magdread108
09.08.07, 23:06
Wlasnie zdalam pisemny test na prawo jazdy, ktore to wydarzenie sklonilo mnie
do pewnych refleksji. Pamietam jak ze 12 lat temu w Polsce przygotowywalam sie
do takiegoz egzaminu. Okupione to bylo wieloma dniami rycia, powtarzania,
wypelniania przykladowych testow, stresu pobudzanego malo radosnymi
opowiesciami znajomych, przebijania sie przez wieloznaczne pytania, tak
skonstruowane, zeby jeszcze bardziej zakrecic i tak skolowanego kandydata na
kierowce....Kilkadziesiat, czesto trudnych pytan, krzyzowek i takich tam a to
wszystko z tolerancja zrobienia bodajze 2 czy 3 bledow. Teraz ponoc jest
jeszcze trudniej. A tu? Test, na ktory poszlam "z marszu" czyli bez zadnego
przygotowania, 20 trywialnych i oczywistych pytan, 6 czy 7 tolerowanych
bledow...zaden wysilek.
Mieszkam w NY i tutejsi kierowcy reprezentuja bardzo niski poziom
znajomosci/przestrzegania przepisow, niska kulture i bardzo ograniczona
odpowiedzialnosc. I wkurza mnie to, ze tak latwo jest tu zdobyc DL. Oczywiscie
w Polsce stopien trudnosci egzaminow nie eliminuje calkowicie tych, ktorzy sie
na kierowcow po prostu nie nadaja. Ale tu - moim zdaniem - zdecydowanie zbyt
latwo uzyskuje sie permit, zwazywszy na poziom umiejetnosci obserwowany
pozniej na drogach.
Takaz to moja refleksja.
Btw, czy ktos wie, czy po przeprowadzce do innego stanu trzeba jeszcze raz
zdawac jakis egzamin?