Gość: referendarz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.08.05, 03:39
Pani Redaktor ma pami widać bardzo dobrą, ale niestety wybiórczą pamięć i w
zbieraniu materiałów zapomniała PAni sprawdzić - dla czego Taką decyzję
podjęto! Więc jej przypominam - sprawe gruntów które były przekazane bez
zgody mieszkańców na rzecz Kościoła. I nie kto inny tylko z kasy miasta
(naszych mieszkańców funduszy) zapłacono przy odkupieniu tych gruntów,
również nie pytając o zdanie mieszkańców Zabrza. Nikt tu z Kościołem nie
walczy oczywiście tylko z decyzjami Tych którzy są przy władzy między innymi
Pani Potyka, Urbańczyk, Śliwa. Oni nie wiedzieli o tych faktach? Kościuł
również jakoś nie odmówił tej darowizny i nie dokonał zwrotu neiodpłatnie.
Nikt nie prosił aby w kościele były zbierane podpisy, ale Kościuł sprawami
biedy również się zajmuje czyli polityką społeczną. Co Caritasy w Kościele
robią i nasi mieszkańcy tam uzyskujący pomoc. Czy to nie jest działalnośc
społeczna tak jak to referendum? Może mniej Zabrzan by było beneficjentami
Caritasu gdyby nie ta nieszczęsna tranzakcja? Przecież ludzie mają prwo do
godnego życia a nie do rozwiązań takich że zamykanie ich w "Gettach" Proszę
zostawić ten telefon w redakcji i przejechać sie na Lubelską do jednego z
takich "Gett" Które tam urządził Pan Prezydent i Rada Miejska. Prosze zabrać
ze soba Biskupa, aby naocznie się przekonał czy to grzech czy bieda do
takiego stanu tych ludzi doprowadzła? Po tych czynnościach oproszę dopiero
opisać rzetelnie to referendum. My nie wiemy ile takich "Gett" powstanie w
miście przez ten rok. Moze Pani wie to proszę napisać.
Referendum bez błogosławieństwa
Piątek, 19 sierpnia 2005r.
Jeszcze tylko półtora tygodnia mają wolontariusze Obywatelskiej Grupy
Inicjatywnej na zebranie podpisów popierających referendum w sprawie
odwołania prezydenta Jerzego Gołubowicza i Rady Miejskiej. Wolontariusze
podobno pracują pełną parą. Czasami rzeczywiście widać ich na ulicach Zabrza.
Ostatnio poprosili o możliwość nagłośnienia akcji w zabrzańskich kościołach.
Biskupowi jednak ten pomysł się nie podoba.
Ile osób poparło już inicjatywę Jana Bartoszewskiego, który stoi na czele
Obywatelskiej Grupy Inicjatywnej, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że by
doszło do referendum poprzeć je musi 10 proc. uprawnionych do głosowania do
głosowania, a do urn głos wrzucić musi co najmniej 30 proc. z 152 tys.
uprawnionych. Ilu z nich zdecydowało się na poparcie referendarzy trzymane
jest w największej tajemnicy. – Nie mogę powiedzieć nic konkretnego.
Wolontariusze w dalszym ciągu zbierają podpisy i dopóki wszystkie listy nie
zostaną zebrane i policzone nie wiemy, ile osób poparło referendum. Na pewno
jednak nasza akcja cieszy się dużym zainteresowaniem – powiedział nam, w
imieniu OGI, Wiesław Szostak.
Aby to zainteresowanie zwiększyć i zebrać jak najwięcej podpisów z poparciem,
OGI wpadła na pomysł aby do agitowania na rzecz referendum włączyć kościół.
Napisali więc do biskupa Jana Wieczorka list, w którym czytamy mi.in. o
biedzie, jaka panuje w Zabrzu, o tym, że mieszkańcy ledwie wiążą koniec z
końcem, a winni takiego stanu rzeczy to prezydent Gołubowicz i radni Rady
Miejskiej.
– W kościołach na kazaniach mówi się różne rzeczy. Dlaczego nie można więc
ogłosić, że jest taka inicjatywa? – przekonuje Szostak.
Skierowane do biskupa Jana Wieczorka pismo w tej sprawie nie będzie jednak
rozpatrzone pozytywnie.
– Nie będzie zezwolenia na ogłaszanie w kościele referendum, ani na zbieranie
podpisów. Nie użyczymy do tego celu ambony. Kościół nie opowiada się po
żadnej stronie – powiedział nam ks. Bernard Koj, kanclerz gliwickiej kurii.
Referendarze nie są zadowoleni z odmownej odpowiedzi biskupa. Mówią, że
liczyli na błogosławieństwo i wsparcie duchowe. Zależało im na tym bardziej,
niż na zgodzie na odczytanie listu. A tymczasem, jak wynika z nieoficjalnych
informacji Obywatelskiej Grupie Inicjatywnej udało się namówić kilku
zabrzańskich proboszczów, by wywiesili list w gablotkach.
Wśród mieszkańców Zabrza zdania podzielone są nie tylko na temat ogłaszania
referendum w kościele, ale i dla samego pomysłu jego zorganizowania.
– Bez sensu odwoływać ich teraz. Skoro za rok są wybory samorządowe. Poza
tym, kiedy spotkałem panią, która zbierała podpisy z poparciem, zapytałem ją,
jaki mają pomysł na uzdrowienie Zabrza. Okazało się, że nie mają żadnego. Po
co więc całe to zamieszanie? Nie ma na co wydawać pieniędzy – zastanawia się
młody zabrzanin, Przemysław Tomczyk.
Kosztami nie przejmują się natomiast członkowie Obywatelskiej Grupy
Inicjatywnej, mimo, iż jeżeli będą musiały być zorganizowane oddzielnie,
każde z nich kosztowało będzie 100 tys. zł.
Recepty na uzdrowienie miasta referendarze nie przedstawiają.
– Nie ma planowania, co będzie potem. Wyborcy coraz częściej dokonują wyborów
przemyślanych – powiedział DZ Wiesław Szostak, który w ostatnich wyborach
startował – bez powodzenia – do Rady Miejskiej.
Marzena Puchała - Dziennik Zachodni