Dodaj do ulubionych

dowództwo Błasika a zwłoka w odejściu

28.02.11, 17:55
Witam! Niejasną do tej pory zagadką jest nadmierna jak się wydaje zwłoka między po raz pierwszy wypowiedzianą komendą odejścia a samym (nieudanym jak wiemy) odejściem. Mam taką hipotezę, która zasadza się na założeniu, że to gen. Błasik objął dowodzenie lotem. Miał do tego co najmniej dwa powody:
1. potrzeba nalatania godzin
2. potrzeba przełamanie obaw pilota co do pogody na lotnisku (jego "usłużność" wobec prezydenta była znana i łatwo to umotywować).
To, że Błasik przejął dowodzenie potwierdzałby fakt, że to on meldował gotowość statku do lotu oraz, że to on czytał na głos bodajże procedurę podejścia (o ile dobrze pamiętam). W ten sposób realizował swoje "dowodzenie" a skonfliktowany z nim i zarazem podległy mu kpt. Protasiuk nie miał wiele do gadania. Czy zatem jest możliwe, że kpt. Protasiuk, choć wg planu lotu dowódca, po wydaniu przez siebie komendy odejścia mógł z jej realizacją oczekiwać na jej potwierdzenie przez dowodzącego Błasika?
Obserwuj wątek
    • ws21 Hipoteza bardzo pradwopodobna. 28.02.11, 18:04
      Ale jeśli z "niemego" filmu fachowcy od czytania z ruchów ust nie odczytają pełnej rozmowy, pozostanie to tajemnicą zabraną do grobu.
      • jot-es49 Nie możliwe... 28.02.11, 18:34
        Przecież wszyscy wiedzą, że gen. Błasik to był dusza człowiek, do kokpitu się nie pchał, o podwładnych jak rodzony ojciec się troszczył...

        Oj chyba coś mi się popieprzyło?
        "Umorzono też wątek śledztwa, dotyczący Klaudyny Andrzejewskiej, córki generała Andrzej Andrzejewskiego, który też zginął w Mirosławcu. Kobieta nie ukrywała swoich pretensji do wojska, że wbrew obietnicom nie pomaga ono w trudnych chwilach. Mówiła o tym w programie "Teraz My" dwa lata temu. Wspomniała też o telefonie, który do jej matki wykonał dowódca sił powietrznych gen Andrzej Błasik. - Żeby wpłynęła na mnie, abym nie publikowała żadnego artykułu i nie wypowiadała się w mediach na temat rożnych sytuacji, które mają miejsce wokół tej katastrofy - mówiła wówczas Andrzejewska. - Ja nie wywierałem presji, ja prowadziłem rozmowę, zaznaczając, że jest to rozmowa koleżeńska - odparł wtedy Błasik. Prokuratura wojskowa uznała, że ta rozmowa nie nosiła znamion przestępstwa.
        Jak podała "Rzeczpospolita", w Ministerstwie Obrony Narodowej na początku 2009 roku szukano kompromitujących informacji na temat wdowy i córki generała Andrzejewskiego."
    • madameblanka Re: dowództwo Błasika a zwłoka w odejściu 28.02.11, 19:00

      To że Błasik chciał sobie nabić nalot to wiemy, to że piloci o tym wiedzieli - to też wiemy (rozmawiają o zapier*dalaniu do poznania i za wielką wodę), to że piloci wiedzieli że Błasik poleci jako instruktor (co wiąże się z przebywaniem w kokpicie) to też wiedzieli - a co za tym idzie nie było to dla nich zaskoczeniem czy niebywałą sytuacją psychologiczną, choc na pewno nie pomagał.
      Uważam też że samo meldowanie nie miało jakiegos naznaczenia się władcą samolotu...;

      Zwłoka po odchodzeniu wskazuje na dwie rzeczy(IMHO):

      - piloci byli aż tak niedoświadczeni że nie znali nie tyle co, działania uchod'a ale jego NIE DZIAŁANIA, co za tym idzie zaskoczenie i utrata cennych sekund - od razu mówie że w takie zaciemnienie ich umysłów nie wierzę;
      - brak reakcji przy kontakcie wzrokowym z przyrządami (wariometr, wysokościomierze) i wyartykułowaniu paszczą tychże wskazań przez nawigatora (w razie gdyby byli ślepi) - wskazuje iż piloci celowo obniżali pułap.



      • jot-es49 Re: dowództwo Błasika a zwłoka w odejściu 28.02.11, 19:08
        Madame!
        Przypomnę tylko, że pisałem o tym już dosyć dawno!
      • pszb Re: dowództwo Błasika a zwłoka w odejściu 28.02.11, 19:43
        Ze wszystkim zgoda, ale jeśli ta kłótnia przed wylotem i zrypanie pilota było solidne to, to jest jednak nowa jakość moim zdaniem, wtedy pilot obecność generała inaczej odbierał.
        To, że totalnie się pogubili, też zgrzyta, bo jak można zrobić odejście (nieudolnie na 60m) nie ruszając manetek silników? Mały nalot II pilota nie ma nic do rzeczy, bo latał innymi samolotami więc jak mógł zapomnieć o silnikach?.
        To wygląda na wyrównywanie i celowe szukanie ziemi. Ile w tym było własnej determinacji, a ile wpływu generała, to nie wiem.
    • qwakacz Zwłoka w odejściu a czas reakcji 28.02.11, 20:35
      "Nawet najmniejsza ilość spożytego alkoholu ( tylko 0,6 promila) wpływa na zdolność kierowania pojazdem. Alkohol wydłuża czas reakcji - stąd możliwa zwłoka , pogarsza koordynację ruchową, powoduje pogorszenie wzroku i ograniczenie pola widzenia nie mógł dostzrec ziemi więc chciał polecieć niżej , obniża samokontrolę -pokazał że się nie boi i koncentrację oraz powoduje błędną ocenę odległości i szybkości- żle ocenił odległość doziemi i za szybko się obniżał. Ponadto alkohol zwiększa poczucie pewności siebie, co w konsekwencji prowadzi do podejmowania ryzykownych decyzji. To z kolei zwiększa niebezpieczeństwo wszystkich użytkowników dróg."

      • madameblanka Re: Zwłoka w odejściu a czas reakcji 28.02.11, 20:52

        heh, wszystko pieknie ładnie tylko to piloci siedzieli za sterami a nie spromilowany, no chyba że opóźniona reakcja pilotów wzięła się z odurzenia wyziewami dżenerala...

        • absurdello Tylko czy my tak na 130% możemy mieć pewność 01.03.11, 00:03
          kto siedział na prawdę na miejscu 2 pilota ?

          Patrząc na wykresy operowania sterem i silnikami, to wygląda tak, że to zaginanie toru, to wykonywał ktoś kto praktycznie nie miał doświadczenia na tej maszynie:

          - nie znał procedury odejścia -> najpierw silniki a potem stery,

          - nie miał wyczucia kolumny sterowej, tj. ile ją trzeba wychylić by wyłączyła się stabilizacja podłużna

          - nie miał świadomości, że niewyłączony stabilizator może zniwelować polecenia pilota do steru wysokości,

          - nie miał odruchu sprawdzenia czy wyłączyła się ta stabilizacja (po kontrolkach i dźwięku odłączenia danej funkcji AP)

          - nie miał odruchu kontroli położenia steru wysokości wg wskaźnika IP33 znajdującego się nad wyświetlaczem MFD po stronie drugiego pilota, może by wyłapał wcześniej, że ster się cofa mimo, że on utrzymuje kolumnę sterową w pozycji odchylonej do siebie,

          - nie miał wyczucia w sposobie hamowania pionowego TU154M przy prawidłowo wykonanej operacji odejścia czy też samego zaginania toru przy operowaniu sterem wysokości, i nie wyłapał, że prędkość opadania (do tego powiększona o prędkość podnoszenia się gruntu pod samolotem) jest zbyt duża,

          nawet sama prędkość zniżania na ścieżce totalnie nietypowa jak na ten typ samolotu, fakt niezauważenia, że automat ciągu wyszedł poza obszar sterowalności (mały gaz), wybranie takich parametrów zniżania w locie bez widoczności i ILS-u, gdzie rozsądek by nakazywał raczej dużo ostrożniejsze zniżanie dla zapewnienia sobie maksymalnego czasu na reakcję gdyby coś poszło nie tak (a parametry lotu czyniły coś zupełnie przeciwnego) mówią, że pilotował ktoś kto nie miał zupełnie wyczucia maszyny i sytuacji.

          Dowódca miał 2193h za sterami TU154M, drugi pilot miał co prawda tylko 160 samodzielnych godzin (ze 198 ogólnie za sterami TU154) ale czy można założyć, zupełnie się obaj pogubili, tak w doborze parametrów zniżania jak i w realizacji potem odejścia ?
          Dowódca w locie 6 kwietnia (oblot techniczny) był przy wykonywaniu odejścia automatycznego więc trudno uwierzyć, że nagle zapomniał jak się to robi i jak musi być zaprogramowany autopilot. Drugi pilot też musiał kilka razy robić to odejście, bo pewnie by nie zaliczył kursu na drugiego pilota.

          Pytanie czy ta ułomna forma próby wykonania odejścia, to:

          - totalna dystrakcja pilotów
          - totalny brak wyszkolenia (czyli ich naloty to lipa)
          - wykonywanie go przez kogoś kto w prawdzie umiał latać ale zupełnie nie miał
          doświadczenia na tym konkretnie typie samolotu ale załoga się "krępowała" mu o tym
          powiedzieć

          Na końcu widać, że sytuację usiłował ratować dowódca ale było już za późno i maszyny nie dało się już poderwać odpowiednio szybko, a do tego podnoszące się zbocze redukowało prędkość oddalania się samolotu od gruntu co spowodowało przytarcie o drzewa i uszkodzenie skrzydła.

          Inne możliwości:

          - ktoś chciał komuś coś udowodnić ale przesadził i już nie dał rady odkręcić sprawy
          - ktoś chcał komuś dać nauczkę (postraszyć) ale przesadził i j.w.
          - zbitka różnych drobnych błędów nałożona na trudne warunki atmosferyczne
          - błąd pilotażu (w sensie zbyt małych zapasów bezpieczeństwa) wynikający z nieznajomości rzeczywistego ukształtowania poprzecznego ostatniego jaru, chodzi mi o to, że pilot nie wiedział, że po obniżeniu terenu (o którym jest mowa w rozmowach pilotów) następuje gwałtowne podnoszenie się terenu w stronę lotniska, a pilot wykonywał manewry tak jakby uważał, że w stronę lotniska teren się obniża i potem wyrównuje lub to podniesienie nie jest takie ostre. W rzeczywistości lotnisko leży 22 m wyżej niż ostatnie wypłaszczenie terenu przed ostatnim jarem, tj:

          ok. 2250m przed lotniskiem teren jest -22m względem jego poziomu, potem w odległości ok, 1650m teren osiąga -56m wzg. poziomu lotniska a potem cały czas się podnosi, w stronę lotniska o 56m w górę, a załoga się zachowuje tak jakby w ogóle nie miała świadomości, że tam jest ten fragment podnoszący się.

          Kolejna ewentualność, to ta związana z dwoma odczytami 100m i alarmami TAWS między nimi (czas alarmów i odstęp pomiędzy odczytami się zgadza). Tu założenie, jest, że owszem piloci znali ukształtowanie terenu ale przez odcinek lotu nad opadającym zboczem jaru, rozproszeni alarmami TAWS, na które jakoś powinni zareagować a jednocześnie zmyleni bezpieczną wg nich odległością od ziemi, stracili na "chwilę" ciągłość upływu czasu i przelecieli właściwy punkt odejścia. Następnie zaczęli realizować normalną procedurę ale nad już zupełnie innym układem terenu, który im nagle (dodając prędkości zbliżania się do ziemi) podkręcił tempo zdarzeń do granic ludzkiej percepcji i suma ludzkich opóźnień pomnożona przez sumę prędkości opadania samolotu i prędkości podnoszenia się gruntu dała bardzo szybkie utraty wysokości nie do skompensowania przez możliwości sterowania dużej bezładnej maszyny (plus jakieś drobne błędy typu nie wyłączenie stabilizacji AP, przez którą stracili 60m nim się pilot zorientował co się dzieje).

          Tyle, że pozostaje do wyjaśnienia przyczyna wybrania tak ostrych parametrów zniżania przy tak złych warunkach pogodowych ?
          • don_eugenio Re: Tylko czy my tak na 130% możemy mieć pewność 01.03.11, 03:53
            zaraz po opublikowaniu raportu MAK-u i pojawieniu się pierwszego "odchodzimy" pisałem że to nie była KOMENDA tylko że to była SUGESTIA .Bo w/g mnie to generał rządził w tym samolocie ,a właściwie spełniał życzenie Pierwszego Pasażera. Co do miejsca generała to raczej stał za plecami pilotów.Pisze w raporcie MAK że piloci byli na swoich fotelach ,zapięci pasami.Nie mam powodów aby nie wierzyć MAK-owi.
            • pszb Re: Tylko czy my tak na 130% możemy mieć pewność 01.03.11, 18:59
              Po słowie "odchodzimy" mogli czekać na reakcję generała, ale albo się nie doczekali, albo powiedział coś co ich powstrzymało i zrezygnowali z odejścia nie przestawiając manetek.
              Może coś jeszcze jest ukrywane w stenogramach.
              • state.of.independence Re: Tylko czy my tak na 130% możemy mieć pewność 01.03.11, 19:05
                Moim zdaniem generał nic nie musiał mówić - w końcu gdyby po słowie "odchodzimy" spiorunował pilotów wzrokiem to zrozumieliby bez zbędnych wyjaśnień.
                • ws21 Zabawne teorie. 01.03.11, 19:14
                  Na poziomie sztucznej mgły. Ale jeśli ją przyjąć, to kastastrofa nie dziwi. Piloci zamiast w przyrządy odwrócili się od nich plecami i spoglądali w oczy generała.
                  • fury11 Re: Zabawne teorie. 01.03.11, 19:43
                    Szukali śmigła. Wchodzi generał od lotnictwa i pyta: - Jak wy lecicie? Co to za samolot bez śmigła??? I buty nie wypastowane, kancik na spodniach nie zaprasowany! Czołganiem przez pelzanie do tamtej brzozy biegiem marsz!!!
                    Śmigło jest kluczem, a klucz śmigłem. Szczygło, Ziobro, Śmigło... Za dużo tych zbieżności
                    • state.of.independence Re: Zabawne teorie. 01.03.11, 19:51
                      Ale o które konkretnie śmigło chodzi? Doliczyłam się, że powinny być aż trzy śmigła - każde przy jednym silniku. Jedno jest u mnie. Ale gdzie są dwa pozostałe?
                      • absurdello Chodzi o to zapasowe ... 01.03.11, 20:06
                        przywiązane na łańcuszku do lewej tylnej nóżki tutki ;))
                        • state.of.independence Re: Chodzi o to zapasowe ... 01.03.11, 20:12
                          To ja się już całkiem pogubiłam. Raport MAK jest chyba sfałszowany, a w każdym razie zmataczony - nic tam o tych wszystkich śmigłach (ich dokładnej ilości, numerach seryjnych, itd.) nie napisali :-/
              • absurdello Z wykresów FDR wynilka, że ruch sterem 01.03.11, 20:14
                wysokości rozpoczął się w trakcie mówienia słowa "Odchodzimy", tyle, że chwilę później zadziałała funkcja stabilizacji pochylenia samolotu i ponieważ pilot nie ruszał kolumną sterową, to cofnęła ster wysokości do pozycji stabilizacji zmodyfikowanego nachylenia samolotu. Pilot się połapał po kilku sekundach, że samolot za szybko opada i pociągnął ster mocniej, dopiero wtedy wyłączył się kanał podłużny. Niestety przez te kilka sekund stracili 60m odległości od gruntu (gdyby tam się teren nie podnosił to stracili by tylko 28-32 m, ale dodatkowe dorobił teren "goniąc" samolot od spodu).

                Przypuszczam, że oni nie wiedzieli dokładnie, jak teren się podnosi w stronę lotniska, bo to było trudno zaobserwować z okna kabiny (gdy dowódca leciał 7 kwietnia). Poprawnie zauważył tylko spadek terenu o czym jest w rozmowach ale już o podnoszeniu się terenu w stronę lotniska nic nie było.
                • fury11 Re: Z wykresów FDR wynilka, że ruch sterem 01.03.11, 20:29
                  No właśnie. Śmigło im zasłaniało. A może i trzy. Teoretycznie śmigła powinny rozproszyć mgłę przy uwzględnieniu współczynnika RHD 4,5 mm/g pomnożonego przez wzór 3y=7dfx (45-7u) po wycięgnięciu logarytmu tarcia/parcia/grwawitacji i ciśnienia w oponach, ale ich zabrakło.
                  I to spowodowało katastrofę.
                  Na zdjęciach nie widać śladów mielenia brzozy śmigłem.
                  Nie widać bruzdy wyrytej przez śmigło.
                  Nie widać, że śmigło było odwrócone, ubłocone i odpadło w powietrzu.
                  W stenogramach nie ma nic o śmigle.
                  Raport MAK nic o nim nie wspomina.
                  Wniosek?
                  Rosjanie ukryli śmigło (śmigła) jako dowód zamachu.
                  Ot co!
                • pszb Re: Z wykresów FDR wynilka, że ruch sterem 01.03.11, 23:42
                  Wszystko fajnie, tylko:
                  - samolot zmniejszył jednak opadanie z ~8 na ~6m/s
                  - czemu nie tknęli manetek przez te kilka sekund???
                  Wytłumacz, to jakoś, bo przecież nie lecieli szybowcem.

                  • abebe_tp Re: Z wykresów FDR wynilka, że ruch sterem 01.03.11, 23:59

                    Księża pedały


                    Choć poniższy tekst nie jest mojego autorstwa (pochodzi z „Krytyki Politycznej”) to jednak zgadzam się z nim w 100% i stąd go umieszczam w swoim blogu.




                    Watykan wydał długo - podobno - oczekiwaną instrukcję, która ogranicza dostęp gejów do święceń duchownych. Co prawda tylko tych, u których homoseksualizm jest "głęboko zakorzeniony", ale nie wiadomo, jaką miarą głębkość ta będzie mierzona.
                    Jak się wydaje tym, czy ktoś akceptuje swoją tożsamość, czy też jej się wstydzi.


                    Nie nasz cyrk, nie nasi klerycy, jednak parę spraw nas zastanawia.


                    Po pierwsze. Skoro księży obowiązuje celibat, co to za różnica, czy ksiądz nie uprawia stosunków homo czy hetero?


                    Po drugie. Uzasadnienie. Podobno ksiądz homoseksualny nie będzie w stanie utrzymywać prawidłowych relacji z wiernymi – ani z kobietami, ani z mężczyznami. Jeśli orientacja seksualna jest tu aż tak ważna, to na czym, na Boga, polegają "prawidłowe stosunki z wiernymi"?


                    Po trzecie. Do święceń mają zostać dopuszczeni ci, którzy zachowali wstrzemięźliwość seksualną przez trzy lata. Rozumiemy, że od heterykówe nikt takich bohaterskich dowodów powołania nie oczekuje?


                    Po czwarte. Skoro powołanie jest sprawą Ducha Świętego, a dziś okazuje się, że homoseksualiści nie są powołani, czy wszyscy księża o odmiennej orientacji seksualnej, którzy byli i są, są nieważni????!!!! A udzielane przez nich sakramenty?


                    Po piate. A pedofil może? Pod warunkiem, że lubi dzieweczynki?


                    Po szóste. Co z zakonnikami, którzy nie są księżmi? Zakon wydaje się – na dłuższą metę – przyjemniejszym miejscem dla geja niż plebania z gospodynią. A zakonnice? Dlaczego zawsze pomija się lesbijki?!
                • autorytet.moralny.z.po Re: Z wykresów FDR wynilka, że ruch sterem 06.03.11, 08:49
                  > Pilot się połapał po kilku sekundach, że samolot za szybko opada

                  Ba... on się połapał, że w ogóle leci.
                  Pewnie zapomniał o tym z powodu tej awantury na lotnisku.
                  Ciągle był zawieszony. No i niestety za późno się odwiesił.

                  Twój sposób rozumowania powinien być wzorcowy.

                  > Poprawnie zauważył tylko spadek terenu o czym jest w rozmowach ale już o
                  > podnoszeniu się terenu w stronę lotniska nic nie było.

                  A to dopiero. Wyszkolili go tylko w jedną stronę. By rozpoznawał spadki terenu.
                  Brak szkolenia na symulatorach w Rosji jak nic!
    • autorytet.moralny.z.po Re: dowództwo Błasika a zwłoka w odejściu 06.03.11, 08:43
      > Mam taką hipotezę, która zasadza się na założeniu,

      prawilno! hipoteza ma się zasadzać na założeniu i już.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka