Dodaj do ulubionych

Granice przyzwoitości

17.10.11, 18:27
Jakie są waszym zdaniem granice przyzwoitości, jeśli chodzi o długość próbki tekstu, przesyłanej przez wydawnictwo osobie, która chce się podjąć redakcji książki? Niektóre propozycje mogą budzić podejrzenia, że ktoś próbuje zrobić sobie redakcję za tzw. "friko".
Obserwuj wątek
    • skajstop Re: Granice przyzwoitości 17.10.11, 20:16
      2-3 strony znormalizowane. Kiedy ktoś oczekuje pół arkusza, to jest to już przesada :)
      • isa1001 Re: Granice przyzwoitości 17.10.11, 23:16
        skajstop napisał:

        > 2-3 strony znormalizowane. Kiedy ktoś oczekuje pół arkusza, to jest to już prze
        > sada :)


        Chyba myślimy o tym samym ogłoszeniu :)
        • skajstop Re: Granice przyzwoitości 17.10.11, 23:30
          Tak myślę :-)
          Skądinąd, byłem zdumiony, człowiek ten nosi płaszcz uczciwego, choć trudnego w użyciu. Może po prostu brakło mu wyczucia.
          Ale 0,6 arkusza to stanowczo zbyt wiele jak na próbkę.
      • nobullshit Re: Granice przyzwoitości 18.10.11, 00:30
        skajstop napisał:
        > 2-3 strony znormalizowane. Kiedy ktoś oczekuje pół arkusza, to jest to już przesada :)

        No nie wiem. 2-3 strony to odpowiednia próbka dla tłumacza. Dla redaktora chyba powinno być więcej, bo w tak krótkim tekście może być do zrobienia pięć poprawek na krzyż. (Darujcie nieskromność, ale w moim tekście tak by było.) Chyba że mówimy o próbce spreparowanej. Albo o tekście specjalistycznym. W przypadku powieści pół arkusza nie wydaje mi się przesadą. Ile będziecie to redagować? Ponoć norma redaktorska to arkusz / dzień. A więc, cztery godziny? Tyle czasu można chyba zainwestować, żeby dostać zlecenie?
        • nomina Re: Granice przyzwoitości 18.10.11, 01:39
          Nobull, jak rekrutowałam redaktorów i korektorów, to zrobiłam spreparowaną próbkę na chyba 3 strony - trzy różne rodzaje tekstów, najeżone błędami. Po co mam czytać więcej, otrzymując setki zgłoszeń? Dodawać sobie pracy? To nie próbka powieści, po 3 stronach najeżonych setką najrozmaitszych błędów mogę się zorientować, czy delikwent łapie niuanse zawodu. I najwyżej w 2 etapie poproszę o redakcję kilku stron prawdziwego tekstu. Aha! Moje próbki testowe zawsze miały adnotację o tym spreparowaniu na potrzeby rekrutacji i niewykorzystywaniu ich w żadnym innym celu.
          • nobullshit Re: Granice przyzwoitości 18.10.11, 18:08
            nomina napisał(a):
            > Nobull, jak rekrutowałam redaktorów i korektorów, to zrobiłam spreparowaną prób
            > kę na chyba 3 strony - trzy różne rodzaje tekstów, najeżone błędami. Po co mam
            > czytać więcej, otrzymując setki zgłoszeń? Dodawać sobie pracy? To nie próbka po
            > wieści, po 3 stronach najeżonych setką najrozmaitszych błędów mogę się zoriento
            > wać, czy delikwent łapie niuanse zawodu.

            Jeśli to próbka spreparowana, całkowicie się zgadzam, że 2-3 strony wystarczą. Ale nie było to jasne w postach Isy i Skaja.
            • skajstop Re: Granice przyzwoitości 18.10.11, 20:30
              Bo też i nie o spreparowaną próbkę mi szło, chociaż takie dostawałem.

              Nie, od czasu, gdy pewne wydawnictwo na A zaproponowało tłumaczom i redaktorom robienie po arkuszu, a potem po połowie, próbnych redakcji i tłumaczeń, a potem je sklejało, mając brudne tłumaczenie i brudną redakcję ZA DARMO, jestem na to wyczulony. Sorki, z pracy stu osób to już ciężko, za dużo zabawy. Ale kilkunastu osób...
              • nobullshit Skaj 19.10.11, 00:47
                Rozumiem Cię i ostrożność nie zawadzi.
                Chodziło mi o to, żebyśmy nie przeginali - i dotyczy to również tłumaczy - w stronę "nie no, tyle to ja nie zrobię, za kogo oni mnie mają, niech się gonią, powinni zobaczyć, że jestem genialny/a po dwóch akapitach".

                Trochę OT. Zdarzyło mi się, że poprosiło mnie o próbkę wydawnictwo, z którym współpracuję od 10 lat, bo trzeba było udowodnić derekcji, że będę lepsza od jakiejś dziumdzi, która była czyjąś znajomą. Nieco się zbulwersowałam, ale próbkę zrobiłam, korona mi z głowy nie spadła, nie z wielkim hukiem w każdym razie, zlecenie (na serię) dostałam. Fakt, wiedziałam, że nikt mojej próbki nie wklei do książki.
                Kontynuując OT, bo nadal będzie o branży tłumackiej, nie ma się co obrażać, jeśli ktoś zażąda od nas próbki po 20 latach kariery, bo każda książka jest inna, możemy - mimo doświadczenia - "nie czuć" konkretnej pozycji, konkretnego gatunku.
                • skajstop Nie o koronę chodzi :) 19.10.11, 09:46
                  Nie o koronę chodzi, ja w samym oczekiwaniu wykazania się nie widzę niczego zdrożnego, podobnie jak w prośbie o fragment tekstu, zanim ktoś podpisze ze mną umowę.
                  Rzecz w tym, że za długi fragment do tłumaczenia czy redakcji budzi moje wątpliwości, chyba że wydawca znany i zaufany. Ale nieznany, niepewny albo znany jak ten na A?...
    • mutant12 Re: Granice przyzwoitości 17.10.11, 20:30
      Nie wiem, jakie są granice. Ja się raz ubiegałam o pracę redaktora, było to w wydawnictwie WAB i przysłali mi w ramach próbki opowiadanie o długości... okazuje się, że go nie zachowałam, więc nie potrafię powiedzieć dokładnie, ale góra dziesięciu stron z podwójną interlinią, tak mi się wydaje. Zresztą można to sprawdzić, bo było to opowiadanie Fabera Bliźnięta Fahrenheit (ostatecznie go nie redagowałam, bo chyba było już zredagowane, gdyż książka wkrótce się ukazała). Aha, ubiegałam się jeszcze w Pascalu, gdzie mi przysłali ze 2-3 strony, z tym że z próbki byli niezadowoleni. Pozostał mi pewien niesmak, bo wydawnictwo mogło napisać, że oczekuje głębokiej ingerencji w tekst (inny podział na akapity, przeniesienie fragmentu w inne miejsce itp.) - dla mnie, przyzwyczajonej do pracy na tłumaczeniach, nie było to oczywiste, a wyszłam na taką, co to nie umie.
      • mutant12 ad. Nobull 18.10.11, 11:15
        Zgodzę, się, ja tę moją próbkę nr 1 robiłam mniej niż cztery godziny i wydawca był zadowolony. Drugą gdybym zrobiła tak, jak się niestety poniewczasie okazało, że wydawca chciał (mieliśmy już tutaj wątek o tym, że redakcja niejedno ma imię), zajęłoby mi to pewnie tyle samo czasu, choć próbka kilkakrotnie krótsza.
    • noida Re: Granice przyzwoitości 19.10.11, 12:01
      Też się nad tym zastanawiałam, ujrzawszy to ogłoszenie, ale w końcu uznałam, że wygląda to podejrzanie, a w dodatku ten pan ma to i owo za uszami i w końcu na nie nie odpowiedziałam :)
    • linka.raz Re: Granice przyzwoitości 30.10.11, 19:05
      To ja podam przykład z własnego doświadczenia: pół roku temu oceniałam próbkę redakcji jednego eseju ze zbioru esejów - około 10 stron maszynopisu znormalizowanego. Próbka była na tyle dobra, że pani dostała do zredagowania cały tom - około 13 arkuszy. I co? Nico - redakcja całej reszty do niczego - właściwie wszystko trzeba było redagować od nowa. Nie wyobrażam sobie, żeby na podstawie 2-3 stron można było dobrze sprawdzić redaktora, korektora, tłumacza - na kilka stron można się znakomicie zmobilizować i wycyzelować pracę, ale kiedy się siada nad 400-500 stronami, to potrzeba jeszcze cierpliwości, wnikliwości, konsekwencji... zresztą co ja mówię, wszyscy to świetnie wiecie.
      • mutant12 Re: Granice przyzwoitości 31.10.11, 13:27
        Wiesz, to mogło wynikać z innych rzeczy. Wydaje mi się, że dziesięć stron to dość dużo, by ocenić redaktora, chyba że próbka była niereprezentatywna, tzn. np. autor pisał tak świetnie, że nie było co poprawiać. (Zaciekawił mnie koncept próbek spreparowanych, o których piszą niektórzy przedmówcy. To chyba dobry pomysł). Poza niereprezentatywnością próbki widzę dwie możliwości takiego stanu rzeczy: a) redaktorka do próbki się przyłożyła, a jak już miała umowę, to uznała, że przykładać się nie musi; b) ktoś wykonał próbkę za nią. Oczywiście nie chcę nikogo oskarżać, ale takie sytuacje bywają. I tu rzeczywiście danie dłuższej próbki może być pomocne, bo zmniejsza prawdopodobieństwo, że ktoś "pomoże" adeptowi w jej wykonaniu. Tylko skoro w tym przypadku dziesięć stron nie wystarczyło, to już nie wiem, ile należałoby dawać, żeby a) znaleźć kandydatów, b) nie być oskarżanym o ich wykorzystywanie.
        • nomina Re: Granice przyzwoitości 31.10.11, 18:03
          Na takie sytuacje ja miałam w umowach kary - i, ciężko przyznać, raz musiałam skorzystać z tego paragrafu :(. Korektorka-redaktorka próbkę wykonała bardzo przyzwoicie, a tekst cały tak spaprała, że zleceniodawca cofnął i kazał poprawić w trybie cito albo za te 2-3 dni sam zleci swojemu korektorowi na nasz koszt. Dobrze, że z racji stałej współpracy nie obarczono mnie kosztami przeskładu i ponownej weryfikacji. I delikwentka płaciła za pracę osoby poprawiającej po niej.
          Ale generalnie staram się trzymać stałego, zaufanego zespołu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka