jot9
28.02.11, 17:55
Witam! Niejasną do tej pory zagadką jest nadmierna jak się wydaje zwłoka między po raz pierwszy wypowiedzianą komendą odejścia a samym (nieudanym jak wiemy) odejściem. Mam taką hipotezę, która zasadza się na założeniu, że to gen. Błasik objął dowodzenie lotem. Miał do tego co najmniej dwa powody:
1. potrzeba nalatania godzin
2. potrzeba przełamanie obaw pilota co do pogody na lotnisku (jego "usłużność" wobec prezydenta była znana i łatwo to umotywować).
To, że Błasik przejął dowodzenie potwierdzałby fakt, że to on meldował gotowość statku do lotu oraz, że to on czytał na głos bodajże procedurę podejścia (o ile dobrze pamiętam). W ten sposób realizował swoje "dowodzenie" a skonfliktowany z nim i zarazem podległy mu kpt. Protasiuk nie miał wiele do gadania. Czy zatem jest możliwe, że kpt. Protasiuk, choć wg planu lotu dowódca, po wydaniu przez siebie komendy odejścia mógł z jej realizacją oczekiwać na jej potwierdzenie przez dowodzącego Błasika?