Dodaj do ulubionych

Jakie są słowiańskie techniki produkcji dziegciu?

28.09.03, 21:56
Mam zamiar zrobić trochę dziegciu, mam kilka "technik", jednak chciałbym
poznać słowiańską. Czy ktoś wie coś na ten temat?
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Jakie są słowiańskie techniki produkcji dzieg 29.09.03, 00:49
      juliusz_cezar1 napisał:

      > Mam zamiar zrobić trochę dziegciu, mam kilka "technik", jednak chciałbym
      > poznać słowiańską. Czy ktoś wie coś na ten temat?


      Sława!

      Dobre...

      A jeszcze lepiej byłoby gdybyś wątek zatytułował np : "na czym polega
      słowiańska przewaga techonologiczna w produkcji dziegciu"...

      Lub też "dlaczego słowiański dziegeć jest najlepszy na świecie"

      hahahaha!

      + za pomysłowość!

      Słyszałem że starożytni Słowianie dziegeć uzyskiwali z ogrzewanych pni drzew
      liściastych, ale przyznam się, że nie bardzo jestem biegły w temacie...

      W tej chwili nie przypominam sobie, ale z jakiegos pospolitego gatunku
      liściastego dziegeć jest najlepszy: brzoza?, olcha? wierzba? chyba nie dąb?
      • archeo_gda Re: słowiańskie techniki produkcji dziegciu 29.09.03, 10:09
        ignorant11 napisał:

        > Słyszałem że starożytni Słowianie dziegeć uzyskiwali z ogrzewanych pni drzew
        > liściastych, ale przyznam się, że nie bardzo jestem biegły w temacie...
        > W tej chwili nie przypominam sobie, ale z jakiegos pospolitego gatunku
        > liściastego dziegeć jest najlepszy: brzoza?, olcha? wierzba? chyba nie dąb?

        Nie z pni, a wyłącznie z kory. Dziegieć to po prostu smoła uzyskiwana z
        destylacji kory brzozowej. Bez trudu znajdziesz w internecie wskazówki, jak go
        wytwarzać.
    • borebitsa Re: Jakie są słowiańskie techniki produkcji dzieg 29.09.03, 11:57
      juliusz_cezar1 napisał:

      > Mam zamiar zrobić trochę dziegciu, mam kilka "technik", jednak chciałbym
      > poznać słowiańską. Czy ktoś wie coś na ten temat?

      Na sporą skalę to :
      Znależc jakąś wnękę skalną, pochyloną sicianę, albo zrobiś odpowiednią
      konstrukcje glinian drewnianą lub kamienno glinianą.

      W przypadku wnęki skalnej.
      Rozpalić ognisko.
      Szczelnie obłozyć dzrewem dużo polan ułozonych bliko jedne przy drugich.
      Tak jak przy robieniu węgla. Całość można okryć korą. (sama kora też może być
      jednak trudno uzyskać dużo kory) Chodzi o to żeby zminimalizować dostęp
      powietrza. Mały dostęp powietrza jest wskazany bo inaczej cały stos nam zgaśnie
      a nie bedzie się tlić i smolić. Temperatura żaru od środka powoduje ogrzewanie
      drew i parowanie z nich wszyskiego co lotne.

      A to co uleci skrapla się na zimnych skałach otoczenia.
      Tyże się na garcach zbiera a najlepiej go odczyścić żażąc garnic pusty.
      (mozna reż tak zrobić z przypaloną patelnią aluminiową po 2 godzinach na gazie
      jak nowa uwaga rączka, (teflon czarny nie zchodzi))

      Dziegć był prawdobodobnie samoistnym produktem palenia ognisk w jaskiniach i
      nie jest to wielka trudność żeby go troche otrzymać.

      NA skalę paleo-przemysłową ja bym zrobił tak

      Zrobił stos smolarski.
      Ustawił nad nim okap.
      Okap może być z filcu.
      Filc musi być cały czas mokry (a przez to zimny).
      NA filcu zbiera siedziegć i okapuje do rynny którą splywa poza stos smolarski.

      Przy smoleniu potrzeba nam sporo wody a i czeladź musi czuwać by ogień nie
      buchnął.

      Jak już sie smolenie rozpocznie to zrazu dziegć jest żadki.
      Ten się nadaje do piast smarowania i do wszelkich rozpiżań kij by się swary
      zadały. Zadki dziegć łatwiej się pali. Trzeba mu się odstać a wode co sie
      zwiżchu zbiera czortom sprzedać bo kołtuny tym laczą zwszawione.

      Dziegć twardy zbiera się na koniec smolenia. Już nie będzie on tak łatwo
      spływać i okap czły oblepi. Ale jak oblepienie bedzie grube to i chlodzenie
      zmaleje tak że gęsty gorący zacznie rynną spływać. Tego też można w baryłki
      albo tylko w doły i potemtoporem kawalić.
      Twardy dzieć do scipa smolenia jest nalepszy.

      Dobrze jest smoolenie jesienią zacząć a to już szczególnie w borach gdzie sucho
      i do wody daleko. Mozna na lodowatym okapie zkroplić wtedy dzigć najżadszy. Ten
      lodowaty to jest przeźroczysty i pahnący. Jak sie pali to nie kopci. Róznie
      jego toń nazywają. A to twin ltwon a w uglu mówia na lód ice i ice tonią go tam
      zwą. Można by zmiarkować ze słów wykrzywiania że zanim wszyskie lasy zesmolą to
      acetonem będą dzięgdź lodowy nazywać.

      Filc jako że drogi to i wpółnocy Mazowsza na Litwach czy Rusia czasem łódź cała
      nad smolarnie kładą co by ją tak od wody uszczelnić. Tak i tamtejsi smolarze
      patrżc na to okapy z brzozy jak łodki robią i tak im dziegć okapuje. NIe jest
      to najlepsza metoda bo szpary są miedzy łudkami i dużo dziegci w libo ulata a
      to jest zmarnowanie a i swiętym gajom szkodzi.
      Bo filc chciaż grogi to można go wiele lat używać bo taki dziegciem wsiąknięty
      to nic go ani woda ani grzyb ani żadne robactwo nie zgryzie.

      Pisząc o przymySlnych sposobach na dziegcie można wspomnieć jak to dzrzewo na
      dziegć próbować juże by nie narobić sie a tylko węgle dostać adziegcia niewiele.

      A to stara metoda i kazdy zna. Dziura dziegciowa co do żaru wznicania. Im się
      żar u dołu pojawi a dziegć gesty kolo dzubo to lepszy scypy do smolenia.

      A smoloż to jest tęgi peżun. Czosym baby smichają żeśmy usmoleni. Ale jak nosz
      dziegć od dzyga poczują to im chichi w ochi sie zobmienia.

      Do z tamtego dziegciu, budyniu to i dziesiąta woda po kisielu wie skąd

      Sława !








      • ignorant11 Do boreetymologisty... 30.09.03, 23:12
        borebitsa napisała:

        > juliusz_cezar1 napisał:
        >
        > > Mam zamiar zrobić trochę dziegciu, mam kilka "technik", jednak chciałbym
        > > poznać słowiańską. Czy ktoś wie coś na ten temat?
        >
        > Na sporą skalę to :
        > Znależc jakąś wnękę skalną, pochyloną sicianę, albo zrobiś odpowiednią
        > konstrukcje glinian drewnianą lub kamienno glinianą.
        >
        > W przypadku wnęki skalnej.
        > Rozpalić ognisko.
        > Szczelnie obłozyć dzrewem dużo polan ułozonych bliko jedne przy drugich.
        --------------------------------------------------------------------------------
        -
        +++Ignorant: A może nazwa POLANIE nie od pola , czy od POLANY pochodzi, ale od
        POLANA?
        tak tylko mi się skojarzyło w moim skromnym umyśle...
        --------------------------------------------------------------------------------
        --
        > Tak jak przy robieniu węgla. Całość można okryć korą. (sama kora też może być
        > jednak trudno uzyskać dużo kory) Chodzi o to żeby zminimalizować dostęp
        > powietrza. Mały dostęp powietrza jest wskazany bo inaczej cały stos nam
        zgaśnie
        >
        > a nie bedzie się tlić i smolić. Temperatura żaru od środka powoduje
        ogrzewanie
        > drew i parowanie z nich wszyskiego co lotne.
        >
        > A to co uleci skrapla się na zimnych skałach otoczenia.
        > Tyże się na garcach zbiera a najlepiej go odczyścić żażąc garnic pusty.
        > (mozna reż tak zrobić z przypaloną patelnią aluminiową po 2 godzinach na
        gazie
        > jak nowa uwaga rączka, (teflon czarny nie zchodzi))
        >
        > Dziegć był prawdobodobnie samoistnym produktem palenia ognisk w jaskiniach i
        > nie jest to wielka trudność żeby go troche otrzymać.
        >
        > NA skalę paleo-przemysłową ja bym zrobił tak
        >
        > Zrobił stos smolarski.
        > Ustawił nad nim okap.
        > Okap może być z filcu.
        > Filc musi być cały czas mokry (a przez to zimny).
        > NA filcu zbiera siedziegć i okapuje do rynny którą splywa poza stos smolarski.
        >
        > Przy smoleniu potrzeba nam sporo wody a i czeladź musi czuwać by ogień nie
        > buchnął.
        >
        > Jak już sie smolenie rozpocznie to zrazu dziegć jest żadki.
        > Ten się nadaje do piast smarowania i do wszelkich rozpiżań kij by się swary
        > zadały. Zadki dziegć łatwiej się pali. Trzeba mu się odstać a wode co sie
        > zwiżchu zbiera czortom sprzedać bo kołtuny tym laczą zwszawione.
        >
        > Dziegć twardy zbiera się na koniec smolenia. Już nie będzie on tak łatwo
        > spływać i okap czły oblepi. Ale jak oblepienie bedzie grube to i chlodzenie
        > zmaleje tak że gęsty gorący zacznie rynną spływać. Tego też można w baryłki
        > albo tylko w doły i potemtoporem kawalić.
        > Twardy dzieć do scipa smolenia jest nalepszy.
        >
        > Dobrze jest smoolenie jesienią zacząć a to już szczególnie w borach gdzie
        sucho
        >
        > i do wody daleko. Mozna na lodowatym okapie zkroplić wtedy dzigć najżadszy.
        Ten
        >
        > lodowaty to jest przeźroczysty i pahnący. Jak sie pali to nie kopci. Róznie
        > jego toń nazywają. A to twin ltwon a w uglu mówia na lód ice i ice tonią go
        tam
        >
        > zwą. Można by zmiarkować ze słów wykrzywiania że zanim wszyskie lasy zesmolą
        to
        >
        > acetonem będą dzięgdź lodowy nazywać.
        >
        > Filc jako że drogi to i wpółnocy Mazowsza na Litwach czy Rusia czasem łódź
        cała
        >
        > nad smolarnie kładą co by ją tak od wody uszczelnić. Tak i tamtejsi smolarze
        > patrżc na to okapy z brzozy jak łodki robią i tak im dziegć okapuje. NIe jest
        > to najlepsza metoda bo szpary są miedzy łudkami i dużo dziegci w libo ulata a
        > to jest zmarnowanie a i swiętym gajom szkodzi.
        > Bo filc chciaż grogi to można go wiele lat używać bo taki dziegciem
        wsiąknięty
        > to nic go ani woda ani grzyb ani żadne robactwo nie zgryzie.
        >
        > Pisząc o przymySlnych sposobach na dziegcie można wspomnieć jak to dzrzewo na
        > dziegć próbować juże by nie narobić sie a tylko węgle dostać adziegcia
        niewiele
        > .
        >
        > A to stara metoda i kazdy zna. Dziura dziegciowa co do żaru wznicania. Im się
        > żar u dołu pojawi a dziegć gesty kolo dzubo to lepszy scypy do smolenia.
        >
        > A smoloż to jest tęgi peżun. Czosym baby smichają żeśmy usmoleni. Ale jak
        nosz
        > dziegć od dzyga poczują to im chichi w ochi sie zobmienia.
        >
        > Do z tamtego dziegciu, budyniu to i dziesiąta woda po kisielu wie skąd
        >
        > Sława !
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        • borebitsa Re: Do boreetymologisty... 01.10.03, 04:38
          ignorant11 napisał:


          > > W przypadku wnęki skalnej.
          > > Rozpalić ognisko.
          > > Szczelnie obłozyć dzrewem dużo polan ułozonych bliko jedne przy drugich.
          > ------------------------------------------------------------------------------
          -
          > -
          > -
          > +++Ignorant: A może nazwa POLANIE nie od pola , czy od POLANY pochodzi, ale
          od
          > POLANA?
          > tak tylko mi się skojarzyło w moim skromnym umyśle...

          Ja sądzę że wielu (ja też częśto) popełnamy błąd nieciągłosci myślenia.

          Np skąd się wziął kurczaczek?
          z jajeczka a jajeczko? Tak powtórzmy pytanie (K v J) n razy.
          I co będzemy widzieć po paru milionach bedą to inne kury, ózniej przy n ~70M
          dojdziemy do szczuro ptaków takie jak na gobi leżały, dalej pełzajace gady,
          wilgotne płazy, dyszące ryby, sprostowane strunowce, wiotkie pierćcieniowce,
          odwrócone pierwoustne, jamiste jamochłony, chłonące gąbki i wszędzie jest jajo
          aż dochodzimy do tego kiedy jest tylko jajo jednojajow jednokkommurkowe życie.
          Więc ewidentnie jajko było pierwsze.

          Wnioskuję że Polacy byli peirwsi potem nazwy dla nich nazwa.

          Od Ich nazwy ludzi połnocy nazywają południowcy rózne dobre wynalazki

          Słowom by powstały nie wystarcza jedno złączenie logiczne. Żeby były trwałe jak
          nazwa która Polsce i nam przylgnęła logicznych złączeń musie być wiele i to na
          przestrzeni tyśiącleci.
          Słowa rdzenia POL są wierne Polsce bo wiele logicznie lgnie do tej ziemi i jej
          ludzi.

          To aż zdumiewające że oscienni oddają nam te honory których "nasi"*
          językoznawcy nie widzą!


          www.wordreference.com/english/definition.asp?en=pole

          *na ten temat to należy więcej napisać

          > ------------------------------------------------------------------------------
          -
          > -
          > --
          > > Tak jak przy robieniu węgla. Całość można okryć korą. (sama kora też może
          > być
          > > jednak trudno uzyskać dużo kory) Chodzi o to żeby zminimalizować dostęp
          > > powietrza. Mały dostęp powietrza jest wskazany bo inaczej cały stos nam
          > zgaśnie
          > >
          > > a nie bedzie się tlić i smolić. Temperatura żaru od środka powoduje
          > ogrzewanie
          > > drew i parowanie z nich wszyskiego co lotne.
          > >

    • juliusz_cezar1 Re: Jakie są słowiańskie techniki produkcji dziegc 30.09.03, 20:55
      Ja odkryłem inną metodę: Wykopać dół, a w dole jeszcze mały dołek. W mniejszym
      dołku umieścić gliniane naczynie, a na nie kolejne naczynie z dziurkami na
      spodzie(będące w dole "właściwym"). Przykryć pokrywką. Całość oblepić gliną, by
      by nie było dostępu powietrza (istota suchej destylacji). Lekko rozpalić ogień
      w dole (by utwardzić glinę). Potem zaś, po wstępnym utwardzeniu rozpalić mocny
      ogień tak, by pokrywał całą glinianą konstrukcję. Przez 3 godziny podtrzymywać
      palenie (temperatura musi wynosić 350C w przypadku dziegciu, a 700C w przypadku
      smoły drzewnej). Później jeden dzień odczekać. Przy ochładzaniu się naczynia,
      gaz skropli się i do dolnego naczynia napłynie z góry dziegieć. Należy
      pamiętać,że produktem głównym procesu jest węgiel drzewny, a dziegieć to w
      najlepszym przypadku 3%-5%.Wczoraj wykonałem owo doświadczenie i jutro rano
      odkuję pokrywę glinianą.
      • borebitsa w sumie tak też można 02.10.03, 18:33
        juliusz_cezar1 napisał:

        > Ja odkryłem inną metodę: Wykopać dół, a w dole jeszcze mały dołek. W
        mniejszym
        > dołku umieścić gliniane naczynie, a na nie kolejne naczynie z dziurkami na
        > spodzie(będące w dole "właściwym"). Przykryć pokrywką. Całość oblepić gliną,
        by
        >
        > by nie było dostępu powietrza (istota suchej destylacji). Lekko rozpalić
        ogień
        > w dole (by utwardzić glinę). Potem zaś, po wstępnym utwardzeniu rozpalić
        mocny
        > ogień tak, by pokrywał całą glinianą konstrukcję. Przez 3 godziny
        podtrzymywać
        > palenie (temperatura musi wynosić 350C w przypadku dziegciu, a 700C w
        przypadku

        Troche niezrozumiałem twojego opisu. Pomógł mi link podany przez archeo_gda

        w tym wypadku role kondansatora chlodnicy bedzie połnić dorna cześć garca z
        otworami w dole poniżej poziomu paleniska. oraz dolne naczynie chłodone od
        ziemi.

        To ze wyszlą ci wodnista ciecz to jest naturalne. Pewnie po czasie się
        rozdzieli na warstwy wodną i olejową. Aczkolwiek zawartoś fenoli i krezoli ,
        które są rozpuszczalne w wodzie bezie działać jak rozpuszczalnik dla częsci
        frakcji smołowatych.

        Większa temperatura wypalania tak by dolne naczynie było bardziej gorące da
        gęsty dziegć. Także możesz spróbować zagęścic poporzez podgrzewanie. Będzie
        strasznie dymić.

        Również proces wędzenia ma w sobie trochę dziegciowej technologi. Mięso jest
        pokrywane warstewką skroplonego dymu i te fenolo/krezolowe substancje
        zabezpieczają przed psuciem od bakterii i grzybów. Lizol zawiera też podobne
        bakteriobujcze związki. Ale uwaga trucizna.

        W sumie ciekawy temat.

        skoro dziegć był stosowany jako mąść to może
        smoła i pierze nie tylko karcącego przesłania.

        Szukam odnisień do dziegciu i pierza w związku z tłumaczeniem codexu
        rachonczego. człowiek opierzony czlowiek nieopierzony.
        Jakie to ma odniesienia?


        >
        > smoły drzewnej). Później jeden dzień odczekać. Przy ochładzaniu się naczynia,
        > gaz skropli się i do dolnego naczynia napłynie z góry dziegieć. Należy
        > pamiętać,że produktem głównym procesu jest węgiel drzewny, a dziegieć to w
        > najlepszym przypadku 3%-5%.Wczoraj wykonałem owo doświadczenie i jutro rano
        > odkuję pokrywę glinianą.
    • borebitsa A inne produkty, potaż, mydło 01.10.03, 03:31
      jak robiono kalfonie
      garbowano skóry
      impregnowano tkaniny czy filce
      A różne inne produkty?
      Lekarstwa
      zioła kosmetyczne
      przetwory żywności *od kiedy kiłbasa?)
      serowarstwo.
      tkaniny przedza
      Miody, starzenie.
      ciesielstwo


      Do typowo słowiańskich należą kolczugi wzór z kólkami ma POL w nazwie.
      • borebitsy saletra i wieliczka 10.10.03, 14:40
        Saltra towayszy złożom soli . Jest najbardziej rozpuszczlna dlatego występuje
        na górze i pośrodku słupa solnego. 09

        Może to tłumczć pioruny którymi miał żucać gromowładny i jego aniołowie.

        Występuje też nazwa saletra norweska Ca(NO3)2.
        KNO3 występuje w Indiach.
        w Wieliczce czy Bochni w pęknięciach słupa solnego 065

        Jak się robi proch to się uciera trze jej sól z węglem i siarką (Tarnobrzeg)*1
        Tak więc nasza sale_tra (sul_tra) ma słownie więcejsensu niż angielskie słowo
        salpetra. Również jest stosowana dozabezieczaniamięsa przed jadem kiłbasianym.
        Zabija beztlenowce clostridium oxydując środek kiłbasy. Bez niej suszona kiłbsa
        będzie szrociemna i potencjalnietrująca. 07

        Tak tylko nie kopie się już w Wieliczce od ponad 2.5 tys lat. 05


        ==
        *1 Tarno-tarto?
    • juliusz_cezar1 Re: Nie wyszedł mi:( 01.10.03, 22:21
      Zrobilem! Ale nie wyszlo...sad Tlen nie doszedl, bo powloka gliniana była dobra,
      no i na dnie spoczywała ciesz tylko ze w niczym nie przypominała smoły, a
      jakiej wodniste pomyje. Stąd wnioskuje, ze problem mogl tkwić w garnku lub w
      korze. No wlasnie? "Którą" kore trzeba użyć? Może mała kolejność: na drewnie
      znajduje się około 5 - 20 mm warstwa kory, na niej zaś zielona warstewka
      (cieniutka) no a na tym charakterystyczny "papierek" brzozowy biały. Co mam
      użyć?
      • borebitsa jaki dzyg taki dziegć :( 02.10.03, 01:58
        juliusz_cezar1 napisał:

        > Zrobilem! Ale nie wyszlo...sad Tlen nie doszedl, bo powloka gliniana była
        dobra,


        o biedny. A czytałeś mój opis. Przeca nie będę ciebie robić uczył.

        Weź probówkę szkalaną włoż mareriał podgżej samo denko nad gazem. U wylotu, u
        chłodnej części, zbieze sie brązowa maź, To jest dziegdź.

        Jak chcesz zachować wierność materalną to probówkę zastąp garcem z głiny z
        długim dzubkiem. A jak koniec szyjki od połowy wygniesz do dołu to przy
        podgrzewaniu sam dziegć będzie wypływać. Dodatkowo wstępujący fragment szyjki
        będzie działać pod prąd co się teraz nazywa frakcyjną destylacją a zanane było
        od dawna nawet indianom. Długa fajka.

        Dziegć miał spore militarne znaczanie.
        Gorący garniec dziegciu prześnięty na wroga.
        Brr. Jeszcze jak się wiechciem trzcin czy pyżu zatkało gardzeil garnca.
        A wcześniej na żaże garniec podgrzewiło i z zapalonym lontem leciał by pizdnąc
        w kawałki na zakutych łbach na przećiwko.

        Nie dość że to konie stroży, oczy zalewa, bąble opaża ale cała ziemia płonie
        jak hel nocy. Hejże dzieć był dobry.

        Ostanio to też chłopy dzieć na przeiwko leją tylko zimny bo jeszcze whu jest hu
        je nie wiedzą. A zimny bo to stary olej silnikowy. A dobrze robi na gliny , tak
        że pała w ręku mu ślizga i dobrze go robić, tak się to ongiś a i dziś same o
        bronią.

        No to wiecie już poco ręcznie lepione garki.

        >
        > no i na dnie spoczywała ciesz tylko ze w niczym nie przypominała smoły, a
        > jakiej wodniste pomyje. Stąd wnioskuje, ze problem mogl tkwić w garnku lub w
        > korze. No wlasnie? "Którą" kore trzeba użyć? Może mała kolejność: na drewnie
        > znajduje się około 5 - 20 mm warstwa kory, na niej zaś zielona warstewka
        > (cieniutka) no a na tym charakterystyczny "papierek" brzozowy biały. Co mam
        > użyć?

        bułkę przez bibułkę.
      • archeo_gda Re: Nie wyszedł mi:( 02.10.03, 09:24
        Cytuję z serwisu www.biskupin.pl:

        Drobno dartą korę brzozową, wyłącznie jej zewnętrzną warstwę zwaną później w
        terminologii lodu polskiego brzostą, ciasno ugniatano w garnku i po założeniu
        pokrywki starannie oblepiano gliną. Po przesiąknięciu rozpalano nad nim ogień,
        podsycany przez około 2-3 godziny. W wyniku wysokiej temperatury i bez dostępu
        powietrza kora brzozowa zwęglała się, lecz jednocześnie dawała gęstą ciecz-
        dziegieć. Wymagał on oczyszczenia z węgla drzewnego, co czyniono ugniatając w
        dłoniach wałki przypominające kształtem cygara. Podobnie jak dziegieć
        otrzymywano smołę drzewną, z tym że wyjściowym było drobno łupane, żywiczne
        drewno drzew iglastych (najlepiej sosnowe) i z korzeni, gdyż w nich następowała
        duża kondensacja żywicy.
        Minęły stulecia zanim udoskonalono wyżej opisaną technikę, tworząc zestaw
        składający się z dwóch naczyń. W jednym - z wywierconym otworem we dnie
        gromadzono korę brzozową lub sośnicę, następnie stawiano je na drugie i całość
        szczelnie oblepiano gliną, potem w dołku w ziemi palono nad czerepem ogniska. W
        ten sposób w dolnym garnku gromadził się dziegieć bądź smoła, już bez
        zanieczyszczeń.
        • archeo_gda Przeczytaj jeszcze to: 02.10.03, 09:29
          www.wigry.win.pl/kwartalnik/nr7_dziegiec.htm
          • borebitsa Re: Przeczytaj jeszcze to: L 02.10.03, 17:20
            archeo_gda napisał:

            > www.wigry.win.pl/kwartalnik/nr7_dziegiec.htm
            • borebitsa miód dziegciowy to destylat !!! + papier. 02.10.03, 20:17
              borebitsa napisała:

              > archeo_gda napisał:
              >
              > > www.wigry.win.pl/kwartalnik/nr7_dziegiec.htm

              No włąsnie tam napisane że anglicy znają miód dziegciowy.
              mozna to intermpertować że to miód z dziegciem. Raczej trutka .
              Albo miód dziegciowany. czyli przerobiony tak jak dziegć.

              A wtedy to otrzymamy destylat. Który na wiele przypadków i shorzeń się nada.
              A łyżka dziegciu w beczce miodu?
              Jak sie przeciągnie destylacje to się przypalone zfenoluje.

              A jesszcz odnośnie skraplania dolnego. czyli garnek otworki kora itp.
              To jest to również chemiczny proces ekstrakcji.
              Z substancji podgrzewanej zostaną wypłukane trudnorozpuszczalne związki.
              Pewnie dużo garbników uda sie zebrać w kondensacie.
              Czy to może być dobre do garbowania skóry? fenle krezole garbniki. pewnie tak.
              Może i tez nieżle leczniczo. Szczególniejak się weźmie kruszynę.

              Skoro aż tak męczyli naturę to jakże proste się wydaje gotowanie pokruszonego
              drewna z popiołem. Co powstanie? Masa papierowa.
              Jak zrobic papier. Rozpuścic popiół w wodzie. Odstawić na noc. Odlać kłarowną
              zawartość. A potem dobrze wyprażyć, K2CO3 +> KOH +2CO2/|\. Jak nie to
              przecedzić przez wełne.
              Dodać drewna drobengo, wierzby lub topoli. Mozna wziąć to co bobry zostawią jak
              dzrzewo zcinają. Gotować kole ognia aż się wszysko na papke rozgotuje. Moe stać
              koło ogniska a i ztydzień. Powtórnie odlać wody dodać swieżej wody popiołowej.
              Mozna dodać wyleniłego włosiaalbo włosie specjalnie zmolonego. Zmolenie to
              siebiee kupe kłakOw i mole wpuszcza. Potem na to mowili zmielone. Ale kto by
              tam kłaki mielił jak są od tego mole. Śmierdzi to toche mielizną ale jak się
              znowu zagotuje i odcedzi to już nie. Jak papka jest biała i drobna to ją na
              plutno rozpapciać. Jak wyschnie to jest przedni żarkróż zwany też papirzem bo
              najpier paple a potem się na nim pirzem i z morwy sokim znaki robi jak to ongiś
              bywało. Tak jak CR.


            • juliusz_cezar1 DZIEGIEĆ 04.10.03, 17:30
              Słuchajcie! Na logikę, to dziegieć to "przerobione" chemicznie soki i inne
              substancje z drzewa. Zatem jak włożę do garnca suche paski kory, to czy z nich
              uda mi się zrobić dziegciu? Poprawcie mnie, jesli źle rozumuję.
        • borebitsa Re: Nie wyszedł mi:( 02.10.03, 14:03
          archeo_gda napisał:

          > Cytuję z serwisu www.biskupin.pl:
          >
          > Drobno dartą korę brzozową, wyłącznie jej zewnętrzną warstwę zwaną później w
          > terminologii lodu polskiego brzostą, ciasno ugniatano w garnku i po założeniu
          > pokrywki starannie oblepiano gliną. Po przesiąknięciu rozpalano nad nim
          ogień,
          > podsycany przez około 2-3 godziny. W wyniku wysokiej temperatury i bez
          dostępu
          > powietrza kora brzozowa zwęglała się, lecz jednocześnie dawała gęstą ciecz-
          > dziegieć. Wymagał on oczyszczenia z węgla drzewnego, co czyniono ugniatając w
          > dłoniach wałki przypominające kształtem cygara. Podobnie jak dziegieć
          > otrzymywano smołę drzewną, z tym że wyjściowym było drobno łupane,

          I ugnatane w rękach w temperaturze denaturacji białka?
          bo poniżej to smoła nie jest płynna.
          Moze jest to jakaś farmaceutyczna receptaale nie przemyślny sposób.
          Dodtkowo ogień nie rozpala się nad tylko pod jeżeli.

          Garniec szczelnie zalepiony gliną z czymś tak w środku wstawiony do ognia
          exploduje. Więć bedziesz mieć gadzie na sumieniu dzieciaki które ewentualnie
          posłuchają twoich nonsensów. !!!!!!!!!!!!!!!

          Opisanym moim sposobem można otrzymać z jednego stosu smolnego wysokiego an 2m
          srednica 4m pare baryłek dziegciu. Bez żadnego babrani się i parzenia rąk.

          A cygara najlepsze kubańskie. Zakazane w USA, ale można jeździć na Kubę zapalić.


          > żywiczne
          > drewno drzew iglastych (najlepiej sosnowe) i z korzeni, gdyż w nich
          następowała
          >
          > duża kondensacja żywicy.
          > Minęły stulecia zanim udoskonalono wyżej opisaną technikę, tworząc zestaw
          > składający się z dwóch naczyń. W jednym - z wywierconym otworem we dnie
          > gromadzono korę brzozową lub sośnicę, następnie stawiano je na drugie i
          całość
          > szczelnie oblepiano gliną, potem w dołku w ziemi palono nad czerepem ogniska.
          W
          >
          > ten sposób w dolnym garnku gromadził się dziegieć bądź smoła, już bez
          > zanieczyszczeń.
          • borebitsa Re: Nie wyszedł mi:( 02.10.03, 18:36
            borebitsa napisała:

            > archeo_gda napisał:
            >
            > > Cytuję z serwisu www.biskupin.pl:
            > >
            > > Drobno dartą korę brzozową, wyłącznie jej zewnętrzną warstwę zwaną później
            > w
            > > terminologii lodu polskiego brzostą, ciasno ugniatano w garnku i po założe
            > niu
            > > pokrywki starannie oblepiano gliną. Po przesiąknięciu rozpalano nad nim
            > ogień,
            > > podsycany przez około 2-3 godziny. W wyniku wysokiej temperatury i bez
            > dostępu
            > > powietrza kora brzozowa zwęglała się, lecz jednocześnie dawała gęstą ciecz
            > -
            > > dziegieć. Wymagał on oczyszczenia z węgla drzewnego, co czyniono ugniatają
            > c w
            > > dłoniach wałki przypominające kształtem cygara. Podobnie jak dziegieć
            > > otrzymywano smołę drzewną, z tym że wyjściowym było drobno łupane,
            >
            > I ugnatane w rękach w temperaturze denaturacji białka?
            > bo poniżej to smoła nie jest płynna.
            > Moze jest to jakaś farmaceutyczna receptaale nie przemyślny sposób.
            > Dodtkowo ogień nie rozpala się nad tylko pod jeżeli.
            >

            Nie mam racji, stwierdzam że przedmówca miał racje. Z paleniem ognia na górze.

            > Garniec szczelnie zalepiony gliną z czymś tak w środku wstawiony do ognia
            > exploduje. Więć bedziesz mieć gadzie na sumieniu dzieciaki które ewentualnie
            > posłuchają twoich nonsensów. !!!!!!!!!!!!!!!
            Tak gdy garnic gorny ma otworki to wszysko będzie stabilne. i nic nie
            wybuchnie. a nadmiar gazu rozejdzie się w ziemi.


            • borebitsa hau hau 02.10.03, 18:46
              ponieważ naszczekałem jak pies to odszczekuje.

              Czasem też nie załapie całości myśli.

              pozdrowienia

              ale odzszczekuje tylko tu, a gdzie indziej też może za ostro
              a taki już jestem, ostry.
              ostatecznie to anonimowe słowa.

              A co do Głodkowskiego. To większa hańba tych co go cytują gdzyż pomijają jego
              dywagacje i zastrzeżenia. On nie stwierdza jednoznacznie raczej rozważa taką
              koncepcję.
              A hańba spada na wszyskich że człowiek żeby pracować naukowo musi obcym się
              umizgiwać bo u siebie w ojczyźnie nijak nie dojdzie. Tu troche mam wątpliwości.
              bo gdyby wszyscy taka postawę przyjęli.
              Wieć nie wiem hańba czy nie.
              Zresztą kogo to obchodzi skoro nie ma już pojedynków.
              Szkoda będę głosował za wskrzeszeniem.
              Prynajmiej dla polityków.



              borebitsa napisała:

              > borebitsa napisała:
              >
              > > archeo_gda napisał:
              > >
              > > > Cytuję z serwisu www.biskupin.pl:
              > > >
              > > > Drobno dartą korę brzozową, wyłącznie jej zewnętrzną warstwę zwaną pó
              > źniej
              > > w
              > > > terminologii lodu polskiego brzostą, ciasno ugniatano w garnku i po z
              > ałoże
              > > niu
              > > > pokrywki starannie oblepiano gliną. Po przesiąknięciu rozpalano nad n
              > im
              > > ogień,
              > > > podsycany przez około 2-3 godziny. W wyniku wysokiej temperatury i be
              > z
              > > dostępu
              > > > powietrza kora brzozowa zwęglała się, lecz jednocześnie dawała gęstą
              > ciecz
              > > -
              > > > dziegieć. Wymagał on oczyszczenia z węgla drzewnego, co czyniono ugni
              > atają
              > > c w
              > > > dłoniach wałki przypominające kształtem cygara. Podobnie jak dziegieć
              >
              > > > otrzymywano smołę drzewną, z tym że wyjściowym było drobno łupane,
              > >
              > > I ugnatane w rękach w temperaturze denaturacji białka?
              > > bo poniżej to smoła nie jest płynna.
              > > Moze jest to jakaś farmaceutyczna receptaale nie przemyślny sposób.
              > > Dodtkowo ogień nie rozpala się nad tylko pod jeżeli.
              > >
              >
              > Nie mam racji, stwierdzam że przedmówca miał racje. Z paleniem ognia na górze.
              >
              > > Garniec szczelnie zalepiony gliną z czymś tak w środku wstawiony do ognia
              > > exploduje. Więć bedziesz mieć gadzie na sumieniu dzieciaki które ewentualn
              > ie
              > > posłuchają twoich nonsensów. !!!!!!!!!!!!!!!
              > Tak gdy garnic gorny ma otworki to wszysko będzie stabilne. i nic nie
              > wybuchnie. a nadmiar gazu rozejdzie się w ziemi.
              >
              >
        • borebitsa Re: Nie wyszedł mi:( 02.10.03, 14:38
          archeo_gda napisał:

          > Cytuję z serwisu www.biskupin.pl:
          >
          > Drobno dartą korę brzozową, wyłącznie jej zewnętrzną warstwę zwaną później w
          > terminologii lodu polskiego brzostą, ciasno ugniatano w garnku i po założeniu
          > pokrywki starannie oblepiano gliną. Po przesiąknięciu rozpalano nad nim
          ogień,
          > podsycany przez około 2-3 godziny. W wyniku wysokiej temperatury i bez
          dostępu
          > powietrza kora brzozowa zwęglała się, lecz jednocześnie dawała gęstą ciecz-
          > dziegieć. Wymagał on oczyszczenia z węgla drzewnego, co czyniono ugniatając w
          > dłoniach wałki przypominające kształtem cygara. Podobnie jak dziegieć
          > otrzymywano smołę drzewną, z tym że wyjściowym było drobno łupane,

          I ugnatane w rękach w temperaturze denaturacji białka?
          bo poniżej to smoła nie jest płynna.
          Moze jest to jakaś farmaceutyczna recepta ale nie przemyślny sposób.
          Dodtkowo ogień nie rozpala się nad tylko pod jeżeli.

          Garniec szczelnie zalepiony gliną z czymś tak w środku wstawiony do ognia
          exploduje. Więć bedziesz mieć gadzie na sumieniu dzieciaki które ewentualnie
          posłuchają twoich nonsensów. !!!!!!!!!!!!!!!

          Więcej przy nieszczelnosci twojego zalepienia a rozpaleniu ognia pod spodem na
          szczelinie zacznie zbierać sie własnie kondensat destylatu smołowego. Chyba
          łatwo jest sobie wypbraźić że dolepienie dziubka od pęknięcia pozwoli zebrać
          kondensat w wygodnej postaci.Tym bardziej że para dziegćiowa to biały dym i
          widać gdzie będzie się ulatniać. A zbliżając cokolwiek zimnego w jego okolice
          łatwo zauważyć że sieczarnymi kroplami pokrywa.

          Opisanym moim sposobem można otrzymać z jednego stosu smolnego wysokiego an 2m
          srednica 4m pare baryłek dziegciu. Bez żadnego babrani się i parzenia rąk.

          A cygara najlepsze kubańskie. Zakazane w USA, ale można jeździć na Kubę zapalić.


          > żywiczne
          > drewno drzew iglastych (najlepiej sosnowe) i z korzeni, gdyż w nich
          następowała
          >
          > duża kondensacja żywicy.
          > Minęły stulecia zanim udoskonalono wyżej opisaną technikę, tworząc zestaw
          > składający się z dwóch naczyń. W jednym - z wywierconym otworem we dnie
          > gromadzono korę brzozową lub sośnicę, następnie stawiano je na drugie i
          całość
          > szczelnie oblepiano gliną, potem w dołku w ziemi palono nad czerepem ogniska.
          W
          >
          > ten sposób w dolnym garnku gromadził się dziegieć bądź smoła, już bez
          > zanieczyszczeń.
        • ignorant11 Mnie się zmarnował cały garniec słowiańskiego... 03.10.03, 00:41
          SŁAWA!

          ... bimbru, a Ty dziegeciem rozlanym płaczesz?

          Bądź dzielny!
          Jako przynależny do tych synów ojców naszych Polaków rycerzy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka