Dodaj do ulubionych

Zostałem sam

IP: 195.187.97.* 14.12.01, 11:28
Wiem, że pytam trochę nie na temat, bo nie pytam o seks. Ale nie mam się do kogo zwrócić.

Mam na imię Paweł, mam 26 lat. Od 8 lat kocham jedną i tę samą kobietę. Sześć lat temu (jutro
będzie równa rocznica) zaczęliśmy być razem. Parę miesięcy temu oświadczyłem się jej (sytuacja
osobista i zawodowa nie pozwalała mi zrobić tego wcześniej), a ona zgodziła się. Jednak ostatnie
parę tygodni czułem, że coś się zmieniło, ale oszukiwałem sam siebie, nawet więcej - starałem się
sobie i innym udowodnić, jak bardzo wszystko jest w porządku i że przecież mogę być z każdą inną.
Od wczoraj wiem to na pewno - ona mnie nie kocha. Odeszła.

Nie umiem sobie z tym poradzić. To tak boli, tak strasznie boli. Nie do wytrzymania.

Nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Obserwuj wątek
    • Gość: Max Re: do pmb IP: 158.66.108.* 14.12.01, 11:42
      Halo pmb,

      w takiej trudnej sytuacji musisz zmusić się do bycia mężczyzną (nawet chcieć
      chcieć nim być). Jeżeli ją kochasz, to pozwolisz jej odejść i sam się z tym
      pogodzisz, a z czasem odczujesz dużą ulgę i wewnętrzną radość z podjęcia dobrej
      decyzji.

      Jeśli kogoś kochamy, to chcemy, by ten ktoś był szczęśliwy. Gdy więc zgodzimy
      się na unicestwienie dobra (trzymanie jej na siłę), to znaczy, że tego kogoś
      nie kochamy, traktujemy raczej jako okazję do miłości. Wniosek: kochamy więc
      miłość, a nie osobę. Kryje się za tym nie tylko tchórzostwo, ale i płytki
      egoizm. Ten egoizm wyraża się właśnie w miłości do własnych uczuć.

      Na razie cierpisz i to jest normalne. Postaraj się zrozumieć i bądź mężny, a z
      czasem wszystko się uspokoi i nie będziesz żałował, że odeszła.

      Halo, Max
      • niedopieszczona Re: do pmb 18.12.01, 14:00
        Max, czy to Ty? Jak tak dalej bedziesz dawal takie dobre rady, to warto tu
        przychodzic.
      • charlize Re: do pmb 18.12.01, 14:17
        Gość portalu: Max napisał(a):

        > Halo pmb,
        >
        > w takiej trudnej sytuacji musisz zmusić się do bycia mężczyzną (nawet chcieć
        > chcieć nim być). Jeżeli ją kochasz, to pozwolisz jej odejść i sam się z tym
        > pogodzisz, a z czasem odczujesz dużą ulgę i wewnętrzną radość z podjęcia dobrej
        >
        > decyzji.
        >
        > Jeśli kogoś kochamy, to chcemy, by ten ktoś był szczęśliwy. Gdy więc zgodzimy
        > się na unicestwienie dobra (trzymanie jej na siłę), to znaczy, że tego kogoś
        > nie kochamy, traktujemy raczej jako okazję do miłości. Wniosek: kochamy więc
        > miłość, a nie osobę. Kryje się za tym nie tylko tchórzostwo, ale i płytki
        > egoizm. Ten egoizm wyraża się właśnie w miłości do własnych uczuć.
        >
        > Na razie cierpisz i to jest normalne. Postaraj się zrozumieć i bądź mężny, a z
        > czasem wszystko się uspokoi i nie będziesz żałował, że odeszła.
        >
        > Halo, Max

        Max,
        Pozwoliłam mu odejść. Tak fizycznie. Zreszta, jak miałabym go zatrzymać? Nie ma
        go przy mnie, ale nadal o nim myslę. Staram się nie myśleć, co by bylo, gdybyśmy
        tak jeszcze raz... Myslę o tym, co było. Przywołuję to wciąż i wciąż. Nie mam
        pewności, czy to była miłość. A jeśli nie, to niby co? Zresztą, podobno każda
        miłość jest pierwsza... Jeśli spotkam innego i go pokocham, to ten, którego - jak
        sadzę - kocham właśnie teraz, "rozpłynie się" i może wówczas uznam, że to nie
        była prawdziwa miłość. Na razie tak nie uważam. Pozdrawiam.
        charlize
        • Gość: Max Re: do charlizy IP: 158.66.108.* 18.12.01, 14:33
          Halo charlizo,

          nie mam podstaw, by wątpić w twoją miłość, ale to jeszcze za mało. To, co
          powiem, to zapewne głodny kawałek: obiektywizacja związku nastepuje tylko za
          obopólną zgodą. Może zostałaś wykorzystana. W takich jednostronnych sytuacjach
          albo on wróci, jeżeli się pomylił, albo na prawdziwą, bo odwzajemniną miłość
          jeszcze czas. Nie przejmowałbym się takimi sytuacjami, chociaż są niewątpliwie
          bardzo bolesne. Myślę, że to właściwe jest dopiero przed tobą. Radzę podejmować
          życie seksualne dopiero w związku małżeńskim, a to zakłada dobre poznanie
          przeszłego męża.

          Halo, Max
          • charlize do Maxa 18.12.01, 14:42
            Gość portalu: Max napisał(a):

            > Halo charlizo,
            >
            > nie mam podstaw, by wątpić w twoją miłość, ale to jeszcze za mało. To, co
            > powiem, to zapewne głodny kawałek: obiektywizacja związku nastepuje tylko za
            > obopólną zgodą. Może zostałaś wykorzystana. W takich jednostronnych sytuacjach
            > albo on wróci, jeżeli się pomylił, albo na prawdziwą, bo odwzajemniną miłość
            > jeszcze czas. Nie przejmowałbym się takimi sytuacjami, chociaż są niewątpliwie
            > bardzo bolesne. Myślę, że to właściwe jest dopiero przed tobą. Radzę podejmować
            >
            > życie seksualne dopiero w związku małżeńskim, a to zakłada dobre poznanie
            > przeszłego męża.
            >
            > Halo, Max

            Max :-),
            W tym wątku nie pisnęłam słowem o seksualnym aspekcie mojego bycia z nim. Myślę,
            że w paru kwestiach mamy zdania odmienne. Wiem, że nie szczędzisz sił w walce z
            praktykami masturbacyjnymi. Wiem też, że jesteś niestrudzonym orędownikiem seksu
            małżeńskiego. Tyle wiem z lektury Twoich postów. Moje poglądy trochę rozmijają
            się z Twoimi, co - mam nadzieję - nie będzie przeszkodą, abyśmy czasem pogadali
            na Forum. Pozdrawiam
            charlize
    • tassman samemu lepiej 18.12.01, 13:25
      Gość portalu: pmb napisał(a):

      > Wiem, że pytam trochę nie na temat, bo nie pytam o seks. Ale nie mam się do kog
      > o zwrócić.
      >
      > Mam na imię Paweł, mam 26 lat. Od 8 lat kocham jedną i tę samą kobietę. Sześć l
      > at temu (jutro
      > będzie równa rocznica) zaczęliśmy być razem. Parę miesięcy temu oświadczyłem si
      > ę jej (sytuacja
      > osobista i zawodowa nie pozwalała mi zrobić tego wcześniej), a ona zgodziła się
      > . Jednak ostatnie
      > parę tygodni czułem, że coś się zmieniło, ale oszukiwałem sam siebie, nawet wię
      > cej - starałem się
      > sobie i innym udowodnić, jak bardzo wszystko jest w porządku i że przecież mogę
      > być z każdą inną.
      > Od wczoraj wiem to na pewno - ona mnie nie kocha. Odeszła.
      >
      > Nie umiem sobie z tym poradzić. To tak boli, tak strasznie boli. Nie do wytrzym
      > ania.
      >
      > Nie wiem, co mam ze sobą zrobić.


      **************************
      Walnij 5 setek i swiat od razu nabierze różowych barw.....

      tassman:)
      ps. A tak serio to ta twoja miłość to była slepa uliczka. Nie zorientowałes sie
      wczesniej ze ona robi cie w konia? Szkoda tych bezpowrotnie straconych 8 lat dla
      takiej tufty, a mogłeś sie niezle zabawic wtedy.....jakby nie było to wcieło ci
      najlepszych pare lat zycia......Nie wiem jak to jest, ale chyba ciut boli, nie?


      • Gość: Maur Re: samemu lepiej IP: *.chello.pl 18.12.01, 13:33
        tassman napisał(a):
        >Nie wiem jak to jest, ale chyba ciut boli, nie?

        Raz masz racje, Tassman. Nie wiesz jak to jest.
    • charlize Re: Zostałem sam 18.12.01, 13:40
      Mówienie, że ona nie była warta Twojego uczucia... Myślę, że była warta. Gdyby
      nie była, nie kochałbyś jej tak długo i nie cierpiałbyś teraz. Boli, bo
      odeszła, więc w jakiś sposób wzgardziła Twoimi uczuciami. Boli, bo pozostawiła
      po sobie pustkę. Boli, bo choć czułeś, że coś nie gra, nie przygotowałeś się na
      rozstanie. Boli, bo nadal jej pragniesz.
      Nie mogę Ci udzielić żadnej sensownej porady, choć sama borykam się z podobnym
      problemem. Jeszcze się nie pogodziłam z tym, że on mnie odepchnął.
      • Gość: Max Re: do charlizy IP: 158.66.108.* 18.12.01, 13:57
        Halo charlizo,

        teraz już wiesz, jaka jest różnica między miłością a... uczuciami. Taka nauka
        jest konieczna, by odkryć jej prawdziwą, niezafałszowaną naturę.

        Halo, Max
    • niedopieszczona Re: Zostałem sam 18.12.01, 13:58
      Moze by tak z nia porozmawiac i sie dowiedziec o co naprawde chodzi. pozdr.
    • Gość: zilka Re: Zostałem sam IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.12.01, 14:31
      Paweł,
      Jedyne co Ci pomoże to czas, czas i jeszcze raz czas. Przeżyłam coś takiego
      parę lat temu, zupełnie runął mój świat, doprowadzenie się do pionu kosztowało
      mnie prawie rok... Więc jeszcze dużo czasu przed Tobą.
      Postaraj się tylko szanować, nie chce Cię to nie chce, nie dzwoń do niej, nie
      odzywaj się, nie skomlej o miłość. Miej swój honor i chociaż wiem, że w tej
      chwili masz gdzieś swój honor i masz ochotę błagać ją na kolanach, żeby wróciła
      to bądź dzielny.
      Postaraj się być bardzo zajęty, może sypiaj z tysiącem innych kobiet. Nie
      pomoże ale zajmie Cię na jakiś czas.
      Powodzenia, przeżyjesz.
      • Gość: mmm Re: Zostałem sam IP: *.ub.uni-leipzig.de 18.12.01, 19:06
        to co Zilka napsiala to prawda. Przezylem podobnie rozstanie po 12 latach. Potrzeba okolo roku by dojsc
        do siebie.
        Ale lepiej ze ona odeszla niz by dalej cie oszukiwala. Musisz widziec to pozytywnie. Kobieta byla na tyle
        uczciwa, ze odeszla. Nie bylibyscie nigdy szczesliwi razem.



        Gość portalu: zilka napisał(a):

        > Paweł,
        > Jedyne co Ci pomoże to czas, czas i jeszcze raz czas. Przeżyłam coś takiego
        > parę lat temu, zupełnie runął mój świat, doprowadzenie się do pionu kosztowało
        > mnie prawie rok... Więc jeszcze dużo czasu przed Tobą.
        > Postaraj się tylko szanować, nie chce Cię to nie chce, nie dzwoń do niej, nie
        > odzywaj się, nie skomlej o miłość. Miej swój honor i chociaż wiem, że w tej
        > chwili masz gdzieś swój honor i masz ochotę błagać ją na kolanach, żeby wróciła
        >
        > to bądź dzielny.
        > Postaraj się być bardzo zajęty, może sypiaj z tysiącem innych kobiet. Nie
        > pomoże ale zajmie Cię na jakiś czas.
        > Powodzenia, przeżyjesz.

    • Gość: porx Re: Zostałem sam IP: 192.168.1.* 18.12.01, 22:01
      Szczerze Ci współczuję. Sam przeszedłem przez coś podobnego. Podobnie jak Ty
      zostałem sam przed Świętami Bożego Narodzenia. To potęgowało ból. Czułem się
      nikomu niepotrzebny. Straciłem apetyt. Trwało to ponad 5 miesięcy. W tym czasie
      schudłem i w ogóle nie chciało mi się żyć. Jednak czas leczy rany. W tej chwili
      (a mija właśnie 2 lata) funkcjonuję w miarę normalnie. Ale jakaś skaza w mojej
      psychice pozostała. Od tamtej pory nie mogę się związać z inną kobietą. Pewnie
      dalej kocham tą poprzednią, choć wiem że nigdy nie będziemy razem.
      • Gość: zilka Re: Zostałem sam IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.12.01, 22:44
        To prawda. Skaza pozostaje na zawsze ale to nie jest złe. Nie wolno tak kochać
        ludzi, żeby oddawać całego siebie, nie zostawić sobie ani kawałka swojego
        świata tak żeby nam się cały zawalał jak ktoś nas zostawi (i oszuka). Trzeba
        posiadać odrobinę zdrowego egozimu w wiele ludzi w pierwszych związkach tego
        nie posiada i potem jest tragedia. Jak już się otrząśniesz postraj powyciągać
        wnioski.
        Ja po tych kilku latach od rozstania wiem już, że tak naprawdę dobrze mi to
        zrobiło, wiem, ile było mojej winy w tym, że on mnie zostawił. To rozstanie
        dużo wniosło w mój następny związek. Bo to nieprawda, że już nigdy nikogo nie
        pokochasz. Pokochasz i będzie jeszcze fajniej choć wiem, że narazie dla ciebie
        to bzdura. Ale uwierz mi, uwierz wszystkim którzy się tu wypowiadają, że to
        kiedyś przestanie boleć.
    • Gość: Ania Re: Zostałem sam IP: *.icomp.com.pl 13.01.02, 16:48
      Ja chodze z chłopakiem 2 lata,wiem i czuje że coś jest nie tak.To ja chcę
      odejść chociaż go kocham,a dlaczego?Bo ciągle wydaje mi się,że jestem wspaniałą
      kobiętą i tak jest, tylko mojemu facetowi nic sie nie podoba.Mamy udane zycie
      seksualne bla bla bla.Ale chodzi o to ,że niepamiętam kiedy ostatnio
      powiedział,że mnie kocha,że jestem wspaniałą kobietą,że dobrze gotuje,że ładnie
      wyglądam.Na początku kupował mi kwiatki a teraz twierdzi że nie ma czasu.Może
      sam popełniłeś taki błąd?Wielu facetów myśli,że kobiecie raz się powie,że się
      ja kocha i to wystarczy na całe życie.Twoja kobieta chce byś jej udowodnił jak
      bardzo Ci na niej zależy.Kup jej kwiatki,albo zaproś ją na niezwykłą kolacje-
      niespodzianke.Jeśli ją kochasz to spróbuj przecież już nie masz nic do
      stracenia a jak sie uda to zyskasz!Jesteś mężczyzną więc pasuje Ci walczyć!Nie
      załamuj się tylko pomyśl jak ją zdobyć na nowo!-Pozdrawiam :)
      • Gość: Kleks Re: Zostałem sam IP: *.compass.net.nz 14.01.02, 08:23
        Witam
        Anka ale dowalilas, prosic,kwiaty,wyznawac milosc, to bedzie odwrotny skutek od
        zamierzonego.
        Wiedzial przeciez ze jest cos nie tak, wiec ona sie z ta decyzja juz nosila
        jakis czas.
        Nie sadze ze nalezy wkolo mowic kocham cie- to bzdura.
        Wystarczy dotyk,spojrzenie bo wlasnie w ten sposob mozna milosc czytac.
        Badz silny psychicznie pmb.
    • ptc Re: Zostałem sam 14.01.02, 19:43
      Przeżywam to samo, aczkolwiek mniej czasu to trwało, choć nie mniej uczucia i
      zaangażowania w to włożyłem. Nie wiem czego obecnie kobiety oczekują , te
      przynajmniej mi znane, ale nie tego o czym pisze Ania, wiersze wysyłałem sms
      przed spaniem. i etc, a o tym że ona chce być sama dowiedziałem się, gdy
      zaniosłem jej bukiet róż. Tak więc nie do końca jest prawdą, że tylko o
      komplementy, potwierdzanie wartości kobiety chodzi. Szkoda czasu i zachodu dla
      kobiet, które nie chcą być, przecież żebranie o miłość jest uwłaczające. Daj
      sobie spokój, jest tyle pięknych i wartościowych dziewczyn, ja mam przynajmniej
      taką nadzieję. Pozdrawiam, wierz mi, jestem w podobnej sytuacji.
      • jamorzeszek Re: Zostałem sam 14.01.02, 20:10
        To wszystko prawda, ze boli, ze bedzie bolec, czasem nie do wytrzymania. Wiem,
        bo przezylam. I minie-sam nie bedziesz wiedzial jak, dlaczego i kiedy. Pewnie
        zostanie blizna. Ptzy odrobinie szczescia zmieni Cie to: zrozumiesz ile jestes
        wart, ze powinienes, nawet kochajac, miec kawalek swojego swiata, staniesz sie
        silniejszy.
        Przezyles ze swoja dziewczyna 8 lat. Kochales i byles kochany, mimo pokusy-nie
        odrzucaj tego wspomnienia. Mysle czesto, ze prawdziwe uczucie nie trwa
        wiecznie, wlasnie dlatego, ze jest uczuciem.
        Placz, zal sie przyjaciolom, dbaj o siebie, bo teraz stres zjada nie tylko
        Twoja dusze, ale i cialo. Rozpaczaj, bo jestes mezczyzna. Nie ma racji Max
        mowiac, ze prawdziwy facet sie nie mazgaji. Ile odwagi potrzeba mezczyznie aby
        plakac wie tylko prawdziwy mezczyzna. Straciles milosc-to dobry powod do
        okazywania cierpienia.
        Nie wracaj do niej i nie probuj jej znow podbic jesli zalezy Ci choc troche na
        tym, aby czuc sie kochanym, a nie tylko aby posiadac ja jeszcze troche. Ona
        odeszla. Nie mam slow, zeby powiedziec Ci co czulam, kiedy moja milosc umarla.
        Nie ma takich slow. Minelo kilka lat, znow jestem szczesliwa. Jesli dasz sobie
        szanse-tez bedziesz.
        Pozdrawiam, orzeszek
        • Gość: smyk Re: Zostałem sam IP: 192.168.0.* 15.01.02, 11:17
          jamorzeszek napisał(a):

          > To wszystko prawda, ze boli, ze bedzie bolec, czasem nie do wytrzymania. Wiem,
          > bo przezylam. I minie-sam nie bedziesz wiedzial jak, dlaczego i kiedy. Pewnie
          > zostanie blizna. Ptzy odrobinie szczescia zmieni Cie to: zrozumiesz ile jestes
          > wart, ze powinienes, nawet kochajac, miec kawalek swojego swiata, staniesz sie
          > silniejszy.
          > Przezyles ze swoja dziewczyna 8 lat. Kochales i byles kochany, mimo pokusy-nie
          > odrzucaj tego wspomnienia. Mysle czesto, ze prawdziwe uczucie nie trwa
          > wiecznie, wlasnie dlatego, ze jest uczuciem.
          > Placz, zal sie przyjaciolom, dbaj o siebie, bo teraz stres zjada nie tylko
          > Twoja dusze, ale i cialo. Rozpaczaj, bo jestes mezczyzna. Nie ma racji Max
          > mowiac, ze prawdziwy facet sie nie mazgaji. Ile odwagi potrzeba mezczyznie aby
          > plakac wie tylko prawdziwy mezczyzna. Straciles milosc-to dobry powod do
          > okazywania cierpienia.
          > Nie wracaj do niej i nie probuj jej znow podbic jesli zalezy Ci choc troche na
          > tym, aby czuc sie kochanym, a nie tylko aby posiadac ja jeszcze troche. Ona
          > odeszla. Nie mam slow, zeby powiedziec Ci co czulam, kiedy moja milosc umarla.
          > Nie ma takich slow. Minelo kilka lat, znow jestem szczesliwa. Jesli dasz sobie
          > szanse-tez bedziesz.
          > Pozdrawiam, orzeszek

          Orzeszku !

          Co Ty opowiadasz - facet ma płakać ? To chłop czy kalesony ?
          I dobrze, że został sam, a może znajdzie sobie młodszą, ładniejszą i bardziej
          wartościową kobietę i będzie żył sobie szczęśliwie.
          A za jakiś czas powie sobie " jakim byłem idiotą " ona przecież na mnie człowieka
          przecież wartościowego ani tyci nie zasługiwała.
          pozdr.

          • jamorzeszek Re: Smyku 15.01.02, 17:01
            Znane jest Ci pojecie debriefingu? A moze 4 faz radzenia sobie z trauma?
            Zanotowales moze, ze mezczyzni zyja krocej niz kobiety? Wiesz moze co to
            psychosomatyka? A Post Sraumatic Strss Disorder?
            Z wyzej wymienionych powodow, z racji wykonywanego zawodu, doswiadczen, a
            przede wszystkim kierowana zwykla empatia z calego serca trzymam kciuki za
            obfite lzy autora postu. Niech wyjda mu na zdrowie i naucza co to
            czlowieczenstwo. Zwierzeta nie placza. A Ty smyku?
            • jamorzeszek Re: Smyku 15.01.02, 17:12
              Mialo byc PTSD (traumatic), a wyszlo smiesznie:))))))
              • Gość: smyk Re: Orzeszku IP: 192.168.0.* 16.01.02, 07:56
                jamorzeszek napisał(a):

                > Mialo byc PTSD (traumatic), a wyszlo smiesznie:))))))

                Orzeszku !
                Co by nie mówić to chłopaki nie płaczą !

                • jamorzeszek Re: Smyku 16.01.02, 14:23
                  Co by nie mowic organizujesz mi klientow. Dzieki:)))
    • pinick Re: Zostałem sam 14.01.02, 22:26
      Mam 35 lat i z perspektywy czasu uwazam ze moje przejscia podobne do twoich
      zrobily ze mnie czlowieka bardziej odpornego na przeciwnosci zyciowe
      To pierwsze rozstanie po 5 latach bylo najbardziej bolesne
      Potem byly nastepne
      Teraz wiem ze licze sie tylko ja i moje zycie i nie daje sie skrzywdzic
      To sie chyba nazywa - zdrowy egoizm
      Wiem tez ze moje doswiadczenia zrobily ze mnie czlowieka cynicznego i nie
      potrafiacego kochac naprawde
      Sa plusy i minusy
      Moze jestem emocjonalnym kaleka a moze to dobrze bo juz nie cierpie z powodu
      odchodzacych kobiet ale nie cieszy mnie kiedy one cierpia
      Wydaje mi cie ze niewiele jest mnie w stanie zaskoczyc do momentu kiedy mnie
      cos zaskakuje
      I chyba tak musi byc

      • sloggi Re: Zostałem sam 15.01.02, 10:41
        Musisz, niestety, nauczyć się być przez jakiś czas sam.
        Może jesteś bluszczem rozpiętym na drzewie miłości, drzewie, które uschło
        bezpowrotnie.
        Teraz musisz sam stać się silny, aby Twoja przyszła podpora nie uschła sam się
        nią stań.
        A, że to twardnienie boli - fakt, tylko kto powiedział, że zmiany nie bolą.
        Trwaj.
      • Gość: Snam Re: Zostałem sam IP: 10.10.6.* 16.01.02, 10:03
        cos wam doradze panowie pmb i pinick
        "najlepsze sa starsze panie z bardzo duzym mieszkaniem"
        serdecznie pozdrawiam
        • Gość: KR$ Piekny tekst IP: 162.70.83.* 16.01.02, 14:02
          Jest w tym krotkim a jakze odkrywczym tekscie duzo racji i bijacego
          wieloletniego doswiadczenia.... ;-)
    • hans_kloss Zostałes sam 16.01.02, 14:59
      Witaj,

      Mam nadzieje, ze zagladasz na forum i czytasz posty. A warte sa tego, gdyz
      zawieraja wiele cieplych slow oraz kilka rozwiazan problemu. Od twojego
      rozstania minelo troche czasu, napisz co teraz czujesz. A moze ukochana do
      ciebie wrocila?

      Moim zdaniem, jesli nawalnice uczuc zwiazanych z zalem po stracie ukochanej,
      masz juz za soba - czas najwyzszy zaczac odcinac kupony od tego doswiadczania.
      Mysle, ze powinienes na chlodno przeznalizowac wasz zwiazek od poczatkow az do
      samego konca. Jak ewoluowalo wasze uczucie, twoj stosunek do ukochanej i jej do
      ciebie, jak wygladaly wasze wspolzaleznosci. Byc moze dzieki takiej analizie
      dostrzezesz owe sygnaly alarmowe, ze cos zaczyna sie psuc, ktorych wczesniej
      nie dojrzales. Moze uda ci sie dociec dlaczego sie pojawily, jakie byly
      przyczyny poczatku usychania zazylosci.

      Oczywiste jest, ze taka chwila zadumy nie ma na celu rozdrapywanie ran, raczej
      ma sluzyc wyciagnieciu wnioskow na przyszlosc. Twoich nastepnych zwiazkow. Abys
      wiedzial czego ci czynic nie wolno i na co zwracac uwage bys nie zostal... z
      reka w nocniku.

      Pamietaj, ze wszytko ma swoja przyczyne i waznym jest by zawsze ja dokladnie
      poznac.

      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka