ignorant11
16.10.04, 19:53
Sława!
Polski fenomen
kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1194518&KAT=1292
Rozmowa z dr. Andrzejem Krzysztofem Kunertem, historykiem, autorem prac
poświęconych Polskiemu Państwu Podziemnemu
W zeszłym tygodniu minęła 65 rocznica powstania Polskiego Państwa
Podziemnego. W PRL był to temat tabu, od kilku lat można o nim usłyszeć i
przeczytać więcej. Mówi się miedzy innymi, że państwo podziemne było
fenomenem na skale europejską Czy rzeczywiście było, czy też - jak chcą
niektórzy - to kolejnych przykład polskiej megalomanii?
MARIA PRZEŁOMIEC 2004-10-13
- Rzeczywiście było fenomenem. Nigdzie w okupowanej Europie, tylko w Polsce
działały podziemne struktury państwowe. Liczyły około miliona
funkcjonariuszy, w tym 350 tysięcy działało w armii, czyli AK. Rzecz
wyjątkowa i dla nas nieprzeciętnej wagi. W Polsce przejście od fazy walki
regularnej do konspiracji nastąpiło nie tylko natychmiast po kapitulacji, ale
nawet o jeden dzień wcześniej.
Kapitulację Warszawy podpisano 28 września, tymczasem już 27-go, w jeszcze
broniącej się stolicy, zadecydowano o utworzeniu pierwszej organizacji
konspiracyjnej o charakterze centralnym. Na początku nosiła ona nazwę Służba
Zwycięstwu Polski, później Związek Walki Zbrojnej, ostateczne Armia Krajowa.
Ten fakt utrzymania ciągłości oporu, bez jednego dnia przerwy i nakładające
się na to niemal idealnie, bo rzecz ma miejsce 30 września w Paryżu,
utrzymanie konstytucyjnej ciągłości najwyższych władz Rzeczpospolitej miał
niezwykle istotne znaczenie dla czegoś co nazywamy polska racją stanu.
Czyli 27 września powstaje zalążek późniejszej Armii Krajowej, ale jak sam
Pan powiedział to była tylko część Państwa Podziemnego ?
- Tak. AK jest zbrojnym ramieniem. Bardzo szybko zresztą dekretem gen.
Sikorskiego zostaje uznana za najważniejszą część polskich sił zbrojnych, ale
powtarzam - to tylko siła zbrojna. Przy czym trzeba wziąć po uwagę fakt, że
była to największa armia partyzancka w Europie. Struktury państwa podziemnego
były czymś znacznie poważniejszym. W największy skrócie obejmowały one trzy
piony: Pion pierwszy - rodzaj podziemnego parlamentu - początkowo nazwany
Politycznym Komitetem Porozumiewawczym, później Krajową Reprezentacją
Polityczną i w ostatnim wcieleniu Radą Jedności Narodowej; Pion drugi -
władza wykonawczo-cywilna, czyli rozbudowany aparat delegatury rządu.
Rozbudowany w poziomie i w pionie. Pion stanowiły departamenty odpowiadające
przedwojennym ministerstwom, a poziom – okręgowe, tudzież powiatowe
delegatury rządu, które pokryły siatką administracji państwowej cały
okupowany kraj. Do 41 roku ta struktura jest już gotowa i działa; Pion trzeci
stanowił szybko powstający podziemny wymiar sprawiedliwości, też zresztą
działający na kilku płaszczyznach.
No dobrze, ale czy ten cały aparat ma jakiekolwiek znaczenie np. czy
administracja pracuje, sądy sądzą, czy tajne uczelnie wydają dyplomy?
- 3 razy tak. Sądy wojskowe sądzą członków Sił Zbrojnych czyli AK, bądź osoby
zajmujące się działaniami na szkodę Armii Krajowej. Z kolei podziemne Sądy
Cywilne sądzą cywilnych obywateli RP za różnego rodzaju groźne przestępstwa
np. szmelcownictwo czyli szantażowanie i wydawanie Żydów. Wreszcie Komisje
Sądzące karzą przestępstwa mniejszego kalibru. Tam zapadają wyroki infamii
czyli pozbawienia czci jednostek wyłamujących się z solidarnego frontu np.
aktorów czy dziennikarzy, którzy zgodzili się pracować dla Niemców.
Orzeczenia Komisji są drukowane w prasie podziemnej. Te publikacje podobnie
jak publikowanie wyroków śmierci spełniały także funkcje prewencyjne,
odstraszające.
Z kolei wspomniane przez panią szkolnictwo to chyba najbardziej rozbudowany
pion w strukturze podziemnej. Swoim działaniem obejmował w sumie około
miliona osób. Poczynając od szkolnictwa gimnazjalnego - po działające w
Warszawie, Wilnie, Lwowie i Krakowie 4 wyższe uczelnie.
Można więc powiedzieć, że ograny państwa podziemnego sprawowały realną
władze ?
- Z całkowitą pewnością można tak powiedzieć, pamiętając, że władza ta była
sprawowana w specyficznych warunkach okupowanego kraju. Tu warto zresztą
przytoczyć pewną anegdotę. Jest taka bardzo piękna opowieść pana Władysława
Matkowskiego. Był on przypadkowym świadkiem kontroli jakości produktów
spożywczych w jednym z warszawskich sklepów, której to kontroli dokonywał
urzędnik wysłany przez odpowiednią komórkę władz podziemnych. Jednak
najlepszym momentem sprawdzianu, w skrajnie trudnych warunkach, stały się dwa
miesiące Powstania Warszawskiego. Wtedy, ujawnione już w dużej części
struktury państwowej administracji centralnej, a także szczebla okręgowego i
służby miejskie naprawdę zdały egzamin. Działała poczta, straż pożarna, a
nawet rzecz absolutnie unikalna - pogotowie ratunkowe, co prawda w
ograniczonych warunkach np. na Powiślu. Nie mówiąc już o bardzo rozbudowanym
aparacie propagandowo-informacyjnym. Według najnowszych ustaleń Biblioteki
Publicznej Miasta Stołecznego Warszawy w powstańczej stolicy wychodziło ponad
160 pism.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie