agre_hi
17.10.10, 15:10
Witam.
Po ponad 2 latach seksu "dla swietego spokoju rozloze nogi i popatrze w sufit" ok. pol roku temu powiedzialam mezowi "nie". Od tamtej pory kilkakrotnie doszlo do szarpaniny,rowniez w sypialni pomimo obecnosci dziecka (wg.meza cos takiego jak gwalt malzenski nie istnieje), grozilam ze jezeli bedzie mnie probowal zmusic do seksu wbrew mojej woli zadzwonie na policje (powiedzial, ze wtedy wyrzuci mnie z domu, ale przynajmniej wczesniej sobie pop....rzy),zazwyczaj jego proby zblizenia koncza sie awantura. Naprawde trudno jest mi zachowac spokoj gdy slysze:"co ci szkodzi","ja tez robie rzeczy na ktore nie mam ochoty np.chodze do pracy", "haruje do cholery jak wol,cos mi sie od zycia nalezy","powinnas sie leczyc, to nie jest normalne", "jestes taka sexy musze cie wypiep....".Wszystko to bynajmniej nie jest wypowiadane spokojnym tonem. Nie wiem jak zareagowac na takie argumenty. Na drugi dzien maz zachowuje sie jakby nic sie nie stalo.
Seks z mezem nigdy nie byl szczegolnie satysfakcjonujacy. Jak mozna sie domyslic nasz zwiazek rowniez kuleje. Wielokrotnie probowalam przedstawic swoj punkt widzenia - orgazm rodzi sie takze w mozgu, partner musi mnie pociagac psychicznie/intelektualnie, moja odmowa nie jest zemsta/szantazem etc. Maz uwaza ze odmawiajac seksu, nie daje mu szansy na bycie super kochankiem, a wogole jest to brak szacunku z mojej strony, bo to on pracuje i mnie karmi i seks od czasu do czasu mu sie nalezy. W tym momencie rowniez zazwyczaj brakuje mi juz cierpliwosci na jakakolwiek dyskusje i kontrargumenty i wybucha awantura.
Dla mnie ten zwiazek jest juz skonczony. Nie pisze tego postu by cokolwiek naprawiac w naszym zyciu seksualnym, poniewaz jakiekolwiek checi z mojej strony juz dawno sie wyczerpaly. Problemem jest jego agresja w przypadku mojej odmowy i moja agresja gdy maz probuje chociazby mnie dotknac (a wtedy moja agresja budzi jego agresje). Bardzo trudno jest mi zachowac chociazby obojetnosc i spokojnie powiedziec "nie" gdy wklada reke pod moja bluzke lub bielizne, probuje zmusic do pocalunku etc. W pierwszym odruchu najchetniej uderzylabym go w twarz, wiele wysilku kosztuje mnie spokojne chwycenie go za reke i powiedzenie "nie". Wtedy maz wyrywa reke i robi to co poprzednio, mowiac "bo co?". I kolejna awantura. Moje "nie" nie ma dla niego znaczenia.
Czuje sie ze soba paskudnie - czulam sie paskudnie rozkladajac nogi przez tak dlugi czas, czuje sie paskudnie gdy musze sie "bronic" praktycznie co wieczor, czuje sie paskudnie - jakkolwiek to zabrzmi - bo rzeczywiscie nie okazuje mu "wdziecznosci" i jestem taka "suka" za jaka mnie uwaza, czuje sie paskudnie poniewaz moja odmowa nic dla niego nie znaczy i odczuwam to wlasciwie jako gwalt.
Po tym wszystkim maz jest dla mnie jak obca osoba, jego dotyk odbieram jak jakiegos obmacywacza z tramwaju.
Do sedna - jak powinnam sie zachowywac w takich sytuacjach? Jak rozmawiac z nim w takich sytuacjach? Zapytam wprost : jak odmawiac agresywnej osobie nie budzac agresji ? niestety nie moge wyjsc ot tak sobie, poniewaz maz staje w drzwiach i odpycha mnie krzyczac (moje wyjscie rowniez traktowane jest przez niego jako brak szacunku), we mnie budza sie wtedy pierwotne instynkty (kilka razy rzucilam przedmiotami zeby rozladowac emocje - maz ma wtedy argumenty zeby wmawiac mi chorobe psychiczna, niezrownowazenie, depresje), jezeli juz uda mi sie wyjsc zeby uspokoic emocje - maz idzie za mna rowniez krzyczac, zdarzalo mu sie wpasc za mna do sypialni, zerwac koldre, zapalic swiatlo i krzyczec ze jeszcze nie skonczylismy dyskusji (synek spal w tym samym pokoju - meza raczej malo to obchodzilo). Mamy dwojke malych dzieci, chce im tego oszczedzic.
Mam nadzieje, ze to co napisalam ma jakis sens. Jezeli potrzeba jakis dodatkowych informacji, rozwine swoja wypowiedz.
Dziekuje i pozdrawiam.