Gość: Anita
IP: 91.226.51.*
25.08.11, 15:14
Witam,
na początek opiszę pokrótce moją sytuację. Mam 27 lat; jestem w związku z moim M od dwóch lat, w lipcu się zaręczyliśmy i planujemy ślub na jesień przyszłego roku. Wiem, że przede mną M miał długi czas (3 lata) dziewczynę, którą jego mama bardzo lubiła. Mieszkali razem, mieli plany na przyszłość... związek się rozpadł ponoć przez innego faceta, który się pojawił w jej życiu. Ja skądinąd znam tę dziewczynę i rzeczywiście to fajna babka.
Teraz M jest ze mną i mam wrażenie, że mojej przyszłej teściowej nie do końca to odpowiada. Przez pierwszy rok niemal zawsze zwracała się do mnie imieniem byłej dziewczyny M, ale zrzuciłam to na roztargnienie. Kiedy w tamtym roku M powiedział jej, że zabiera mnie na wakacje na Sri Lankę, ona stwierdziła, że powinnam sobie sama zarobić na wakacje a nie żerować na nim (żeby nie było, ja pracuję). Powiedziała to przy mnie, byłam na tyle zaskoczona, że nic nie odpowiedziałam, on natomiast poprosił, żeby mama odnosiła się do mnie uprzejmiej.
Po tej sytuacji starałam się rzadziej bywać u nich w domu, ale teraz, po zaręczynach, nie dało się tego uniknąć. Kiedy ogłosiliśmy zaręczyny, moja przyszła teściowa wzięła mnie na bok i powiedziała, że on jest jeszcze za młody, żeby podejmować takie zobowiązania, potrzebuje się bawić, a nie żenić (ma 29 lat). Następnie przy obiedzie cały czas opowiadała jakieś anegdotki z czasów, kiedy M był ze swoją poprzednią dziewczyną (wyjeżdżała z nimi na rodzinne wakacje i w ogóle, spędzały z sobą dużo czasu). Kiedy w takiej "pozaręczynowej" rozmowie zaproponowałam, że chciałabym się do nich zwracać "mamo" i "tato", zapytała "Nie masz swojej matki?"
No i w tym momencie moja opowieść się urywa, bo szybko tę rozmowę zakończyliśmy, poszliśmy z M do domu i od tego czasu staram się tam nie bywać. Moja przyszła teściowa chyba mnie nie akceptuje, a ja się zastanawiam, czy warto walczyć o jej względy? Chciałabym mieć normalne stosunki w rodzinie, odwiedzać teściów z przyjemnością... czy myślicie, że jest szansa na to, że ona kiedyś mnie zaakceptuje jako swoją synową?
Dodam, że nie jesteśmy na nią skazani na co dzień, mamy swoje mieszkanie (w tym samym mieście). Moi rodzice są 500 km od nas, więc tym bardziej chciałabym mieć fajną rodzinkę tutaj. Mój M staje w mojej obronie i mówi mi, żebym się nie przejmowała, bo to nie za mamę wychodzę za mąż... ale mi i tak jest przykro. Co myślicie?