Dodaj do ulubionych

Zbrodnie Putina

25.05.07, 13:12
Sława!
www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4150411.html?as=1&ias=2&startsz=x
Rozmowa z współautorem napisanej z Aleksanrdem Litwinienką książki "Wysadzić
Rosję" Jurijem Felsztińskim*
ZOBACZ TAKŻE
Putin nie chce wydać agenta KGB (23-05-07, 02:00)
Wacław Radziwinowicz: Kto zabił Aleksandra Litwinienkę, byłego oficera
rosyjskich służb specjalnych, Pańskiego kolegę, z którym napisał Pan
książkę "Wysadzić Rosję" wydaną właśnie po polsku?

Jurij Felsztiński: Rosyjskie służby specjalne. Agenci Federalnej Służby
Bezpieczeństwa.

A kto późnym latem 1999 r. wysadził w powietrze domy mieszkalne w Bujnaksku w
Dagestanie, w Moskwie i Wołgodońsku, zabijając ponad 300 osób?

- Jestem przekonany, że Federalna Służba Bezpieczeństwa. Tego właśnie dowodzi
książka, którą napisaliśmy wspólnie z Aleksandrem i za którą on został
zamordowany.

Pisaliście tę książkę na emigracji. Nie mieliście możliwości badać sprawy na
miejscu, dokonywać wizji lokalnych. A w samej Rosji swoje śledztwo w tej
sprawie prowadziła niezależna komisja społeczna, tak zwana Komisja Siergieja
Kowaliowa, znanego dysydenta, wtedy jeszcze deputowanego do Dumy.

- Oczywiście wiem o tym - oni kontaktowali się z nami, przekazaliśmy komisji
dokumenty, które udało się nam zdobyć.

Przyzna Pan, że Kowaliow i jego ludzie dysponowali materiałem bogatszym niż
Panowie. Ale on, zamykając swoje śledztwo - którego zresztą nie udało się
doprowadzić do logicznego końca, bo władze Rosji sabotowały, jak mogły, prace
komisji - przyznał, że nie może wykluczyć ani tego, że tamtej zbrodni
dokonała FSB, ani tego, że zrobili to terroryści czeczeńscy, ani
ewentualności, że sprawcą była jakaś trzecia siła.

- Kowaliow miał od początku problemy ze swoim śledztwem. Pamiętam, jak na
samym początku pracy swej komisji odpowiadał dziennikarce pytającej go, czy
dopuszcza, że to ludzie FSB wysadzili w powietrze domy. Powiedział, że gdyby
był o tym przekonany, nie mógłby mieszkać w Rosji. Musiałby wyemigrować.

Z państwem, które morduje dla jakichś celów politycznych setki swoich
obywateli, kobiety, dzieci, pogodzić się nie można, z nim można tylko
walczyć. Ale Kowaliow, przyzna Pan, to jeden z niewielu nam współczesnych
ludzi o krystalicznej uczciwości. On nieraz ryzykował życie dla prawdy,
sprawiedliwości. Za jego poglądy i bezkompromisową uczciwość ludzie Władimira
Putina stale nazywają go "zdrajcą", "sprzedawczykiem". Gdyby on miał pewność,
że domy wysadzili agenci, na pewno ogłosiłby to światu, uczciwość zaś nie
pozwala mu przedwcześnie oskarżyć nawet osobistych wrogów.

- Ja też bardzo szanuję Kowaliowa. I przyznam, że nawet mając już właściwie
pewność, że zbrodnia z 1999 r. była dziełem ludzi z FSB, też nie mogłem do
końca w to uwierzyć. Specjalnie pojechałem do Wiktora Suworowa, autora
znanych książek o najnowszej historii Rosji i naszych służbach specjalnych.
Zapytałem go: - Ty, Wiktorze, byłeś oficerem radzieckiego specnazu. Gdybyś
dostał rozkaz wysadzenia domu w którymś z naszych miast, zabicia niewinnych
kobiet, dzieci, wykonałbyś go? - Tak, przecież to rozkaz - odpowiedział. - A
gdybyś wiedział, że w tym domu mieszka twój przyjaciel, ostrzegłbyś go? - W
żadnym wypadku. Przecież rozkaz to rozkaz. - A gdyby tam była twoja żona? -
Też bym nic jej nie powiedział.

Nie zadał mu Pan najważniejszego pytania.

- Jakiego?

Czy sam wydałby swoim podwładnym taki rozkaz.

- Rozkaz wydać łatwiej, niż go wykonać. Rozkazujący nie widzi domu, który
każe wysadzić, nie widzi ludzi, których zamorduje.

Co najbardziej według Pana przemawia za tym, że to właśnie służby specjalne
wysadzały w powietrze domy w Rosji?

- Historia z "ćwiczeniami" w Riazaniu. Tam w piwnicy domu przy ul. Nowosiołow
odkryto zaopatrzone w zapalnik worki z heksogenem, materiałem wybuchowym
użytym do wcześniejszych eksplozji w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku. Media
państwowe początkowo ogłosiły, że milicji udało się zapobiec kolejnej
tragedii. Ale zaraz potem FSB ogłosiło, że w Riazaniu nie szykowano żadnej
eksplozji, tylko służby specjalne przeprowadziły ćwiczenia, żeby sprawdzić
czujność obywateli i miejscowych władz. Że zapalnik był lipny, a worki
zawierały nie materiał wybuchowy, tylko cukier. Cała ta wersja kupy się nie
trzyma. Wiemy, że w workach był heksogen, a nikt nigdy nie przeprowadza
ćwiczeń z użyciem silnych ładunków wybuchowych, tym bardziej w domu
zamieszkanym przez ponad sto osób.

"Ćwiczeniami" w Riazaniu bardzo szczegółowo zajmowali się ludzie z komisji
Kowaliowa. Jeździli na miejsce, przepytali mnóstwo świadków, w tym i
przedstawicieli władz. Zapoznali się z wynikami badań. I nie znaleźli podstaw
do wyciągnięcia tak jednoznacznych wniosków jak Wy. Wam natomiast udało się
zdobyć dotyczące wybuchów w samej Moskwie pisemne oświadczenia kilku osób, do
których nie dotarł nikt inny.

- Tak. Nie pisemny, tylko nagrany na taśmę wideo wywiad z porucznikiem GRU
Aleksiejem Gałkinem, który zapewnił, że domy w Moskwie, Bujnaksku i
Wołgodońsku wysadziły rosyjskie służby specjalne.

Gałkin mówił to, siedząc w niewoli czeczeńskiej, z której potem uciekł i
wszystko odwołał.

- Nie tyle odwołał, ile oświadczył, że nie pamięta, co mówił. Zdobyliśmy też
pisemne oświadczenie pochodzących z kaukaskiej Karaczajo-Czerkiesji Timura
Batczajewa i Jusufa Krymszamchałowa. Oni przyznali się, że we wrześniu 1999
r. przenosili worki z heksogenem do piwnic moskiewskich domów, które potem
wyleciały w powietrze. A w trakcie pracy słyszeli od kolegów, że za tą
operacją stał Mikołaj Patruszew, szef FSB. Zdobyliśmy też kilka oświadczeń
jeszcze jednego Karaczaja, Aczemeza Goczijajewa. On latem 1999 r. na
polecenie kolegi z dzieciństwa Ramazana Dyszekowa, którego uważał za agenta
FSB, wynajął pomieszczenia magazynowe w czterech domach mieszkalnych w
stolicy. Kiedy zorientował się, że dwa z tych domów wyleciały w powietrze,
zawiadomił milicję o pozostałych i zapobiegł kolejnym tragediom.




Forum Słowiańskie
gg 1728585
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Zbrodnie Putina(2) 25.05.07, 13:15
      Oświadczenia Goczijajewa są sprzeczne. On raz mówił, że sam wyszukiwał
      magazyny, w innym miejscu, że robił to jego podwładny Raul Czinczikow, który
      potem zginął w tajemniczych okolicznościach.

      - Nie pamiętam tej sprzeczności. Teraz sobie nie przypomnę, bo nie mam pod ręką
      książki.

      Mnie nurtuje inne pytanie. Litwinienkę na emigrację ściągnął Borys Bierezowski,
      on opiekował się nim za granicą, jak rozumiem, sponsorował Waszą książkę.

      - Tak, to prawda.

      A nie zaprzeczy Pan, że jeszcze w 1999 r. był jedną z najważniejszych postaci
      na szczycie polityki rosyjskiej. Nie przypadkowo, zanim stał się zajadłym
      wrogiem dzisiejszego prezydenta, nazywano go w Moskwie "Dżepetto", bo tak jak
      tamten stary stolarz z bajki wystrugał sobie Pinokia, tak on ze skromnego
      podpułkownika KGB Putina ulepił wielkiego prezydenta. I jeśli rzeczywiście -
      jak przekonujecie czytelników - polityczny plan był w tamtym czasie taki, że
      służby specjalne wysadzają domy po to, by dać Putinowi pretekst do zaatakowania
      Czeczenii i na fali wojennego entuzjazmu zapewnić mu zwycięstwo wyborcze, to
      czemu Wasz opiekun nie podzielił się z Wami informacjami na temat mechanizmów
      wcielania w życie tego planu? Przecież on musiał o tym wszystkim wiedzieć.

      - Nie wiedział. Ja dobrze znam, czuję Bierezowskiego. On jest graczem. Intryga
      jest jego żywiołem. Ale to szachista, a przy tym na pewno nie taki, który po
      przegranej wali przeciwnika szachownicą w łeb. Pistolet, czołgi, materiały
      wybuchowe nie są narzędziami, po które on sięga. Bierezowski po przeczytaniu
      naszej książki powiedział mi, że w czasie kampanii wyborczej Putina w 1999 r.
      sam często wątpił w zwycięstwo. A Putin, przeciwnie, zawsze był pewny swego. -
      Przeczytałem to, co napisaliście, i zrozumiałem, że on nie wątpił, bo wiedział,
      że pomagające mu służby specjalne mają i realizują swój plan, o którym ja nic
      nie wiedziałem - powiedział mi kiedyś Bierezowski.

      W Moskwie w 1999 r. wiele mówiło się o tym, że Bierezowski nie tylko o
      wszystkim wiedział, ale wręcz zapłacił Szamilowi Basajewowi za atak na
      Dagestan, co razem z eksplozjami w domach dało Kremlowi pretekst do rozpoczęcia
      wojny z Czeczenią.

      - Jest i taka wersja, ale to tylko wersja.

      Nie tylko Wy staraliście się rozwiązać zagadkę tragedii z 1999 r. Wielu ludzi,
      którzy się tym zajmowali, zginęło w tajemniczych okolicznościach. Poza
      Litwinienką także Anna Politkowska i jej kolega z "Nowej Gaziety" Jurij
      Szczekoczichin, Siergiej Juszenkow - aktywny członek Komisji Kowaliowa, Artiom
      Borowik - szef wydawnictwa Sowierszenno Siekretno. Przed naszą rozmową
      kontaktowałem się z Andriejem Sokołowem z "Nowej Gaziety", z członkami Komisji
      Kowaliowa. Oni mają pretensje do Waszej książki nie dlatego, że nie zgadzają
      się z Waszą wersją o winie FSB i Putina, bo i oni uważają ją za bardzo
      prawdopodobną, ale o to, że narzucacie ją czytelnikom bez dostatecznych
      dowodów. Teraz Wasza książka wypromowana jeszcze tragiczną śmiercią Litwinienki
      będzie ekranizowana w Hollywood. I stanie się dla opinii światowej całą prawdą
      o wybuchach w Rosji. A to być może pomoże uniknąć odpowiedzialności
      rzeczywistym sprawcom zbrodni. Zaś rosyjskie służby specjalne, jeśli to one
      ponoszą winę, zawsze bez większego trudu będę mogły odpowiadać, że oskarżono je
      bez przedstawienia wystarczających dowodów.

      - Zdaję sobie sprawę z tego, że nasza praca nie jest doskonała. Ma wady. Ma
      luki. Ale nikt na ten temat nie napisał więcej, nie zgromadził więcej dowodów.
      Straszna śmierć Aleksandra dowodzi, że nasza prawda jest dla kogoś bardzo
      niebezpieczna. Śledztwo w sprawie eksplozji w miastach rosyjskich prowadzi też
      od lat FSB. I ona, dysponując ogromnymi pieniędzmi, możliwościami, tysiącami
      ludzi zrobiła mniej niż my dwaj. Nie chcę do upadłego bronić naszej książki.
      Jestem przekonany, że pracowaliśmy rzetelnie, napisaliśmy prawdę. Ale jeśli
      ktoś znajdzie więcej materiałów, dowodów, zbuduje bardziej przekonywającą
      wersję, uznam jego racje.

      Wywiad Wacława Radziwinowicza z Jurijem Felsztińskim będzie wyemitowany we
      wtorek 22 maja o godzinie 20.00 na kanale TVP Kultura.

      *Jurij Felsztiński, historyk, od 1978 r. mieszka w USA. Jest autorem kilku
      cenionych książek o historii Rosji. Wspólnie z byłym podpułkownikiem FSB
      Aleksandrem Litwinienką napisał wydana właśnie po polsku książkę pt. "Wysadzić
      Rosję", w której oskarżył rosyjskie służby specjalne o to, że w 1999 r.
      wysadziła w powietrze domy w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku, zabijając ponad
      300 osób tylko po to, by pomóc Władimirowi Putinowi zostać prezydentem.
      Litwinienko zmarł 23 listopada 2006 r. w Londynie otruty polonem


      Źródło: Gazeta Wyborcza

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka