Dodaj do ulubionych

Czy Łukaszenka posunie sie do wojny domowej?

13.03.06, 04:53
Sława!
Białoruś. Nie będzie zmian?
www.stosunki.pl/main297725520210,2,yisvp.htm
Piotr Kuspyś | 9 marca 2006

W przeddzień wyborów prezydenckich na Białorusi Parlament Europejski wyraził
przekonanie, że dotychczasowe zaangażowanie UE w demokratyzację tego kraju
było niewystarczające. Unia powinna zwiększyć nacisk na reżim Łukaszenki.
Obecnie pojawia się coraz więcej sygnałów, że władze mogą zastosować siłę
wobec jakichkolwiek antyłukaszenkowskich akcji protestacyjnych. Stąd też
należy natychmiast zastosować sankcje wobec Białorusi. Wybrany przez
eurodeputowanych sposób walki z autorytarnymi rządami Łukaszenki wydaje się
być jednak nie tylko mało przekonujący, lecz mało efektywny. Zaproponowano
bowiem powiększenie listy urzędników z 7 do 47 nazwisk, którzy nie mieliby
prawa wstępu na terytorium państw UE. Na dodatek takie stanowisko Parlamentu
Europejskiego nie koniecznie zostanie poparte przez Komisję Europejską, która
w tej sprawie ma inne zdanie. Nie ma w tym nic dziwnego, bo sporządzenie
czarnej listy niczego nie rozwiązuje. Na dodatek potwierdza to bezradność
Europy wobec Białorusi mającej za plecami potężną Rosję. Rosja bowiem, jak
dwa lata temu wobec Ukrainy zastosowała ten sam chwyt oficjalnego poparcia
dla swojego kandydata na Białorusi. Tak jak w przeddzień wyborów Władimir
Putin spotkał się z Wiktorem Janukowyczem, podobnie teraz szef rosyjskiego
rządu Michaił Fradkow przybył do Mińska, aby wesprzeć Łukaszenkę. Zachód z
kolei nie szczędzi słów krytyki wobec totalitarnego reżimu. Pomimo
europejskich apeli, głos w tej sprawie zabrali Amerykanie. W dorocznym
raporcie Departamentu Stanu USA zarzucono Łukaszence łamanie praw człowieka,
tłumienie opozycji i tworzenie niedemokratycznego prawodawstwa. Również
amerykański Kongres ostro osądził obecną politykę białoruskich władz wobec
mediów i opozycyjnych działaczy.

Tym czasem czterej kandydaci do objęcia fotelu prezydenckiego przygotowują
się do niedzielnego starcia w trakcie wyborów: Aleksander Łukaszenko,
Aleksander Milinkiewicz, Sergij Hajdukewicz i Aleksander Kozulin. Zarówno
sondaże oficjalne jak i niezależne ośrodki socjologiczne prognozują
zwycięstwo Łukaszenki już w pierwszej turze wyborów. Nie wątpliwe jest w tym
sporo prawdy, gdyż białoruskie społeczeństwo tęskni za czasami dobrobytu
radzieckiego i upatruje w Łukaszence polityka, który przywróci utracony stan.
Warto przypomnieć, że taki cel przyświecał władzom białoruskim w momencie
zawarcia sojuszu z Rosją, który cały czas się zacieśnia. W tym roku bowiem
przewidziane są dalsze negocjacje w sprawie zawarcia unii monetarnej między
Mińskiem a Moskwą.

Według prognoz oficjalnych udział w wyborach zadeklarowało 90 proc.
elektoratu, z czego 78 proc. odda swój głoś na obecnego prezydenta. Inni
kandydaci mogą liczyć co najwyżej na 3 proc. Sondaże Niezależnego Instytutu
Badań Społeczno-Ekonomicznych i Politycznych dają Łukaszence prawie 59 proc.
poparcia. Ponad połowa respondentów przyznała, iż ma zbyt mało informacji na
temat kandydatów, by dokonać wyboru z przekonaniem. Podkreśla też, że ponad
90 proc. zwolenników prezydenta Łukaszenki zadeklarowało, że zamierza wziąć
udział w wyborach. Jest to bardzo wysoki wynik przedwyborczy biorąc pod uwagę
fakt, że Łukaszenko nie przeprowadzał żadnych spotkań przedwyborczych ze
swoim elektoratem. Nie zabrakło natomiast jego wizerunku na ekranach
wszystkich stacjach telewizyjnych i telebimach ustawionych na ulicach w
trakcie transmisji przemówienia do narodu na początku marca. Inaczej wygląda
sytuacja innych kandydatów, którzy poprzez swoją kampanię przedwyborczą
narazili się władzom. Wobec opozycyjnych działaczy niejednokrotnie
zastosowano bowiem karę wysokiej grzywny, czy też pozbawienie wolności na
kilkanaście dób. Wszelkimi więc sposobami władze w Mińsku próbują ograniczać
swobodę słowa, a zwłaszcza w trakcie kampanii przedwyborczej, również przy
pomocy narzędzi prawnych. Parlament białoruski przyjął bowiem ustawę według
której za rozpowszechnianie informacji nieprawdziwej i dyskredytację rządu
grozi kara do dwóch lat więzienia. Jest to najlepszy przykład na zastraszanie
społeczeństwa, albowiem zadawanie się opozycją jest równoznaczne z krytyką
obecnie rządzących. Dodatkowych narzędziem sprawowania kontroli nad ruchem
informacji jest decyzja białoruskiej poczty, która odmówiła kolportażu
czasopism niezależnych. W oparciu o wyżej wspomnianą ustawę wobec niektórych
tytułów zostało wszczęte postępowanie sądowe.

Nie bez znaczenia pozostała aktywność zewnętrzna Białorusi. Zarówno w
odniesieniu do obserwatorów międzynarodowych jak i przedstawicieli prasy
zagranicznej zastosowano bardzo skomplikowane procedury aplikacyjne. Ma to
zniechęcić do licznej obecności osób z zewnątrz. Z pewnością jeszcze większe
ograniczenia będą miały miejsce w trakcie wyborów. Stąd też nasuwa się
pesymistyczny wniosek, że obecne wybory na Białorusi nie przyniosą żadnych
zmian. Międzynarodowa izolacja Mińska jedynie zwiększa prawdopodobieństwo
rozwiązania siłowego, gdy zajdzie taka potrzeba.



Piotr Kuspyś



Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Obserwuj wątek
    • lacietis Re: Czy Łukaszenka posunie sie do wojny domowej? 13.03.06, 12:35
      Nie. Nie będzie potrzebował, bo:
      1.Wszystko pójdzie po jego myśli - co najwyżej aresztuje kilkadziesiąt osób. No
      może kogoś skrytobójczo zabije.
      2.Wyjdzie tylku ludzi na ulice Mińska [wcale nie koniecznie dziesiątki, że już
      nie wspomnę o setkach - tysiecy], że ludzie ze struktur siłowych obala po cichu
      Baćkę.
      Wojny domowej nie będzie - bo za mało jest chetnych - i Białorusini to nie
      tacy ludzie by za cokolwiek walczyć z bronia w ręku z własnej inicjatywy [co
      innego jak ich zmobilizują: Rosjanie, Polacy, Niemcy].
      • bolko_turan Re: Czy Łukaszenka posunie sie do wojny domowej? 13.03.06, 13:13
        > 2.Wyjdzie tylku ludzi na ulice Mińska [wcale nie koniecznie dziesiątki, że już
        > nie wspomnę o setkach - tysiecy], że ludzie ze struktur siłowych obala po
        cichu Baćkę.

        Cos mnie sie wydaje ze to FSB obali Lukaszenke.
        • witomir Demokracja na wynos 13.03.06, 17:38
          W miarę zbliżania się terminu marcowych wyborów prezydenckich na Białorusi,
          nasila się w Polsce kampania na rzecz „demokratyzacji” tego kraju. Pod
          szczytnymi hasłami kryją się jednak ambicje polityczne pewnych środowisk i
          ogromna hipokryzja. „Budowanie demokracji” stało się wygodnym sloganem oraz
          częścią neoliberalnej propagandy.

          Pierwszy pokaz hipokryzji miał miejsce przy okazji konfliktu w Związku Polaków
          na Białorusi. Ta od lat wewnętrznie skłócona organizacja polonijna rozpadła się
          na dwie frakcje akurat przed wyborami prezydenckimi w Polsce. Pomimo, że
          konflikt ten nie miał podłoża ideowego, a jedynie personalny, został
          wykorzystany propagandowo. Obie strony znalazły sojuszników – jedna wezwała na
          pomoc administrację prezydenta Aleksandra Łukaszenki, a druga - władze Polski.
          Po stronie „demokratów”, z przewodniczącą ZPB Andżeliką Borys na czele,
          zaangażował się ówczesny kandydat na prezydenta - Donald Tusk. Jego wizyta w
          Grodnie i spotkania z prześladowanymi działaczami trafiła na pierwsze strony
          gazet. Została też skrzętnie wykorzystana w kampanii wyborczej. Popularność na
          „pomocy dla polonii” próbowała sobie zapewnić także LPR. Roman Giertych
          odwiedził Białoruś i spotkał się z szefostwem ZPB, oficjalnie w celu rozpoczęcia
          negocjacji między zwaśnionymi. Młodzież Wszechpolska przeprowadziła natomiast
          kilka pikiet pod ambasadą Białorusi w Warszawie, które pomimo, że nieliczne,
          dotyczyły medialnego tematu i zostały zauważone przez większość głównych środków
          przekazu. O tym, że całe to zaangażowanie było jedynie kampanią przedwyborczą
          świadczy fakt, że znacząco osłabło po wyborach prezydenckich i parlamentarnych w
          Polsce. Dzisiaj czasami po temat sięga rząd, w celu kreowania swojego wizerunku.
          Oczywiście na zamieszaniu stracili głównie mieszkający na Białorusi Polacy, bo
          do żadnego porozumienia czy mediacji między stronami konfliktu nie doszło.
          Osłabła także aktywność społeczna ZPB i ostatecznie został on przejęty przez
          ludzi mających wsparcie władz Białorusi. Stało się tak miedzy innymi dlatego, że
          polscy politycy zapewniali „swoich” Polaków, że należy ostro walczyć i nie
          szukać porozumienia. Zyskał również sam Łukaszenka, który nie omieszkał
          przedstawić całej tej kampanii jako mieszanie się sił z zagranicy w wewnętrzne
          sprawy kraju.

          Kolejna fala propagandy, zwanej „walką o demokrację” u naszych wschodnich
          sąsiadów przelewa się przez Polskę obecnie. 16 dnia każdego miesiąca odbywają
          się w największych miastach wiece solidarności z Białorusią. Na pierwszy rzut
          oka ich cel jest jak najbardziej szczytny – walka o to, aby zbliżające się
          wybory prezydenckie za wschodnią granicą były uczciwe oraz demokratyczne. W
          rzeczywistości chodzi jednak o promocję środowisk i propagandy neoliberalnej.
          Pod hasłami „wolnej Białorusi” kryją się Młodzi Demokraci – młodzieżówka PO oraz
          Młode Centrum – młodzieżówka Partii Demokratycznej-demokraci.pl. Pojawiają się
          również politycy tych ugrupowań. Prym wiedzie więc opcja neoliberalna. Nie
          chodzi jej o obronę demokracji, lecz podczepienie się pod wygodny temat, a także
          chęć narzucenia innemu krajowi własnej wizji gospodarczej. Nie dziwi więc fakt,
          że jako jedyna opozycja na Białorusi jest przedstawiana neoliberalna prawica.
          Politycy takich partii jak Zjednoczona Partia Obywatelska dzięki temu, że
          prezentują program zbliżony do proponowanego przez PO, mają zapewnione miejsce w
          głównych polskich mediach. Fakt, że nie mają oni kompletnie zaplecza
          społecznego, nie ma znaczenia - wystarczy, że główne środki przekazu sympatyzują
          z reprezentowaną przez nich opcją. Prawie nikt nie porusza też problemu, że
          wcielenie na Biłorusi w życie modelu neoliberalnego doprowadziłoby do jeszcze
          większej degradacji społecznej i upadku niż w Polsce.

          W rozmaitych debatach bierze udział często również Stanisław Szuszkiewicz, były
          prezydent Białorusi, który zyskał sobie w kraju opinię nieudolnego oportunisty.
          To między innymi na fali sprzeciwu wobec takich ludzi do władzy doszedł
          Łukaszenka. Dziś Szuszkewicz na każdym kroku mówi, że Białoruś powinna podążać
          drogą Polski, która według niego jest niemal ideałem. Zupełnie ignorowana jest
          natomiast opozycja lewicowa, sceptyczna wobec pomysłów ekonomicznych wyjętych
          żywcem z Planu Balcerowicza. Dziwnie wypadają więc zarzuty wobec Białoruskich
          mediów, że prezentują one tylko jedną, prezydencką opcję. Polskie środki
          przekazu również wybrały sobie przecież, których polityków z Białorusi chcą
          pokazywać. Ta wybiórczość zaszła już tak daleko, że dominację w polskich mediach
          zdobył tylko jeden z kandydatów na prezydenta - Aleksandr Milinkiewicz. Mało
          słyszy się natomiast o drugim z kandydatów opozycji - socjaldemokracie
          Aleksandrze Kazulinie.

          Nie usłyszymy również przy okazji kampanii na rzecz demokratycznej Białorusi, że
          program Milinkiewicza - urastającego w Polsce do rangi przywódcy kolejnej
          „kolorowej” rewolucji - to jedynie garść banałów i dążenie do obalenia
          Aleksandra Łukaszenki. Fakt, że wielu Białorusinów chce głosować na Łukaszenkę,
          który jasno proponuje utrzymanie status quo, tłumaczy się zaś nie tym, że nie
          ufają oni kandydatom opozycji lecz ich niedoinformowaniem. Propaganda
          „demokratyzacji” okazuje się także nader często wręcz anty-propagandą i napędza
          zwolenników obecnemu obozowi władzy. Trudno bowiem oczekiwać od Białorusinów,
          żeby cieszyli się, gdy ich kraj nazywa się w poważnych podobno mediach
          zachodniego sąsiada „ostatnim skansenem” czy „zacofanym kołchozem”. Najdalej
          posunęli się w jednej z relacji dziennikarze TVN, którzy stwierdzili, że „słowo
          Białoruś to w Polsce synonim zacofania”. Polemika z administracją Łukaszenki nie
          polega natomiast na zbijaniu jej argumentów, ale ośmieszaniu. Taka polityka
          „walczących o demokrację” podbudowuje jedynie prezydencką propagandę.

          Popisem hipokryzji były również niedawne doniesienia po tym, jak jeden
          korespondent „Gazety Wyborczej” nie został wpuszczony na Białoruś. Zostało to
          uznane za jeden z przejawów łamania zasad demokracji. Jednak gdy przed
          antyszczytem Europejskiego Forum Ekonomicznego w 2004 roku do Polski nie
          wpuszczono jednego z działaczy białoruskiej lewicy, media milczały. Wówczas
          niemal pewna współpraca między polskimi służbami a białoruskim KGB, które
          dostarczyło zapewne listę „groźnych alterglobalistów”, których nie należy
          wpuszczać, nie zainteresowała dzisiejszych bojowników o demokrację. Również
          wzmacnianie uprawnień policji u wschodniego sąsiada czy rozbijanie protestów
          jest złe, natomiast gdy to samo, choć na inną skalę, dzieje się w Polsce, staje
          się walką z przestępczością lub zatrzymywaniem agresywnych demonstrantów
          dodatkowo stawiających opór funkcjonariuszom. Na ironię zakrawa fakt, że gdy w
          Warszawie odbywało się spotkanie Rady Europy, na którym dyskutowano o
          ograniczaniu wolności mediów na Białorusi, po demonstracji środowisk lewicowych
          i anarchistycznych zatrzymano pod zarzutem niszczenia mienia niezależnego
          dziennikarza. Kiedy białoruskie proprezydenckie media straszą opozycją, jest to
          propaganda. Gdy w Polsce przy okazji różnych demonstracji alterglobalistów pisze
          się o „niebezpiecznych zadymiarzach”, oznacza to natomiast wypełnianie przez
          dziennikarzy misji informowania społeczeństwa. Śmiesznie wypada też tłumaczenie,
          że u naszych wschodnich sąsiadów wszystkie niewygodne wystąpienia polityczne i
          demonstracje są wyciszane. U nas dzieje się przecież dokładnie to samo. Media,
          które są pełne frazesów o szerzeniu demokracji, nie potrzebują nawet odgórnego
          zakazu publikowania informacji o jakimś zdarzeniu. Wystarczy, że będzie godziło
          ono w neoliberalną wizję świata czy też kwestie takie jak „wojna z terroryzmem”,
          a prawie na pewno zostanie zbagatelizowane lub zignorowane. Protesty antywojenne
          • witomir Re: Demokracja na wynos 13.03.06, 17:39
            Protesty antywojenne czy proporacownicze od lat są przecież w mediach
            marginalizowane i bagatelizowane, pomimo tego, że są liczniejsze od wieców na
            rzecz „wolnej Białorusi”.

            Można więc śmiało powiedzieć, że dla ogromnej większości organizatorów
            różnorodnych kampanii solidarności z Białorusią nieważne jest, czy kraj ten
            będzie demokratyczny czy nie, biedny czy bogaty - ważne, aby był neoliberalny.

            Piotr Ciszewski
            • borzymir Demokracja-idiotyzm. 13.03.06, 20:26
              Wazne by byl tylko 'swoj chlopak' jak nasz sp.Kwasniewski!
              Pozdr.
          • lacietis Re: Demokracja na wynos 14.03.06, 15:56
            witomir napisał:

            > W miarę zbliżania się terminu marcowych wyborów prezydenckich na Białorusi
            (...)
            Wystarczy, że będzie godziło
            > ono w neoliberalną wizję świata czy też kwestie takie jak „wojna z terror
            > yzmem”,
            > a prawie na pewno zostanie zbagatelizowane lub zignorowane.

            ++Widać, że łukaszenkowski KGB nie śpi! A demagogia to jego główny oręż.
            • witomir Dobrze, że liberalne media nie stosują demagogii 14.03.06, 19:56
              nie ośmieszaj się tym KGB wymyśl coś lepszego !
              • borzymir Re: Dobrze, że liberalne media nie stosują demago 14.03.06, 20:15
                Coska mi sie widzi co u nas pryndzy bedzie 'wojna domowa'smile
                Ja bym chcial zeby wreszcie tych co zniszczyli Polske ukarano!!!
                Marze o tym!!!
                Ktos te swiete ,zdradzieckie krowy musi przegonic z naszej zagrody!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka