Poczatki w Stanach....

12.06.03, 20:57
Dziewczyny..
No wlasnie..jakie byly Wasze poczatki na obczyznie..???
Napiszcie i wydaje mi sie ze jak porownamy te wszystkie nasze opowiadania to
mysle ze duzo bedzie podobienstw. Moje byly bardzo prozaiczne i niechetnie do
nich wracam. W sumie mialam to szczescie ze moja rodzina wylosowala green
card wiec wszyscy mielismy legalne pozwolenie do pracy..Ale gdy tu
przyjechalam jako beztroska nastolatka to naprawde nie mialam pojecia co mnie
bedzie czekalo..Nie znalam angielskiego w ogole, wiec pierwszego dolara
zarobilam sprzatajac u Zydow, tych z pejsami.. Przerazona bylam tym
bardzo..pamietam ze uciekalam z domu z rana zeby tylko mama mnie tam znowu
nie wyslala..W koncu sie wydalo ze na sile tam nie bede chodzila wiec mama
zalatwila mi prace w polskiej piekarni...Tam znowu doznalam duzo zlego od
swoich rodakow, ktorzy chcieli wykorzystac moja naiwnosc..Duzo tam przeszlam
i nie chce do tego wracac..Pozniej byla fabryka, prasowanie koszulek 12
godzin na nogach, pozniej inna fabryka gdzie ubieralam misie..to akurat bylo
fajne... bylam tez kelnerka w polskiej restauracji, w amerykanskich
restauracjach..byly tez spratania u bogatych Amerykanow..sama juz sie gubie w
tym wszystkim...
Teraz podsumowujac te lata wiem ze zrobilam duzy blad..powinnam od razu byla
isc do szkoly i skonczyc high school, w Polsce wyjechalam bedac w trzeciej
klasie ogolniaka..zebym to zrobila tobym na pewno szybciej weszla w normalny
swiat..A to zmarnowalam kilka lat ..ale w koncu sie zmobilizowalam i poszlam
tu do high school, skonczylam tu college i pracuje w wielkiej amerykanskiej
firmie wydawniczej..Jest w porzadku, mam swoj office, wszystkie benefits,
chociaz ostatnio wydaje mi sie ze zaczyna praca byc troche za monotonnna dla
mie..Ale ciesze sie z tego..tym bardziej ze ostatnio rynek pracy same wiecie
jaki jest...
Alez sie rozpisalam..teraz..Wasza kolej... :-)))
    • elwira27 Re: Poczatki w Stanach.... 12.06.03, 21:18
      tak jak juz pisalam we wczesniejszym forum ja wlasnie przezywam swoje
      poczatki w Stanach mam prawie 27 lat przyjechalam tutaj bo moj ukochany jest
      amerykaninem jestesmy prawie rok po slubie i prawie rok tutaj moj angielski
      jest na poziomie srednim tak sadze tzn moge sie dogadac z moim mezem o
      wszystkim trudniej jest rozmawiac z pracodawcami ale nie mam wiekszych
      problemow jak juz mowilam mieszkam w malym miescie niedaleko Chicago,no i
      zaczelam szukac pracy jakies 2 miesiace temu,nie jest za ciekawie najgorsze
      jest to ze jestem tu calkowicie sama w mojej sytuacji,nie spotkalam tu jeszcze
      zadnych rodakow,moze lepiej byloby mieszkac w Chicago,no i tak sobie chodze
      po restauracjach barach fast food i tylko na razie slysze "we will call you
      back" szczerze mowiac jestem troche zalamana ale postanowilam ze nie bede sie
      poddawac:) piszcie dziewczyny jak wygladaly wasze poczatki i jakie macie
      porady dla poczatkujacych,w jaki sposob zdobylyscie pierwsza prace itp
      pozdrawiam was wszystkie:))))
      • nineczkas Re: Poczatki w Stanach.... 13.06.03, 03:42
        To teraz ja :).
        Pierwszy raz przylecialam do Stanow w 2000roku, po 1,5 rocznej znajmosci
        intrenetowo-telefonicznej z pewnym Polakiem (teraz moim mezem).. Zostalam na
        2,5 miesiaca (zareczylismy sie) i wrocilam pewna, ze dostane wize na nastepna
        wizyte za rok ( w Polsce studiowalam na Polibudzie, Wlokiennictwo.. teraz
        nazywa sie ladniej Marketing i Inzyniera Tekstyliow). W ambasadzie pan mi
        powiedzial, ze nie moga dac wizy, bo musze starac sie o narzeczenska.. ktorej
        nie mialam szansy dostac, bo moj narzeczony, nie byl i nie jest obywatelem
        amerykanskim.. Za trzy miesiace pojechalam znowu (odwolalam sie) i tym razem
        dostalam wize na rok.. to byl koszmar. Potem mialam problemy na lotnisku, bo
        nie mialam karty kredytowej, tak jakby studentka- nie pracujaca, mialaby ja
        miec. Ale jakos przeszlam. Wzielismy szybki slub w Reno i w ten sposob, firma
        w ktorej pracuje moj maz (informatyczna-oczywiscie.. Dolina Krzemowa)zaczela
        sponsorowac i mnie, w straniach o zielona karte. Moj maz byl juz bliski
        otrzymania jej ale dostal dobra oferte z innej firmy i zmienil prace i w ten
        sposob od nowa zaczal sie proces ubiegania o zielona karte.. a potem zmienil
        jeszcze raz i znowu od nowa.. i teraz jest juz w trzeciej firmie w przeciagu
        6lat i starania znowu zaczely sie od nowa.. czekamy juz 1,5 roku i wciaz
        jestesmy na pierwszym etapie. Ja jestem na wizie, dla malzonkow osob
        pracujacych tutaj i nie moge pracowac.. mam ubezpieczenia zdrowotne,z ktorych
        korzystam.. (w Polsce podejrzewano, ze mam jaskre, tutaj sprawdzono.. i jak na
        razie jej nie ma). Jak przylecialam tutaj drugi raz, to w kraju skonczylam
        czwarty rok (pochwale sie ze ze stypendium, co semestralnym)ale nie chcialam
        ryzykowac tego, co bylo rok wczesniej i zostalam. Moze dla pewnych osob wydaje
        sie to szalone, bo w koncu skonczylam te 4lata ale prawde powiedziawszy, to
        nie byly studia dla mnie, nie lubilam ich i uczylam sie dla pieniedzy.
        Zastanawiam sie, czy moge je wykorzystac tutaj w jakikolwiek sposob tzn. zeby
        zaliczyli mi tu czesc i moze skonczylabym cos tutaj..ale czy z takiego
        specyficznego wydzialu moga cos tu zaliczyc? Po roku pobytu tutaj.. odpoczynku
        i w koncu nudzeniu sie, poszlam do collegu na jezyk. Poniewaz nigdy nie
        sadzialm, ze tu bede zyla, to uczylam sie niemieckiego.. a nie angielskiego.
        Idzie mi dosc dobrze, jestem jedna z najlepszych w klasie :) przy 95% uczniow
        azjatyckich, co mnie troche meczy, bo oni zyja w zamknietym srodowisku i
        ciezko z nimi gadac, szczegolnie, ze mowia bardzo specyficznie po angielsku. A
        wiec ucze sie angielskiego tak od roczku i jestem zapisana na nastepny semestr
        od wrzesnia. Nie pracuje. Chodze na gym, do szkoly, wysypiam sie, chodze po
        sklepach.
        Pierwszy rok nie byl taki rozowy, bo nie mialam swojego samochodu, a tutaj
        wszedzie trzeba dojezdzac.. no najwyzej moge isc do 3sklepow w poblizu mojego
        domu i tyle.
        • nineczkas Re: Poczatki w Stanach....cd. 13.06.03, 03:50
          A wiec po roku czasu moj maz kupil samochod dla siebie i w ten sposob
          uzyskalam wolnosc. na poczatku balam sie jezdzic, bo drogi sa tutaj zupelnie
          inne niz w Polsce..a w kraju przed wyjazdem zrobilam prawko i zaraz
          przylecialam tutaj, wiec nie mialam praktyki. Tutaj tez oczywiscie zrobilam,
          bo trzeba. Teraz uwielbiam jezdzic. Wczesniej panicznie balam sie
          autostrad..to byl koszmar. Przyzwyczajam sie do faktu, ze 90%kierowcow nie
          uzywa migaczy i trzeba bardzo uwazac.. Mialam jedna stuczke, malutka.. na
          parkingu.. na szczescie na moim samochodzie nic nie widac ale tamtemu
          skasowalam drzwi.. dobrze, ze maz byl ze mna, bo bylam roztrzesiona. Teraz
          bardzo ale to bardzo uwazam jak wyjezdzam z miejsc parkingowych.
          Nadal ucze sie jezdzic do roznych miejsc.. bo nie znam jeszcze wszystkiego i
          czesc autostrad mi sie myli..ale jest dobrze.
          Udalo mi sie znalezc Polke-ginekolog. Ukonczyla studia w Warszawie i zaraz
          przyleciala tutaj. Jest bardzo sympatyczna i ciesze sie, bo z ginekolog to za
          bardzo nie umialabym opowiadac po angielsku
          A wiec podsumowujac nie mialam, trudnego startu..bo przyjechalam na gotowe :).
          Teraz ucze sie jezyka i mysle, co moglabym robic dalej. To straszne ale mimo
          24lat nadal nie wiem, czym moglabym sie zajac. Jak ja zazdroszcze ludziom,
          ktorzy wiedza czego chca. Ale w koncu to nie moja wina, ze urodzilam sie
          waga :))))...
          • amcapol Re: Poczatki w Stanach....cd. 20.06.03, 19:50
            Nineczka, poki nie masz dzieci masz czas na studia. Ja zapomnialam o swoich w
            Polsce, poszlam na Nursing i nigdy tego nie zalowalam. BDB zarobki, pewnosc
            pracy i duza satysfakcja. Rowniez nie marnuj czasu na uczenie sie w college
            tylko angielskiego. Idz na konkretna specjalizacje. Zdziwisz sie jak
            blyskawicznie opanujesz zawodowy jezyk i rownoczesnie zdobedziesz zawod.
            Powodzenia. USA/Kalifornia to kraj nieograniczonych mozliwosci.
            • nineczkas Re: Poczatki w Stanach....cd. 20.06.03, 21:31
              Tak mi juz czesc ludzi mowila.. idz tez od razu na jakis kierunek.. ale ja sie
              balam i nadal boje, ze nie bede w stanie wszystkiego napisac, czy przeczytac
              po angielsku.bo jesli chodzi o rozumienie, to akurat o to sie tak nie
              martwie. Chcialabym zostac interior designer. zaczelam szukac na internecie,
              bo w tym collegu do ktorego chodze nie ma czegos takiego. I udalo mi sie
              znalezc jeden w San Francisco..ale to za daleko. a drugi online ale jak mozna
              uczyc sie przez internet? Tymbardziej uczyc sie projektowania wnetrz? Czy
              Ktoras z WAs ma moze doswiadczenia zwiazane ze szkola przez internet? Jedna
              znajoma poradzila mi tez, ze moglabym skonczyc cos takiego (podobno dwa lata,
              to trwa) a potem zatrudnic sie jako wolontariusz w jakims biurze, ktore sie
              takimi sprawami zajmuje aby zdobyc doswiadczenie. Zawsze marzylam aby miec cos
              wspolnego z swiatem mody, projektowania..
              Tutaj w Kalifornii jest duzo bogatych ludzi, ktorzy wynajmuja innych aby
              urzadzili im mieszkania.

              ps. jedna z Was napisala, ze tu brzydka pogoda! To dziwne, bo w San Jose jest
              goraco..fakt wczoraj bylo pochmurnie ale to zdarza sie raczej w okresie
              zimowym..a tak za goraco!

              • amcapol Re: Poczatki w Stanach....cd. 21.06.03, 19:59
                Tak,mozna studiowac on-line ale nie radze w interior design. Czesto 80% sukcesu
                jest to jakich ludzi poznasz i gdzie bedziesz odbywac praktyke. Nie boj sie .
                Idz do tej szkoly nawet jak jest dosyc daleko. Tutaj wszyscy dojezdzaja duze
                odleglosci.
                Emigracja to troche jak skok w gleboka wode. Albo utoniesz albo poplyniesz.
                Szkoda czasu na nauke angielskiego bez zdobywania konkretnego zawodu-
                wyksztalcenia. Pamietaj tez ze w Interior Design jest ogromna
                kompetycja.Kluczem do sukcesu sa wlasnie kontakty z ludzmi i oryginalnosc.
                Siedzac za komputerem to bedzie niemozliwe.
                P/S Pogoda w Kalifornii jest bardzo rozna. Ja mieszkam nad samym oceanem i
                czesto mamy tzw marine layer od oceanu, juz 20 mil w glab ladu sa upaly.
                • nineczkas Re: Poczatki w Stanach....cd. 23.06.03, 00:41
                  Dzieki za odpowiedz na moj list. Tez uwazam, ze sa rzeczy ktorych mozna uczyc
                  sie przez internet ale nie czegos takiego. Musze na powaznie zastanowic sie
                  gdzie moglabym sie tego uczyc.

                  Teraz rozumiem, jesli chodzi o pogode. Ale za to masz bardzo blisko do
                  oceanu.. szkoda tylko, ze woda jest taka zimna. Wiesz ja kiedys myslalam, ze
                  tutaj to ocean jest cieply (te wszystkie filmy, te plaze z pieknymi kobietami)
                  i bardzo sie rozczarowalam :(.
    • monie_pl Re: Poczatki w Stanach.... 19.06.03, 17:16
      Bozenka,
      Chyba cie ozloce, bo to keljeny ciekawy dla mnie watek. Nie to zebym od razu
      chciala narzekac, ale pogadac na temat poczatkow jest dobrze, bo mozna
      wyciagac wnioski z postepowania innych.

      Ale teraz o moich WYBUJALYCH planach z prosba o komentarz. Jesli napisze cos
      co uwazacie, ze mogla powiedziec tylko Polak z kosmosu co to dopiero
      wyladowala, to dajcie mi po glowie, bo wole oberwac od was niz kogos innego...

      1. Angielski jest na poziomie Proficieny i jak bylam porpzednio to sie
      spokojnie dogadywalam, z bialymi przynajmniej
      2. nie boje sie autobusow, bo nimi jako turysta poruszalam sie po LA kiedy
      bylam tutaj po raz pierwszy, choc sa plany kupienia mi malego samochodziku
      3. jestem na wizie turystycznej na najblisze 6 miesiecy i mamy zalozenie
      oboje, ze nie bede brudzic sobie papierow, bo jak bede starac sie o
      imigracyjna wize to mogliby mi to wyciagnac
      4. przez najblisze 6 miesiecy musimy sprawdzic czy ze soba wytrzymamy, bo na
      drucie zycie razem bylo latwe (trzymajcie za mnie kciuki)
      5. w kraju bylam researcherem w firmie headhuntingowej, wiec wiem ze szukanie
      pracy to jest ciezka robota i wiem jak nalezy pokazac sie pracodawcy w Polasce
      (i mzoe w USA???)
      6. chce popracowac wolontaryjnie w jakiej fundacji lub czyms podobnym, bo z
      wyksztalcenia jestem psychologiem spolecznym, a tez wiem ze moj dyplom tutaj
      nie znaczy wiele (czytaj: nic)
      7. praca wolontaryjna ma mi pomoc poznac ludzi innych niz znajomi Mike'a choc
      to ludzie sympatyczni i zyczliwi, a tez wiem, ze taka praca w zyciorysie
      dobrze bedzie wygladac (czy aby na pewno?), bo podobno Amerykanie lubia takich
      spolecznikow
      8. na razie wykluczam sprzatanie w domach, bo we wlasnym nie lubie (choc
      robie), ale juz pilnowanie dzieci wchodzi w rachube
      9. zapomnialam dodac, ze znam francuski na poziomie komunikatywnym i podstawy
      niemieckigo - czy to mzoe mi jakos pomoc???
      10. potrafie takze szukac informacji (rajcuje mnie to) i sprzedawac rpzez
      telefon (bo robilam to w Polsce)

      Dajcie rposze znac co o tym wszystkim myslicie. Czy uwazacie,z e jzu powinam
      zejsc na ziemie czy jeszcze jestem daleko od swiecy i sparzenia sobie
      skrzydelek?

      Chyba wazne ejst to, z e mieszkam w LA w Hermosa Beach

      Pozdrowiona
      monie

      • bozena73 Re: Poczatki w Stanach.... 19.06.03, 17:55
        Monie-
        Po pierwsze..zazdroszcze Ci slonca..u nas w Nowym Jorku pada, pada i pada..i
        nie widzimy konca...juz mam tego dosyc..Mialam zrobic bbq party na zewnatrz w
        ta sobote ale sprawdzilam pogode i sie zalamalam..60stopni i deszcz.. :-((
        Bardzo ciekawe jest to co napisalas..jedno tylko moge Ci powiedziec, nie
        rezygnuj ze swoich marzen..z tego co napisalas naprawde masz fajne pomysly,
        jestes inteligentna dziewczyna i na pewno Ci sie uda..Znasz inne jezyki, to
        moze ci sie bardzo przydac, praca voluntariusza da Tobie satysfakcje na
        pewno..nie wiem jaka jest Twoja sytuacja finansowa..jezeli masz taka okazje, to
        lepiej idz do szkoly na jakis kurs, douczaj sie, tutaj naprawde nauka sie
        oplaca.. :-)) i nie boj sie niczego.. :-))
        Powodzenia..!!!
        • monie_pl Re: Poczatki w Stanach.... 19.06.03, 20:11
          Dodalas mi otuchy, ze nie urwalam sie z moimi pomyslami z choinki! To juz
          dobrze na poczatek. Tak, mam azmiar trzymac sie swoich marzen i dalekosieznych
          planow.
          Co do pogody w CA to zapomnij o sloncu. Juz lepiej jedz do Polski. Kiedy
          wyjezdzalam to rpzecietna temepreatura w kraju wynosila 23 stopnie Celciusza i
          bylo bardzo slonecznie, a tutaj jest szaro i buro i ani okruszyny slonca! A
          podobno przyjechalam do slonecznej Kalifornii! Mike ciezko cierpi z powodu
          moich docinkow o pogodzie :-)
          Bede relacjonowac moje postepy w zadomawianiu sie!
          Monie

          P.S. bbg mozna zamienic na popoludnie przy founde z serem, mieskiem dla
          zwierzakow i kolejnymi butelkami wina.....
          • ellenai Re: Poczatki w Stanach.... 20.06.03, 01:10
            monie witaj,:)))))tak jak beatka ci radzi licza sie ukonczone szkoly tutaj i
            nie rezygnuj nigdy ze swoich marzen.Ja napewno bede jedna z tych ktore beda
            Cie "zagrzewac" do boju:)).Najwazniejsze ze masz cele,pomalutku je
            osiagniesz.Od dawna widze z twoich wypowiedzi ze skrupulatnie planujesz i
            wazysz decyzje,wiec ryzyko wpadki minimalizujesz:)))))Trzymam za Ciebie kciuki
            mocno,oby tylko sie powiodlo:)))))))) pozdrowka:)))
            • ellenai przepraszam bozenko przekrecilam twoje imie n/t 20.06.03, 01:13

      • niebieski_motylek Re: Poczatki w Stanach.... 20.06.03, 18:58
        Moni :)
        O ile sie nie myle ty jestes dziewczyna, ktora kiedys byla na Poloni... to bylo
        jakis czas temu... Wiec juz dojechalas do swojego ukochanego...
        Mama nadzieje ze sie Wam dobrze uklada... :)
        Nie wiem czy sie moge dolaczyc do waszego grona, bo jestem w Kanadzie....
        od kurcze 10, 11 ,13 lat...
        Twoje plany wcale nie sa wygorowane.... Pracowac jako wolontariusz. uwazam ze
        to swietny pomysl tak jak mowisz poznasz ludzi i zdobedziesz doswiadczenie..
        Jak to jest mozliwe aby twoje kursy w ogole sie nie liczyly... nie mozesz
        dostac kredyty za te kursy?

        Pozdrowienia.
        • monie_pl Re: Poczatki w Stanach.... 20.06.03, 19:46
          Motylku,
          Na razie powolutku urzadzam sie, tzn. ukladam rzeczy w domu, zeby i moje sie
          zmiescily i zyby nam obojgu bylo wygodnie.
          Jestem na turystycznej wizie i nawet nie ylo tak strasznie w rozmowie z
          Immigration Officerem, wiec dostalam 6 miesiecy czasu. W tym czasie
          najwazniejsze jest stwierdzic czy bedzie nam razem dobrze na tyle, zeby
          sprobowac na stale. Dlatego myslalam o pracy wolontariusza, zeby nie psuc
          sobie papierow.
          Tak sobie mysle, ze jak sie troche udomowie tutaj to bede sie rozgladac za
          mozliwosciami jakie dostaja wspolmalzonkowie, bo podobno wystarczy zrobic
          ostatni rok collegu, zeby mnie uznawali za wyksztalcona.... cokolwiek to
          oznacza. :-) Zreszta Mike juz podsunal mi jakis folder z krsami letnimi do
          rpzejrzenia, wiec zabieram sie dot ego po poludniu.
          A na razie wracam do mojego rozkladania sie i znaczenia miejsca...
          Pozdrowionka
          monika

    • aputnam Re: Poczatki w Stanach.... 20.06.03, 03:44
      poczatki?
      Moj poczatek trwa i sprawia ze nienawidze tego miejsca .
      Mieszkam w NY przyjechalam tutaj do chlopaka z ktorym bylam ponad 3 lata(
      teraz ponad 4).Zostawilam prace , maloplatna (1000zl) , ale spokojna (biurowa)
      i przedewszystkim dajaca pogodzic sie ze studiami (prawo na uniwersytecie)
      zostal mi ostatni rok szkoly , ale za namowa mojego chlopaka (on przyjechal 7
      miesiecy wczesniej (tylko na 3miesiace planowo ) wzielam dziekanke , no i
      jestem .Po przyjezdzie zachorowalam (choruje czesto przeziebiebienia itp. oraz
      co gorsze nerki, ale nic powaznego zwala mnie tylko z nog raz na 2 mies.
      temp.ok 40 'C ).Chorowalam przez 4 miesia w ciagu tych 4 mies gdy tylko troche
      wydobrzalam szlam do pracy , praca beznadziejna sprzatanie u
      zydow .Przyjechalam pelna wiary , radosci itd. w kraju dobrze mi sie powodzilo
      i raczej ze wszystkim dawalam sobie rade.
      Po przyjezdzie pelna wiary ruszylam do sklepow, ksiegarni , knajp itd, ale
      okazalo sie ze nie ma doswiadczenia w krojeniu sera , w pilnowaniu dzieci
      tez , po jakims czasie nie chcialam juz pilnowac dzieci , praca bez
      zamieszkania za 5-6 $ kiedy ja dostawalam u zydow 8 +czasami cos ekstra , wiec
      pracowalam krocej i uczylam sie angielskiego w domu , chociaz wczasie tej
      choroby przeszedl mi zapal i checi do czegokolwiek .
      Mieszkalam w mieszkaniu z jednym malym pokojem (piwnica wlasciwieiej -po
      polsku dobitniej to brzmi) .
      Przyszlo ocieplenie , choroba odeszla , nabralam troche sily znalezlismy nowe
      mieszkanie 5 razy wieksze , wlasciciele bardzo mili ,niestety tez
      piwnica ,grunt ze ladnie zrobiona i urzadzona ,po co mamy wydawac na
      mieszkanie skoro mielismy wkrotce wracac)
      Mielismy bo mojego wciagnela ameryka , postanowil nie wracac , a wlasciwie
      jeszcze nie wie ale on tutaj woli zostac i caly czas sie o to klocimy.
      Nie dotrzymal slowa , zostwaialm dla niego wszystko ,ale on uwaza ze nic
      takiego i ze tu bedzie lepiej dla nas , a ja nienawidze tego miejsca (bez
      przesady sa rzeczy ktore mi sie podobaja , ale jak slysze o zostaniu tutaj to
      czuje ta nienawisc.)
      Moze i lepiej ze on tu zostanie a ja wyjade i ze nie bedziemy razem. ale teraz
      czuje sie zdradzona i oszukana.
      Nie znam jezyka na tyle aby szukac pracy w biurze no i jestem tu nielegalnie.
      Moge zostac moge sie uczyc ale ja nie chce , umarla we mnie radosc do zycia
      nie mam tu znajomych w moim wieku -bliskich znajomych z ktorymi regularnie bym
      sie spotykala itd.
      Nie zarabiam na tyle aby pieniadze mnie tu trzymaly ,praca jest beznadziejnie
      uwsteczniajaca , za duzo choruje (jak choruje to mi nie placa za lezenie w
      lozku a za cos trzeba zyc)_
      Brakuje mi przyjaciol i rodziny .
      Teraz z jednej strony nie chce nawet aby on ze mna wrocil , bo niebede miala w
      nim oparcia , jesli cokolwiek sie nie powiedzie w zyciu czy nawet bede
      chciala sie wyrzalic na egzaminatora na uczelni uslysze -"trzeba bylo nie
      wracac" .Powiedzialam mu o tym -potwierdzil.
      Boje sie ze nie znajde pracy w Polsce , ze bede gorzej zarabiala niz tu , ze
      moze byc ciezko , ale wierze tez w to ze musi wkoncu sie udac .
      A on ja dla niego poswiecilam szkole , prace , rozlake z
      przyjaciolmi ,rodzina , caly rok mu oddalam a on ... brak mi slow .
      Uff musialam sie " wypisac"
      • amelka75 Re: Poczatki w Stanach.... 21.06.03, 00:37
        Droga Ado,
        Przykro mi, ze twoje poczatki w stanach okazaly sie takie trudne. Jezeli to co
        napisalas to codzienna rzeczywistosc a nie tylko chwilowa chandra to wracaj do
        POlski i to jak najszybciej. Zycie na obczyznie jest bardzo trudne ale zycie z
        osoba, ktora cie nie rozumie i nie docenia jest jeszcze gorsze. Ja sama mam
        chwilowe zalamania, bo chociaz jestem tu legalnie to jednak w Polsce bylabym u
        siebie. Ty masz zaczete dobre studia, cos co ja zawsze odkladalam na pozniej,
        bo a to praca a to mozliwy wyjazd do stanow. Jezeli mozesz to wracaj i dokoncz
        studia, wchodzimy do Unii, bedzie lepiej w Polsce. Wracaj tym bardziej ze jak
        piszesz masz problemy ze zdrowiem, a tutaj bez ubezpieczenia lepiej nie
        chorowac. Zdrowie to naprawde za wysoka cena za zycie w USA. To juz nie te
        czasy ze tutaj wszystkim jest dobrze. I jezeli nie masz perspektyw na
        polepszenie sytuacji to uciekaj stad. Pozdrawiam goraco i napisz jeszcze, pa
        amelka
        • nineczkas Re: Poczatki w Stanach.... 21.06.03, 01:33
          Ale za nim stad uciekniesz to przemysl to dokladnie. Poczatki zawsze sa
          trudne. No i nie wiem czy w Polsce bedzie tak wspaniale jak wejdziemy do
          Unii.. narazam sie pewnie wiekszosci tym zdaniem ale tak uwazam. Z nieba nam
          nie spadnie.. wiec nie pokladajmy wszelkich nadziei tylko w Unii.
      • amcapol Re: Poczatki w Stanach.... 21.06.03, 20:13
        Ada, mam nadzieje ze nie masz chronicznego zapalenia nerek. Moglabys zrobic
        prosty test na creatinine/BUN. Sa kliniki dla ludzi bez ubezpieczen itp.
        Jezeli sa podwyzszone to faktycznie moze powrot do Polski i dobra opieka
        lekarska bylyby najlepszym rozwiazaniem. Poki co polecam nisko protein (
        bialkowa ) diete, bez alkoholu, niski potas w pokarmach itd.
        Z drugiej strony , jak inni pisali, poczatki sa trudne dla wszystkich. USA daje
        ogromne szanse. Trzeba tylko na nie zapracowac.
      • monie_pl Re: Poczatki w Stanach.... 21.06.03, 20:40
        Kochana,
        Z twojego listu wynika, ze masz do niego zal, bo inaczej rozmawialiscie w
        Polsce a inaczej sprawy mja sie tutaj. Poza tym piszesz, ze czesto chowujesz,
        a pamietaj ze przeziebienia maja czesto podstawy somatyczne, wiec moze zacznij
        od tego. Dobrze, ze to z siebie wyrzucilas!

        Moja rada:
        1. skup sie na pracy jako srodku do zycia, bo wtedy bedziesz miala jeszcze
        sporo energii kiedy wyjdziesz po jej skonczeniu
        2. traktuj siebie dobrze, bo sama siebie karzesz niepotrzebnie, a wiec dluga
        kapiel, maseczka, delikatne poflirtowanie z facetami (a tego kwiatu to pol
        swiatu) i bedziesz miala lepszy humor, co po prostu wzmocni cie
        3. jesli twoj chlop uwaza, ze wam bedzie lepiej to moze warto o tym
        porozmawiac, bo moze ona ma rzeczywiscie racje... nie mnie to oceniac, ale
        taka rozmowe trzeba przeprowadzic z otwarta glowa. to pozwoli tez poznac jego
        plany dlugoterminowe, cele zyciowe, a tez tobie pozwoli ustawic swoje
        priorytety (np. czesty kontakt z rodzina, skonczenie szkoly w Polsce, a moze
        wlasnie nie w Polsce tylko tutaj)
        4. podjac decyzje i trzymac sie jej awet jesli jest ciezko, co powinno sie
        udac, bo na koncu napisalas ze ciagle w to wierzysz.

        Daj znac co u ciebie i nie trzymaj niczego w sobie ani zlosci ani tym bardziej
        milosci tylko dawaj!
        Pozdrowionka
        Monie
        • ellenai Re: Poczatki w Stanach.... 22.06.03, 22:06

          --ada,przykro ze tak sie uklada tobie ale nie poddawaj sie.Przemysl
          dokladnie swoja sytuacje zanim zdecydujesz sie na powrot.Na poczatku zawsze
          jest bardzo trudno,ale caly czas nie moze sie chrzanic.Chorujesz bo sytuacja
          cie przygnebia.Staraj sie w jakis sposob zalegalizowac pobyt tutaj.To pierwszy
          krok ktory umozliwi ci lepsze funkcjonowanie:))))pozdrowka ,trzymaj sie
          cieplo, i daj znac jak leci:)))))))))

          "I am an old man have known great many troubles,but most of them have NEVER
          happened"
          "Jestem juz starym czlowiekiem,doswiadczylem wielu trosk ale wiekszosc z nich
          nigdy sie nie wydarzyla"
          Mark Twain
    • aputnam Re: Poczatki w Stanach.... 24.06.03, 03:39
      Przeczytalam wasze posty napisane w odpowiedzi na moj i sie poplakalam bo
      poczulam ze ktos chce mi cos powiedziec ,co jest wazne dla mnie to mile
      brakowalo mi tego bardzo , pisze wszysko przyjeciolce jednej w polsce , ale
      ona wlasnie sie broni , pracuje i nie zawsze ma czas odpisac.
      Brakuje mi rozmow a kobietami , brakuje mi rozmow wogole , bo z nim to jak do
      sciany ja mowie a on tylko:" nie"," nie wiem " itd.
      Smutno czasami - pewnie jak kazdemu .
      Bylam teraz w gorach na wycieczce 3-dniowej ,organizowanej z pracy mojego
      chlopaka ,sami polacy ,zony ,dziewczyny, dzieci bylo super troche posluchalam
      troche pogadalam brakowalo mi kontaktu z zywym czlowiekiem z mojego kraju
      (mysle o kobiecie )
      Rozmawialysmy miedzy innymi o poczatkach tutaj , ale historie uslyszalam , jak
      dziewczyna nie miala co jesc (2 dzieci) i przez 3 dni jedli makaron , a
      gdzies w kieszeni znalezli 50c to poszli dzieciom kupic ciastka.
      Ale jej sie ulozylo ciesze sie bo pomimo ze jej nie znam wlasiwie ,to mysle ze
      to taka dobra dusza o wielkim sercu.
      Oby wiodlo jej sie najlepiej.
      A ja postanowilam wrocic , trudno mi odejsc od niego, tak jak ance102,ale
      czuje ze musze i mam nadzieje ze nie pozaluje i znajde swoja milosc.
      • ellenai Re: Poczatki w Stanach.... 24.06.03, 04:13
        aputnam wiem jak to jest kochana:))))jezeli ci zle zawsze mozesz skrobnac do
        mnie na priva, to pomaga:))))))jak ci dobrze to tez smialo mozesz pisac:)))
        czasem ciezko jest na obczyznie ,oj ciezko.Ja nigdy nie bylam w takiej sytuacji
        jak ta osoba o ktorej wspomnialas ale i tak czasem samotny czlowiek sie
        czul.Z czasem jest o wiele lepiej.Hej zycze ci wszyskiego dobrego:)))))i
        wierze ze napewno sie uda,tylko sie nie poddawaj :))))pozdrowka i
        serdecznosci:)))))
      • bozena73 Re: Poczatki w Stanach.... 24.06.03, 15:10
        Ada-
        Naprawde rozumiem Twoje rozterki..ale moze jeszcze troche powalcz tutaj. Ja
        wiem ze latwo tak powiedziec ale moze i Twoj zwiazek przezywa ten kryzys
        dlatego ze znalezliscie sie w obcej sytuacji. Ale jezeli podswiadomie czujesz
        ze to nie jest kraj dla Ciebie to wracaj..Moj brat na przyklad codziennie
        narzeka ze chce wracac i tak narzeka juz od 2 lat..I ciagle nie moze podjac tej
        decyzji. No ale on ma troche gorzej..gdyz ma prace b,dobrze platna i ciekawa
        zgodna z jego zawodem, ale jakos zycie osobiste mu sie nie uklada.. I ciagle
        wspomina o tych pieknych dziewczynach w Polsce ..wiec moze jednak powininen tam
        pojechac i zalozyc rodzine i zyc happy ever after..Och, te wybory w zyciu..I
        kiedy w koncu masz pewnosc ze robisz sluszna rzecz. Czy w ogole kiedykolwiek
        masz pewnosc?
        Ada zycze Ci duzo duzo wytrwalosci i szczescia..Nie chce Cie stracic na tym
        forum wiec nie odjezdzaj.. :-))))
Pełna wersja