Dodaj do ulubionych

Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa....

16.01.11, 20:09
online.wsj.com/article/SB10001424052748704111504576059713528698754.html?mod=WSJASIA_hpp_MIDDLETopNews#articleTabs%3Darticle
Uwazam, ze w USA za bardzo sie chwali i nagradza. Zlosci mnie to nieraz jak widze, ze to nagradzanie psuje mi dzieci :( Nicole raz wkurzyla sie mocno i postanowila juz nie oddawac prac do County Fair. Bardzo ciezko pracowaly moje dzieci nas swoimi pracami i dlugo bardzo im zajelo, zeby to bylo ladne i dopracowane. Przy oddaniu panie bardzo chwalily i mowily "Finally! Someone turned in some nice pieces of art. You wouldn't believe the garbage we have to put out there". Dziewczynki sie cieszyly z tego komentarza, bo szanse na wygranie nagrody widzialy zwiekszone :) Potem szok byl jak zobaczylysmy, ze 99% prac dostalo Pierwsze miejsce. Doslownie cale stoly pelne niebieskich wstazek! Kurcze nikt nie zajal 2 miejsca lub zadnego. To jakis Twilight Zone!
Nicole sie rozplakala, ze ktos tam pomazal byle jak kawalek papieru i tez dostal 1 miejsce. Postanowila juz nie brac udzialu i nagroda pieniezna wcale nie pocieszyla.

To samo w klubie Taekwondo. Emily zapisalam w pazdzierniku. Ona tak na serio do tego podeszla.... Cwiczyla w domu. Juz po 2 tygodniach lepiej byla przygotowana do zoltego paska niz inne dzieci z zoltym paskiem. Inne dzieci juz nawet do egzaminu po 3 miesiacach nie byly przygotowane, zapominaly po kolei kroki nie mowiac o prawidlowym wykonaniu. W ogole nie cwicza w domu i tylko te 2 godziny w tygodniu co na treningu. Trener jak wspomni o tym, zeby cwiczyly kata w domu mama odparla "It's more important he does math at home, I don't want to worry about taekwondo".... I tak jest, ze Emily pokazywala bialym paskom, zoltym i tym zielonym bo zapomnieli jak robic Chon Ji kata. Trener ciagle pieje nad Emily z zachwytu, popisuje sie nia, i nagradza. Efekt tego taki, ze Emily zuplenie przestala w domu cwiczyc i sie rozciagac. Jej technika nie jest idealna i ma duzo do zyczenia jak ulozenie dloni, jaka ma predkosc i moc uderzen, uderzenie celu itp, ale jest najlepsza i trener to powtarza. Wiec teraz jak zachecam Emily do cwiczenia w domu to slysze "I don't want to practice. I am the best any way, I know I will pass yellow belt test". ..... Szkoda, bo moglaby naprawde byc dobra, a tak porownuje sie do innych dzieci i trener za duzo chwali :( Talent sie marnuje!

To samo bylo z pianinem Nicole. Zmienilam nauczycielke, ktora uczy tylko studentow z uczelni meza. Ta pani nie ma innych dzieci w wieku Nicole i bardzo dobrze. Jest tez azjatka co uwazam za WIELKI plus. Nie owija w bawelne, mowi Nicole jak zle gra, czy ze ma slabe palce i musi cos tam malo przyjemnego cwiczyc wiecej. Jest bardzo wymagajaca i efekty juz po 2 miesiacach widac. Pani ta na poczatku nie chciala Nicole przyjac i pytala jak ona przyjmuje krytyke, czy jak pani powie, ze zle robi czy nie bedzie plakac, bo ona zauwazyla, ze w USA bardzo trudno krytykowac dzieci.....
Oczywiscie Nicole kilka razy plakala nad pianinem, ale wcale jej to nie zniechecilo do grania. Ja nadal jej nie zmuszam i przy sesjach placzu i narzekania pytam sie czy chce przestac grac, czy chce kontinuowac i robic postepy. Jest placz, granie..... potem nagle cos tam wyjdzie. Radocha wielka z podskakiwaniem i High Fivami :) Gadanie "I can't believe it was hard".
Jak sie lekcja skonczy (ja zapisuje co cwiczone bylo jak i ile minut). Potem oderwac Nicole od pianina nie moge. Kto by pomyslal, ze pare godzin wczesniej byl placz i zgrzytanie zebow.

Oczywiscie nigdy u mnie nie bylo i nie bedzie tak ekstremalnie jak u Chinki, bo nigdy nie zmuszam na sile. Podarte nuty i odmowa cwiczenia skonczylaby sie zakonczeniem lekcji. Dzieci nadal maja wybor zajec i wybor czy kontinuowac. Nicole nie jest za kazde ruszenie palcem chwalona. Od czasu do czasu jest pochwala i specjalna naklejka jak cos jest zagrane idealnie, ale zdarzylo sie to do tej pory tylko 3 razy. Nicole ceni te 3 razy jak skarb i to jej tez pomaga przy cwiczeniu.... ona chce zarobic na ten 4...5....6 raz. Poprzednia pani nagradzala za kazdy najmneijszy wysilek i wcale te nagrody nie byly cenione tak ja ta jedna naklejka od nowej pani.

Obserwuj wątek
    • godiva1 Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 16.01.11, 21:31
      Czytam z ciekawoscia komentarze - we wczorajszym WSJ byla odpowiedz Ayelet Waldman, ktora mi sie bardzo podobala.
      Ja jestem przeciwna takiej wersji jak ta tygrysia mama - bez playdates, bez sleepovers, bez telewizji, zadnych zajec dodatkowych poza tymi wybranymi przez rodzicow, awantura za A-, nazywanie dzieci smieciami, hmm...
      Mam wrazenie ze my Polki jestesmy w pol drogi miedzy wschodem a zachodem i nie przeginamy w zadna strone.
      • edytais Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 16.01.11, 21:50
        > Mam wrazenie ze my Polki jestesmy w pol drogi miedzy wschodem a zachodem i nie
        > przeginamy w zadna strone.

        Mi tez sie tak wydaje.... Maz wychowany w Niemczech mysli tez, ze tam raczej jest po srodku. Nie jest tak ekstremalnie jak w USA lub Chinach, wiec mam jego poparcie jesli chodzi o wychowanie. Jesli chodzi o sporty to on jest bardziej "surowy" i troche bardziej sfrustrowany jesli chodzi o trenerow dzieci i swoich podopiecznych (jest trenerem skokow i walczy z lenistwem studentow... a to wydaje sie jak walka z wiatrakami). Troche chyba byloby ich inne podejscie jesli mieliby stypedium i wykopanie z druzyny = strata kasy...
        • magdamajewski Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 16.01.11, 23:40
          no tak ale wiesz ile inne dzieci tak na prawde pracowaly nad tym "garbage"? nie kazde dziecko jest uzdolnione plastycznie i artystycznie i nie kazde produkuje "pice of art". Sa dzieci ktore pracuja bardzo ciezko a efekt i tak jest mizerny. Jakos by mnie bardzo nie zbulwersowalo ze inne dzieci tak jak moje by dostaly takia sama nagrode. Sama nazwa festynu troche podpowiada ze bardziej wszystko dla zabawy niz konkurencji jest.
          jesli chodzi o pochwaly czy kary to nie mam do konca jeszcze wyrobionego zdania bo moje dziecko jest jeszcze male i temat mnie bezposrednio nie dotyczy, choc uwazam ze to powinno by wyposrodkowane.
          co zauwazylam tutaj to to ze ciezko znalezc tutaj rodzicow ktorzy jakos zdrowo podchodza do wychowania dzieci. Albo maja zbyt wygorowane wymagania i w swoich dzieciach widza tylko geniuszy albo tacy ktorzy leja na wszytko i wychodza z zalozenia ze bedzie co bedzie (jak 6-7 late moze odrabiac swoja prace domowa na kolanach o 7 rano siedzac na podlodze stacji metra a matka stoi obk i czyta gazate?). Wiadomo kazdy by chcial miec najpiekniejsze i najmodrzejsze dziecko i co niektorym jest ciezko uwierzyc i sie pogdzic z tym ze jego pociecha jest jak najbardziej przecietnym dzieckiem bed szczegolnych talenow.
          Smieszy mnie jak wchodzi taki rodzic do day care i piewsze co sie pyta to jakie zajecia maja dzieci, czy ucza ich czytac i pisac itd. I mowie tutaj o 2-3 latkach...
          Nie mowie tuta o konkretnych przypadkach ale oglnej obserwacji.
    • edytkus Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 16.01.11, 21:52
      O nadmiarze pochwal byl kiedys fajny artykul w Parents albo Parenting. Co do Chinek to rozmawialam niedawno z jedna z nich, czegoz to jej corka nie robi: kumon, druzyna plywacka, mandarynski, fortepian itd. Ona sama powiedziala ze jej dziecko nie ma prawdziwego dziecinstwa, a ona ma ciagle wyrzuty sumienia ze nie robi dla corki wystarczajaco duzo, a z drugiej strony chyba juz sama zatracila rozsadek i nie moze wyrwac sie z blednego kola.

      IMO nagradzanie jest o wiele lepszym sposobem na sukces niz karanie. W pierwszej klasie nauczycielka mojej corki tylko karala i nie mogla sobie dac rady z dziecmi. W drugiej klasie byly same nagrody, i zero problemow z dyscyplina i nauka. W tym roku jest posrodku, sa kary i nagrody, i jedne i drugie przesadzone wiec system sie nie sprawdza. Ale moja corka ma chociaz na tyle ambicji zeby "napisac extra prace zeby dostac naklejke" ;)) Cieszy sie z tych nalepek, chodzi dumna pokazujac kazdemu, ale nie dlatego ze napisala dobrze test czy zrobila cos extra a dlatego ze ma kawalek papierka :O Za to na zawodach plywackich rzadko kiedy rozdaja medale a szkoda, bylaby z tego jakas motywacja, a tak - wg Alexandry - po co sie starac?
    • beatamc Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 01:39
      Ja jeszcze nie mam zbyt glebokich przemyslen na temat tutejszej edukacji. Mysle jednak, ze jest bardzo trudno ocenic dziecko kilkuletnie z jego pracy, bo tak na dobra sprawe (jezeli chodzi o Stany, Chny itp) nie wiadomo, czy oceniamy talent, prace , czy tresure rodzica.
      Z tego co pamietam ze swojego dziecinstwa, to wyroznienia mnie wrecz krepowaly. Robilam swoje prace ,tak jakby dla siebie nie oceny. Ja nigdy nie wiedzialam co to walka o miejsce. Nigdy nie chcialam brac udzialu w zadnych konkursach. Mysle, ze to glownie zasluga rodzicow, ktorzy mnie nie popychali do przodu. Jedno z najmilszych wyroznien , ajkie spotkalo mnie w zyciu, to bylo to, jak pani z podstawowki (1-3) podeszla do mnie na korytarzu i powiedziala , ze mam zrobic wszystko, zeby isc do LP. NIkt o tym nie wiedzial ani inni uczniowie, ani rodzice.

      Widze zaczaki pewnych zdolnosci u swojego dziecka, ale tak bardzo sie boje to zepsuc, bo nie raz widzialam i rozczarowaie u rodzicow (ktorzy tyle pracy i kasy wydali), i frustracje dzieci, ktore nie wiedza dlaczego sa niedoceniane, skoro sa takie genialne. Wiem napewno jedno bede sie starala, zeby dziecko nie robilo czegos dla stykersa, tylko dla siebie.......a czy mi sie uda, zobaczymy. Napewno bedzie inaczej, bo i teren inny, i kultura inna.
    • vdal Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 02:49
      Moja szwagierka miala pierwsze dziecko w wieku 41 lat i bynajmniej nie jest najlepszym przykladem Matki Polki.Ja dostaje spazmow jak widze co ona z dzieciakami robi, zwlaszcza,ze ja dzieci nie moge miec wkurza mnie to jeszcze bardziej.Jak jej najstarszy mial kilka miesiacy puszczala mu Mozarta, bo dziecko musi sie "dobrze" rozwijac.W miedzyczasie szwagier puszczal dzieciakowi disco polo:P...chyba jej na zlosc:D
      Ja jak mial niecaly rok jak probowal cos wziac do buzi, co nie powinien powiedzialam do niego:Co ty robisz glupku maly", powiedziala mi,ze mam tak do niego nie mowic, bo on wezmie sobie to do glowy i bedzie myslal,ze jest glupi:D
      Rozbawilo mnie to i smialam sie sama do siebie.Z drugim synem teraz jest akcja, w macu bedzie mial 2 latka, mowi podstawy:mama, tata, nie,tak,daj itp.Stwierdzila,ze pojdzie z nim do logopedy, bo dziecko ma problem, bo nie mowi...nio prosze cie:DMaly pewnie powinien juz czytac:P
      • nanuk24 Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 05:09
        > Ja jak mial niecaly rok jak probowal cos wziac do buzi, co nie powinien powiedz
        > ialam do niego:Co ty robisz glupku maly", powiedziala mi,ze mam tak do niego ni
        > e mowic, bo on wezmie sobie to do glowy

        Wybacz, ale ja nie widze w tym nic smiesznego i twoja szwagierka powinna ostrzej zareagowac, niz tlumaczyc doroslej kobiecie, dlaczego nie uzywa sie wyzwisk w stosunku do dziecka. ja sie dziwie, ze nie widzisz nic zlego w nazywaniu dziecka i to malutkiego glupkiem/kretynem/tempakiem/idiota - niepotrzebne skreslic.
        • edytkus Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 06:51
          Wiedzialam Vdal ze za tego glupka nie tylko od siostry Ci sie dostanie ;)) Ale nie ode mnie, przeciez nie powiedzialas tego zlosliwie, rownie dobrze moglabys powiedziec 'you silly boy,' niby to samo znaczenie a pewnie nikt by sie nie obrazil.

          nanuk24 napisała:
          >glupkiem/kretynem/tempakiem/idiota

          przesadzasz, maly glupek powiedziane pieszczotliwym/zmartwionym tonem nijak sie ma do rzeczywiscie obrazliwego kretyna, tempaka czy idioty
          • vdal Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 12:49
            > Wiedzialam Vdal ze za tego glupka nie tylko od siostry Ci sie dostanie ;))
            Edytkus i wcale sie nie przejmuje:P
            Jezeli dziecko wali kupe pod siebie i bierze do buzi wszystko co popadnie, to jak dla mnie jeszcze nie bardzo rozumuje, wiec jak nazwe go raz na jakis czas delikatnie glupku, nie zrobimy mu to roznicy:D, bo za pewne z nas dwojga ja jedna wiedzialam co to znaczy, bo etap walenia kupy pod siebie mam juz za soba...Taki ze mnie glupek/kretynka(zona kreta:P)/idiotka/tempak(czy tempaczka???chyba jestem jednak tempa:P),ze wybralam toalete:D
            • aputnam Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 24.01.11, 02:02
              Przedewszystkim to nie twoje dziecko wiec powinnas uszanowac wole rodzica.

              Tez bym ci zwrocila uwage gdybys glupku mowila do mojego dziecka.
              • vdal Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 24.01.11, 13:16
                Aputnam wole rodzica uszanowalam:D
                Dziecko nie uslyszalo, wiecej ode mnie glupku.
                Dla wyjasnienia calej sytuacji:W jej wypadku rozsmieszylo mnie,ze taki banal jest dla niej wazniejszy niz innesprawy.
                Przykladowo:
                Jak maly Adam mial 2 miesiace zostawila, go przy schodach kolo domu w foteliku i poszla rozmawiac z tesciowa, ktora z nami mieszka w piwnicy.Moj maz wracajac z zakupow znalazl dziecko i zaczal sie rozgladac czyje to(nie wiedzial,ze przyjechali).Dopiero jak poznal wniosl dziecko do domu i ja opieprzyl, ta sie nawet nie przejela, stwierdzila,ze ona weszla tylko na chwilke, ktora trwala 15 min, byl to maj i nie bylo za cieplawo w Chicago.
                Innym razem jak mial pol roku zostawila go w naszej sypialni, spiacego na lozku.Poszla sobie do mamusi na dol nic nikomu nie mowiac.Adas sie obudzil ,zaczal sie skrecic i spadl z lozka z prawie 2 stop.Wpadla z wielkim szokiem na gore,bo wszyscy sie zorientowali dopiero,ze jest jdziecko jak uslyszeli placz.
                Ostatnia jej akcja: 2 miesiace temu, robilam urodziny,szwagier pracowal,a ona przyjechala z dziecmi.Adam zaczal z wymiotowac w polowie drogi...Co ja bym zrobila?Zawracam gdzie sie da, jade do domu.Daje dzieciakowi lekarstwa, ktore mam (dla dzieci) i czekam na wynik, nie przechodzi??dzwonie do meza,ze ma wracac do domu i jade do szpitala.co moja szwagierka zrobila?Przyjechala na impreze zazygana,dzieciak wisi nad toaleta i zyga, wszystko slychac,a ludzie za sciana jedza(to jeszcze nie taki problem).Dzieciak po godzinie to samo coraz slabszy i co chwilke laduje w toalecie.Szwagierka w miedzyczasie zaczyna sie socjolizowac.My zajeci goscmi nawet nie mamy czas sprawdzic co sie dzieje.Wkoncu maz wszedl do toalety, patrzy,a dzieciak spi na podlodze.Cisnienie mu sie podnioslo,wiec ja zawolal, myslal,ze ona sie cos przejmie,a tu gdzie, wziela malego polozyla na lozko i dalej poszla jesc.Drugi jej maluch(roczniak)drze sie caly czas mama, placze o wszystko, wiec jak moi goscie to zauwazyli zaczeli sie powoli zbierac.Kochana szwagierka zebrala sie dopiero o godzinie prawie 24,a przyjechala o 19tej.Dzieciak w miedzyczasie beigal co chwilke do toalety.Wychodzac jak moj maz jej powiedzial kolejny raz,ze z nim trzeba jechac do szpitala z wyrzutem rzucila mu,ze co ona ma zrobic sam(wielu moich znajomych ma dwojke dzieci i sobie radza, ona nigdy), wiec moj juz mocno zdenerwowany jej powiedzial,ze jej pomoze tylko niech powie, co on ma robic.Zajechali do szpitala okazalo sie,ze dzieciak mial stomach flu.
                Moja cala rodzina miala stomach flu po 2 dniach.3 dni sie meczylam,a po 7 dniach doszlam do siebie.Jak pojawily sie u mnie i mojej mamy symptomy zaczelam dzwonic po znajomych, ktorzy mieli dzieci na imprezie czy wszystko jest ok.Naszczescie bylo ok.Jak szwagierka zadzwonila to powiedziala,ze jestem na nia zla,ze z chorym dzieckiem przyjechala,wiecie co odpowiedziala?Ze to co dziecko mialo mi umrzec w samochodzie?!! to jej juz wkur...odpowiedzialam,a co mialo mi umrzec w domu?!
                Dlatego wlasnie aputnam rozbawilo mnie jej stwierdzenie na temat glupku.
                Powinnismy sie skupic na powazniejszych rzeczach, ktore sa bardziej szkodliwe dla dziecka.

                Ps:Sorki kochani za moje referaty:P
                • beatamc Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 24.01.11, 14:52
                  ojej po cos to wszystko pisala. Teraz to cie zlinczuja, za nazwanie tak biednego dziecka "glupikiem". Tu sie niektorych rzeczy nie pisze ;) Wiesz co by bylo, jakbym napisla, ze moj maz nazywa Mala " ......". Pewnie by sie rzucili na mnie, ze mu pozwalam. Jak ktos nie ma wyobrazni, to nie wytlumaczysz...zawsze zrozumie na opak.
                  Albo ...jak nazwiesz kogos 'glupkiem' to w necie napisz , ze nazwalas go ' glupolkiem malutkim' moze bedzie bardziej zrozumiale i do przetrawienia ;D
                • fogito Re: vdal 24.01.11, 20:33
                  vdal napisała:
                  rozbawilo mnie jej stwierdzenie na temat glupku.
                  > Powinnismy sie skupic na powazniejszych rzeczach, ktore sa bardziej szkodliwe d
                  > la dziecka.
                  >

                  Z twojego wywodu wynika, że to owa matkę powinnaś nazwać głupią a nie biedne umęczone dziecko ;)
                  • vdal Re: vdal 25.01.11, 00:09
                    :D dokladnie...baba ma 42 lata moze zrozumie:DCiekawe czy bede jej jeszcze zyjaca mame prosic o pozwolenie o nazwanie jej w ten sposob:P
                    • fogito Re: vdal 25.01.11, 20:21
                      vdal napisała:

                      > :D dokladnie...baba ma 42 lata moze zrozumie:DCiekawe czy bede jej jeszcze zyja
                      > ca mame prosic o pozwolenie o nazwanie jej w ten sposob:P

                      myślę, że spokojnie możesz ją nazwać głupia bez matczynego pozwolenia. Jako osoba dorosła na pewno weźmie to na klatę...
          • wespuczi Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 16:41
            no coz ja bym nie klaskala w rece jakby ktos nazwal moje dziecko glupikiem.
    • edytkus Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 03:43
      Przeczytalam w koncu caly artykul i co mi pierwsze przyszlo do glowy to ze pomimo calego wysilku chinskich matek nie moge sobie przypomniec zadnego znanego chinskiego pianisty czy skrzypka (oprocz Vanessy Mae ale to pop wiec jej rodzice musza bcy bardzo nieszczesliwi ;)), czy naukowca. Owszem, nie brakuje azjatyckich nazwisk ale szczegolnie wybitnych jakos nie kojarze. IMO do osiagnieca sukcesu w danej dziedzinie nie wystarczy praktyka, trzeba miec talent, serce, to cos szczegolnego. I nikt, nawet da Vinci, nie moze byc geniuszem w wielu dziedzinach. Poza tym jak dziala pierwszenstwo, skoro kazde dziecko musi byc pierwsze w klasie to chyba w Chinach klasy sa jednoosobowe ;))) A najbardziej rozszmieszylo mnie ubolewanie ze w zachodniej kulturze dzieci nie sa nic winne rodzicom. Dla mnie to powod do dumy, jesli moje dziecko bedzie mnie kochac i szanowac to w przyszlosci nasze relacje beda polegac na uczuciach a nie historycznego obowiazku czy strachu. Opisywalam kiedys doswiadczenia z zawodow plywackich, ojciec wrzeszcal na kilkuletnie (!) dziecko ze bylo za wolne i moze pomazyc o college scholarship. Azjatyckie dzieci nie daza do sukcesu, one daza do zaspokojenia ambicji swoich rodzicow, co sie stanie gdy im sie to w koncu udaje? gdy nie ma juz dla kogo sie starac? gdy szkola sie konczy a zaczyna zycie? przeciez nie kazdy Azjata moze byc prezesem banku czy firmy samochodowej.
      • zyta2003 Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 05:31
        Jest taka anegdota o mamusiach: dziewczynka gra na skrzypcach na jakims koncercie. W pewnym momenciem peka jej struna, jakos konczy koncert. Co mowia matki;
        a. polska - co oni ci zrobili coreczko
        b. zydowska - co tym nam zrobilas corko
        a. amerykanska - to bylo wspaniale darling, ta gra bez jednej struny.
        Wprawdzie nie ma w anegdocie azjatyckiej matki, ale na pewno polskie bardzo lubia obwiniac innych i wiedziec lepiej jak powinno byc. W edukacji tez.
        Edytkus, zgadzam sie z toba, jednak nie w pierwszej czesci postu. Jest duza ilosc wybitnych nazwisk azjatyckich ( moze trudno je pamietac, tak jak rozrozniac nam ich twarze) w muzyce jako odtworcy, w filmie jako rezyserzy, w literaturze. W medycynie i innych naukach tez jest nienajgorzej na te kilkadziesiat lat. Nieadekwatne do wysilku?
        99% dzieci miesci sie okolo sredniej. Sa bardziej lub mniej zdolne. Wiec dajcie se troche luzu. Przed wami dluga droga, wcale nie latwiejsza, sprawiedliwsza i zgodna z waszymi oczekiwaniami.
        Edytais, zagubilam sie w twoim poscie. To chodzi ci o to, ze raz dziecko bylo za malo pochwalone za sztuki piekne, a za drugim na tea-kwan-do za duzo sie je chwali?
        Moze za pierwszym razem za duzo zagladalo przez ramie jak wygladaja prace innych dzieci, a moze wraz z mama jest niepotrzebnie zazdrosne?
        O chwaleniu dzieci juz nieraz tu pisano. Zawsze uwazam, ze lepiej za duzo, niz troche za malo. Moj wnuk tez chodzi na te koreanskie walki , nierzadko go zaprowadzam, teraz juz nawet nie wiem jakie czyni postepy, bo pograzam sie w lekturze na czas jego zajec. Wiem jednak, ze rodzice nie dyskutuja nad sposobem prowadzenia zajec, przydzielania kolejnych pasow , nie wyobrazam sobie, zeby namawiali dziecko w domu do dodatkowych rozciagajacych, czy jakis tam innych cwiczen. To przeciez tylko takie ruchowo- dyscyplinujace zajecia. I nic wiecej, nawet za kilka pasow wyzej. Kiedy moj inny wnuk, antytalent sportowy, na zajeciach z karate dostal pas, pozostali rodzice powinni napisac list protestacyjny. Taka jawna niesprawiedliwosc, jemu sie nie nalezalo. Chyba jednak lepiej, ze dostal.
        Nieco mnie przytkalo, kiedy czytam, ze dziewczynka cwiczy na instrumencie i placze i od nowa cwiczy i od nowa placze. Czy ona to lubi i jest tak zdolna, ze warte jest to lez? A moze ta ambicja i wytrwalosc wynika z tego, ze nie chce zawiesc przesadnie ambitnych rodzicow?
        • skibunny Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 16:48
          jako osoba bezdzietna, czytajac ten artykul bardzo sie cieszylam, ze nie mialam takiego dziecinstwa:)
          zyje pogodzona z faktem, ze nie zostalam naukowcem/pisarzem/muzykiem:)
          i wspominam godziny spedzone na trzepaku; kolonie i obozy, dzieki ktorym nauczylam sie kochac nature i przyrode:) i popludnia spedzone u kolezanek na zwyklej zabawie;
          to powiedziawszy znam ludzi, ktorzy mieli podbne wychowanie i dzis przenosza to na swoje dzieci, twierdzac ze wiele temu sami zawdzieczaja...
          u mnie w pracy jest kilka azjatek ale tylko jedna z nich wychowuje dzieci w sposob opisany w tym artykule; w ubieglym roku nawet nie otworzyla swojego basenu, bo 'dzieci nie beda mialy kiedy w nim plywac; w tym roku maja duzo pracy domowej' - bardzo, bardzo zal mi tych dzieci; nawet nie moga sie przebrac na haloween, bo to 'niczego w nich zycie nie wnosi'.
          nie moga tez zawierac przyjazni z amerykanskimi dziecmi ze szkoly, a poniewaz mieszkaja w miejscu gdzie w zasadzie nie ma innych azjatow, sa skazane na kontakty z rowiesnikami tylko z wlasnej rodziny...

          ps- nazywanie dziecka w jakimkolwiek wieku 'glupkiem' tez wywoluje moj sprzeciw, ale juz 'gluptasek' mniejszy...
          • magdamajewski Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 17:44
            ps- nazywanie dziecka w jakimkolwiek wieku 'glupkiem' tez wywoluje moj sprzeciw
            > , ale juz 'gluptasek' mniejszy...

            moja corka po wizycie u kuzynostwa gdzie tak wolaja na mala dosc czesto, pozniej do swoich lalek wolala ty glupolu...
            • piesfafik Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 17.01.11, 21:35
              Jedno co uderzylo mnie w tym arykule i wielu komentarzach pod nim, ze jedyna istotna rzecza wydaje sie posiadanie dziecka ktore bedzie odnosic sukcesy. A to czy bedzie porzadnym czlowiekiem czy kompletnym draniem jakos nie jest wazne.
              Moja corka miala kolege chowanego taka metoda. No owszem byl ambitnym, dobrym studentem, nieglupi, w miare oczytany i bardzo uprzejmy. Na pierwszy rzut oka fajny chlopak. Przy blizszym poznaniu okazalo sie ze zamiast mowic to co mysli mowi to co inni chca slyszec ( w jego mniemaniu), w pisaniu prac a nawet prywatnych listow "pozycza" od innych na prawo i lewo nawet sie nad tym nie zastanawiajac, kreci i kombinuje na wszelkie mozliwe sposoby. Pod uprzejma maska bylo w nim mase zlosci. Ogolnie paskudny typ a przy tym nieszczesliwy bo z powodu swojego charakteru nielubiany przez rowiesnikow.

              Co do konkurencji i nagrod dla dzieci to tez mam swoje zdanie, na ktore wplaywa fakt ze jestem matka dziecko ktoremu rozne rzeczy przychodzily z trudem.
              Moja corka chodzila do "dobrej" podstawowki gdzie rodzice byli zamozni i konkurencja miedzy dziecmi i rodzicami kwitla. Pamietam sytuacje kiedy dzieci mialy "walka-thon" na potrzeby szkoly. Wiekszosc dzieci w wyznaczonym czasie przeszla jakies 5 mil, te co przeszly najwiecej dostaly nagrody. Moja zrobila 2 - tylko ze jest czesciowo sparalizowana i chodzi wolno i z trudnoscia. Te dwie mile to byl dla niej ogromny sukces i wysilek ktorego NIKT w calej szkole nie zauwazyl. Dopiero jak przyniosla wynik do domu to mi szczeka opadla.
              Takich dzieci jest pewnie wiele i sztuka jest naradzc prawdziwy wysilek i zaangazowanie dziecka a nie tylko wynik, bo ten czesto zalezy od zaangazowania czy mozliwosci finansowych rodzicow.

              • skibunny Piesfafik 18.01.11, 20:23
                Moja zrobila 2 - tylko ze jest czesciowo sparalizowana i chodzi wolno i z trudnoscia.

                Kochana; to Twoja corka jest dla mnie prawdziwa bohaterka:)
                trzymam kciuki za jej przyszlosc; pelne malych zwyciestw i wielkich osiagniec:)
                na jej wlasna skale:)
              • aniutek Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 02:59
                Fafik,
                Mnie w wychowaniu dzieci moich chodzi o pokonywanie wlasnych slabosci, nie poddawanie sie, walka jakas z samym soba z lenistwem, nie pojsciem po najmniejszej lini oporu, amerykanskie ciagle chwalenie IMO obniza poprzeczke.
                Twoja corka jest gosc Bo wlasnie mimo, ze spoko mogla sobie i innym powiedziec "ja nie moge" uparla sie I poszla. Wydaje mi sie, ze dalej zajdzie niz niejedno zdrowe dziecko.


                "When people show you who they are, believe them the first time." -Maya Angelou

                Zuza i Lukasz
                • piesfafik Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 22.01.11, 00:53
                  Dziewczyny, dzieki za dobre slowa! To sie zdarzylo juz dobre kilka lat temu, moja corka nieco od tego czasu podrosla :) i jest na studiach (chce sie zajmowac rehabilitacja), wiec mam nadzieje ze jest na dobrej drodze zeby "wyjsc na ludzi".
                  Pzypomniala mi sie ta historia bo mysle ze warto u dziecka nagradzac i pielegnowac prace, pasje i zaangazowanie a nie miejsce w szeregu.
                  A tak na marginesie to przypomnialo mi sie jak Richard Feynman, ktory by chyba naslawniejszym amerykanskim fizykiem i ogolnie ciekawym facetem, opisywal podejscie swojego ojca do nauki dzieci. Ojciec np zabieral dzieci do lasu i nie mowil im jak nazywa sie jakis ptaszek czy inny zwierz, tylko kazal im zastanawiac sie dlaczego zachowuje sie tak a nie inaczej. W koncu w nauce ogromne znaczenie ma umiejetnosc zadawania odpowiednich pytan.
    • klaudona Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 18.01.11, 19:38
      Slyszalam fragment wywiadu radiowego z autorka artykulu. Ma troche racji w zbytnim chwaleniu, ktore malo motywuje a czesto sklania do spoczywania na laurach. Z drugiej strony... Podala przyklad ze swojego dziecinstwa, ktory bardzo mnie zaszokowal. Ona jest wychowana w Stanach a moze nawet urodzona tutaj, wiec etap edukacji przeszla w systemie amerykanskim. Zajela drugie miejsce w konkursie wiedzy bodajze historii amerykanskiej. Na ceremoni rozdania nagrod, jej ojciec rzucil jej komentarz, ze nigdy wiecej nie chce czuc takiego wstydu jak tego dnia. No szczeka mi opadla. Po opisie nauki gry na pianinie opadla mi po raz drugi. Jej tlumaczenia, ze to wszystko z milosci i dzieki temu dzieci nie cierpia tylko sa motywowane do jeszcze ciezszej pracy, jest dla mnie bzdurne. Bede sie teraz lepiej czula, gdy moje dzieci nie osiagna takich wynikow w edukacji jak sasiedzi Azjaci. To nie bedzie na pewno ich wina ani moja jako rodzica. Bede sie za to cieszyc, ze one maja dziecinstwo i fajne wspomnienia na przyszlosc w przeciwienstwie do dzieci azjatyckich sasiadow.

      Ten artykul otworzyl mi oczy na motywy postepowania rodzicow i przyczyny zobowiazania dzieci. Czytalam niedawno ksiazke o zyciu chinskich wiesniakow na poczatku XIX w. i opisane relacje miedzy pokoleniami byly bardzo podobne jak w obecnych czasach. Znaczenie corek wzroslo - zasadnicza roznica. Kiedys byly one nazywane niewolnicami i tylko synowie byli dziecmi swoich rodzicow. Jednak dlug i zobowiazania dla dziadkow i rodzicow, posluszenstwo dzieci i wygorowane ambicje rodzicow i ich poswiecanie sie, aby te ambicje zaspokoic przez popuchanie dzieci jak najwyzej, nie zmienily sie za bardzo.

      Tak sie przez przypadek zlozylo, ze sporo obracalam sie wsrod Azjatow podczas studiow i dopiero teraz widze, ze wielu z nich bylo wychowanych przez "chinskie matki" a inni w zachodni sposob i jaki to mialo wplyw na ich relacje z innymi studentami, nauke i prace w grupach.
      • aniutek Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 01:44
        Czytalam ten artykul w robotic I dyskutowalismy w doborowym multiculturowym towarzystwie -2 chinki psychiatra I psychology dzieciecy- calkowicie sie zgadzaly z autorka artykulu, AA psychiatra byla raczej przeciw, ja po srodku.
        Ktos napisal ze zdziwieniem, ze dzieciak placze przy pianinie a pozniej sie cieszy... Moja cork a pierwszoklasistka czesto ze lazami zasiada do odrabiania lekcji, nie chce robic bo jest tired :=) I co przepraszam mam Jej pozwolic nie robic?
        To samo jest z nartami czy snowboardem, czasem placze, upadnie, nie chce sie jej ale aka jest dumna, ze potrafi albo, ze zjechala z ogromnej gory.
        Nie wszystko przychodzi w zyciu latwo I IMO dzieciaka trzeba zachecac aby probowal I sie nie zniechecal niepowodzeniami.
        • beatamc Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 03:09
          > Ktos napisal ze zdziwieniem, ze dzieciak placze przy pianinie a pozniej sie cie
          > szy... Moja cork a pierwszoklasistka czesto ze lazami zasiada do odrabiania lek
          > cji, nie chce robic bo jest tired :=) I co przepraszam mam Jej pozwolic nie rob
          > ic?

          Lekcje to 'obowiazek' , gra na pianinie tez? Jak tak, to rozumiem frustracje, a jak to pasja....to nie ma mowy, zebym to zrozumiala, bo mialam pasje i NIGDY nie doprowadzila mnie do lez, zdenerwowania, czy frustracji...roznica taka, ze rodzice sie nie angazowali. To bylo tylko moje...ale kazdy jest w koncu inny i ma inne cele.
          • edytkus Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 04:29
            beatamc napisała:

            > Lekcje to 'obowiazek' , gra na pianinie tez? Jak tak, to rozumiem frustracje, a
            > jak to pasja....to nie ma mowy, zebym to zrozumiala, bo mialam pasje i NIGDY n
            > ie doprowadzila mnie do lez, zdenerwowania, czy frustracji...roznica taka, ze r
            > odzice sie nie angazowali. To bylo tylko moje...ale kazdy jest w koncu inny i m
            > a inne cele.

            Czytalam kiedys jakis wywiad z Otylia Jedrzejczak, ze gdyby nie jej matka ktora w dziecinstwie ciagnela na sile Otylie na basen wbrew jej calkowitej niecheci nie udaloby sie jej zdobyc zlota na olimpiadzie. No i tu mamy kolejna kategorie dzieci zdolnych ale leniwych, jak do nich podejsc, po chinsku, polsku, czy amerykansku? ;)
          • vdal Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 11:34
            Ja pol zycia trenowalam.Nie raz przynioslo mi to lzy, zlosc, frustracje:DKochalam/Kocham judo do bolu.Na nieszczescie musiala skonczyc, po kontuzji kolana i chyba z wszystkich mlucek, ktore dostalam na zawodach, to byla najgorsza rzecz,ze nagle musialam sama zrezygnowac.
            Moja mama nigdy mnie nie przymuszala do trenowania.Sama poszlam zapisac sie do klubu jak mialam 12 lat:DMama nie protestowala.Nigdy nie pojawila sie na moich zawodach, bo twierdzila,ze nie moze patrzec jak ktos mnie oklada,a to ona mnie zywi i trzyma mnie pod swoim dachem:D.Kazda przegrana nie byla zle odczuta przeze mnie jak brak mojej mamy na hali.Moja mama cieszyla sie z moich osiagniec, wiecznie sie martwila z czym polamanym teraz wroce.Nie rzucala znajomym w twarz ile to ja medali mam itd,jak spytali to mowila.Zawsze jej wyrzucali pamietam,ze dziecko ma takie osiagniecia,a ona nic nie mowi,a ja wiedzialam,ze jest dumna, tylko nie chce calemu swiatu zaraz to oglaszac.Ja teraz tez tak mam,ze ludzie znaja mnie dlugo zanim dowiedza sie,ze cos trenowalam, jezeli temat treningow wczesniej sie nie pojawil.Czy moja matka byla zla matka przez to? Nie.
            Co do trenerow to pierwszy niewiele mial uwag, zawsze bylo tylko dobrzem zadnych uwag,ze mozna to poprawic czy to, przez to moj poczatkowy "rozwoj" opieral sie hahaha na talencie:P
            Pozniej po 4 latach zmienili nam trenera, dostalam trenera seniorek.Dawal nam taki wycisk,ze nie wiem.Byl stres, strach, bol.Nie raz wracalam z treningow z krwawiacymi odciskami.Dla niego bylo zawsze ,ze wszystko robie zle, nie pochwalil za nic....rzucilam judo.
            Zaczelam taekwondo, znowu trener tylko od czasu do czasu powie,ze dobrze,ale juz lepiej bez slowa poprawila techniki,ale robil juz wyroznienia , bo zapraszal "lepszych" na dodatkowe treningi.Wtedy juz troszke przewyzszalam technika i wytrzymaloscia, ktora mi "wbil" trener z judo.Na studiach spotkalam dziewczyny z judo, zaciagnely mnie na treningi...nowy trener(Wieslaw Blach).Dawal w kosc, bo chcial sie popisac czasami przed innymi trenerami,ze jestesmy "lepsze".Umiejetnosci poszly sporo w gore,ale pozniej przestal nas poprawiac i zaczal sie zajmowac juniorkami,za co go zreszta opierdzielalysmy.stwierdzil,ze na tym etapie, jestesmy juz "doroslymi"zawodniczkami i wiemy co jest nie tak.
            Przez te lata , dzieki trenerom wyrobilam sobie chcec polepszania siebie i nie czekania na to,ze ktos mi ma powiedziec co jest zle.Najlepsze bylo,ze spotkalam kiedys na zawodach mojego drugiego trenera, pamietal mnie z imienia i nazwiska,a dwa znal wszystkie moje wyniki, od czasu kiedy ponownie zaczelam trenowac.Pochwalil za osiagniecia, jak mu powiedziala,ze czemu wczesniej nie chwalil,a on mi odpowiedzial,ze taka jest rola trenera.
            Czy bylo latwo rpzez te lata nie bylo,ale nauczylam sie,ze nie jest zawsze pieknie, jak sie ma samozaparcie to sie wszystko uda, jedna czy inna droga.
            Walk przegralam mase, sromotonie niektore,ale czy to mnei zalamalo, nie?bo z kazdej walki czlowiek wynosil cos nowego, nowe umiejetnosci.Pamietam jak walczylam z Aneta Szczepanska vice-mistrzynia olimpijska.Bylam dumna raz,ze wytrzymalam walke 4 min(wtedy) z nia,a dwa nawet kilka fajnych akcji mi sie udalo zrobic.Czy patrzylabym na ta walke tak gdyby moj trener cukrowal mi co chwilke,ze jestem super, watpie.
            Jak dla mnie wywarzona krytyka jest w stanie nas tylko rozwinac,a nie dobic.
            Dziecko musi wiedziec,ze nie zyje w bance mydlanej,ze zycie ma przeciwnosci, ktore trzeba sie nauczyc je pokonywac, wlasnie poprzec od czasu do czasu powiedzenie, sorki nie wyszlo ci sprobuj jeszcze raz:D
            • edytkus Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 15:04
              Wszystko co napisalas Vdal ma sense ALE to Ty wybralas judo a nie Twoi rodzice, czy mialabys taka sama satysfakcje gdyby Twoja mama stwierdzila ze walki sa dla bezmozgowcow, i wzamian zapisalaby Cie do kolka poetyckiego?
              • vdal Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 22:33
                taaaaa ja i kolko poetyckie:P(zobacz moja skladnie, ortografie:P)
                Ale nie powiem bylam dobra z pisania wierszy,zawsze na 6tke:D
                Edytkus moja mama chyba poprostu mnie znala.Wiedziala,ze nie moze okielznac mojej energi,ze wkoncu cos sobie zrobie krzywde(bylam...moze jestem dalej:P chlopaczara).Wskakiwalam na pociagi,wspinalam sie na drzewa na wysokosc 3 pietra(raz nawet spadlam z nizszego i w nocy zbudzilam ja czolganiem sie do toalety, bo nie moglam stanac na nogi).To chyba byla jej matczyna troska,ze albo mi pozwoli na judo, gdzie bede mogla sie wyszalec w "sztucznych" warunkach,albo sama bedzie musiala cos wymyslic.Poza tym ona wspominala juz wczesniej,ze mozna bylo cos takiego zrobic.Z tym,ze wiedziala,ze z moim "ADHD", ja sie za cos biore i zaraz rzucam, wiec moze swoimi naciskami nie chciala mnie zniechecic.Naciskala za to na szkole jak trenowalam i to bardzo, zawsze mowila,ze musze miec studia,ze nauka to podstawa,wiec moze tez podswiadomie wiedziala,ze judo jej moze pomoc,ze jak nie bede sie dobrze uczyc to zabroni mi trenowac.
                Wlasnie chyba w tym sens,ze rodzice czy nauczyciele/trenerzy powinni znac dziecko.Moze tak jest,ze znaja tylko my tak strasznie nastawieni na obrone wlasnego dziecka nie zdajemy sobie z tego sprawy.Staramy sie chronic niepotrzebnie, bo dzieciak sobie da swobodnie rade.
                To tak jak ze mna jak przyjda do mnie dzieciaki znajomych.Moj dom nie jest przystosowany dla dzieci, wiec jak tylko dzieciarnia sie pojaw, to ja biegam za nimi i patrze,zeby ktorys sie nie przewrocil,albo uderzyl,a rodzice siedza wyluzowani i tylko co jakis czas mnie strofuja:nie przejmuj sie on/ona da sobie rade.Ja cala upocona, w stresie patrze na nich jak na wariatow,ze wogole sie juz dziecmi nie interesuja:P
                Moze dzieci wlasnych nie mam i jak wczesniej pisalam nie bede miec,ale bylam dzieckiem.Wiem,ze da sie dziecinstwo przezyc.Dzieciaki sa sprytne trzeba im tylko dac rozwinac skrzydla.

                Imagination is more important than knowledge
                • beatamc Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 23:24
                  Tez mialam zboczenie z drzewami. Kiedys nawet powisialam sobie na jednej nodze glowa w dol. Brat stal obok ryczal, a starszy kolega probowal sciagnac ...ehhh przynajmniej sie ma mile wspomnienia.

                  A co do pasji..ja bym placzu spowodowanego walka i muzyka nie porownywala. Placz w Twoim przypadku rozumiem (dostalas bedzki, byla konkurencja, stres,nacisk, rywalizacja, wzrok ludzi...) , a placz spowodowany niemoznoscia opanowania umiejetnosci zagrania czegos... tego nie rozumiem. Trzeba sobie zadac pytanie , czy dziecko byloby tak sfrustrowane, gdyby mama nie stala za plecami?
        • klaudona Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 19.01.11, 15:35
          Aniutek, to, ze dziecko placze z frustracji, bo mu cos nie wychodzi, trzeba go czasami troche przycisnac a pozniej rpzplywa sie w euforii, bo wyszlo, to jest normalne i typowe. Przeczytaj jednak jakie sztuczki stosowala matka, aby zmusic corke do gry na pianinie. Mozna i trzeba dziecko zmotywowac, czasami nakazac (zalezy do czego i od okolicznosci), ale to co ta matka wyrabiala to bylo psychiczne znecanie sie. A czytalas o ojcu, ktoremu wstyd przynioslo zajecie 2-ego miejsca? Jak to zwykle bywa, wlasciwy sposob jest gdzies po srodku. Nie poblazac za bardzo i nie przechwalac, ale i nie przeginac w druga strone. To, o czym Ty piszesz na przykladzie swojej rodziny, to takie wlasnie wyposrodkowanie a nie to, co robi ta Chinka.
          • aniutek Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 20.01.11, 01:23
            Nie potrafilabym byc tak zdeterminowana, odpadlabym w przedbiegach I tak sobie mysle, ze to zle, uporem, pracowitoscia, zacietoscia, nie poblazaniem sobie doszly do Carnegie Hall, moje dzieci graja w living room ;) coz za miekkie mam serce, wiem o tym I nie bede dopisywac do ego zadnej teorii.
            Czy naprawde myslicie, ze te chinskie dzieci maja take straszne dziecinstwo? Makos mall mam pacjentow z tego kregu kulturowego, przewazaja lenie.... Niestety, moze to bedzie bardzo nie popularne ale taka jest moja profesjonalna opinia.
            • aniutek Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 20.01.11, 01:26
              Korekta:

              jakos malo mam pacjentow


              • edytkus Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 20.01.11, 05:01
                Przypomnial mi sie z college'u chlopak - Japonczyk, ktory przylecial tu tylko na studia. Skonczyl wczesniej ode mnie, pod koniec (jego) ostatniego semestru wygladal na przygnebionego. Mowil ze nie chce wracac do Japonii, wolalby zostac tutaj i znalezc prace, ale MUSI wrocic zeby nie rozgniewac ojca. Kilkukrotnie wspominal o ojcu, ze nie moze go zawiesc. Wtedy wyobrazilam sobie jakiegos despote, teraz to inaczej widze. To tak jak z Hinduskami (ktore tez poznalam na uniw.), na zajeciach glosno wyrazaly dezaprobate w stosunku do zaaranzowanych malzenstw, ale kazda jedna juz miala wybranego przez rodzicow przyszlego meza, i kazda twierdzila ze nie moze sprzeciwic sie woli rodzicow. A dlaczego nie?! Gdybyscie widzialy ich miny: przeciwstawic sie rodzicom?! zupelnie jakbym namawiala je do morderstwa :O
            • klaudona Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 20.01.11, 14:58
              Moze masz malo pacjetow z tego kregu kulturowego, bo:
              • aniutek Re: Ciekawe cos o sposobie rodzicielstwa.... 22.01.11, 03:07
                klaudona napisała:

                > Moze masz malo pacjetow z tego kregu kulturowego, bo:
                >
    • klaudona niezbyt przychylne review z NYT 20.01.11, 17:37
      Jeszcze jeden artykul na ten temat i kilka nowych przykladow wychowania dzieci i meza.
      Book Review
      Jest tam tez kilka linkow do innych artykulow i blogow w NYT, ktorych jeszcze nie czytalam.
      • edytkus Re: niezbyt przychylne review z NYT 20.01.11, 19:20
        Bardoz dobre komentarze sa pod tym artykulem (nie wszystkie chinskie matki wychowuja dzieci tak skrajnie jak ta z linka Klaudony):
        www.nytimes.com/roomfordebate/2011/01/13/is-extreme-parenting-effective/balancing-freedom-with-discipline
        • aniutek Re: niezbyt przychylne review z NYT 22.01.11, 03:18
          dobra riposta
      • klaudona opinie dziecka 20.01.11, 21:45
        Wyglada na to, ze to goracy temat i wszedzie wrze dyskusja.
        Oto artukul faceta wychowanego ta metoda. Adresuje go glownie do Aniutka:
        Im sure I appear successful and happy on the surface... In spite of this, my parents approach failed. Im torn to pieces on the inside.
        • skibunny Re: opinie dziecka 21.01.11, 04:25
          juz wspominalam, ze pracuje z azjatkami; na przestrzeni lat, z kilkunastoma i w dwoch rodzinach nastolatki popelnily samobojstwo na pierwszym roku studiow; ten sam trend panuje w krajach azjatyckich, podobno szczegolnie w czasie egzaminow...z tych kilkunastu dziewczyn; tylko jedna wychowuje swoje dzieci w ten sposob, dla niej kariera jest najwazniejsza; jej wlasna, jej meza i w przyszlosci jej dzieci...
          dziewczyny , ktorych siostry popelnily samobojstwo, nie utrzymuja kontaktow ze swoimi rodzinami i wychowuja wlasne dzieci duzo mniej restyrykcyjnie;
          to powiedziawszy, ja oczywscie motywowalabym swoje dziecko i pilnowala dyscypliny i staralabym sie przelamac zwyklego lenia, ale za nic na Swiecie nie zdobylabym sie na tortury opisane w tym artykule;
        • aniutek Re: opinie dziecka 22.01.11, 03:00
          zaraz przeczytam, ale
          Klaudona, to nie jest tak, ze jestem "za" takim sposobem wychowania rozumiem jakie moga byc skutki, i tak, cos po miedzy jest OK.
          Dyskusji mi sie chcialo!
          • zyta2003 Re: opinie dziecka 23.01.11, 03:24
            Nieprawda jest, ze wszystkie amerykanskie dzieci sa wychowywane w sposob jak tu ktos napisal - "luzacki'. Kogo ten styl ma dotyczyc? dzieci bogatych bialych? zapewne niektorych multimilionerow, ale tez nie wszystkie, dzieci profesjonalistow? chyba w niewielkim stopniu- z reguly ida w slady rodzicow, czesto nawet w profesji, dzieci bialych emigrantow, czyli nasze? hmmm.
            Wlasnie mignela mi informacja, ze dwa pierwsze lata na campusie, to zmarnowany czas, bo mlodzi w tym czasie socjalizuja sie, a w najlepszym razie ....spia. Przeciez jest roznie, wszedzie sie socjalizuja, ale jednak nie kazdy odbywa namaszczenie na studenta az w stylu jak w Yale w filmie o Bushu II.
            Tez w dzisiejszych wiadomosciach z Europy - duzy felieton o tym jak wietnamskie dzieci w Niemczech adoptuja sie i... dobrze ucza. Przerabiamy to w Ameryce juz dlugo. Przedtem biale, teraz azjatyckie dzieci emigranckie nierzadko sa ambitniejsze od zasiedzialych mieszkancow (ktorzy juz nie musza). Stad dwustuletni sukces Ameryki (200, bo licze od niepodleglosci).
            Dzieci azjatyckie w Ameryce jednak maja nieporownanie wieksze luzy, niz w macierzystych krajach. Wychowywanie w regulach, ktore nam sie nie mieszcza w glowie niekoniecznie jest dla nich tortura. Nie tylko, jesli chodzi o nauke. Znam doskonale zycie chinskiej nastolatki, ktora wcale nie cierpi, kiedy ojciec kazal jej wrocic o 12-tej z promu i musial wiedziec, kto ja odwiezie, z randki - nie pozniej niz o 10-tej, obecnie ok. 11-tej, na ten wyjazd nie pozwala, a na tamto juz nawet tak.. Dziewczyna nie dyskutuje, to dla niej oczywiste... Nie jest nieszczesliwa, swietnie sie ubiera, chce byc projektanka i w takim klubie dziala (studiujac nieco inny profil), inteligentna, z poczuciem humoru. (Wlasnie mi opowiedziala jak ostatnio chciala sie popisac w chinskiej restauracji i zaczela zamawiac po kantonsku - na co kelner zwrocil jej uwage, zeby sie tak nie meczyla, bo i on sie meczy sluchajac jej straszliwie nieudolnego jezyka)
            • edytkus Re: opinie dziecka 23.01.11, 03:55
              > Wlasnie mignela mi informacja, ze dwa pierwsze lata na campusie, to zmarnowany
              > czas, bo mlodzi w tym czasie socjalizuja sie, a w najlepszym razie ....spia.

              Ja studiowalam na zwyklym stanowym uniwersytecie ale nawet tam jesli chcialo sie osiagnac dobre wyniki trzeba bylo zapierniczac i poswiecac noce. Ci ktorzy zaczeli studia z zamiarem socializing rzadko kiedy docierali do konca drugiego roku, szybko zwrocilam uwage ze osoby podeskcytowane wyjazdem do Cancun na czas spring break juz do nauki nie wracaly. Spring break byl zawsze traktowany przez profesorow jako "tyyyle wolnego czasu" wiec zarzucali nas "taaaaka" iloscia pracy domowej, research i essays ze ledwo mozna sie bylo z tym wyrobic, a co tu mowic balowac za granica.


              Czytalam ostatnio ze w NYC praktycznie nie mozna juz znalezc produce stands and stores ktore kiedys nagminnie prowadzili Koreanczycy. W ciagu jednej czy dwoch dekad ciezkiej pracy ustawili sie na tyle dobrze ze ich dzieci NIE MUSZA pracowac w ten sposob, koncza studia i zostaja professionals, tym samym moga zapewnic dobry byt sobie i rodzicom. Moze Chinczycy tez podchodza do dzieci jako inwestycji na przyszlosc.

              Przypomniala mi sie jeszcze jedna rzecz z czasow studiow. Jedna z moich art teachers prowadzila przez semestr zajecia gdzies w Chinach, zdaje sie ze w Pekinie. Byla zachywcona dyscyplina, karnoscia, przygotowaniem do zajec i szacunkiem do niej ale, jak opowiadala, nie bylo w ogole mowy o otwartej dyskusji ze studentami. W odpowiedzi na pytania otrzymywala wystukane na pamiec podrecznikowe formulki, zero wlasnego zdania, zero kreatywnosci :O

              Ech, czy polskie, chinskie czy amerykanskie wszystkie matki chca dla swoich dzieci jak najlepiej, a ze kazda inaczej to postrzega to juz inna historia ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka