no-name1
25.01.02, 11:57
Szanowny Panie Doktorze, zwracam się z pytaniem troszkę nietypowym, ale
najpierw przedstawię sytuację. Od ok. 6 lat (z małymi kilkumiesięcznymi
przerwami) przyjmuję tabletki antykoncepcyjne. Brałam już wiele rodzajów
tabletek. Zawsze regularnie robiłam badania i właściwie całkiem dobrze znosiłam
kolejne opakowania. No właśnie, czy dobrze znosiłam? Zaczynam się bowiem nad
tym poważnie zastanawiać. Po pierwsze bowiem, wydaje mi się (gdzieś to napewno
przeczytałam), że tabletki zmniejszają ochotę na seks. Po tylu latach
przyjmowania tabletek jednak trudno mi powiedzieć, czy w moim przypadku tak
jest (nie miałam wcześniejszych doświadczeń i nie mogę porównać). Faktem jest,
że trudno osiągnąć mi stan podniecenia, nie mówiąc już o orgaźmie. Po prostu
czuję jakąś blokadę, którą trudno mi nazwać. Raczej nie jest to kwestia
psychiki, możliwe, że tabletki mają właśnie takie ujemne działanie w moim
przypadku. Zaczynam się zastanawiać. Co straciłam biorąc je przez tyle lat i
troszkę smutno mi się robi gdy pomyślę, że mogłam przeżyć w sferze seksu trochę
więcej, ale hormony mi to uniemożliwiły. Wynika bowiem z tego, że brałam je
tylko dla partnera, żeby jemu było wygodniej, a ja żebym się nie martwiła. Na
tym polegała moja radość z seksu. Uprzejmie proszę o odpowiedź, czy moje
przypuszczania są uzasadnione, czy rzeczywiście branie tabletek obniża
odczuwanie seksu.
Po drugie i jest to sprawa dla mnie bardzo ważna, choć wiem, że zabrzmi to jak
wariactwo. Ale do rzeczy. W czerwcu ubiegłego roku po ok. dwumiesięcznej
przerwie w antykoncepcji, rozpoczęłam przyjmowanie Cilestu. No właśnie, od tej
pory doświadczyłam czegoś, co mogłabym określić jednym słowem - depresja. Nie
jakieś tam obniżenie nastroju i zły humor. Po prostu czarna rozpacz, dno,
niemożność normalnego funkcjonowania. Zajrzałam do ulotki tabletek i co
ujrzałam: tabletki mogą powodować depresję. Wydawało mi się - bzdura. Męczyłam
się dalej. Otarło się o psychologa, potem o psychiatrę. Nikt nie był w stanie
podać mi przyczyny takiego samopoczucia. Odstawiłam tabletki miesiąc temu. Mam
nadzieję, że wrócę do normalnego życia. Tymczasem chcę zadać pytanie. Czy to
możliwe, że tabletki spowodowały taki stan? Ja wiem, że brzmi to wręcz
niewiarygonie. Ale skoro w ulotce umieszczono depresję w skutkach ubocznych to
może rzeczywiście tak było w moim przypadku.
I ostatnie pytanie, na zakończenie mojego wywodu (wiem - przynudzam). Co ja mam
robić? Odstawiłam pigułki. Jak mam się zabezpieczać? Wydaje mi się, iż w tym
przypadku stosowanie kalendarzyka i obserwacji wydzieliny z pochwy może nie
jest najlepszym rozwiązaniem, ale przynajmniej naturalnym i nie zaszkodzi mi na
psyche. Może też prawdą jest, że to dobre metody, bo uczą wzajemnego szacunku i
zaufania - problem ten dotyczy bowiem także mojego chłopaka. No tak, ale on nie
jest zachwycony. Prezerwatywa odpada. Nie lubię, nie umiem, nie chcę.
Byłam ogromną zwolenniczką pigułki. Daje wolność, prosta w użyciu. I tak dalej.
Ale zaczynam mieć coraz większe wątpliwości, czy aby nie jest przereklamowana.
A co jeżeli dotyczy to wszystkich kobiet. Jak im powiedzieć, że branie pigułki
wiąże się z mniejszą przyjemnością. W imię czego? Przyjemności mężczyzn?
Przepraszam za tak długi list. Mam nadzieję, że przeczyta go Pan i postara się
odpowiedzieć. Dziękuję serdecznie z góry.
Pozdrawiam