Dodaj do ulubionych

Janczarowie mułłów

04.09.04, 01:58
Sława!
Janczarowie mułłów
Tygodnik "Wprost", Nr 1136 (05 września 2004)
www.wprost.pl/ar/?O=65894

Dzieci zrodzone z gwałtów na Bałkanach są szkolone na islamskich fanatyków

Dominika Ćosić z Bośni

Gwałt to element strategii wojennej i czystek etnicznych - twierdzi znana
chorwacka pisarka Dubravka Ugresić. Na największą skalę gwałtów wojennych
dokonywano w ostatnich latach w Bośni i Hercegowinie - ich ofiarą padło co
najmniej 80 tys. kobiet. Większość z poszkodowanych wyjechała za granicę. Ich
dzieci są szkolone na mudżahedinów.

Gwałt polityczny
Gwałt stał się współcześnie nie tylko żołdackim wybrykiem, ale i elementem
strategii wojennej. W 1993 r. ONZ uznała gwałty za zbrodnię przeciw ludzkości
i narzędzie wojny. We wszystkich kulturach najbardziej upokarza się
mężczyznę, gwałcąc jego kobietę - żonę, matkę, siostrę lub córkę. Upragnionym
przez oprawców owocem gwałtu jest ciąża. W czasie wojny w Bośni Serbowie
gwałcili Bośniaczki i Chorwatki, by rodzili się mali Serbowie. Identyczne
przesłanki kierowały Muzułmanami i Chorwatami. Podobny scenariusz powtórzył
się podczas konfliktu serbsko-albańskiego w Kosowie.
Dziesięć lat temu media nagłaśniały tragedię kobiet bośniackich, kanadyjskie
działaczki charytatywne robiły na drutach skarpetki dla mających się dopiero
urodzić dzieci, a feministki wykorzystały sytuację do przepuszczenia
kolejnego ataku w wojnie o prawo do aborcji. Wówczas mówiono nawet o 100 tys.
zgwałconych kobiet: Muzułmanek, Serbek i Chorwatek. Ostatecznie dane mówią o
80 tys. ofiar. - Wszyscy politycy potraktowali kobiety jako narzędzie do
walki między sobą. Wykorzystując ten dramat, udowadniali barbarzyństwo
przeciwników. I tak kobiety zgwałcono po raz drugi, teraz przez swoich - mówi
Selma Hadżihalilović, prawniczka z Sarajewa.

Medika koszmarów
W położonej w środkowej Bośni Zenicy mieszkają głównie Muzułmanie. Ta
jednolitość etniczna i religijna sprawiła, że nie toczono tu wielkich bitew i
miasto stało się schronieniem dla uchodźców z całej Bośni. Jeszcze w czasie
wojny prawniczki, lekarki i psycholożki założyły ośrodek Medika. Do
niewielkiego, barakowatego budynku trafiały setki poszkodowanych. Dzisiaj z
pomocy ośrodka korzystają głównie ofiary przemocy domowej.
50-letnią dziś Hadihę w czasie wojny zgwałcili zamaskowani mężczyzni, na
oczach znajomych i sąsiadów. Jej mąż zginął w czasie wojny. Opuściła rodzinną
miejscowość, bo wszystko przypominało jej o upokorzeniu. W Medice próbuje
dojść do siebie. Nie wyobraża sobie jednak życia poza ośrodkiem. - Wiele z
naszych podopiecznych było w fatalnym stanie fizycznym i psychicznym.
Prowadziłyśmy zajęcia terapeutyczne, grupy wsparcia, ale takich urazów nie da
się szybko wyleczyć, to trwa latami - mówi Aisza, psycholog pracująca w
ośrodku od początku. Do Mediki trafiały też kobiety, które zaszły w ciążę
wskutek gwałtu. - Pamiętam pacjentkę, która jako jedna z nielicznych
zdecydowała się urodzić i zatrzymać dziecko. Teraz jej córka ma 11 lat. Matka
ją wychowuje, ale nie potrafi pokochać. Mówi, że ilekroć patrzy na małą,
widzi twarz swego oprawcy.
Nikt nie potrafi opisać dalszych losów pokrzywdzonych Bośniaczek. Według
organizacji kobiecych, większość z nich zaczęła nowe życie za granicą -
głównie w Niemczech i Turcji, ale też w krajach skandynawskich i Francji. W
wyjazdach pomagały organizacje charytatywne. Wtedy wszyscy chcieli uciekać na
Zachód - ewidentne ofiary przemocy miały zielone światło. Za granicą najpierw
trafiały do obozów dla uchodźców. Do Bośni niewiele z nich wróciło, mimo że
np. rząd niemiecki w 1996 r. ofiarowywał każdemu azylantowi wracającemu do
kraju 12 tys. marek na nowy start. - Za granicą, gdzie nikt ich nie znał,
kobiety rodziły się na nowo. Nie prowadzono statystyk, dlatego trudno dziś
dotrzeć choć do części pokrzywdzonych - opowiada pracownica sarajewskiej
filii ONZ.

Dzieci niczyje
Według danych organizacji Kobiety w Czerni, "owocem" gwałtów wojennych było
kilka tysięcy dzieci. Większość z nich trafiła od razu do bośniackich domów
dziecka i podzieliła los sierot wojennych. Pod koniec i po wojnie wielu z
podopiecznych sierocińców... zniknęło. Dopiero teraz specjalna komisja
parlamentu bośniackiego próbuje wyjaśnić tajemnicę zaginionych dzieci. Na
razie ustalono jedynie, że większość dzieci wywieziono do Włoch, gdzie
trafiły do adopcji. Tam ślad się urywa. Niezależni eksperci natrafili jednak
na nowe dane. Według nich, część dzieci z Włoch trafiła do krajów arabskich,
gdzie adoptowały je bogate rodziny, i na pogranicze afgańsko-pakistańskie,
pod skrzydła Pasztunów. Podobny los spotkał sieroty wojenne. Nastoletnie już
dzieci są szkolone na mudżahedinów.
Obozy dla przyszłych wojowników islamskich działały też w środkowej i
zachodniej Bośni. Specjaliści z Arabii Saudyjskiej, która je finansowała,
szkolili dzieci w sztukach walki i wpajali doktrynę islamską. Bywał tam Osama
bin Laden ze współpracownikami. Po 11 września 2001 r. większość obozów
oficjalnie zlikwidowano, a naprawdę zmieniono ich lokalizację. Proroczo
brzmią w tym kontekście słowa Salmana Rushdiego, który tuż po wojnie
ostrzegał, że gdy bośniackie sieroty dorosną, w sercu Europy wybuchnie
intifada.
Zdaniem ekspertów z NATO, wyszkolone przez mudżahedinów bośniackie dzieci w
przyszłości nie powinny zaatakować w samej Bośni. Zemstę na "zepsutej i
nieczułej Europie" będą raczej realizować na zachodzie naszego kontynentu.

Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka