Gość: POsłuszny
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.10.10, 15:10
Opowieść o tym, jak to wilki stają się owcami...
Janusz Władacz w roku 2005 do dziennikarki "Dziennika Zachodniego":
"Jestem człowiekiem spokojnym, ale jeśli ktoś schce mi zaszkodzić, NIE COFNĘ SIĘ PRZED NICZYM. (...)" - straszy nas oraz naszego informatora sądem i odszkodowaniem. (...).
Zapowiada, że jeżeli napiszemy o sprawie, poda nas do sądu.
"Pani chyba zdaje sobie sprawę z podania nieprawdziwych informacji? – pyta. – I z tego, że będzie musiała pani przed sądem podać również nazwisko informatora?"
Źródło:
katowice.naszemiasto.pl/archiwum/1082926,kulisy-dziwnej-transakcji-czyli-prezydent-pisze-pilne,id,t.html
Janusz Władacz w roku 2010, w sprawie "afery festynowej":
"Decyzja prezydent jest sprzeczna (...) z przyjętymi, elementarnymi zasadami demokracji, godzi w interesy lokalnej społeczności, oraz OGRANICZA SWOBODĘ WYPOWIEDZI."
Panu Januszowi, który przeszedł taką piękną przemianę duchową - z bezwzględnego biznesmena, który NIE COFNIE SIĘ PRZED NICZYM, do obrońcy uciśnionej lokalnej społeczności, bojownika o wolność słowa, serdecznie gratulujemy!
Jesteśmy pełni podziwu, panie Januszu, jak Pan to zrobił, proszę nam o tym opowiedzieć, my też tak chcemy!