witomir
01.03.04, 16:51
z: http://www.historia.terramail.pl/prasa/biala_plama.html
Masowe prześladowania chrześcijan w średniowiecznej Polsce
Jak twierdzi poznański historyk Gerard Labuda, za rządów Bezpryma, syna
Bolesława Chrobrego, w Polsce doszło do inspirowanych przez księcia masowych
prześladowań chrześcijan.
PIOTR STRASZ
W 1028 roku wschodnie regiony Saksonii nawiedził istny huragan polskich
wojsk. Zbrojne hufce pod dowództwem króla Mieszka II puściły z dymem wiele
wsi i grodów należących do poddanych cesarza Niemiec. Masakra, jaką wówczas
zgotowali polscy wojowie ludności niemieckiej, przeszła do historii dzięki
licznym zapiskom źródłowym jako wyjątkowo okrutna. Rocznik z Hildesheimu
podawał: "dokonawszy podpaleń i łupiestw, pomordował [Mieszko II - przyp. PS]
wielu mężów, pojmał wielką liczbę kobiet i uśmiercił niesłychanymi prawie
mordami niezliczoną liczbę dzieci. [...] srożył się niezwykłą surowością
okrucieństwa w krajach chrześcijan na oczach Boga".
Tak zwykli wojować nasi świeżo ochrzczeni przodkowie z przeciwnikami
pragnącymi narzucić im feudalną, europejską hierarchię oraz tak zwany pokój
Boży.
Wydarzenie to było jednym z ostatnich sukcesów militarnych dobrze
zapowiadającego się syna Bolesława Chrobrego. W zaledwie sześć lat później
doszło do załamania się polskiej państwowości i - jak mówią kroniki - "upadku
chrześcijaństwa w Polsce".
Reakcja czy postęp
Na skutek licznych knowań państw ościennych, a także rodzeństwa, przede
wszystkim przyrodniego starszego brata Bezpryma, Mieszko II został wkrótce
wygnany. Gdy jego następca - sprawca wygnania - został zgładzony przez
poddanych, w kraju zapanował chaos.
Wielu polskich mediewistów nazywa to, co się wówczas wydarzyło, powstaniem
ludowym lub reakcją pogańską. Właśnie ten drugi termin upodobała sobie
historiografia PRL, co na pierwszy rzut oka dziwi. Skąd bowiem
słowo "reakcja", zarezerwowane przecież w kanonach marksizmu dla
zachowawczych struktur władzy zwalczającej rewolucyjne zrywy? W opisywanych
wydarzeniach chodzi przecież o spontaniczne wystąpienie ludności pogańskiej,
w dodatku zwycięskie. Okazuje się, że powstania ludowe, nawet dla marksistów,
nie są wystarczającym wyznacznikiem postępu. W tym wypadku reakcyjna była,
według nich, sama istota pogaństwa - politeizm. Postępowym zaś, jak na owe
czasy, był chrześcijański monoteizm. Na heglowskiej drabinie dziejów od
wielobóstwa do "nowoczesnego ateizmu" droga postępu prowadzić musiała przez
chrześcijaństwo.
Zostawmy jednak terminologiczne niuanse marksistów na boku. Najciekawsze
bowiem w opisywanych wydarzeniach są rozbieżności dotyczące podstawowych,
wydawałoby się, faktów.
Zaskoczenie może być wielkie, szczególnie dla czytelników podręczników
sygnowanych w ostatnich sześćdziesięciu latach przez resort oświaty, w
których wszystko było jasne i proste, a przede wszystkim "naukowo zbadane".
Czytając monografie, zarówno te najnowsze, jak i napisane przed 1945 rokiem,
dowiemy się, jak wiele wątpliwości budzą owe wydarzenia. Wynikają one głównie
ze skąpej liczby źródeł. Kroniki i annały polskie bowiem traktują ten temat
bardzo zdawkowo. Trudno więc jednoznacznie rozstrzygnąć, jaki charakter miały
owe ludowe wystąpienia, czy były spontaniczne, czy zorganizowane, jakie były
motywy powstańców i kto był ich przywódcą. Czy decydował tu czynnik
religijny, czy społeczny? To tylko niektóre z pytań badaczy pozostające bez
jednoznacznej odpowiedzi. Celowo pomijam spory o daty i lokalizację wydarzeń,
stanowiące oddzielne pole intelektualnych potyczek. Skupmy się jedynie na
głównym wątku - scenariuszu wydarzeń.
Bunt mas
Spośród wielu sprzecznych hipotez wyłaniają się dwie główne. Pierwsza
sugeruje, że po swoistej "wojnie na górze" polskich elit, jaką była
bezwzględna walka o władzę między synami Bolesława Chrobrego (Mieszka II,
Bezpryma i Ottona), doszło do częściowego samowyniszczenia się struktur
władzy. Wtedy właśnie do głosu doszedł "ciemiężony i wyzyskiwany" lud.
Odrzucając chrześcijaństwo, przyjęte jedynie powierzchownie i pod przymusem,
ostrze swego wystąpienia skierował głównie przeciwko Kościołowi. Religijne
hasła przeplatały się tu ze społecznymi. Kler był bowiem utożsamiany z
systemem ucisku. Spontaniczność buntu przesądziła o jego efemerycznym
charakterze. Pomimo znacznej siły niszczycielskiej (spalone kościoły, zabici
księża i biskupi), impet powstańców wkrótce się wypalił. W 1039 roku
powracający z wygnania Kazimierz Odnowiciel nie napotkał zatem większego
oporu. Tak można by streścić główną wersję wydarzeń podawaną do niedawna w
podręcznikach. Opowiadają się za nią historycy: Władysław Dziewulski, Tadeusz
Grudziński, Henryk Łowmiański.
Bunt elit
Druga hipoteza idzie w zupełnie innym kierunku - powstanie wcale nie było
spontaniczne. Ba, nie było nawet ludowe. To konspirujące do tej pory elity
pogańskie, głównie z Pomorza i Mazowsza, wyczekały na odpowiedni moment, gdy
dynastia piastowska uległa osłabieniu, aby dokonać typowego przewrotu
pałacowego - wypędzić jej przedstawicieli i podzielić się władzą. Pogańskie
Pomorze oderwało się wówczas od Polski, a na Mazowszu powstało państwo
zbuntowanego królewskiego cześnika Miecława (Masława), również pogańskie.
Atak na Kościół miał charakter zorganizowany i planowy. Pogański lud był
jedynie narzędziem wielmożnych buntowników - palił i pustoszył tam, gdzie
Piastowie i przychylny im kler mieli największe oparcie - w Wielkopolsce.
Pogromy ominęły Kraków wraz z Małopolską, stały się więc przyczółkiem dla
powracającego Kazimierza Odnowiciela. Taką wersję wydarzeń prezentują: Roman
Grodecki, Stanisław Zakrzewski, Juliusz Bardach.
W ostatnich latach konflikt historyków jakby przygasł. Doszło nawet do
zbliżenia stanowisk. Wydane w latach dziewięćdziesiątych publikacje
poznańskiego profesora Gerarda Labudy zawierają syntezę dotychczasowych badań
źródłowych na temat tej swoistej białej plamy polskiego średniowiecza.
Posiłkując się wieloma niemieckimi, czeskimi i staroruskimi zapiskami, do tej
pory nie w pełni branymi pod uwagę, poddając krytycznej analizie wiele
opracowań swych kolegów po fachu, stworzył on dość przekonujący i zarazem
sensacyjny scenariusz wypadków.
Bezprym apostata
W hipotezie profesora Labudy główną postacią, wręcz kluczem do zrozumienia
wypadków, jest najstarszy syn Bolesława Chrobrego - Bezprym. To on miał być
inspiratorem i wykonawcą prześladowań nowo pozyskanych w państwie Piastów
chrześcijan i przedstawicieli Kościoła.
Mimo że pierworodny, nie był chlubą ojca. Narodził się z drugiego małżeństwa
Chrobrego z nieznaną z imienia Węgierką, którą ten wypędził w 987 roku. Jej
syn, początkowo uznany za następcę, wkrótce podzielił los matki. Jeszcze
przed 1000 rokiem został, prawdopodobnie pod przymusem, osadzony w
benedyktyńskiej pustelni Pereum pod Rawenną. Nie wpłynęło to zbytnio, jak się
później okazało, na kontemplacyjność jego natury. Mimo przyjęcia kapłańskich
święceń, po śmierci swego ojca w 1025 roku natychmiast przybył do kraju. Gdy
się okazało, że na króla został już namaszczony jego młodszy brat Mieszko II,
stanął na czele opozycji (pogańskiej?), za co został ponownie wygnany, tym
razem na Ruś. Tak pokrótce można przedstawić życiorys Bezpryma do momentu
objęcia przez niego władzy w państwie.
Motyw porzucenia wiary przez zapomnianego i odepchniętego przez ojca
niedoszłego następcę tronu, po czym zwrócenia się ku pogaństwu, nie jest
wcale taki trudny do przyjęcia. XI wiek był widownią wielu równie
spektakularnych apostazji: księcia węgierskiego Lewenty, władców Bułgarów,
Wieletów, Obodrytów. Wiele wieków później podobne światopoglądowe wolty będą
udziałem wodzów litewskich.
Przewrót w ramach dynastii
Bezprym nie musiał być zresztą poganinem z przekonania. Wystarczyło, że
wykorzystał i skanalizował wielką społeczną niechęć, jaką w