Dodaj do ulubionych

Boję się..

07.04.04, 21:39
Tak, boję się życia. Przeraża mnie przyszłość. Przeraża mnie że będzie
inaczej niż teraz. Przeraża mnie samodzielność, życie na własne konto, nawet
z partnerem, którego kocham. Nie chce pracować, nie mam ambicji. Kiedy moi
koledzy zaczynają rozmową gdzie chcieliby pracować, ja od razu zmieniam
temat. Boje się odpowiedzialności, wyzwań. Nie zapisuje się na żadne zajęcia,
nie chce w niczym uczestniczyć. Nie interesują mnie praktyki, zdobywanie
doświadczenia. Boję się jakichkolwiek wyzwań. Przed wszystkim uciekam. Nigdy
nie wkładam najmniejszego trudu w to żeby było lepiej niż jest. Wole
zadowolić że czymś gorszym.. Ech, nawet to co przed chwilą napisałam mnie
przeraża. Boje się życia w uzależnieniu od jedzenia. (A jeśli uda mi się
opanować ten nałóg)- życia w strachu, w wiecznym kontrolowaniu się żeby nie
przesadzić, żeby TO nie wróciło. Boję się takiego życia, ale chyba jeszcze
bardziej boje się śmierci, więc nie jestem w stanie uciec w niebyt.
A co najlepsze, jeszcze bardzo dobrze pamietam czasy kiedy byłam odważna,
entuzjastyczna, optymistyczna i ambitna... i ze wszystkim pogodzona, również
z sobą. Co się stało z tą osobą? Przecież z wiekiem powinno się dorośleć, a
ja chyba dziecinnieje..
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: Boję się.. 07.04.04, 21:56
      skoro pamiętasz siebie z dawnych czasów to napisz, jaka wtedy byłaś? co robiłaś? jakie były Twoje marzenia? co dodawało Ci energii? może są jakieś małe drzwiczki, gdzieś ukryte, do tej dawnej wersji Ciebie, które wystarczy lekko uchylić?
      nie chodzi o to, żeby wracać do przeszłości, tylko żeby znaleźć jakiś sposób na teraźniejszość. na pewno jest jakiś dobry sposób.


      • negritha Re: Boję się.. 09.04.04, 20:52
        Jaka byłam? No cóż, jeśli komuś chce się o tym czytać..;-) Byłam troche
        idealistką. Wierzyłam w piękno i wszędzie je dostrzegałam. Byłam w stanie
        rozpłakać się ze szczęścia na widok wzorów na zmrożonych szybach autobusu, tak
        bardzo byłam szczęśliwa że są takie piękne rzeczy na świecie. Miewałam również
        huśtawki nastrojów, bo tak samo mocno zachwycały mnie jedne rzeczy, jak raniły
        inne. TO była taka troche ukryta część mojej natury, bo wszyscy widzieli we
        mnie wiecznie pogodną, uśmiechniętą optymistkę. Optymistką byłam w takim
        znaczeniu, że kiedy sytuacja obracała się na moją niekorzyść zaraz znajdywałam
        w niej jakieś pozytywne pocieszające strony. Jednocześnie miałam i
        mam "analityczny umysł" (bo "ścisły" jakoś za bardzo kojarzy się mi
        z "ograniczony" ;-) )więc zachowywałam się dość rozsądnie i odpowiedzialnie.
        Miałam też hopla na punkcie honoru, siły woli itp Fascynowałam się
        średniowieczem, rycerzami :-), fantasy, mangą, rysowaniem i przede wszystkim
        mroczną muzyką: metalem gotyckim, heavy metalem, i inna niemetalową mroczno-
        średniowieczną muzą. Ubierałam się na czarno, malowałam mocno oczy, na
        imprezach piłam piwo w dużych ilościach, wmawiając wszystkim że mam mocna głowę
        (chciałam uchodzić za "równą babkę") ;-)
        W domu byłam wyciszona, typ samotnicy.. szczerze mowiąc wierzyłam w siebie, że
        moge wiele osiągnąć. Jakie były moje marzenia? Zycie pełne przygód ale z
        poczuciem sensu, moje główne marzenie to było: nie żyć tak jak żyją moi
        rodzice. Chcialam odnależć radość życia w prostych czynnościach niegoniąc za
        karierą czy czymkolwiek. Tak, teraz widzę że to nie była taka ambicja o jakiej
        myślałam. Było we mnie jednak troche pokory i w zasadzie dopiero próby
        odchudzania (udane) czyli moment w którym zainteresowałam się swoim wyglądem
        dały mi falszywe przekonanie że mogę osiągnąć niemal wszystko. Jedzenie było
        dla mnie tylko sposobem uprzyjemnienia chwili (chwili podkreslam!). Przymus
        jedzenia uważałabym za coś "niskiego", nie lubiłam dziewczyn typu słodka
        idiotka często odchudzających się. Rozmowy o ciuchach, chlopakach, odchudzaniu
        w ogole mnie nie interesowały. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy jaki problem będe
        dziś miała chyba bym nie uwierzyła... To smutne ale z chwilą gdy zaczęłam
        cześciej myśleć o jedzeniu (odchudzanie=najlepszy sposób na obsesje..)
        zapomniałam o wszystkim sprawiało mi przyjemność... Nie pamiętam jak to było
        możliwe że np kiedyś słuchałam muzyki, czytałam lub rysowałam i nie myślałam o
        jedzeniu.. Jak to było że wolałam skończyć czytać fascynującą książke a obiad
        zjęść PÓŹNIEJ....albo jak mogłam np zapomnieć że jestem głodna?
        A tak było....:-(
        Ech plakac mi sie chce jak to czytam... ale nie umiem...od 5 tygodni nie umiem
        sie rozplakac. Zaczynam płakać, raz zaszlocham i nic, przestaje bo czuje
        pustkę. CHyba spłycenie emocjonalne..
        Nie wiem jak mogłyby wyglądać te drzwi do mojej lepszej wersji...gdzie ich
        szukać? w zainteresowaniach już próbowałam. Przypominałam sobie o wszystkich
        moich zainteresowaniach, ale nic mnie już nie pociąga. Niestety jedzenie jest
        na pierwszym miejscu..
        Gratuluje jeśli ktoś dobrnął do końca... ;-)
    • annaa3 Re: Boję się.. 08.04.04, 09:28
      przeklejam swój post który kiedyś do ciebie napisałam :
      "hmm, jak rozumiem czekasz na moment kiedy naprawdę będziesz strasznie
      cierpiąca, albo na moment kiedy zrozumiesz że każdy ma prawo do pomocy, i
      powiem ci coś jeszcze, nie nawidze takiego myślenia : ech boli mnie kolano ,
      ale to nic, co tam, przejdzie, a potem się okazuje że gdyby poszło się z nim
      kiedy tylko bolało, unikło by się poważnej operacji. Jeśli chcesz czekać, nie
      wiem na co to ok.Po za tym myślałam że jesteś z małego miasteczka skoro tak
      mówisz o lekarzach, ale sprawdziłam jesteś z Warszawy Skarbie:-)) TOWARZYSTWO
      POMOCY MŁODZIERZY 6355467, to jest na Andersa, czeka się około 3-4 miesięcy, ja
      się doczekałam :-)) miałam w piątek pierwszą wizyte. Po pierwsze nie
      zawiedziesz sie bo tam pracują profesjonaliści :-)), wiem bo już tam się kiedyś
      leczyłam, ale było dla mnie w tedy za wcześnie ( i dwa razy uciekłam , dopiero
      po innej terapii, zrozumiałam że chce z tego wyjść, a nie tylko zaleczyć obajwy
      na jakiś czas) :-)). Po drugie, akurat ten czas, możesz poświęcić na
      pogłębienie swoich problemów, tak aby nie mieć wyrzutów ,i pujść tam :-)),
      jeśli się boisz służe ramieniem, doprowadzę :D. Najlepiej dzwonić tam co 2
      tygodnie, zobaczą że ci zależy szybciej przyjmną, wiem sposób sprawdzony :-)).
      A , i co jeszcze, aha, osobiście uważam, że u ciebie jest co raz gorzej, znam
      te objawy z autopsji, a więc nie będzie lepiej , a gorzej. Zadzwoń tam, na
      wszelkie rozterki będziesz miała czas, kiedy będziesz oczekiwać na miejsce.
      Dodatkowy plus, nikt się nie dowie że chodzisz na terapie, to tylko godzina z
      życia, w tygodniu :-)), i jest za darmo :-))"
      może teraz się skusisz na terapie.
      pozdrawiam
      • horlaa Re: Boję się.. 08.04.04, 12:11
        no własnie. ja też z całego serca polecałabym terapię. tylko to może ci pomóc. wyraźnie widać, że, negritha, szukasz pomocy, inaczej nie zaglądałabyś tutaj i nie pisała takich postów. a skoro szukasz pomocy, to my nie jesteśmy w stanie Tobie pomóc tak, jak zrobi to terapeuta. naprawdę.
        skuś się,
        warto - przetestowałam i cały czas testuję. i widzę, jak działa.
      • negritha Re: Boję się.. 09.04.04, 21:03
        Dziękuje Ci Anno, zwłaszcza za tą propozycję doprowadzenia. :-)
        Znalazłam na stronie tego towarzystwa adres emailowy i myślę czy by w mailu nie
        opisać problemu i czy mam jakieś szanse na pomoc. Niestety problem jest troche
        we mnie, bo tak cięzko mi uznać tą moją obsesje jedzenia za coś co można
        leczyć.. Cały czas myśle że sama powinnam się z tym uporać. Nie lubie prosić o
        pomoc. Taki charakter. Jak mam np problem z zadaniem do zrobienia to
        niezmiernie rzadko prosze kogoś o pomoc.. I to mi troche przeszkadza.. Poniewaz
        jednak nie widze innego wyjscia z tego bagna (mysli samobojcze, chec
        zachorowania, unikanie znajomych, rodziny) i nie wiem co jeszcze moglabym
        zrobic, bede musiala sie przelamac.. Mam jednak opory przed dzwonieniem, bo
        obawiam sie za sama zbagatelizuje problem i w efekcie przeprosze za glupi
        telefon..:-|
        • horlaa Re: Boję się.. 10.04.04, 11:17
          wybierz taki środek kpomunikacji jaki Ci pasuje - ja tez boje sie dzwonic - wlasnie moja psycholożka ze mna nad tym pracuje :)
          nie martw sie wszystkim, po prostu to zrob :) najwazniejsze zeby sie zglosic i byc szczerym, totalnie szczerym, oni sa na to przygotowani :)

          trzymam kciuki
          • annaa3 Re: Boję się.. 10.04.04, 22:58
            radziłabym zadzwonić,na odpowiedz od nich mailem czeka się długo, ale jeśli tak
            wolisz to ok, ja też na początku tak do nich napisałam,ale i tak musiałam
            zadzwonić :-) nie żaluje :-)
            pozdrawiam
            ps. z doprowadzeniem nii ma problemu :-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka