rodziców). I w takiej
      sytuacji jestem skłonna zgodzić się z verdaną-czasem lepiej wybrać
      słabszą szkołę bo wszystkim i dziecku i rodzicom wyjdzie to na
      zdrowie.
      • ratyzbona Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:44
        Szczerze mówiąc chodziła do szkoły gdzie moi znajomi czytali Bravo co
        więcej sama je czytałam. I wiecie co - i nic jedyne co wyniosłam to
        dość szeroką wiedze ne temat kultury popularnej która dziś przydaje
        mi się idealnie oraz szerszą od mojej domowej perspektywę społeczną
        która przydała mi się na scojologii. Nie tak dawno temu wróciłam z
        wyjazdu ze znajomymi - super snobistyczny wyjazd na festiwal muzyki
        dawnej - po świetnych liceach - troje studentów - po średnich i
        marnych pięcioro po bardzo marny prowincjonalnym - jeden. Oczywiście
        z całej tej bandy tylko ten jeden z marnego liceum interesuje się
        muzyką dawną i umie odróżnić dobre wykonanie Bacha od złego cała
        reszta nie ma o tym zielonego pojęcia. NIe mówię że to zdarza sie
        zawsze ale wiem że kulturalna stymulacja w młodym wieku połączona z
        wyselekcjonowanym towarzystwem wcale nie prowadzi do wyrośnięcia na
        intelgenta co wiele osob uważa za oczywiste. Snobizm uczniów dobrych
        szkól jest dość powszechny - i zdecydowanie częsciej wynika z tego że
        uczniowie ci są specjalnie tresowani do bycia takimi - wmawia im się
        że jakiekolwiek odstępstwo od wizerunku - jestem młóody zdolny i
        oglądam japońskie filmy jest upadkiem który nie zapewni im jasnej
        przyszłości. Na moim drugim kierunku na prywatnej uczelni spotkałam
        się z wieloma osobami zawiedzionymi - bo robili wszystko jak im
        kazano, mieli świetne oceny ale okazalo się że ktoś kto zamiast
        podciągać się z chemii przeczytał dla rozrywki jeszcze jedną książkę
        z historii mial lepszy wynik. W artykule nigdzie nie jest napisane by
        zaniedbać dziecko jest raczej napisane by dac mu się rozwijać i
        dokonywać wyborów a nie tresować. A jesli uważacie że młody człowiek
        nie naciskany przez rodziców rówieśników i szkołę nie rozwinie się w
        interesujacego człowieka to żal mi ze nie wierzycie we własne dzieci
        • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:24
          A jesli uważacie że młody człowiek
          > nie naciskany przez rodziców rówieśników i szkołę nie rozwinie się
          w
          > interesujacego człowieka to żal mi ze nie wierzycie we własne
          dzieci


          tak, uważam, że jeśli gimnazjalista czyta tylko bravo i tylko sobie
          podobnymi bravolubami się otacza, to to rokuje żle i absolutnie nie
          powinno się go zostawiać samemu sobie, co sugeruje artykuł. i
          dlaczego to niezostawianie go samemu sobie ma być od razu
          tresowaniem.

          nie rozumiem, dlaczego - choć sama dla siebie jestem przykładem, że
          snobizm kulturalny w młodości później procentuje - mam się zgodzić z
          twoim poglądem, że z kilkunatoletnich kulturalnych snobów wyrastają
          na debili, a 14-letnie panienki, których świat zamyka się w galerii
          handlowej, wyrastają na erudytki. nie, nie wierzę w to.
          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 15:24
            Jeśli dom nie przekonał mlodego człowieka, ze waro czytac cos
            procz "Bravo" to mu szkola nie zaszkodzi i nie pomoze. Ani koledzy.
            Weźcie pod uwage, ze jest to artykul nie tylko dla 10%
            najambitniejszych rodziców, majacych najzdolniejsze dzieci.
            Tymczasem, niestety, przyjmujac nawet opcje zainteresowanych
            dalszymi losami dziecka rodzicow, trzeba pamiętać, ze jesli w domu
            sa ksiązki, dziecko prowadzi się po muzeach i teatrach, a ono tego
            nie lubi i nie rozumie - to czasem lepiej, aby czytało Bravo i mialo
            ludzi na swoim poziomi, niz nie czytalo nic i mialo świadomośc, ze w
            opinii rodziny jest nieudacznikiem.
            A poza tym - jesli mlody czlowiek zainteresowany jest Bravo i tyle -
            to co mozna zrobić? Tylko zdolować , bo jesli przez 14 lat nie
            nauczylo sie go, ze istnieje jeszcze cos innego, to jest za póxno. A
            jeśli wie, ze istnieje cos innego, ale to odrzuca, to obawiam się,
            ze nic się nie da w tym momencie zmienić.
            Snobizm , o ile przetrwa, powoduje że doroslym życiu także czyta sie
            tylko arcydzieła (najlepiej w oryginale). A na to - przynajmniej
            moim robiacym kariere znajomym - nie starcza już energii, bo
            wypoczynek to sredni. Wiec wypoczywają przed telewizorem, chwalac
            się przeczytanym w zeszłym roku dziełem.
            Mam wrazenie, ze z panienek, ktore lubia, po prostu lubia czytac,
            chcocby byle co i o tym "byle czym" gadaja choćby w galerii, predzej
            wyrosną zapaleni czytelnicy.
            • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 15:59
              " Mam wrazenie, ze z panienek, ktore lubia, po prostu lubia czytac,
              chcocby byle co i o tym "byle czym" gadaja choćby w galerii, predzej
              wyrosną zapaleni czytelnicy. "

              A skąd to wrażenie?
              • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:29
                Z rozmow z moimi utytułowanymi znajomymi, ktorzy jeszcze za
                studenkich czasow czytali arcydzieła, a teraz "nie maja czasu
                czytać".
                Ale treść seriali telewizyjnych znają. I naprawde, to nie jest jedna
                osoba, ani dwie, ani nawet dziesięć.
                • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:39
                  verdano, nie zachowuj się jak pani MM. czytanie to nie fetysz, a
                  serial telewizyjny nie jest synonimem wszelkiego zła i upadku.
                  i prawdą jest, że można nie mieć czasu na czytanie, a mieć na
                  oglądanie seriali. choćby dlatego, że oglądanie może towarzyszyć
                  innym czynnościom. albo można tak intensywnie pracować po 10 godzin
                  (z poczuciem satysfakcji z pracy), że potem ma się ochotę nie
                  myśleć.
                  jeśli się nie czyta za młodu, to jest się uboższym choćby o
                  przeżycia i dylematy bohaterów - film tego nie zrekompensuje, bo
                  wyobraźnia pracuje inaczej. dlatego bardzo mi zależy, by mój syn
                  czytał. ale na litość boską nie osądzajmy wartości dorosłych ludzi,
                  z ich bagażem przeżyć, przemyśleń i codziennych problemów po tym,
                  czy znajdują czas na czytanie!
                  • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:45
                    Zaraz - ja się zachowuję odwrotnie od MM. Tzn. wlasnie nie sadze,
                    aby ogladanie seriali w wieku nastolatkowym było o tyle gorsze od
                    czytanie Kafki (w oryginale koniecznie). Stwierdzam tylko, ze
                    czytanie Kafki w wieku mlodzienczym nie przeklada sie na umiłowanie
                    czytania w wieku dojrzałym.
                    Prawde mówiac, wydawało mi się, ze zapoznawanie mlodego człowieka z
                    kulturą ma zaowocowac czyms w wieku dojrzałym, a nie tylko pracą, po
                    ktorej nie chce się myśleć...
                    • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:55
                      nie, ja w twoich wypowiedziach widzę wyraźne potępienie dla tych, co
                      jako dorośli nie czytają.

                      > Prawde mówiac, wydawało mi się, ze zapoznawanie mlodego człowieka
                      z
                      > kulturą ma zaowocowac czyms w wieku dojrzałym, a nie tylko pracą,
                      po
                      > ktorej nie chce się myśleć...

                      o widzisz, w tym zdaniu też potępiasz. nie masz monopolu na model
                      satysfakcjonującej i rozwijającej pracy - znam takich, którzy po
                      niej padają na pysk, a jednak ją kochają. i nie są przez to ani
                      gorszmi, ani uboższymi intelektualnie ludźmi.
                • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 19:17
                  Pytałam sie o coś innego - skąd masz wrażenie, że młodzież czytająca
                  bzdury, będzie czytać z pasją w wieku dorosłym?

                  • Gość: menodo Re: Artykuł w "Polsce" IP: 77.255.250.* 30.08.09, 19:25
                    W doroslym wieku z rowna pasja czyta bzdury dla doroslych.
            • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 18:23
              > Mam wrazenie, ze z panienek, ktore lubia, po prostu lubia czytac,
              > chcocby byle co i o tym "byle czym" gadaja choćby w galerii,
              predzej
              > wyrosną zapaleni czytelnicy.


              tak, harlequin też początkowo twierdził, że jest forpocztą
              prawdziwego czytelnictwa - te wszystkie kobiety nie lubiące książek
              pokochają je, gdy tylko zaczną czytać harleqiny, bo od nich tylko
              krok do arcydzieł. widzisz te tłumy czytelniczek, które tak właśnie
              się zachowały?

              > Snobizm , o ile przetrwa, powoduje że doroslym życiu także czyta
              sie
              > tylko arcydzieła (najlepiej w oryginale).

              snobizm młodzieńczy na ogół nie przetrwa i uważam to za normalne,
              wcale nie za minus.

              A na to - przynajmniej
              > moim robiacym kariere znajomym - nie starcza już energii, bo
              > wypoczynek to sredni.

              ach, to o to chodzi: "robiącym karierę". ambicje, o ile nie są
              ambicjami naukowymi, są be. kariera na uczelni rozwija, wszelkie
              inne zwijają. wolno ci oczywiście tak myśleć.

              > Jeśli dom nie przekonał mlodego człowieka, ze waro czytac cos
              > procz "Bravo" to mu szkola nie zaszkodzi i nie pomoze.(...)jesli w
              domu
              > sa ksiązki, dziecko prowadzi się po muzeach i teatrach, a ono tego
              > nie lubi i nie rozumie - to czasem lepiej, aby czytało Bravo i
              mialo
              > ludzi na swoim poziomi, niz nie czytalo nic i mialo świadomośc, ze
              w
              > opinii rodziny jest nieudacznikiem.
              > A poza tym - jesli mlody czlowiek zainteresowany jest Bravo i
              tyle -
              > to co mozna zrobić? Tylko zdolować , bo jesli przez 14 lat nie
              > nauczylo sie go, ze istnieje jeszcze cos innego, to jest za póxno.
              A
              > jeśli wie, ze istnieje cos innego, ale to odrzuca, to obawiam się,
              > ze nic się nie da w tym momencie zmienić.


              bardzo okrutne to, co piszesz, choć niestety brzmi bardzo
              prawdopodobnie. tylko że jest to propozycja nie do zaakceptowania
              dla żadnej normalnej matki. albo prawie żadnej. to naturalne, że
              ludzie będą walczyć o wyrwanie dziecka z kręgu bravo, a nie, jak
              postulujesz, stawać na uszach, by broń boże nie odczuło, że rodzina
              go uważa za nieudacznika.
              • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 20:46
                Wg. badań najwiecej doroslych czytelnikow wywodzi się z dwoch grup -
                czytelnikow komiksów i fantastyki w mlodym wieku.
                A dlaczego sadze, ze mlodziez czytajaca co chce, a nie "co wypada"
                będzie czytala w wieku doroslym - bo czytanie bedzie rozrywką. A
                ludzie lubią rozrywki.
                Slowo honoru, mam znajomych , ktorzy nie pracują na uczelni. Jakos
                tak wyszlo, ze zadaję się także z plebsem, ktory nawet doktoratu nie
                ma... Gorzej - część moich przyjaciół nawet nie skonczyło studiów, o
                zgrozo.
                Mysle, ze wyrywanie niczym nie zainteresowanego dziecka z kregu
                Bravo, to walka o to, aby bylo nieszczęśliwe i samotne. A mlody
                człowiek, ktory przejsciowo akurat czyta Bravo i przyjaxni sie z
                czytającymi - sam czesto potem zmienia towarzystwo. Bravo to nie
                cięzkie narkotyki. Nie przezyje się zycia za dziecko i czasem trzeba
                się pogodzic z tym, ze jest inne, niz zaplanowane.
                • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 21:31
                  Po kolei..jeżeli to szkoła a nie dom karmi snobizm, to dziecko nie
                  powinno byc samotne w filharmonii czy na przeglądze filmów
                  japońskim. Będzie tam razem z innymi snobami z klasy;)

                  A serio...czy nie wierzysz, że są młodzi ludzie, którzy naprawde
                  interesuja się muzyka poważną czy litarturą iberoamerykańską? Jezeli
                  są - to gdzie? Jesteś pewna, że nie ma ich w dobrych liceach? Są
                  wszędze tylko nie tam?
                  • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 13:58
                    Sa wszędzie. Choc w to wielu osobom trudno uwierzyć.
                    • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 14:13
                      Dobrze, że tu się zgadzamy;) Bo przez chwilę myślałam, że uważasz,
                      że w najlepszch liceach są tylko bezrefleksyjne snoby, sztucznie
                      stymulowane przez rodziców i szkołę.
                • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 22:22
                  "Mysle, ze wyrywanie niczym nie zainteresowanego dziecka z kregu
                  Bravo, to walka o to, aby bylo nieszczęśliwe i samotne. A mlody
                  człowiek, ktory przejsciowo akurat czyta Bravo i przyjaxni sie z
                  czytającymi - sam czesto potem zmienia towarzystwo. Bravo to nie
                  cięzkie narkotyki. Nie przezyje się zycia za dziecko i czasem trzeba
                  się pogodzic z tym, ze jest inne, niz zaplanowane."

                  Oczywiscie ze tak. Ale tez nie nalezy wmawiac sobie ani innym, ze czytanie przez
                  15-latke wylacznie kolorowych pisemek to tylko wstep do czytania arcydziel
                  literatury.
                  Albo ze ci, co te arcydziela czytaja - to dopiero patologia, ofiary snobizmu
                  swoich rodzicow etc.
                  --
      • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 21:49
        Na pewno dla wielu dzieci "najlepsza szkoła" nie jest tragedia. Dla
        mnie była.
        A madrzy rodzice po doskonalych szkolach blagali "nie idź do tej
        szkoly, zmarnujesz sobie cztery lata".
        Pytanie brzmi - ile z Was samo skonczylo najbardziej prestizowe
        szkoly, o ambicjach typu "jak ci się nie podoba, to nik cie tu nie
        potrzebuje", "to szkola tylko dla najzdolniejszych, masz dwoje - idx
        do zawodowki". "u nas w szkole nie spodziewaj sie, ze dostaniesz
        czworke - nigdy na nia nie umiesz wystarczajaco dobrze"?
        • agatka_s Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:07
          verdana napisała:

          > Na pewno dla wielu dzieci "najlepsza szkoła" nie jest tragedia.
          Dla
          > mnie była.
          > A madrzy rodzice po doskonalych szkolach blagali "nie idź do tej
          > szkoly, zmarnujesz sobie cztery lata".
          > Pytanie brzmi - ile z Was samo skonczylo najbardziej prestizowe
          > szkoly, o ambicjach typu "jak ci się nie podoba, to nik cie tu nie
          > potrzebuje", "to szkola tylko dla najzdolniejszych, masz dwoje -
          idx
          > do zawodowki". "u nas w szkole nie spodziewaj sie, ze dostaniesz
          > czworke - nigdy na nia nie umiesz wystarczajaco dobrze"?
          >

          Ja skończyłam bardzo dobrą w tym czasie (zresztą tą samą co joa)
          szkołe do której bardzo trudno było się dostać. Wiadomo byli rózni
          nauczyciele (np jedna pani od chemii lubiła udawadniać że większość
          z nas 9głownie płci żeńskiej) to głąby...), ale ogólnie było super-
          to że skończyłam właśnie tę, a nie inną szkołe jest dla mnie powodem
          satysfakcji nawet dziś po tak wielu latach. Powiem nawet że
          paradoksalnie skończenie tego Liceum, jest dla mnie bardziej istotne
          niż późniejsze zdobycie dyplomu, które nie miało juz takiej aury,
          było takie zwyczajne, a Reytan to Reytan. Fakt, że Reytan jest
          specyficzny bo Reytaniacy mają bardzo wysoce wykształcone poczucie
          (przez lata wzmacniane formalnie i nieformalnie) dumy z
          przynależnosci do rodziny Reytaniackiej-ale to nie jest poczucie
          wyższości, raczej poczucie przynależności do wspólnoty i to
          wspólnoty kilku pokoleń i kilku kontynentów. To samo (albo prawie
          to samo) poczucie ma już mój syn nawet po jednym roku nauki. Oj
          chyba trudno będzie mu nawet myśleć o innym liceum....

          Jeśli myślę o dobrej szkole to mam w myślach właśnie swoje
          doświadczenia takiej dumy i satysfakcji że chodze do tej konkretnej
          szkoły, a wcale niekoniecznie zdawalność matury w procentach....
          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:18
            Oczywiscie, ze wiele osob jest zadowolonych z dobrej szkoly, wiele
            jest zadowolonych z gorszej - i odwrotnie także.
            Tylko trzeba pamietac o obu tych zjawiskach, a nie kierowac się
            wlasnym wyobrazeniem tego, co będzie "najkorzystniejsze" dla naszego
            dziecka. To znaczy bardzo pracowite, zdolne, nastawione na
            rywalizacje - prawdopodobnie swietnie się bedzie czulo w szkole
            wymagajacej. Równie zdolne, ale nie mające ambicji uczenia sie
            wszystkiego, albo już ukierunkowane - moze się fatalnie czuć w
            szkole, gdzie liczy się "średnia".
            Osoby wybierajace się na szeroko rozumiane nauki spoleczne wiecej
            przydatnej im wiedzy będa czerpaly z "mieszanego towarzystwa",
            mlodzież, ktora chce iść na Politechnikę - na pewno potrzebuje
            raczej zdolnych matematykow, niż bedzie zwracała uwage na przekrój
            społeczny.
            Dlatego twierdze, ze nie ma obiektywnie szkół "dobrych"
            i "niedobrych" (nie, jednak - niedobre są....). Szkola jest dobra
            dla konkretnego mlodego człowieka, a nie "dobra" bo jest najwyżej w
            rankingach.
            Własnie satysfakcja i duma ze szkoły, a nie zdawalność matury - to
            dobry wskaźnik. Tylko cholernie subiektywny, niestety - nie da się
            go z góry "dopasować" do konkretnej osoby.
            • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:48
              Szkola jest dobra
              > dla konkretnego mlodego człowieka, a nie "dobra" bo jest najwyżej
              w
              > rankingach.

              święta racja. tylko dla przeciętniaka (przypominam, jaki tytuł ma to
              forum) powinna to jednak być szkoła podnosząca mu poprzeczkę i
              motywująca, jeśli nie metodami szkolnymi, to choćby przez kulturalny
              snobizm, niż szkoła demotywująca przez tumiwisizm nauczycieli i
              towarzystwo bravolubów i galerianek.
              tak jak ty nie wierzysz, że czytanie dla snobizmu u wszystkich
              procentuje, tak ja nie wierzę, że czytanie bravo jest lepsze, co
              próbuje udowodnić ten pan.

              i jeszcze raz - sama się tu na forach różnych nie raz kłóciłam z
              osobami, które wpatrują się w tę pierwszą 10 szkół jak w bóstwa, a
              gimnazjum państwowe traktują jak patologię z definicji. ale moim
              zdaniem ten psycholog przegina w drugą stronę.
              • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:39
                A ja mam wrazenie, ze istnieje nie tylko mit 'dobrej" szkoly, jako
                szkoly, ktora jest wyłacznie nastawiona na wyscig szczurow, ale i
                mit szkoły "slabej", w ktorej mlodziez nic nie robi, nic jej nie
                interesuje, procz Bravo , gslerii, telewizji i alkoholu. To wcale
                tak nie jest. Do takich szkół czesto trafia mlodzież gorzej się
                ucząca, co nie oznacza - niezainteresowana nauką. Mlodziez
                z "gorszych " rodzin, których nie bylo stac na korepetycje, albo po
                prostu nie dawała dzieciom dosyc czasu na naukę.
                W takich szkolach bywaja także barzo tworczy, myslacy uczniowie.
                Wizja jednolitej magmy, ktora pociąga nsze dziecko w dół jest takim
                samym mitem, jak wizja uczniow szkół pierwszej dziesiatki, ktorzy
                masowo ida do opery, a galrii handlowej d srodka nie widzieli.
                Tu wypowiem się juz jako wieloletni nauczyciel i wykladowca. Sa dwa
                typy uczniów i studentów. Jedni ucza się najlepiej, gdy musza kogos
                dogonić - to ich motywuje. Inni, ktorych wyprzedza zbyt wiele osob,
                po prostu rezygnują.
                I sa tacy, ktorych nabardziej do wysiłku motywuje fakt, ze sa bardzo
                dobrzy, najlepsi. Pracują najlepiej, gdy sami sa gonienie, a nie gdy
                innych gonią.
                Od tego, jakie jest nasze dziecko powinien zalezec wybor skoly. Ja
                sama mam egzemlarz, ktory po dostaniu jedynki przestawał robic
                cokolwiek, rezygnował. Po otrzymaniu piątki pracował jak szalony,
                aby nie skompromitowac się nastepnym razem. I drugi - odwrotny.
                taki, co z zagrozenia wyciągnie się na przyzwoita czwórke, a jak
                dostanie piatke, to uwaza, ze starczy tej nauki.
                Nie ma rozwiazń uniwersalnych - i to wlasnie jest najwazniejsze.
                • agatka_s Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:53
                  No są jeszcze egzemplarze co uczą się dobrze, ba nawet niechcący
                  bardzo dobrze, aby mieć święty spokój, wolność (zaufanie rodziców) i
                  czas na to co je naprawde interesuje ;-)
                • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 19:20
                  Tak, ale nie trzeba walczyć z jednym mitem, kosztem "bohaterów"
                  innego mitu.
    • Gość: dede Re: Artykuł w "Polsce" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.09, 22:12
      Po raz kolejny włączam się do dyskusji, nie jako rodzic a nl. I to
      na szczęcie/nieszczście takiej "prestiżowej" szkoły. Państwowej.
      Takij od lat w samym czubie rankingu. Rankingów. Tak sobie czytam i
      czytam i ... przestaję rozumieć. Tzn co? To, że matura 100% źle? Że
      studia, źle? Że olimpiady i konkursy, fe? Zabrana młodość? Terror?
      Ci nle, którzy zostają po lekcjach, pracują z tymi, którzy chcą
      więcej, z tymi co nie mogą, to też niedobrze? A ci absolwenci-
      studenci, którzy przychodzą wyściskać swoich nli, lub zwyczajnie
      powiedzieć "dziękuję" to dziwadła jakieś?
      A te szkoły to niby co mają z tego? Korzyści jakieś?
      A dlaczego twierdzicie, że te rankingowe nie realizują pasji? Że
      stawiają na średnie?
      A może po prostu nie wiecie, jak jest w tych innych szkołach i
      obracacie się w stereotypach?
      • ratyzbona Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:25
        Ale wtym artykule nigdzie nie jest powiedziane że matura na 100% to
        źle i że robienie olimpiad nie jest dobre. chodzi raczej o to że nie
        ma gwarancji że taką szkołą okaże się szkoła z pierwszych dziesięciu
        miejsc w rankingu. Autor wyraża przekonanie że ten kto naprawde chce
        się uczyć może się świetnie uczyć w każdej szkole i z każdej szkoły
        coś dla siebie wynieść. Wiem że nie każda szkoła z góry rankingu
        stawia wyłącznie na średnią ale powiedzmy sobie szczerze mało jest w
        takich w których odpuszczają z niektórych przedmiotów bo ktoś jest
        dobry z czego innego. Stresująca szkoła to koszmar i nawet 100% z
        matury nie jest warte 3 lat swojego życia.
        • Gość: dede Re: Artykuł w "Polsce" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.09, 22:46
          Nie, w artykule nie jest powiedziane, ale z wypowiedzi niektórych
          Pań tak wynika, a inne (Verdana), mówią to wprost.
          Nie wiem, ile szkół nie stawia na średnią (robią to wbrew polityce
          szkoły niektórzy rodzice). Nie wiem, ile szkół odpuszcza przedmioty
          niekierunkowe. A pracuję w oświacie warszawskiej ponad 30 lat. To
          skąd taka wiedza u niektórych internautek?
        • Gość: dede Re: Artykuł w "Polsce" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.09, 23:01
          I jeszcze jeden aspekt. Zgadzam się z tezą, że w każdej szkole każdy
          może się uczyć. Jeśli tylko chce. I tu trzeba wziąć pod uwagę
          środowisko rówieśnicze. Myślę, że autor artykułu stykał sie z
          przypadkami sekowania dobrych uczniów. Czy każdy nastolatek ma taką
          mocną psychikę, by nie poddać sie?
          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 15:26
            Nie każdy. Podobnie jak nie kazdy ma tak mocna psychike, by dalej
            wierzyć w siebie, gdy okazuje sie, ze nauczyciele wymagaja z kazdego
            przedmiotu dobrych ocen.
            • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 16:07
              Przyznam się , że nie rozumiem tej paranoji ze średnią. Nigdy w
              życiu nie słyszałam , żeby SZKOŁA wymagała wysokiej średniej i
              dobrych stopni ze wszystkiego. Co najwyżej może sporo wymagać na
              trójkę.

              Jeżeli ktos walczy o dobre stopnie z każdego przedmiotu to nie jest
              wina szkoły.

              • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:42
                Ooo, przepraszam bardzo. Ja slyszałam od wielu znajomych o takich
                szkolach. Ja chodzilam do takiej szkoly. Mój syn chodził do takiej
                szkoły.
                Zalezy, co oznacza "wymaganie" Oczywiscie, ze mlodziez z trojami
                zdaje z klasy do klasy. Tyle że i ona i rodzice slysza wiele
                przykrych rzeczy. Że moglby, a mu się nie chce. Że to szkola
                ogólnoksztalcąca. Że to nie jedyna szkola w miescie.
                • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 19:09
                  Naprawdę nigdy sie z tym nie spotkałam, a niejedną szkołę znam.
                  Owszem nauczyciele mówili "gdyby tylko chciał to mógłby mieć 5 , ale
                  mu się nie chce", ale nikt , może poza rodzicami nie przejmował się
                  tym. Nigdy się nie spotkałam z wymuszaniem dobrej średniej przez
                  nauczycieli. A przykre komentarze mogą się zdarzyć we wszystkich
                  szkołach - i dobrych i słabych.

                  To byłaby bardzo odważna teza twierdzić, że przykrych rzeczy można
                  wysłuchac tylko w najlepszych liceach.
                  • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 20:47
                    Alez ja tego nie twierdzę, absolutnie - to jakies nieporozumienie.
                    Przeciwnie, uważam, ze teraz pod tym wzgledem "najgroźniejsze" są
                    licea srednie, ktore za wszelka cene chcą "poskoczyć" w rankingach.
                    • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 21:24
                      średnia ocen ze wszystkich przedmiotów chyba nie jest uwzględniana w
                      żanych rankingach.
                      • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 13:59
                        Ale to najlepszy sposob na pozbywanie się mlodziezy, ktora nie zda
                        matury dobrze. A to jest uzwzgledniane.
                      • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 14:10
                        Tak na zdrowy rozum to nie pojmuję..dlaczego szkoła ma się pozbywać
                        Jasia, który ma 6 z matematyki i słabą trójkę z biologgi i chemii,
                        skoro taki Jaś wypracuje im miejsce w rankingu (wynik matury z
                        wybranych przedmiotów)?
                        • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 14:28
                          No dokladnie tak. O przypadkach gnojenia matematkow z powodu biologii slyszalam
                          w szkolach, ktore aspiruja do czolowki, ale niestety czesc kadry nauczycielskej
                          funkcjonuje jeszcze w erze "przedrankigowej".


                          • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 14:32
                            Ale tego biologa tępili , bo chcieli , żeby zapracował na piątkę czy
                            trudno mu było dostać tróję?
                            • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 14:46
                              Chodzi o to, ze w niektorych szkolach czesc nauczycieli nie jest w stanie
                              dostosowac wymagan do profili klas, bo nie wiem - moze lubia miec wladze albo
                              obraza ich to, ze ich przedmiot jest malo wazny albo czuja sie sfrustrowani z
                              innych powodow:)
                              I wtedy na ocene dopuszczajaca z takiej biologii w mat- fiz. trzeba sie uczyc
                              czasem wiecej niz biol.-chemie...

                              Ale w wiekszosci szkol, ktorymi sie interesowalam jest tak, ze owszem, wymagania
                              ogolne sa dosyc wysokie, ale nacisk kladzie sie na przedmioty kierunkowe.
                              A juz o tym zeby wymagac od ucznia samych piatek to ja w ogole nie slyszalam.
                              • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 14:53
                                Też słyszałam o szkołach, w których wymagało się od humanistów
                                wiadomości z np. matematykki na takim poziomie jak od klas
                                matematycznych, po to żeby mogli dostać wymarzonę tróję.

                                Natomiast nigdy się nie spotkałam, żeby szkoła wymagała od
                                Kowlaskiego, który ma tróję (czasami za wiedzę równą szóstcte z
                                innej szkoły), żeby poprawiał się na czwórkę.

                        • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 14:59
                          Bo na maturze jest polski, ktorego Jas moze nie zdać. Poza tym część
                          nauczycieli uznaje swoj przedmiot za najwazniejszy i tym samym
                          podwyzsza swoja samoocenę - ze wymaga tyle, co w dobrej szkole.
                          Joa, z ilu szkół w Warszawie masz informacje. ja prowadzac kursy
                          przez kilkanaście lat znam uczniow kilkudziesieciu warszawskich i
                          powarszawskich szkół, ktorzy opowiadali mi, co sie w ich szkole
                          dzieje. Czesto byly to opowiesci rodem z horroru.
                          Za wyjatkiem Staszica, gdzie wszyscy chwalili szkołę, mimo, ze byli
                          humanistami zaplątanymi wsrod matematyków.
                          • Gość: abc Re: Artykuł w "Polsce" IP: 217.11.129.* 31.08.09, 15:23
                            No cóż, opowiadać można wiele. To tak jak w internecie, który
                            przyjmie wszystko. Własny brak wiedzy można tłumaczyć na dziesiątki
                            sposobów. A o każdej szkole można mieć krańcowe zdania. Punkt
                            widzenia ...
                          • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 15:29
                            Słyszałam i spotkałam nauczycieli wymagajęcych ogromnej WIEDZY na
                            tróję. Słyszałam o uczniach, którzy musieli odejść ze szkoły , bo
                            nie byli w stanie tej trójki zdobyć. Ale nie słyszałam, żeby
                            nauczyciele wymagali konkretnego STOPNIA.
                            • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 16:45
                              Nie, bo nie wymagają. Tylko uprzykarzaja zycie osobom, ktore
                              sa "mało ambitne", "olewaja ich przedmiot', "nie nadają się do tego
                              liceum". Gorzej - wiele rodzicow jest sklonna uwierzyć tym
                              nauczycielom.
                              A co do mlodziezy, ktora opowiada co zechce - cóż, opowiadac obcej
                              osobie bzdur nie ma powodu. Nie mowiąc już o tym, czego niektorzy
                              nauczyciele tę mlodziez uczyli i czego wymagali. I co potrafili
                              poprawiać w wypracowaniach, ktore widziałam na wlasne oczy.
                              • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 16:57
                                Verdano, ale czy sa to pojedyncze osoby, czy grupy osob z kolejnych rocznikow?
                                I czy - klasyczne pytanie- zjawisko dotyczy tylko szkol z piewrszej 10, czy z
                                kazdej?
      • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 22:28
        Tak, matura 100% to źle.
        Nie jestem w stanie uwierzyć, ze 100% pierwszoklasistów dochodzi do
        kllasy maturalnej i zdaje co roku od lat maturę. Jesli tak, to w
        ktoryms momencie odbywa się selekcja - tyle, ze nie na maturze, a
        przed nią.
        • Gość: dede Re: Artykuł w "Polsce" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.09, 22:41
          I na tym polega błąd Twojej filozofii, Verdano. Otóż oświadczam Ci,
          że są szkoły, w których 100% pierwszoklasistów, to 100% matury.
          (pomijając wyjazdy z powodów rodzinnych).
          • ratyzbona Re: Artykuł w "Polsce" 29.08.09, 23:09
            Moim zdaniem autor spotykał się z czymś zupełnie innym - z dobrymi
            uczniami którzy wypalali się gdzieś po drodze nie mogąc znieść
            presji. Z resztą dobrych uczniów z pasją żadko się sekuje - ci którym
            się obrywa to kujony - wbrew rozpowszechnionej opinni uczniowie
            umieją odróżnic tych co uczą się bo chcą od tych co uczą się bo chcą
            mieć same piątki a na wiedzy im nie zależy.
            Co zaś się tyczy środowiska rówieśniczego - jaka jest pewność że
            dzieciaki z dorbych domów będa lepsze dla naszego dziecka? Skąd
            przekonanie że rywalizacja każdemu wychodzi na dobre? Byłam w szkole
            gdzie każdy był najlepszy ( tzn. miał osiągnięcia i wyróżniał się na
            tle ,, przeciętnej młodzieży") i wiem że nawet wśród najlepszych ktoś
            musi być najgorszy a to źle wpływa na samoocenę i jest równie przykre
            co brak jakichkolwiek osiągnięć. Poza tym już zupełnie na marginesie
            trudno się dziwić że są szkoły w których wszyscy zdają maturę - do
            najlepszych szkół idą obecnie najpracowitsi i niekiedy też
            najzdolniejsi uczniowie - to że nie mają problemu ze skończeniem
            szkoły to dla mnie nie nowość, tylko nie za bardzo widzę tu wartość
            dodaną.
            • Gość: dede Re: Artykuł w "Polsce" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.09, 23:20
              Ja nie użyłam sformułowania "dobry dom". Wcale o nim nawet nie
              myślałam. Więcej. Często dzieci z tzw "dobrych domów" mają mniej
              chęci do nauki niż inne.
              I dlatego właśnie, że wśród najlepszych musi być ktoś słabszy,
              trzeba doceniać każde osiągnięcie ucznia. A rywalizacja jest i
              będzie. Jak w życiu. I trzeba uczyć i uczyć się radzić sobie w
              sytuacjach mniej komfortowych.
              • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 00:13

                " ci którym się obrywa to kujony -

                A dlaczego kujon ma byc sekowany? Przecież to jego osobista sprawa i
                nikogo (może poza sobą) nie krzywdzi?
                • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 00:27
                  Jest jeszcze jedna rzecz w artykule, z którą się zgadzam. Próba
                  obalenia mitu, że jak ktoś nie dostanie się do dobrego liceum to
                  niemal przekreśla to jego szanse na dobrą edukację. Warto, żeby
                  wszyscy (a zwałszcza uczniowie) uwierzyli, że nawet jeżeli nie uda
                  im się dostać do wymarzonego liceum , to nie jest to koniec świata.
                  Jeżeli naprawdę chcą studiować na pewno im sie to uda.

                  Szkoda tylko, że autor używa do tego kiepskich argumentów.

                  Pozwolę sobie wypowiedzieć sie jeszcze na temat Bravo. Zrozumiałam ,
                  że mówi o dziewczynach, które czytają tylko Bravo (=nie czytają
                  literatury). Hmmmm...nie mam córki, ale chyba wolałabym, żeby
                  snobowała się na kino japońskie, niż czytała o tym, że jej szczęscie
                  zależy od długości spódniczki.

                  I jeszcze kilka zdań o "budżecie Burkina Faso" :) Mój gimnazjalista
                  właśnie tym się naprawdę interesuje (oczywiście uogólniając -
                  generalnie historia i polityka dla zaawansowanych ;) ). Przysięgam,
                  że to nie z powodu moich nacisków, ani nacisków szkoły, ani
                  środowiska rówieśników (nikt z tej grupy nie ma nic specjalnego do
                  powiedzenia, poza może nauczycielem konkretenego przedmiotu).

                • kkokos Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 11:26
                  joa66 napisała:

                  >
                  > " ci którym się obrywa to kujony -
                  >
                  > A dlaczego kujon ma byc sekowany? Przecież to jego osobista sprawa
                  i
                  > nikogo (może poza sobą) nie krzywdzi?


                  oj, zdarza się - w podstawówce mojego dziecka trafiła się taka klasa
                  (od razu dodam, że klasę tę dostałą najgorsza nauczycielka w szkole,
                  przed którą rodzice się nawzajem ostrzegali, na szczęście po
                  roczniku mojego syna przeszła do świetlicy, a potem w niebyt), w
                  której dobre stopnie były hańbą i jedna osoba została przeniesiona
                  do klasy mojego syna właśnie dlatego, że tam przyzwoicie uczącej się
                  dziewczynie nie dali żyć
                  • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 13:00
                    To, że się zdarza to ja wiem:) Nie podoba mi sie natomiast atmosfera
                    przyzwolenia, bo kujon sam sobie jest winny.
          • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 17:27
            Cóż, znam sporo szkół, a jeszcze więcej nauczycieli, kuratorow,
            hm... nawet nieco wyżej. I ani jednego takiego wypadku, Wierzę, ze
            takie szkoly - pojedyncze-moga istnieć. Chociaz uznać, ze zaden
            uczeń od lat nie zalamał sie, nie zakochał, nie przestał się uczyć z
            tysiąca róznych powodów?
            Dziwne.
            • joa66 Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 19:12
              Jeżeli mówimy o maturach to chyba bardzo wiele liceów ma
              100% "zdawalności".

              Przecież wystarczy zdać na 30% przedmioty obowiązkowe w zakresie
              podstawowym. I już matura zdana.


              • verdana Re: Artykuł w "Polsce" 30.08.09, 20:38
                100% zdawalności matur klas maturalnych - wierzę na bank.
                100% zdawalnosci matur - jesli liczyć tych, co przyszli do pierwszej
                klasy - cóż, ogarniają mnie watpliwosci. Bo ja jakoś cyniczna
                jestem.
        • menodo Re: Artykuł w "Polsce" 31.08.09, 11:45
          > Nie jestem w stanie uwierzyć, ze 100% pierwszoklasistów dochodzi do
          > kllasy maturalnej i zdaje co roku od lat maturę. Jesli tak, to w
          > ktoryms momencie odbywa się selekcja - tyle, ze nie na maturze, a
          > przed nią.

          I bardzo dobrze! Gdyby okazalo sie, ze moje dziecko nagle wyraznie odstaje od
          reszty klasy i nie daje sobie rady - sama zaczelabym sie zastanawiac, co z tym
          robic. Moze zly profil wybrala, moze dobre stopnie w gimnazjum byly efektem
          niskiego poziomu wymagan, moze rzeczywiscie szczesliwsza bylaby w szkole
          krawieckiej,zwlaszcza ze interesuje sie moda, moze bardziej ja motywuje mniej
          wymagajace srodowisko?
          Wieksze zmartwienie mialabym wtedy,gdyby corka byla przepuszczana z klasy do
          klasy a na maturze okazalo sie,ze ze wszystkiego ma po 30 pare procent...

          Ale to sa troche teoretyczne rozwazania. Owszem, zdarza sie, ze uczniowie w
          dobrych liceach powtarzaja klasy a nawet odchodza ze szkoly - ale sa to raczej
          pojedyncze przypadki i moim zdaniem niekoniecznie zle swiadczy o szkole.
          • joa66 Średnia i tym podobne 02.09.09, 07:00
            Jak się dowiedzieć, która szkoła akceptuje, że uczeń może byc dobry
            w wybranych przedmiotach, a resztę troszeczkę odpuszcza?

            Tylko opinie innych czy może są inne sposoby?:)
            • verdana Re: Średnia i tym podobne 02.09.09, 21:44
              Chyba tylko opinie:( Nikt tego oficjalnie nie powie - bo wiadomo, ze
              cokolwiek powie, polowa rodzicow bedzie wsciekła.
            • menodo Re: Średnia i tym podobne 02.09.09, 21:52
              joa66 napisała:

              > Jak się dowiedzieć, która szkoła akceptuje, że uczeń może byc dobry
              > w wybranych przedmiotach, a resztę troszeczkę odpuszcza?

              Chyba tylko opinie uczniow i absolwentow, chociaz mozna pytac o to wprost
              dyrekcje na spotkaniach dla kandydatow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka