rhodeisland
25.07.08, 19:37
Nie umiem juz rozmawiac z Polakami z Polski albo ludzmi, ktorzy
wlasciwie jedna noga sa w Polsce, bo nadal nie rozumieja dobrze
angielskiego, czy tutejszej kultury.
Myslimy inaczej, bawia nas inne rzeczy.
Trudno mi znalezc wyksztalconego Polaka, ktory jest po prostu
sympatycznym czlowiekiem, ktory nie bedzie probowal pokazac mi, ze
mniej wiem na pewne tematy (tematy, ktore dla niego sa wazne, nie
dla mnie)
Gdy przebywam wsrod Amerykanow, moge sie zrelaksowac, bo poniewaz
nie lubie towarzystwa snobow, ludzie wsrod ktorych sie obracam sa
sympatyczni (niewazne czy autentycznie, wazne, ze sie staraja). Nie
staraja sie pokazac mi swojej wyzszosci.
I te polskie rozmowy na temat czesto bardzo odleglej przeszlosci.
Nie do zniesienia dla mnie. Ile mozna analizowac to, co bylo kiedys?
Zauwazcie, ze uzywam okreslenia "znajomi", nie "przyjaciele".
Polskie przyjaznie sa dla mnie zbyt absorbujace, wole powierzchowne
amerykanskie znajomosci, gdzie nie czuje ciaglej presji by komus
pomagac i wiem, ze moge odmowic i "przyjazn" sie nie skonczy.