piergiorgio
30.12.10, 16:05
co byście zrobiły na moim miejscu? Mam problem, wydaje mi się,że całkiem poważny. Domowy.
Oboje mamy nadwagę, nawet dośc sporą. Ja od trzech miesięcy jem to co jem, dukam, z małymi odchyłkami. On mi kibicuje, marzy, żeby moja waga oscylowała gdzieś poniżej 60-tki.
Sam waży ok. 113kg i nic z tym nie robi. Zaczęłam przygładać się coraz baczniej jego śniadaniom, kolacjom...i tak: od tygodnia buła posmarowana masłem z serem i wędliną zapieczona w maszynie, potem cały dzień nic, po południu alkohol a na sam koniec dnia tez jakieś węglowodany, przetykane masa słodyczy-np. 3 batoniki prince-polo. Wydaje mi sie ze to duzo slodkiego, on się kłoci, ze w sumie to malo jesli rozlozyć to na caly dzień. Najlepsza wg niego dieta, to kopenhaska, bo szybko sięchudnie, ew, dieta "nie jeść nic", on to nazywa "Auschwitz diet".Argumenty o indeksie glikemicznym i jak to działa nie trafiają do niego, a moze trafiają, tylko potem na czas spożywania batonika wyparowywują. Na początku mojej diety były sprzeczki, że on nie zabrania mi isę odchudzac, kiedy chciałam wytworzyc jakąś" zdrowszą" atmosferę w domu.
Ostatnio juz dostaję czegoś kiedy widzę te buły, niepokoję się, że ten jego zwisający jak u Mikołaja brzuch wpędzi go do grobu. Po prostu. Boję się że to się skonczy zgonem.
Zastanawiam się, jak bardziej konstruktywnie podejść do tego tematu, na razie grożę że znajdę sobie kogoś, kto nie umrze za 5 lat. Nie chce być za parę lat samotnym cougarem ;-/
Proponowałam mu dukańskie potrawy, ale odmawiał.
Już sam nie wiem, czy to moja dukańska paranoja, czy niech każdy robi to co chce ,życie jest krótkie a i tak trzeba na coś umrzeć...On pewnie by chciał,żebym miała takie podejście do spraw...Moje natomiast jest takie, że jesli żyje się razem ,to jest sie dopowiedzialnym za swoje i tej drugiej osoby dobre samopoczucie i doprowadzanie siebie do choroby i to składanie w ofierze swojej połówce jest nie fair. Co wy myślicie, co robić?