mid_mi
28.04.10, 08:57
Nie mam zamiaru nikogo namawiać do grzeszenia. Przed wczoraj wbiegłam do domu głodna jak wilk. Miał być ciepły obiad dlatego nie miałam ze sobą żadnego dozwolonego nabiału. Wchodzę do domu, obiad zrobiony. Trzeba go tylko pogrzać, ale nie ma jak i gdzie bo "fachowcy" urzędują w kuchni. Najpierw spokojnie czekałam, ale po 2,5h, kiedy mój głód i wściekłość osiągnęła szczyt rzuciłam się na cokolwiek, miałam do wyboru kilka orzeszków lub chleb, nic dukanowego w domu nie było. Zakupy miała zrobić rodzinka, która wchłonęła D. "resztki". Na moje pytanie o łososia usłyszałam "zerzarłam". Co do zakupów czynionych przez mych wspólplemieńców . Ja potrafię, wygrzebać z największych sklepowych zakamarków, to co dla nas odpowiednie, im się nie udaje. Wrrrr. Rzuciłam się więc na pistacje.
Chwalić Boga nic mi nie przybyło. Rano ujrzałam kolejny kg mniej.
Na diecie od 9 kwietnia.
[url=https://www.tickerfactory.com/weight-loss/wLppcTS/]
[img]https://tickers.tickerfactory.com/ezt/t/wLppcTS/weight.png[/img]
[/url]