Dodaj do ulubionych

Terapia małżenska

IP: *.189.47.139.atman.pl 31.05.11, 14:26
Zauważyłem, że wielu moich znajomych korzysta lub ma zamiar korzystać z pomocy psychologa przy rozwiązywaniu problemów małżeńskich. Sami kilka lat temu korzystaliśmy z żoną z takiej terapii, przy czym w naszym przypadku albo dobór terapeutów albo sposób terapii był na tyle nieudany, że zakończył się zamiast poprawą, to pogorszeniem naszych wzajemnych relacji. Szczęśliwie nie posłuchaliśmy werdyktu terapeutów, który po kilku spotkaniach doszedł do wniosku, ze nasz związek nie przetrwa i dość długą i żmudną drogą udało nam się jak do tej pory być razem a minęło już prawie pięć lat.

Mam zatem pytanie do tych, którzy wybierają się na terapię, czy bierzecie pod uwagę jej potencjalne negatywne skutki? Czy rzeczywiście chcecie aby ktoś obcy grzebał wam w waszym życiu intymnym?

A może ktoś ma podobne do naszych doświadczenia z nieudaną terapią lub błędną diagnozą? Kiedy waszym zdaniem terapia małżeńska ma sens?
Obserwuj wątek
    • Gość: h Re: Terapia małżenska IP: *.centertel.pl 31.05.11, 18:40
      Witaj,

      Co prawda nie chodziłam nigdy na terapię małżeńską, ani nie jestem niczyją żoną, ale chodzę na indywidualną terapię na której rozwiązuję swoje problemy dotyczące mojego związku. Moje doświadczenia są zgoła odmienne od twoich. Dzięki terapii mój związek mógł zaistnieć, choć były we mnie ogromne opory i dużo barier, które trzeba było przekroczyć. Z każdym dniem czuje się w nim lepiej, nauczyłam się rozwiązywac swoje problemy, poznałam lepiej swoje emocje i rozumiem jakie mechanizmy mną kierują. Mam więc bardzo pozytywne zdanie na temat swojej terapii. Moja terapeutka nigdy nie oceniała tego czy mój związek przetrwa, nigdy nie stewierdzała, że kocham swojego partnera lub nie kocham. Dzięki temu to ja mogłam decydować o tym czy to co razem tworzymy ma wartość, a nie ona. Jestem zdania, że terapeuta (z resztą to jest jej zdanie) nie powinien oceniać lub wydawac sądów na temat tego czy związek przetrwa czy też nie lub podpowiadać co ma pacjent robić w danej sytuacji jeśli on sam ma wątpliwości, terapeuta nie jest wyrocznią, on ma pomóc nam zrozumieć co my czujemy i co jest dla nas ważne. Poza tym jestem zdania, że aby terapia przyniosła permanentny skutek, powinna trwać conajmniej rok. W ciągu kilku spotkań raczej nie da się rozwiązać problemów, tak aby nie wróciły po jakimś czasie znowu. Myślę że trafiliście na nieodpowiedniego terapeutę. Co do tego, ze wpuszcza się kogoś do swojego życia intymnego osobistego to jest to dla mnie głupi argument, zwykle człowiek sam nie jest w stanie rozwiązać pewnych kwestii psychicznych, specjalista jest jak lekarz, to tak jakby nie chodzić do ginekologa bo to wstydliwe i woleć cierpieć na chorobę zamiast ją wyleczyć.
    • www.ipsycholog.com Re: Terapia małżenska 31.05.11, 19:59
      Jestem psychologiem, psychoterapeutą i tak się składa, że specjalizuję się w terapii par i rodzin. Co Pan ma na myśli mówiąc "werdykt terapeutów"? Czy dobrze rozumiem, że terapeuta powiedział Państwu, że związek nie przetrwa i powinniście się rozstać? Nie jest rolą terapeuty ferowanie wyroków i prognozowanie rozpadu małżeństwa. W niektórych szkołach terapeutycznych możliwe jest w bardzo szczególnych sytuacjach udzielanie zaskakującego klientów komentarza, brzmiącego niekiedy wręcz paradoksalnie, ale w ściśle określonym celu. Jak rozumiem, w Państwa przypadku nawet jeśli była to taka interwencja to błędnie podjęta, bo napisał Pan, że efektem terapii było pogorszenie relacji.
      Zazwyczaj w procesie terapeutycznym musi nastąpić okres wzrostu konfliktów, ale następnie towarzyszy mu ich przepracowanie. Nie wiem, jak długo pozostawaliście Państwo w kontakcie z terapeutami, czy zerwaliście proces zaraz po opisanym "werdykcie"? Jeśli tak, najprawdopodobniej podjęta interwencja terapeuty była nietrafiona lub przedwczesna.
      Tym nie mniej, gratuluję pracy, jaką samodzielnie Państwo wykonaliście utrzymując związek.
      A psychoterapia, zarówno indywidualna, jak i rodzinna, niesie ze sobą zawsze ryzyko - ryzyko zmian, na które nie zawsze jesteśmy w pełni przygotowani. Czasem jest to długa droga, stopniowego odsłaniania samego siebie przed samym sobą w kontakcie w terapeutą, wręcz koronkowa praca. Wymagająca trochę odwagi, trochę gotowości, ale także nadziei.
      Wszystkiego dobrego! MP www.ipsycholog.com
      • Gość: Jan Kowalski Re: Terapia małżenska IP: *.dynamic.chello.pl 31.05.11, 23:53
        Dziękuję Pani za szybką odpowiedź.
        Najpierw kilka słów o mojej terapii. Polegała na tym,że przez pięć kolejnych spotkań prowadziliśmy z żoną dość długie i bardzo emocjonalne z obu stron rozmowy. Para terapeutów w zasadzie tylko przysłuchiwała się temu co się działo w niewielkim stopniu je moderując. W efekcie odkrywaliśmy przed sobą jak bardzo różnimy się między sobą i jak niewiele wspólnego mają ze sobą nasze wizje małżeństwa, sposób spędzania czasu ze sobą i bez siebie oraz wychowanie dzieci, stosunek wzajemny do naszych rodzin...:). Po pięciu takich spotkaniach uzgodniłem z żoną (swoją drogą w sytuacji zagrożenia udawało nam się w większości przypadków podejmować wspólne decyzje), że poprosimy o jakieś wnioski lub wskazówki dotyczące naszej terapii. "Jakich wniosków lub wskazówek Państwo oczekujecie?". Zdaniem naszego terapeuty w początkowym etapie terapii skupiamy się na poprawie komunikacji. Ale przecież moim zdaniem to nie brak komunikacji stanowił problem ale, jak mogę powiedzieć z perspektywy czasu, różnica celów jakie nam przyświecają. Przyznałem też, ze powodem dla którego przyszliśmy na terapię były nasze dzieci i że zdaję sobie sprawę, ze gdyby nie one to tego małżeństwa już by nie było. Na co usłyszeliśmy właśnie, że jeśli jesteśmy tu ze względu na dzieci to jego zdaniem to małżeństwo nie przetrwa.
        No i póki co nie miał racji. Chyba trzykrotnie podejmowaliśmy po tej terapii decyzję o rozwodzie i za każdym razem nie mogliśmy uzgodnić co zrobimy z dziećmi. Jak to pisze to tak sobie myślę, że oprócz dzieci trzymała nas ze sobą umiejętność radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. Wypadek dziecka, problemy finansowe i zawodowe sprawiały że nauczyliśmy się w takich sytuacjach radzić sobie wspólnie. To oczywiście nie znaczy, ze jesteśmy super kochającym się małżeństwem i radzimy sobie ze wszystkim, bo sytuacje konfliktowe nadal się pojawiają, ale szanujemy się i potrafimy się cieszyć z tego że jesteśmy rodziną.

        Proszę mnie zrozumieć. To że lekarze popełniają błędy nie znaczy że nie powinno się korzystać z ich pomocy. Chcę przez to powiedzieć, że decydując się na terapię powinniśmy brać pod uwagę to, że może być nieudana a rady nietrafne. Wiem że nie jesteśmy jedynym przypadkiem takiej terapii. Być może wina jest po naszej stronie i byliśmy zbyt niecierpliwi ale wydaje mi sie że pięć sesji powinno było dać parze psychologów obraz tego co się działo.

        Oddając jednak sprawiedliwość terapiom przyznaję że znam przypadki wśród naszych znajomych zakończone sukcesem.

        Mam do Pani pytanie. Czy nie wydaje się Pani, na podstawie swoich doświadczeń, że obecnie małżeństwa znacznie wcześniej decydują się na terapię niż kilka lat temu? Choć z drugiej strony może to mi, jako małżonkowi z 10 letnim stażem, wydaje się, że obecne problemy moich młodszych kolegów, z którymi rozmawiałem o terapii wydają się mniej poważne niż moje.

        Serdecznie pozdrawiam

        • www.ipsycholog.com Re: Terapia małżenska 06.06.11, 08:44
          Odpowiadając na Pana pytanie, rzeczywiście w ostatnich latach można zaobserwować częstsze poszukiwanie kontaktu z terapeutą nie tylko przez pary, ale także indywidualnie. Często powodem rozpoczęcia terapii nie jest kryzys małżeński i sytuacja "podbramkowa" - terapia albo rozstanie. Coraz więcej osób faktycznie pracuje nad problemami, które mogą się z tej perspektywy wydawać mniej poważne, jednak zapobiega to ich rozrostowi, wzajemnym pretensjom (niekiedy ukrywanym w milczeniu przez partnerów latami), a w długoterminowej perspektywie chroni przed kryzysem i rozpadem związku. Łatwej jest omawiać trudne sprawy między partnerami, gdy nie są one zadawnione.
          Gratuluję Panu satysfakcji z utrzymania związku mimo niesprzyjających okoliczności. Przychylam się, że musi być "coś jeszcze" poza samymi dziećmi, co Państwa łączy. Życzę wszystkiego dobrego, MP www.ipsycholog.com
          • evi85 Re: Terapia małżenska 06.06.11, 13:45
            ja bylam na terapi malzenskiej z mezem i uwazam ze ma sens tylko wtedy kiedy oboje sa szczerzy i wiedza ze chca ratowac malzenstwo a nie utwierdzic sie w swoim przekonaniu ze rozwod jest najlepsza opcja
            jak sama nazwa wskazuje to ma byc terapia malzenska a nie usmiercenie melzenstwa
            mi terapia bardzo pomogla, pani terapeutka nie owijala w bawelne , nie glaskala po glowkach, dala konkretne wskazowki/zadania domowe do wykonania w domu i to mi sie podobalo, nie bylo niczego w stylu panstwo sie zastanowicie nad wasza zmiana , czy chcecie byc razem itp, ja to przerabialam przez prawie 2 lata zanim poszlam na terapie z mezem, powiedziala jasno, maz ma zrobic to i tamto, ja mam zrobic to i tamto i na nst wizycie opowiedziec o tym
            niestety u nas nst wizyty nie bylo, bo maz nie byl szczery i oklamal mnie i terapuetke ( fakt zdrady, brak checi naprawy)
            ja czasami jeszcze jezdze i bardzo dobrze czuje sie po takich wizytach.
            • Gość: ewal Re: Terapia małżenska IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 13:38
              a ja jestem, jak to się mówi na zakręcie.
              Od pół roku wiem, że mąż ma romans, przeszłam wydaje mi się wszystkie próby ratowania związku - z brakiem współdziałania z drugiej strony. On mi mówi że szybko skreślam nasz związek żądająć rozstania z kochanka jako warunku, a mnie przykro, że on tak łatwo skreśla nasz związek 14 letnie małżeństwo, 2 dzieci (11 i 8 lat) znajomość od prawie 20. Ktoś powie nuda, inni, którzy nas znaja za dobrze było..? Cóż ja go kocham, ale udało mi się tylko zapisać na terapie dla mnie. On - nikt nie będzie mi robił wody z mózgu. Dzieciom nic nie powiedział, i "zmuszany" przezze mnie - dziś wyprowadza się do wynajętego mieszkania... to czarny dzień w moim, życiu, dzieci. Czy to przełom, początek czy koniec czas pokarze - tylko jak to odciśnie na nas wszystkich piętno. I na rodzinie kochanki mojego męża - jej dzieciach...
              chcę spokoju i siły, mam nadzieję, ze tarapia pozwoli mi to odszukać
              • ksiezniczkaa Re: Terapia małżenska 11.06.11, 12:17
                ja również jestem na życiowym zakręcie i niestety nie po raz pierwszy

                moje pierwsze małżeństwo rozpadło sie po 2 latach a po 8 latach naszej znajomości, bardzo to przeżyłam, nie mogłam sie pozbierać, jednak czas leczy rany, teraz znow jestem mężatka, od 2 lat, to chyba jakieś fatum ze 2 lata w małżeństwie to aż za wiele, fakt nie zawsze miedzy nami było idealnie, od jakiegoś czasu tak zwyczajnie, mamy roczne dziecko, które pochłania cały moj czas, od jakiegoś czasu mój maż zaprzyjaźnij sie z koleżanką z pracy, początkowo to była nasza wspólna znajoma, obecnie, bliska "przyjaciółką " męża, przez przypadek dowiedziałam sie ze się w nim zakochała, ze chce z nim byc, ze spędzają razem czas jak mnie ie ma ( często muszę wyjeżdżać na 2-3 dni z powodu mojego leczenia), ostatnio byłam w szpitalu kilka dni i oczywiscie spędzili go razem. po przyjedzie zażądałam wyjaśnień..... nie wiem co dalej robić , świat mi sie rozsypuje po raz kolejny, najgorsze ze razem pracują a wiec maja ze sobą kontakt... chciałabym isc na terapie ale nie wiem gdzie szukać pomocy......
                • Gość: esteraj Re: Terapia małżenska IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 11.06.11, 12:38
                  A Twój mąż jak to widzi? Tzn. czy też się zakochał, czy nadal chce być z Tobą?
                  To bardzo trudne, gdy razem ze sobą pracują. Przechodziłam to samo. Dziewczyna była młodsza ode mnie, bardziej energiczna, zadowolona z życia, optymistka, choć miała problemy z ówczesnym chłopakiem, a mój mąż był dla niej wsparciem. Ja zamknięta w swoim świecie i z ciągłymi pretensjami. Na szczęście udało nam się uratować nasze małżeństwo, ale to wymagało dużej pracy nad samą sobą.
                  Pomyśl, czego brakowało Twojemu mężowi, że uległ fascynacji. Może czuł się zaniedbywany, niedoceniony, krytykowany....
                  Czy nie odsuwałaś go od opieki nad dzieckiem, uważając, że Ty zajmiesz się nim lepiej?
                  Czy nie słyszał od Ciebie ciągle żali, że czegoś tam nie zrobił.....?
                  Jak układało się Wasze pożycie?
                  Jakim on jest człowiekiem na co dzień i jak wyglądało jego zachowanie wcześniej, czy był opiekuńczy i troskliwy, czy może to człowiek dominujący?
                  • ksiezniczkaa Re: Terapia małżenska 11.06.11, 12:55
                    esteraj:
                    A Twój mąż jak to widzi? Tzn. czy też się zakochał, czy nadal chce być z Tobą?
                    na moje pytanie czy sie zakochal odpowiedzial ze nie wie, ze jakies uczucie jest ale nie potrafi tego okreslic, twierdzi ze chce byc z nami
                    To bardzo trudne, gdy razem ze sobą pracują. Przechodziłam to samo. Dziewczyna była młodsza ode mnie, bardziej energiczna, zadowolona z życia, optymistka, choć miała problemy z ówczesnym chłopakiem, a mój mąż był dla niej wsparciem. Ja zamknięta w swoim świecie i z ciągłymi pretensjami. Na szczęście udało nam się uratować nasze małżeństwo, ale to wymagało dużej pracy nad samą sobą.
                    dziewczyna w moim wieku, wolna, samotna a wiec szukająca pokrewnej duszy
                    Pomyśl, czego brakowało Twojemu mężowi, że uległ fascynacji. Może czuł się zaniedbywany, niedoceniony, krytykowany....
                    teraz po przemysleniach wydaje mi sie ze brakowalo mu zrozumienia, ze wkradla sie rutyna w naze zycie a ona jest odskocznia, umie go wysluchac, powiedziec cieple slowa
                    Czy nie odsuwałaś go od opieki nad dzieckiem, uważając, że Ty zajmiesz się nim lepiej?
                    nie, maz bardzo duzo zajmowal sie dzieckiem
                    Czy nie słyszał od Ciebie ciągle żali, że czegoś tam nie zrobił.....?
                    byc moze czasem, ale nie w konkretnej sutyacji, bardziej ogólnikowo
                    Jak układało się Wasze pożycie?
                    przecietnie, ale nie bylo źle
                    Jakim on jest człowiekiem na co dzień i jak wyglądało jego zachowanie wcześniej, czy był opiekuńczy i troskliwy, czy może to człowiek dominujący?
                    maz ma miekki charakter, bardzo podatny na cieple słowa, uczuciowy, wystarczy ze poczuje ze ktos go rozumie, docenia, mysle ze tego ostatnio brakowalo, nie jest dominatorem, jest opiekuńczy
                    ***
                    napisze jeszcze ze ma syna z poprzedniego zwiazku, nie widuja sie czesto, to tez byla przyczyna naszych nieporozumien, bo ja nie czuje potrzeby spotykania sie z jego synem, a on oczekuje ze wszyscy razem będziemy spedzac czas jak kochającą sie rodzina- nie wiem to bardzo trudne, nie potrafie sie przełamać, akceptuje jego syna ale nie potrafie udawac ze jest tak samo wazny jak moje dziecko

                    • Gość: esteraj Re: Terapia małżenska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.11, 11:42
                      ksiezniczkaa napisała:
                      napisze jeszcze ze ma syna z poprzedniego zwiazku, nie widuja sie czesto, to te
                      > z byla przyczyna naszych nieporozumien, bo ja nie czuje potrzeby spotykania sie
                      > z jego synem, a on oczekuje ze wszyscy razem będziemy spedzac czas jak kochają
                      > cą sie rodzina- nie wiem to bardzo trudne, nie potrafie sie przełamać, akceptuj
                      > e jego syna ale nie potrafie udawac ze jest tak samo wazny jak moje dziecko

                      Szkoda, że tak chłodno traktujesz jego syna.To jest jedna z najważniejszych dla niego osób. Są mężczyźni, którzy rozstając się z matką, rozstają się też z dziećmi. Twój mąż jest inny i to bardzo dobrze o nim świadczy.
                      Pomyśl, czy gdybyś była na jego miejscu i kolejny facet, z którym byś się związała, miał za nic Twoje dziecko, to byłabyś do niego pozytywnie nastawiona?
                      Znam wiele kobiet i mężczyzn, gdzie w takich sytuacjach, czyli braku akceptacji ich dziecka, zostają skreśleni jako przyszli partnerzy.
                      Sądzę, że dla Twojego męża ta sprawa jest ważna.
                      Nie znajdywał u Ciebie zrozumienia, a każdy człowiek lgnie tam gdzie jest rozumiany i akceptowany.
                      Zastanawiam się też na ile on był dla Ciebie ważny i czy potrafiłaś go prawdziwie kochać?
                      Odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego się z nim związałaś, czy było to prawdziwe uczucie czy też ucieczka przed samotnością?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka