ignorant11
09.06.10, 09:14
Sława!
MOJA SPISKOWA WERSJA
Tomasz Sakiewicz, "Gazeta Polska", 08-06-2010 18:51
POWRÓT
niezalezna.pl/article/show/id/35112
fot. Krzysztof LachCo i kogo mogło tak zdeterminować, żeby mógł spowodować
tragedię? Nie wierzę, żeby w Polsce znalazły się jakieś poważne czynniki
polityczne, które by tego chciały. Niestety poza Polską jest ich sporo.
Nie znam ostatecznych przyczyn katastrofy w Smoleńsku. Nie mam
stuprocentowej pewności, czy mamy do czynienia z zamachem czy zbiegiem
wręcz nieprawdopodobnych przypadków. Po dwóch miesiącach jednak w głowie
ułożył mi się ciąg logicznych wydarzeń, który zaczyna nie najgorzej
pasować do różnych faktów dotychczas rozsypanych jak stłuczony witraż. Z
zebranych puzzli nie da się odtworzyć pełnego obrazu ani każdej minuty
przed katastrofą. Wiele jednak pasuje i ten obraz
, przerażający również mnie, zaczynam widzieć coraz wyraźniej.
Dlaczego piloci z tak dużą pewnością wlecieli w jar? Mogli się pomylić co
do wysokości, ale zeszli również z kierunku lotu. Tak jakby lecieli w inne
miejsce znajdujące się kilkaset metrów bliżej i trochę obok.
Rozmawiałem z wieloma ekspertami. Jeden zwrócił mi uwagę na to, co działo
się 6,5 sekundy przed zetknięciem samolotu z drzewami. W stenogramach
przekazanych przez Rosjan, o ile można wierzyć temu zapisowi, jest
potwierdzenie minięcia radiolatarni. Samolot w tym czasie powinien
przelecieć, do zetknięcia z drzewami, ok. 300 m. Drzewa zaczyna kosić 1100
m od pasa. Jeżeli wierzyć stenogramowi, leciał nie ok. 200 km na godz.,
lecz 70 km. Absurd. Jeżeli więc odebrał sygnał, to nie w miejscu, gdzie
powinna być radiolatarnia, lecz kilkaset metrów wcześniej. Czemu?
O problemach z radiolatarnią informował samolot Jak-40 lądujący z polskimi
dziennikarzami. Czy jednak problem ten mógł spowodować przesunięcie źródła
sygnału?
Dlaczego samolot lądował od tak niebezpiecznej strony (jar), skoro warunki
atmosferyczne i ukształtowanie terenu sugerowałyby lądowanie z drugiej?
Złą wysokość i kierunek mógł skorygować jeszcze kontroler lotu. Ten jednak
potwierdza, że samolot leci dobrze. Niemal do ostatniej chwili.
Kontroler częściowo przyznał, że podawał nieprawdziwe dane. Tego chyba nie
słyszeli nawet twórcy science fiction: kontroler wprowadza załogę w błąd -
jak tłumaczył - dla jej dobra.
Jeżeli całą winę ponosiłby, jak nam od początku sugerują, pilot i, jak
insynuują, prezydent, Rosjanie powinni stanąć na głowie, by sprawę jak
najszybciej wyjaśnić i by Polacy mieli dostęp do wszystkich materiałów w
śledztwie. Tymczasem na kopię czarnych skrzynek
czekaliśmy półtora miesiąca, oryginałów nie ma, a pozostała dokumentacja
jest przekazywana bardzo wybiórczo. Za całą solidność
śledztwa muszą nam wystarczyć lizusowskie i po prostu obrzydliwe
zapewnienia władz, że wszystko jest w porządku, nawet kiedy znaczna część
samolotu jest wynoszona z miejsca katastrofy przez przypadkowe osoby, a
zabezpieczający teren zajmują się okradaniem zmarłych. Nachalna propaganda
robiona przez nadskakujące Moskwie media tylko utwierdza mnie w
przekonaniu, że obowiązuje "skręcanie tej sprawy".
Pozostaje do ustalenia jeszcze jedno: motyw.
Co i kogo mogło tak zdeterminować, żeby mógł spowodować tragedię? Nie
wierzę, żeby w Polsce znalazły się jakieś poważne czynniki polityczne,
które by tego chciały. Niestety poza Polską jest ich sporo. W grę mogły
wchodzić nawet radykalne siły terrorystów niechętne udziałowi polskich
wojsk w wojnie w Iraku i w Afganistanie. Czy jednak motywacji nie mógł
mieć ktoś znacznie bliżej? Przyjęto założenie, że ta katastrofa naraża
ekipę Władimira Putina. Być może jakieś siły w Rosji mogłyby pójść i na
taką grę, by tę ekipę osłabić. Niedawno zmieniono szefa GRU, które
konkurowało z ekipą kagiebowców od Putina.
Czy jednak władze rosyjskie nie mogły mieć interesu w tej katastrofie?
Tylko wtedy, gdyby z powodu polityki osób znajdujących się na pokładzie
coś poważnego by im zagrażało. Do niedawna takiego zagrożenia nie było.
Lech Kaczyński miał wprawdzie pewne szanse na reelekcję, ale większe
posiadał jego konkurent. Jednak sama reelekcja miała dla Rosjan niewielkie
znaczenie. Jest tylko jeden element sytuacji politycznej i gospodarczej
Polski, który ich naprawdę niepokoi. Możliwość zamienienia Polski w gazowe
eldorado. To w PiS dominowali zwolennicy przyciągnięcia tu amerykańskiego
kapitału. W PO tylko jeden polityk zaczął szukać problemów z wydobyciem
gazu łupkowego: Bronisław Komorowski. Jego teoria na temat odkrywkowego
wydobywania gazu przejdzie do księgi rekordów wszech czasów. Czy
Komorowski popełnił kolejną gafę? Na pewno nie popełnili jej Rosjanie,
przyjmując go z atencją w Moskwie. Czy ktoś chciał Gazpromowi ułatwić
zadanie? Jeżeli nawet tak, to chyba jednak akcja została spartolona. Na
razie skazani jesteśmy wyłącznie na domysły. Śledztwo ugrzęzło, a media i
elity polityczne godzą się z tym, że winę trzeba przerzucić na polskich
pilotów.
Tomasz Sakiewicz
Forum Słowiańskie
gg 1728585