Dodaj do ulubionych

odwolany slub

17.05.11, 15:26
Odwolalismy slub tydzien przed. Moj narzeczony w sumie z dnia na dzien powiedzial ze mamy silne charaktery i boji sie tego ze bedziemy sie rozwodzic bo jest miedzy nami "ogien"... powtarzal ze cos go przeroslo ze nie da rady po czym sie uspokoil przepraszal mowil ze kocha i nie wiedzial ze takie emocje sa przed slubem na nastepny dzien syt sie powtorzyla ze zdwojona sila zadzwonila kolezanka z zapytaniem jak ja sie czuje on zrobil awanture ze mi przestal ufac bo upatrywal sie w tym ze ja opowiadam kolezankom o naszych problemach i smiejemy sie z niego itd... slub zostal odwolany ... to byla jego decyzja. Nie ma w tym sensu logiki... nie wiem co w niego wstapiló tym bardziej ze caly czas dbal o nas o mnie okazywal uczucia itp w ostatnim czasie wydawało mu sie ze pewna osoba z mojej rodziny go nie lubi uczepił sie tego a ja musiałam tlumaczyc ze tak nie jest co zreszta bylo prawda. Zachowywał sie w tych dwóch dniach nieracjonalnie ... widziałam w nim innego czlowieka... mial nagle zmiany nastrojów co sam wczesniej zauwazył... zaczelam sie zastanawiac czy to nie choroba...jakmyslicie? dodam zenie chodzi tu o jakies inne osoby z mojej czy jego str
Obserwuj wątek
      • lady_1 Re: odwolany slub 17.05.11, 16:22
        moze tak. Lekarz mi powiedział ze czasem pod wpływem silneo stresu u ludzi aktywuja sie jakies choroby tylko nie wiem czy to juz sygnal do choroby czy panika przedslubna nie wiem jak sie zachowac wobec niego. Teraz nie mamy kontaktu bo odcial sie wyjezdzajac bez telefonu komputera auta itp ale przeciez kiedys wroci i co wtedy?? zastanawiam sie co sie dzieje u niego w głowie czy doszlo to do niego czy mnie obwinia a moze zaluje... ?
        • perfekcjonizm Re: odwolany slub 17.05.11, 17:03
          hm...

          "Przez długi okres czasu panowało powszechne przekonanie, że stres spowodowany jest dramatycznymi i traumatycznymi wydarzeniami. Okazuje się jednak, że również sytuacje, które budzą radość, mogą przyczyniać się do powstawania uczucia stresu, np. zamiana mieszkania na większe, ślub."

          www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/psychologia/18632-czym_jest_stres.html
    • 36.a Re: odwolany slub 17.05.11, 18:11
      bez przesady.
      za każdą zmianą decyzji nie musi stać zaburzenie.

      boli, ja wiem. i decyzja o małżeństwie jest jedną z poważniejszych.
      (sama nie wiem, czy bym się na nią zdecydowała...)
      wycofał się, ot tyle

      sad
      • 36.a Re: odwolany slub 17.05.11, 18:37
        Można jeszcze z radą?
        Nie gonić za nim, nie pytać, spróbować żyć własnym życiem.
        (tu jest szansa, że przemyśli i...być może powróci, ale żyć należy
        tak jakby jego decyzja była ostateczna. "każdy człowiek jest wolny"
        by moja mama)
        • lady_1 Re: odwolany slub 17.05.11, 23:07
          powoli wracam do zycia codziennego ale bardzo mi brakuje naszego zwiazku i jest cieezko.... nie kontaktuje sie z jego rodzina nie wypytuje nie nalegam oni tez musza odpoczac bo kazdy to bardzo przezywa. Narazie czekam az wroci wlaczy telefon moze wtedy sie spotkamy napewno powinnismy. Wiem ze nie kazde przezycie musi powodowac poczatki choroby ale kazdy ma swoje granice on widocznie ma slaba psychike jest wrazliwy na swoim punkcie i zapetlil sie w tym nie umial poradzic wybuch nie wiem kazdy po swojemu radzi sobie z silnymi przezyciami jeden nie umie sobie poradzis drugi ma sposob...
          • just-me-online Re: odwolany slub 18.05.11, 07:50
            > nie kontaktuje sie z jego rodzina nie wypytuje nie nalegam

            Jeśli chcesz ratować ten związek to może jednak wyślij jakiś (pojedynczy) czytelny komunikat.
            Facet może nie mieć śmiałości odezwać się do Ciebie po takim zdarzeniu.

            Just Me

            • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 09:24
              chce tylko nie wiem czy on tego chce wiem ze moze byc mu ogromnie glupio, ale ja nie mam z nim kontaktu zostawil wylaczony telefon w domu nie mam jak mu wyslac komunikatu... musi kiedys wrocic pewnie bedzie to za niedługo bo juz ten wyjazd trwa niemal2 tygodnie wtedy pewnie wlaczy telefon i uda mi sie z nim skomunikowac Boje sie tego co moge uslyszec...
              • just-me-online Re: odwolany slub 18.05.11, 09:40
                > chce tylko nie wiem czy on tego chce wiem ze moze byc mu ogromnie glupio, ale j
                > a nie mam z nim kontaktu zostawil wylaczony telefon w domu nie mam jak mu wysla
                > c komunikatu...

                Ale przecież masz (możesz mieć) kontakt z jego najbliższymi. Według mnie, w aktualnej sytuacji jest to dobre miejsce ażeby dać znać, że jeszcze całkiem nie położyłaś laski na tym związku.

                > musi kiedys wrocic ...

                W dalszej rodzinie zdarzyło się, że ktoś wyszedł "po papierosy". I wrócił po chyba 5 latach czy coś koło tego. Nie znam pełnego kontekstu tego zdarzenia, tak więc trochę trudno mi się na ten temat wypowiadać. Ale IMHO powodem był miedzy innymi brak komunikacji pomiędzy osobami dramatu.

                > zd trwa niemal2 tygodnie wtedy pewnie wlaczy telefon i uda mi sie z nim skomuni
                > kowac Boje sie tego co moge uslyszec...

                No cóż, nie macie komfortowej sytuacji - delikatnie to ujmując.

                Powodzenia.

                Just Me
    • 6feetunder Re: odwolany slub 18.05.11, 09:50
      A ja tak z innej beczki. A może zastanów się, czy w ogóle warto się wiązać z takim człowiekiem? Chłopak najwyraźniej przestraszył się zmian - ja bym się w tym nie dopatrywała choroby, a jedynie słabości charakteru (niestety). Pomyśl, co by było gdybyście oczekiwali dziecka, a on by zniknął tydzień przed porodem, bo stres, bo zmiany, bo cośtam. W dodatku wpadł w paranoję i próbował perfidnie zwalić winę na Ciebie - bo powiedziałaś koleżance, bo ktoś z rodziny go nie lubi itp. itd. I, usprawiedliwiony, poszedł się "wyszaleć", mając gdzieś to że możesz się chociażby martwić, bo nie wiesz co się z nim dzieje. Takich rzeczy się nie robi.
      • eydur8791 Re: odwolany slub 18.05.11, 10:31
        Widzę, że same kobiety się tu wypowiadają. To ja się tak wypowiem z punktu widzenia facetabig_grin
        Nie jestem może tu najstarszy i nie mam aż takiego doświadczenia w związkach, ale co tam spróbuję z racji męskiej (i nie tylko) solidarnoścismile

        Więc ślub dla faceta wbrew temu co się mówi, że my tacy mało emocjonalni jesteśmy, to też stres tak sądzę, bo mój dopiero przede mną. Więc zwyczajnie może spanikował? Daleki bym był od wciskania go w buty zaburzenia psychicznego.
        Ja na Twoim miejscu bym ratował ten związek, bo przecież go kochasz. Ale piłeczka jest po jego stronie. Zgodzę się też z tym, że może warto dać mu jakiś subtelny znak, że ma gdzie wrócić, ale oczywiście nie ma lekko i ja bym mu kazał powiedzieć kolokwialnie o co Ci k...a człowieku chodzi? I co się stało?
        A i jeszcze jedno podejrzewam, że taka rozmowa będzie jedną z najtrudniejszych w Twoim życiu, bo faceci najczęściej skorzy do uzewnętrzniania problemów emocjonalnych nie są.

        A tak na koniec życzę żeby wyszło tak jak chcesz. W tę lub we w tę, ale tak jak chcesz.

        No tyle męskich wynurzeńbig_grin
        • perfekcjonizm Re: odwolany slub 18.05.11, 11:13
          Nie ma ludzi, którzy robią coś z głupoty, czy z tego, że są leniwi, czy źli.

          Ja dzielę ludzi na zaburzonych i na mniej zaburzonych. Takie czasy.

          Chłopak nie poradził sobie z emocjami. Być może miało miejsce jeszcze więcej "czynników wyzwalających", bo jak pamiętam z zajęć psychoedukacji z kliniki, w której byłam choroby nigdy nie wywołuje jedno zdarzenie, a jakiś ciąg zdarzeń, czy też długotrwały, silny stres.

          Uważam, że niezależnie od tego co mu jest nie poradził sobie z emocjami.
          To, że nie ma odwagi, czy że mu wstyd, ma depresję, czy odczuwa złość, ulgę, czy cokolwiek innego i tak nie zmienia faktu, że zachował się niedojrzale, ucieczkowo. Nie jest to cecha człowieka dojrzałego emocjonalnie. Bo człowiek w miarę dojrzały potrafi rozmawiać. Potrafi powiedzieć "boję się", "nie chcę", "nie lubię".

          Tak, może potrzebuje czasu - ale to jak się zachował i tak jest niedojrzałe. To też świadczy o jakichś problemach psychicznych. Jeśli w przeszłości nie zdarzały się takie sytuacje, jeśli w przeszłości stawiał czoła trudnościom a nie od nich uciekał, to jest nadzieja, ze to rzeczywiście jakis splot niefortunnych wydarzeń doprowadził go do tego co obecnie zrobił.

          Jeśli jednak już od dawna reagował mniej lub bardziej na stres ucieczkowo, to wniosek płynie z tego taki, że będzie wykazywał takie zachowania w przyszłości. Wówczas pojawia się pytanie, czy jego partnerka jest na tyle silna by być wsparciem i umieć odpowiednio reagować i także dla siebie szukać wsparcie, raczej już nie w mężu.

          Być może związek będzie wymagał specjalistycznej terapii dla dwojga. Nie uważam też, że jest skazany na niepowodzenie. Wymaga tylko odpowiedniego zabezpieczenia i szczerości obojga partnerów. Zaopiekowania się sobą na wzajem i umiejętności sięgania po pomoc z zewnątrz.

          Może chłopak potrzebuje zapewnienia, że kochasz go takim jakim jest. Że rozumiesz jak bardzo przeżył to wydarzenie. Pytanie czy czujesz się na tyle silna, by dać mu oparcie.
          Zapewne sama bardzo to przeżyłaś i też potrzebujesz zaopiekowania.

          Pewnie trzeba czasu. A potem jak emocje troszkę się uspokoją chłodnej oceny sytuacji i szukania odpowiedzi na to co dalej.

          Poki możesz Lady_1, zatroszcz się o siebie. Myślę, że dobrze by było o tym porozmawiać ze specjalistą.

          • just-me-online Re: odwolany slub 18.05.11, 11:41
            Chciałbym nieśmiało zauważyć, że znamy zdarzenie wyłącznie z relacji jednej strony.

            Która to relacja zapewne jest tak bardzo obiektywna jak to tylko możliwe. Czyli zapewne tak mniej więcej w 75% subiektywna wink

            Dlatego IMHO ma sens sugestia, ażeby przyjrzał się temu ktoś z doświadczeniem. Bo może być tak, że problem nie jest tak oczywisty jak by się to wydawało.

            Just Me
          • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 12:09
            ktos napisal ze ja sie wyzalilam kolezance z naszych problemow wlasnie nie nidy tak nie bylo nigdy nie skupialam wokół siebie grona kolezanek.Kolezanka zadzwonila spytac co u mnie i jak sie czuje bo bylam na l4 a on to przyjal ze zadzwonila w innej spr mianowicie spytac sie co u nas bo napewno ja jej sie zwierzalam... komu jak komu ale nie kolezance z pracy...
            Wykazaywal ostatnio nadwrazliwosc przy odwolaniu slubu powiedzial ksiedzu ze czuje sie obserwowany osaczony tak jakby ktos nie wiem o kogo chodziło moze o nasze rodziny go obserwował i oceniał czy sobie ze wszystkim poradzi co jest kompletna bzdura bynajmniej z mojej rodziny ani ja nie dawalismy takich odczuc nikt nie mial zadnych wymagan wrecz kazdy go chwalil dobrze oceniał wiec nie wiem co mu ubzdurało sie w tej głowie tak jakby nawkrecal sobie jakis teorii i nic do niego innego nie docierało ani rozmowa ze mna ani stan faktyczny bo nawet nikt mu nigdy nie zwrocił uwagi poprostu brak logiki w tym wszystkim. A ja jestem i zla na niego i mam zal i zastanawiam sie co on czuje teraz i martwie sie o niego... jestem niemal pewna ze mysli sobie tak jakpowiedzial przy naszym ost spotkaniu - jestem u wszystkich skreslony Ty po tym wszystkim nie masz zaufania do mnie nie uda nam sie w tydzien teo posklejac...
            Wczesniej jak łatwo sie denerwował/ nie była to agresja / powiedziałmi zeboi sie swego zachowania bo ulega szybkim zmianom nastroju... ze jest bardzo wrazliwy.... porozmawialismy wtedy spokojnie ze nie trzeba sie denerwowac tym co nie jest tego warte itp
            • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 12:19
              dodam ze wczesniej byl silny przy problemach dodawał otuchy nie uciekał wspierał poprostu był obok. To pierwsza syt wiem ze ten wyjazd jest co najmniej dziwny nawet nie wiem jak to nazwac czy brak dojrzałości czy cos wrecz nienormalnego... przy wczesniejszych sprzeczkach które tak naprawde dotyczyły nerwowego tłumaczenia jemu ze jest inaczej niz on mysli latwo popadał w zlosc podnosil glos zmieniał sie po czym uspokajal i bylo ok niby juz temat byl wyjasniony my zgodni ale te zmiany rzeczywiscie szybko nachodziły np w ciagu godziny...
              w dzien odwołaniu slubu mowił ze kocha bardzo ze jestesmy silni jedyni dla siebie ze lzami w oczach a po godzinie jak kolezanka zadzwoniła wybuchł ze stracil do mnie zaufanie.... paranoja...
                  • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 14:38
                    chodze do psychologa takie wygadanie sie pomaga ale ciekawi mnie Wasze podejscie co inni by pomysleli na moim miejscu. Nie mamy teraz kontaktu, ale dlamnie juz zaczyna byc to mimo wszystko meczace chciałabym jak najszybciej znim porozmawiac a najbardziej bym chciała zeby teo załował tak jak załował w przeddzień całego zajscia zeby była szansa na poukladanie tej syt i naszego zwiazku w koncu dni dzieliły nas od bycia małzenstwem ...
                    • eydur8791 Re: odwolany slub 18.05.11, 15:07
                      Mój były związek nauczył mnie jednego: każdy postrzega świat inaczej, gesty, słowa, czyny. To, że Ty piszesz, że nigdy nie daliście mu odczuć jako rodzina, że jest niechciany itp. itd. nie znaczy, że on jakiegoś słowa czy sytuacji rozmowy nie odebrał inaczej.
                      Pisząc to próbuję wczuć się w niego i uruchamiam największe pokłady swojej męskiej empatii jakie mamsmile
                      A to, że tak się zachowywał nie znaczy od razu, że będzie tak w przyszłości. Choć szansa na to duża to może teraz Tobie uda mu się pomóc skonfrontować z jego emocjami? Ale i tak to on musi chcieć inaczej dupa blada
                      • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 16:02
                        wiem, ze kazdy ma swoje odczucia. Kilka razy sprzeczalismy sie o to bo on nawkladal sobie teorii typu; pytałem sie Twojego Dziadka jak sie czuje a on mi nie odpowiedział - moj Dziadek ma 87 lat i ma problem ze słuchem nidy tez na niego sie nie gniewał czasem ja bedac z nim w jednym pokoju mowie a on nie słyszy ... Byłam bezradna w tym tłumaczeniu bo dla mnie syt jest normalna starszy człowiek niedosłyszący nawet jak sie mowi glosniej czasem mlody sie zamysli i nie slyszy jak sie doniego cos mowi a co dopiero starsza osoba a on twardo ze moze Dziadek sie pogniewał i złość... a ja z bezradnośc lzy... pozniej wszytsko sie uspokojalo bylo ok niby zrozumiał ze to nie gniew
                        • perfekcjonizm Re: odwolany slub 18.05.11, 16:15
                          Ciężki materiał.

                          Powiedz... może Ty jesteś mocno niedowartościowana i przez związanie się z takim człowiekiem możesz czuć się potrzebna, lepsza? Może czujesz się silna przy słabym mężczyźnie.

                          Jaki był Twój ojciec? Też nie dawał poczucia bezpieczeństwa? Czy chwiejność emocjonalna jest ci znana? Może spotykałaś się z takim zjawiskiem w rodzinnym domu?
                          Z niestałością, niepewnością. Może tylko w takim środowisku potrafisz funkcjonować.

                          Może potrzebujesz, żyć w kompletnym chaosie, żeby czuć się znajomo niepewnie.

                          Nie wiem, to jest do terapii...
                          • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 16:29
                            skąd takie podejscie? moj ojciec nie zyje od ponad 10 lat... jestem dowartościowana nie mam niskiej samooceny nie jestem tez zarozumiała. I zycie w niepewności doprowadza mnie do przysłowiowego szału... nie wiem skad takie podejrzenia o mojej osobie. Nie musza miec adrenaliny w zyciu wiem ze tacy sa ale ja wrecz przeciwnie tak cieszyłam sie z tego ze mamy taki związek dla mnie to było wszystko... podejrzewasz ze slaby mezczyzna jest mi potrzebny zeby sie dowartosciować ? nawet bym o tym nie pomyslala byłoby to chore nieco...
                              • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 16:52
                                bo był wyjatkowy bylismy zaangazowani calosciowo w nas i w organizacje slubu, przyjaznilismy sie, spedzalismy razem wolne chwile, bylismy ze soba bardzo blisko potrafilismy rozmawiac ze soba na kazdy absolutnie temat byl jakis niesamowity przepływ uczuc i troska obopulna nawet w takich malych kwestiach dla mnie wyjatkowy zwiazek jak na te czasy kiedy mlodzi ludzie nie umieja sie poswiecac nie chce im sie pracowac nad soba i zwiazkiem u nas było bardzo duzo pracy zeby bylo jaknajlepeij. Relacje naszych rodzin tez super zadnych niedomówien ja u niego w domu czułam sie jak u siebie i dzie tu szpike wetknac jak czlowiek siedzi i mysli co moglo byc powodem?
                                • lady_1 Re: odwolany slub 18.05.11, 17:00
                                  ksiadz powiedział po rozmowie ze mna ze chyba szatan naplatał... mysle ze on bardzo sie przestraszył powiedział nawet ze on sobie nie poradzi... ale mam wrazenie ze sam sobie zadawal pytania i sam odpowiadal bo z óry zalozył ze sobie nie poradzi al czemu? z gory zalozyl ze sie mozemy rozwiesc bo mamy siln charaktery...? w tym nie ma sensu ... czemu on wszystko postawiłna nie???
                                  • perfekcjonizm Re: odwolany slub 19.05.11, 09:19
                                    No tak, gdyby nie Szatan, żylibyśmy w raju smile Ale trzeba sobie jakoś radzić, póki co.

                                    Wiesz co? Naprawdę mi przykro. Napisałam, że projektuję, bo ja sama zostawiałam moich partnerów i byłam tak zostawiana. Teraz strasznie boję się związków, żeby już nikogo nie krzywdzić i nie być krzywdzoną. Ale tęsknię za byciem z kimś.

                                    No i co Ci powiedzieć. To bardzo boli takie pozostawienie bez słowa, zwłaszcza w takim momencie. Coś mu odbiło. Może czas pokaże co. A ty kochana, wypłacz to, wykrzycz, żeby Ci to zdarzenie jakoś bokiem nie wyszło. Ściskam.
                                    • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 09:27
                                      jak bym wiedziała ze rzeczywiscie cos mu odbiłobyłoby mi łatwiej to zozumieć jak to wszystkomiał przemyslane i wykakalkulowane to ciezko... ale mozna w pelni swiadomie cos takiego zrobic i jeszcze ten wyjazd... wszystko jest dziwne. Na dodatek nikt minie chce powiedziec kiedy wroci gdzie i zkim jest to mnie juz denerwuje i martwie sie coraz bardziej bo jakies informacje mi sie naleza przynajmniej kiedy woci a jego rodzice mowia ze nie wiedza i jak tu wszystko zrozumiec....?
                                        • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 10:49
                                          nie sama smialam sie do mojej Mamy ze gdzie on jest jak to taka tajemnica w areszcie? ale nie nic nigdy na to nie wskazywało chyba, ze w tych nieszczesnych dniach jakis wypadek mu sie przydazył ale na 99 pocent nie. Nie wiem jego brat cioteczny jest ksiedzem i jego siostra mowiłaa mi ze moze on gdzies go ulokował na jakis czas ksieza maja swoje miejsca a faceta mozna latwo gdziesc wsadzic kobieta jednak wzbudza duze podejrzenia w takim sodowisku... to sa wszystko domysły, ale zeby byla tajemnica kiedy wroci... to juz przesadanie moga mi jego rodzice powiedziec ze np za tydzien czy dwa cokolwiek nawet orientacyjnie przeciez nie wymagam od nich ze powiedza mi ze waca jutro rano... nie szykuje przeciez zamachu na jego zycie. Juz zaczelammyslec ze moze sie wyprowadzil ale tak w kilka dni bedac w takim stanie jakmozna sobie zorganizowac zycie wynajc mieszkanie byc tam samego to tez nie logiczne. Wszyscy jego znajomi i rodzina jest w domu nikt nie ma wolnego mieszkania zeby go zbunkrowac na jais czas tam kazdy ma swoje rodziny zycie wiec z kim on pojechał? sam nie bo podobno w takim stanie by sie go bali puscic samego i co ja mam myslec o tym wszystkim???
                                            • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 11:08
                                              mi chodzi tylko o informację zasługuje na to bo dni dzieliły nas od malzenstwa i tego ze byłabym ich synową , którą zawsze sie szczycili. Dziwi mnie czemu mowia ze nie wiedza gdzie on jest to napedza mi rozne mysli. Poprostu byłabym chyba spokojniejsza jak bym wiedziała co nie co jakbym nie zyła w zawieszeniu ze nie wiem czy spotkamy sie za tydzien czy za m-c. To wydarzenie spowodowało wiele w nas wszystkich ale nie znaczy ze mamy uciekac od rozmowy wyjasnienia kontaktu... wiecznie nie mozna uciekac i mowic ze nie wiem kiedy moje dziecko wroci...??? wierzyc mi sie nie chce ze kto jak kto ale rodzice przynajmniej takie rzeczy wiedza tylko czemu nie chca powiedziec?
                                            • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 11:12
                                              wlasnie dziwnie nawet bardzo... szczerze jakby byl na leczeniu to odetchnelabym z ulga bo bym wiedziała ze krzywda mu sie nie stanie tylko mu pomogą, ale to wszystko sa domysły a ja juz zachodze w głowę bo im wieksza tajemnica tym sie bardziej martwię. Przeciez ma zobowiazania w pracy a urlop czy l4 nie moze trwac i trwac... a ja nie powiedziałam nic złego ani nie zrobiłam ani jemu ani jego rodzinie ze byli na mnie zli i dlatego nie chcieli mi powiedziec.
                                              • just-me-online Re: odwolany slub 19.05.11, 11:24
                                                Jeśli trafił do szpitala psychiatrycznego to dla niektórych może to być większy problem niż wszystkie plagi egipskie na raz ... Może to jest właśnie powodem milczenia?

                                                A może rzeczywiście nie wiedzą gdzie zniknął?

                                                Tak czy inaczej obawiam się, że masz niewielki wpływ na to co się zdarzy w temacie kontaktu z Twoim narzeczonym.

                                                A w takim razie żyj swoim życiem i dbaj o siebie.

                                                Just Me
                                                • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 12:00
                                                  mysle ze z tym szpitalem to daleko idace wnioski. Wiele osob mi mowi, ze powinnam zadbac o siebie i nie rozmyslac staram sie ale jest ciezko bo mysli nie da wygonic sie z głowy pierwsze emocje mineły ale teraz nie moge nie zastanawiac sie co z nim, co dalej, co by było gdyby... i gdyby nie to cos jakbysmy teraz byli szczesliwi... jesli do konca tygodnia on nie przyjedzie i nie bede miala zadnych informacji to chyba pojade do nich pokojowo nastawiona i sprobuje sie czegos dowiedziec albo z jego siostra pogadam bo w lowie juz mi sie to wszystko nie miesci przeciez nie mozna tak zayc miesiac dwa...minely juz 2 tygodnie...
                                                  • kamyczek_02 Re: odwolany slub 19.05.11, 12:53
                                                    A ja myślę, że w ogólnym rozrachunku dobrze wyszło. Jeżeli to choroba to małżeństwo byłoby nie ważne gdybyście jednak ślub wzięli, a on miotał się przed i nic nie powiedział.
                                                    Ja bym odpuściła, widocznie on potrzebuje czasu żeby się z tobą spotkać i pogadać. Obojętnie czy rodzina wie, co z nim, czy też nie. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ja by jeszcze ewentualnie porozmawiała szczerze z jego rodziną, tak jak planujesz. Nie wiem, czy bym się umawiała, bo mogą cię spławić. Wiesz kiedy ja zastać w domu? To idź bez umawiania się. Powiedz, że nadal go kochasz, martwisz się o niego i jeżeli jest jakiś poważny problem, o którym on lub oni nie chcą ci powiedzieć z różnych względów to mimo wszystko jesteś gotowa pomóc i przyjąć to na klatę, bo przecież planowałaś z nim życie na dobre i na złe. Podkreśl te słowa. Powiedz, że brak wyjaśnień jest gorsze niż nawet najgorsza prawda. Tyle i aż tyle. Koniec kropka. Jeżeli się nie odniosą do tego i będziesz czuła, że kręcą to ja bym odpuściła. Bo co możesz na to poradzić?
                                                  • kamyczek_02 Re: odwolany slub 19.05.11, 13:02
                                                    Dla mnie brak wyjaśnień jest bardzo wymowne. Minęły dwa tygodnie...dużo. Po takim czasie można ochłonąć. Z jednej strony tak jak pisze, może coś się stało i on ukrywa jakąś tajemnicę, boi się ciebie w to wciągać - choroba też do tej opcji należy. Z drugiej może dotarło do niego, że to nie jest to i nie jesteś tą jedyną. Przepraszam za te słowa, ale tak też może być. Może mu głupio i tyle.
                                                    Posłuchaj, pogadaj z tą siostrą i jeżeli to nie poskutkuje to odpuść. Jesteś wartościową dziewczyną i musisz żyć dalej. Nie chcą ci powiedzieć (nie wierzę, że nie wiedzą, co jest przyczyną bo gdyby on zniknął nic im nie mówiąc, to już by chyba policja go szukała), bo widocznie cię nie szanują. Nie szanuję ciebie, twoich uczuć, tego że TY TEŻ CZUJESZ i dla ciebie to jest równie trudne jak dla niego. Równie dobrze po ślubie nie byłabyś dla rodziny pełnoprawnym członkiem skoro tak cię zlewają po niedoszłym ślubie.
                                                    Reasumując: facet ma prawo czuć się źle, nie chcieć rozmawiać, uciec, ukrywać coś jeżeli cokolwiek rzeczywiście ukrywa, a ty NIE MASZ prawa do niczego: do poznania prawdy, do wyjaśnień. On może zrobił błąd, ale jego rodzina uważam, że powinna tobie to w jakiś sposób wyjaśnić. Przecież miałaś być jej częścią, a oni mają cię gdzieś, bo tak to wygląda.

                                                  • 36.a Re: odwolany slub 19.05.11, 14:00
                                                    kamyczkuuuuu, nie tak.
                                                    to nie jest tak, że rodzice jego Jej nie szanują.
                                                    Oni szanują Jego decyzję. Nie mam dzieci, ale usiłuję się wczuć.
                                                    On jest dla nich ważny i tyle.
                                                  • kamyczek_02 Re: odwolany slub 19.05.11, 14:09
                                                    Do dobrze, że ją szanują.
                                                    Uważam, że powinna odpuścić. Siłą go do niczego nie zmusi. Widać małżeństwo mu nie pasowało. Co do rodziny to może wiedzą, ale nie powiedzą. A facetowi jak widać się nie spieszy żeby cokolwiek wyjaśniać w związku z tym olać. Zająć się swoją psychiką i tym, żeby to przetrawić i żyć dalej. Teraz postawić siebie nie początku kolejki i myśleć o sobie.
                                                  • just-me-online Re: odwolany slub 19.05.11, 13:02
                                                    O ile to co pisałaś pod tym samym nickiem w latach 2008/2009 dotyczy Twojego obecnego narzeczonego to może spróbuj przegadać z psychologiem (pisałaś, że chodzisz) kwestię Waszych relacji oraz samej decyzji o małżeństwie.

                                                    Bo rzeczywiście - tak jak pisała Perfekcjonizm - może być tak, że facet po prostu nie dojrzał do małżeństwa i jednocześnie był zbyt mało asertywny, ażeby Ci o tym powiedzieć.

                                                    A teraz zebrało mu się na odwagę czy też "odwagę" ...

                                                    Tak mi się nasunęło. Przepraszam, jeśli trafiłem jak kulą w płot.

                                                    Just Me
                                                  • kamyczek_02 Re: just 19.05.11, 13:05
                                                    a nie uważasz, że jeżeli facet stchórzył to rodzina powinna lady to wyjaśnić? Przecież ona od zmysłów odchodzi snując teorię łącznie z najgorszym. Oczywiście nie są zobligowani do tłumaczenia syna, brata, ale jej tez się coś należy. W centrum jest ON, a ona? Nikt się z jej uczuciami jak widać nie liczy? uncertain
                                                    Co o tym myślisz?
                                                  • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 13:24
                                                    ja zawsze bylamw jego rodzinie wychwalana doceniana i zawsze jakby co to byla jego wina a nie moja nawet w drobnych spr dogadzalimijakmogli a to mama sweterek przyniosła zebym sie nie przeziebiłabo chłodno sie w domu zrobiła ato kapcie bo wesele juz tuzu tuz i co bedzie jak sie rozchorujesz itp nawet jak sie rozstalismy jego rodzice zapraszali mnie na swieta wiec nigdy nie czułam sie nie szanowana przez nich oni byli z nas dumni... dlatego nie wiem skad teraz taka syt nagle stracili szacunek? po odwołaniu slubu rozmawiałam z jego mama powiedziała ze nie wie o co chodzi ale jest pewna ze mojej winy w tym nie ma i nie pozwoli na mnie powiedziec komukolwiek zlego słowa..

                                                    to jak wiem jak było powowduje tym bardziej uczucie zdziwienia tym co jest teraz
                                                  • kamyczek_02 Re: odwolany slub 19.05.11, 14:16
                                                    Lady już napisałam wszystko pod postem 36.a
                                                    Skoro jest tak jak piszesz, to chłopa nie zmusić do niczego. Widać nie ma ochoty nic wyjaśniać. Rodzina musi coś wiedzieć, skoro mówią, że twojej winy w tym nie ma. Dla mnie to podejrzane. Ok, mogą nie wiedzieć gdzie facet jest, ale chyba dał im znać, że wszystko z nim ok? Bo jeżeli nie i się nie martwią to dziwne. Gdyby mi syn zniknął odwoławszy ślub i nie dawał znaku życia to bym zgłosiła ta na policję po kilku dniach. Skoro włosów z głowy nie rwą to coś muszą wiedzieć. Matka się o dziecko martwi i nie wierzę, że odpuszcza nie wiedząc, co z nim.
                                                    Ale ok. Teraz powinnaś się zająć sobą i swoim wnętrzem. Ty cierpisz. Ty jesteś ważna. Pamiętaj o tym smile Skoro on ma gdzieś tłumaczenie się, to nic na to nie poradzisz. Ja rozumiem, że on może się fatalnie czuć, ale na Boga trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność i odezwać się chociaż, cokolwiek...
                                                    Skoro nie robi tego i na to się nie zanosi to musisz iść dalej. Myśl o sobie. kiss Wiem, że łatwo się mówi, ale nie masz innego wyjścia. Możesz probować go szukać, ale co to da?
                                                  • just-me-online Re: just 19.05.11, 13:26
                                                    > a nie uważasz, że jeżeli facet stchórzył to rodzina powinna lady to wyjaśnić? P

                                                    Doświadczeń ani głębszych przemyśleń na ten temat nie mam ale intuicja mi podpowiada, że rodziny bym do tego nie mieszał. Ostatecznie lady_1 i jej narzeczony są (statystycznie) dorosłymi ludźmi i powinni to przegadać face to face. Zaś zabawa w głuchy telefon wprost prowokuje różne przekłamania, niedomówienia i nadinterpretacje.

                                                    > rzecież ona od zmysłów odchodzi snując teorię łącznie z najgorszym. Oczywiście
                                                    > nie są zobligowani do tłumaczenia syna, brata, ale jej tez się coś należy. W ce
                                                    > ntrum jest ON, a ona? Nikt się z jej uczuciami jak widać nie liczy? uncertain

                                                    Tak, oczywiście. Bezwzględnie lady_1 należy się informacja co (mniej więcej) się z nim dzieje i kiedy (mniej więcej) ma zamiar się objawić. Jeśli wiedzą.

                                                    Bo jednak dopuściłbym taką możliwość, że facet zniknął / schował głowę w piasek / cokolwiek bez informowania swojej rodziny.

                                                    Just Me
                                                  • 36.a Re: just 19.05.11, 14:06
                                                    * szpital psychiatryczny - chyba nie
                                                    * areszt (hmmm smile mało prawdopodobne
                                                    * inna kobieta? - może
                                                    * "wyjechałem, kiedyś wrócę" - tak, najbardziej prawdopodobne
                                                    * "schowałem się w zakonie" - może

                                                    Just, ale Ona otrzymała juz wyjaśnienia. I jak ktoś pisał, piłka po jego stronie.
                                                    Proponuję zachować spokój. Wiedz też, że wszelkie tajemnice się odkrywają z czasem.
                                                    To kwestia najwyżej miesiąca.
                                                    A to co piszesz, że jego mama proponowała C sweter etc. To miłe, ale dokladnie tak samo
                                                    traktowałaby każdą wybrankę Syna. Ona to robiła "dla Niego" (patrz ich obecne zachowania).
                                                  • lady_1 Re: just 19.05.11, 14:29
                                                    jesli by rodzicom nie pasowala wybranka to nie byli by tak mili nawet ze wzgledu na syna... nie mają takiego obowiazku by nosic na rekach kazda wybranke syna bo to jest jego narzeczona i to jedyny powód...

                                                    jakby rodzice mieli takie podejscie ze wali sie pali ale udajemy sympatie do niej/niego bo to jest narzeczony/narzeczona mojego dziecka to swiat bylby kolorowszy
                                                  • kamyczek_02 Re: just 19.05.11, 14:31
                                                    Skoro mówisz, że z rodzicami było ok to jest to prawda. W końcu ile można udawać lubienie kogoś kogo się nie lubi? Tyle czasu? Na pewno nie.
                      • kara.mija Re: odwolany slub 19.05.11, 13:12
                        Zgadzam się z Tobą eydur - ja po 14 latach małżeństwa cały czas czuję się obok rodziny męża, jak obca z zewnątrz i jestem pewna, że oni mimo iż często dają mi to odczuć to kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy .... zaakceptowałam te uczucia ... kiedyś próbowałam rozmawiać o tym ze swoim małżonkiem ale zupełnie nie był w stanie zrozumieć o co mi chodzi i dlaczego tak czuję .....
                        • kara.mija Re: odwolany slub 19.05.11, 13:27
                          Oczywiście wątek powyższy źle się podpiął.
                          Lady - ja bym też porozmawiała z tą rodziną na spokojnie. Dałabym jasną informację, że jeżeli wiedzą co się z nim dzieje to Ty chcesz tylko potwierdzenia, że jest wszystko w porządku. Jeśli nie wiedzą to tak długa nieobecnośc powinna już niepokoić i chyba powinno się zgłosić zaginięcie. Mozęsz powiedzieć, że martwisz się o niego i że masz zamiar to wlaśnie zrobić (może to spowoduje, że przestaną milczeć). Powinnaś też zapewnić ich, że to iż nadal go kochasz i jesteś otwarta na powrót czy nowy związek nie oznacza, że nie uszanujesz jego decyzji np. o całkowitym zerwaniu. Mozęsami do końca nie wiedzą o co chodzi i boją się, że będziesz ich za bardzo naciskać. Sprawa jest trudna, wyjaśnij ją jak najszybciej i naprawdę zajmij się sobą i swoim życiem. Musisz teraz naprawdę zadbać o siebie.
                        • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 13:32
                          ale jakby nie dojrzał to by z wlasnej nie przymuszonej woli sie oswiadczył i przez 11 m-cy okazywał uczucia i zaangazowanie zarowno w zwiazek jak i organizacje slubu? mało było czasu by to przemyslec? jak sie na 3 m-ce rozstaliśmy przed zareczynami on wariował za mną wrecz i co juz jest cos be...? tym bardziej ze jemu zalezało by byl slub w tym roku jak najwczesniej...

                          ja rozumiem poznalismy sie kilka m-cy temu szal zareczyny szybki slub a tu nagle przestalo sie podobac ok malo czasu doswiadczen zbyt szybka decyzja, ale w tej naszej sytuacji to rece opadają...
                          • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 14:16
                            moze tak ze to jest jego decyzja zeby mi nie przekazywali informacji choć dla mnie nie zrozumiała przeciez wiecznie uciekac sie nie da... jego siostra mowiła ze jego rodzice podobno sami nie maja z nim kontaktu ona nie mieszka z nimi wiec tez tak dokladnie nie wie a pewnie rodziców nie chce sie tak wywpytywac bo oni i tak strasznie to przezywaja

                            a co do tych ksiezy jego siostra tak sobie pomyslała ze moze ten brat polecił jakies miejsce sa rozne otwarte zakony domy rekolekcyjne itp miejsca gdzie mozna zatrzymac sie na jakis czas
                            • kamyczek_02 Re: odwolany slub 19.05.11, 14:35
                              Tak mogło być, z tym zakonem. Cisza, spokój. Całkiem niezłe rozwiązanie.
                              Ale nie wierzę, że rodzice nie mają z nim kontaktu, znaczy się, że nie wiedzą co z nim. Owszem mogą nie wiedzieć, gdzie jest, ale że żyje i jest cały to chyba wiedzą. A skoro nie podnoszą alarmu to sądzę, że wiedzą co i jak. Z tym, że trzymają to w tajemnicy. Może ich o to prosił.

                              A co z oprawą ślubną? Kto zajął się poinformowaniem gości, odwołaniem wszystkiego?
                          • kamyczek_02 Re: odwolany slub 19.05.11, 14:22
                            Lady może on zwyczajnie stchórzył i nie chce brać tego ślubu. Nie ma ochoty ci tego tłumaczyć, bo się zwyczajnie boi i mu głupio. Mam tylko nadzieję, że się nie obwiniasz. To nie twoja wina. Wiem, że analizujesz, co poszło nie tak. Ale może powinnaś spróbować zadbać o siebie o to, żeby sobie pomóc, żeby iść dalej.
                            Rezygnując i uciekając można chyba zostawić jakiś list, info z wyjaśnieniami skoro nie ma się odwagi spojrzeć w oczy narzeczonej. uncertain Tu już moja złość na niego daje o sobie znać. Przepraszam.

                            • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 14:34
                              wiem ze spanikował ale dalszego ciagu historii nie jestem w stanie zrozumiec ani powodu tej paniki i to wlasnie potrzebne mi jest do wyjasnienia chocby po to zeby moc jakos zaczac zyc bo takie znaki zapytania sa okropne... wiem ze sie boi ze mu wstyd, ale ciekawi mnie czy zaluje czy w ogole juz doszlo do niego to co sie stało... i jakie sa konsekwencje... i ze jest to jego wina.... czy moze wmawia sobie ze moja... ciekawi mnie jego mysl
                              • kamyczek_02 Re: odwolany slub 19.05.11, 14:38
                                Rozumiem. sad To może daj rodzicom znać, że potrzebujesz się tego dowiedzieć. Niech dadzą mu znać. A ta teza o klasztorze, może powiedz to także tej osobie, która mogła mu polecić miejsce ucieczki.
                              • 36.a Re: odwolany slub 19.05.11, 16:57
                                Wiesz co?
                                Jeśli Ciebie kocha, wróci.
                                Tak myślę.
                                Uczucie będzie silniejsze (niż strach).
                                Jeśli jesteś w stanie, postaraj się uspokoić.
                                I czymś zająć głowę. Tymczasem nie nim.
                                • lady_1 Re: odwolany slub 19.05.11, 17:50
                                  niby tak moze te wydarzenia stresujace wywołały takie emocje które przycmiły uczucia. To tak jak zazdrość w momencie kiedy jestesmy zazdrosni głównie to czujemy i tak jak ze złością... to moze i tu te sytuacje przycmiły nasze uczucia i po czasie który jest mu potrzebny dojdzie do jakis wniosków

                                  przy ostatnim spotkaniu powiedział ze nie uda nam sie do slubu tego posklejac a z tym co pozniej moze doisc do wniosków ze kolejny raz próbować ? choc jak ktos kocha to probuje wg mnie ale jak widac psychika ludzka jest nie zglebiona
                                    • 36.a Re: odwolany slub 19.05.11, 23:40
                                      Perfekcyjna chyba napisała Tobie o Czasie. Czas da Tobie/Wam wszystkie konieczne wskazówki i odpowiedzi.
                                      Kochasz Go. Zafundował Ci pełne niezrozumienie i szok. Na pewno żyje, może wkrótce opowie, co robił, co myślał etc.
                                      Postaraj się być dobrej myśli.
                                      • lady_1 Re: odwolany slub 20.05.11, 09:32
                                        wiem wiem czas wszyscy to powtarzaja tylko dla mnie ten czas juz nadszedl ja jestem gotowa do rozmowy i czas juz mi sie wydaje powinien i dla niego nadejsc bo minely juz dwa tygodnie...
                                        • 36.a Re: odwolany slub 20.05.11, 11:19
                                          Nie smile
                                          Każdy ma swój czas. A 2 tyg. to jeszcze niewiele.
                                          Może się również okazać, że minie tyle czasu, że już nie będziesz Go chciała, gdy ew. wróci.
                                          Who knows.
                                          I na serio nie nalegaj na rozmowę.
                                          Wiesz, co wiedzieć powinnać - że się wystraszył.
                                          Przyjdzie sam, gdy będzie chciał.
                                          (tv niemal nie ogladam, ale film, b. miły, na podstawie historii ksiażęcej pary ang. obejrzałam: wrócił, gdy zajęła sie sobą i przestała czekać. intryguje nieprzewidywalność)
                                          Na pewno (?) będzie musiał wrócić do pracy.
                                          Jeśli umiesz (truddnne), wyłącz w sobie "ssanie" i myśl "MUSZĘ z nim porozmawiać"
                                          Przecież go do niczego nie zmusisz...
                                          • lady_1 Re: odwolany slub 20.05.11, 11:31
                                            moze i tak ze on tego czasu jeszcze potrzebuje. Piszesz ze nie musi wrocic do pracy jak tak mysli to rozum postradał bo jak to nie musi a chce mu sie i jest w stanie szukac teraz nowej szczegolnie w syt jaka jest teraz na rynku czy on nie mysli na pozniej tylko na teraz... poza tym mi powrot dopracy poniekad pomogl a jak sie rozstalismywtedy to powiedzial mi ze wlasnie uciekl w prace i wracal z niej jak najpozniej. zrszta jakby nie bylotrzeba sie jakos utrzymac...

                                            jak tak sobie mysle o tym to dochodze do wniosku ze on ma slaba psychike wiec nie wiem jak do niego dojdzie ogromtej syt jak sobie z tym poradzi a co za tym chyba idzie kiedy wroci
                                            • 36.a Re: odwolany slub 20.05.11, 15:13
                                              Piszesz o nim ciutek jak o dziecku...
                                              To dorosły człowiek, ma prawo do suwerennych decyzji i jego sprawa, co zrobi z pracą.
                                              Dla Twojego zdrowia psychicznego lepiej bedzie nie myslec, czy jego praca na tym nie ucierpi.
                                              Jesli ucierpi - jego buty.
                                              Postaraj się, jakkolwiek byłoby to trudne, zdystansować się.
                                              Niech się wali i pali.
                                              To nie dziecko.
                                                  • lady_1 Re: odwolany slub 27.05.11, 10:15
                                                    tak samo nie ma go bynajmnie nie było do srody... skontaktuje sie z jego rodzenstwemjesli znow bedzie tajemnica i on nie wroci to pojade za kilka dni do jego rodziców nie moge zyc w takim amoku dluzej a cholera wie ile czasu jemu sie tam zejdzie. Zreszta jak wroci mysle zemoze trafic go to ze zdwojaona siła jednak im dluzszy pobyt tym ciezszy powrót a jak jeszcze zobaczy te okolice nasze rzeczy wlaczy tel komputer to nie wiem Ja jestem jakby na biezaca on sie wycował i zderzenie z rzeczywistoscia bedzie bolesne bo watpie czy da sie tak oddzielic ludzki umysł było i nie jest ot tyle bez wspomnien sentymentu uczuc chybanie moze po kilku latach ale nie po m-cu czy dwóch. Nawet jakbym go zdradziła mysle ze nie umiałby tak sie odciac cierpiałby nie chciał by mnie znac ale umysłu by nie oszukał i samego siebie ...
                                                  • kamyczek_02 Re: odwolany slub 27.05.11, 10:39
                                                    Wiesz co? Dla mnie to już jest przegięcie z jego strony. Misio może czuć się zbyt słaby na wyjaśnienia, zetknięcie z rzeczywistością po wielkim bum, a ty musisz czekać i żyć w niepewności. Jasne jest, że nic mu nie jest w sense fizycznym. Rodzina wie na 100% gdzie jest , bo już nie wierzę, że oni nie wiedzą. Olał wszystko i poszedł w pizdu. Posłałbym go na drzewo. Mieszkacie razem? Znaczy się gdzie teraz mieszkasz? Jeżeli mieszkaliście razem (bo to już czas przeszły) to weź stamtąd swoje rzeczy, wyprowadź się i zacznij żyć. Wiem, że łatwo się mówi, ale sama przeżyłam poważne rozstanie (żyć nie chciałam, wyglądałam jak żywy trup) i można to przeżyć. Na cholerę ci takie niedojrzały facet? Nie chciał się żenić, odwołał ślub, ale na Boga niech weźmie za siebie odpowiedzialność. Bez jaj. Nie rozważałbym próby posklejania związku, bo ani z niego materiał na partnera, ani na męża, ani na ojca skoro ucieka jak tchórz.

                                                    Przepraszam, możesz być na mnie zła, bo go kochasz, a ja piszę o nim takie rzeczy..., ale szlag mnie trafia wiedząc, że ty cierpisz, a on skleja się do kupy i liczy się tylko z tym, co sam czuje, bo z tobą na pewno nie jak widać. Szkoda ciebie dla takiego faceta. Życzę ci żebyś trafiła na prawdziwego mężczyznę, który problemy potrafi rozwiązywać twarzą w twarz, rozmawiając, a nie uciekając.
                                                  • kamyczek_02 Re: odwolany slub 27.05.11, 10:42
                                                    I dużo siły ci życzę, w tym tego żebyś nie dała się namówić na sklejanie związku, podniosła się po tym wszystkim, żeby życie wynagrodziło ci ten ból i rozczarowanie. Myślę o tobie często.
                                                  • lady_1 Re: odwolany slub 27.05.11, 12:15
                                                    dziekuje... nie jestem zła na Ciebie pewnie gdybym ja czytala o kims tez bym podobnie napisała.Nie mieszkalismy razem ale kazdy w swoim rodzinnym domu. Dziwne to wszystko nie wiadomo jak ten wyjazd zrozumiec... zastanawiam sie bo moze on na tym wyjezdzie ochlanal i zrozumial ze nie bylo powodu i doszly do niego konsekswencje a oprocz tego mysli ze jest u wszystkich skreslony i zobil sie kolejny problem jak tu wrocic...? jak spojrzec rodzicom w oczy rodzenstwu isc do parcy... jakby tak bylo to przy slabej psychice bedzie to krach...
                                                  • 36.a Re: odwolany slub 27.05.11, 12:29
                                                    Piszesz znowu jak mama...
                                                    Jeśli on ma w jakikolwiek sposób rokować na przyszłość, jeśli CHCE
                                                    zmierzyć się z tym, co zrobił - zrobi to. Sam przyjdzie. Nie kastruj go, pls.
                                                  • 36.a Re: odwolany slub 27.05.11, 12:43
                                                    Jak nie jak tak?

                                                    wink

                                                    Brak nacisku to w tej sytuacji wycofac się, niczego nie chcieć, nie spekulować czy upadł na głowę, nie szukać dla niego adresu dobrego psychiatry, nie leczyc go na siłę, nie pukać do drzwi rodziców, rodzeństwa, innych. ODPUŚCIĆ... Powtarzam się: nie uciekł bez wyjaśnienia. Obawiam się, że naciskami osiąga się NIC. Ok, Twoja sprawa wink
                                                  • lady_1 Re: odwolany slub 27.05.11, 13:18
                                                    przeciez nie szukam kontaktu z nim ani z jego rodzina dopiero mialam zamiar jechac spokojnie porozmawiac... przeciez to o czym tu piszemy to rozwania midzy nami a nie stan faktyczny ja z jego rodzicami nie rozmawiałam ze 2 tygodni albo i lepiej wiec jaki tu nacisk na niego lub na nich gdybym latała po rodzinie pytała dzwoniła to tak, ale w tej syt to mozna powiedziec ze zero kontaktu i nacisku
                                                  • kara.mija Re: odwolany slub 27.05.11, 11:57
                                                    Tak, Kamyczek ma rację. Przemyślałam to jeszcze raz i doszłam do wniosku, że powinnaś już się odciać od tego, nie szukać i nie drążyć po rodzinie. Oni muszą wiedzieć co z nim jest bo inaczej na pewno by go szukali przez Policję czy Itakę - nie wierzę, że rodzice nie wiedzą i nie szukają. Kochana wiem, że to trudne ale naprawdę Ty jesteś ważniejsza w tej chwili, on zrobił jak zrobił i to naprawdę nie jest ważne dlaczego i co się dzieje w jego głowie. Podświadomie szukasz potwierdzenia, że to nie Twoja wina - nie musisz go szukać bo to NAPRAWDĘ nie Twoja wina. Zaakceptuj to, że go nie ma, poczuj i przeżyj żałobę po stracie, tak jakby jego jużnie było. Płacz, wyj i poczuj ten ból a może w końcu uda Ci się zaakceptować to, że on odszedł bo odszedł. Nieważne czy na zawsze czy na chwilę, nieważne co będzie potem. Ważne to co jest teraz. Musisz zacząć normalnie żyć i funkcjonować. Nie możesz tkwić w zawieszeniu i wiecznie czekać bo to prowadzi do obłędu.
                                                  • lady_1 Re: odwolany slub 27.05.11, 12:24
                                                    wiem ze nie moja coraz bardziej wychodzi ze ma problem ze soba niestety nawet problem nie tkwił w nas tylko w nim. Wrociłam do zycia pracuje czasem spotkam sie ze znajomymi lepiej spie jem zyje, ale nie moge jednak uwolnic sie od mysli. Wiem, ze jego rodzice wiedza gdzie jest a bynajmniej wiedza ze jest w bezpiecznych rekach. Najpierw byl bol ateraz jest i zlosc coraz bardziej klne to wszystko ale jeszcze nie potrafie zapomniec... dzis pewnie bede rozmawiala z jego rodzenstwem.
                                                  • ergo_pl Re: odwolany slub 30.05.11, 11:43
                                                    > Przemyślałam to jeszcze raz i doszłam do wniosku, że po
                                                    > winnaś już się odciać od tego, nie szukać i nie drążyć po rodzinie.

                                                    W ogóle Was nie rozumiem. I pisać aż mi się nie chce.

                                                    Współczuję Ci, podziwiam, bo można zwariować w takiej sytuacji.
                                                    To jego rodzina powinna sama "zaopiekować się" Tobą w pewien sposób.
                                                    Trzymaj się, dużo sił życzę.
                                                  • lady_1 Re: odwolany slub 30.05.11, 11:06
                                                    wiem od kogos z jego rodziny ze wroci wkrotce czyli chcyba w ciagu najblizszych dni jak mniemam, jakos wcale nie wyciagalam kiedy dokladnie... mysle ze jest to kwestia tygodnia minie juz wtedy miesiac... a przypomnialam tez sobie jak jego siostra powiedziała na poczatku tej syt dajcie sobie z miesiac czasu... wiec mozna sie spodziewac ze jakos teraz wroci zreszta tak czuje. Nie chciałam tak naciskac wypytywac rozmawiałysmy długo o wszystkim ona tez mi opowiadala o swoich problemach wiec taka forma rozmowy dala mi do zrozumienia ze ma do mnie zaufanie dobre nastawienie wiec i pewnie on nic zlego na mnie nie nagadał. a tez nie bylo sensu robic z niej jakiegos posrednika i mowic zeby jak on wroci powiedziała mu jakie mam do niego nastawienie np bo poprosiła mnie zeby nasz kontakt pozostal w tajemnicy i przed nim i przed rodzicami dzwine to ale powiedziala ze boi sie jego ze bedzie mial pretensje do niej ze sie wtraca albo cos powiedziała... ok nikomu nie bede mowic o tym, ale cala rodzina wychodzi ze jakas lekliwa jest. Jesli juz mialabym dawac komus znak ze go jeszcze nie skreslilam to jedynie jego rodzicom. A CO DO ROZMOWY bardzo mi pomogła jakos lepiej sie poczułam w tym wszystkim
                                                  • kamyczek_02 Re: odwolany slub 30.05.11, 12:01
                                                    Czyli za kilka dni max sytuacja się wyjaśni. Dowiesz się na czym stoisz, czy jest sens sklejać związek, czy raczej odpuścić i na nowo próbować układać swoje życie. W każdym razie oba wyjść będą ciężkie. Dla mnie sklejanie = totalny brak zaufania, możliwości liczenia na niego w trudnych sytuacjach, bo gdy się taka nadarzy to zwieje bo nie będzie potrafił sobie z tym poradzić. Zerwanie = ciężko ułożyć sobie życie na nowo...przynajmniej początkowo, zakreślić wszystko grubą linią o zacząć w zasadzie od nowa.
                                                  • lady_1 Re: odwolany slub 30.05.11, 13:32
                                                    mam nadzieje, ze uda nam sie spotkać i wiem ze bedzie to bardzo ciezkie.... bo tak jak piszesz oba rozwiazania sa trudne. Choc obstawiam jeszcze syt w ktorej on po powrocie nie bedzie na tyle silny by sie do mnie odezwac bynajmnie od razu... wiec ja bylabym str ktora zainicjuje spotkanie lub znow wyjdzie ze trzeba czekac az on sie ogarnie i odezwie....
    • niceflower454 Re: odwolany slub 06.06.11, 23:20
      Nie,to nie choroba.Objaw silnego charakteru i zdrowia psychicznego.Jeśli ktoś ma poważne wątpliwości,lepiej żeby nie brał ślubu.

      Facet bije się z myślami,a intuicja i instynkt podpowiada nam lepsze rozwiązania niż poczucie etykiety.

      Jeśli ktoś czegoś nie chce zrobić i waha się to nie chce tego w ogóle.

      Pisze oczywiście o czymś takich jak ślub,czy poważny związek ścisły.Tylko o takie sytuacje mi chodzi.
      • lonely.stoner Re: odwolany slub 06.06.11, 23:33
        a ja tak zapytam - ile ten facet ma lat? bo z opisu to zachowal sie jak jakies niedojrzale dziecko, tak z gora 20letni chlopak. Nie wiem ile macie lat, ale przemysl sobie lepiej czy z kims takim wlasnie chcesz sie zwiazac, zalozyc rodzine i planowac wspolna przyszlosc.
        Ja bym dala sobie spokoj, spotkasz kogos dojrzalszego i mniej egoistycznego. Ten facet z tego co napisalas to jakis skonczony egocentryczny skupiony glownie na sobie egoista, nie wyborazam sobie zyc z kims takim, i polegac na nim, przeciez cale zycie i wszystko bedzie sie krecilo wokol niego, bo on sie czuje najwazniejszy a ty bedziesz go przepraszac za to ze masz czelnosc sie martwic, miec wlasne uczucia i ze jest ci przykro, hehe, no ale to twoj wybor i twoje zycie. Ja bym dala noge, a juz na pewno zadnego slubu, obserwacja co najmniej z 2 letnia- czy facet znowu nie pojdzie w sina dal jesli przerosnie go sytuacja.
        I tak dodam od siebie- ze gdyby to mnie sie zdarzylo, nawet jakby przyszedl na kolanach i blagal o poworot to nie byloby takiej mozliwosci, ja bym sie po prostu bala.
      • 36.a Re: odwolany slub 07.06.11, 12:24
        niceflower? to Twoje projekcje?
        wątpliwości są ludzkie, są watpliwościami, to stanie pomiędzy TAK i NIE.
        pierzesz jakąś własna sytuację na forum?
    • swiatlo Re: odwolany slub 07.06.11, 02:30
      Dla mnie sprawa jest oczywista i nie ma żadnych głębi. Jeśli facet (czy kobieta) się przed ślubem waha nad sensem tego ślubu, to niezależnie od powodu tego wahania wiadomo że na 100% ślubu nie powinno być!
      Jak ktoś już przed ślubem się waha, to po ślubie będzie jeszcze gorzej. A łatwiej, taniej i mniej emocjonalnie dewastujące jest odwołać ślub, niż potem przechodzić przez katastrofę nieuchronnego rozwodu. Katastrofę zarówno emocjonalną jak i materialną.
      Zerwanie przed ślubem będzie Cię bolało może przez miesiać albo dwa. Rozwód nie przejdzie Ci nigdy.
      Tak więc jak się facet zastanawia to wiadomo że ślub na 100% trzeba odwołać. Na 100%.
      A potem, po zerwaniu, jak chcesz to się zastanawiaj nad tym co poszło źle. Może coś w Tobie, może coś w nim, może coś w Was obojgu, a może w nikim tylko po prostu zła chemia. Tak dla własnej psychoanalizy możesz sobie nad tym pomedytować. Może to Ci pomoże, a może nie. Ale zasada - nie zastanawiaj się nad tym dłużej niż przez jeden dzień!
      A potem idź dalej!
      • swiatlo Re: odwolany slub 07.06.11, 02:35
        Jeszcze jedno - widziałem tutaj wpis że znamy tylko relację jednej strony, itd.
        Nie ma to znaczenia! Nawet jeśli wina jest w 100% po Twojej stronie, to sam fakt że facet się waha, a ma do tego prawo, jest automatyczną dyskwalifiacją ślubu.
      • ergo_pl Re: odwolany slub 07.06.11, 14:34
        swiatlo napisał:

        > Zerwanie przed ślubem będzie Cię bolało może przez miesiać albo dwa.

        oho, nie sądziłam, że są tacy optymiści.
        I oczywiście zastanawiam się, skąd wiedzą, ile czasu coś kogoś innego będzie bolało.
        Ale, jak obserwuję życie, inni wiedzą lepiej od nas. Wszystko lub prawie.
      • anek80 Re: odwolany slub 07.06.11, 10:34
        Autorko wątku, współczuję ci sytuacji w której się znalazłaś, ale bardzo cię proszę, daj sobie spokój z tym facetem. Non stop analizujesz sytuację i to jest normalne, ale prawda jest taka, że ten facet uciekł (!) i od ponad miesiąca nie ma ochoty albo nie potrafi nawet spotkać się z Tobą żeby cokolwiek wyjaśnić!!! A ty cały czas szukasz wyjaśnień (to normalne w tej sytuacji) ale przy tym go wybielasz, bierzesz w obronę, usprawiedliwiasz, sobie przypisujesz winę.

        Pogódź się z faktem, że facet się po prostu rozmyślił. Każdy ma do tego prawo: ślub w zamyśle jest decyzją na całe życie. Tak się czasem zdarza, ale wg mnie jego zachowanie PO odwołaniu ślubu go dyskwalifikuje! On jest dziecinny, niedojrzały, egocentryczny. Tchórzliwy. Przewrażliwiony na swoim punkcie. Sorry, ale te zarzuty o to, że zwierzyłaś się jakiejś koleżance są śmieszne. Czy to oznacza, że jak będziesz miała problemy z facetem lub inne to nawet nie możesz się z tego nikomu zwierzyć, bo chłopak się boi co ludzie o nim pomyślą?! To jakaś paranoja!
        Z kimś takim chciałabyś dalej układać sobie życie (zakładając, że byłoby to jeszcze w ogóle możliwe)? Naprawdę rozumiem, że ktoś się rozmyślił przed ślubem, przykre to ale tak czasem bywa, ale nie w ten sposób! To całe chowanie się jest groteskowe. Myślę że choć na jedną szczerą rozmowę facet powinien umieć się zdobyć, to się dziewczynie normalnie należy.
        Pomyśl jeszcze o innym aspekcie: małżeństwo to duże wyzwanie, są lepsze i gorsze chwile. Trzeba umieć w nich wytrwać i wzajemnie się wspierać. Razem przezwyciężać trudności. No i naważniejsze: do tanga trzeba dwojga.

        Przypomniałam sobie jak kiedyś uganiałam się za facetem, który trochę mnie zwodził, ale na końcu olał. Rozpaczliwie szukałam kontaktu, zwracałam na siebie uwagę. Facet wręcz zraził się do mnie. I wtedy mój serdeczny kolega mi powiedział: jak facetowi zależy na kobiecie, to zrobi wszystko, żeby z nią być. I to mnie całkowicie otrzeźwiło. Wycofałam się i nabrałam dystansu, ale do dziś żałuję tego . Teraz jestem szcześliwą mężatką i też pamiętam taką sytuację jeszcze z początku związku (przed zaręczynami) kiedy on w pewnym momencie zaczął trochę mniej angażować się a ja zaczęłam panikować. Ale przypomniałam sobie - nic na siłę! - i odpuściłam . I on wtedy zaczął bardziej zabiegać o mnie, starać się, sytuacja zmieniła się o 180 stopni. I tak jest do dziśsmile

        Spróbuj pogodzić się z myślą, że to koniec. Pomyśl o sobie, zacznij żyć normalnie. To jedyna rozsądna rzecz, jaką możesz zrobić. Nawet jeśli "pisane" jest wam jeszcze być razem - odpuść sobie. Przestań chcieć faceta prowadzić za rączkę, wszystko mu ułatwiać (bo on taki biedny i wrażliwy)- niech on do cholery będzie facetem!
        • belle.du.jour Re: odwolany slub 07.06.11, 15:21
          Podpisuję się pod postem Anek80 obiema rękami..lady, rozmyślić się można ale jego zachowanie PO odwołaniu ślubu jest niedojrzałe, nieracjonalne i, co najważniejsze, nie bierze pod uwagę w najmniejszym stopniu Twoich uczuć. Należy Ci się rozmowa i koniec. Nie uganiaj się za nim, nie próbuj zrozumieć ani nie usprawiedliwiaj go. Rozmyślić się zawsze można, uciec nawet ale w końcu trzeba przeprowadzić tę przykrą rozmowę. Szacunek dla drugiej strony tego wymaga. On natomiast zachował się jak dzieciak i to z bardzo zachwianym poczuciem własnej wartości. Nie wiąż swej przyszłości z nim, zapomnij jak najszybciej i nigdy nie wracaj. Może w każdej chwili zrobić Ci taki numer.
    • aarvedui odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 10:55
      jeśli ktoś ma wątpliwości, to faktycznie bez sensu jest brać ślub.

      niestety większość ludzi bierze ślub nie dla siebie, a dla szpanu, dla rodziny, bo tak wypada, zastaw się a postaw się, z nudów i miernoty codziennego życia (jak ktoś traktuje ślub jako najpiękniejsze przeżycie w życiu, to znaczy - że ma bardzo nudne życie)

      zapewne koleś był do ślubu urabiany przez wszystkich - przez nachalną rodzinę, narzeczoną, znajomych, etc.
      chwilowo uległ ślubnej propagandzie, ale potem odreagował nagle narzuconą decyzję, do której nie był przekonany.
      a emocje - zapewne mu głupio z powodu własnej słabości i całego zamieszania, jako silny charakter - pewnie najbardziej zły jest na siebie, ale przy okazji obrywa się otoczeniu.

      ślub to jest dość poważna decyzja, ale rzadko kto podchodzi do niej poważnie - gdyby tak wszyscy podchodzili mielibyśmy 10 razy mniej ślubów niż jest.
      • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 11:32
        nikt go do slubu nie namawial !
        bylismy ze soba dlugo a zareczyny byly jego inicjatywa a to ze slub miał byc jak najwczesniej /rok/ tez było jego pomysłem !
        angazował sie bardzo w organizacje i mysle ze oboje przesadzilismy niestety za bardzo sie staralismy brzmi glupio ale taki jest fakt nie bylo marginesu... za bardzo wszystkim sie przejmowalismy doszedł stres przedslubny presja czasu jakis lek ktory jest u wszystkich z tym ze ludzie roznie radza sobie z takimi syt on sobie nie poradził to wszystko wybuchło i poszły konie po betonie... niestety tak naprawde nie bylo powodu do odwołania slubu bo te przyczyny sa blahe ale coz sam ze soba sie zapetlił ja nie chce go usprawiedliwiwac ale znam go b dobrze i z perspektywy czasu pewne mysli tez mi przyszły. Jest to wszystko tym bardziej smutne ale prawda jest raczej taka. Wrocił do domu w zeszłym tyg wlaczył tel w weekend dostałam smsa z sieci ale nie mielismy kontaktu. Czuje ze on planuje sie do mnie odezwac z tym ze nie teraz z pewnoscia, ale ja czekac nie chce powinien byc gotow na rozmowe i taka rozmowe planuje z nim przeprowadzic w tym tygodniu. Nie bede bawic sie w sidzenie i czekanie na tel bo ja uwazam ze to on powienien sie odezwac on uwaza ze odwrotnie itd i tak mozna czekac do usranej smierci. Musze zrobic cos dla siebie a taka rozmowa bedzie jakims rozwiazaniem Mam tylko nadzieje ze bedziemy mogli porozmawiac w spokoju bo jak znow beda krzyki i emocje wsiadam w samochod i jade do domu. nIE MOZNA dłuzej siedziec kazdy u siebie i snuc domysłów
        • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 12:38
          Lady_1, dobrze że próbujesz jakoś racjonalnie rozwiązać te sytuację, ale to rozmyślanie w kółko "co on sobie wtedy myślał" i usprawiedliwianie faceta nie ma sensu. Tak naprawdę to nie wiesz, co on sobie myślał, bo nie raczył ci tego wytłumaczyć. Dobrze byłoby porozmawiać na spokojnie, ale jesli facet jest skryty to może ci tego nigdy nie powiedzieć...
          Uważam też że cały czas go idealizujesz i usprawiedliwiasz, piszesz: było stres, "lęk który jest u wszystkich", "nie poradził sobie". Organizacja ślubu może być stresująca (terminy, wiele spraw do załatwienia), ale bez przesady. Nie jest też prawdą, że każdy odczuwa lęk! Ja go nie czułam, byłam szczęśliwa i do ślubu szłam z uśmiechem na ustach (choć stresowały mnie pewne kwestie organizacyjne). Czułam, że to dobra decyzja, nie miałam wątpliwości. Skoro twój narzeczony sobie nie potrafił poradzić w tej sytuacji, to może dobrze że zrezygnował teraz - pomyśl też o tym w ten sposób. Widocznie naprawdę go to przerosło albo rozmyślił się co do ślubu. W tym kontekście nie możesz zaklinać rzeczywistości i twierdzić, że "nie było powodu do odwołania ślubu, to były błahe przyczyny". To przykre, ale takie są FAKTY.
          Kiedy opisujesz narzeczonego po odwołaniu ślubu (to jego tajemniczne zniknięcie), to włącza mi się sygnał alaramowy i tobie też powinien! Oczami wyobraźni widzę młodego, niedojrzałego i egocentrycznego mężczyznę. A o niedojrzałości nie swiadczy to, że się rozmyślił, ale to jego uciekanie, chowanie się, nieodzywanie. Naprawdę chcesz mieć takiego męża?
          • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 12:51
            nie usprawiedliwiam go tylko pisze jak to widze. Mozna ot tak sie rozmyslić? odkochac w kilka dni czy tygodni? zawsze stawiał czoła problemom byl obok pomagał a tu...mi nigdy nie przedstawił sie w takiej odsłonie. Był z kuzynem ksiedzem gdzies 3 tyg i wrocił w zeszłym tygodniu nie wiem co ten czas mu zrobił w głowie...
            • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 13:25
              Zrobisz oczywiście jak uważasz. Ale ja uważam że cały czas usprawiedliwiasz go a siebie pewnie obwiniasz, nawet teraz piszesz: "był z kuzynem księdzem... nie wiem co ten czas mu zrobił w głowie" - tak jakby to wszystko toczyło się poza nim, bez udziału jego woli i świadomości. Tak to widzę okiem osoby postronnej. I piszę to z życzliwości, żebyś spróbowała nabrać dystansu i tak nie cierpiała. Porozmawiać oczywiście zawsze warto, na spokojnie. Ale przestrzegam cię przed hurraoptymizmem typu: porozmawiamy i wszystko się wyjaśni i będzie pięknie. Nie dowierzasz, że można się odkochać albo nagle rozmyślić co do ślubu? No przecież fakty pokazują ci naocznie, że można się rozmyślić. I wcale nie oznacza to, że on nie czuje już nic do ciebie, ale że jest w nim jakaś bariera i nie chce w to brnąć. Przecież powiedział ci o tym, a ty cały czas to bagatelizujesz, jakbyś nie chciała w to uwierzyć. Może problem tkwi (w nim) głębiej i nic na to nie poradzisz. Naprawdę chcesz się bawić w jego opiekunkę, psychoterapeutkę, matkować mu?

              Pamiętaj, że małżeństwo to nie tylko uczucie. Bardzo ważna jest emocjonalna i społeczna dojrzałość partnerów i najzwyczajniej w świecie zdrowy rozsądek. Bez tego nie widzę szans powodzenia.
              • belle.du.jour Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 15:34
                No tak.. chlopiec spędził 3 tyg na rekolekcjach z kuzynem i co teraz? Po tym co Ty przeżyłaś nie wiedząc gdzie jest, co robi, czy żyje? Czy jeszcze będziesz w stanie zaufać komuś takiemu? Ciągle go usprawiedliwiasz i szykujesz mu sama wymówki, ewidentnie gotowa renegocjować ten cały chory układ. Masz do czynienia albo z kimś kto jest kompletnie niedojrzały i emocjonalnie chory/rozchwiany albo kompletnie egoistyczny i zupełnie nie liczy się z Tobą. BO SIĘ NIE LICZY! Gdyby musiał nawet uciec z jakiegoś powodu (odwołał, miał załamanie etc) to jednak nie trwa to 3-4 tygodnie i daje się znac przez kogoś (rodzinę) "jestem w bezpiecznym miejscu, musze to sobie przemyśleć, porozmawiamy później". Najgorsze co kobieta może zrobić to zacząć usprawiedliwiać faceta, wymyślać wymówki na złe traktowanie
                • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 15:49
                  nie chciałam zeby moje wpisy byly rozumiane ze go usprawiedliwiam poprostu pisze jaki jest moj punk widzenia. wIEM ZE BRAWA MU SIE NIE NALEZA DLIKATNIE UJMując wiem ze zrobił niedojrzale co najmniej. Tylko dzwiwi mnie czemu jak wiem jak wszystko miedzy nami wygladało i jakim byl czlowiekiem wczesniej ... jak nie chce go usprawiedliwiac bo nie mozna niczym tego zrobic no ewentualnie jakbym go zdradziła... dla swojego swietego spokoju i stanu psychicznego musze wiedziec co sie tak naprawde stało ze byla taka decyzja. Wiedziałam od jego mamy ze jest w bezpiecznym m-cu a gdzie i z kim dowiedziałam sie od jego rodzenstwa z tym, ze wczesniej sama sie domysliłam. Zgodze sie ze on powinien przed wyjazdem zrobic takjakpiszesz czy w czasie powinna zrobic to jego rodzina, ale tak sie nie stało niestety....
        • kamyczek_02 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 13:51
          > Nie bede bawic sie w sidzenie i czekanie na tel bo ja uwazam ze to on p
          > owienien sie odezwac on uwaza ze odwrotnie itd

          Dobre. Jak tak dalej pójdzie, to wmówi tobie odpowiedzialność za odwołanie ślubu. Szkoda słów. uncertain Ja przygotowywałabym się do myśli - zerwanie i odejście w cholerę.
        • belle.du.jour Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 15:41
          Wrocił do domu w zeszłym tyg wlaczył te
          > l w weekend dostałam smsa z sieci ale nie mielismy kontaktu. Czuje ze on planuj
          > e sie do mnie odezwac z tym ze nie teraz z pewnoscia, ale ja czekac nie chce po
          > winien byc gotow na rozmowe i taka rozmowe planuje z nim przeprowadzic w tym ty
          > godniu. Nie bede bawic sie w sidzenie i czekanie na tel bo ja uwazam ze to on p
          > owienien sie odezwac on uwaza ze odwrotnie itd i tak mozna czekac do usranej sm
          > ierci.

          Jezus Maria! Ten skur.. nawet się nie odezwał? A teraz rozważasz czy nie zadzwonić? A czego się dziewczyno po tej rozmowie spodziewasz? Że coś Ci wyjaśni? Że przeżyjecie jakiś catharsis? Jak to powiedział jeden chłopak .. w momencie jak facet spada bez śladu.. "no answer is your answer".. zachowaj chociaż własną dumę bo na tej rozmowie dobrze nie wyjdziesz. Ten facet to kompletny mięczak bez charakteru. Powtarzaj to sobie dokąd się nie odkochasz. Szkoda Twojego czasu.
          • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 15:55
            hmmm pewnie masz racje, ale brakuje mi takiej kropki nad i... zebym mogla na nowo zaczac zyc a z taka syt pogmatwana i niewyjasniona bedzie trudno... rozmawiałm po jego powrocie z kims z jego rodziny i uslyszlam ze rozmowa jest nam potrzebna a nawet konieczna i juz od nas zalezy kto do kogo sie odezwie pierwszy... powtarzane kilka razy... nie wiem czy dobrze to odczytałam ale tak jakby ktos mi sugerował ze ja mam to zrobic, jesli tak tez nie wiem czemu..........
            • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 16:58
              Mam wrażenie że cała rodzina włącznie z Tobą postanowiła roztoczyć nad nim parasol ochronny i wyręczać w ważnych życiowych momentach, a przepraszam - czy on jest małym dzieckiem, za przeproszeniem języka nie ma w gębie, nie stać go nawet na rozmowę? Poza tym czemu cały czas wmawiasz sobie, że on chce tej rozmowy? Powiedział ci o tym, wysłał choć smsa? Bo dla mnie tak długie nieodzywanie się wkazuje na coś dokładnie odwrotnego.
              Naprawdę rozumiem, że chciałabyś z nim porozmawiać żeby sobie to poukładać. Tylko obawiam się, że w gruncie rzeczy masz nadzieję, że wszystko sobie wyjaśnienie, padniecie sobie w ramiona i wszystko będzie cacy jak gdyby nic się nie stało - jak w telenoweli brazylijskiej. Że będziesz przymowała za dobrą monetę wszystkie jego wymówki, pretensje itp., co więcej powiesz że to wszystko twoja wina, bo za bardzo zaangażowałaś się w organizację ślubu itp., wspaniałomyślnie mu wybaczysz byle tylko chciał się żenić.
              Może on nie ma już nic do dodania w kwestii przyczyn rozstania, w końcu podał ci powody. Może się boi, że będziesz go nakłaniać do powrotu i małżeństwa, przekonywać "że nic przecież się nie stało", "wszystko jeszcze da się naprawić a w ogóle to wszystko moja wina".
              Dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości jego wcześniejszych wyjaśnień? Powiedział ci, że to GO przerosło. Pogódź się z faktem, że jednak nie chce tego ślubu albo ma problemy sam ze sobą, których ty nie rozwiążesz. I idź dalej. Problemem nie jest to, że nie odbyliście kolejnej rozmowy - choć to przykre i bardzo źle o nim świadczy, ale to, że ty nie chcesz się pogodzić z faktem że on się rozmyślił czy po prostu odszedł. Podejrzewam, że w głębi siebie uważasz to za chwilowy wybryk, a ty oczywiście wspaniałomyślnie wszystko sama zorganizujesz - najpierw rozmowę a potem ślub - bo jego to przerasta.
              Ale on jest albo niedojrzały albo totalnie rozchwiany emocjonalnie albo bardzo egoistyczny. Naprawdę tego nie dostrzegasz? Piszesz, że wcześniej taki nie był. Być może to jest ten pierwszy raz, kiedy pokazał inne swoje oblicze. Je też musisz wziąć pod uwagę, ale wzbraniasz się przed tym.
              Czy on przez te 3 tygodnie pomyśłal o tobie, jak się czujesz, czy się martwisz o niego? Mógł chociaż wysłać krótkiego smsa: muszę wszystko przemyśleć, nie martw się o mnie, porozmawiamy jak wrócę. Ale nawet na to go nie stać. A ty nawina, ciągle bierzesz go w obronę i wszystko co złe obracasz w dobrą monetę. Zrozum, że on przynajmniej teraz nie nadaje się do zawierania małżeństwa. Sam ci o tym powiedział (że go to przerasta). No ale ty wolisz tego nie słyszeć...

              Nie ma w gruncie rzeczy nic złego w tym, że chcesz się z nim spotkać, nawet jeśli będzie to twoja inicjatywa. Ale dobrze by było żebyś w końcu pomyślała: jestem wściekła na niego, jest mi przykro, jego ukrywanie się i nieodzywanie jest dziecinne i nie w porządku. A ty piszesz po prostu, jakby to było normalne zachowanie faceta: wrócił tydzień temu... jeszcze nie zadzwonił... czuję że on chce porozmawiać (a na jakiej podstawie?!), to chyba ja powinnam się odezwać pierwsza. To i poprzednie wypowiedzi wskazuje wyraźnie, że:
              - cały czas go usprawiedliwiasz
              - siebie za wszystko obwiniasz
              - jesteś skłonna mu wszystko wybaczyć i jeszcze to wybaczanie ułatwić
              - on ma pewnie jakieś problemy i stąd to wszystko, ale ty mu pomożesz je przezwyciężyć i wszystko będzie jak dawniej
              - w gruncie rzeczy nic takiego się nie stało, przecież każdy może się załamać...

              • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 19:41
                ja nie chciałabym brac slubu z nim w najblizszym czasie zakladajac ze sie pogodzimy
                nie wmawiam ze on chce rozmowy ja jej chce on albo nie chce albo sie boi/wstydzi nie wiem
                nie mam zamaiaru najmniejszego brac winy na siebie
                wiele razy pislam o mojej ocenie jego zachowania ze niedojrzaly rozchcwiany itp nigdy nie nap ani nie dalam do zrozumienia ze jest to normalne zachowanie faceta na litosc boska...
            • belle.du.jour Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 18:23
              mielady_1 napisała:

              > hmmm pewnie masz racje, ale brakuje mi takiej kropki nad i... zebym mogla na n
              > owo zaczac zyc a z taka syt pogmatwana i niewyjasniona bedzie trudno... rozmawi
              > ałm po jego powrocie z kims z jego rodziny i uslyszlam ze rozmowa jest nam potr
              > zebna a nawet konieczna i juz od nas zalezy kto do kogo sie odezwie pierwszy...
              > powtarzane kilka razy... nie wiem czy dobrze to odczytałam ale tak jakby ktos
              > mi sugerował ze ja mam to zrobic, jesli tak tez nie wiem czemu..........
              rozumiem doskonale dlaczego potrzeba Ci rozmowy - jest to naturalne w takiej sytuacji, chcesz jakiegoś wyjaśnienia i zwykłego kontaktu bo najgorzej zostac tak w zawieszeniu, odcięciu od drogiej osoby. Wiem bo sama byłam w podobnej sytuacji. I z doświadczenia powiem, że wymuszona rozmowa z mężczyzną nic nie da. On sam musi chciec rozmawiac. Dzieckiem nie jest, telefon Twój ma. Mam jednak wrażenie, że wolałby dac sobie żęby przednie wyrwac niż rozmawiac. On przecież wie, że u rodziny dowiadujesz się o niego, wie, że chcesz rozmawiac. Mimo to nie jest w stanie zrobic tego ruchu. A naprawdę, w tej sytuacji, Ty nie powinnas tego robic. Nie z powodu urażonej dumy tylko dlatego, że niczego nowego się nie dowiesz a możesz stracic panowanie nad sobą, rozpłakac się, prosic by wrócił, mówic, że go kochasz. Wszystko to, czego potem będziesz żałowac. Musisz myślec o sobie, swoim spokoju i zdrowiu psychicznym. Jesteś warta tego, by ktoś Cię kochał bezwarunkowo i niezależnie od tego czy jest w stresie czy nie. Odwołanie ślubu go nie dyskwalifikuje ale to co zrobił po tym jak najbardziej, IMO. Wykazał bowiem brak troski o Ciebie, brak szacunku i skrajny egoizm. Z takim mężem daleko nie zajedziesz.. pierwszy większy problem życiowy go "przerośnie".. i co wtedy?
              • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 19:54
                on nie wie ze mam kontakt z jego siostra ona chciala to utrzymac w tajemnicy przed nim i rodzicami bala sie ze on bedzie mial pretensje ze sie wtraca takze nic wlasnie nie wie ze sie puyałam o niego i ze wiem pewne rzeczy. On jest przekonany ze z jego najblizsza rodzina nie mialam zadnego kontaktu. Co do reszty Twojej wypowiedzi zgadzam sie... nie wiem tylko co z ta rozmowa zrobic... wiesz czego boje sie w przyszłosci ? ze nie spotkam kogos takiego jak piszesz albo ze nie bede umiala komus zaufac....
                • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 21:03
                  Po tym co napisałaś ostatnio ciężko doradzić, facet wydaje się bardzo wrażliwy i chyba dumny, jak ty zainicjujesz rozmowę to może się zaciąć w sobie i nic z tego nie będzie. Ale ja rozumiem, że chcesz porozmawiać, a to czekanie cię męczy. Ja bym chyba rozważyła napisanie mu krótkiego smsa: czy chce się spotkać i porozmawiać na spokojnie.

                  A co do twojej ostatniej obawy: trudno ci w to teraz uwierzyć, ale jeszcze możesz zakochać się, ufać i być szczęśliwa. Wiele osób ma za sobą rozstania a potem udane związki, włącznie ze mną. Może nawet kiedyś stwierdzisz, że ktoś inny jest miłością twojego życia.

                  Cokolwiek postanowisz i jak by się sytuacja nie potoczyła, nie obwiniaj siebie. A gdyby udało wam się dojść do porozumienia to nie spieszcie się z decyzjami. Może szkoda że nie mieszkaliście razem przed ślubem, moglibyście lepiej poznać się i sprawdzić w codziennych problemach.
                  • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 22:42
                    jesli bede widziała ze nie jest gotów nie bede ciagnac rozmowy powiem mu ze porozmawiamy kiedy indziej co do smsa moze masz racje ale jak tak bedzie mi odp kilka razy ze nie jest gotów to szlak mnie trafi a tak moze byc o ile ten tel jest wlaczony
                    a milosc... to nie temat dla mnie jak narazie nie wyobrazam sobie od nowa tego wszystkiego budowac z kims innym tyle pracy... wiem ze nie chcialabym tradycyjnego wesela jesli bede miala takowa okazje nie bede chciała wole kameralny slub bez tej calej szopki
                • kamyczek_02 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 21:08
                  W tej sytuacji teraz to normalne, że nie wierzysz w to. Na razie wszystko jest zbyt świeże.Trzeba wstać, posklejać serce i iść dalej. Czas leczy rany. Banalne, ale taka jest prawda. A ja jestem pewna, że znajdziesz kogoś, dla kogo będziesz naprawdę ważna, kogoś kto będzie potrafił żyć. Na razie w to nie wierzysz...normalne. Jak to mówią tego kwiatu... wink
                  Ja tylko cię proszę o jedno, nie daj sobie wmówić, że ty ponosisz odpowiedzialność za jego decyzję. Boję się, że podczas waszej rozmowy on zrzuci winę na ciebie uncertain
                  • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 22:37
                    nie nie nie zadnej winy ja naprawde nie czuje sie winna, ja czuje ze bylam nieco za dobra... nie pozwole zeby za to co robilam dla tego zwiazku byc winna owszem on tez bardzo sie staral, ale problem nie jest w nas tylko w nim i to w jego charakterze a nie podejsciu do naszego zwiazku czy do mnie poprostu zawiłe cechy charakteru ktore polozyły wszystko
                    myslałm ze on jest miloscia mojego zycia i nic zlego nam sie juz nie stanie po tamtym rozstaniu a tu psikus zobaczymy jak zycie sie dalej potoczy oby dobrze
                    • virgopanna Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 00:01
                      Witaj lady ! Z uwaga przeczytałam Twój watek….. i niestety nie ma dla Ciebie dobrych wieści…. Sama jestem „ofiarą” takiego związku i takiego partnera ….pierwszy raz „uciekł” 2 dni po zaręczynach , drugi w dniu kiedy trzeba było zapłacić zaliczkę za sale weselną ….. Za pierwszym razem mówił ze za szybko wszystko się dzieje, itp. Za drugim ze go rozczarowałam i strącił zaufanie …… jednego dnia kocha nieprzytomnie, drugiego jestem mu całkowicie obojętna !!! udało się go namówić na wizytę u psychiatry …. Choroba afektywna dwubiegunowa . Osoby takie szybko się angażują emocjonalnie, najpierw idealizacja partnerów, a gdy osoba zbliży się do nich za bardzo dostrzegają, że nie jest idealna, wyszukują jej słabości, wady, po czym odwracają się od niej równie szybko jak się zaangażowali emocjonalnie z początku. Taki cykl ucieczek i skreślania ludzi z ich życia powtarza się bezustannie. Żadna relacja z nimi nie jest bezpieczna – wystarczy drobny błąd drugiej strony, a przestawiają się z jej idealizacji na dewaluację i skreślają ze swojego życia.
                      • lolinka2 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 19.06.11, 08:53
                        virgopanno, nie obrażaj nas.
                        to, że trafiłaś na idiotę w dodatku chorego psychicznie, nie oznacza, że każdy z nas z tym rozpoznaniem tak manipuluje otoczeniem - tu prędzej obstawiałabym współistnienie zab. osobowości typu pogranicznego (borderline).

                        Chciałabym zauważyć, że tu - na forum - jest trochę ludzi w dobrych, szczęśliwych związkach partnerskich i małżeńskich, którzy miłość pojmują nie tylko jako "motylozę brzuszną", ale także (a może przede wszystkim) jako decyzję + odpowiedzialność.

                        Uogólnianie nas obraża.
                  • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 22:49
                    Lady_1, przeczytałam kilka twoich pierwszych postów i niestety pewne niepokojące symptomy jednak występowały już wcześniej: on często nadmiernie denerwował się różnymi sprawami, wiele rzeczy brał do siebie (patrz dziadek). Piszesz że rozstaliście się przed zaręczynami na 3 miesiące, ale nic nie piszesz o powodach. Do tego decyzja o zaręczynach zapadła po kilku miesiącach znajomości. Nie mieszkaliście ze sobą, do tego 3 miesiące rozstania, to kiedy w ogóle zdążyliście się lepiej poznać? To wszystko wydarzyło się chyba za szybko (ślub). Myślę też że zaręczyny mogły być spontaniczne albo wywołane silnymi emocjami (po kłótni, rozstaniu?) i trochę na wyrost. Potem doszły przygotowania i wszystko zaczęło być coraz bardziej realne. A tydzień przed ślubem być może on po raz pierwszy zdał sobie sprawę z powagi tej sytuacji, że to ostateczna decyzja i że to już. Być może paradoksalnie dopiero wtedy przemyślał sobie głębiej swoją decyzję. W każdym bądź razie wydaje mi się, że znaliście się za krótko i zbyt powierzchownie, że to był ciągle etap takiego młodzieńczego zakochania/zauroczenia. Ten facet jest emocjonalną niewiadomą.
                    • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 07.06.11, 23:35
                      8 lat to nie za mało
                      powody rozstania byly takie ze nie umielismy powiedziec szczerze czego nam brakuje i stad byly sprzeczki i nie bylo wczesniej zareczyn a brakowało nam kilku rzeczy, które mielismy po powrocie nawet podwojnie np czulosci z mojej strony. Zareczyny byly tak naprawde po 7 latach i po niemal 3 m-cach od naszego powrotu po tym roztsnaiu wiec nie za szybko a byly jego inicjatywa taksamo jak chciał zeby bylo wesele w tym roku jak najszybciej wiec wyszlo ze w maju bo chcielismy cieply m-c Nigdy nie bylo zdrady oszustw itp miedzy nami a jakis m-c przed ta klotnia o slub miewal czasem zachowania jak pisalam byc moze wtedy cos w nim nie grało mimo ze caly czas dbał okazywal uczucia ale mino wszystko przez 8 lat kochal i chcial a w kilkanascie dni przestał??? raczej nie tym bardziej ze podobno nie chodzi o kogos innego
                            • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 11:55
                              Przestrzegam cię przed doszukiwaniem się na siłę oznak choroby u narzeczonego. Ja pisząc o niepokojących objawach miałam na myśli kwestie charakteru, wcześniejsze nieporozumienia i kłótnie itp. Odwołanie ślubu mogło być wynikiem nawarstwionych napięć i wątpliwości, które ostatecznie złożyły się na decyzję o rozstaniu. To mogła być przemyślana, racjonalnie podjęta decyza, do której każdy ma prawo. Znam wiele na pozór bardzo udanych wieloletnich związków, które rozpadały się po kilku latach, kiedy jedna ze stron zdała sobie sprawę, że nie chce się bardziej anagażować, zawierać ślubu itp. I wcale nie musi oznaczać to odkochania się z dnia na dzień, ale po prostu uświadomioną niechęć albo nieumiejętność głębszego angażowania się, podejmowania ostatecznych decyzji. I długość związku nie ma tu nic do rzeczy, bo czym innym jest młodzieńcza miłość i brak formalnych zobowiązań, a czym innym podjęcie decyzji o ślubie, który rodzi skutki prawne, w tym finansowe. Sama byłam w takim 6-letnim związku, gdzie zerwanie nastąpiło podczas zwykłej kłótni, ale jednocześnie ta mała kłótnia "przechyliła puchar goryczy". A uczucie między nami było bardzo silne, może nawet za bardzo. Nie o uczucie więc wyłącznie chodzi, ale i o dopasowanie charakterów, dojrzałość emocjonalną itp. W tym sensie twój narzeczony wyartykułował ci bardzo jasne powody rozstania: obawa, że wasze silne charaktery uniemożliwią wam zgodne życie ("ogień" między wami) oraz jego brak gotowości do podjęcia takiego zobowiązania. A dlaczego zerwał na tydzień przed ślubem? Może dopiero wtedy zrozumiał, że to naprawdę poważne zobowiązanie, że to już za chwilę, a on jednak nie jest na to jeszcze gotowy. Wcześniej mógł sobie tego nie uświadomić, bo tuż po zaręczynach ślub wydawał się odległy i jeszcze abstrakcyjny. A przygotowania do ślubu ujawniły te wątpliwości oraz być może zrodziły dalsze nieporozumienia czy konflikty między wami.
                                • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 12:25
                                  Wg mnie narzeczony podał ci jasne powody zerwania: nie jest gotowy na ślub oraz ma wątpliwości, czy tworzycie zgodny związek.

                                  W tym sensie nie jest ważne to, że ty uważasz inaczej, bo on tę sytuację postrzega właśnie tak, do czego ma prawo. Tobie trudno pogodzić się z tym wyjaśnieniem, zaakceptować jego odmienny punkt widzenia. Jak mantrę powtarzasz sobie, że skoro się oświadczył, to musiał być gotów na ślub i nie ma innej możliwości. Że nie było żadnych poważnych nieporozumień między wami. A z tego co piszesz to on jest bardzo wrażliwy na swoim punkcie, łatwo go urazić. To co dla ciebie jest ok, dla niego może być barierą nie do pokonania.

                                  Trochę nie rozumiem też twojego miotania się, chyba sama nie wiesz czego chcesz. Chcesz porozmawiać ale sama nie zadzwonisz a on może nie odezwać się jeszcze wieki czasu albo i nigdy. Podał ci powody rozstania, ale ty nie chesz ich zrozumieć i pogodzić się z nimi, chcesz dalej drążyć temat. Wspaniałomyślnie postanowiłaś poczekać na jego pierwszy krok żeby mu się nie narzucać a jednocześnie twierdzisz że ta rozmowa jest ci bardzo potrzebna, że bez tego nie zrobisz dalszego kroku. Może więc sama odkładasz tę rozmowę, którą mogłabyś już zainicjować i wszystko by się wyjaśniło, ale boisz się tego, co możesz usłyszeć? Albo masz nadzieję że wróci i czekasz... I trwasz w zawieszeniu.

                                  Cokolwiek zrobisz, zacznij myśleć bardziej o sobie a mniej przejmować się byłym narzeczonym.
                                  • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 12:39
                                    wydaje mi sie ze w ktoryms momencie nap tu ze nie bede czekac na pierwszy krok od niego bo mam dosc takiej zabawy i planuje w najblizszych dniach z nim porozmawiac mysle ze jutro najdalej w piatek. Nie przez tel nie sms w cztery oczy.Ja bylam swiadkiem jego zachowania przez te 3 dni wiec mam szerszy poglad na sprawe nie jest to takie oczywiste jakby sie komus wydawało po przeczytaniu w kilka min tego watku. I nie usprawiedliwiam go w tym momencie ja wiem o co chodzi to piszac. Znam tez jego wady postepowanie itd wiele razy tez pisałam ze boje sie tego spotkania
                                    • virgopanna Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 20:55
                                      Część lady ! Ja wiem o czym piszesz co czujesz . Dla ludzi stojących obok to co mówisz jest trudne do zrozumienia . Ja sama długo nie mogłam w to uwierzyć co się mi przytrafiło a właściwie mojemu partnerowi
                                      .A mur po tamtej stronie jest nie do przebicia. Gdyby chodziło tylko o wycofanie się ze ślubu … no to może uwierzyłabym ze się po prostu rozmyślił … ale to ze uciekł i się nie odzywa do Ciebie to już objawy raczej tej choroby …. Tylko „oni” tak potrafią.
                                      PS w koncu to forum dla Czadowcow ….. niech on cos napiszą co się wtedy dzieje z takim człowiekiem ???
                                      • czubata Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 21:48
                                        Bez przesady,co się ma dziać? Ja nie waliłam głupa uciekając od narzeczonego,jak się miałam ochajtać to się ochajtałam. Co tchórzostwo ma wspólnego z chorobą? Przecież to jasne dla mnie, facet nie chciał się żenić, ale głupio mu było to wziął i zwiał. I co tylko "oni" tak potrafią? Jest tu jakiś chadowiec co zwiał sprzed ołtarza? Halo? . Lepiej pomyśleć że uciekł bo chory niż przyjąć że uciekł bo nie chciał.
                                        • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 22:06
                                          wiesz bierzesz to ogolnikowo wczesniej opisalam jego zachowania przy odwolywa iu tego slu bu to daje do myslenia i ten wyjazd po co jak ja mam go traktowac ? wyjechac to mozna na weekend ale nie niemal miesiac ...to tez o czyms swiadczy nie mowie ze od razu o chorobie ale o fakcie ze to bardzo przezyl to chyba tak bo jakby bylo inaczej poszedl by z kolega na wodke opil obgadal pierdnal i poszedl do pracy po kilku dniach a nie takie jazdy robic jeszce
                                          • maly.lew Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 22:14
                                            Lady, może jeszcze nie wszystko stracone... Ale i Ty masz sporo do przemyślenia: jeśli on tak reaguje na stres, to czy to wróży stabilizację i poczucie bezpieczeństwa w tym związku?

                                            tak czy tak, coś z nim nie do końca dobrze... moze kryzys życiowy, a moze faktycznie jakieś zaburzenie? jeśli sie kontaktujecie - uświadom mu to, jak przyjaciółka. Skoro Go kochasz, to porozmawiaj z nim.

                                            My tu nie postawimy diagnozy! To rola psychologa, czy nawet psychiatry!
                                            pozdrawiam i trzymaj się!
                                          • czubata Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 22:25
                                            Ja wiem jedno; jak facet nie chce to wszelkimi metodami się wywinie. Mówiąc wprost, albo znikając i robiąc akcje różnego rodzaju. A im bardziej gonisz, tym szybciej uciekają, tak jak ktoś tu słusznie zauważył. Ja wiem że ty chciałabyś usłyszeć, "tak on jest chory",ale nikt ci tu tego nie stwierdzi, bo niezrozumiałe zachowania nie są domeną tylko i wyłącznie chadowców. Ja męża mam zdrowego i też czasami jego zachowanie jest dla mnie całkiem niezrozumiałe. Jak chce coś zrobić to pójdzie i to zrobi pomimo mojej miłości do niego, i jak nie chce czegoś zrobić to tego nie zrobi,także pomimo mojej miłości do niego. Wielu mężczyzn myśli zupełnie innymi kategoriami niż kobieta i tak to już po prostu jest. To co było dla ciebie piękne,wspaniałe mogło dla niego nie być. Twój ślub który mógł być dla ciebie piękny i wspaniały, dla niego mógł oznaczać zupełnie co innego. Co, tego się nie dowiemy, bo on jeden wie najlepiej co go skłoniło do takiego zachowania.
                                            • czubata Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 23:05
                                              Pozwolę sobie jeszcze skoro się już wtrąciłam. Twój pierwszy post: "Moj narzeczony w sumie z dnia na dzien powiedzial ze mamy silne charaktery i boji sie tego ze bedziemy sie rozwodzic bo jest miedzy nami "ogien"... powtarzal ze cos go przeroslo".
                                              I to wszystko wyjaśnia.On miał po prostu wątpliwości. Potem przeprosił bo się wystraszy że cię skrzywdził, ale dalej miał wątpliwości, tak więc nie zrobił tego czego nie chciał zrobić. Nie ożenił się.To co wpierw powiedział już było pierwszym sygnałem alarmowym, którego w swej miłości nie dostrzegłaś. Ale ci powiem,lepiej że zrobił to co zrobił, bo to był ostatni dzwonek do wycofania się. O wiele gorzej gdyby miał cię zostawić po fakcie, i jeszcze nie daj bóg z dzieckiem na ręku, a tacy też bywają.
                                              • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 23:34
                                                szkoda ze przez 7 lat tego nie powiedzial tylko w przed dzien klotni i w dzien klotni... to nie wporzadku zreszta kto ma silny chcarakter to widac po tej syt a jesli on nieadekwatnie ocenial to sie przecenil wlasnie teraz my sie nie klocilismy my sie sprzeczalismy i to w sumie nie o tak wazne spr bylismy czasem nerwowi przy tym ale bez przesady normalne rzeczy a nie silne charaktery to jakbysmy sie szarpali mieli ciche dni co raz i nie wiem co jeszcze... on moze nie wie jak zycie wyglada jak sie ludzie kloca ale mimo to sa razem i szczesliwi bo klotnie zdarzdaja sie zawsze i mowie tu o normalnych a nie o b powaaznych szkoda ze przede mna nie mial dziewczyny na powaznie przytarla by mu nosa i zobaczylby co to szczescie nie mowie teraz bo pokolenie mlodych dziewczyn teraz szkoda slow...
                                                • czubata Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 08.06.11, 23:48
                                                  Nie był nigdy w związku małżeńskim to nie wie,skąd ma wiedzieć... Ale uznał że to przekracza jego możliwości, bo każdy ma możliwości na swoją miarę. To że inni mogą,wcale nie oznacza że on też musiał.
                                                  >nie mial dziewczyny na powaznie przytarla by mu nosa

                                                  A za co mu przycierać nosa, za to że miał wątpliwości które go przerosły? Za to że w końcu ocenił sytuację całkiem trzeźwym okiem? Że dosyć późno, to późno, to przykre tak kogoś zostawiać na lodzie, ale pakować się w coś co z góry skazane na niepowodzenie, no bo jednak duże musiał miec wątpliwości skoro się wycofał, byłoby o wiele bardziej bez sensu. I jeszcze bardziej przykre byłoby.Im dalej człowiek brnie, tym bardziej tonie.
                                                  • lady_1 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 09.06.11, 09:19
                                                    na niepowodzenie... zyczyłabym kazdemu takiego zwiazku procz tej koncówki... wlasnie to mnie strasznie boli ze ludzie mysla ze przeciez musiał byc powazny powód piszesz musiał miec duze watpliwosci... ja o zadnym powodzie nie wiem a watpliwosci .... no coz podejrzewam ze dla niego zwyklesprzeczki oznaczaja koniec swiata tak jakby byl w utopii... i jak sie pojawiły dla niego to juz by oznaczało rozwód a sami wiecie ze to bledne myslenie ktos powiedział ze moze on nie jest realista ze bylo mu za dobrze nie mial porownan mysle ze o to chodzi
                                                  • anek80 Re: odpowiedzialność tłumaczysz chorobą ??? 09.06.11, 17:04
                                                    Lady_1, ludzie mają taki mechanizm obronny, że w szczególności gdy zawiedzie najbliższa osoba to nie chcą przyjąc prawdy tylko trzymają się swoich wyobrażeń (partnera, związku, sytuacji). To w sumie zrozumiałe. Obruszyłaś się bo ktoś napisał że narzeczony uznał małżeństwo za skazane na niepowodzenie. Ja w sumie rozumiem że to cię boli, to normalne. Wierzę, że mogliście tworzyć w sumie udany związek i nikt nie próbuje ci wmówić, że były jakieś straszne awantury itp. Po prostu, próbuję ci wyjaśnić że ludzie mają różne odczucia co do tych samych zdarzeń, swoje racje. Że można tydzień przed odwołać ślub, że można się rozstać po wielu latach itp. Można mieć poważne wątpliwości - bo sama znam takie historie. Dla kogoś zwykła kłotnia nic nie znaczy a dla innej osoby to koniec świata.
                                                    Przestrzegam cię tylko przed szukaniem na siłę oznak choroby i trwania przy swoich własnych wyobrażeniach idealnego związku. Nie ma związków idealnych, a rozstanie przeczy jednak teorii że wszystko grało. A rozstanie jest faktem (poprzednie rozstanie też). Po prostu próbuję ci uzmysłowić, że odczucia i punkt widzenia twojego partnera mogły, miały prawo być i prawdopodobnie były inne od twoich. Myślę że główna przyczyna rozstania tkwi w nim, w jego lękach, osobowości a nie w tobie czy w związku. Ale to nie oznacza, że to nie są uzasadnione czy ważne powody do rozstania - z jego punktu widzenia jak najbardziej są. Nie bierz tego do siebie, to nie jest zarzut pod twoim adresem. Ty byłaś gotowa do ślubu a on jednak nie - ale ty nie chcesz się z tym pogodzić, cały czas to kwestionujesz. Mnie nie dziwi w sumie, ze facet wyjechał na trzy tygodnie - w końcu odwołał ślub na tydzien przed, miał o czym myśleć - a z tego co piszesz to typ wrażliwy a nie "wesołego prostego chłopaka". Nie dziwi też, że nie chce z tobą rozmawiać. Podejrzewam że poczucie winy jest bardzo duże i jest mu głupio. Mój były facet, z którym byłam 6,5 roku (z czego kilka lat wspólnego mieszkania) spotkany na ulicy udaje że mnie nie widzi, nie utrzymujemy żadnych kontaktów. Jeśli już nie ma wyjścia i musi się przywitać, to nie potrafi mi normalnie spojrzeć w oczy. Jest mi przykro z tego powodu, ale ja sobie tłumaczę że to jego problem a nie mój. Też sie kochaliśmy, byliśmy bardzo zżyci ze sobą. Nie było żadnych zdrad, nie wydarzył się żaden dramat - wśród przyjaciół i rodziny uchodzilismy za dobraną parę. Ale po kilku latach okazało się że on nie chce się dalej angażować, że chowa urazę za jakieś głupie sprzeczki sprzed lat itp. Że nasze systemy wartości i plany na przyszłość są różne... W gruncie rzeczy chodziło o brak pewnej dojrzałości po obu stronach. Mam też koleżankę która rok temu brała ślub, po 7 latach wydawałoby się udanego związku. Teraz jest po rozwodzie - mąż któregoś dnia oświadczył że zakochał się w koleżance z pracy i to z nią chce zakładać rodzinę. Dla wszytskich to był totalny szok i niedowierzanie.

                                                    Pisałaś że dziś albo jutro chcesz się spotkać - może warto nie zwlekać i przestać snuć domysły w nieskończoność...
                                                  • lady_1 Re: 13.06.11, 17:21
                                                    a wiec; w ost dniach mialam imieniny napisał mi zyczenia sms. Nie spodziewałam sie tego i na ten dzien miałam zaplanowaną wizytye u uniego z nastawieniem ze moge zaaz wracac bo pewnie zatzymał sie w mijscu wyjscia i znow bedzie afera ze nie ufa itd. Miałam pzygotowany piescionek i gotowa na wszystko pojechałam. Wczesniej mu nic nie odp na te zyczenia i nie upzedzałam o wizycie. W momencie gdy wchodziłam do jego pokoju kilka kroków wydawałoby sie byc wiecznoscią bałam sie go zobaczyc. Siedział przed komputerem odwrocił głowe jego oczy robiły sie coraz wieksze a usmiech szerszy... stanelismy naprzeciwko siebie nie wiedzac co bedzie zaraz. Przywitał sie ze mna i widzac chyba moj wyraz twazy spowaznial i zaczal sie denerwowac usiedlismy widziałam ze przyjmuje postawe obronna powoli po wyrazie twarzy ja z minute wcale sie nie moglam odezwac... zapytał co sie stało ze ptzyjechałam i zaczeła sie rozmowa - zapytałam co sie takiego wydarzyło? on na to ze ostatnio nie byl do konca szczesliwy bo... meczyły go syt kiedy ja bylam pzeciwna jego znajomosci z naszym swiadkiem.... po pierwsze nie byłam nie lubiłam go nazbyt bo kiedys w pewnej syt nie obstał za mna i moim b narzeczonym ale sporu z nim teraz nie miałam zeszta jak mi zaczal o tym mowic to widziałam ze to nie jest ten powod bo wyznacznikiem szczescia naszego nie moze byc znajomosci jego z kims... nie dowiedziałam sie niczgo w sumie wiecej. Odparłam mu ze nie rozmawiajmy o tym bo co ma piernik do wiatrka i przypomniałam mu jak wygladal nasz zwiazek i jak byl sczesliwy... Zaskoczyło mnie ze rozmowa byla spokojna nawet badzo i im dluzej twala tym z wiekszym usmiechem mnie sluchał i ptzytakiwał. W pewnym momencie powiedział prosze cie nie mow tak do mnie, jak wspomniałam jak sie odnosilismy do siebie ... bylo juz pozno powiedizła ze powinnismy rozmawiac o tym tak spokojnie jak teraz pytam wiec jak mamy rozmawiac i kiedy jakjuz musimy konczyc. Zaproponował niedziele wczoaj a co do szczegulow mielismy sie jeszcze skontaktowac tel. Wczoraj w popoludniu zadzw mysle sobie pal licho on zapoponował jamoge sie spytac o ktoej sie widzimy nie odebał i nap smsa ze niema dzis czasu....szlak mnie trfil imialamjuz tel w reku aby zadzw i mu nawciskac na czym swiat stoi, ale mysle sobie w emocjach nie warto nie odpowiedziałammu nic pojechałam na spacer. Musiałam kolo niego przejechac mieszkamy niedaleko wiec inaczej sie nie da chcac w pewna str jechac i zobaczyłam ze stoi auto jego chrzestnego ksiedza u ktoego tez byłam zaaz po tamtej syt i ktory z pewnoscia pzyjechal do niego aby zobaczyc jak sie ma po tym powrocie... moze dlatego nie mogl, alemimo wszystko taki suchy sms mnie wkurzył. Ot tak sie historia rozwineła ze tak mozna napisac... nie wiemczy czekac czy sie odezwac w weekend np w tyg on do pozna pracuje wiec spotkanie odpada...