Dodaj do ulubionych

Jak długo się kochacie?

01.12.01, 20:00
Jak długo się kochacie? Jaki jest średni czas waszego stosunku? A jaki jest
wasz rekord?
pozdrawiam - Lily
Obserwuj wątek
    • Gość: Jarek Re: Ok. 40 min IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.12.01, 21:37
      U nas razem z gra wstepna (ok.15-30 min), reszta to rozne wariacje oralno-
      manualno-genitalne. Sam stosunek w zaleznosci od woli i nastroju ok. 5-15 min.
      Szczegolnie lubimy zblizenia gdzie obdarzamy sie powoli i bez pospiechu
      rozkosza bycia razem. No a poranne stosunki tez sa szczegolna atrakcja (tak ok.
      9-11) sa nieco krotsze ze wzgledu na wysoka gotowosc seksualna.
    • vika24 Re: Jak długo się kochacie? 01.12.01, 22:43
      najdluzej zdazylo mi sie jakies 4h (moze 3,5),
      prawie caly czas sie calowalismy
      i co jakis czas rozmawialismy (nie przerywajac).
      nie powiem, pewna czesc ciala bolala mnie wtedy troche.
    • Gość: zuza Re: Jak długo się kochacie? IP: *.acn.waw.pl 02.12.01, 18:38
      hmm mysle ze to zalezy od nastroju ,czasu jakim dysponujemy , na co aktualanie
      mamy ochote(na szybki numerek czy namietne zblizenie).generalnie(nie liczac gry
      wstepnej)15min-do 1,5 godziny..ale to naprawde ciezko jest okreslic..bo gdyby
      wliczjac w to gre wstepna to tez zalezy nieraz trwa godzine a nieraz 3
      sek,...hi hi pozdrawiam.
      ps.jesli chodzi o jakos prawidlowosc to jedyne co moge stwierdzic ze zawsze
      jest mi dobrze..nie ma znaczenia czy kocham sie 5 min czy pol godziny..
      • tassman Re: Jak długo się kochacie? 03.12.01, 07:53
        3 dni....a licząc gre wstepną bedzie razem tydzień.....

        PZDR
        tassman
        • hi-hi Re: Jak długo się kochacie? 03.12.01, 07:58
          ja kocham
          swoja dziewczynę
          już ponad rok

          ;-)

          hi-hi
          pzdr
          • Gość: melody Re: Jak długo się kochacie? IP: 10.0.4.* 12.12.01, 18:47
            to slodkie hi hi
    • Gość: manti Re: Jak długo się kochacie? IP: 192.168.0.* 03.12.01, 16:42
      OD 1 min do 1 godz i potem znów i znów i znów....Mój niezamierzony rekord to
      8x od 24:00 do 6:00
      • Gość: rocky Re: Jak długo się kochacie? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.12.01, 23:32
        do 2,5 godziny samego ruchu, tylko mą miłą potem coś tam boli, a ja zjadam 3
        schabowe minimum no i śpię 30 godzin.
        • Gość: smyk Re: Jak długo się kochacie? IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 04.12.01, 09:11
          Rocky !
          Przechwałki !
          Chyba za dużo zjadłeś Viagry.
          • Gość: Duszek Re: Jak długo się kochacie? IP: *.dtce.net 04.12.01, 13:59
            Absolutnie mozliwe! Moj rekord to 14 orgazmow w ciagu 3 godzin kochania sie.
            Rekord mojego mezczyzny [ze mna :)] to 8 razy miedzy 18 a 7 rano. A na czas
            jednego razu.... Chyba ze 4 godziny. I za kazdym z tych razow konczylo sie
            obkladaniem mnie lodem :))))
            • Gość: rocky do Duszka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.12.01, 15:00
              Gość portalu: Duszek napisał(a):

              > Absolutnie mozliwe! Moj rekord to 14 orgazmow w ciagu 3 godzin kochania sie.
              > Rekord mojego mezczyzny [ze mna :)] to 8 razy miedzy 18 a 7 rano. A na czas
              > jednego razu.... Chyba ze 4 godziny. I za kazdym z tych razow konczylo sie
              > obkladaniem mnie lodem :))))

              Gratulacje !

              A jak stosujesz ten lód ? Poza tym moja dziewczyna dochodzi do siebie ze 3 dni.
              Nie może wcale chodzić po schodach. Może masz jakieś ćwiczenia.

              Jak on daje radę te * razy. Ja po 4 razie to czuje taki ból, że nie wiem, co się
              dzieje, ale tylko w krótkich momentach podczas samego wytrysku.
              Pzdr
              • d_uszek Re: do Duszka 13.12.01, 16:53
                > A jak stosujesz ten lód ?
                Delikatnie przesuwając po obtartych okolicach. Ale nie położyć i czekać - bo taka
                gwałtowna różnica temperatur jest bolesna...
                No i potem łóżko jest jeszcze bardziej mokre :)

                >Poza tym moja dziewczyna dochodzi do siebie ze 3 dni.
                > Nie może wcale chodzić po schodach. Może masz jakieś ćwiczenia.
                >

                Eee - to znaczy zakwasy po dłuższych przerwach owszem, ale obtłuczenia? Góra
                jeden dzień. Gorące kąpiele pomagają. Zwłaszcza wspólne :)
                I poranne samrowanie kremikiem przez meżczyznę - poezja taki facet... Tylk
                wstawać trzeba godzinę wcześniej :)))

                > Jak on daje radę te * razy. Ja po 4 razie to czuje taki ból, że nie wiem, co si
                > ę dzieje, ale tylko w krótkich momentach podczas samego wytrysku.

                Ja nie wiem, jak on tak może - poniżej masz opisy wyczynów jeszcze większych.
                Tylko, że ja już przy tym jęczę o koniec. Wydaje mi się, że grunt to
                dopadowanie. Żeby ten żuraw z czaplą się zeszli na tym samym poziomie
                zapotrzebowania:))
      • tassman długo się kochacie? 05.12.01, 11:06
        Gość portalu: manti napisał(a):

        > OD 1 min do 1 godz i potem znów i znów i znów....Mój niezamierzony rekord to
        > 8x od 24:00 do 6:00


        A był w tej bajce smok?
        RZDR

        tassman

      • tassman długo się kochacie? 05.12.01, 11:06
        Gość portalu: manti napisał(a):

        > OD 1 min do 1 godz i potem znów i znów i znów....Mój niezamierzony rekord to
        > 8x od 24:00 do 6:00


        A był w tej bajce smok?
        RZDR

        tassman

    • Gość: Pilezur Re: Jak długo się kochacie? IP: 10.30.42.* 10.12.01, 18:16
      Dziwna sprawa z tym czasem kochania się. Dziwna i... względna.
      przyjmując, że chodzi o samo wykonywanie ruchów frykcyjnych.
      Jak byłem młody - wstyd przyznać - byłem króliczkiem :). Mogłem krótko, ale za to często.
      Potem było już coraz lepiej, coraz dłużej, obojgu sprawiało coraz więcej satysfakcji.
      W małżeństwie też było dziwnie - raz 5, raz 50 minut - zależało od nastroju, sytuacji itp. Ale średnio 20-30 minut.
      A potem - standardzik: młodsza o 15 lat kochanka. I tu zaczęły się chece - bo raz w ogóle nie mogłem z wrażenia
      (dziewczyna była szalenie arakcyjne), raz robiłem za królika, a niekiedy chciałem ją zamęczyć. Najdziwniejsze, że
      nie wiedziałem, dlaczego - na pewno nie miało na to wpływu ilość wypitego alkoholu, stres, czas od ostatniego
      stosunku czy wielkość żądzy - ta była konstans, czyli ogromna :)
      Potem była druga. Też 21-letnia, jeszcze ładniejsza. I... stało się ze mną coś dziwnego. Zostałem maniakiem
      seksualnym, potworem, zwierzęciem. Ona też ze stasznym apetytem seksualnym, a w sumie zgraliśmy się na
      tym polu niesamowicie. Sprawiła, że zostałem mistrzem świata, kochankiem stulecia. Poważnie - sam jestem
      zdziwniony. No bo jak nazwać pięciogodzinny stosunek (bez przerwy!!!), po którym ona miała do krwi obtarty
      kręgosłup nad pośladkami, a mnie potwornie bolały krzyże? o tym, jak nas �te� rzeczy bolały, nie wspomnę.
      (Oczywiście wtedy sie tego nie czuje :)) Potem kąpiel, jakiś masaż - góra pół godziny i znów - od początku.
      Wiadomo, że za drugim i każdym następnym razem trwa to dłużej. I tak do czterech razy (więcej nie daliśmy
      rady). Moje cztery orgaźmiki, jej - zliczyć się nie da. I często takie rekordy bijemy, bywa że trzy razy w tygodniu -
      ja ledwo się później ruszam, ona nawet po schodach nie może zejść, łapy się jej rozjeżdżają:))
      Żeby była jasność - nie zawsze tak jest. Mniej więcej co drugi raz. Bo bywa też normalnie :))) - od 10 do 30 minut.
      (gry wstępnej nie liczę). I ważne chyba jest to, że jako młoda dziewczyna jest bardzo ciasna (sorry za te
      szczegóły techniczne, ale to chyba ważne), więc stymulacja mojego członka jest większa, niż np. w przypadku
      kobiety, która rodziła. Inna rzecz, że pierwszy raz spotkałem tak wilgotną dziewczynę, co znowu osłabia
      wrażenia. Ważne jest chyba też to, że co kilkanaście minut zmieniamy pozycje. Ważne jest też i to, że często
      zmieniamy rytm: raz jest mocno i szybko (ona to preferuje), raz jest delikatnie, głęboko i namiętnie (to znów wolę
      ja).
      Więc co wpływa na czas kochania się? Bo ja nie wiem. Chyba tylko psychika. Świadomość, że kocham się z
      niezwykle ładną dziewczyną, która niebywale ekspresyjnie zachowąc się w łóżku sprawia, że chcę to ciągnąć
      jak najdłużej. Bo największą przyjemność nie sprawia mi samo ciupcianie :), ani mój orgazm, tylko obserwowanie
      �fruwającej� godzinami kobiety. Z czystej chciwości stosuję zasadę - nie puszczę Cię złotko, za dobrze mi z
      Tobą.
      • Gość: Grzesiek Re: Jak długo się kochacie? IP: *.chello.pl 10.12.01, 21:13
        Brawo Mistrzu! Gratuluję kochanki! Wszystkim maniakom przechawalającym się
        powyżej i sobie, życzę też cudownej kochanki!

        Pozdrowienia,
        Grzesiek
        Ps. Jak ją znalazłeś? rozpoznałeś i zdobyłeś????
        • Gość: Pinior Re: Jak długo się kochacie? IP: 10.30.42.* 11.12.01, 11:27
          Gość portalu: Grzesiek napisał(a):
          > Ps. Jak ją znalazłeś? rozpoznałeś i zdobyłeś????

          Samo przypełzło :)))

          Nie. Tak na poważnie to przypadek. Zrządzenie losu, sprowokowane najwyżej zbyt
          dużą ilością alkoholu (do niczego wówczas nie doszło, ale zaiskrzyło. I to chyba
          potężnie, skoro taki ogień się poźniej pojawił).

          Żeby było śmieszniej, dziewczyna wcale nie wygląda (na pierwszy rzut oka) na tak
          niespotykanie namiętną. Wprost przeciwnie - większość facetów (mimo jej młodego
          wieku) peszy się przy niej. Sprawia bowiem (pierwsze) wrażenie zimnej, suchej,
          bardzo inteligentnej i wyrachowanej (a tego się najbardziej mężczyźni boją), na
          dodatek niewielu facetów do niej startuje, bo wygląda (z powodu budowy ciała,
          ruchów i ciuchów) jak modelka (czasami nawet fotomodelką bywała).
      • Gość: Maur Re: Jak długo się kochacie? IP: *.chello.pl 10.12.01, 23:26
        Swietny tekst:)

        Zabawne, tez mialem cos podobnego. Nie az tak, oczywiscie ;)
        Ale ostatnie dwa akapity:
        ----------
        Żeby była jasność - nie zawsze tak jest. Mniej więcej co drugi raz. Bo bywa też
        normalnie :))) - od 10 do 30 minut.
        (gry wstępnej nie liczę). I ważne chyba jest to, że jako młoda dziewczyna jest
        bardzo ciasna (sorry za te
        szczegóły techniczne, ale to chyba ważne), więc stymulacja mojego członka jest
        większa, niż np. w przypadku
        kobiety, która rodziła. Inna rzecz, że pierwszy raz spotkałem tak wilgotną
        dziewczynę, co znowu osłabia
        wrażenia. Ważne jest chyba też to, że co kilkanaście minut zmieniamy pozycje.
        Ważne jest też i to, że często
        zmieniamy rytm: raz jest mocno i szybko (ona to preferuje), raz jest
        delikatnie, głęboko i namiętnie (to znów wolę
        ja).
        Więc co wpływa na czas kochania się? Bo ja nie wiem. Chyba tylko psychika.
        Świadomość, że kocham się z
        niezwykle ładną dziewczyną, która niebywale ekspresyjnie zachowąc się w łóżku
        sprawia, że chcę to ciągnąć
        jak najdłużej. Bo największą przyjemność nie sprawia mi samo ciupcianie :), ani
        mój orgazm, tylko obserwowanie
        �fruwającej� godzinami kobiety. Z czystej chciwości stosuję zasadę - nie
        puszczę Cię złotko, za dobrze mi z
        Tobą.
        -------------
        To moglbym sam napisac.
      • lily Re: Jak długo się kochacie? 12.12.01, 16:47
        Hmm po przeczytaniu Twojej wypowiedzi zwróciłam uwagę na jedną rzecz - na
        podkreślanie atrakcyjności Twoich partnerek: "jeszcze ładniejsza". "niezwykle
        ładną dziewczyną"; to smutne że tak dużą rolę odgrywa dla Ciebie atrakcyjność
        fizyczna, ani słowa o uczuciach, można się domyśleć że za kilka lat będziesz
        szukać atrakcyjniejszej, młodszej kochanki aby znów bić swoje rekordy życiowe.

        pozdrawiam
        • charlize Re: Jak długo się kochacie? 12.12.01, 16:50
          lily napisał(a):

          > Hmm po przeczytaniu Twojej wypowiedzi zwróciłam uwagę na jedną rzecz - na
          > podkreślanie atrakcyjności Twoich partnerek: "jeszcze ładniejsza". "niezwykle
          > ładną dziewczyną"; to smutne że tak dużą rolę odgrywa dla Ciebie atrakcyjność
          > fizyczna, ani słowa o uczuciach, można się domyśleć że za kilka lat będziesz
          > szukać atrakcyjniejszej, młodszej kochanki aby znów bić swoje rekordy życiowe.
          >
          Brawo, trafna uwaga!
          > pozdrawiam

          • Gość: Pilezur Re: Jak długo się kochacie? IP: *.krak.gazeta.pl 12.12.01, 19:27
            charlize napisał(a):

            > lily napisał(a):
            >
            > > Hmm po przeczytaniu Twojej wypowiedzi zwróciłam uwagę na jedną rzecz - na
            > > podkreślanie atrakcyjności Twoich partnerek: "jeszcze ładniejsza". "niezwy
            > kle
            > > ładną dziewczyną"; to smutne że tak dużą rolę odgrywa dla Ciebie atrakcyjn
            > ość
            > > fizyczna, ani słowa o uczuciach, można się domyśleć że za kilka lat będzie
            > sz
            > > szukać atrakcyjniejszej, młodszej kochanki aby znów bić swoje rekordy życi
            > owe.
            > >
            > Brawo, trafna uwaga!
            > > pozdrawiam
            >


            Hmm. Faktycznie macie rację. Niezręcznie (bardzo) wyszło.
            To napisze pisze teraz - nawet największa atrakcyjność fizyczna, jeśli nie występuje razem z mądrością,
            ciepłem i przede wszystkim uczuciem, który to wszystko lepi i spaja nie wystarczy. Przynajmniej dla mnie.
            Sama uroda nie jest wyznacznikiem atrakcyjności szeroko pojętej.
            A o uczuciach nic nie pisałem, bo:
            a) to moja osobista sprawa
            b) nie o uczuciach ten post, nieprawdaż? Zdaje się, że o czymś zuuuuuuuuuuupełnie innym :-)
            Ale zapewniam was, że nie jestem z kamienia.

            A że podkreślałem, że dziewczyny są śliczne? Drogie Harlize i Lily:
            a) poniosło mnie, bo ten post jest niejako po to, by się chwalić (a ja - jak napisałem - mam się czym
            pochwalić) i uległem podświadomie tej atmosferze. Przepraszam
            b) chciałem widocznie w ten sposób podkreślić między wierszami, że nie jestem pierwszym lepszym
            samczykiem, który myśli tylko i wyłącznie o ciupcianiu i to z wszystkim bez wyjątków, co tylko się rusza i na
            drzewo ucieka.
            c) jestem też facetem, a każdy (przynajmniej większość) to �oglądacz�. To dla moich potrzeb (nie dla
            kobiety) wymyślono filmy i zdjęcia pornograficzne czy seskowną, aczkolwiek nie tak wygodną jak
            bawełniana bieliznę koronkową czy wchodzące w dupę stringi. I jak każdy facet - lubię patrzeć!!!
            A - co opisałem powyżej - ponieważ uwielbiam patrzeć jak kobieta �fruwa�, to przyjemność mam
            podwójną, gdy kobieta, którą nauczyłem właśnie �latać� jest śliczna. I - ponieważ staram się wyciągać
            wnioski z tego, co mnie otacza, uważam że uroda fizyczna TEŻ miała wpływ na te moje osobiste (choć
            nie
            największe) rekordy.

            Ale dość tego głupiego tłumaczenia się, bo cała sprawa i tak jest przecież chora. Nic bowiem nie zmienia
            faktu, że jestem tylko głupim skur... , bo najzwyczajniej w świecie zdradzam żone. Jak już musicie, to tego
            się przyczepcie. Ale w innym poście, OK? Bo ten jest wyłącznie o wymiernym i zmierzalnym CZASIE.
            • charlize Re: Jak długo się kochacie? 12.12.01, 20:15
              Gość portalu: Pilezur napisał(a):
              > Hmm. Faktycznie macie rację. Niezręcznie (bardzo) wyszło.
              > To napisze pisze teraz - nawet największa atrakcyjność fizyczna, jeśli nie wyst
              > ępuje razem z mądrością,
              > ciepłem i przede wszystkim uczuciem, który to wszystko lepi i spaja nie wystarc
              > zy. Przynajmniej dla mnie.
              > Sama uroda nie jest wyznacznikiem atrakcyjności szeroko pojętej.
              > A o uczuciach nic nie pisałem, bo:
              > a) to moja osobista sprawa
              > b) nie o uczuciach ten post, nieprawdaż? Zdaje się, że o czymś zuuuuuuuuuuupełn
              > ie innym :-)
              > Ale zapewniam was, że nie jestem z kamienia.
              >
              > A że podkreślałem, że dziewczyny są śliczne? Drogie Harlize i Lily:
              > a) poniosło mnie, bo ten post jest niejako po to, by się chwalić (a ja - jak na
              > pisałem - mam się czym
              > pochwalić) i uległem podświadomie tej atmosferze. Przepraszam
              > b) chciałem widocznie w ten sposób podkreślić między wierszami, że nie jestem p
              > ierwszym lepszym
              > samczykiem, który myśli tylko i wyłącznie o ciupcianiu i to z wszystkim bez wyj
              > ątków, co tylko się rusza i na
              > drzewo ucieka.
              > c) jestem też facetem, a każdy (przynajmniej większość) to �oglądacz�. To dla m
              > oich potrzeb (nie dla
              > kobiety) wymyślono filmy i zdjęcia pornograficzne czy seskowną, aczkolwiek nie
              > tak wygodną jak
              > bawełniana bieliznę koronkową czy wchodzące w dupę stringi. I jak każdy facet -
              > lubię patrzeć!!!
              > A - co opisałem powyżej - ponieważ uwielbiam patrzeć jak kobieta �fruwa�, to pr
              > zyjemność mam
              > podwójną, gdy kobieta, którą nauczyłem właśnie �latać� jest śliczna. I - poniew
              > aż staram się wyciągać
              > wnioski z tego, co mnie otacza, uważam że uroda fizyczna TEŻ miała wpływ na te
              > moje osobiste (choć
              > nie
              > największe) rekordy.
              >
              > Ale dość tego głupiego tłumaczenia się, bo cała sprawa i tak jest przecież chor
              > a. Nic bowiem nie zmienia
              > faktu, że jestem tylko głupim skur... , bo najzwyczajniej w świecie zdradzam żo
              > ne. Jak już musicie, to tego
              > się przyczepcie. Ale w innym poście, OK? Bo ten jest wyłącznie o wymiernym i zm
              > ierzalnym CZASIE.

              Teraz się poczułam jak wredna jędza. Ale to jest tak... Wkurza mnie, gdy
              mężczyzni podkreślają, że są wzrokowcami, więc naturalnie lubią, gdy kobieta jest
              piękna. Wkurza mnie to, bo na każdym kroku w naszej kulturze natykamy się, my
              kobiety, na oczekiwanie (ba, żądanie), że winnyśmy być piękne. Wtedy będziemy
              godne męskich hołdów. O naszej wartości, o Waszym nas pożądaniu decyduje uroda
              naszych lic, ramion, piersi, kibici, pośladków, długość nóg, maleńkość stóp. Gdy
              zaglądam czasem na czat, jestem bombardowana pytaniami o wyglad i prośbą o
              przesłanie zdjęcia. A ja nie jestem laską z okładki Playboya, co nie znaczy, że
              jestem brzydka. Poza tym, gdy ja patrzę na mężczyzne, to oczywiście też w
              pierwszej chwili patrzę na jego twarz, oceniam walory sylwetki, ale to staje się
              elementem drugorzędnym, gdy poznając go bliżej, przekonuję się, czy poza urodą
              lub jej brakiem, ten człowiek ma coś, co cenię wyżej: inteligencję, polot,
              wrażliwość, poczucie humoru. My kobiety też na Was, panowie, patrzymy krytycznym
              okiem. Lubimy, gdy jestescie przystojni, zadbani, eleganccy. Lubimy, gdy spodnie
              (ale nie za male!) opinają wam pośladki (ja to lubię), lubimy Wasze zadbane
              dłonie, ładny (kompletny) uśmiech, ale uroda jest tylko jednym z elementów i
              częściej niż Wy dajemy szansę tzw. uroczym brzydalom (jak np. Belmondo, choć to
              nie moja epoka, tylko przykład). I proszę nie pisać, że to tylko dla Was,
              panowie, są filmy pornograficzne. Te filmy bywają też oglądane przez kobiety. My
              też lubimy podniety wzrokowe. Myslę, że taki sztywny podział, że mężczyźni
              lubią 'to', a 'tamto' lubią kobiety, jest mylący. Są przecież kobiety, które po
              upojnej nocy zasypiają szybciej niż ich kochanek...
              Drogi Pilezurze, gdy czytałam Twoje posty, to poczulam ukłucie zazdrości ;-), bo
              marzą mi sie równie upojne noce, jak Twoje. A wobec żony... No cóż, nie zamierzam
              Cię pouczać, to nie moja sprawa.
              Pozdrawiam :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka