Gość: Liber
IP: *.Zabrze.Net.pl
09.01.06, 21:45
Rozmowa z Jerzym Gołubowiczem, prezydentem Zabrza
Piątek, 6 stycznia 2006r.
Okupacja magistratu przez mieszkańców domu socjalnego czy negocjacje ze
związkami zawodowymi gminnych spółek – co w minionym roku było najtrudniejsze
dla Jerzego Gołubowicza, prezydenta Zabrza?
Czy i gdzie znaleźć będzie można pracę w 2006 roku i kto ma szansę na
mieszkanie komunalne? Jakich wyborczych obietnic prezydent nie spełnił i czy
chce to zrobić w kolejnej kadencji? O podsumowanie 2005 roku, ale też próbę
syntezy trzech lat kadencji poprosiliśmy prezydenta Zabrza, który zdradził
nam też swoje plany na przyszłość...
REKLAMA
DZ: Co w minionym roku i w ogóle podczas tych trzech lat kiedy sprawuje Pan
funkcję prezydenta Zabrza było najtrudniejsze? Jaki był ten czas?
Jerzy Gołubowicz: Próba stworzenia takiej syntezy czy też podsumowania zawsze
stwarza pewne trudności. spróbuję się jednak odnieść do problemów, które były
na początku kadencji, do takich wyznaczników, które ze względu na społeczny
wymiar są dla ludzi ważne. Po pierwsze – miejsca pracy. Kiedy w 2002 roku
obejmowałem urząd w mieście było 25 proc. bezrobotnych, teraz jest o cztery
proc. mniej. W 2005 roku sześć tysięcy osób podjęło pracę. W tym czasie nie
powstało wiele nowych zakładów, zaczęły jednak „odżywać” już istniejące.
Bezrobocie to jest bardzo duży problem. Kiedyż 70 proc. mieszkających tu
ludzi pracowało bezpośrednio lub pośrednio w górnictwie. Teraz z ośmiu kopalń
funkcjonują dwie, w tym jedna prywatna, a ludzie zostali. Udało się jednak
odwrócić trend i coraz więcej osób znajduje zatrudnienie.
DZ: Po drugie mieszkania? Wiele tysięcy osób czeka na swoje cztery kąty, a
zasoby gminy się nie powiększają.
JG: Prawdopodobnie w marcu oddamy ostatnie mieszkania na osiedlu Jodłowa.
Większość przeznaczona będzie dla tych, których domy zostały wyburzone w
związku z budową DTŚ, ale nie wszystkie. Część trafi do zasobów gminy. Będą
też mieszkania w Słonecznej Dolinie.
DZ: Ale raczej dla tych bardziej zamożnych, a nie dla przeciętnych
mieszkańców.
JG: Tak, ale dla osób o skromniejszych możliwościach powstanie około 250
mieszkań w TBS. Poza tym w tej chwili prowadzona jest inwentaryzacja mieszkań
komunalnych. Szukamy wolnych lokali, oceniamy ich stan. Szacujemy, że takich
mieszkań może być około 300. Będą też wolne lokale w budynkach pohutniczych,
które wkrótce staną się własnością gminy.
DZ: No właśnie. W Wigilię 2004 roku obiecał Pan protestującym mieszkańcom
pohutniczych lokali, że gmina je kupi od obecnego właściciela.
JG: To nie było takie proste. Przede wszystkim trzeba się dogadać ze
sprzedającym. Poza tym trzeba było znaleźć sposób na pozyskanie ich do
zasobów gminy. Jedyna możliwość to kupienie tych mieszkań przez Zarząd
Budynków Komunalnych, którego gmina jest właścicielem. Sprawa ta jest właśnie
finalizowana.
DZ: Jeżeli rozmawiamy o mieszkaniach to nie sposób nie zapytać o dom socjalny
przy ulicy Legnickiej. Jaki ma Pan pomysł na rozwiązanie tego problemu, bo że
to jest problem przekonaliśmy się w marcu, kiedy kobiety z małymi dziećmi
przez prawie dwa dni okupowały magistrat.
JG: Legnicka, zgodnie z moją deklaracją, znajduje się w fazie likwidacji.
Idea domu socjalnego była właściwa, stała się jednak karykaturą w momencie,
kiedy przestano panować nad jego zasiedlaniem. Proces wysiedlania mieszkańców
trwa. Z każdym zostały uzgodnione dalsze kierunki działań. Do połowy 2007
roku ten dom zostanie całkowicie zlikwidowany. Część osób zamieszka w
lokalach komunalnych, inni w domu socjalnym przy ulicy Hagera, który jednak
będzie funkcjonował na zupełnie innych zasadach.
DZ: Jakie ważne inwestycje zrealizowała w tym czasie gmina i jakie ma jeszcze
w planach?
JG: Kiedy rozpoczynałem pracę duże miejskie inwestycje były już ukończone. Na
przykład most przedłużający ulicę de Gaulle’a, ulica i plac Wolności. Te
ostatnie trzy lata to był czas przygotowywania frontu inwestycyjnego.
Najpierw konieczne było przygotowanie terenów. Wiele osób krytykowało kupno
gruntów od Archidiecezji Katowickiej, ale dziś kiedy podzieliliśmy ten tysiąc
ha na mniejsze części i pytają o nie inwestorzy, to jest to doskonały punkt
wyjścia. Zainteresowaną pozyskaniem inwestorów dla gminy jest Katowicka
Specjalna Strefa Ekonomiczna. Cały czas trwają też prace nad planem
zagospodarowania przestrzennego w powołanej przeze mnie pracowni
urbanistycznej. Największą inwestycją będzie jednak poprawa gospodarki wodno-
ściekowej. Opiewająca na 430 mln zł inwestycja jest czwartą pod względem
wielkości w kraju. Przygotowujemy dokumentację, a na początku 2007 roku
wyłonimy już wykonawców. Wkrótce ruszy też inwestycja Poczty Polskiej, w
której pracę znajdzie ponad tysiąc osób.
DZ: Z rocznym opóźnieniem...
JG: Wiosną tego roku mają ruszyć prace. Poczta Polska otrzymała wszelkie
pozwolenia na budowę, ale niektórych procedur po prostu nie da się
przeskoczyć, ich załatwienie wymaga czasu. Stąd to opóźnienie.
DZ: Było w 2005 roku też sporo zamieszania ze spółkami gminnymi. ZBK, MPGK.
Dlaczego upiera się Pan przy ich prywatyzacji?
JG: Na obie te spółki muszę patrzeć z dwóch perspektyw. Po pierwsze jako szef
instytucji, która jest ich właścicielem, a po drugie jako prezydent, który
odpowiada nie tylko za pracowników tych spółek, ale też za mieszańców,
których te firmy obsługują. Z jednej strony jest więc dwustu pracowników ZBK
a z drugiej 60 tys. osób, które mieszkają w zasobach przez nich
obsługiwanych. Przetarg i konkurencja skłaniają do jakiejś mobilizacji
własnych działań. A to tylko poprawi poziom zarządzania. Pracownicy ZBK boją
się, że nie będą konkurencyjni i chcą, żeby im zarządzanie przekazać bez
przetargu.
DZ: Zdecydował się Pan jednak przecież po unieważnieniu przetargu na
powołanie zespołu, który sprawdzi, czy możliwe jest bezprzetargowe
powierzenie zarządzania ZBK.
JG: Tak. Uważam, że zarówno pracownicy ZBK, jak i mieszkańcy powinni
wiedzieć, czy to jest możliwe. Sprawdzimy jak jest to rozwiązane w innych
miastach, jeżeli będzie to zgodne z prawem a równocześnie nie będzie
stanowiło zagrożenia dla budżetu to nie wykluczam, że tak się stanie.
DZ: W Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej proces prywatyzacyjny
właśnie się rozpoczął.
JG: Na rynku, na którym funkcjonuje MPGK, jest bardzo widoczna konkurencja. W
samym Zabrzu jest kilka firm, które zajmują się wywozem śmieci. Istnieje
niebezpieczeństwo, że lada moment Zabrze stanie się miejscem „polowania na
śmieci”, a w MPGK są obszary niedochodowe, np. zakład zieleni miejskiej czy
zakład dróg. Rozwiązaniem jest oddanie całości. Uważam, że w tej chwili jest
bardzo sprzyjający moment na znalezienie inwestora. Pamiętać też trzeba, że w
tym przypadku ostatnie słowo należy do załogi. Warunkiem sprzedaży jest
wynegocjowanie przez załogę pakietu socjalnego.
DZ: Sprawy dotyczące miasta nie były jedynymi, z którymi musiał się Pan
zmierzyć w minionym roku. Na łamach prasy pojawiły się też doniesienia o
sprawie pożyczki od syna byłej wspólniczki, czy sprawa podpalenia Pana domu.
JG: To są sprawy osobiste, których nie będę komentować. Ubolewam jedynie nad
tym, że muszą się one toczyć na łamach prasy.
DZ: Wróćmy więc do tego co dotyczy miasta i jego mieszkańców. Jakiej
wyborczej obietnicy nie udało się Panu dotrzymać? Jaka jest Pana największa
porażka?
JG: Jeżeli chodzi o tzw. obietnice wyborcze to w 2002 roku nie szafowałem
nieprzemyślanymi obietnicami. Nie deklarowałem rozwiązania problemów tylko
dlatego, że mieszkańcy by tego oczekiwali. Jeżeli chodzi o ewentualne
porażki, to w pewnym sensie możemy tu mówić o tempie realizacji inwestycji.
Nie jest to jednak spowodowane opieszałością urzędników, ale wieloma prawnymi
przeszkodami, z których jeszcze trzy lata temu nie zdawałem sobie sprawy. Tak
jest też z hałdą Ruda w Biskupicach. Mieszkańcy uważają, że w te