Dodaj do ulubionych

pomocy zostawił mnie mąż

19.09.09, 19:18
Witam proszę Was o poradę bo sama już nie daje sobie z tym wszystkim rady.
Razem byliśmy prawie 11 lat, małżeństwem jesteśmy od 10. Mamy 8 letniego syna,
mieszkanie, prace, samochód, jesteśmy zdrowi. Wszystko układało się dobrze,
częściej to ja byłam tą która się obraża i złości. Mąż zawsze był
spokojniejszy. Nawet jak się pokłóciliśmy to zaraz wracało wszystko do normy.
Zawsze sie dogadywaliśmy. Ostanio pojechałam sama na wakacje z dzieckiem bo
mąż nie miał urlopu i wtedy wszystko się zaczęło, nie miał czasu nawet na to
aby do nas zadzwonić, nie odbierał telefonów, gdy już ze sobą rozmawialiśmy to
były same kłótnie bo było nam przykro, że nie ma dla nas czasu. Był opryskliwy
i wulgarny. Po powrocie do domu zrobił po pijanemu taka awanturę po której
wyniósł się z domu na dwa dni. To ja do niego wyciągnęłam pierwsza rękę,
wrócił. Ja widziałam, że to małżeństwo wisi na włosku, nie miał dl nas czasu,
ciągle chciał być sam, wychodził z domu, kłamał, nie odbierał telefonów, nie
interesował się nami, nie pomagał nam. Ja się bardzo starałam ratowac to
małżeństwo, robiłam wszystko co tylko moglam. Po tygodniu mojej bezlinosci
powiedział, że musi odpocząć i wyprowadził sie do rodziców. Ja dzwoniłam,
prosiłam, błagałam. Wszyscy go prosili. Wtedy powiedział, że chce rozowdu bo
nie ma juz siły na ciągłe tłumaczenia mi, ze jest zmęczony. Potem mówił, że
chce separacji, ze jest mu xle ale nigdy nie powiedział co ja źle robię. Ta
sytauacja trwa juz od miesiaca, ja cały czas wierzyłam, ze on wróci.
Dzwoniłam, prosiłam, błagałam, płakałam. dziecko go prosi, błaga, płacze a on
nie wróce i tyle. Wkońcu powiedział mi, ze mnie nie kocha i nigdy nie kochał,
ze nie chce ze mną być, że nie będzie tworzył fikcyjnego małżeństwa na
papierku, ze nic nas nie łączy. Ja walczyłam, on nie zrobił nic aby to
uratować. Ja już nie mam siły. Sa momenty, ze go nienawidzę i się poddaję, ale
po paru chwilach lub dniach wiem, ze nie umiem żyć bez niego a dziecko? jest
załamane, nie mamy siły prosić i błagać ale jak żyć samemu. Nie ma już
rodziny, dziecko nie ma taty. Nie chce go widzieć po tym jak słyszy od niego,
że on nie wraca. Mówi, ze go nie nienawidzi. Ja jestem bezsilna, często płaczę
przy dziecku bo puszczają mi nerwy. Schudłam 8 kilo, ciągle tabletki
uspokajające. Nie daje rady, sama nie wiem co mam robić. Ja przestaje
funkcjonować. każde nasze spotkanie kończy się kłótnią bo my go błagamy a on
nie chce wrócić. Zaznaczam, ze on mieszka u rodziców, którzy całą ta sytuacje
akceptują, mówią do mnie, że chcą aby on wrócił do nas ale on jest dorosły i
nie mogą mu nic nakazać ani zmusić. Co mam robić poddać się czy walczyć?
Czasem myślę, ze poddać się bo nie mam siły i przecież nie zmuszę go do
miłości ale z drugiej strony dziecko - co on zawinił, to nie jest jego wina,
on potrzebuje nas oboje. Czy warto walczyć ja nie mogę czekać aż on
oprzytomnieje, bo to może nigdy nie nastapić. Myślę sobie jakim trzeba być
człowiekiem aby zostawić własne dziecko i nie walczyć o rodzinę... nawet gdy
sobie na to odpowiem to i tak chcę walczyć. On mówi do mnie, ze nie jest
organizacja charytatywna aby się litować nade mną i wracać. Co myślicie?
Załamana
Obserwuj wątek
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 22.09.09, 16:32
      Proszę o pomoc - co Wy myślicie patrząc na to z boku proszę o pomoc.
      • noemi123 Re: pomocy zostawił mnie mąż 25.09.09, 10:03
        Daj mu spokój, czas, żyj sobą, nie szukaj, nie dzwoń. Nie wiesz, że
        ścigana zwierzyna ucieka a kobieta uganiająca się za chłopem jest
        żałosna w jego oczach? Znam to z doświadczenia więc wiem co piszę.
        Jak się spotkacie bądź pogodna, uśmiechnięta i nie zaczynaj tematu
        powrotu do domu, TO ON MUSI CHCIEĆ i zacząć na ten temat rozmawiać.
        Ty zrobiłaś wszystko co mogłaś. Nie dzwoń do niego, zyj sobą, wiem
        że ciężko ale tak trzeba. To działa.
        • mamakangurzyca3 Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.10.09, 17:26
          Zgadzam się w 100%,niestety takie zachowanie ma odwrotny skutek,zostaw go i
          zajmij się sobą,wycisz się i pomyśl o sobie.Musisz być silna,nie proś,nie błagaj
          tylko pokaż,że sama świetnie sobie radzisz.Z czasem dojdziesz do wniosku,że go
          nie potrzebujesz i nabierzesz większego szacunku do siebie.Zrób to dla siebie i
          dziecka,będzie to mniej przeżywało jak zobaczy,że Ty sobie z tym świetnie radzisz.
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 29.09.09, 19:13
      Dziewczyny napiszcie mi jeszcze co o tym myślicie
      Mój mąż nadal z nami nie mieszka, ja już do niego nie dzwonie, nie piszę sms ale
      on też nie dzwoni, nie interesuje się w ogóle nami.
      Jednego dnia daję sobie radę a drugiego dnia mam kryzys tak jak dziś ja nie wiem
      czy umiem żyć bez niego, jestem zła jednego dnia i myślę, ze nie wybaczę mu tego
      a drugiego dnia płaczę i nie widzę sensu życia.
      Co byście zrobiły???
      • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 30.09.09, 19:00
        Dzisiaj był u syna. Syn go prosił błagal o powrót do domu, ja sie popłakałam z
        bezilnosci i powiedziałam mu, ze tak sie nie da żyć, jak tak moze robić a on, ze
        moze.
        Że po tym co sobie powiedzielismy ja jemu a on mnie to sie nie da żyć i
        zapomnieć ja że się da a on nie. Ja mówię wróć a on nie, ja dziecko cierpi a on
        przyzwyczji się
        Boze co za dupek, myśli tylko o sobie a ja naiwna idiotka czekam i myślę, ze
        zmądrzeje to bez sensu czemu ja taka głupia jestem poradźcie coś jak sobie radzić.
      • deodyma Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.10.09, 19:36
        a moze on kogos ma?
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 03.10.09, 18:48
      Powiedzcie co mam zrobić zadzwonił dziś i powiedział do dziecka, ze chce do nas
      przyjść na noc ugadał dziecko i zapytał mnie co ja na to, czy ja się zgadzam?
      Co mam powiedzieć.Co zrobić jak on chce do niego przyjść na noc dla mnie to
      nienormalne, jak wytłumaczyć to dziecku i się nie zgodzić - bo mam chyba rację.
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 04.10.09, 14:20
      Witajcie
      Mój mąż wczoraj był u nas w domu na noc.
      Przyjechal późnym wieczorem bo był w pracy. Wcześniej dzwonił do mnie i pytał
      czy ma mi cos kupić w sklepie. Dziecko od południa chodziło z wielkim usmiechem
      na ustach i skakalo ze szczęścia, ze kochany tatus wróci do domu - tak sobie
      myslał, ja mu powiedziałam, ze tata przychodzi tylko na noc a on, ze na pewno
      nie. Mam wyrzuty sumienia, ze dopuściłam do tego, ze on przyszedł, ze syn cierpi
      jeszcze bardziej. Razem oglądali telewizję i i rozmawiali. Oczywiście syn znów
      zapytał czy tata wróci a on, ze nie i zaczął płakać - syn oczywiście. Ja
      wkroczyłam do akcji i powiedziałam do syna aby przyszedł do kuchni mi pomoc i
      rozmowa została przerwana. Poświeciłam się i zrobiłam kolację temu ,,łajdakowi".
      Naprawił nam światło w łazience, pilota i dźwięk w komputerze - powiedział, ze
      ja bez niego zginę i zrujnuje mieszkanie...
      Syn poszedł spać i wtedy się zaczęło - nasza rozmowa wymuszona przez niego, ze
      musi ze mną poważnie porozmawiać na temat mojego adoratora...
      Że napewno niexle sie bawiłam na wycieczce, ze kogos poznałam, ze to na pewno
      ktoś ode mnie zpracy. Ja powiedzialam żeby oceniał po sobie. On mi na to, ze
      zastanawia sie nad powrotem do domu, ze myśli o nas i sie stęsknił - ja się
      zdziwiłam ale n pomyślałam od razu, ze w tym jest jakiś haczyk noi oczywiste, ze
      był syn juz spał on sie stęsknił ale nie za mną tylko za tym bez czego faceci
      nie moga żyć... przykre.
      Chciał mnie przytulać, całować Boże ja myślałam, ze nie wytrzymam albo się
      skończy wielka awantura albo zrobię coś czego będę żałowała.
      Na szczęści zbywałam go żartami i dal sobie spokój. Kilka razy mnie przytulił
      ale wszystko miało doprowadzić tylko do tego co chciał dostać. Powiedział, ze on
      nikogo sobie nie szuka, ze myśli o powrocie do domu, ale wie, ze ja się nigdy
      nie zmienię i on też. Że moja miłość była chora bo ja mu nie okazywałam uczuć -
      za to on robił to doskonale - według niego.Nie wie czy to bedzie za tydzień za
      dwa nie wie, ja mam na niego nie czekać. Jesli kogos poznam i będe wiedziała, ze
      to ten jedyny to mam prawo byc szczęśliwa on jesli kogos pozna to też, ale nie
      szuka co zaznaczał kilka razy. Powiedział, ze musi sobie poukladać życie, ze
      chciałby wyjechac za granicę wtedy kiedy wróci do domu bo nagle chciałby
      zarabiac niewiadomo ile pieniędzy. Cały czas mi zaznacza, ze on nigdzie sie nie
      włóczy, chce mieć kontakt z synem tylko, ze ja ograniczam go bo nie pasuje mi
      gdy on dzwoni i mówi, ze będzie za pól godziny a ja mówię, ze wychodzę... w
      końcu miałam ukłądac sobie życie na nowo to nie moge czekac na niego. Rano
      zrobił nam sniadanie, pomył naczynia, posiedział z nami, i poszedł robić coś jak
      zwykle przy samochodch ponoć. Powiedział, zę zadzwoni wieczorem z pracy i
      ustalimy kiedy ,,wpadnie". Na wyjście gdy zamykałam drzwi pocałował mnie i
      powiedział żebym sie tryzmała, ze musze się nauczyć sama wszystko robić bo mi
      sie to przyda, on mytsli czy wrócic ale nie wioe a zawsze wtedy gdy będe umiała
      to co robił on będzie mi łatwiej... ale troskliwy. Ciesże się że dłam radę że
      nie prosiłam się, nie poniżałam ale było mi bardzo ciężko. Co myślicie
      Syn przeszczęsliwy.
      • anner69 Re: pomocy zostawił mnie mąż 05.10.09, 07:31
        hmm, to troche wygląda jakby miał kochankę i stąd może jego zachowanie,
        falowanie i wahania.
        • deodyma Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.10.09, 19:38

          anner69 napisała:

          > hmm, to troche wygląda jakby miał kochankę i stąd może jego
          zachowanie,
          > falowanie i wahania.




          tez mi to wyglada na to, ze ma kochanke...
    • maria81 Re: pomocy zostawił mnie mąż 05.10.09, 09:55
      Napisałam do Ciebie.
    • sabbbinka Re: pomocy zostawił mnie mąż 05.10.09, 12:59
      jeśli to prawda co piszesz ...to naprawdę zastanów się nad sobą i
      swoim zachowaniem ...nad tym czy chcesz by wrócił ?? ponieważ jeśli
      nawet wróci to czego właściwie od niego oczekujesz ?? to co piszesz
      jest straszne ale myślę, że wszystkie "porzucone" lub "aktualne' :)
      kobiety powinny czytać jak nie powinny się zachowywać lub jaką
      presje wywołują żony by nie odchodzili, a szantaż dzieckiem jest
      najgorszym chwytem jaki można zastosować.:((( Czy wg ciebie „on” nie
      ma prawa decydować o swoim życiu ponieważ na swej drodze życia
      spotkał ciebie ??...bardzo egoistyczna i zabójcza jest twoja miłość
      i smutna :(((… "Człowiek idzie przez teraźniejszość z zawiązanymi
      oczyma. Może jedynie przeczuwać i odgadywać, co właściwie przeżywa.
      Dopiero później odwiązuje mu się chusteczkę z oczu, a on spojrzawszy
      w przeszłość stwierdza, co przeżył i jaki to miało sens".

      George Orwell …”Ból sam w sobie często nie wystarczy. Są sytuacje,
      w których człowiek zdoła wytrzymać największy ból, a nawet może z
      bólu umrzeć. Ale każdego coś napawa taką grozą, że boi się choćby o
      tym myśleć. Nie ma to nic wspólnego z odwagą i strachem. Kiedy
      człowiek spada z wysokości, nie jest tchórzostwem łapanie się liny.
      Jeśli wynurza się spod wody, nie jest tchórzostwem wciąganie
      powietrza w płuca. To odruch, którego nie sposób się wyzbyć. Tak
      samo jest z tobą i szczurami. Dla ciebie są najkoszmarniejszą rzeczą
      na świecie. Choćbyś nie wiem jak pragnął, tej formy nacisku nie
      potrafisz znieść. Zrobisz, czego tylko od ciebie zażądam. „

    • puma-2 Re: pomocy zostawił mnie mąż 05.10.09, 13:41

      zastanaiwałś sie jak bedziesz się czuła jak twój szanowny mąz wróci
      do Ciebie tylko dlatego że będzie mu Ciebie żal ? sama napisałaś że
      do miłości nie da się nikogo zmusić , a to że pozwalsz na to żeby
      twoje dziecko było emocjonalnym żebrakiem to już pozostawie bez
      komentarza ..... , czy ty chesz takiego życia , z męzem który jest z
      tobą z obowiązku , zasługujesz na miłość i zrozumienie a nie na
      wegetacje w chorej rodzinie , z dzieckiem mąz przecież rozwodu nie
      bierze wiec jak dobrze tym pokierujesz to możesz jeszcze być
      szczęliwa i walczyć o siebie a nie męza , pozdrawiam
      • fam.me puma-2 12.10.09, 13:13
        Cynizmem jest to, ze taka szmata jak ty daje innym rady.
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 05.10.09, 19:34
      Mąż dziś odebrał syna ze szkoły wziął go jak to mówi do domu do,,mamusi i
      tatusia" syn nic nie pytał kiedy wróci. Przyjechali po mnie do pracy ja
      postanowiłam sobie że dziś przeprowadzę z nim poważna rozmowę spokojnie
      wyjaśnimy wszystko. Chciałam aby zostawił syna u teściów on przywiózł go do domu
      więc ja myślę ratuje mnie tylko spokój. Syn zamknięty w pokoju gra na komputerze
      a my rozmawiamy. Pytam co sie stało, czemu nie rozmawiał nigdy ze mną, on na to,
      ze ja lubie tylko swoja rodzinę i swoich znajomych a innych nie nawidzę, dziwne
      bo nigdy mi nic takiego nie zarzucił ani nie powiedział. powiedział, ze nie
      wyobraża sobie naszego wspólnego życia bo ja się nie zmienie i on w to nie
      wierzy. Nie chce rozowdu ale nie wie kiedy wróci do domu, moze za miesiąc, może
      zrobi nam niespodziankę na święta, on nie wie. Ja mam bardzo ciężki egzamin w
      pracy i on o tym wie, ja nie mam siły sie uczyć, jestem psychicznie wykończona,
      nie umiem żyć, boje się o siebie i odziecko. Chciałabym aby wrócił i wszystko
      bym mu zapomniała, jak nie wróci to ja chyba zwraiuję. Syn go błagał aby wrócił
      gdy już wychodził z domu, zaczął nie płakac tylko wyć. ja go uspokajałam,
      mówiłąm, ze tata go kocha a on, ze nie. Mąz robi ze mnie idiotkę, obarcza mnie
      winą za wszystko. Jest swinią rozodu nie chce ale wrócić też nie kurwa wiec
      czego on chce.
      On mówi, ze nie wie nic.
      A co ja jestem matka teresa ja nie moge czekać nie mam siły, jestem psychicznym
      wrakiem, zgłupieję.
      Co ja mam robić najlepiej kopnąć w dupę ale czemu ja jestem tak głupia. Moze
      wróci na czas mojej nauki i zobaczy jak sie ułoży, ciuchy będzie miał u mamusi i
      tatusia weźmie tylko zimowe.
      Boze o co chodzi ja wiem, ze jestem nienormalna bo to toleruję. Ja zgłupiałam po
      prostu.
      • mariola.maria Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 11:44
        1: jak nie wróci to ja chyba zwraiuję.
        2: Syn go błagał aby wrócił, gdy już wychodził z domu, zaczął nie
        płakac tylko wyć. ja go uspokajałam,
        3 ja nie moge czekać nie mam siły,

        tytułem mojego komentarza :
        1- to jest szantaż
        2- czy to znaczy , że rownież powoli uczysz szntażować swoje
        dziecko????
        3-to objaw niecierpliwości i "chce natychmiast!!!": jak u
        dwuletniego dziecka - chyba jestes starsza...

        w sumie jak jak bym miała z nie wiem jakiego powodu takiego meża,jak
        ty jestś żoną, to bym trzasneła drzwiami i zabrała dziecko ze soba.
        Bo facet pójdzie do faceta i jakoś wyrośnie na człowieka a nie przy
        matce histeryczce.
        • 1xxx0 Re: pomocy zostawił mnie mąż 05.02.21, 23:07
          Histeryczce? Jesteś tak samo bezduszna jak ten facet, który nie rozwiązuje problemów rozmową tylko wychodzi z domu bez wyjaśnień. I jeszcze chrzani o powrocie na święta jak o niespodziance.
          Żenada. Wiem, że stary wpis, ale musiałam to napisać.
      • asdaa Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 15:53
        hmmm.., zgadzam się z tym co napisała mariola.maria i pory.roku.
    • pory.roku Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 00:28
      Nie chciałabym Cię źle ocenić ale z tego, co napisałaś i w jaki sposób, wynika że jesteś jakąś zaborczą histeryczką.
      I o posiadanie kochanki to ja bym go nie podejrzewała.
      Jedyne, co prawdopodobnie ma ten człowiek to: dosyć jazgotu.

      "nie miał czasu nawet na to aby do nas zadzwonić, nie odbierał telefonów, gdy już ze sobą rozmawialiśmy to były same kłótnie bo było nam przykro, że nie ma dla nas czasu."

      "Dzwoniłam, prosiłam, błagałam, płakałam. dziecko go prosi, błaga, płacze "

      "Sa momenty, ze go nienawidzę i się poddaję, ale po paru chwilach lub dniach wiem, ze nie umiem żyć bez niego a dziecko?jest załamane, nie mamy siły prosić i błagać ale jak żyć samemu. Nie ma już rodziny, dziecko nie ma taty."

      "każde nasze spotkanie kończy się kłótnią bo my go błagamy a on nie chce wrócić."

      Przykro mi to mówić, ale jedynej osoby jakiej mi tu szkoda,to Twój 8letni syn...
      I nie dlatego,że tata odszedł i cyt:"dziecko nie ma juz taty", bo przecież ojca ma, nie umarł, wyraża ochotę i potrzebę spotkań, tylko dlatego,że...(a, daruję sobie i nie dokończę tego zdania)


      "Ja się bardzo starałam ratowac to małżeństwo, robiłam wszystko co tylko moglam."
      to znaczy co?



      • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 16:53
        Chciałam rozmawiać z nim, pytałam go gdzie jest problem, co źle zrobiłam, jeśli
        jest moja wina to, ze sie zmienie a on nic.
        Ja dziecka nigdy w życiu nie nastwaiam przeciwko niemu, wręcz przeciwnie mówię
        tatus Cie kocha tęskni za tobą.
        Ja nigdy na niego nie krzyczałam, nie wyzywałam zawsze priosiłam i rozmawiałam
        mówiłammmu o co mi chodzi, co bym chciała co mi sie nie podoba, co jest złego w
        naszym zwiazku on nigdy nic nie mówił i zrobił jak zrobił.
        Dziecko placze bo tęskni i widzi jak on sie zachowuje, że na mnie krzyczy i
        fochy wieczne. Powiedział do syna zastanowię sie do piątku i moze wrócę to jest
        nienormalne z mojego punbktu widzenia ale chyba jestem głupia skoro inni tak nie
        myślą. Zadzwonił do mnie zpracy i zapytał czy ma po mnie przyjechac i
        pojedziemy po syna ja powiedziałam, ze nie bo już go odebrał dziadek a on to
        narazie ja pytam przyjdziesz do niego a on nie wiem moze zobacze jak sie będę
        czuł kurde to on ma prawo odpoczywac a wszystko jest na mojej głowie, ja na nic
        nie mam czasu. Powiedział że moze zadzwoni jak sobie zaplanuje cos innego to
        moge sobie planować i narazie kobieto nie chce mi sie z Toba gadać, nie dzwoń do
        mnie mam Cie dość zaznaczam, ze to on zadzwonił. Dziewczyny napiszcie mi co ja
        takiego źle robiłam, ze mnie osądzacie bo ja nie wiem
        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 16:56
          asdaa o co walczyć nie rozumiem komentarza ja walczyłam a on nie zrobił nic.
          Wytłumacz proszę.
          • asdaa Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.10.09, 16:01
            to sygnaturka, złota myśl, ostatnio moje motto życiowe, cytat z którejś powieści
            P.Coelho.
            Jeśli odpowiada Ci ta zasada to kieruj się nią w zyciu.
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 20:06
      Dzisiaj syn napisał do niego smsa, ze za nim tęskni zadzwonił do mnie z
      wyrzutami abym kontrolowała dziecko i abym mu zabrała telefon bo nie chce aby
      mu pisał smysy i dzwonił bo to nic nie da a on i tak nie wróci.
      Ja dziecku nie każę tego robić ono za nim tęskni.
      Powiedział mi, ze to nic nie da wiec ja mu mówię, zeby powiedział to do dziecka
      a on, ze powie mu o swojej decyzji która już zna w piątek mnie mówi, ze nie
      wróci. Ja nie wiem co on ze mną robi. To nie jest moja wina, on mnie wykańcza
      psychicznie to jest nienormalne i chore. Ja zwariuje przez niego niech powie że
      chce rozowu to zrozumiem napewno lepiej niz to co on robi.
      • gaga-1 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 20:54
        Rozumiem Twoją rozpacz, ale radziłabym trochę spokoju. Nie panikuj.
        Może tak sie porobiło w waszym małżeństwie, że mąż sam nie wie co ma
        zrobić. Jest mu źle, ale nie wie jak wyjść z tej sytuacji. Może
        reagujesz zbyt histerycznie? Sam ton Twoich postów świadczy o tym,
        że jesteś w rozpaczy i nie za bradzo wiesz jak to rozegrać. On może
        czuje Twoją histerię i nie ma ochoty jej znosić. Dlatego
        przypuszcza, że to Ty namawiasz syna do wysyłania smsów. Ma jakiś
        obraz Ciebie, który mu nie odpowiada. Jak każdy facet nie potrafi
        uzewnętrznić swoich emocji i zachowuje się grubiańsko.
        Radziłabym uspokoić sytuację. Daj mu czas i sama uspokój swoje
        emocje. Taka separacja na pewno dobrze Wam zrobi. On nie chce Cię
        zostawić na pastwę losu. Jego wizyty świadczą o tym, że jednak bez
        Was nie jest mu dobrze, ale z jakiegoś powodu nie ma ochoty wrócić
        na stałe. Uspokój sytuację, pozbądź się histerii w głosie,
        zachowaniu i za jakiś czas zaproponuj rozmowę. A jeśli nie potrafisz
        w rozmowie opanować emocji to radzę napisz do niego długi list.
        Spokojnie opisz swoje uczucia, swoje obawy. Niech zobaczy w Tobie
        kobietę, która kocha, a nie rozhisteryzowaną babę :-). Może to
        pozwoli mu się otworzyć, może dowiesz się co mu najbardziej
        przeszkadza i uda Ci się trochę zmienić, jeśli rzeczywiście zależy
        Ci na tym żeby ratować to małżeństwo.
        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.10.09, 21:11
          Chodzi o to, ze ja rozmawiając z nim jestem spokojna, wyciszona, bardzo się
          staram aby było dobrze aby rozmowy odbywały się bez emocji. Ja od dłuższego
          czasu nie poruszam z nim tematu powrotu do domu - trwało to długo, czekałam, na
          początku byłam rozhisteryzowana i rozżalona. Teraz się wyciszyłam i starałam być
          poukładana i nadywraz spokojna. - taka jestem w trakcie rozmowy i przed nią a po
          niej nie daje rady bo on mnie poniża, wykańcza psychicznie, ja mówię spokojnie
          do niego, nie prosiłam ostatnio ani nie błagałam rozmawiałam, mówiłam jak ja
          myślę i chciałam aby on powiedział co myśli a on ciągle nie wiem. Dla dziecka ma
          mało czasu, bo jest zmęczony, bo idzie z psami swoich rodziców na spacer, bo
          przyjechała jego siostra, bo sprząta samochód, bo jest zmęczony po pracy bo
          zawsze jest coś a my ja i jego syn - dla nas nie ma czasu. Dziś mnie zapytał czy
          pamiętam jak w trakcie naszego małżeństwa mówił do mnie daj mi spokój, wyjdź z
          pokoju, chce być sam a ja pytam kochanie co się stało, powiedz w czym jest
          problem postaram ci się pomóc, damy radę. On tak nie chciał chciał spokoju a ja
          mu go nie dawałam.
          • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.10.09, 20:09
            to onagle tak ni z gruszki ni z pietruszki zauwazyl ze zmeczony? ze
            ma was dosyc? i akurat wpadl na to w czasie waszej nieobecnosci?

            nawet jesli jest zmeczony, a Ty za jazgotliwa to malo dojrzale
            jest takie zachowanie

            chyba ze sie zakochal, znalazl kochanke w czasie waszej nieobecnosci
            i troszke mu odwalilo...myslal ze z tamta nie wiadomo co bedzie a
            ja nie wyszlo to zaczal urabiac spowrotem ciebie?
          • feeelip Re: pomocy zostawił mnie mąż 30.01.10, 17:46
            > w trakcie naszego małżeństwa mówił do mnie daj mi spokój, wyjdź z
            > pokoju, chce być sam a ja pytam kochanie co się stało, powiedz w
            czym
            > jest problem postaram ci się pomóc, damy radę. On tak nie chciał
            > chciał spokoju a ja mu go nie dawałam.

            tu masz odpowiedz na wszystko. zadzalo mi sie pare razy poprosic o
            zostawienie w spokoju, jezeli w odpowiedzi na to pytasz jak mozesz
            pomoc to tylko pogarszasz sytuacje
        • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.10.09, 20:12
          gaga-1 napisała:
          > Rozumiem Twoją rozpacz, ale radziłabym trochę spokoju. Nie
          panikuj.
          > Może tak sie porobiło w waszym małżeństwie, że mąż sam nie wie co
          ma
          > zrobić. Jest mu źle, ale nie wie jak wyjść z tej sytuacji. Może
          > reagujesz zbyt histerycznie? Sam ton Twoich postów świadczy o tym,
          > że jesteś w rozpaczy i nie za bradzo wiesz jak to rozegrać. On
          może
          > czuje Twoją histerię i nie ma ochoty jej znosić.


          a czego on oczekuje? a choinki sie urwał? po 10 latach trzaska
          drzwiami jak urazony panicz, z nikim nie chce rozmawiac, stawia sie
          jak dziecko " nie bo nie" i dziwi sie ze baba wpada w histerie?

          jak nie wie co sie dzieje, jestzaskoczona, zostawiona to jak ma sie
          zachowywac? jak oaza spokoju?
          • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.10.09, 21:09
            Do aneta-skarpeta
            jesteś osobą, która postrzega całą tą sytuację dokładnie tak jak ja.Pociesza
            mnie to, ze są kobiety myślące podobnie.
            Jest mi przykro jak czytam odpowiedzi innych, ze jestem histeryczką, za dużo
            jazgotałam bo naprawdę tak nie było a nawet gdyby to on powinien siąść i mi
            powiedzieć nie rób tak bo odejdę lub coś podobnego a tu ni z gruszki ni z
            pietruszki i ja się zachowuję jak się zachowuję.
            Dziś dzwonił a ja nawet nie odebrałam telefonu bo wierzcie mi ja sie BOJĘ
            rozmowy z nim tego, ze mnie zwyzywa, że będzie krzyczał boję sie i wole nieodbierać.
            • marzeka1 Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.10.09, 21:31
              A nie możesz spokojnie rozważyć jednak rozwodu??? Bo zachowanie męża jest
              zwyczajnie gówniarskie, swoim zachowaniem burzy przede wszystkim spokój synowi.
              Na jakiś czas odcięłabym się, nie odbierała telefonów, dziecku wytłumaczyła, co
              zrobił ojciec. Poszłabym też do prawnika, gdy rozważyć, czy i jak złozyć wniosek
              o rozwód z orzekaniem o winie (jego), bo to on porzucił rodzinę.W sumie facet z
              opisu brzmi tragicznie.
            • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.10.09, 21:40
              Do aneta-skarpeta
              > jesteś osobą, która postrzega całą tą sytuację dokładnie tak jak ja.Pociesza
              > mnie to, ze są kobiety myślące podobnie.
              > Jest mi przykro jak czytam odpowiedzi innych, ze jestem histeryczką, za dużo
              > jazgotałam bo naprawdę tak nie było a nawet gdyby to on powinien siąść i mi
              > powiedzieć nie rób tak bo odejdę lub coś podobnego a tu ni z gruszki ni z
              > pietruszki

              własnie. Tymbardziej chyba kazdy z nas czasem robil cos troche nieswiadomie, moze nie wiedzial ze kogos to denerwuje, przeszkadza

              zresztą najgorsze i najmniej zrozumiale jest to, ze z powodu rzekomego Twojego jazgotu on tak na luzaku zostawil tez syna -duzego ( sama mam syna 7 letniego) z ktorym mozna juz powaznie porozmawiac, wytlumaczyc pewne rzecz. A dziecko oczekuje wyjasnienia mu, nie tylko przez mamę, ale takze przez tatę



              i ja się zachowuję jak się zachowuję.
              > Dziś dzwonił a ja nawet nie odebrałam telefonu bo wierzcie mi ja sie BOJĘ
              > rozmowy z nim tego, ze mnie zwyzywa, że będzie krzyczał boję sie i wole nieodbi
              > erać.

              a mam pytanie

              czy Twoj mąż wcześniej już potrafił przeprowadzac tak rozmowy, zeby swoją wine przekuć na Twoje poczucie winy?

              bo pisalas, ze teraz tak robi. odwraca kota ogonem i wszystko jest Twoja winą

              zawsze wina lezy po troszku z kazdej strony, no ale wierzyc mi sie nie chce , że on był kochającym meżem i ojcem idealnym, a Ty mu jazgotalas i jazgotałas, a on był taki cudowny.
              Niestety moj ex mąż był typem, który potrafił tak pokierowac rozmową, ze jak dowiedziałam się, że mnie zdradza to tak wszystko poprzekręcał, ze po godzinie awantury to ja niemal na klęczkach go przepraszałam:D

              teraz mnie to bawi, ze byłam tak zaślepiona i głupia- bo juz od dawna nie ma nade mna takiej władzy, jednak jakbyście mnie spytały jak on to robil- zabijcie mnie..nie potrafie wytłumaczyć:)

              • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.10.09, 22:25
                Ja nie umiem odpowiedzieć na pytanie co takiego się stało, że on od dłuższego
                czasu czyli od sierpnia się tak zachowuje, jest jego wina a tak mną kieruje, ze
                ja wierzę w to, iż ja źle robię, ja nie wiem jak jemu się to udaje.
                Ja zawsze byłam silna psychicznie, teraz nie wiem co się ze mną zrobiło.
                On ostatnio mi powiedział, ze nie spodziewał się po mnie, ze ja będę płakała ale
                wytłumaczył to tym, iż tonący brzytwy się chwyta.Ja chyba zwariowałam naprawdę
                boję się z nim rozmawiać telefonicznie bo od razu tak mnie wkręci, ze ja zaraz
                płaczę i obwiniam siebie o to co się dzieje, Rozmowy w cztery oczy wyglądają
                inaczej ciut.
                Moje jeazgotanie polegało na tym, iż dopytywałam jak mu poszło w pracy, co
                słychać, jak sie cuje itd. on nie codziennie chodzi do pracy i ja mu mówiłam co
                ma zrobić następnego dnia, o której zaprowadzić syna co kupić itp. i jego to
                wkurzało, bo mu przypomniałam o tym 2 razy i już jazda - daj mi kobieto święty
                spokój, wyjdź z pokoju, idź spać i tak w kółko.
                Nigdy mi nie ubliżał za wyjątkiem sytuacji po moim powrocie z nad morza kiedy to
                się opił i wtedy użył takich słów jakich ja nigdy od niego nie słyszalnym i
                nigdy się nie spodziewałam. Ja nie wiem czy ja jestem tak zaślepiona, może się
                boję, ze sobie nie dam rady, ze będę sama, nie wiem. Może jestem tak rozżalona
                bo nie wyobrażam sobie jak można do kogoś po tylu latach powiedzieć ja nigdy Cię
                nie kochałem, nic nie czuję. To małżeństwo jest tylko na papierku - ja tak nigdy
                nie pomyślałam. wszyscy nasi znajomi uważają, że on to by za mnie życie oddał,
                jaki on dobry, uczynny, pomocny.
                Ja nie wiem co się stało, może on kogoś poznał...
                Wszyscy sugerują mi abym czekala, ja czekam od 23 sierpnia i nic nawet gdyby on
                chciał wrócić nie wiem czy umiałabym mu wybaczyć, zranił bardzo mnie i syna, ale
                wiem, ze dziecko napewno będzie miało do mnie żal jesli ja nie będe chciala go
                przyjąć do domu. Dziś oglądąłam nasze wspólne zdjecia i chciałam dostrzec ten
                brak miłoiści i uczuć niestety na każdym zdjęciu, przytuleni, objęci. Nas
                naprawdę bardzo dużo łączyło bo chyba teraz łączy już tylko syn. Boję się o to,
                ze mój syn widząc to kiedyś może tak samo postąpić. Nie wyobrażam sobie abym
                mogła kiedyś założyć nową rodzinę i aby ktoś inny go wychowywał, nie wiem jak
                dalej będzie. Nawet gdyby on chciał wrócić to nie wiem jak zareagują na to moi
                rodzice. Niby nic nie mówią, bardzo mi pomagają pod każdym względem ale ja
                widzę, ze mają żal do niego , mama płakała przez niego. Ja nie zrozumiem moich
                teściów, ze pozwoli mu mieszkać u nich tyle czasu, ze nie starali się nam pomoc,
                chyba nie ma ratunku już dla nas. Wiem, ze muszę się skupić na egzaminie i muszę
                walczyć o to bo to przyszłość moja i mojego syna.
                Poradźcie mi jak mam się zachowywać podczas odbierania jego telefonów. Syn ma
                komórkę ale nie chciał jej dziś nawet włączyć ja pytam dlaczego a on że nie chce
                z tata rozmawiać.
                • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.10.09, 07:19
                  > On ostatnio mi powiedział, ze nie spodziewał się po mnie, ze ja będę płakała al
                  > e

                  z osłem na głowy sie pozamieniał?

                  przepraszam, no ale nic innego do głowy mi nie przychodzi

                  kobieto- módl sie, żeby on nie chciał do Ciebie wracać, bo tylko kłopoty będziesz z nim miała
                • pasarela Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.10.09, 08:53
                  Kobieto, idzcie do poradni na spotkanie z psychologiem.Niech On
                  powie co mu dolega.Szantażuje Cię emocjonalnie i własnego syna. twój
                  syn w przyszłości też tak bedzie traktować kobiety - jak przedmioty!
                  Jego rodzice powinni wywalic go na bruk i wtedy by sie zastanowił
                  czego chce, gdyby nie miał gdzie tyłka przytulić .To zwykły
                  wygodnicki leń i egoista , emocjonalny popapraniec . terapia
                  małżeńska to jest wszystko na co mozesz się zgodzić -tylko wspólna
                  praca i powiedzenie sobie co sie czuje , jakie sa oczekiwania itd...
                  • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.10.09, 11:01
                    pasarela napisała:

                    > Kobieto, idzcie do poradni na spotkanie z psychologiem.Niech On
                    > powie co mu dolega.Szantażuje Cię emocjonalnie i własnego syna.

                    z całą reszta tej wypowiedzi zgadzam sie w 15000%, ale dla samej
                    siebie powinna tez pojsc i pogadac ze specjalistą. Nabierze wiecej
                    pewnosci siebie, pozwoli to troszke poukladac w głowie, jakby zmusic
                    męża to jest szansa ze sie dogadacie jesli chcialby przejsc terapie

                    tak czy siak- nawet jakbyscie mieli juz razem nie byc to rozmowa ze
                    specjalista zawsze jest pomocna
              • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.10.09, 22:28
                do aneta- skarpeta
                ideałem nie był ale ja akceptowałam jego wady, nikt nie jest idealny. Ani on ani ja.
                Mimo wszystko ja nigdy bym nie wyprowadziła się zdomu bez przyczyny albo , że
                ktoś za dużo mówił:)
                • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.10.09, 07:39
                  od sierpnia mineło trochę czasu. to nie jest historia, ze sie wkurzył, trzasną drzwiami i 3 dni później było już ok. Skoro zrobił tak raz, to za rok, 10 lat może zrobic tak samo i bedzie oczekiwał, że Ty potraktujesz to jakby nic sie nie stało....on sobie odpocznie u mamusi, a jak mu sie znudzi, albo mamusia zacznie ujadać to wróci do Was.

                  Teraz postaw sobie pytanie czy faktycznie tego chcesz. Tez przechodzilam roztanie z dzieckiem na ręku ( yło małe)- 2 razy. Za drugim razem wiedziałam, że sama nie dam rady mu sie oprzec- ze w końcu mnie urobi i będzie to samo, więc poprosiłam o pomoc rodziców, żeby mi za każdym razem przypominali jaki on jest naprawde, a teraz po prostu chce coś ugrac.

                  Minęło pare miesięcy- zobaczyłam, ze bez niego nie umieram, mam co jesc itd, coraz wyraźniej widziałam że jego zachowania sa conajmniej dziwne ( raz byłam oblesna i głupia, na drugi dzen cudowna, chcial wracac mimo ze mial kochanke itd)

                  Wiem, że teraz wydaje Ci się, że sama sobie nie dasz rady, ale zastanów sie na spokojnie- jak możesz sobie nie dać rady? no musisz, masz małego chłopa w domu;) wiec sobie dasz- jak tysiace innych matek:) Chłopak jest duzy, coraz wiecej będzie pomagał, masz rodziców, którzy Cie wspierają- a to dodaje bardzo dużo i nie zastanawiaj sie teraz nad tym, ze nie wyobrażasz sobie zycia z innym mężczyzną, bo to za wcześnie, a potem zobaczysz ze to jednak do wyobrażenia:)

                  Niestety szans na rozmowe poważna z mężem nie widze, więc nie opisuje sytuacji powrotu- nawet w sytuacji gdzy on ma zal do ciebie, a nie zdradziłaś itd to powinien przyjsc z kwiatami, powiedziec ze mu na was zalezy, ale chcialby zeby to wasze zycie wygladało tak i tak. To nie tak, że Panicz wraca łąskawie i daje liste oczekiwań, bo jak nie to spadam do mamusi.

                  Jeśli widzisz po tym wszystkim cień sznasy na powrót to walcz, ale nie pozwól postawić sie w pozycji "tej złej"

                  Niestety z tego co teraz napisałas to wynika, ze generalnie byliście dla niego garbem- niestety:(. Nie podobało mu się, że dwa razy kazałaś mu wynieść śmieci etc? jakby zrobił to za pierwszym razem to byś drugi nie mówiła:). Ja swojemu trajkocze czasem po 10 raz "rozwies pranie" i jakos nigdy mi nie powiedział "idz spac".

    • rayenne odszedł od Ciebie, bo dla dziecka to nie jest mąż 08.10.09, 10:07
      ... nawet jeśli Ci trudno, kontroluj się, żeby nie wpaść w pułapkę
      prób manipulowania mężem poprzez "nastawianie" dziecka. Odejście od
      siebie dwóch dorosłych osób zawsze - dla obu stron - wiąże się z
      olbrzymim stresem, bólem i dyskomfortem psychicznym. Ale sam tytuł
      wątku oraz teksty typu "dziecko nie ma ojca" wyglądają na początek
      klasycznego "ustawiania" dziecka przeciw tacie. Ja, niezależnie od
      swojego bólu czy zawodu, zadbałabym w pierwszej kolejności o
      psychiczny stan ośmiolatka (i jego poczucie bezpieczeństwa
      psychicznego), bo on jest emocjonalnie bardziej bezbronny. I to
      powinno być przedmiotem rzeczowej rozmowy Ciebie i męża: w jaki
      sposób zamierza utrzymywać relacje z dzieckiem, w jaki sposób
      przeprowadzić (rozwód, separację, czasową nieobecność) by ono nie
      poczuło się stroną w tej sprawie i nie czuło się odrzucone, lub co
      gorsza winne całej sytuacji (Dzieci często tak mają). Tobie życzę
      szczęścia, siły i mądrości, dla przetrwania tego trudnego okresu.
      • jedynaczka28 Re: odszedł od Ciebie, bo dla dziecka to nie jest 08.10.09, 19:05
        Czytając wasze odpowiedzi wiem jak powinnam się zachować i co robić niestety
        czasami życie sprawia, ze robię inaczej i potem tego żałuję. Ja nie wiem jest mi
        bardzo ciężko sobie z tym wszystkim poradzić. Niby daję sobie radę z codziennym
        życiem ale gdy widzę ile mnie to kosztuje wysiłku i wyrzeczeń, pomocy moich
        rodziców, którzy teraz nie maja własnego życia tylko moje jest mi przykro. Jest
        mi przykro i chce mi się płakać gdy wracam do pustego mieszkania, nie nawidzę
        tego domu zastanawiam się nad przeprowadzką do rodziców bo jest mi źle samej ale
        oni mieszkają na drugim końcu miasta a ja nie chce fundować kolejnego stresu
        synowi. Mąż dziś jeszcze nie dzwonił do dziecka a i może nie zadzwoni wcale,
        pytałam syna czy chce zadzwonić ja go pytam o to często bo chcę żeby chociaż ze
        sobą porozmawiali, aby mu opowiedział jak w szkole ja wiem, ze on go potrzebuje
        i powinni mieć jak najlepszy kontakt, ale w tej kwestii ja jestem bezsilna i za
        to obrywam od syna i męża. Syn mówi, ze nie chce dzwonić i go widzieć bo on nie
        chce wrócić ja tłumaczę, ze tata go kocha. Mąż natomiast mówi, ze ja syna
        nastawiam przeciwko niemu. Ja nigdy tak nie zrobiłam. ja wiem, ze syna go kocha
        noi on syna mam nadzieję, ze też. Do mnie też nie dzwonił nawet jakby to zrobił
        to ja bym chyba nie odebrała bo bym się bała jak potoczy się ta rozmowa. Jak
        byśmy się pokłócili to bym pomyślała, ze to znowu ja przekreśliłam jego powrót
        do domu. Gdy nie odbieram tez tak myślę, ze przeze mnie on już nie wróci. Z
        każdym kolejnym dniem widzę, ze to nie jest do uratowania, my się od siebie tak
        oddaliliśmy, nie mogę na niego liczyć, brakuje mi go, jestem czasami zła o to,
        ze go nie ma, ze mi nie pomaga, ze nie uczestniczy w naszym życiu. Tak naprawdę
        gdyby go to interesowało to by był z nami. ja wiem, ze gdyby nas kochał, to
        znaczy mnie to by wrócił a i nawet nigdy by nie odszedł. Syna myślę, ze kocha
        bynajmniej nie dopuszczam innej myśli. Ja funkcjonuję dobrze w pracy, gdy z kimś
        jestem, gdy organizuję czas dziecku. Czasami dopadają mnie chwile kiedy nie daję
        sobie rady, płacze i nie wiem co się stało. Gdyby były inne powody to nie byłoby
        mi łatwiej ale wiedziałabym o co chodzi, to by było bardziej zrozumiałe. Moze on
        ma kogoś i tak się stało, ja nie wiem nigdy bym go o to nie posądziła, ale kto
        wie to tylko życie. Ja nie mogę mu już ufać, przecież nie wiem co on robi. On od
        nas uciekał, nie miał czasu, był zamknięty w sobie - tak było ostatnimi czasy.
        Ja może nie jestem osoba bardzo wylewną, nie okazywałam mu uczuć przy kimś ale
        gdy byliśmy sami było zupełnie inaczej. Są momenty, takie jak teraz że mi go
        strasznie brakuje i tak bardzo tęsknię. Jakby tylko wrócił rzuciłabym mu się na
        szyję i chyba szybko nie odeszła. Ale są chwile kiedy go nienawidzę za to co mi
        zrobił i dziecku. Ono go tak kocha, jest mi przykro gdy syn nie chce mieć z nim
        kontaktu. Boje się, ze to wpłynie bardzo na jego późniejsze życie. Czasami
        myślę, ze nie wybaczę mu tego, ze mi nie pomaga, nie ma go z nami. Syn mówi do
        mnie, ze taty rodzice są źli, nie mówi dziadkowie tylko taty rodzice ma do nich
        zal za to, ze jego tata u nich mieszka. ja wiem, ze ludzie się rozstaja i
        rodzice zawsze mimo wszystko kochają syna ale już nigdy nic nie będzie tak jak
        dawniej, ja wiem o tym, ze dziecko potrzebuje ojca na co dzień. W każdym
        momencie jego życia. Syn ma 8 lat niedługo będzie miał urodziny ja mu taty nie
        zastąpię. On o nim rzadko mówi ale jak mówi to od razu płacze, wiem ze tęskni
        ale tego nie okazuje stara się być silny. Syn chce o nim zapomnieć. Dziś z
        samego rana pyta mnie jaki mamy dzień ja mówię czwartek a on do mnie jutro
        zadzwonię do taty i spytam czy wraca. A ja pytam jeśli wróci to co - to będę
        najszczęśliwszym dzieckiem bo to moje marzenie a ja jeśli tata nie wróci - to go
        nienawidzi i nie chce go znać. Ja tak bardzo się boję i wiem jaka będzie ta
        odpowiedź. Nie wiem jak ja to wytłumaczę dziecku. jutro ten koszmar z 23
        sierpnia powróci na nowo, on nigdy się nie skończył ale jutro wróci ze zdwojona
        siłą. Nie wiem jak zareaguje syn na pewno będzie płakał i mówił, ze taty nie
        chce widzieć i ja znowu będę go musiała zmuszać do spotkań z nim - ale niby
        czemu ja mam to robić wbrew dziecku, ale gdy tego nie zrobię to ich kontakty się
        urwią. Nie wiem boję się jutrzejszego dnia. Mam ten scenariusz przed oczami bo
        na powrót jego nie liczę gdyby chciałbym z nami to by był już dawno tak jak
        napisała któraś z Was po 2 -3 dniach. Takie rzeczy się zdarzają ale ludzie
        umieją się zachować, chcą kompromisów, chcą walczyć.
        Odnośnie terapii ja go prosiłam aby poszedł on powiedział, ze nie żebym ja
        najpierw poszła do psychologa i się zajęła sobą. Bo mi jest potrzebna pomoc, bo
        nie umiem żyć i funkcjonować. Powinnam zacząć życie bez niego. uważam, ze
        najgorsze co on robi to takie zwodzenie nas , wrócę, nie wrócę, rozwodzę się,
        nie rozwodzę się, za tydzień, za miesiąc, na święta, kocham, nie kocham i tak w
        kółko. Żaden normalny człowiek długo tego nie wytrzyma. Gdybym nie miała na
        głowie ważnego egzaminu może bym łatwiej podjęła jakąś radykalną decyzję,a le
        nie jestem tego pewna bo bałabym się znów że zaprzepaściłam wszystko bo on może
        wróciłby, ja nie wiem ile ja jestem w stanie czekać wydaje mi się, ze jestem na
        skraju załamania nerwowego powinnam to uciąć ale ja czekam i nie robię nic.
        Drugi dzień dziś z nim nie rozmawiam i nie kontaktuję się - jest mi źle ale
        wiem, ze tak mi doradzacie i nie mogę się prosić i zebrać.
        Powiedzcie mi co mam zrobić jutro jak zareagować, jak porozmawiać z synem, czy
        jeśli on się nie odezwie pozwolić dziecku zadzwonić do niego bo on na pewno
        będzie chciał go o to zapytać.
        Pozdrawiam Was i bardzo dziękuję.
        • pasarela Re: odszedł od Ciebie, bo dla dziecka to nie jest 08.10.09, 21:22
          Zajmij si e dzieckiem, Twój syn nie czuje sie pewnie w tej
          sytuacji.Twój mąz to wielki dzieciak- nieodpowiedzialny facet.Idź do
          psychologa niech przepracuje z Tobą to co czujesz i pomoże Ci
          pracować nad synem, który ma już poważne kłopoty.Ja wiem,że łatwo
          się radzi ,ale nie załamuj się - nie kontaktuj sie z nim i dziecku
          też nic nie mów. Jesli syn zechce sam zadzwoni do ojca.Musisz pozbyć
          się poczucia,że jesteś jedyną winną tej sytuacji.Pamiętaj ,że to co
          mówi twój mąż na twój temat to jest jego opinia i nie ma nic
          wspólnego z tobą .Sama musisz wiedzieć kim jesteś i dlaczego chcesz
          aby ten człowiek wrócił do Was.To Ty odpowiedz sobie na to
          pytanie.Twój maż zrobi to co zechce, od Ciebie zależy czy zgodzisz
          się na szantażowanie, traktowanie jak powietrze.
          Tylko nie mów ,że dla dobra dziecka chcesz aby wrócił. dla dobra
          dziecka twój mąż nie zaniedbywałby własnego dziecka - a to robi .
          • glapamalgorzata Re: odszedł od Ciebie, bo dla dziecka to nie jest 30.12.11, 00:17
            Jestem w zupełnym szoku-ponieważ czytając Twoją historię nie muszę pisać swojej bo jest identyczna. Oprócz tego, że maja córcia jest mniejsza-ma 5 lat. mieliśmy wszystko-nowy dom, córcie,zdrowie i wydawało MI się, że miłość i siebie też- ale to mi się wydawało.
            Stał się oschły dla mnie, nie potrzebny był sex czułość-za to internet, portale randkowe i czas dla siebie tak. Zaczęłam pytać podejrzewać, sprawdzać-zrobiła mu awanturę i zaczęło się.
            Odkąd powiedział mi pół roku temu że mnie nie kocha i nie kochał już wcześniej-udawał! zaczęła się jego wykańczalnia mnie psychiczna- teraz będziemy żyć tak bez miłości obok siebie. Byliśmy tak miesiąc -jechał po mnie psychicznie niesamowicie-trafiłam do psychologa schudłam, myślała że oszaleję a on twierdząc, że mam za cienkiego lekarza śmiejąc mi się w twarz kazał mi się zmieniać bo jak nie to koniec. Małymi kroczkami robił wszytko aby odejść i wpierał mi że to z mojej winy-jestem psychiczna, chora, złym człowiekiem jestem! w końcu się wyprowadził najpierw na tydzień-wrócił pojechaliśmy z małą na wakacje-miał podjąć decyzję-chciałam porozmawiać a on wyprowadził się na stałe-ODSZEDŁ. Przyjeżdża kiedy chce do małej, robi co chce- chce rozwodu. Podobny jest do Twojego męża bo też długo nie wiedział czego chce i wykańczał mnie psychicznie strasznie-czy wróci ? a za wszystko winą obarczał mnie i to mnie się kazał zmienić. Więc nie dość że została pustka, ból,upokorzenie to jeszcze poczucie ogromnej winy które mi wpoił. Najgorsze jest to że w tak krótkim okresie czasu żyjąc w sielance tracisz wszystko i nie wiadomo dlaczego? bo spokoju miał za mało, czasu dla siebie:) teraz jest juz troszkę lepiej ze mną ale wiem że dalej go kocham i dalej cholernie boli-czasami proszę o serce BOGA z kamienia. Gdyby nie moja córunia to na oczy nie chciałabym go widzieć-bo mam świadomość, że tak by było dla mnie najlepiej ale dla dziecka walczę o RODZINĘ (której według niego już nie ma:()
        • rayenne jedynaczko 09.10.09, 10:58
          z całego tego postu widać jak na dłoni, jak bardzo cierpisz i jak
          trudna (za trudna?) jest dla Ciebie ta sytuacja ... Strasznie jesteś
          pogubiona i poplątana z tym wszystkim ... i wcale Ci się nie dziwię.
          Skoro jednak Twój mąż jest totalnie nieodpowiedzialny,
          niezdecydowany, w dodatku emocjonalnie niedojrzały do związku, a
          raczej odpowiedzialności za związek (i nie chodzi mi o to, czy ma
          wrócić czy nie, tylko o to, że powinien o nim "stanowić",
          współdecydować, zwłaszcza, że ma pod opieką (Teoretycznie) małe
          dziecko); spróbuj wziąć ciężar rzeczowej rozmowy na siebie.... Nie
          dzwoń, nie wypytuj, nie umawiaj się na telefony, które po 2 minutach
          rozmowy przeradzają się w pyskówkę z jego strony. Daj sobie czas,
          uporządkuj to, co chcesz mu powiedzieć, siądź nad pustą kartką i
          spisz to, o co chcesz zapytać i o czym powinniście porozmawiać,
          zarówno w wariancie "będziemy razem" jak i w wariancie "rozwód". A
          może poproś mamę lub tatę o zajęcie się synem i spotkaj się z mężem
          na "neutralnym" gruncie - umówcie się na kolację w mieście (ale nie
          w "waszej ulubionej" knajpce - w neutralnym "emocjonalnie"
          miejscu). Powiedz mu z góry, chłodno i rzeczowo, o czym chciałabyś
          porozmawiać, i o tym, że nie będzie to kolejne wywlekanie flaków w
          stylu ("a ty to..." "a ty to"), tylko konieczny obecnie bilans
          związku. Niewykluczone, że on czuje się silny widząc Cię w rozsypce,
          w pełnej gotowości do przyjęcia go na każdych możliwych warunkach,
          stąd może sobie "strzelać focha" i wygłupiać się w nieskończoność.
          Nowa, rzeczowa, spokojna,panująca nad emocjami i wiedząca czego chce
          (zdecydowana!!!!) żona, która "opanowała" sytuację, może go trochę
          przestraszyć (bo "kontrolowanie" nie będzie już tylko jego
          przywilejem i nagle okaże się że sznureczki, za które pociągał,
          właśnie zostały przecięte). Przede wszystkim postaw na rozmowę o
          dziecku, formie i częstotliwości ich wzajemnych kontaktów. A syna,
          Boże broń, nie zmuszaj do dzwonienia i pytania taty, kiedy wróci -
          bo po pierwsze - to nie na ośmiolatku ma spoczywać
          ciężar "przywrócenia" ojca rodzinie (a po każdej odmowie on to
          właśnie tak postrzega- tata nie chce wrócić do mnie), a poza tym -
          skoro to jemu każesz dzwonić (a nie możesz mu podać powodu odejścia
          taty z domu), dziecko może sobie wykoncypować, że to wszystko z jego
          powodu .... Uwierz mi, że faceta to nie roztkliwi, on raczej
          potraktuje to jako tandetny emocjonalny szantaż (z jego tokiem
          rozumowania oczywiście, bo dla normalnych osób tak nie jest). Nie
          zapewniaj dziecka, że tata go kocha - to sam tato powinien mu to
          powiedzieć: wprowadzasz w jego emocjonalność totalny chaos: jak
          można jednocześnie kogoś kochać i go kompletnie olewać (podstawa
          różnych neuroz w wieku późniejszym). Nie chciałabym Cię dobijać, ale
          często tak zachowują się faceci z poczuciem winy (romans), którzy
          chcą pomniejszyć swoje przewinienie przez zdeprecjonowanie ofiary,
          której wyrządzili krzywdę ("sama się lecz", "idź do
          psychiatry", "nie da się z tobą wytrzymać" vide- sama doprowadziłaś
          do tej sytuacji). Bardzo bardzo trzymam za Ciebie kciuki.
          • jedynaczka28 znamy odpowiedź 09.10.09, 19:01
            Dziś ledwo tylko wróciłam do domu syn zapytał czy może do taty zadzwonić
            chciałam to odwlec, myślałam, ze zapomni o tym, ze dziś piątek a on do mnie mówi
            mam ja nie mogłem się doczekać tego dnia. Zadzwonił tata mówił do niego, ze nie
            wie czy wraca a on tatusiu proszę Cię odpowiedz mi, miałeś się zastanowić ty
            mnie torturujesz, wróć do domu ,,na próbę" - Boże co też to biedne dziecko
            wymyśliło ona ma 8 lat a posuwa się do takich rzeczy aby tylko ojca nakłonić.
            Dziś wiem, ze w następnym tygodniu idę z synem do psychologa, już umówiłam nam
            wizytę. Boję się bardzo o niego. Mąż mówił do niego cały czas synku nie wiem,
            nie płacz nie pytaj mnie o to bo wrócę i mam ai tata będą się kłócili a syn na
            to, ze przecież wy nie kłóciliście się tatusiu wróć. Chciałam przerwać ich
            rozmowę by nie pozwolić na to aby syn żebrał o jego miłość. On zawołał mnie do
            telefonu i powiedział mi, ze gdyby chodziło o mnie to by nie wrócił ale się
            zastanawiał o syna iw końcu powiedział mi abym przekazała synowi, ze nie wraca.
            Ja powiedziałam, ze to jego decyzja i niech sam sobie robi z nią co chce.
            Zadzwonił do dziecka i powiedział, ze nie wraca i tyle. Syn się rozłączył.
            Nie było mnie przez godzine w domu, byłam na zakupach w tym czasie moje biedne
            dziecko zadzwoniło znowu do ,,tatusia kochanego'' i prosiłogo aby on wrócił a
            on, ze nie i powiedział do dziecka aby nie był taki jak jego mama i aby sie nie
            dał mi buntować.
            Ja już nie płączę. Wiem, ze to nie jest moja wina, ja nie jestem idealna ale
            nigdy nikomu nie wyrządziłam tyle krzywdy co on. Nie chodzi mi o to co on zrobił
            mnie ale dziecku - swojemu jedynemu synkowi. Dziecko go tak kocha, bardzo go
            potrzebuje. Powiedział mi że tata jest niedobry, że był na niego zły o to, ze
            zadzownił do niego, ze nie chce go widzieć ani znać. Nie chce z nim rozmawiać
            ani sie spotykać. Scenariusz jaki się domyślałam. Pozostaje mi zapomniec o tym
            człowieku, to już nie jest mój mąż - ja nie zasłużyłam na takie traktowanie i
            dziecko tez nie.
            Prawda jest taka, ze my zebraliśmy o jego miłość i jego uczucia a on pokazał nam
            ile dla niego znaczymy - NIC.
            Mam nadzieję, ze poukąłdam sobie to w głowie i nauczę się żyć bez tego
            człowieka. Nie wiem jak będa wygladały ich relacje raze - obawiam sie tego.
            Jedno czego jestem pewna to to, ze ja jestem dla niego nikim jednym wielkim
            zerem a ja myślałam, ze tyle nas łaczyło a okazało się, ze nic.
            • 8ma-rca Re: znamy odpowiedź 09.10.09, 19:59
              zostawiłaś dziecko samo w domu na godzine?
              • jedynaczka28 Re: znamy odpowiedź 09.10.09, 20:06
                tak on ma przwie 9 lat od roku czasu zostaje sam w domu
                • bumer21 Re: znamy odpowiedź 10.10.09, 00:53
                  hej, przesledziłam caly watek. coz musisz sie bardzo duzo modlic, takiej
                  sytuacji Pan Bog okaze sie opoką. Twoj maz jest złym czlowiekiem.. Zapomnijk o
                  nim i wystap o alimenty, te mozna miec bez rozwodu, zabezpiecz sei finansoweo.
                  Do kogomieszkanie nalezy, itd. No i zabierz malego do psychologa i wyjedzcie
                  gdzies na weekend albo tydzien. Moze nawet numer zmien i nie podawajgo juz
                  mamanadzieje przyszlemu exowi. pozdro


                  Ps. Dziecko 9 letnie mozna zostawic na godzine w domu
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 10.10.09, 19:51
      Dziękuję Wam wszystkim za rady i dobre słowa. Chciałabym mieć Tą Waszą mądrość i
      tak postępować, wiem że tak powinnam i się staram aby tak robić ale cóż... samo
      życie raz mi wychodzi a raz nie. Napisałyście, ze pewnie jakby zadzwonił to ja
      bym wszystko rzuciła i szczęśliwa się na wszystko zgodziła i ja obawiam się, ze
      by tak było - to naiwne i głupie z mojej strony. Chciałabym mu pokazać, ze to
      co nam zrobił jest niewybaczalne i złe ale on chyba sam powinien o tym wiedzieć.
      Ja w sumie nie jestem zła na niego o to co zrobił mi bo to jest nic w porównaniu
      z tym co czuje nasz syn. Tak jak ktoś napisał on nie zasługuje na to aby on na
      niego mówił tato. Tata by nigdy nie zostawił syna. Dziś zadzwonił do mnie ja nie
      odebrałam więc do syna, pytał go co robi i czy może wpaść a dziecko możesz
      wrócić do domu a jeśli chcesz przyjść na chwilę to w ogóle nie przychodź a on no
      to super bo nie wracam a dziecko to nie i się rozłączyło.
      Ja nie proszę już syna o to aby się z nim widywał bo ob już sam rozumie i może
      dokonywać wyborów ja się po prosty tylko boję, ze on kiedyś pójdzie do Sądu i
      powie, ze ja mu zabraniam kontaktów z dzieckiem a tak nie jest.Jest mi wstyd tym
      bardziej, ze ja sama pracuję w Sądzie.
      Wiem, że tego się nie da uratować bo ja sama nie jestem w stanie tego zrobić.
      Wiem też, ze to on powinien się o to starać i naprawiać to a ja mu pomóc. Ja to
      wszystko rozumiem, zrozumiałam, ze nic dla niego nie zaznaczę było ciężko ale
      dłużej się nie mogę upokarzać i poniżać on to wykorzystuje przeciwko mnie, moje
      prośby i łzy nic nie znaczyły - zaznaczam, ze on nigdy by na to wcześniej nie
      pozwolił. Ja myślałam, ze jestem winna całej tej sytuacji ale po
      przeanalizowaniu jej wiem, ze to, ze ja mu gadałam nie było spowodowane tym, z
      eja jestem zła albo chciałam się kłócić małżeństwo i związek dwojga ludzi polega
      na tym, ze każde z nich ma jakieś obowiązki, ja je miałam on nie miał żadnych ja
      go o coś prosiłam on nie chciał więc ja mu gadałam i to mu się nie spodobało.
      To, ze coś wymagałam, ze dużo mówię wiedział o tym od zawsze jakby zrobił coś od
      razu to bym nie mówiła. Ale tak naprawdę to nie był powód do zostawienia
      rodziny, olania jej, wyprowadzenia się na półtora miesiąca. To nienormalne. Jak
      się kłóciliśmy ostatnimi czasy to z tego powodu, ze ja wymagałam, on kłamał, nie
      miał czasu i tyle. Ja nie kłamałam, rodzina była dla mnie najważniejsza. Boli
      mnie to, ze nigdy nie siadł ze mną i nie powiedział nie podoba mi się to co
      robisz, zmień to bo odejdę, nie chcę tak żyć
      Uwielbiałam spędzać czas z nimi w trójkę i ze znajomymi a on sam, wiecznie
      zmęczony. No cóż z kimś innym będzie mu lepiej, ja nie mogę go zmusić i tyle ale
      żebrać już nie będę. Wierzę w siebie.
      • 3-katia Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.10.09, 19:16
        No to masz szczeście,ze uwierzylaś w siebie. Czytam o Tobie i widze
        siebie- z tą różnicą, że mam 2 dzieci (5 lat i 13 m-cy), jestem na
        urlopie wychowawczym, a mąż odszedł od nas i wynajmuje mieszkanie z
        kochanką. Boże, czy to jakiś wirus? Czy wszyscy faceci tak mają? Mam
        nadzieję, że Ci się uda poukładać wszystko. Niestety ja jeszcze
        jestem na etapie płaczu na zmianę z wkurwieniem. I moja rada: nie
        załatwiaj za męza układu syn - ojciec. Niech on się trockę wysili i
        popracuje. Na miłośc dzieci także trzeba zasłużyć. Powodzenia
        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.10.09, 19:51
          Katia współczuję Ci wiem co czujesz ja sama przeżywałam to samo. Założyłam post
          i dużo dały mi rady innych, którzy patrzyli na to z boku. Ja byłam głupia i
          prosiłam męża aby wrócił, błagałam go ale to nic nie dało dobrego wręcz
          przeciwnie. Jest mi już lepiej. Ta sytuacja trwa od końca sierpnia - prawie
          półtora miesiąca. Są chwile lepsze i gorsze. Schudłam 8 kilo a ogólnie zawsze
          byłam chuda, teraz powoli zaczynam jeść, tabletki uspokajające. Pomogło mi
          spokojne przeanalizowanie tego wszystkiego, analizowałam każde nasze spotkanie i
          rozmowę ale to nic nie zmieniało w moim nastawieniu dopiero jak zrozumiałam co
          wyrządził własnemu dziecku mnie otrzeźwiło. Zrozumiałam, ze jest draniem. Zero
          pomocy ze strony jego rodziny utwierdziło mnie w przekonaniu, że to jest
          chore.Wszystko jest kwestią czasu, potrzebujesz spokoju, musisz zająć się sobą
          spokojnie przeanazlizować, skupić się na dzieciach, myśleć tylko o sobie i
          dzieciach. Pomyśl o tym co dla Was najwzżniejsze.
          Pozdrawiam i trzymam kciuki.
          • gosiana6 Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.10.09, 12:10
            Czas chyba już żebyś sobie założyła że mąż nie wróci. Zresztą to co
            się stało sprawi że nigdy nie będzie między Wami tak jak kiedyś było.
            Weź sobie dziewczyno odpuść, idź do fryzjera, wyjedź na weekend do
            spa, pomaluj mieszkanie.
            Synowi postaw jasno sprawę że tata nie będzie już z Wami mieszkał,
            tak sie czasem w życiu zdarza. Ale dacie sobie radę tylko musicie
            inaczej sobie życie zorganizować. Bo jeśli syn nie ma oparcia w tacie
            musi mieć je w Tobie.
            Skup się na synu, musisz być dla niego matką i ojcem.
            I nie żebrajcie o miłość bo to budzi niesmak męża-tatusia. On Was nie
            kocha już i tyle. Gdyby kochał nie mógłby Was tak skrzywdzić.

            --

            forum.gazeta.pl/forum/f,93316,GLOWA_W_MUR.html
            • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 16.10.09, 21:56
              Ponownie dziękuję Wszystkim za opinie, słowa otuchy i rozumiem Te z Was, które
              mają również mężów gówniarzy.
              U mnie w miarę dobrze, jakoś muszę żyć.
              Są chwile lepsze i gorsze. Jak go nie słyszę i nie widzę jest dobrze. Jest
              dobrze gdy sama sobie radzę ze wszystkim. Gdy nie daję rady z rzeczami jakie
              robił on jestem wściekła i na przemian go nie nawidzę albo mam ochotę dzwonić i
              błagać o powrót. Dobrze, ze tylko mam ochotę ale nie jestem tak głupia i tego
              nie robię. Jak przychodzi na początku jest tak jak sobie zaplanowałam zero
              reakcji na nic z mojej strony ale chwilami łapę się na tym, ze mam ochotę
              podejść do niego i znowu prosić.
              Ja nie wiem ile tak naprawdę będę potrzebowała czasu aby zapomnieć 11 lat
              przebytych z jedna osobą - osobą, którą kochałam albo nawet kocham - już nie
              wiem jest to bardzo zmienne...
              Wkurza mnie to, ze on wyprowadzając się z domu, nie majac chęci powrotu do niego
              nie robi nic aby to jakoś załatwić np. napisaniem pozwu, zrobieniem czegoś aby
              korespondencja do niego nie przychodziła do mojego domu bo mnie to wykańcza
              przez to musze się z nim kontaktować i on wtedy ma pretensje i żale, ze ja
              dzwonię. Ostatnio zapakowałam listy w kopertę i mu je wysłałam. Mój jeszcze mąż
              powiedział mi, ze kupi mi książkę jak żyć po rozwodzie. Ja mu powiedziałam, ze
              skoro taki hojny to niech kupi dla syna jak ma żyć po tym jak go zostawił tatuś
              i jego mamę. A on na to, ze jestem popierdolona i żebym zajęła się nauka do
              egzaminu.
              Powiedział mi, żebym się nie spieszyła z pozwem o rozwód bo rozwód jest
              potrzebny wtedy gdy chce się ponownie brać ślub a nam to nie potrzebne. Chce
              separacji, nie wie ile ma trwać, czy będzie chciał wrócić. Chce aby miał zawsze
              kontakt z synem wtedy kiedy będzie on - czyli mąż miał ochotę, chce go brać do
              dziadków na noc i chce przychodzić do nas na noc. Ja mam się nie kłócić i być
              uśmiechnięta.
              No przepraszam ale ja tak nie umiem. On twierdzi, ze ja jestem chora psychicznie
              bo chcę żeby wrócił albo żeby odszedł z mojego życia.
              Moze i jestem głupia ale jego rozwiązanie nie wchodzi w grę i nie wiem czy po
              upływie iluś lat będzie.
              Ja zawsze będę miała żal za to co zrobił.
              Na razie muszę go olać i całą ta sytuację i zacząć sie uczyć bo w połowie
              listopada egzamin i zmiana pracy - uzależniona od wyniku egzaminu. Muszę zdać
              najlepiej jak się da - bo od tego zależy podwyżka.
              Pozdrawiam Wszystkich i dziękuję.
              Chce dodać, ze syn nadal nie chce go widzieć i w żaden sposób nie jest przeze
              mnie namawiany i buntowany.
              • kaalinaa Re: pomocy zostawił mnie mąż 16.10.09, 23:31
                Z tego co widze zrobilas jeden blad wciagajac w to wszystko synka.
                Mam podobna sytuacje. Od 2 tygodni mąż nie mieszka ze mna i naszą
                córką (10 lat). Od początku (nie było między nami dobrze juz od
                jakiegoś czasu) przygotowywałam ją na taką sytuację. Córcia wie że
                to co dzieje się między nami nigdy nie wpłynie na jej relacje z
                ojcem. Oczywiście że ciężko przeżywała jego odejście ale nigdy nie
                przybrało to formy histerii i błagania taty o powrót. W jej klasie
                jest wiele samotnych dzieci z rozbitych małżeństw i takimi
                przykładami staralam się jej wyjaśnić ze nie zawsze udaje się
                dorosłym utrzymać związek. Oczywiście że jest mi bardzo ciężko i
                również czuję okropny lęk przed przyszłością ale nie obarczam tym
                dziecka! Ona wie że cokolwiek się stanie ja jestem osobą na którą
                może zawsze liczyć. Na spotkania z ojcem zawsze się cieszy i ja
                również lepiej się czuję z tym ze nadal mają dobry kontakt. Nie
                dopuszczam również do ich spotkań w naszym domu bo jest to dla mnie
                zbyt bolesne. Tobie też to radze. Wyprowadził się więc nie jest to
                już jego dom. Kolacyjki i herbatki - restauracja albo u niego!
                Bądź silna i trzymaj fason!
                • wwwybredna Re: pomocy zostawił mnie mąż 17.10.09, 16:12
                  Moja córcia ma 5 lat i też nie histeryzuje,ale jest jej smutno i
                  przez pierwsze dni po odejściu męża pytała go kiedy się pogodzi z
                  mamą.Minął miesiąc i tylko czasem martwi się ,że ja też odejdę, co
                  bardzo mnie boli:(
                  Mąż przychodzi do mnie do mieszkania ,bo ma czas tylko wieczorem ,a
                  potem dziecko idzie spać.
                  Trudne to wszystko.
              • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.10.09, 07:52
                Doskonale Cię rozumiem, kierują jeszcze Tobą emocje, jesteś dobrą
                dziewczyną, dlatego On to wykorzystuje. Moim zdaniem musisz nabrać
                dystansu do Niego, jak przychodzi do dziecka, ty wychodz do
                koleżanki, niech zobaczy że potrafisz żyć bez Niego.Zdaj egazamin,
                bo to jest Twoja inwestycja w przyszłość, wyjdż z kumpelami się
                zabawić, jak najmniej myśl o Nim. Na rozwód przyjdzie jeszcze czas,
                złóż pozew o alimenty, żebyś nie prosiła Go o każdą rzecz dla
                dziecka
                • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.10.09, 16:07
                  co do rozwodu
                  mysle ze w tej sytuacji separacja to tylko przedłuzanie agonii.

                  Jak juz niejedna zauwazyła on chce mieć poczucie, ze jak mu sie
                  zachce to bedzie mógł wrócić

                  a jak bedzie rozwód to bedzie jasne ze wszystko skończone, ze go nie
                  chcesz

                  mysle, ze sama powinnaś złożyc pozew- zeby wiedział, że dla Ciebie
                  to koniec

                  poza tym, ze odetchniesz "po", to zawsze lepiej miec sprawy
                  uregulowane.

                  nastepnie korespondencja- jak nie chce zmieniac adresu
                  korespondencji to składaj wszystko na kupkę, jak mu sie przypomni to
                  powiedz, ze moze przyjsc o danej godzinie i koniec bo później masz
                  gości, wychodzisz, wyjezdzasz itd- chodzi o to, że bynagle zobaczył,
                  że nie jesteś na jego sptryknięcie

                  moja znajoma po rozstaniu- nie miała zamiaru schodzic sie z meżem-
                  zaczeła sie strasnzie stroic przed jego wizytą ( np po
                  korespondencje) i jak wchodzil i zaczynał gadac farmazony, to ona
                  zakładała szpilki i mówiła ze przeprasza strasznie ale teraz to ona
                  wychodzi i niestety musi juz isc.

                  po czym przebierała sie w dresik:)

                  Jak rozmawiali to ona miała zawsze bardzo ficjany ton, odpowiedzi
                  tak lub nie, bez wdawania sie w głupie dyskusje

                  mysle, że dzieki temu tez szybko doszła do siebie i zobaczyła jaki z
                  niego palant;)
                  • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.10.09, 20:08
                    Jedynaczko!Aneta Skarpeta ma racje. Jeżeli będziesz chciała
                    skorzystać z naszych rad to musisz być silna, dla Twojego synka.
                    Pomóż mu, zapiszcie się z Małym do psychologa, naprawdę fajna
                    sprawa, złóż pozew, masz rodziców którzy pomogą!A ten Pajac jak
                    przez tyle lat małżeństwa nie dojrzał do poważnych rozmów to mógł
                    się nie żenić. Delikatnie dowiedz się czy niema kochanki, bo może to
                    być możliwe. Nagle dochodzi do wniosku że jest Mu z Wami żle?A jak
                    tak to jeszcze bardziej kopnij Go w dupe, niech sobie dorasta przy
                    kimś innym. Trzymaj się!Niech już więcej Was nie męczy, jak
                    będziecie grzeczni to Was odwiedzę, to tak się traktuje najbliższe
                    osoby?
          • 3-katia Re: pomocy zostawił mnie mąż 13.10.09, 14:15
            Szanowny małżonek wyprowadzł sie z domu 8 sierpnia, a pół roku
            wcześniej znalazł sobie panienkę. Przestałam go już błagać, płakać
            też (zwłaszcza przy nim)-bo to przynosi odwrotny efekt. Ale sama
            wiesz jak trudno rano wstać i zając sie codziennymi sprawami. A na
            marginesie witamy w klubie: waże kilo mniej niż 10 lat temu.
            Pozdrawiam
            • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 13.10.09, 14:53
              Twój sie przynajmniej sam wyprowadził. moj najchetniej mnie mialby w
              domu ( obiadki, dziecko pod reką jakby nagle pojawił sie
              niekontrolowany przyplyw ojcowskich uczuc), a na boku kochanki :)

              i do tej pory- choc rozwód byl kilka lat temu- nachodzi go
              refleksja " czemu to tak sie potoczyło" :)

              z perspektywy czasu cieszę sie, że mnie zdradzał- przynajmniej
              uwolniłam sie od człowieka który musli tylko o czubku własnego nosa:)

              tak więc nie ma tego złego:)
              • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 16.10.09, 10:02
                Jestem tego samego zdania, najbardziej w tej sytuacji szkoda tylko
                dziecka, bo widzi jakiego ma nieodpowiedzialnego ojca, który
                zatrzymał się na poziomie 5 lat. Jesteś niezależna, masz pracę, olej
                Go, on czuje jak Tobie zależy i wykorzystuje sytuację, dziecko samo
                przestanie Go szanować, małżeństwo to kompromis i rozmowy, a on
                dyktuje Ci warunki. Wahania nastrojów mogą być spowodowane jakąś
                kochanicą co mąci mu w głowie
                • miarka71 Re: pomocy zostawił mnie mąż 17.10.09, 19:53

                  Witam.Zastanawwia mnie tylko to czemu nie szanujesz siebie , ja wiem
                  że jest tobie ciężko (przechodziłam kiedyś) ,ale kobieto ty mu się
                  podajesz na tacy on wie że kiedy pierdnie ty do niego wrócisz.
                  Postaw się troszkę powiedz mu, że ma się nie zastanawiać czy do
                  ciebie wróci bo niestety ty już go nie chcesz i że miał szansę i jej
                  nie wykorzystał. Dziecku powiedz że to nie jego wina i że dorośli
                  czasami przestają się kochać ale jego będą kochać cały czas. Masz
                  pracę jesteś niezależna dasz sobię radę, rozumiałabym bardziej
                  takie zachowanie u kobiety która byłaby na utrzymaniu męża.Złóż
                  pozew o rowód i alimenty i nie daj sobą pomiatać i nie poniżaj się
                  więcej, faceci nie mają szacunku do takich kobiet .Pokaż jemu że
                  dasz sobie radę sama. Głowa do góry będzie dobrze. Powiem tobie że
                  wszystkie kobiety które znam a są po rozwodzie po pewnym czasie są o
                  wiele szczęśliwsze i żałują tylko czemu nie zdecydowały sę na taki
                  krok wcześniej.
                  • bunny-online Jedynaczko! 19.10.09, 21:15
                    Jedynaczko, śledzę Twój wątek i myślę często o Tobie, więc daj czasami znaka,
                    jak sobie radzisz...
                    • jedynaczka28 Re: Jedynaczko! 19.10.09, 21:39
                      Radzę sobie bo muszę.Dziś jestem wkurzona. Syn dzwonił do tatusia i pisał mu
                      smsy ale tatuś wyłączył komórkę więc zadzwoniłam do teściów i zrobiłam mu
                      awanturę, ze nawet nie zainteresuje się dzieckiem (widział się z nim w zeszły
                      wtorek bądź środę około 20 minut) a on mi na to, z eja go siła nie zmuszę do
                      kontaktów z synem. D zis po raz kolejny pokazał mi, ze jest człowiekiem nic nie
                      wartym a na pewno nie wartym nas. Nie zasługuje być tata. Dopytywał się kiedy mu
                      przyjdzie informacja z Sądu o pozwie złożonym przeze mnie.Ostatnio telefonicznie
                      poinformowałam, go, ze syn ma gorączkę a on mi na to, ze on tez jest
                      przeziębiony. Boże co za palant. Jest tyle samo wart co jego rodzice. Kurcze
                      chciałabym mu pokazać gdzie jest jego miejsce, dziecko naprawdę za nim tęskni
                      ale gdy dzwoni on nie odbiera to znowu nie będzie chciało go widzieć takie
                      błędne koło. Gdy syn dzwoni jest źle, gdy nie dzwoni jest źle, gdy pisze smsy
                      jest źle gdy nie pisze też jest źle. Żle jest zawsze. Najlepiej by było jakbyśmy
                      mu całkowicie zeszli z drogi. Nawet nie wiecie jak ja się boję świąt i urodzin
                      syna, które lada moment będą. On uważa, ze może nie odzywać się do dziecka
                      miesiąc i po miesiącu ono tak zatęskni za tatusiem, ze mu wszystko zapomni a tak
                      na pewno nie będzie. Powiedział, ze złoży do Sądu wniosek że ja mu utrudniam
                      kontakty z synem.
                      • wwwybredna Re: Jedynaczko! 19.10.09, 21:58
                        Tak mi przykro:(
                        Mój mąż dzisiaj przywiózł małą po pracy do domu i zaraz zbierał się
                        do wyjścia.Córka się rozpłakała, powiedziała że nie lubi jak tatuś
                        wychodzi.A on po prostu wysdzedł mówiąc ,że jest zmęczony...:(
                        Ech...
                      • selune111 Re: Jedynaczko! 20.10.09, 20:55
                        Jedynaczko ! Twoja historia bardzo mną poruszyła. Śledzę Twoje losy
                        i Twoją przemianę bo widać że z czasem zmieniasz się bardzo - Twoje
                        nastawienie do sytacji, do męża, swojej tęsknoty i chęci powrotu
                        męża. Widzę jak sie zmieniasz, i widzę że zwyciężasz ! Uzmysłowiłaś
                        sobie że to co zrobił Twój mąż jest po prostu ochydne, ta ciągła
                        niepewność, granie na Twoich uczuciach i uczuciach synka. Widać jak
                        się męczysz, jak chcesz żeby wszystko było dobrze.. Ze słabej osoby
                        zrobiłaś się silniesza, dodajesz mi otuchy, ja także jestem w
                        trudnej sytuacji, mnie też zostawił mąż, nie mamy co prawda dziecka
                        ale sytuacja ta jest dla mnie trudna. Nie odzywa się, wiem że jest
                        egoistą i że nie powinien się zachować tak jak się zachował. Zawsze
                        byłam otwarta na rozmowę z nim, analizowałam nasze problemy, był dla
                        mnie numerem 1, ciągle o nim myślałam, chciałam mieć z nim dzieci,
                        chciałam żeby poświecał mi więcje uwagi, a nie komputerowi, chciałam
                        stworzyć z nim rodzinę abyśmy byli razem siłą, prosiłam się o chwilę
                        uwagi. Owszem były momenty szczęśliwe i miłe, ale nie czułam żebym
                        była dla niego najważniejsza. Nie wiem czego chcą mężczyźni, jak się
                        starasz to za bardzo, jak się nie starasz to też źle. Jestem bardzo
                        rozczarowana, miałam tyle planów, tyle wizji.. wszystko legło w
                        gruzach. Ja nie chcę się już starać, nie chcę być tą która pierwsza
                        wyciaga ręke, stara się porozmawiać, analizuje problem, chcę aby
                        ktoś się o mnie postarał, nie dzwonię, nie proszę, nie histeryzuję..
                        i co... cisza... i nic.. nikt do mnie nie woła..
                        • selune111 Re: Jedynaczko! 20.10.09, 21:12
                          Jedynaczko ! jeszcze jedna myśl mnie naszła - Twój mąż chce abyś to
                          Ty złożyła pozew o rozwód, tak też sugerują Panie. Ja uważam że Twój
                          mąż to tchórz i drań który chce zdiąć winę z siebie i chce Twoimi
                          rękami rozwiązać swoją sytuację ! bo sam się boi i nie jest w
                          stanie, bo jest tchórzem. Zaczekaj, nie rozwiązuj mu tak szybko rąk,
                          skoro on odszedł - to on powinien złożyć pozew, ale się boi, taki z
                          niego mężczyzna.. nie wiem czy mnie też to nie będzie czekało, ale
                          jest to niesprawiedliwe. Ja na Twoim miejscu nie przejmowałabym się
                          że jakieś listy do niego przyszły - Ty je jeszcze odsyłałaś do niego
                          sądząc że to ważne ! Nie rób tego ! Nie poniżaj się, nie bądź jego
                          mamusią - ja też zawsze opiekowałam się mężem, myślałam o nim,
                          segregowałam jego dokumenty i co... i powiedział że gdyby mnie nie
                          miał też by sobie poradził !!! taka zapłata za naszą troskę, to jest
                          niesprawiedliwe i straszne ! On chce żebyś to Ty złożyła pozew, sam
                          się boi. A potem Ci powie że to Ty chciałaś przecież rozwodu a on
                          nie! tak jak mój mąż mi powiedział jak prosiłam się tyle razy żeby
                          coś zrobił w domu, o malowanie prosiłam 2 lata !!! i co usłyszałam
                          na koniec - że nie potrafiłam być stanowcza.... no to co na głowie
                          mam stanąć ? jak jeszcze mogę o to poprosić, w jakiej formie bo
                          chyba wszystkich użyłam.. a na koniec i tak powie że to moja wina bo
                          nie byłam stanowcza.... to jest niesprawiedliwe !
                      • 3-katia Re: Jedynaczko! 23.10.09, 18:58
                        Jak tak koniecznie chce rozwodu, to niech sie troche wysili,
                        pozbiera dokumenty, pojdzie do adwokata ( ha, ha za napisanie pozwu
                        tez trzeba zaplacic - bo zakladam, ze sam az tak madry nie jest zeby
                        go napisac), a potem niech sam go zlozy. Dlaczego masz jeszcze
                        ponosic koszty finansowe????? Jego wybór - niech placi. Bo mysle, ze
                        na rozwodzie zalezy mu bardziej niz tobie. Ty zloz tylko pozew o
                        alimenty - to jest bezplatne, a jemu przestanie byc milo.
                        O urodziny sie nie martw. Wszyscy beda udawac, ze nic sie nie stalo.
                        A potem szanowny podziekuje ci za "fajna imreze". Wiem co mowie -
                        przerobilam to samo w sierpniu.
                        • jedynaczka28 Re: Jedynaczko! 23.10.09, 21:09
                          Kochani dzisiaj mam ,,rocznicę" i to nie byle jaka męża nie ma w domu 2
                          miesiące. Co czuję nie umiem tego opisać, złość, gniew, jest mi smutno.
                          Życie jakoś się toczy gdy chodzę do pracy. Teraz jestem chora i leżę w łóżku w
                          domu, pomagają mi rodzice. Mój małżonek dowiedział się, ze jestem chora,
                          zadzwonił dwa razy ale ja nie rozmawiałam z nim. Dowiedział się z esemesów syna.
                          Mój kochany synek tak bardzo bał się o mnie bo miałam gorączkę 39 stopni i
                          napisał to tatusiowi. CO zrobił tatuś zadzwonił do mnie i zapytał co Ci jest.
                          Ja, ze jestem chora i nie mam siły rozmawiać a on no to pa. I tyle nam pomógł a
                          właściwie nie mnie bo ja jego pomocy już nie oczekuję, nawet gdybym oczekiwała
                          to wiem, ze jej nie dostanę. Jego ,,ukochany jedyny synek" nie dostał zadnego
                          wsparcia, pomocy nic. Dzisiaj dziecko pytało mnie kiedy tata przyjdzie ja, ze
                          nie wiem. Taty nie widział półtora tygodnia. Miał przyjść w środę ale gdy
                          dowiedział się, ze ja jestem chora to pomyślał, ze się zarazi i tyle.
                          Syn zadzwonił do niego i pytał kiedy przyjdzie. On, ze się zastanowi i zadzwoni.
                          Zadzwonił po 17 i powiedział, ze wpadnie. Wpadł dosłownie o 19 na godzinę i
                          wyszedł bo powiedział, ze nie może na mnie patrzeć i mnie słuchać. Przez godzinę
                          prosił syna aby wyszedł z domu ale on nie chciał, pytał co chce dostać na
                          urodziny a dziecko chce mieć tatę w domu a on tego nie dostaniesz coś innego a
                          dziecko nic innego ni9e chcę. No to trudno będziesz miał ,,nic". Ja zapytałam go
                          kiedy do niego przyjdzie żeby mu nie zrobił przykrości a on nie wiem tu jestem w
                          pracy, tu będziecie mieli gości nie wiem. Zapytałam o teściów - nie wkurwiaj
                          mnie i nie czepiaj się mnie. Powiedziałam mu, ze ostatnio jego ciotce pialiśmy
                          życzenia urodzinowe i ze nie mnie ale dziecku ,,ona jest jego chrzestną" było
                          przykro bo nawet nie napisała dziękuję. On by chciał przychodzić kiedy mu się
                          zachce na godzinę, odbębnić i tyle,. Co za plant. Mnie nawet nie zapytał co mi
                          jest. Ja powiedziałam 3 zdania odnośnie urodzin i od razu zrobiła się
                          nieprzyjemna atmosfera bo do niego nie można nic mówić. Czemu on się tak
                          zmienił, ja naprawdę nie byłam ślepa i on się tak nigdy nie zachowywał.
                          Powiedział do dziecka może wpadnę we wtorek i zaczął się obierać. Syn mówi
                          zostań tao zrób mi kolację, poczekaj aż się wykąpę a on nie bo mama zaczyna
                          awantury. Dziecko zaczęło płakać i mówi mama nic nie zaczyna czy ty jesteś ślepy
                          to twoja wina, zacznij myśleć co ty robisz. mam mnie prosiła abym się do ciebie
                          odzywał i bawił z tobą bo ja cię nie chciałem widzieć a ty jak się zachowujesz,
                          to nie nasza wina tylko twoja nie chcę cie znać i poszedł płakać a ja za nim.
                          Najchętniej chciałabym tego drania nigdy nie wpuszczać do domu bo syn go nie
                          chce widywać, ale on mnie straszy, ze złoży wniosek do Sadu o utrudnianie
                          kontaktów, Dziecko będzie narażone na stres bo będzie skierowane na badania.
                          Boje się tego, ze będzie cierpią bardziej. Powiedziałby tam prawdę, ze nie chce
                          widzieć taty i tatuś miałby nauczkę ale ja tego nie chce. Każde dziecko chce
                          mieć tatę - tylko mądrego, kochającego i troskliwego.
                          Jestem znowu wściekł, rozgoryczona, Ja nie wiem ale ja nie umiem z nim rozmawiać
                          cokolwiek powiem, otworze tylko usta to jest awantura. Kurde jak postępować.
                          Najlepiej by było abym z synem wszystko robiła tak jak on chce ale ja się na to
                          nie zgodzę, nikt nie będzie mną pomiatał, ani rządził. Nie ma go w domu 2
                          miesiące my żyjemy. Jest ciężko dużo płakałam, ale żyję i zauważam jakim jest
                          draniem i świnią. Moi teściowie ani razu nie zadzwonili do nas z zapytaniem jak
                          dajemy sobie radę, jak ich wnuczek - mają tylko jednego. Czy to jest rodzina.
                          Czemu mnie to spotkało. Muszę przestać o tym myśleć bo czeka mnie ten
                          nieszczęsny egzamin w listopadzie i po nim muszę coś z tym zrobić. Niektórzy
                          radzą abym nie skladała pozwu o rozwód niech sobie to zrobi sam,a le z drugiej
                          strony czemu znowu on ma to zrobić i ja znowu mam być ofiarą. ja nie chcę mu
                          pomagać ale nie chcę być ofiarą. Nie wiem które rozwiązanie lepsze. On jest
                          idiotą, zostawić rodzinę, dziecko, wszystko rzucił nie zrobić nic aby uratować
                          dzieciństwo swojego syna i aby miał normalna rodzinę, ja nie wiem trzeba być
                          draniem, nie mieć serca. Trzeba walczyć ale ja już walczyłam i więcej nie będę.
                          Ktoś kiedyś napisał że chce aby wróci8ł ale czy w momencie kiedy on wróci ja
                          będę umiała z nim żyć - ja tego nie wiem, nie umiałabym chyba wybaczyć tego
                          wszystkiego i wiem, ze powinnam mu pokazać ile nam złego wyrządził i powinnam bo
                          nie przyjąć. Moim marzeniem jest to aby on chciał wrócić a ja się na to nie
                          zgadzam. Marze o tym.
                          Ostatnio do moich problemów dołączyło niegrzeczne zachowanie syna, jestem
                          umówiona z jego wychowawczynią na rozmowę - powiedziała, ze ta sytuacja już
                          długo trwa i na pewno są jej jakieś przyczyny. Co ja mam powiedzieć w szkole prawdę?
                          Nie wiem to powoli zaczyna mnie przerastać. Czemu mnie to spotkało. Czy ja będę
                          jeszcze kiedyś szczęśliwa. Brakuje mi kogoś z kim będę mogla porozmawiać,
                          przytulić się, wiedzieć, ze zawsze mogę na kimś polegać i w każdej chwili mi
                          pomoże - chociażby byciem przy mnie.
                          • selune111 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 13:38
                            Napisalas bardzo prawdziwe zdanie, ktore wydaje mi sie dotyczy
                            wszystkich kobiet od ktorych odszedl mezczyzna i czuja sie gleboko
                            zranione - chcemy zeby oni chcieli wrocic a my zebysmy wtedy
                            pokazaly ze my juz wcale ich nie chcemy i tego zwiazku..zastanawiam
                            sie nad tym dlaczego Twoj maz z czasem zaczyna sie robic coraz
                            bardziej agresywny i uparty ? widac ze go bardzo draznisz, ale
                            wlasciwie czym ? a moze tesciowie go zle nastawiaja skoro z Toba
                            wogole nie rozmawiaja i nie interesuje ich wnuk.. nie wiem. wiem
                            natomiast ze w takich chwilach tesciowie mogliby wplynac na syna i
                            starac sie przemowic mu do rozsadku gdyby im zalezalo na synowej i
                            malzenstwie syna. a jak maz moze Ci udowodnic ze utrudniasz mu
                            kontakty z dzieckiem ? moze poki co zorientuj sie kto ewentualnie
                            moglby byc Twoim swiadkiem i poswiadczyc ze nigdy nie utrudnialas
                            takich kontaktow ? ale chyba nie moze to byc rodzina tylko
                            kolezanki / sasiedzi.. moze warto tez wybrac sie z malym do dobrego
                            psychologa jesli zaczyna to byc dla niego tak stresujaca sytuacja ze
                            odbija sie to na zachowaniu w szkole. Ty tez powinnas sie wybrac,
                            masz taki stres i takie wahania nastroju ze moze sie to skonczyc
                            nieciekawie. Sa leki ktore umozliwiaja stabilnosc nastroju - zebys
                            nie czula naprzemian lekow / zlosci / zalu / agresji / bezsilnosci.
                            To by Ci pomoglo normalnie funkcjonowac i racjonalnie myslec -
                            przetrwac najgorszy okres. No ale to jzu zalezy od Ciebie, ja wiem
                            ze to pomaga bardzo w takich okresach zycia. Ciekawe jak tam ogolnie
                            sie czujesz, jak z ta goraczka ? Nie mam slow by wyrazic jakim
                            draniem jest Twoj maz, przepraszam ze tak pisze, nie powinnam, ale
                            tak uwazam. Trzymaj sie i daj znac co u Ciebie ! Aha, i pokazuj w
                            szkole ze interesujesz sie bardzo malym, spotykaj sie z jego
                            nauczycielami, psychologiem szkolnym itp. zeby nikt nie mogl Ci
                            zarzucic ze jestes zla matka ! wtedy takie osoby rowniez beda mogly
                            poswiadczyc ze mama pojawiala sie w szkole i interesowala synem a
                            tatus nie...
                            • selune111 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 13:51
                              Aha, jeszcze jedno - skoro malzonek tak mowi ze utrudniasz mu
                              kontakty z dzieckiem - popros o bilingi z telefonu swojego i synka -
                              tam widac dokladnie ile razy dzwoniliscie do niego i probowaliscie
                              nawiazac z nim kontakt / wysylaliscie smsy. Jesli maz nie dzwoni -
                              to tez bedzie widac ze nie probowal sie kontaktowac lub nie odbieral
                              telefonu. Badz od niego szybsza i sprytniejsza !!!
                              • jedynaczka28 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 15:18
                                Z wychowawczynią syna jestem umówiona na środę - nie wiem czy mam jej powiedzieć
                                o tym jaka sytuacja jest w domu. Jeśli chodzi o nasze telefony i esemesy do męża
                                to wiem, ze mogę je wykorzystać przeciwko niemu ale ja nie chcę z nim walczyć,
                                poczekam co on zrobi i wtedy na pewno nie dam się zniszczyć. Dziś od rana siedzę
                                i usiłuję sklecić pozew rozwodowy, nie wyślę go teraz bo czekam na egzamin, na
                                który narazie się nie uczę bo mam mętlik w głowie. Pod koniec listopada kiedy
                                już będę miała unormowaną sytuację z pracą biorę się za uporządkowanie mojego
                                życia. Na ten moment jedynym rozwiązaniem jakie wchodzi w grę jest rozwód. On na
                                pewno pozwu nie złoży bo jest tchórzem, poczeka z tym na mnie. Ja chociaż wyjdę
                                z całej tej sytuacji z twarzą. Moze rozwód nie jest najlepszym wyjściem ale ja
                                robiłam coś aby to uratować i on mi nie zarzuci tego, ze olałam to wszystko tak
                                jak on. Przeglądałam tez nasze zdjęcia, zamiast zająć się egzaminem siedziałam
                                nad nimi i wyłam...
                                Syn u rodziców a ja siedzę sama i płaczę, myślę i staram się wyrzucić z siebie
                                te wszystkie emocje. Chciałabym zacząć żyć, nie myśleć o nim, ale to silniejsze.
                                Ja nie myślę o tym, ze go kocham tylko myślę jak będziemy żyć, jak dziecko to
                                zniesie. Damy sobie na pewno radę ale nachodzą mnie myśli, czy może czekać z tym
                                rozwodem i nie robić nic, czekać tylko. Ale nastąpi taki moment, ze on złoży
                                pozew i znowu to będzie dla mnie cios i wszystko zacznie się do nowa. Jak
                                myślicie czy to, że on porzucił rodzinę może być powodem do orzeczenia rozwodu z
                                jego winy, czy jest sens aby o to walczyć, wyciągać brudy? żadne z naszych
                                przyjaciół nie pójdzie na świadka.
                                Co myślicie o moich teściach. Synek będzie miał w przyszłym tygodniu urodziny.
                                Gdy spytałam męża co zamierza zrobić on zapytał mnie czy ja ich zapraszam. Jak
                                to cholera ,,ich" czemu on wybrał życie z rodzicami kosztem swojej rodziny.
                                Jestem pewna w 99% że on nikogo nie ma. Pozostaje 1 % procent ale wszystko
                                wskazuje na to, iż tak nie jest.
                                Co powinnam zrobić w takiej sytuacji gdy dziecko mówi, ze go nie nawidzi, nie
                                chce go widzieć, wiem, ze pisze mu esemesy ,,ty głupku" - robi to w sytuacjach
                                gdy on do niego nie dzwoni lub nie odbiera od niego telefonów. Czy zmuszać
                                dziecko do kontaktów z ojcem gdy ono nie chce, boję się że gdy powiem, ze syn
                                nie chce cię widzieć to to będzie dla niego pretekst do sądu. jest mi wstyd
                                walczyć z nim w Sądzie bo sama pracuje w tej instytucji. Czuję, ze wszystko co
                                dobre już mnie ominęło, nie wiem jak dalej będę funkcjonować, nic mi się nie
                                chce, żyję bo muszę i tyle. Boję się bo mamy wspólnych znajomych, wszystkie
                                imprezy, wakacje wszystko razem a teraz.
                                Ja dziecku cały czas powtarzam tata cie kocha, jak tęsknisz zadzwoń i spotkaj
                                się z tatą a on nie chcę chce aby tata był w domu jak on nie chce to ja nie chcę
                                go widzieć. Najchętniej chciałabym pójść spać i obudzić się za jakiś czas kiedy
                                sytuacja sama się rozwiąże. Najgorsze jest w tym wszystkim to, ze ja naprawdę
                                nie dałam mu powodów do wyprowadzki. Nigdy nie było takiej sytuacji aby on siadł
                                i powiedział do mnie słuchaj nie podoba mi się to czy to, nigdy tak nie było.
                                Ostatni tydzień przed wyprowadzką okładało nam się dobrze z tym, że ja czułam,
                                ze jest nieobecny, musiał o tym usilnie myśleć. Jedyny racjonalny powód według
                                mnie to znaczy niewytłumaczalny i nie akceptowany przeze mnie ale powód do
                                zostawienia rodziny to sytuacja gdy ktoś się w kimś zakocha, zostaje zaślepiony,
                                na początku zawsze jest wspaniale ale ja nie mam żadnych podstaw aby myśleć o
                                tym, ze on kogoś ma. Boli mnie to, ze on nie chciał walczyć, przecież wszystko
                                da się uratować, trzeba chcieć a on nie i już, na nic rozmowy, tłumaczenia,
                                prośby, płacze i krzyki,. Wszystko na nic. Dla mnie to chore każdy normalny
                                człowiek ratowałby rodzinę, tym bardziej, ze jest dziecko. Boję się, ze syn
                                kiedyś będzie miał pretensje do nas, ze przez nas nie ma pełnej rodziny. Ja
                                wiem, że choćbyśmy się starali nie wiem jak to nigdy nie damy mu tego co
                                powinniśmy, to na zawsze pozostanie w jego pamięci, zawsze będzie żal i złe
                                wspomnienia.
                                Ja jakoś trzymam się jeśli chodzi o chorobę przez 3 dni gorączka 39 stopni ale
                                daje radę. Mam nadzieję, ze do jutra wydobrzeje i będę mogła zając się nauką do
                                egzaminu bo dzięki niemu czeka mnie podwyżka i awans. Mój małżonek wczoraj
                                stwierdził, ze muszę długo siedzieć na telefonie i eksploatować go bardzo bo
                                cały kabel jest poplątany, ja o nic nie dbam, wszystko zniszczę, pewnie tak się
                                żalę wszystkim dookoła...
                                • aneta-skarpeta Re: Jedynaczko! 24.10.09, 16:52
                                  ja przeszłam przez rozwód wiec wiem, że nie taki diabeł straszny.
                                  Fakt, jest nieprzyjemnie, dopytują się itd

                                  Mój ex mąż też próbował grać dzieckiem, tym ze byłam zła. Te sędziny
                                  już niejedno słyszały więc sa odporne na kity.

                                  nawet jesli on bedzie próbował grac dzieckiem, mowic ze utrudniasz
                                  mu kontakty, to musi Ci to udowodnic. sąd robi konfrontacje- a jesli
                                  sąd uzna, że powinnas wiecej swobody w kontaktach dawac ojcu to Ci
                                  to po prostu powie- do więzienia za to nie pójdziesz:)

                                  sądy znają takich delikwentów- nie on jeden jest " tak strasznie
                                  pokrzywdzony":)

                                  dodatkowo- teraz czy potem- i tak rozwód musisz przeprowadzić

                                  pamietaj też że skoro on jest bardzo nieodpowiedzialna osoba to może
                                  na was zrzucic mnóstwo problemów- bo jednak jesteście nadal
                                  małżenstwem w świetle prawa

                                  ja bym złozyła pozew sama- możesz ubiegac sie o zwolnienie z
                                  kosztów sądowych, lub sąd podzieli je między was

                                  a nawet jeśli byś nie podlegała zwolnieniu przez wysokie zarobki-
                                  mysle ze 600 zł to niewygórowana cena za "wolność".

                                  czekając na jego krok czekasz na jego łąske i niełaske i on czuje
                                  sie Panem sytuacji

                                  Ty już go niczego nie nauczysz, a napewno nie honorowego
                                  zachowania, wiec nie ma na co czekac- a taka sprawa też sporo potrwa

                                  no i alimenty, alimenty, alimenty

                                  jesli zawalczysz o orzeczenie rozwodu z jego winy to biedak bedzie
                                  zył ze swiadomościa, że gdy jemu bedzie lepiej, a Tobie gorzej to
                                  zawsze możesz wystapić o alimenty na siebie również

                                  poza tym dla Twojego syna to też będzie lepsze
                                  teraz przedłużasz mu agonie- jeśli poczekasz to to nic nie ułatwi,
                                  samo sie nie rozpłynie, a dzieciak ma metlik w głowie, ma nadzieje
                                  ze ojciec wroci, ze bedzie jak dawniej

                                  mysle ze powinnas z nim isc do psychologa, na jakas terapie, tobie
                                  tez sie przyda
                                  • selune111 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 17:44
                                    a ja bym jeszcze zaczekala troche z tym pozwem, powinnas przede
                                    wszystkim sie uspokoic i troche podleczyc nerwy zanim zlozysz o
                                    rozwod, nawet po to zeby byc silniejsza na rozprawie. zadbaj
                                    najpierw o swoj stan psychiczny - dziecko tez poczuje sie pewniej
                                    widzac ze mama sobie dobrze radzi z sytuacja - nie bedzie sie czuc
                                    zagrozone. no ale to tylko moje zdanie, to co zrobisz zalezy tylko i
                                    wylacznie od Ciebie. mysle ze powinnas starac sie wziac w garsc - on
                                    widzac ze jestes slaba ma przewage, a wlasciwie po co mowisz ciagle
                                    dziecku ze tatus je kocha ? mow to ale podkreslaj ze to mama zawsze
                                    bedzie przy nim. moze warto powiedziec synowi ze czasem w zyciu sie
                                    tak zdarza ze dorosli nie zawsze sa ze soba do konca.. wydaje mi sie
                                    ze twoj maz boi sie, komenta
                                    • selune111 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 17:51
                                      ... komentarz o tym kablu w telefonie o tym swiadczy - nie chce aby
                                      znajomi dowiedzieli sie co zrobil i boi sie ze ty o tym opowiadasz.
                                      a co na Twoi rodzice ? Czy Cie wspieraja ? a masz rodzenstwo ?
                                      dobrze by bylo pogadac z kims o tym. a co do zlozenia pozwu to nie
                                      jest chyba tak ze jak ktos zlozy pierwszy to jest w lepszej
                                      pozycji ? moze syna zapisz na jakies dodatkowe zajecia aby wypelnic
                                      mu czas ? aby sie czyms zajal, cos co mogloby mu sprawiac radosc,
                                      jakis sport moze ? dalby tez poniekad ujscie energii ktora na pewno
                                      sie w nim gromadzi. ja mysle ze jesli tylko uwierzysz w siebie i
                                      staniesz SAMA na nogi - mozesz miec dobre zycie. Sama teraz wiem ze
                                      najwazniejsze jest to aby kobieta byla jednak niezalezna od meza, to
                                      podstawa, bo w takich sytuacjach jak Twoja czy moja przydaje sie to.
                                      • jedynaczka28 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 17:58
                                        Syn chodzi na basen i na karate. Organizuję mu czas jak tylko się da, na
                                        rodziców mogę liczyć, rodzeństwa niestety nie mam. Rodzice pracują, pomagają mi
                                        organizując czas dla dziecka, finansowo i jak tylko mogą ale niestety w
                                        niektórych sprawach są bezradni.
                                      • jedynaczka28 Do selune 111 24.10.09, 17:59
                                        Do selune 111
                                        a ty tez masz beznadziejną sytuację?
                                        • selune111 Re: Do selune 111 24.10.09, 18:19
                                          w sumie chyba tak, tak jak Ty zawsze uwazalam ze sie staram w
                                          malzenstwie, bylam zona o czym moj maz mi powiedzial, ze co do tego
                                          to nie moze powiedziec ze jestem zla zona. Nasz zwiazek jest dosyc
                                          trudny bo mamy przerozne charaktery, ale ja zawsze dopilnowywalam
                                          wszystkiego, dbalam o niego, wspieralam go, jak Ty chcialam
                                          rozmawiac o naszym zwiazku i problemach. CZasem mowilismy o tym ze
                                          ciezko nam razem ale ja zawsze przekonywalam ze jednak warto, nawet
                                          po klotniach. Moj maz jest uwazam bardzo niesamodzielny, nie moge na
                                          niego liczyc, nie potrafi za wiele zrobic w domu, musze go bardzo
                                          dlugo prosic zanim cos zrobi, a wiekszosc czasu siedzial przed
                                          komputerem, a ja mialam pewne wymagania i wizje zwiazku. No i
                                          zakonczylo sie tak ze maz oswiadczyl mi ze sie wyprowadza, bo on nie
                                          wie czy mnie kocha, czy chce miec ze mna dzieci itp...
                                    • jedynaczka28 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 17:55
                                      Wiem,że powinnam się uspokoić i podleczyć nerwy. Staram sie panowac nad sobą ale
                                      przychodza czasem takie chwile, że nie daję sobie rady i daję się wciagać w te
                                      jego głupie gierki, w to wmawianie mi, z ejestem głupia i, ze wszystko moja
                                      wina. Synka zapewniam, ze zawsze moze na mnie liczyć i, ze zasze przy nim będę.
                                      Dziecko zgłupiało do tego stopnia, ze teraz gdy jestem chora boi sie panicznie o
                                      to, ze pojdę do szpitala i on bedzie sam. Ostatniej nocy jak mi to powiedział
                                      wylałam tyle łez, ze nie wiem czy jeszcze umiem płakać. Wyję czasami z
                                      bezsilności, nie pry synku bo wiem że on nie może na to patrzeć. To nie jego
                                      wina, ze tata jest takim nieodpowiedzialnym człowiekiem. Ale szkoda mi go nie
                                      tylko o kontakty z tata, w ogóle jak na to popatrzę z boku gdzie sa dziadkowie,
                                      to jest chore ..Dziś synek był u dziadków bym mogła się uczyć a ja wylewałam łzy
                                      z powodu mojej samotnosci, jest mi tak źle i przykro. Nie nawidze tego
                                      mieszkania. Ogarnia mnie strach i lęk gdy jestem sama, nie nawidzeę tu wracać po
                                      pracy. Wszystko mi go przypomina. Zastanawiam się nad wyprowadzka ale nie mogę
                                      tego zrobić dziecku. Z rodzicami już na ten temat nie chce rozmawiać bo
                                      strasznie to przezywają, z koleżankami nie mogę wisieć non stop na telefonie
                                      albo u nich w domu bo mają swoje życie a ja co NIC, już wszystko stracone, nie
                                      chcę być do końca życia sama, nie móc na nikim polegać, z kim porozmawiać,
                                      poradzić się.
                                      Borze tak mi ciężko minęło 2 miesiące i wydaj mi się, że wszystko sie u mnie
                                      cofnęło do początku ile to jeszcze potrwa.
                                  • jedynaczka28 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 17:44
                                    Ja zwlekam bo wiem, że gdy zaangażuję się w to bardzo, to wykończę się
                                    psychicznie i nie zdam tego egzaminu a to moja przyszłość i mojego syna a może w
                                    podświadomości czekam na to, z eon wróci...
                                    Nie wiem boję się jak przeżyję rozwód, czy zdołam to udźwignąć.
                                    Do aneta -skarpeta wiem, ze to jest przedłużanie agonii.
                                    Jak myślisz mam szansę na rozwód z orzekaniem o winie i czy to ma sens, czy jest
                                    warto, czy nie lepiej odpuścić. Ale ja nie mogę się zgodzić na rozwód bez
                                    orzekania o winie bo jeśli już jakiś rozwód to nie z mojej winy i nie za
                                    obopólną zgodą bo ja nie doprowadziłam do tego tylko on. Czy konieczna będzie
                                    mediacja i badanie dziecka w RODK? Ja nie utrudniam mu kontaktów z synem on sam
                                    nie chce, ja go proszę ale to nic nie daje reaguje na moje prośby gniewem a ja
                                    nie chcę aby moje relacje z nim uległy pogorszeniu. Co mam zrobić zgodzić sie na
                                    to, ze syn nie chce czy namawiać go dalej.
                                    Co zrobić z jego urodzinami? i czy normalne jest to, ze moi teściowie nawet do
                                    niego nie dzwonią?
                                    • selune111 Re: Jedynaczko! 24.10.09, 18:09
                                      to ze tesciowie nie dzwonia swiadczy o tym ze sa beznadziejni i zli,
                                      fatalni i jeszcze raz beznadziejni. Nawet do potegi drugiej. A Ty
                                      powinnas isc moim zdaniem jak najszybciej do psychologa, jak
                                      najszybciej, wez leki na ustabilizowanie nastroju, zobaczysz jak Ci
                                      to pomoze. I powinnas skupic sie na sobie i synu. Nie zmuszaj syna
                                      do kontaktow z tata, jesli nie chce, nie powienien sie z nim
                                      widziec. Z urodzinami - upiecz tort, kup prezent i zapros CAŁĄ
                                      rodzine na przyjecie, nie tylko meza i tesciow, przede wszystkim
                                      swoich rodzicow - zobaczysz co zrobi maz a ty nie bedziesz sama w
                                      razie czego. Bedziesz miala czyste sumienie ze ich zaprosilas, ale
                                      przekonasz sie czy przyjda. Ja mysle ze Twoje zycie ulozy sie
                                      jeszcze, najprawdopodobniej z innym czlowiekiem. Ale musisz byc tez
                                      swiadoma ze mozesz tez byc sama i tez musisz jakos to wszystko
                                      przezyc. Sa rozne sposoby na zycie, wazne to zeby znalezc spokoj i
                                      sile w sobie a nie w innych, bo jak sama widzisz, wiara w drugiego
                                      czlowieka moze nas pograzyc..
                                    • jedynaczka28 Do selune111 24.10.09, 18:19
                                      Selune przepraszam przeczytałam twój wcześniejszy post i przypomniałam Twoja
                                      Sytuację
                                      Współczuję Ci bo sama wiem jakie to ciężkie, każdy facet to drań a my jesteśmy
                                      niestety niemądre bo zawsze wierzymy do końca, ze będzie lepiej i walczymy z
                                      wiatrakami. Powiem Ci szczerze, że po Twoich postach widzę ze jesteś bardzo
                                      opanowaną dziewczyną i wiesz jak masz postępować, zazdroszczę. ja sama się gubię
                                      i nie wiem co robić. To głupie ale kiedy on dzwoni ja panikuję i się boje bo nie
                                      wiem czy odbierać czy nie bo nie chcę się kłócić. Wydaje mi się, ze aby stanąć
                                      gotową do walki i do rozwodu trzeba pierw zająć się sobą, poradzić sobie samemu
                                      z problemem, emocjami, uczuciami bo ja w takim stanie w jakim jestem dałabym się
                                      zniszczyć do końca. Szkoda, ze nie mam żadnej takiej bliskiej duszy gdzieś
                                      blisko mnie, z kim mogłabym porozmawiać, kto by mnie pocieszył, doradził - myślę
                                      tu oczywiście o dziewczynach.
                                      Pozdrawiam Was wszystkie dziękuje za wsparcie i życzę Wszystkim dużo miłości i
                                      szczęścia. Wszystkie na to zasługujemy.
                                      • selune111 Re: Do selune111 24.10.09, 18:33
                                        dzieki za cieple slowa, moze faktycznie wydaje sie byc opanowana ale
                                        tez targaja mna wielkie emocje, od zlosci po uczucie beznadziejnosci
                                        i leku o przyszlosc. Wydaje mi sie ze to jest najgorsze - to ze nie
                                        potrafimy sobie wyobrazic zycia po.. ale my mamy jeszcze co najmniej
                                        drugie tyle zycia przed soba. Teraz wiem ze nie dopuszcze juz nigdy
                                        w swoim zyciu sytuacji ze drugi czlowiek / moj partner bedzie dla
                                        mnie calym swiatem. Nigdy wiecej bo to niszczy. Clowiek jest tylko
                                        czlowiekiem, przysiega moze zostac zlamana a to jaka sile posiadasz
                                        tylko w sobie nie w innych - jest wyznacznikiem czy przetrwasz i jak
                                        przetrwasz. Ja mysle ze tylko spokoj moze nas tu uratowac, nie
                                        pochopne decyzje ani uzalanie sie nad soba, zawsze sobie mysle ze
                                        przeciez nie pierwsza i nie ostatnia mnie to spotkalo. Ty masz
                                        wspaniale dziecko i zyj dla niego !
                                        • jedynaczka28 POSTANOWIENIE 25.10.09, 17:31
                                          Kochani dziś po dwóch dniach analizowania jak było naprawdę, co było powodem że
                                          doszło do takiej sytuacji, dlaczego on się wyprowadził, dlaczego nas zostawił,
                                          co ja źle rozbiłam. Po dwóch nieprzespanych nocach, przepłakanych, po dwóch
                                          dniach oglądania wspólnych zdjęć na których zawsze jesteśmy uśmiechnięci i
                                          przytuleni, po wspomnieniu wszystkich dobrych chwil, bo złe wspomnienia to te z
                                          dwóch miesięcy kiedy to nie ma go w domu po przeanalizowaniu wszystkiego za i
                                          przeciw napisałam pozew o rozwód. Co mnie do tego zmobilizowało naprawdę nie
                                          wiem, chęć uwolnienia się od tego, zaprzestanie myślenia o nim, kolejne piątkowe
                                          spotkanie z nim. Kiedy to wpadł na godzinę do syna i dziecko go prosiło tatusiu
                                          nie idź jeszcze a on nawet nie odpowiedział małemu nic, wtedy ja mówię do niego,
                                          czy nie słyszysz o co prosi Twój syn a on do mnie idę już bo tu jest toksyczna
                                          atmosfera, składam wniosek do Sądu, ze ograniczasz mi kontakty z synem, po co ja
                                          tu przychodzę i takie tam. Ja w trakcie tej godziny powiedziałam do niego dwa
                                          zdania pierwsze to jakie już napisałam a drugie jak wyobraża sobie urodziny
                                          swojego syna, które już w tym tygodniu będą a on wyjechał mi z pytaniem czy
                                          zamierzam zaprosić na nie jego i jego rodziców. No cóż... takie jest życie.
                                          Ja po tych koszmarnie ciężkich dwóch dniach, wylanym potoku łez, analizowaniu i
                                          robieniu z siebie idiotki doszłam do wniosku, ze tego się nie da uratować bo co
                                          z tego, ze ja chciałam skoro on nie, co z tego gdy on już postanowił. Gdyby nas
                                          kochał nie zrobiłby tak, odpowiedzialny, dorosły, mądry człowiek ratowałby
                                          rodzinę. On tak nie robił po co ja mam się męczyć, czekać, prosić, płakać i żyć
                                          nadzieją, ze on wróci. A kiedy już łaskawca może stwierdziłby, ze wraca czy ja
                                          będę mogła spojrzeć mu w oczy, wybaczyć, nie wiem po prostu nie wiem, to nie
                                          jest kłótnia, dwa dni i on wraca, to kawał czasu. Nie mogłam na niego liczyć,
                                          syn też, on o wszystko mnie obwiania i syna też. On jest nieskazitelny, ja
                                          jestem zła. Nie pojęte jest dla mnie to, ze tak łatwo zaprzepaścić 11 lat życia,
                                          rodzinę, dziecko no najwyraźniej łatwo. Dla mnie to porażka życiowa, koszmar
                                          który chce zakończyć, wiem, ze dużo jeszcze ciężkich chwil przede mną, ale liczę
                                          na to, ze kiedyś jeszcze słońce dla mnie zaświeci. Wiem, ze chciałam ratować,
                                          zrobiłam wszystko ale są dwie strony małżeństwa jeśli jedna nie chce, to
                                          niestety nie da się nic na siłę. I tak było u mnie., Jest mi tym bardziej źle bo
                                          on naprawdę był dobrym człowiekiem, on nie jest teraz sobą. To co wyrządził mi
                                          przez te 2 miesiące to tragedia, ważę 42 kilo przy wzroście 164 centymetry, nie
                                          śpię, wyję, włóczę się od kąta w kąt, zawalę pewnie egzamin w pracy, jestem
                                          ciągle zmęczona, śpiąca, niezadowolona...
                                          Nie mogę pojąć tego, ze moi teściowie mi nie pomogli, nawet do nas nie zadzwonią
                                          aby mi pomoc, zapytać co słychać, nie interesują się wnukiem. Boli mnie to
                                          bardzo a jeszcze bardziej na pewno mojego kochanego synka. Musze żyć dla niego,
                                          boję się o to, że nie zapewnię mu tego co może dałby mu ojciec ale cóż tata
                                          jakby był dobrym człowiekiem pomyślałby o dziecku. Boję się przyszłości, nie
                                          chce być do końca życia sama. Jeszcze całe życie przede mną, w Marcu 2010 będę
                                          mieć 29 lat. Sądzę, ze do tego czasu będę już wolną kobietą - i na pewno wtedy
                                          znów poczuję wielką pustkę, ze się skończyło. Boże spraw abym przestała już
                                          myśleć, wyrzuciła z głowy wspomnienie jego osoby. Najgorsze jest to, ze ja przez
                                          długi okres czasu analizowałam co ja takiego zrobiłam, w czym zawiniłam i
                                          wierzcie mi nie wybielam siebie ale naprawdę ni - co by doprowadziło do takiej
                                          sytuacji aby nas zostawił. Nikt nie jest idealny ale to, ze prosiłam o jakąś
                                          pomoc to nie powód do rozwodu. Nie jestem głupią, pustą dziewuchą, która nie
                                          umie nic zrobić, nie dba o siebie, zawsze starłam się ładnie wyglądać, on często
                                          był o mnie zazdrosny. Nasze życie zawsze się dobrze układało, dogadywaliśmy się.
                                          Kłótnie były o pierdoły.
                                          Boję się tego nowego etapu w moim życiu ale gorszy już nie będzie...
                                          • sibeliuss Re: POSTANOWIENIE 26.10.09, 02:19
                                            Wytrwałości Ci życzę.
                                          • bell-a30 do Jedynaczki 26.10.09, 11:36
                                            To dzisiejsze pocieszenie oczywiście było dla Ciebie. Zauważyłam
                                            swoją gafę, tzn sama się pociszyłam.Pozdrawiam
                                          • selune111 Re: POSTANOWIENIE 26.10.09, 21:54
                                            Jedynaczko, podziwiam Cie ze sie zdecydowalas jednak na ten krok..
                                            prawde napisalas ze do malzenstwa trzeba aby dwoje ludzi chcialo. U
                                            Ciebie bylo podobnie jak u mnie - to Ty staralas sie podtrzymac
                                            zwiazek, zalezalo Ci bardziej o ile wogole Twojemu mezowi zalezalo.
                                            W sumie nie udowodnil tego wogole (tak jak moj), wrecz przeciwnie.
                                            Jak to jest, nam zalezy, staramy sie, wkladamy w zwiazek cale serce
                                            a tak naprawde nie wiemy co sobie mysli w tym czasie nasz "maz"..
                                            Powiem Ci ze jestem zdegustowana postawa Twoich tesciow.. ale ja mam
                                            takich samych i nie moge tego przezyc po prostu. Zamiast tlumaczyc
                                            synowi pewne rzeczy to oni widza jedynie to zeby jemu bylo dobrze,
                                            nie ustosunkowuja sie do tematu ze synek zachowal sie wobec zony
                                            kilka razy nad wyraz podle - nie.. oni to przemilcza i to milczenie
                                            i brak reakcji jedynie umacnia druga strone. Jestem wsciekla na
                                            nich. Nie powinno tak byc. Szkoda mi Cie, bo Ty sie spalasz nerwowo
                                            a Twoja waga o tym swiadczy, to dramat jakis jak Ty schudlas !
                                            Musisz duzo jesc, nawet jak nie masz ochoty. Ja wierze ze jednak
                                            sprawiedliwosc kiedys nadejdzie i naleje sie w uszy tym
                                            naszym "mezom".
                                    • panda_zielona Re: Jedynaczko! 26.10.09, 02:06
                                      Witaj Jedynaczko
                                      Tak czytam te Twoje żale i bardzo Ci współczuję.Potrzebna Ci jak
                                      najszybciej terapia psychologa,dziecku Twojemu też.Sąd może nie
                                      udzielić rozwodu,bo za krótki czas upłynął od wyprowadzki męża.Jeśli
                                      chcesz poczytaj forum "Rozwód i co dalej..."Tam są bardzo mądrzy
                                      ludzie.Większość już po albo w trakcie rozwodu.Mają więc
                                      doswiadczenie.Tutaj możesz się co najwyżej pożalić,a chyba nie tylko
                                      o to Ci chodzi.Pozdrawiam
                                    • aneta-skarpeta Re: Jedynaczko! 02.11.09, 13:51
                                      jedynaczka28 napisała:


                                      > Co zrobić z jego urodzinami? i czy normalne jest to, ze moi
                                      teściowie nawet do
                                      > niego nie dzwonią?


                                      nie jest normalne, ale moi ex tesciowie tez sie wnukiem ( jedynym)
                                      nie interesują- a rozmawialam z nimi, ze bez wzgledu na to co
                                      wyprawia ich syn, jak będa chcieli zobaczyc wnuka to sie spotkaja,
                                      przywiozę ( mam niedaleko) i jakos sie dogadamy

                                      ale zadzwonili kilka razy, wzieli dziecko na weekend i potem
                                      przestali dzwonic i teraz sie nim nie inetresuja
    • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.10.09, 09:33
      Tak mi Cie żal Jedynaczko! twoi teściowie sa bezduszni, powinni
      chociaż zainteresować się wnukiem. Proszę Cię, skąd masz pewność że
      on niema jakiejś kochanicy, przecież niemożna przestać kogoś kochać
      tak z dnia na dzień.Może jesteś z Warszawy? daj znać. Dla mnie to
      jest idiotą, igrający z Waszymi uczuciami.Naucz myśleć się w ten
      sposób że Wasza przyszłość nie jest już związana z nim. Będzie
      łatwiej. Trzymajcie się cieputko!
      • jedynaczka28 do bell-a30 26.10.09, 09:53
        Pewności nie mam stu procentowej ale nic na to nie wskazuje. Zresztą, czy ma
        kochanice czy nie to i tak to nic nie zmienia no może to, że wtedy zrozumiałabym
        to co robi a tak to nie rozumiem i obwiniam siebie ale to już nie jest ważne.
        Nie jestem z Warszawy a z woj. świętokrzyskiego, nie chce pisać skąd bo może
        niepowołane osoby kiedyś się domyślą, ze ja to ja - jestem z dużego miasta w
        świętokrzyskim.Uczę się mysleć, ze on to on a my to my.
        Pozdrawiam
        • bell-a30 Re: do bell-a30 26.10.09, 10:42
          Trzymaj sie Kochana, jesteś silna, nawet o tym jeszcze niewiesz.
          Twój synek podziękuje kiedyś Tobie za wsparcie i że byłaś z Nim,
          a ojcu podziękuje za traume jaką przeżył, gdzie powinien w tej
          chwili cieszyć się dzieciństwem. Smutne to i przykre.
          • jedynaczka28 Re: do bell-a30 27.10.09, 22:25
            Nie, nie jestem silna jestem słabą psychicznie kobietą, głupią i naiwną. Daję
            zrobić z siebie wariatkę, nie wiem jak jemu się to udaje ale tak jest, Wmawia
            mi, że to moja wina, że byłam zła, niedobra i, z że u nas nigdy nie było domu.
            Poczułam się podle jak największe zero. Ja zawsze tak się starałam... - takimi
            słowami da się człowieka zniszczyć...
            • bell-a30 do Jedynaczki 28.10.09, 08:00
              Nie daj się!Jestę silna, choćby z tego wzgędu że jesteś przy synku,
              chociaż sama jesteś bez sił. On natomiast zostawił swoje dziecko, a
              interesuje się jak: mu się nudzi, zasady przyzwoitości każą
              zadzwonić na jakiś czas.Rozumiem ma do Ciebie jakiś żal, ale o co?że
              starałaś się być dobrą żoną? To przez tyle lat nie widział że coś mu
              nie odpowiada, po to się rozmawia ze sobą.Ale żeby tak mało sie
              interesuje dzieckie, to jest podłe. Próbuje Tobą manipulować, tzn.
              szuka usprawiedliweienia na swoje podłe zachowanie. Proszę
              Cię,spróbuj się zorientować czy nie łajdaczy się z jakąś
              pocieszycielką. Bo takie są objawy,moja koleżanka miała bardzo
              podabne symptomy zachowania męża, gdy ten znalazł sobie
              pocieszycielkę.A ta mu robiła odpowiednią przepierkę w mózgu.Trzymaj
              się z synkiem!
              • jedynaczka28 chyb zwariuję 28.10.09, 11:33
                Nie nie jestem silna, wczoraj czułam się fatalnie. Boże to tak boli. Ja powinnam
                po tym co mi zrobił zatrzasnąć drzwi i nigdy więcej go nie oglądać. Każda
                rozmowa z nim mnie rani, każde jego słowo, on uderza w moje najczulsze punkty.
                ON mnie po prostu nienawidzi i okazuje mi nienawiść do mnie na każdym kroku. Oo
                2 miesięcy nie ma go w domu mamy wspólnych przyjaciół oni widzą jak ja cierpię
                gdyby kogoś miał to ja bym już o tym wiedziała.Nie mógłby się tak kamuflować. Do
                syna nawet nie dzwoni, praktycznie mają zerowy kontakt. Ja ostatnie dwa dni
                oglądałam nasze zdjęcia i płakałam. Zwierzyłam się przyjaciółce o tym pozwie, ze
                go napisałam - zrobiłam to w dużej mierze po to aby on się o tym dowiedział,
                myślałam,z tego to otrząśnie. A wiecie co zrobił zadzwonił do mnie z awanturą,
                że jestem śmieszna i głupia, ze na pewno skłamałam tam ze wszystkim, że on nie
                jest winny rozpadu małżeństwa tylko ja, ze u nas nie było domu. TO mnie tak
                boli.Byliśmy 11 lat, ja go kochałam i co gorsza strasznie za nim tęsknię. Nigdy
                go nie zdradziłam, nie chodziłam po knajpach, nie kłamałam, dbałam o dom,
                robiłam wszystko, zajmowałam się dzieckiem. Dobrze nam się układało w
                łóżku.Starałam się bardzo, chciałam abyśmy byli szczęśliwi. On powiedział mojej
                przyjaciółce, z do domu nigdy nie wróci bo ja się nigdy nie zmienię i on też nie
                i on nie chce tak żyć. Ona go pytała ale co się działo a on źle, nie tak jak
                sobie to wyobrażałem i tyle. Jest nie i nie. Bo to się nie uda, bo on nie
                wierzy. Jak on teraz wróci do domu to już bęą awantury od razu dlaczego on tak
                zrobił, że ja nie wybaczę. On nie widzi w ogóle tego co zrobił, on uważa, że ja
                na to zasłużyłam. Najbardziej boli mnie to, że ja wiem, że nie jestem idealna i
                on tez nie był, nie ma małżeństw idealnych ale ja mówiłam o tym co było złego,
                co mi się nie podobało a on nigdy nic nie mówił tylko odszedł. Nawet gdybym
                zrobiła coś złego to powinnam dostać szansę. Normalni ludzie wybaczają sobie i
                walczą o małżeństwo. On nie chciał i nigdy nie mówił, że jest coś złego. Ja
                sobie wmawiam teraz, że może ja byłam zła ale nic mi nie przychodzi do głowy co
                zrobiłam i wariuję przez to. Były małe spięcia ale gdzie ich nie ma, gdy ja
                prosiłam a on nie robił nic, to byłam zła ale to nie były powody. Tak się
                zastanawiam otóż ja nigdy nie miałam dobrych relacji z jego rodzicami, jednym
                słowem zawsze mieli do mnie o coś pretensje i dawali mi to odczuć, kilka razy
                doszło pomiędzy mną a nimi do wymiany zdań i nie odzywałam sie do nich bo mi
                ubliżyli. Mój mąż twierdził, ze to jest ich wina i, że mam prawo być zła ale po
                pewnym czasie jak to długo trwało mówił mi, żeja jestem pamiętliwa i jestem
                młodsza i powinnam wyciągnąć do nich rękę. Takie sytuacje jak ja do nich
                pierwsza wyciągałam rękę miały miejsce 3 razy. Ostatni raz przed Świętami Bożego
                Narodzenia - postanowiłam sobie wtedy, że odbędę z nimi szczera rozmowę i tak
                zrobiłam, myślałam, że mnie rozumieli. Nasze kontakty nie należały do
                najlepszych ale były przyzwoite, starałam się, zrobiłam to dla mojego męża. Czy
                możliwe jest aby dorosły facet zostawił swoja rodzinę bo jego żona nie żyła
                dobrze z jego rodzicami - kiedyś - teraz już niby żyłą. Bo gdyby oni byli dobrze
                i chcieli tego kontaktu to choć by zadzwonili i zapytali co u nas, chcieli by
                nam pomóc. Mąż do mojej przyjaciółki powiedział widzisz ja jak chciałem być w
                zgodzie z rodzicami to byłem skłócony z - chodzi o mnie, a jak było z nią dobrze
                to byłem skłócony z nimi. Gdy ja nie miałam kontaktu z teściami mój mąż chodził
                do nich ale nie często, ja mu nie zabraniałam on sam nie chciał, sam mówił mi,
                że oni są tacy czy tacy. Czy to mogło być powodem/ Gdyby moi rodzice zachowywali
                się wobec mojego męża tak jak moi teściowie wobec mnie ja bym z nimi rozmawiała,
                mój mąż tego nigdy nie robił bo on bał się swoich rodziców, wiedział, z enie
                jest w stanie na nich wpłynąć. Ja uważam, ze to nie jest normalny powód, nikt by
                nie zostawił rodziny bo kiedyś coś tam. Na pewno go to bolało ale powinien mi to
                powiedzieć, ze odejdzie jak się nie pogodzę z nimi (powinno to nastąpić) kiedyś
                bo teraz byliśmy pogodzeni. Ja zawiodłam się na nich po raz kolejny i wierzcie
                mi nie mam sobie nic do zarzucenia jak spojrzę na to z boku to każde ich
                zachowanie kolejne potwierdza mi, ze oni nie byli dobrzy. Nie starał się
                stworzyć normalnej rodziny z nami i zgody. Boże jest mi tak ciężko i źle bo się
                obwiniam. Wczoraj gdy chciałam mu coś powiedzieć o synu i słyszę jego
                słowa,,kurwa kobieto daj mi spokój masz 30 sekund i dowiedzenia - to wszystko
                wykrzyczane, jesteś śmieszna, przyślij mi ten pozew to się pośmieję z Ciebie z
                osobami z pracy. Ja mam na Ciebie coś, ze w Sądzie Ci szczęka opadnie. Jak ty
                chcesz zniszczyć mnie ja zniszczę Ciebie. Ty jesteś kobieto nienormalna, to
                Twoja wina, ze dziecko się tak zachowuje bo po co przy nim beczysz, trzeba żyć
                normalnie. Zapytałam go czy jemu jest łatwo to, ze zostawił wszystko nie jest z
                nami w naszym domu a on na to tak jest mi łatwo bo tam domu nie było. Powiedział
                mi, ze ma nadzieję, ze w pozwie napisałam ile mu oddam majątku. Mam mu oddać
                pieniądze jakie włożył w remont naszego mieszkania, jak nie mam gotówki to moja
                mama ma to zrobić bo to ona kopiła nam mieszkanie, kupowali nam dużo rzeczy moi
                rodzice, pomagali na każdym kroku i mojego męża uwielbiali. Często aby on się
                dobrze czuł byli za nim a nie za mną. Jak ja nie mam pieniędzy to oni mają mu
                oddać a jak nie to on mi nie będzie płacił alimentów np. przez rok i tak sobie
                odbierze te pieniądze. Czy to nie jest chore, boże ja cała noc nie spałam bo
                analizuję jego każde słowo i to mnie zabija. Mi nie pomoże psycholog, bo rozmowa
                mi nic nie da, mi potrzebna jest pomoc psychiatry jakieś leki bo ja zgłupiałam
                chyba już. Ja się tak starałam a co mam, jestem wykończona, zaniedbuje pracę,
                syna, nie dam egzaminu. Nie ma dla mnie miejsca w domu, nie nawidzę tego domu,
                chciałabym, sprzedać to mieszkanie, zapomnieć ale do końca życia będzie nas
                łączyć nasz syn. Ja nie umiem żyć, już nic dobrego mnie nie spotka. Na sali
                sądowej chyba zemdleję bo ja takiego końca nie chciałam. Boję się o siebie, ze
                nie wytrzymam tego psychicznie, czemu on mnie niszczy jak może mnie tak
                nienawidzić? Czy te lata nic nie znaczą dla niego? ja bym mu nigdy nie
                powiedziała, ze go nie kochałam. Tydzień przed wyprowadzka mówił mi to
                codziennie, zachowywał się tak jakby już od dawna o tym wiedział, że odchodzi i
                chciał wykorzystać wszystko maksymalnie łóżko też. Czemu mówił może wrócę, może
                za tydzień, może za dwa, może na święta. To mnie przerasta, ja nie chcę żyć bo
                nie umiem i niewidze jego sensu. Tylko syn mnie trzyma przy życiu. Rodzice moi
                nie mają już do mnie siły, nie mogą patrzeć na top co ja robię. Ja wiem, ze się
                staczam, nie daje rady, cierpi mój syn bo mam wiecznie jest smutna, nie ma
                czasu, nie ma siły. Albo jak go zacznie przytulać i mówić, że go kocha to tak
                przez godzinę. To chore. Nie rozumiem tego i nie zrozumiem nawet jak coś robiłam
                co mu nie pasowało czemu tego nie powiedział, nie walczył nie starał się
                zmienić. Odszedł i tyle. Mógł odejść gdyby nie było dziecka przecież jego dobro
                jest najważniejsze. Wszyscy dookoła nasi znajomi, rodzina mówi, ze my jesteśmy
                niepoważni, ze nie mamy powodów do tego aby niszczyć wszystko, niszczyć rodzinę
                a on nic. On już podjął decyzję, nie był pewny ale przez moje zachowanie
                utwierdziło go tylko. Bo ja płakałam, prosiłam, nie umiałam się zachować,
                zapanować nad ty. On nie chce być z rozhisteryzowana jedynaczką. A mnie się
                wydaje, ze każda kobieta na moim miejscu zachowywała by się tak samo. Jak ktoś
                kogoś kocha i z dnia na dzień rozwala się jego świat to co ma zacząć życie na
                nowo i olać kogoś, męża ojca dziecka - ja tak nie umiem i to może jest mój błąd.
                Syn jest zamknięty w sobie, nie chce widzieć ojca, ma do niego żal, nie można w
                domu nawet powiedzieć tata bo on od razu płacze, wpada w histerie on za nim
                strasznie tęskni,. Ma teraz urodziny
                • zuzann-a Re: chyb zwariuję 28.10.09, 14:30
                  Bardzo Ci wspolczuje bo znam ten bol ale musisz sie wziac w garsc bo
                  przez ta sytuacje najbardziej cierpi syn, ktory widzi i wyczuwa
                  Twoje nastroje i przez to czuje sie jeszcze gorzej, wiem,ze to
                  trudne ale postaraj sie nie plakac w jego obecnosci, jak ojciec
                  przyjdzie do niego w odwiedziny to nie siedz razem z nimi, najlepiej
                  niech gdzies wyjda na spacer. Koniecznie udaj sie i do psychiatry i
                  do psychologa!! Wiem co mowie bo w walce z moja depresja bardziej
                  niz leki pomogla mi pani psycholog.
                  I nie analizuj dlaczego tak sie stalo bo przez to jeszcze bardziej
                  sie pograzasz! Stało sie i juz, tak bywa,ze czasem jedna strona
                  przestaje kochac i nie musi to byc spowodowane wina drugiej strony.
                  Ty jestes jeszcze bardzo mloda i choc wydaje Ci sie teraz,ze swiat
                  sie zawalil to gwarantuje Ci, ze bedziesz jeszcze szczesliwa i
                  bedziesz dziekowac Bogu, ze tak sie stalo. Wiem co mowie.
              • bell-a30 Re: do Jedynaczki 28.10.09, 13:50
                Proszę Cię nie załamuj się. Wiem że jest bardzo ciężko, nie powinnaś
                mięc sobie nic do zarzucenie. Prawie każde małżeństwo przechodzi
                kryzys i są jakieś zgrzyty. Chociażby w kwestii wychowania dzieci.
                To że miałaś niedomówienia z teściami napewno nie powinno być
                powodem jego odejścia, po to się rozmawia. Powinien dziękować Bogu
                za taką żonę bo inna już by go dawno kopneła. Przypuszczam że
                pieniądze na dziecko daje jak mu się podoba, zadbaj o synka. i
                staraj się w pozwie o alimenty o jak największe alimenty. Niech
                koleżanki pomogą napisać Ci wniosek. Wyliczasz w nim wszystko,
                wydatki m-czne, szkoła, ubrania, leki, zajęcia dodatkowe, kolonie
                obozy, co tylko możesz.Co to za nieczuły człowiek?,mieć rodzine,
                opiekować się nią, a póżniej zostawić jak balast.Postawa Twoich
                teściów też jest niezrozumiała, ale teraz widać po kim ma tą
                obojętność.Unikaj z nim jakichkolwiek rozmów, niech poczuje że
                wypaczył Cię ze wszystkich uczuć do niego.Idzcie z synkiem do
                psychologa, bo nikt Wam nie pomoże jak on.Alimenty będzie musiał
                płacić, a jak nie od tego jest komornik. A od podziału majątku to
                jest sąd.
                • jedynaczka28 czy ja się czepiam bez powodu 28.10.09, 18:11
                  Dziś byłam na rozmowie w szkole u Pani. Powiedziała mi, ze syn kłóci się z
                  kolegami, bije się, jest niegrzeczny, nic mu się nie chce, jest rozwydrzony.
                  Powiedziała mi, że to może być związane z domem bo nigdy od początku roku nie
                  widziała jego taty a zawsze go odbierał i przyprowadzał. Powiedziała, ze na
                  lekcji powiedział, że ma tylko mamę bo tata się wyprowadził. Na wycieczce Pani
                  go pytała czy ma kontakt z tatą a on nie bo go nienawidzi. To nic wiecie co w
                  zeszłym tygodniu byłą wywiadówka na której ja nie byłam bo byłam chora ja mu
                  powiedziałam, ze jest kiedyś tam wywiadówka. On nic mi nie powiedział. I jak się
                  okazało był na tej wywiadówce i nawet mi nic nie przekazał. Zrobił nie ze mnie
                  debila tylko z siebie. Pani powiedziała, że jest niekomunikatywny i
                  nieodpowiedzialny. Wiecie jaki wstyd, ale to w sumie on powinien się wstydzić.
                  MI powiedział jeszcze wczoraj że nie będzie mi płacił pieniędzy przez rok czasu
                  i w ten sposób oddam mu to co jego...
                  • aneta-skarpeta Re: czy ja się czepiam bez powodu 02.11.09, 14:06
                    jedynaczka28 napisała:

                    Na wycieczce Pani
                    > go pytała czy ma kontakt z tatą a on nie bo go nienawidzi. To nic
                    wiecie co w
                    > zeszłym tygodniu byłą wywiadówka na której ja nie byłam bo byłam
                    chora ja mu
                    > powiedziałam, ze jest kiedyś tam wywiadówka. On nic mi nie
                    powiedział. I jak si
                    > ę
                    > okazało był na tej wywiadówce i nawet mi nic nie przekazał. Zrobił
                    nie ze mnie
                    > debila tylko z siebie. Pani powiedziała, że jest niekomunikatywny i
                    > nieodpowiedzialny. Wiecie jaki wstyd, ale to w sumie on powinien
                    się wstydzić.
                    > MI powiedział jeszcze wczoraj że nie będzie mi płacił pieniędzy
                    przez rok czasu
                    > i w ten sposób oddam mu to co jego...


                    palant i tyle:////- mysle, ze nie powinnas ukrywac swojej sytuacji
                    przed wychowawczynią- tego i tak nie ukryjesz, a kobieta tez bedzie
                    mogla jakos zrozumiec sytuacje, pomoc synowi- jesli jest fajna babką-
                    nie musisz jej opowiadac o szczegółach, ale przynajmniej bedzie
                    wiedziala co i jak
                • bell-a30 Re: do Jedynaczki 29.10.09, 08:02
                  Złóż pozew o alimenty i nie daj się szantażować, sąd oceni co
                  dostanie, a Ty wylicz wszystko na dziecko co tylko możesz , poproś,
                  prawnika koleżanki, moja koleżanka ma dobry pozew podaj adres
                  mailowy mogę Ci przesłać.Najpierw pozew o alimenty, bo sprawa
                  rozwodowa będzie się ciągnąć. Płacić musi, łaski nie robi, w końcu
                  to jego dziecko, nie cudze. To jemu powinno zależeć,żeby dziecku
                  chociaż materialnie nic nie brakowało. Bo emocjonalnie to już
                  wiadomo, jak to mały przeżył.Robisz to dal swojego synka, składaj i
                  jak największe alimenty, niech Cie oskarża że jestę materialistką,
                  olej to, bo przypuszczam że tak będzie i atk Cie przestał szanować.
                  Przepraszam, ale nie drań poczuje, że rodzina to też obowiązki a nie
                  tylko zabawa
                  • wwwybredna Re: do Jedynaczki 29.10.09, 10:15
                    Jak Ty to wszystko znosisz?
                    Ja przynajmniej nie narzekam na sprawy finansowe-mąż nie żałuje na
                    córkę.
                    Czytam Twój wątek codziennie ,widzę wiele wspólnych cech z moja
                    sytuacją ,ale nie do końca -Twój mąż jest okropny!Nie szukaj winy w
                    sobie, bo jej nie znajdziesz (albo sobie wmówisz ,że znalazłaś i
                    będziesz się obwiniać -niesłusznie!).Nikt nie jest świętym i każdy
                    ma jakieś wady,ale przecież Nikt go nie zmuszał do ślubu z Tobą!
                    Jeśli masz ochotę to odpisz na moją wiadomość ,wysłałam Ci maila na
                    pocztę gazetową.
                    • jedynaczka28 do wwwybredna 29.10.09, 10:53
                      Jeśli masz ochotę to odpisz na moją wiadomość ,wysłałam Ci maila na
                      > pocztę gazetową.

                      Jestem krótko na forum, co to jest poczta gazetowa? daj znać bo nie wiem sorki.
                      • jedynaczka28 Re: do wwwybredna 29.10.09, 11:02
                        Już znalazłam te wiadomości, nie wiedzialam, ze takie coś jest...
                    • jedynaczka28 do bell-a30 i wwwybredna 29.10.09, 12:55
                      Ja od wczoraj mam nastawienie dobre (podbudowała mnie przyjaciółka i mama od
                      której dostałam taki opierz, że aż mi w pięty weszło:)) aż się dziwię to chyba
                      cisza przed burzą. Mój mąż to drań tylko ja czasami tęsknię za nim bo głupia
                      jestem, odszedł niech idzie w diabły, najwyraźniej nie był nas wart. Jeśli
                      chodzi o alimenty to jak wspomniałam wcześniej mam napisany pozew rozwodowy a w
                      nim domagam się alimentów. Nie mogą równocześnie toczyć się dwie sprawy o
                      alimenty i o rozwód. Teraz jestem na urlopie ale jak wrócę to złożę i wtedy może
                      mi pogadać - on nie daje wiary w ten pozew... trudno. Niszczy nie jak niszczy w
                      ogóle ten facet to porażka. W ciągu kilku chwil odechciało mu się rodziny ale
                      wierzę w to, ze kiedyś spotka go za to kara, życzę mu tego aby ktoś go
                      potraktował nie tak jak on mnie tak jak on swojego syna i może jestem wredna z
                      tego powodu ale co tam, niech doświadczy sam tego co zafundował innym, zobaczy
                      jak miło. Z synem ma marny kontakt od czasu kiedy odszedł może widział go 5-7
                      razy - dużo. Syn nie chce go widzieć, boi się z nim spotykać, prosi mnie abym
                      była po niego w szkole wcześniej aby on nie przyszedł ale on i tak nie
                      przychodzi. Dziadkowie tamci się nie odzywają Ogólnie i tak wiedziałam, ze nam
                      nikt nie pomoże ale to oni pokazują jaka mają klasę a nie ja i dziecko. Trudno
                      liczę na to, że los mi to wynagrodzi i mojemu KOCHANEMU SYNKOWI(jutro ma
                      urodzinki:)) a mój mąż dostanie kopa w dupę na jaki zasłużył.
                      • bell-a30 Re: do bell-a30 i wwwybredna 29.10.09, 13:21
                        Super,że Twoje podejście jest już troche inne.Ja też jak byłam z
                        mężem w separacji nadal Go kochałam, nie zachowywał się tak jak
                        Twój, ale nie było wesoło. Czasami mogą być jesczse słabsze chwile,
                        z czasem będzie coraz lepiej. Też dostawałam od mamy opieprz, żebym
                        o nim nie myślała.Bardzo mnie wspierały kumpele wyciągały mnie gdzie
                        się tylko da, z dzieckiem, czy samą. Masz prawo gdzieś wyjść. Siedż
                        jak najmniej sama w domu.Zadbaj z tymi alimentami o synka, bo na
                        tatusia nie można liczyć.Pokazał jak mu na dziecku zależy.
                        Uśmiechnie się do Ciebie słońce, teraz masz najgorszy okres, a
                        zobaczysz jak będziesz pewna w swoich decyzjach będziesz czuła się
                        silniejsza.Niech nie widzi Cie zapłakanej, kup sobie coś fajnego,
                        pójdż do kosmetyczki, fryzjera. Niech zobaczy idiota co zniszczył.
                      • mara-11 Re: do bell-a30 i wwwybredna 06.11.09, 17:20
                        jestes dzielna.Mój maz tez mnie zostawił 8 miesiecy temu, tak jak
                        twój poprostu odszedł po 18 latach małzeństwa.Kochałam go
                        bardzo.Doskonale rozumiem jak sie czujesz.odszedł i zostawił mnie i
                        dzieci, z rachunkami, długami.Po 2 miesiącach od odejscia złożył
                        pozew o rozwód.W tej chwili mam juz rozwód.Mam alimenty na dzieci,
                        których on nie płaci.Tez mieszka u swojej mamy.Właśnie tydzień temu
                        przyszedł błagac bym nie szła do komornika i obiecał do końca roku
                        wszystko zapłacić.Nadal za nim tesknie.Mam nadzieje ze kiedys
                        dostanie takiego kopa jakiego ja dostałam.
                        Ma 38 lat i czuje sie stara.Nie wiem jak dalej żyć.Wiem że musze byc
                        silna, ale to łatwo powiedzieć.Był dla mnie wszystkim
    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 29.10.09, 21:33
      Mój Kochany Synek ma jutro urodzinki:)
      • kaalinaa Re: pomocy zostawił mnie mąż 29.10.09, 22:38
        wszystkiego najlepszego dla synka :)
        Jestem w podobnej sytuacji jak Twoja:(
        Wczoraj byłam u psychoanalityka żeby pomogła mi uporać sie ze
        wszystkimi emocjami jakie czuję w związku z rozstaniem. Bardzo mi ta
        wizyta pomogła... W przyszłym tygodniu spotkam się z psychiatrą i
        dostanę antydepresanty. To i terapia podobno pomoze ustawic moje
        zycie na nowe tory... Przemysl czy nie jest to dobre rozwiazanie
        rowniez dla ciebie?
        Trzymam kciuki za ciebie... i za siebie:)
      • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 30.10.09, 08:44
        Wszystkiego najlepszego dla synka. Napisz czy tatuś się pojawił.
        Trzymajcie się cieplutko.
      • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 30.10.09, 21:35
        I właśnie tym powinnaś się cieszyć - masz dla kogo żyć :-)
        wszystkiego dobrego dla synka.
      • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 01.11.09, 21:59
        Nie wiem jakim cudem sie to stało ale ja nie pisałam ostatniego postu tj. o
        psychologu...
        Boję się, ze mój małzonek ostatnio grając z synem u nas w domu na komputerze
        nie daj boze dobrał się do tego forum... jesli tak to będzie wesoło.
    • adelfa Re: pomocy zostawił mnie mąż 30.10.09, 13:28
      Wiesz co? Przestań go błagać.To po pierwsze. Zajmij się urządzaniem
      życia na nowo.To po drugie. W ten sposób zmarnujesz życie sobie i
      dziecku i to nie będzie wina twojego mężą tylko twoja. Czas uleczy
      rany, to pewne. A jak ocalisz swoją godność, to wkrótce zrozumiesz,
      że są rzeczy ważniejsze dla Człowieka niż nawet zraniona miłość.
      • jedynaczka28 URODZINKI 30.10.09, 21:57
        Witajcie.
        W kwestii wyjaśnienia do Adelfy - ja nie błagam już mojego męża, nawet nie
        pamiętam kiedy to robiłam ostatnio naprawdę dawno temu. Może piszę trochę
        chaotycznie, ale pisze o tym, że mi ciężko, że tęsknię. Mam ochotę błagać go i
        prosić ale tego nie robię. Już nie.
        Wiem, że błaganiem nic nie zdziałam.
        Dziś jak wspomniałam urodzinki syna ale przyjęcie robimy jutro i w następną
        niedzielę dla kolegów. Tatuś się zjawił. Kupił tort, dał kartę z wierszykiem i
        pieniądze.Wcześniej zadzwonił gdy syn usłyszał, ze przyjedzie to wpadł w szał,
        nie chciał ojca widzieć ale tata pierwszy raz nie posłuchał i był. Wręczając
        prezent syn powiedział, z prezentów nie chce a on dlaczego bo ja chcę mieć tatę.
        Ja siedziałam sobie w kuchni i szykowałam na jutrzejszy obiad dla gości.
        Jeszcze mąż naszykował picie, talerze i zawołał mnie, ja wcześniej poszłam do
        łazienki gdzie przez 5 minut nabierałam formy tzn. wypłakałam się przed
        spotkaniem z nim twarzą w twarz, wyszłam dumna i obojętna. Zjadłam torta. Po
        czym dwie i pół godziny, jakie tata postanowił poswięcić synkowi spędziłam przy
        komputerze. Mąż był zdziwiony, przychodził do mnie dwa razy z głupimi tekstami
        typu skończ już z tym gadu gadu bo pewnie z jakimś fagasem gadasz albo żebym nie
        oglądała zdjeć z wycieczki na których sie z kimś całuję... Kurwa ja na wycieczce
        byłam miesiac temu i niestety żadnych takich zdjeć nie mam:)
        Przegadałam z koleżankami przez telefon a on siedział z synkiem w drugim pokoju.
        Pytał małego kiedy moze przyjść a on wkółko, z enigdy i takie tam, z enie chce.
        Przy zdmuchiwaniu swiaczek pomyslał życzenie. Tatuś spytała synku napewno sie
        spełni po zdmuchnąłeś za pierwszym razem co to za życzenie a synek Tato wrócisz
        do domu to moje zyczenie. Noi cisza i mkoniec tematu. Tatuś zapytał czy moze
        wpaść jutro a dziecko nie bo mamy gości. Tatuś pyta moz epojedziemy na groby
        razem a synek nie bo jedziemy sami a tatuś to zdzwonimy sie jutro a synekj dobrze.
        Gdy szykował sie do wyjśćia ja siedziałam w kuchni on kilka razy to narazie pa
        ja narazie, on znowu narazie ja narazie nawet nie wyszłam. Więc on wszedlł do
        kuchni i znowu narazie ja narazie i on wtedy podszedł KOCHANY WSPANIAŁTY MĄŻ
        UŚCISNĄŁ MI DŁOŃ i poszedł... Kurwa śmieszny on jest. Dziadkowie się nie
        odezwali ale tatuś wspaniałomyślnuy przyniósł kartkę z życzeniami od babuni i
        dziadziusia. Szkoda, ze nie pofatygowali sie nawet zadzwonić osobiscie już nie
        mówię o przyjeździe. Z zyczeniami zadzwoniła babcia mojego mężą - jedyna chyba
        osoba, która szanuję w tej rodzinie. Upłakałą mi sie do słuchawki i tyle.
        Zapewniała, z erozmawiaz moim mężem, tłumaczy mu ale on patrzy w sufit i tyle
        albo wychodzi z domu jak ktoś mu coś mówi. Zapewniała też, z eon nikgogo nie ma.
        Według niej jest głupi i ma problemy z głową.
        Powiem Wam, z edzisiaj jestem z siebie dumna bo całkowicie go olałam, pokazałam,
        z emam go w nosi, nie powiedzialam do niego sama nic tylko odpowiedziałam na
        jego pytania. Nie interesował mnie wogóle i to go wkurwiało. Zdzwiwił się, z
        enie jestem zła, że nic nie wypominam i cieszę się, ze ma zagadkę. Mam go w
        nosie. Napisze cośśmiesznego siedząc przy stole z nim mysle sobie tak, kurcze co
        ja w nim widze fysiejący, chudy z wielkim nosem:) co ja w nim wdidziałam. Powiem
        Wam że jak wyszedłz rozbiło mi sie ciut smutno i żal ale trzymam się i jestem dumna.
        Jak myslicie, jesli chodzi o teściów czy nie jestem przewrażliwiona, z ejestem
        zła o to, z enie przyszli. Dodam, z emój mąż napewnio nie moz epojać jak mogłam
        nie przygadać o to, ze znowu nie mieli czasu i nie pamietali aby nie adzwonić.
        Ciesze się, z eten dzień już z głowy bo powiem Wam, z ejak zadzwonił do mnie na
        komórke to ze strachu nie odebrałam bo nie chciałam aby przychodził... ale
        pomyślałam przeciez nie do mnie przychodzi tylko do mojego słoneczka i odebrałm
        juz za kolejnym razem.
        To tyle.
        Pozdrawiam Wszystkich i dziękuję za życzonka dla mojego szkraba.
        • selune111 Re: URODZINKI 31.10.09, 13:02
          nie jestes przewrazliwiona jesli chodzi o tesciow. wiesz jak tak
          czytam co piszesz to mysle ze Twoja sprawa jest bardzo podobna do
          mojej. ja nigdy nie moglam sie pogodzic z tym ze moi tesciowie
          zlewali nas totalnie, chociaz moze tylko mnie ? do meza potrafili
          dzwonic kilka razy dziennie, mama czasem zawracala mu glowe typu czy
          ma cos kupic czy nie, on po pracy pofrafil z nimi bardzo dlugo
          rozmawiac mimo ze bylo bardzo pozno, jutro trzeba bylo wstac rano a
          ja chcialam z nim spedzic choc troche czasu. ale nigdy nie odwazyl
          sie powiedziec cokolwiek im na ten temat choc ja mu czesto mowilam
          ze to jest przesada. ale z drugiej strony oni nie interesowali sie
          nami jako malzenstwem wogole. ja mialam o to pretensje. moj maz
          wierzyl tylko swojej mamie jesli chodzi o to do jakiego lekarza ma
          isc czy jaki lek sobie kupic. a ja ? ja nie mialam nic do
          powiedzenia bo to musialo przejsc przez akceptacje jego mamy. na
          koniec wygarnelam im wszystko a oni sie wyparli i twierdza ze
          przeciez wszystko bylo ok. a on teraz jezdzi do domku do mamusi i
          sie zastanawia chyba wspolnie z nia czy ma do mnie wrocic czy nie.
          jak zyc w takim zwiaku gdzie tesciowie niby ich nie ma bo nie
          pofatyguja sie odwiedzic ale i tak synek robi to co mama chce. aha,
          ale np jego mama potrafila miec do mnie pretensje ze synek sie nie
          dobrze odzywia, ze pali itp.. to smieszne. ja nie moge tego przezyc
          bo on na koniec wszystko przekrecil i ze to ja jestem zwiazana za
          bardzo z rodzicami. ja nie wiem.. ja jestem zalamana i strasznie
          zraniona, myslalam ze z czasem bedzie mi lzej ale ja nie moge
          przezyc tego ze on mnie tak zranil i widzi we mnie tylko zle rzeczy
          a nie widzi tego ze ja sie bardzo staralam, ze go kochalam, ze bylam
          zawsze za nim. nawet jesli bysmy sie zeszli - to ja sobie nie
          wyobrazam np kontaktow z jego rodzicami a on podejrzewam z moimi. no
          to jak to ma wszystko wygladac ? przepraszam Jedynaczko ze wypisuje
          o sobie, moze dlatego ze widze z Tobie jakies podobienstwo do mnie
          samej i latwiej mi jest sie wyzalic w ten sposob..
        • bell-a30 Re: URODZINKI 02.11.09, 12:12
          Fajnie, że już czujesz się trochę lepiej. On wiedział jaką ma
          niestety władzę nad Tobą. Nie zważaj na jego kąśliwe uwagi, co jak
          zauważył że wkońcu nie jesteś zobsorbowana jego osobą, zaczyna być
          zazdrosny?Bo co nagle przestał być w centrum zainteresowania?Szkoda
          tylko, że dziecko patrzy na takiego niedojrzałego tatusia. I tak
          trzymaj, zlewka na niego.W dalszym ciągu tego nie rozumiem,
          wyjechaliście na wczasy. I coś mu się nagle porobiło w głowę, czy
          może ktoś go nakręcał? Ale to nieważne już. Człowiek bez serca i
          sumienia tak postępuje.
          • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 02.11.09, 14:21
            Jedynaczko-super sie zachowalas na urodzinach::)

            teraz bedzie coraz łatwiej, a Wy sobie zyjcie swoim zycie i w końcu
            Wam sie poukłada

            Moze w wolny dzień zróbcie jakies fajne przemeblowanie? może cos
            zmieńcie w mieszkaniu, zeby nabrało " nowego look'u";)?

            wtedy tez sama będziesz sie lepiej czuła " w nowym mieszkaniu":)

            ps. jesli syn zobaczy ze jestes spokojniejsza, radosniejsza to tez
            sam bedzie czul sie troszke lepiej
            --------------------------------

            jeszcze odnosnie tego co mówił twoj maz o tym ze to Twoja wina.
            Mój tez tak mówił, ale co miał mówić? dzieki temu on czuł sie lepiej
            i miał usprawiedliwienie dla swojej nieodpowiedzialności

            dbaj o siebie, chodz do fryzjera, nakładaj maseczki, rob sobie
            wieczory piekności, czytaj ulubione ksiazki, moze cos Cie nowego
            zainteresuje, moze z synem znajdziecie wspólna pasję- chocby
            ogladanie i czytanie o zwierzętach egzotycznych:)

            i rób tak jak na urodzinach- wypłakac się w łazience i potem możesz
            byc obojetna i niewzruszona;)

            widać, że maż juz traci grunt pod nogami bo sie powoli okazuje, że
            masz "babo jaja"!;), ze nie bedzie jeździł na Tobie jak na burej
            suce, że nie ruszaja Cie jego lamenty,a jego groxby co do rozwodu to
            sa tylko groźby bo czuje że mu sie robi goraco koło tyłka

            • jedynaczka28 Re: URODZINKI 02.11.09, 18:17
              Do Sellune
              Kochana po to piszemy żeby nam pomogło, mi pomaga i jeśli Tobie też to okay,
              pisz kiedy chcesz. Rozumiem Twoją sytuację z teściami bo to też moja największa
              życiowa porażka - oczywiście po moim mężu.
              Do Bell ja też nie rozumiem o co chodzi ale nie chcę się już zagłębiać, czemu i
              dlaczego bo wtedy znowu wszystko wraca i się zadręczam już dość.
              Do aneta - skarpeta
              Ja też jestem z siebie dumna z mojego zachowania na urodzinach synka. Kocham go
              najmocniej na świecie, może liczyć na mnie bo tatuś to nie ma czasu więc
              udowodnię Wszystkim, ze dam radę, nie poddam się dla niego. Jeszcze będziemy
              szczęśliwi, nie pozwolę na to aby ktoś mną pomiatał i wyrządził krzywdę mojemu
              dziecku. W końcu mamy teraz SIEBIE. Wierzę w to, ze będzie już tylko lepiej,
              musi być czas goi rany ale ja nie wybaczę tego nigdy.Jeśli chodzi o mieszkanie
              to muszę pomyśleć ale dopiero w grudniu bo teraz z dnia na dzień przekładam
              naukę a to nasza przyszłość. Jeśli mój jeszcze maż uważa, z eto moja wina okay
              niech tak myśli jak mu łatwiej w Sądzie ocenia i podziela majątek - nie on to
              będzie robił:)Nigdy na to nie patrzyłam z tej perspektywy ale teraz widzę to, ze
              gdyby nie moi rodzice nie mielibyśmy nic to dzięki ich pomocy mamy to co mamy.
              Od jego rodziny nigdy nic nie dostałam i ja mam się z nim dzielić???
              O siebie dbam, on na tym świecie nie jest jedyny. Cieszę się, ze próbowałam na
              początku i walczyłam. Nikt nigdy mi nie powie, że nic nie zrobiłam. Moje dziecko
              będzie wiedziało.

              Humor popsuł mi wczoraj ale leje na niego i jego gadkę. Jest świnią i nic tego
              nie zmieni. Zadzwonił do synka i pytał czy chce jechać z nim na cmentarz a syn,
              ze chce ale z mama i z nim a on, ze z mama to nie to nie jedzie. Więc nie
              pojechaliśmy z nim tylko z rodzicami. Szanowny tatuś objawił się w
              <<ODWIEDZINKI" tak nazywa to syn. Gdy tylko się pojawił zachowywałam się tak jak
              na urodzinach ale jego wzrok mówił że za chwile wybuchnie i tak też się stało.
              Ja nic do niego nie mówiłam rozmawiałam w dużym pokoju z koleżanka przez
              telefon, nie zwracałam na niego uwagi. On wszedł robi głupie miny abym już
              przestała z nią rozmawiać i pyta co z tym pozwem złożyłaś? Ja nie mówię nic
              czytam gazetę - udaję - On jak nie to sam złożę tylko to Twoja wina będzie. Ja
              dalej nic a on nie wrócę tu nigdy, nie chce być z Tobą, to moja decyzja
              ostateczna. A ja okay cieszę się, ze myślałeś o dziecku. a on na to GDYBY TAK
              WSZYSCY LUDZIE NA ŚWIECIE MYŚLELI O TYM CO DOBRE DLA DZIECI TO NIE BYŁOBY
              ROZWODÓW. A ja rozumiem więc on kolejne moje rozwiązanie to takie powiedz czy ci
              odpowiada MOGĘ WSIĄŚĆ SYNA I BĘDĘ JA GO WYCHOWYWAŁ Z INNĄ KOBIETA JAK JĄ POZNAM>
              Co wybierasz a ja nic. Poszedł do syna. W mieszkaniu znów zadzwonił telefon to
              go tylko wkurwiło. I zaczął się ubierać do wyjścia. Ja poszłam zamknąć za nim
              drzwi rzuciłam mu jeszcze obrączką (nie wiem czy to mądre) ale ja tej świni
              nienawidzę. i zamknęłam drzwi. Stał pod drzwiami i pukał około 10 minut ale nie
              otworzyłam i już nie otworzę. Niech spieprza do matki i ojca w końcu się cieszą,
              ze mają synka, na pewno ich rozpiera duma, ze zostawił rodzinę zaakceptowali to.
              Synowa i wnuka skreslili całkowicie. OKAY może kiedyś nadejdzie refleksja dla
              nich - zobaczymy.
              Syn po tym jak on wyszedł z mieszkania powiedział do mnie, ze tata mu powiedział
              w małym pokoju, ze do domu nie wróci bo nie chce być z mama i będzie go
              odwiedzał noi, ze go kocha. Mój syn powiedział, ze jak ja pozwolę na te
              odwiedziny to on się ZABIJE nie chce ojca widzieć ani z nim rozmawiać. Chce o
              nim zapomnieć bo go nienawidzi...
              Proszę Was wypowiedzcie się co mam zrobić. Czy uniemożliwić mężowi kontakty z
              dzieckiem , zrobić tak jak chce syn? Boję się, ze mąż wtedy oskarży mnie o
              utrudnianie z nim kontaktów. Syn za nim tęskni ale sam nigdy nie chciał aby
              tata go odwiedził, on zawsze chce jego powrotu. Tłumaczy mi, że nie chce aby on
              przychodził bo on potem cierpi.
              Kurcze co to za patałach z mojego męża wiecie co zaczyna do mnie dochodzić, że
              on jest NIKIM:)
              Powiedzcie co z kontaktami.
              Dziękuję wszystkim i pozdrawiam. Tym, które mają nieciekawie tak jak ja
              współczuję, wiem jak to boli. Ale ja wierze już, ze będzie dobrze - nie z nim
              bez niego. MUSI BYĆ:)
              • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 02.11.09, 18:47
                przypomniało mi się, jak w czasie rozprawy mój ex mąż wypalił , że
                mnie kocha- na 3 rozprawie, mimo że mial jakąs babe.

                Sędzina chwyciła się tego jak tonący brzytwy i wysłałą nas do
                takiego ośrodka psychologicznego na obserwacje czy jest szansa.
                Mialo to byc z dzieckiem
                strasznie sie bałąm, że syna wymęczą- fakt- byl maly bo mial jakies
                3 latka

                posadzili nas troje w pokoju zabaw- jakas babka weszla spytała o
                cos, wyszła, jakies lustro weneckie było, ciagle ktos sie kręcil. po
                jakis 15 min wezwano męża na rozmowe, a potem mnie- drugie wtedy
                siedzialo z dzieckiem

                podziękowali i poszliśmy- zdziwiłam się ze dziecka o nic nie pytali,
                nie kazali rysować, żeby ocenić stan jego umysłu itd- tak sobie to
                wyobrażałam:)

                potem przyszła opinia na 3 str maszynopisu

                Słuchajcie oni wszystko wyłapali, że syn czuje większy spokoj z
                matka, że lgnie do matki, a z ojcem nie przejawia checi kontaktu,
                ojciec próbuje, ale nieudolnie i bez przekonania zająć się dzieckiem
                itd
                jakby ktos całe dnie z nami mieszkał

                a syn nawet nie wiedział ze był obserwowany- nawet ja sobie z tego
                nie zdawałam sprawy

                były tam tez strasze dzieci- przedszkole, wczesna podstawówka i
                podobnie to sie odbywało- bo czasem w tej sali były na raz 2 rodziny

                wiec moze powinnas sama zgłosic się z synem na jakies konsultacje?
                bo sprawa wygląda poważnie- nie sądzę aby mówił poważnie o zabiciu
                się, ale widać że nie radzi sobie ze swoimi emocjami- a Ci ludzie
                potrafia podejść, żeby dziecko nie czuło dyskomfortu, a pomoga
                przynajmniej Tobie zrozumieć i nauczyc się jak z nim rozmawiać
              • enith Re: URODZINKI 02.11.09, 21:16
                Może z tydzień temu natrafiłam na twój wątek. Przeczytałam go wtedy jednym tchem i czytam go na bieżąco. Po twoim dzisiejszym poście trafił mnie szlag. Że też ziemia nosi takich skur.wieli, jak twój mąż. Dosłownie brak mi słów. Jestem z tobą całym sercem i trzymam kciuki, żeby ten koszmar się jak najszybciej skończył.
                Co do twojego synka i jego widzeń z ojcem, to masz zagwarantowane, że jeśli nie pozwolisz mężowi wejść do domu zobaczyć chłopca, mąż użyje tego w sądzie jako argument, że uniemożliwiasz mu kontakty z dzieckiem. Tego bądź pewna i nie dawaj mężowi tego oręża do ręki. Co do syna, który ma 9 lat i mówi o zabiciu się w przypadku odwiedzin ojca, to NATYCHMIAST organizuj dziecku psychologa! Sama widzisz jaką traumą są dla chłopca odwiedzimy ojca, a jednocześnie nie możesz tych odwiedzin ojcu zakazać (od tego ewentualnie jest sąd). Twoim priorytetem w tej chwili jest zdrowie psychiczne twojego syna. Ty ledwo wyrabiasz w tej całej sytuacji, a jesteś osobą dorosłą. Pomyśl, jak straszliwe piętno na psychice 9-letniego chłopca musi wywierać obecna sytuacja. Chłopiec rozdarty jest pomiędzy tobą i tatą, ignorowany przez dziadków, a efekty (złe zachowanie w szkole, słowa o zabiciu się) już widać. Rozmawiaj z synem, staraj się mu wyjaśniać sytuację na bieżąco używając słów na jego poziomie. Jeśli syn pyta, czemu dziadkowie nie przyszli na urodziny, odpowiedz zgodnie z prawdą, że nie wiesz. Że syn może do dziadków zadzwonić i z nimi porozmawiać, jeśli tylko zechce. Że to, że tata nie kocha już ciebie nie zmienia jego uczuć do syna. Że rozumiesz przez co syn przechodzi, że wiesz, że jest synowi trudno. Rozmawiaj z chłopcem, ile się da. Nie musisz oczywiście mówić wszystkiego, co dzieje się między tobą i mężem, bo chłopiec nie zrozumie, ale staraj się tłumaczyć to, co jesteś w stanie, by utrzymywać dobry kontakt z chłopcem. I naprawdę, poszukaj psychologa, żeby jeszcze nie było jakiegoś nieszczęścia.
                Co do zachowania twojego męża, to mam takie spostrzeżenie w związku z jego ostatnio opisanymi przez ciebie zachowaniami. Po jego odejściu błagałaś o powrót, płakałaś w jego obecności, a on łaskawie pojawiał się i znikał nie dając ci żadnych odpowiedzi, a tym samym i spokoju ducha. Teraz, po ponad dwóch miesiącach takiej szarpaniny ty zaczynasz wychodzić na prostą. Pokazujesz mężowi, że potrafisz być sama, ze dajesz sobie radę, że nie wyczekujesz jego odwiedzin z buzią przy szybie, a gdy już was odwiedza, nawet słowem nie piśniesz o waszej sytuacji. Co więcej, zaczynasz go ignorować, pokazywać, ze masz swoje sprawy, które go nie dotyczą. I co? I nagle okazuje się, że to ON szuka kontaktu z tobą. Że skacze mu gula, gdy ty zamykasz się w pokoju w czasie jego odwiedzin i nie podejmujesz żadnych z nim rozmów. I panu sytuacja, w której ty odzyskujesz kontrolę nad swoim życiem, jest wyraźnie nie w smak! Podniosłaś głowę wysoko, wyszłaś poza pozycję błagającej, żałosnej porzuconej żony i pokazujesz sukinkotowi "mogę i będę bez ciebie żyć". I facet czuje, że traci nad tobą kontrolę! Jego odzywki o rzekomym facecie, z którym się niby całujesz to żałosna próba ponownego zdyskredytowania cię. A już hasła o odebraniu ci dziecka, to chwyt poniżej pasa, który pokazuje, że panu kończą się argumenty i zaczyna się brudna walka. On czuje, że nie ma na ciebie już takiego wpływu jak wcześniej i próbuje wszelkich chwytów, by tę kontrolę nad tobą odzyskać. Ty natomiast po jego ostatnich zagrywkach otwierasz oczy i w końcu widzisz czarno na białym z jakim rodzajem człowieka masz do czynienia. Twój mąż nie cofnie się prawdopodobnie przed niczym, żeby ci dopiec i zarazem nie złoży wniosku o rozwód, bo to oznacza definitywny koniec jego kontroli nad tobą. Każde idzie w swoją stronę, a łączyć was będzie wyłącznie dziecko, które lada moment będzie nastolatkiem i będzie mieć swoje sprawy. Mam też wrażenie, że ty nie składając pozwu rozwodowego (a co tak nachalnie pyta cię mąż), dajesz mu do zrozumienia, że masz nadzieję na jego powrót, że może się wam ułoży. I chciałabym zobaczyć jego minę, gdy w końcu mu powiesz "tak, złożyłam papiery o rozwód, na dniach dostaniesz wezwanie". Bo twój mąż tak naprawdę NIE CHCE rozwodu. Gdyby tak było, dawno papiery leżałyby w sądzie. Ale dopóki jesteście małżeństwem, on może cię gnębić, dawać nadzieję, po czym ją odbierać i patrzeć, jak cierpisz. A że przy okazji cierpi też jego syn, to już nie warty wspomnienia szczegół.
                Jeśli uważasz, że wasze małżeństwo jest skończone, a rozwód pozwoli ci stanąć na nogi i odzyskać spokój ducha, nie wahaj się złożyć wniosku. Dasz sobie radę. Masz wsparcie rodziców, przyjaciółki, nie bój się też iść na terapię, by poukładać sobie w głowie pewne sprawy. Szukaj terapeuty dla dziecka. I najważniejsze, nie daj się prowokować mężowi, ja wiem, że on doskonale potrafi uderzyć cię w najczulszy punkt, ale sama swoim zachowaniem dowiodłaś, że IGNOROWANIE męża jest najlepszą bronią w walce z nim. To jemu usuwa się w tej chwili grunt spod stóp, a ty stajesz pewniej na nogach. Trzymam kciuki za ciebie i syna. Pisz w wolnym czasie, jak się sprawy rozwijają. Pozdrawiam z całego serca:)
                • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 02.11.09, 22:42
                  on jest dosyc podobny do mojego ex pod wzgledem tego poczucia władzy
                  nade mna.

                  to co napisała enith- zobaczył, że go olewasz ( bo tak to wyglądało)
                  i nagle szok- jak to mozliwe

                  trzymaj tak dalej- na pytania odpowiadaj _tak lub nie_ konkretnie, a
                  co możesz to ignoruj

                  jak masz czegos sie dowiedziec to sprowadzaj go do parteru gdy on
                  bedzie próbowal rozwijac idotyczne, koperkowe dyskusje.
                  moj ex mąż jest pod tym względem identyczny i moje olewanie
                  spowodowało, że jemu argumenty się szybko skończyły bo nie miał jak
                  przekręcić moich słów zeby to była moja wina, a on taki biedny

                  w sądzie poproś o jasne uregulowanie spraw zw. z synem i wizyt

                  niech nie bedzie tak, że on widuje syna kiedy ma ochotę- ma
                  wyznacozne terminy i sie tego trzyma- jak mu sie nie chce to niech
                  spada, a Wy bedziecie mieli jasnośc, syn jakąs klarowna sytuacje

                  ja tego nie zrobilam i efekt jest taki, ze jak 3 tyg z rzedu on nie
                  ma czasu na wizyty z synem, albo nie pojawia sie na umówionym
                  spotkaniu, a potem mi cos wypada TO JA UTRUDNIAM MU KONTAKTY Z
                  SYNEM:)


                  najlepiej zrób sobie notesik i donotowuj sobie dokladnie kiedy byl i
                  na jak dlugo- poźniej sie zapomina, a w sądzie bedziesz mogła
                  przedstawic jak kochany tatus zajmuje sie synem

                  • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 02.11.09, 22:45
                    a jak będzie Cie straszył sądem

                    - bo pójdę do sądu!!!!
                    - to idz, może to lepiej jak uregulujemy te sprawy- łagodnym tonem

                    gwarantuje Ci że się zapieni, a nie pójdzie:) bo to WYMAGA AKCJI, a
                    nie gadania:)
                • bell-a30 Re: URODZINKI 03.11.09, 09:11
                  Bardzo dobrze to wszystko napisałaś, całą pradę. Nic dodać nic ująć.
                  Jesteś naprawdę mądrą kobietką. Pozdrawiam wszystkie kobiety, które
                  wycierpiały się w tym życiu.
                • bell-a30 do Enith 03.11.09, 09:15
                  To było do enith i oczywiście do Ciebie Jedynaczko. Trzymaj
                  się,cieszę się że nabierasz sił.Ze takich idiotów świat nosi, nie
                  sztuką zrobić dziecko, ale je wychować.Ciebie napewno synek nie
                  będzie się wstydził.
              • selune111 Re: URODZINKI 03.11.09, 18:29
                No super Jedynaczko Ci idzie teraz ! tak bardzo sie ciesze ze
                wreszcie mu pokazujesz obojetnosc a on sie tak tym denerwuje :-)
                haha ! do mnie tez dopiero teraz dotarlo jak ja sie zachowywalam -
                zbyt troskliwie. a niestety jak facet widzi ze Tobie nie zalezy to
                dopiero wtedy przemysliwuje, czuje sie niepewnie, a jak ma podane
                wszystko na tacy to to olewa i Cie nie szanuje. Ja to juz tez nie
                mam sily, chce sie zajac soba, moj maz sie nie odzywa, co chyba
                najlepiej swiadczy o tym jak bardzo sie mna przejmuje ale ja tez
                sie do niego nie odzywam, chyba po raz pierwszy w zyciu nie wyciagam
                pierwsaz dloni i nie wyciagne bo mi sie juz to przejadlo, nie bede
                mowic ze mi zalezy bo to on powinien to wreszcie powiedziec. nie da
                sie czlowieka zmusic do tego zeby mu zalezalo, ale wiem ze mi juz
                mniej zalezy, po tym jak zobaczylam jak on sie potrafi zachowac.
                Badz silna, tak trzymaj, nie dawaj sie, nie daj sie sprowokowac ani
                wciagnac w jakies potyczki slowne, mow jak najmniej. Dziewczyny daja
                Ci dobre rady, choc sama wiem jak trudno wytrzymac.
                Ale mozesz byc z siebie dumna.
                wiesz mowi sie ze czlowiek w pewnych sytuacjach musi osiagnac swoje
                dno, przezyc najgorsze chwile aby moc sie podniesc, mysle ze Ty masz
                juz to za soba i ze teraz bedzie tylko lepiej.
                Twoj maz nie jest Ciebie wart. to pewne.
                pozdrawiam Ciebie i Twojego synka i wszystkie forumowiczki
                • selune111 Re: URODZINKI 03.11.09, 18:40
                  a wogole to sie zastanawiam, ile znacie przypadkow ze po rozwodzie
                  kobieta sobie dobrze ulozyla jeszcze raz zycie ? nie wiem czy
                  wiekszosc z Pan tu piszacych jest po rozwodzie / czy w jakiejs
                  beznadziejnej sytuacji. Bo najbardziej chyba jednak przeraza to ze
                  sie potem zostaje samej i czy ktos porzadny, kochajacy jeszcze sie
                  pojawi w zyciu i jaki wtedy bedzie mial stosunek do kobiety
                  rozwiedzionej ? czy to nie odpycha ? z jednej strony czlowiek chce
                  zakonczyc beznadziejny zwiazek, a z drugiej - co potem ?
                  • wwwybredna Re: URODZINKI 03.11.09, 18:51
                    Większosć znanych mi kobiet ułożylo sobie życie po rozwodzie i z
                    tego co wiem to są o wiele szczęśliwsze niż w pierwszym zwiazku.
                    Chyba wszyscy uczymy sie na blędach i dlatego drugi związek powinien
                    być (przynajmniej z zalozenia) lepszy.
                    Uszy do gory:)
                    • jedynaczka28 re re 03.11.09, 20:24
                      Dziewczyny nawet nie wiecie, ale czytanie Waszych mądrych postów naprawdę daje
                      dużo do myślenia. Że też kobiety, które znajdą się w tak beznadziejnej sytuacji
                      dopiero po jakimś czasie otwierają oczy i rozumieją co się stało, ale taka jest
                      prawda, ze wydaje mi się, ze każda z nas w początkowej fazie takiego rozstania
                      nie wie co ma począć, ma sto myśli na minutę i wszystkie one są inne. Ale z
                      czasem wszystko sie zmienia, Jak ja sie cieszę, ze daje już radę, i wdze to co
                      powinnam. Wiadomo lekko nie jest ale juz nie świruję. Wiecie jak mi było ciężko,
                      tylko płakałam, nic nie jadłam, nie mogłam spac po nocach, oglądałam zdjęcia.
                      Nawet chciałam bardzo obejrzec kasetę z naszego ślubu ale o dziwo popsuło sie
                      video a dawno temu były kasety a nie płytki i niestety w kinie domowym sie
                      obejrzeć nie dało:) no i na szczęście bo znowu bym sie pogrążyła.To popsuło sie
                      w tedy kiedy trzeba.
                      Wczoraj i dzisiaj jest spokój najwyraźniej nie ma czs małzonek:) nie daje znaku
                      żyucia i wcale mnie to nie martwi.
                      Wczoraj tylko zadzwonił do dziecka zapytac jak tam mu w szkole ale mały
                      powiedział nie byłem w szkole tylko na wycieczce ty to nigdy nic nie wiesz i
                      koniec gadki między nimi. Mały czuł sie mocny bo ja sie kąpałam i nawet nie
                      wiediząłm, z erozmawiają i potraktował tausia rozłączeniem się - dziecko 9
                      letnie samo dobrze potrafi ocenic sytuację i nie daje soba manipulować. Od
                      przyjaciela mojego męża i tym samym męża mojej przyjaciłki usłysząłm wczoraj że
                      ja to mam kogos na oku i zaczynam myslec o nowym życiu - jakos nie wzruszyło
                      mnie to nic a nic. Do kolegi powiedziałam tylko będziecie pierwszymi osobami po
                      synku, które poznają tego kogoś kogo mam na oku i zaczeliśmy sie śmiac. Dzis
                      rozmawialam z babcia mojego mężą - ona cały czas trzyma kciuki za nas, wierzy,
                      ze będzie dobrze i sie o to modli. Tyle co ona na niego nagada, jaki to on jest
                      głupi i wogole, co najlepzego zrobił. Że ona nie moz epojać jak mógł zostawic
                      synka, z edziecko mu tego nie wybcazy ale on patrzy w sufit i nawet jej nie
                      odpowiada.
                      Wiecie co dzis,,mój teściu" ma urodziny i ja napisałam mu esemesa z życzeniami
                      ale cisza nawet pocałuj mnie w dupę, zero reakcji. Nie zdziwiło mnie to,
                      zrobiłąm to po to aby pokazac im,z e ja jestem mądrzejsza od nich i wiem jak
                      trzeba postępowac ale nie łudziałam sie na słowo dziekuję. To mi potwierdziło z
                      kim mam do czynienia - no i nie ukrywam po kim mój mąż ma takie zachowanie,
                      poglady na życie itd.
                      dziewczyny naprawde jesteście super Kobietkami. Jak tak czytam domyslam sie, z
                      enie jedna z Was miała nie małe przejścia w życiu ale jesteście mądre i
                      wartosciowe. Nie dałyscie sie skrzywdzić. podobało mi sie to co napisała
                      aneta-skarpeta, enith, bell-a30 czytajac Wasze posty widac jak jesteście
                      wartościowymi i silnymi dziewczynami.
                      Sellune - ciesze się, że wyciągnęłaś pozytywne wnioski, wiem, ze to bardzo boli
                      ale super, z edajesz radę trzymam za Ciebie kciuki - wszystko bezie dobrze. Ja
                      sobie powtarzam będziemy szczęśliwi ja i syn i wszystkie kobiety, którym ich
                      Kochający Męzowie i Faceci zafundowali taką rozrywkę. Ale mybędziemy sie cieszyć
                      tak jak oni etraz a oni wtedy będą płakać. Na pewno tak będzie. Nic nie trwa
                      wiecznie. Ja od dziś zapisuję sobie wizyty męża i czs poswięcony dziecku. Przez
                      ten okres jak go nie ma wiyt w naszym domu jedgo nie było więcej niż 10 - daje
                      sobie ręke uciąć i to 10 to jest liczba mocno zaokrąglona. Wizyta najdłuzej
                      trwała u rodziny 2,5 godziny nie licząc nocy kiedy to spał.
                      WWYbredna - za ciebie trzymam kciuki u Ciebie wszystko izie ku dobremu.
                      Zobaczysz. Będziecie RAZEM SZCZĘŚLIWI. Na pewno dodaje skrzydeł to, ze po
                      rozowdzie można ułożyc sobie zycie i być szczęśliwyszym - ja wiem, z etak sie
                      dzieje znam przypadki takie i jest o niebo lepiej. Tylko nam jest jeszcze trudno
                      w to uwierzyć. Na pewno łatwiej uwierzyć w to kobiecie a przynajmniej wedug mnie
                      powinno tak być gdy facet jązdradzł, bił, alkoholik i wszystko co najgorsze u
                      mnie tak nie było i to bolało - u mnie najgorsze to to kiedy odszedł wtedy
                      wszystko sie posypało, wtedy pokazał swoje prawdziwe oblicze, oblicze jakiego
                      nie nałam. Nawet mi sie nie sniło. To spadło na mnie jak grom z jasnego nnieba
                      i to było w tym wszystkim najgorsze ale dało moze tez bardziej do myslenia
                      pokaząło kim on jest. Powiem Wam, z ewczesniej miałam chwile kiedy ja do niegod
                      zwoniłam lub pisałam esemesy pod byle pretekstem a to koresppondencja a to jakas
                      pierdoła a teraz nawet nie byąłbym w stanie, mam uraz, nie umiałabym. Nawet nie
                      wiem jak do niego mówic bo imienia jego nie potrafie wymawiac. Jakoś tak głupio
                      ono brzmi. Jego numer telefonu skasowałam a na szczęście nie znm go na pamięć.
                      Ja ju nie pamiętam kiedy dzwoniłam, nie wiem jak brzmi jego głos przez telefon.
                      Ale i nie brakuje mi tego a było tak ciężko. daje sobie radę teraz dlatego, z
                      enie rozmyslam dlaczego i po co. Najwazniejsze to życ chwila obecną, broń Boze
                      nie cofac sie wtecz nie przypominac sobie jak było dobrze, zapomnieć na pewnien
                      czas tylko to pomoze. Te myśli wczesniej były wręćz obsesyjne. To był koszmar.
                      ja poprostu umierałam, zycie uciekało mi, każdy kolejny dzien taki sam, tylko
                      ból i rozpacz. Nie życze tego najgorszemu wrogowi. Ale po pewnym czasie udaje
                      się. Ja sie jeszcze boję, ze to chwilowe i ten ból wróci bo ja tak miałam. Czaem
                      jakaś drobnosta i to wraca a ja juz tego nie przeżyję. Wiem, ze nie dam rady i
                      za wszelką cene do tego nie dopuszczę. MY z SYNEM JESZCZE MU POKAŻEMY.
                      POZDRAWIAM WAS GORACO. Miłej nocki:)
                      Tak sie tylko czasem zastanawiam czy u niego przyjdzie chwila refleksji nie po
                      to aby wrócił ale po to aby wczuł sie w sytuacje moja i ziecka, aby zrozumiał?
                      jak myślicie czy to nastąpi?
                      Jeszcze jedna rzecz chyba świadcząca o tym, ze ide do przpdu:
                      KIEDYŚ TAK SOBIE WYOBRAŻAŁM MOMENT KIEDY ON WRÓCI DO DOMU I TYLKO TO BYŁO W
                      MOJEJ GŁOWIE WCHODZI DO MIESZKANIA MÓWI WRÓCIŁEM A JA RZUCAM MU SIE NA SZYJE
                      MÓWIE JAK BARDZO GO KOCHAM I JAK STRASZNIE TĘSKNIŁAM MÓWIE MU TO BARDZO DŁUGO
                      WISZĄC MU NA SZYJI I NIE PUSZCZAJĄĆ GO. A TERAZ MYŚLĘ TAK WCHODZI MÓWI WRÓCIŁEM
                      A JA NAWET NIE WYCHODZE DO PRZEDPOKOJU SŁUCHAM TEGO CO MÓWI I NIC NIE JESTEM W
                      STANIE NIC POWIEDZIEĆ NAWET WYJŚC DO NIEGO SPOJRZEĆ MU W OCZY JESTEM GŁUCHA TO
                      JEST SILNIEJSZE JA SŁYSZE ALE NIC NIE ROBIE BO NIE MOG E WSTAĆ I NAWET DOJŚC
                      POWIEDZIEC JAKIEKOLWIEK SŁOWO:)
                      • selune111 Re: re re 03.11.09, 20:56
                        nie wiem czy moj maz kiedykolwiek zda sobie sprawe z tego co zrobil.
                        mysle wrecz ze mamusia dopilnuje aby synek nie obwinial siebie za to
                        wszystko tylko mnie, wina bedzie lezec po mojej stronie a on bedzie
                        usprawiedliwiony. ja bym tylko chciala zeby zycie mi sie ulozylo i
                        zeby ktos pokazal mi ze mu na mnie zalezy. ja sie zawsze buntowalam
                        a on i tak robil swoje, ja nie bylam dla niego najwazniejsza, teraz
                        to widze bo patrze na wszystko z dalszej perspektywy. i wiecie jak
                        ja strasznie zaluje ze nie pokazalam mu wczesniej ze jesli bedzie
                        sie zachowywal jak dupek wobec mnie to go po prostu oleje. ja jak
                        glupia prowadzilam z nim rozmowy, chcialam mu uzmyslowic ze powinno
                        mu na mnie zalezec, konczylo sie slowami: no i co nie przeprosisz
                        mie nawet, on wtedy przepraszal i zawsze to bylo wymuszone. ja teraz
                        widze wyraznie jakie popelnilam bledy, wynikalo to tylko i wylacznie
                        z przeogromnej checi bycia z nim, zeby byl przy mnie, po prostu byl.
                        jaka ja bylam glupia. wydaje mi sie ze teraz na nauke juz za pozno,
                        tzn ze on nie zrozumie, trzeba mi bylo dzialac wczesniej i wczesniej
                        stosowac nie rozmowy ale po prostu nie odzywac sie, olewac,
                        pokazywac ze jak jemu nie zalezy to mnie tym bardziej. moze by wtedy
                        docenil. a tak mial wszstko podane na tacy, w lozku super co tylko
                        zapragnal, porady, doradztwo z mojej strony, pomoc, i ciagle wymowki
                        ze on sie nie stara a ja sie starm, ze mnie nie zauwaza, ze gra na
                        komputerze zamiast sie mna zainteresowac, ze jego rodzice sie nami
                        nie interesuja i tak w kolko, jak cos mi zrobil to klotnia a potem
                        moje no i co nie przeprosisz mnie ? w klotni ze mi zalezy itp. ja
                        teraz widze ze powinnam byla zupelnie inaczej postepowac, ale
                        postepowalam tak bo mi zalezalo bo mialam wizje szczesliwej rodzinki
                        ale slowami nie moge zmusic kogos do tego zeby stal sie inny.
                        wczoraj moja mama mi powiedziala, slowami nie zmienisz czlowieka i
                        swoim gadaniem, i ja po raz pierwszy zdalam sobie z tego sprawe,
                        jak bardzo bez sensu bylo to moje produkowanie sie, te rozmowy
                        ktorych on mial pewnie powyzej dziurek od nosa i ze pewnie on tego
                        nienawidzil. ale to w takim razie dlaczego byl tak uparty i
                        samolubny ? i na koniec mi powiedzial ze nie wie czy mnie kocha i ze
                        jakby mnie nie bylo to on i tak by sobie poradzil. gdybym mogla
                        cofnac czas to bym postapila inaczej. nie chce mi sie z nim
                        rozmawiac a wiem ze taka rozmowa mnie czeka bo on tego chce, ale ja
                        nie jestem na to gotowa, ja zawsze mowilam, a co on w sumie ma do
                        powiedzenia ? dlaczego ja bylam taka glupia ? kobieta jak jej zalezy
                        to zrobi wszystko dla faceta, przede wszystkim chce z nim byc. ale
                        prawda jest taka - nie poznasz glebi milosci dopoki sie nie
                        rozstaniesz i nie popatrzysz na to z boku. ja nie chcialam zle, ale
                        widze ze to co robilam bylo bez sensu. tylko w takim razie dlaczego
                        on ze man byl ? dla wygody ? i teraz co ? znudzilo mu sie czy sie
                        przestraszyl obowiazkow (powiedzial mi w sumie ze on jest egoista i
                        nie jest odpowiedzialny a ja chce wlasnie tej odpowiedzialnosci u
                        meza to chyba normalne... ). ja nie wiem.. pocieszajace jest to ze
                        Ty Jedynaczko podnosisz sie juz z tego. ja mam taki przesyt tego
                        swojego zwiazku ze szok. a on nie robi na razie nic po prostu. no
                        ale to chyba mowi samo przez sie.
                      • selune111 Re: re re 03.11.09, 21:31
                        a tak wogole to zobaczcie, jak facet trafi na taka kobiete ktorej
                        zalezy - jak to potrafi wykorzystac perfidnie nie dajac czasem nic w
                        zamian. jak kobieta choc raz pokarze ze jej bardzo zalezy, ugina
                        sie, wybacza - sytuacja bedzie sie powtarzac, a jak jeszcze jak ja
                        czasem sie prosi to juz jest chyba po sprawie.. najlepiej to maja
                        chyba takie kobiety ktore twardo potrafia pokazac ze jak sie facet
                        nie dostosuje to do widzenia i tyle. takiej bedzie sluchal i sie
                        bedzie jeszcze bal ze ja straci. ze tez ja nie potrafilam taka
                        byc... nie potrafie sobie tego wybaczyc. bo on tego nie docenil,
                        wrecz przeciwnie.
                        • aneta-skarpeta Re: re re 04.11.09, 15:08
                          selune111 napisała:

                          > a tak wogole to zobaczcie, jak facet trafi na taka kobiete ktorej
                          > zalezy - jak to potrafi wykorzystac perfidnie nie dajac czasem nic
                          w
                          > zamian.

                          oj masz racje

                          teraz - mając doswiadczenia z normalnym facetem na zabój kochajacym-
                          widze jak tamten byl samolubny

                          akurat moj lubil zdradzac i podreperowywac swoje ego u innych-
                          jestem macho bo mam kochanki, bo kobiety na mnie lecą itd,
                          uwielbiał kreowac się na supertatę, ale zająć sie dzieckiem to juz
                          było trudno, a potem pretnesje ze ja zmeczona, bez ochoty do zycia (
                          mały dawał mi ostro w kość). Uwielbiał sie kłócic ze mną z
                          najgłupszego powodu

                          kłótnie były typu

                          ja- o ktorej zrobic obiad
                          on- o 14stej
                          ja- obiad za pol godz
                          on- jednak chyba nie bede jadł
                          < nie to nie zorbie dla siebie a ty sie bujaj>
                          wieczorem on szuka pretekstu zeby walnąc drzwiami i wyjsc na pół
                          nocy i zaczyna sie awantura od jakiegos drobiazgu ( traktowana bylam
                          jako sluząca wiec zawsze byl przytyk odnosnie balaganu, brudu,
                          prania, gotowania:))...i na koniec słyszałam, że mam wszystko w
                          dupie bo nawet mu obiadu nie ugotuje :], po czym foch i trzaskanie
                          drzwiami

                          a jak miałam pretensje to "ale o co Ci chodzi???!!"

                          i tez sie płaszczyłąm, zmuszałam żeby mnie przeprosił i obiecywał
                          poprawę

                          teraz to mnie strasznie bawi:), że byłam taka durna baba;)
                      • bell-a30 Re: re re 04.11.09, 10:02
                        Podobno cierpienia uszlachetnia. Ale jeszcze raz się pytam ,
                        dlaczego przeważnie cierpią dobre dziewczyny? a co gorsza dzieci.
                        Dlaczego ten człowiek nie dał Waszemu dziecku szczęśliwego
                        dzieciństwa? Przecież i tak dorosłe życie da mu jeszcze w kość. Masz
                        rację, nie dociekaj, nie zastanawiaj sią. Nie wracaj
                        myślami,wspominając dobre chwile, bo wtedy ból może powracać
                        Pamiętaj! Zło powraca do człowieka ze zdwojoną siłą. Miejmy
                        nadzieję, że kiedyś odezwą się jego wyrzuty sumienia. I powie
                        dosłownie: spierdol...em,to co miałem w życiu najważniejszego. A Ty
                        trzymaj tak dalej, bo jesteś bardzo wartościową dziewczyną, która
                        zasługuje na szczęcie.
                        • aneta-skarpeta Re: re re 04.11.09, 15:11
                          bell-a30 napisała:

                          > Ale jeszcze raz się pytam ,
                          > dlaczego przeważnie cierpią dobre dziewczyny?

                          bo niedobrej trudniej wejsc na głowę:)
                          a my- matki teresy- tkwimy, tłumaczymy, rozumiemy, wspieramy, a oni
                          to wykorzystują

                          • jedynaczka28 Re: re re 04.11.09, 18:01
                            bo niedobrej trudniej wejść na głowę:)
                            > a my- matki Teresy- tkwimy, tłumaczymy, rozumiemy, wspieramy, a oni
                            > to wykorzystują

                            I to jest jedna wielka prawda:)
                            Właśnie miałam pisać post ale ktoś zapukał do drzwi i kto mój małżonek.
                            Oczywiście ja się wkurzyłam i powiedziałam mu, że nanstępnym razem ma mnie
                            informować o swoich nalotach i że za chwile jestem umówiona i nie mam czasu. ON
                            na to przyszedłem do dziecka. Więc ja nie mówię nic poszłam do małego pokoju a
                            on przyszedł do mnie i pyta kiedy dostanie pismo z Sądu o sprawie rozwodowej ja,
                            że nie wiem on no kiedy. Ja weź zadzwoń i zapytaj się to ci powiedzą. On daj mi
                            numer. Więc wzięłam z internetu i mu napisałam.
                            Powiem Wam, że opadła mi po raz kolejny szczęka jestem głupia, ze nie pomyślałam
                            o tym, nie wiem co zrobić.
                            Otóż siedzę sobie w najlepsze w pokoju i myślę sobie, że znowu mu pokażę ile dla
                            mnie znaczy tak jak dotychczas to on mi pokazywał a on do mnie widzę, że fajnie
                            się bawisz. Ja nic. Słyszałem od niektórych i zacytował mi jakieś znajome mi
                            zdanie zdanie które ja napisałam koleżance. Po czym zacytował kolejne i kolejne
                            ja zaniemówiłam, wkurwiłam się i nic nie powiedział. Wiecie co on zrobił on znał
                            moje hasło na nasza klasę a ja idiotka nie pomyślałam, z eon tam wejdzie i
                            wszystko przeczyta... Powiedział mi, z fajnie się bawię. To nie było najgorsze
                            bo ja nie mam sobie nic do zarzucenia, nie zdradzam go ani nic podobnego, z
                            nikim się nie umawiam. Tam pisałam z kilkoma osobami w tym jednym kolegą którego
                            on nienawidzi i ja jemu napisałam,że mój maż się zmęczył rodzina i odszedł...
                            napisałam dlatego bo on o niego pytał, ze widuje go często i takie tam.
                            Ale to nic ja tam pisałam z jego koleżanką z pracy to ona pierwsza do mnie
                            napisała. Pisała, z ewie od niego o tej sytuacji, ze on ma nienormalnych
                            rodziców, jest głupi, że będzie tego żałowała żebym się trzymała a ja jej
                            przytakiwałam. Najgorsze jest to, z eon jest jej kierownikiem...
                            Kurwa mac.
                            Powiedział, ze do końca roku chce mieć już zakończona sprawę ze mną, że ja wiem
                            dlaczego odszedł, ze on niby mi to powiedział. Żebym się dobrze bawiła. Ja nic
                            nie mówiłam tylko to, że przyszedł do dziecka a nie do mnie i żeby nad sobą
                            panował. Po czym on się wkurwił i kazał mi oddać pieniądze za to, ze on tez
                            robił ze mną remont i też mu się coś należy i ja mam mu to oddać.
                            Wkurzyłam się a już były piękne 3 dni kurde ale jestem głupia to moja wina, ze
                            nie pomyślałam...
                            • enith Olej paplaninę męża 04.11.09, 20:39
                              Jedynaczko, nie rozumiem, czemu ty w ogóle przejmujesz się tym, co do ciebie mówi i co o tobie myśli twój mąż. Olej jego i jego paplaninę. Nie dawaj się wciągać w jego zagrywki! Jak przychodzi do dziecka, to niech spędza ten czas z dzieckiem, ty zamyszkasz się w pokoju i kij panu w oko, niech sobie gada zdrów pod drzwiami, jeśli taka jego wola! Jeśli tak mu spieszno do rozwodu, niech sam złoży te cholerne papiery, a jeśli nie chce ich złożyć, to niech nie zawraca ci dupy pierdołami! Z tym panem trzeba krótko i konkretnie! Hasła dostępu do poczty, nk itd. zmień natychmiast. Żadnych pieniędzy mu nie oddawaj, bo z jakiej racji? Jeśli będzie naciskał, powiedz, że od podziału majątku jest sąd i w czasie rozwodu zostanie ustalone, kto co dostaje. Do tego czasu żadnego oddawania pieniędzy, wynoszenia przedmiotów z domu itp.
                              P. S. Jak przyjął dzisiejszą wizytę ojca twój syn? Uspokoił się troszkę?
                              • wwwybredna Re: Olej paplaninę męża 04.11.09, 20:49
                                Myślę,że jedynaczka przede wszystkim martwi się o koleżankę -
                                podwładną męża:(
                                • enith Re: Olej paplaninę męża 04.11.09, 21:12
                                  Fakt, źle się stało, że mąż przeczytał (prywatną!) rozmowę żony i swojej podwładnej, ale mleko się wylało. Jedynaczka nie ma wpływu na zachowanie męża i to, co on zamierza z tą wiedzą zrobić. Można mieć nadzieję, że nie okaże się skończonym sukinsynem i nie będzie podwładnej szykanować, ale z drugiej strony po opisie jego ostatnich wybryków, nie mam większych złudzeń.
                            • aneta-skarpeta Re: re re 04.11.09, 21:29
                              jedynaczka28 napisała:

                              Słyszałem od niektórych i zacytował mi jakieś znajome mi
                              > zdanie zdanie które ja napisałam koleżance. Po czym zacytował
                              kolejne i kolejne
                              > ja zaniemówiłam, wkurwiłam się i nic nie powiedział. Wiecie co on
                              zrobił on zna
                              > ł
                              > moje hasło na nasza klasę a ja idiotka nie pomyślałam, z eon tam
                              wejdzie i
                              > wszystko przeczyta...

                              debil:/

                              dziwne, ze skoro nie chce miec z Tobą nic wspołnego to wertuje twoje
                              konto, nieuwazasz?

                              wiem, ze to Cie denerwuje, ale nie przejmuj sie nim wcale- a hasla
                              pozmieniaj:)




                              > Powiedział, ze do końca roku chce mieć już zakończona sprawę ze
                              mną, że ja wiem
                              > dlaczego odszedł, ze on niby mi to powiedział.

                              to możesz pozbawić go zludzen- najprawdopodobniej nawet 1 sprawy w
                              tym roku nie bedzie- do tego przy tak krotkim rozstaniu nie skonczy
                              sie na 1 sprawie- dla dobra dziecka beda próbowac ratowac malzenstwo

                              u mnie trwalo to 1.5 roku choc oboje chcielismy rozwodu i nie
                              mieszkalismy od ponad roku razem i nie bylo podzialu majatku, walki
                              o alimenty itd



                              Żebym się dobrze bawiła. Ja nic
                              > nie mówiłam tylko to, że przyszedł do dziecka a nie do mnie i żeby
                              nad sobą
                              > panował. Po czym on się wkurwił i kazał mi oddać pieniądze za to,
                              ze on tez
                              > robił ze mną remont i też mu się coś należy i ja mam mu to oddać.
                              > Wkurzyłam się a już były piękne 3 dni kurde ale jestem głupia to
                              moja wina, ze
                              > nie pomyślałam...


                              co za gosc- alimentów nie bedzie placil, bo musi "odrobic to co ci
                              dal", masz oddac za remnont

                              mogl go nie robic, jak taka zla bylas:)

                  • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 04.11.09, 14:55
                    selune111 napisała:

                    > a wogole to sie zastanawiam, ile znacie przypadkow ze po rozwodzie
                    > kobieta sobie dobrze ulozyla jeszcze raz zycie ? nie wiem czy
                    > wiekszosc z Pan tu piszacych jest po rozwodzie / czy w jakiejs
                    > beznadziejnej sytuacji. Bo najbardziej chyba jednak przeraza to ze
                    > sie potem zostaje samej i czy ktos porzadny, kochajacy jeszcze sie
                    > pojawi w zyciu i jaki wtedy bedzie mial stosunek do kobiety
                    > rozwiedzionej ? czy to nie odpycha ? z jednej strony czlowiek chce
                    > zakonczyc beznadziejny zwiazek, a z drugiej - co potem ?


                    ja jestem przykładem, że może byc potem super

                    po rozwodzie poznałam faceta, który z czasem pokochal mnie tak
                    mocno ( a ja jego) ze zdecydował sie na zycie z nami. Pokochał
                    mojego syna. od 3 lat mieszkamy razem

                    Kłocimy sie, godzimy- ale jest nam bardzo dobrze, zapewnia mnie o
                    swojej milosci, jest zupełnym przeciwieństwem ex męża

                    i widocznie tak miało byc:)
                    • selune111 Re: URODZINKI 04.11.09, 18:22
                      faktycznie moze jednak to co ma sie zdarzyc w naszym zyciu jest
                      gdzies zapisane i nie do konca mamy wplyw na przebieg wydarzen,
                      nawet jak bardzo tego chcemy. wiecie, moj zwiazek to w sumie taka
                      szarpanina zawsze byla, moj maz prowadzil na studiach BARDZO
                      rozrywkowe zycie, ale teraz tego nie ma, ja tez nie za bardzo lubie
                      imprezy bo zawsze jak gdzies wychodzilismy konczylo sie dramatem -
                      on sie wobec mnie czasem bardzo zle zachowywal tzn jak chcialam isc
                      juz do domu, albo zeby przestal juz pic to najczesciej mu sie
                      odkrecalo w druga strone i robil mi na zlosc, na szczescie takich
                      przypadkow bylo malo ostatnio ale ja na prawde czasem musialam
                      przejsc przez pieklo bo mi robil rozne sceny na oczach znajomych -
                      jak mu to wypominam to twierdzi ze owszem mial kilka wpadek i
                      tyle... no prosze.. on ma do mnie pretensje ze nie wychodzimy, nie
                      bawimy sie, raz ze juz pracujemy i trudno jest gdzies wyjsc, dwa ze
                      ja sie boje takich scen, trzy ze dla niego zabawa to pojscie gdzies
                      i siedzenie z dwoma kolegami gadanie o swojej pracy i picie a ja sie
                      zajmuje sama soba wtedy. no w tej kwestii to totalny brak
                      zrozumienia mnie jako kobiety i zony. co o tym myslicie ? ja np
                      uwielbiam tanczyc, lubie ludzi, chetnie bym sie pobawila, ale jak ?
                      i on mi powiedzial ze ja jestem nudna.. Boze, ja mam duzo
                      zainteresowan, uwielbiam malarstwo, jestem bardzo wrazliwa na
                      sztuke, lubie kino ( choc tu akurat to nasze wspolne
                      zainteresowanie), jak wspomnialam wczesniej taniec.. niestety wogole
                      nie zdarza mi sie tanczyc.. i on mi mowi ze ja jestem nudna. to
                      czego on oczekuje ? ze pojde z paroma facetami pic ? i wrocimy do
                      domu najpozniej jak sie da ? (on nigdy nie chce wyjsc z imprezy
                      tylko ze jeszcze troche jeszcze troche) mi jest strasznie przykro
                      wiecie. poza tym Ci moi tesciowie, ja czesto mowilam mojej tesciowej
                      ze chcialabym zebysmy mieli czestszy kontakt, zeby sie jakos
                      zintegrowac bardziej (to chyba ewenement ze tak mowilam) i ja mialam
                      nawet pretensje do mojego meza ze jego rodzice tak rzadko nas
                      odwiedzaja i zawsze jakos przy okazji, ja sie nie czulam akceptowana
                      przez jego mame (choc ona twierdzi ze jest odwrotnie ale to tylko
                      slowa dla mnie), czesto sie o to klocilismy, wogole czesto sie
                      klocilismy i padaly nieprzyjemne slowa z obu stron. no ale teraz
                      widze ze jego mama go bardzo wspiera.. a najgorsze (?) jest to ze mu
                      wmowila ze w takiej sytuacji jak nasza nie powinnismy miec dzieci
                      przez pare lat... co o tym sadzicie ? czy to jest przejaw akceptacji
                      mnie jako synowej ? ja nie mowie ze wszystko bylo totalnie zle bo
                      nie bylo, no ale czy to nie sa wazne argumenty ktore ja teraz
                      pisze ? ja juz sama nie wiem. on jakby mial dwie osobowosci wiecie,
                      raz mi mowil ze mnie kocha, potem ze mu czegos brakuje, raz mowil ze
                      trzeba moze pomyslec o dzieciach, ze juz by chcial niedugo, potem...
                      ze nie (moze to wplyw jego mamy ??) i taka sinusoida. jak ja mam sie
                      czuc pewnie w zwiazku ? ja tez zawsze mialam do niego pretensje
                      jakies ale zawsze mowilam ze mi zalezy, owszem czasem w klotni bylo
                      gadanie o rozwodzie ale to on powiedzial to kilka razy na powaznie a
                      ja plakalam i go blagalam, ze nie, ze co on robi i chcialam sie
                      przytulic to mi powiedzial zebym sobie nie robila krzywdy tym
                      przytulaniem. a na drugi dzien mi powiedzial ze jednak sadzi ze moze
                      byc dobrze miedzy nami.... no co o tym sadzicie ? o czym to wszystko
                      swiadczy ?
                      • malwa200 Re: URODZINKI 04.11.09, 21:13
                        postaraj się to mimo wszystko przeczekać. wiem z doświadczenia,
                        własnego i obcych ludzi, ze to działa, naprawdę działa. wierzę, ze
                        nie jesteś teraz szczęśliwa al;e to minie. jak go rzucisz-to on
                        sobie szybko znajdzie zastępczynie. nie bądź głupia. walcz. walka to
                        także cierpliwość. staraj się przeczekać. mój własny brat też wiele
                        rozrabiał w swoim małżeństwie, byly ciągłe kłótnie, wyrzucanie z
                        domu, groźby rozwodem itp., etc. ale się uspokoił, mało tego! kocha
                        żonę nad zycie! wychwala ją pod nioebiosa i stara się jak może o
                        rodzinę. chłopy są innym gatunkiem, prawie, że nieludzkim, bierz na
                        męża poprawkę. on się zmieni, zobaczysz a wtedy będzię Cię nocił na
                        rękach. Mam 37 lat io wiem jedno na pewno-nie wartro poddawać się
                        walkowerem. weiele kobiet walczy z kochankami męża. Ty masz nieco
                        mniej groźny problem-wyjsziecie z tego. Udawaj, ze masz to gdziś
                        (jego zachowanie), rób swoje najlepiej jak potrafisz. walcz o swoje
                        małżeństwo tak, zebyć w zyciu nie miała sobie nic do zarzucenia.olej
                        jego zachowania, przynajmniej postaraj się to zrobić. z czasem się
                        ułoży-zobaczysz
                        • jedynaczka28 Re:Re: 04.11.09, 21:55
                          Dziewczyny mnie jego gadanie już nie denerwuje, jestem zła czemu był tak
                          bezczelny i przeczytał coś co nie należy do niego, boję się o to, ze ta
                          koleżanka będzie miała problemy. Ona mnie prosiła aby to co pisze zostało między
                          nami. Pocieszające jest tam to, ze ja na niego nic nie napisałam i oczywiście
                          nie żaliłam się jak to mi jest ciężko i jak to przezywałam. Ona natomiast ostro
                          po nim pojechała i po całej jego rodzince. Zna siostrę jego matki.Znając życie
                          gdybym ja tam coś napisała on by to wykorzystał w Sądzie przeciwko mnie.
                          Powiem Wam, ze idzie mi całkiem nieźle bo nie puszczają mi nerwy i nie
                          rozpamiętuje jego słów w sensie takim że po nich płacze i cierpię. Nie obchodzi
                          mnie to czego on chce. Pieniędzy w życiu mu nie dam żadnych - dopóki nie będę
                          musiała.Ja to rozumiem w ten sposób, ze niby mam mu zapłacić za to, ze znudziło
                          mu się bycie z rodziną? - niech mu matka da i ojciec bo od mojej rodziny dostał
                          dużo za dużo i nie uszanował nic. Palant na dziecko daje z wielkiej łaski jak
                          się upomnę bo sam nie pamieta ale żeby zapytać czy nam starcza, czy nie
                          potrzebuje czegoś syn to go nie ma. On wie, z emoi rodzice nam pomagają i ja to
                          zawsze mam pieniadze. Moi rodzice to tylko dziadkowie a nie ojciec, który
                          powinien zadbac o utrzymanie dziecka. Syn sam sie mnie pyta czemu tata nigdy mu
                          nie da żadnego pieniażka do szkoły, czemu nic słodkiego nie kupi.
                          Wmówił mi jeszcze, ze w urodziny syna dzwoniła jego mamusia z życzeniami do
                          dziecka a my nie odebraliśmy telefonu - nie miałam w tym zadnego celu wręcz
                          przeciwnie chciałabym usłyszeć co ciekawego ona ma do powiedzenia, czy jest dumna?
                          Syn nawet nie podszedł do niego, nie pocałował go gdy go zawołał, nic po prostu
                          nic, nie odszedł od telewizora nawet za wyjatkiem chwili kiedy przyszedł do mnie
                          i zapytał po co on przyszedł i czy na dlugo. Potem juz tatusia nawet nie
                          zauważął bo on pastwił sie nade mną. O rozwód niech sobie zadba sam, mam to w
                          dupie, niech sie wysili. Jak ma znajomosci to niech załatwi i niech mu dadzą
                          rozwód przed końcem roku - spływa to po mnie. Ja nie mogę na niego patrzeć, po
                          prostu obrzydza mnie to co robi. Nauczyąłm sie panować nad sobą chociaz jest to
                          ciężki. Nie denerwuja mnie jego docinki juz tak bardzo jak kiedyś teraz one mnie
                          smieszą. On już staje sie nudny i bardzo śmieszny. Nic nowego juz mu do głowy
                          nie przychodzi. jest niepoważny ma go nie być w naszym mieście do niedzieli a
                          miał dziś 20 minut dla dziecka z czego 15 popisywał się.
                          Sellune powiem Ci, ze jak tak czytałam Twój post gdzie piszesz o teściach i o
                          tym jak mówiąłś do męża aby on cie przeprosił to to jest normalnie moja
                          historia. Mój teść do dziś nie podziekował za życzenia i nie podziekuje juz i
                          mam to w nosie:) tak jak ich.

                          Do aneta-skarpeta cieszę się bardzo, ze ci sie udało i jesteś sczęśliwa. Ja mam
                          tez przyjaciółkę która jest bardzo szczęsliwa po czymś takim i wierzę, ze będzie
                          dobrze. najlepiej jest nie myślec o tym co było, zyć chwilą i nie mysleć o tym w
                          ogóle.
                          Ja sie pogodziłąm, ze nie bedziemy razem a jesli kiedykolwiek mielibyśmy byc
                          razem to niech pójdzie na kolanach do Częstochowy i o to wyprosi tam.
                      • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 04.11.09, 21:45
                        selune111 napisała:

                        on ma do mnie pretensje ze nie wychodzimy, nie
                        > bawimy sie, raz ze juz pracujemy i trudno jest gdzies wyjsc, dwa
                        ze
                        > ja sie boje takich scen, trzy ze dla niego zabawa to pojscie
                        gdzies
                        > i siedzenie z dwoma kolegami gadanie o swojej pracy i picie a ja
                        sie
                        > zajmuje sama soba wtedy.

                        tak jest bardzo czesto i to troche naturalna kolej rzeczy, natomiast
                        zadziwiające że nie potrafi zrozumiec, ze jakby inaczej sie
                        zachowywał to Ty bys chetniej wychodziła, prawda?:)

                        > i on mi powiedzial ze ja jestem nudna..

                        a kiedys nie byłaś? a on jest ciekawy?

                        a może on potrzebuje pani, któa by go zabawiała?

                        ze pojde z paroma facetami pic ? i wrocimy do
                        > domu najpozniej jak sie da ?


                        no ja Ci powiem, że to jest MEGA CIEKAWE i się nie znasz, Ty bys
                        chciala porozmawiac o sztuce, o kinie? phi, najciekawiej sie
                        narabac;)


                        a najgorsze (?) jest to ze mu
                        > wmowila ze w takiej sytuacji jak nasza nie powinnismy miec dzieci
                        > przez pare lat... co o tym sadzicie ? czy to jest przejaw
                        akceptacji
                        > mnie jako synowej ?


                        ehhh... akceptująca tesciowa powinna kochac syna, ale powinna zdawac
                        sobie sprawę, że teraz to Ty jestes najwazniejsza i dbac zebyscie
                        zyli zgodnie

                        jak sie klocicie to porozmawiac z obojgiem, czasem zmusztrowac syna,
                        z toba pogadac od serca, ale dac wam zyc tak jak chcecie



                        i taka sinusoida. jak ja mam sie
                        > czuc pewnie w zwiazku ?

                        to niestety nie wrózy dobrze i nie rokuje na przyszlosc:(

                        no co o tym sadzicie ? o czym to wszystko
                        > swiadczy ?


                        szczerze to nienaljelpiej to widze. mówie szczerze, w oparciu o to
                        co napisałaś:(

                        nawet przy najwiekszych kłotniach nie powinno byc mowy o rozwodach-
                        a jesli juz to tylko w dramatycznych sytuacjach. ewidentnie jest
                        niestabilny emocjonalnie, albo sam nie wie czego chce, boi sie
                        odpowiedzialnosci, albo..nie kocha az tak bardzo jak powinien

                        nikt nie jest idealny, kazda para sie kłoci, obraza, denerwuje sie
                        na wzajem- ale powinni chciec byc razem

                        moja ex tesciowa, ktorej nie lubilam powiedziala kiedys bardzo wazne
                        zdanie

                        malzenstwo powinno chciec isc w jednym kierunku- jesli kazde chce
                        isc w jakas inna strone to nic z tego nie bedzie

                        jesli nie macie wspolnych priorytetow, Ty sie czujesz niedoceniana,
                        nie wystarczająco kochana, a Twój mąz ma lawine pretensji ( chocby
                        nieuzasadnionych) to bycie razem bedzie wymagalo wiele wytrwalosci

                        U ciebie ja widać, u męża niestety nie bardzo:(
                        • jedynaczka28 re:re 04.11.09, 22:02
                          Wiecie co tak sobie pomyślałam że ja tez znam jego hasła i co z tego nie jestem
                          świnią, po co mam czytać coś co mnie nie interesuje.
                          Wkurza mnie to,że przychodzi niby do syna a prześladuje mnie:) Chce mnie
                          wkurzać, kłócić się przy dziecku i wogole nie wiem po co on to robi. Dziś
                          jeszcze gdy syn przyszedł na chwile do mnie do pokoju to on za nim też siadł na
                          łóżku i to przy dziecku zapytał kiedy ten rozwód i powtórzył, że musi być do
                          końca roku a syn wtedy go kopnął... Przykre. Zamykam ten rozdział powoli:)
                          • bell-a30 Re: re:re 05.11.09, 08:56
                            A co mu tak spieszno z tym rozwodem? i to do końca roku? Co już
                            jakaś pocieszycielka czeka w kolejce?Niech palant składa papiery jak
                            mu się tak spieszy.Jaki to bydlak, pozbawiony wszelkich uczuć-
                            jeszcze mu daj pieniądze za te upokoezenia, krzydę, poniżenie. Krew
                            mnie zalewa. Próbuje Cię szantarzować, zmyśla, dopisuje sobie
                            rzeczy, bo nie ma już pomysłów. Nie dawaj się! trzymaj tak dalej!
                            Złóż pozew o alimenty dla dziecka, to najważniejsze. Niech łachudra,
                            nie daje kiedy mu sie podoba i ile. Niech ponosi konsekwencje bycia
                            ojcem. I tak dziecko dużo wycierpiało. A alimenty jak największe,
                            wyliczaj wszystko, kolonie, obozy, leki, ubrania, przybory szkolne,
                            jedzenie, co tylko się da. I tak nie wynagrodzi małem krzywdy, ale
                            niech czuje idiota że dziecko to obowiązki. Tatuś, od siedmiu
                            boleści.
                          • aneta-skarpeta Re: re:re 05.11.09, 10:41
                            jedynaczka28 napisała:

                            > i to przy dziecku zapytał kiedy ten rozwód i powtórzył, że musi
                            być do
                            > końca roku


                            a co mu tak spieszno? kochanke ma czy co?:)
                        • selune111 Re: URODZINKI 07.11.09, 12:20
                          Kiedys wydawalo mi sie ze mamy wspolne priorytety, stworzyc rodzine,
                          darzyc do czegos, ale kazde chce dazyc do tego inna droga. Moj maz
                          chcialby miec kiedys swoj dom, ok, ale jak ja widze jak on podchodzi
                          do spraw zwyklego zalatwienia czegos to ja nie moge.. on wszystko
                          odklada na ostatnia chwile (czesto jego rodzice mu o czyms
                          przypominaja..), sam powiedzial ze tak lubi i sie tym nie stresuje,
                          a ja sie stresuje takimi rzeczami. On np naprawde nic nie umie
                          zrobic w domu, z wszystkim pomagal mu moj tata bo mieszkalismy w
                          jednym domu, on nawet wlasnego srubokreta nie mial, no chcialam zeby
                          mi szafke przykrecil, no to po kilku dniach gadania zrobil to, ale i
                          tak stwierdzil ze jakby szafka byla dobra to by sie drzwiczki nie
                          obluzowaly.... no rece mi opadaja. no i stwierdzil ze on bedzie
                          zarabial tyle ze ktos bedzie za niego pewne prace wykonywal... czyli
                          co, ktos przyjedzie zeby mi wkrecic zarowke ?? no co o tym mozna
                          sadzic ?? ja nie umiem tak zyc, ja musze polegac na facecie. a u
                          niego bylo zawsze tak ze mamusia nie pozwalala mu nic robic bo synus
                          moze sie np uderzyc.. albo cos jej zniszczyc ! to dopiero by byla
                          tragedia.. no ja nie wiem. ja nie wymagam naprawde duzo, ale bez
                          przesady, no facet ktory uszczelki nie potrafil wymienic, tylko jak
                          rodzice przyjechali to tesc wymienial, albo moj tata kran zmienial
                          kiedys jeszcze na studiach. przeciez to jest smieszne, i to bylo to
                          moje gadanie za ktore on mnie juz chyba nie kocha tak jak dawniej...
                          bo jemu sie wydawalo ze wszystko bedzie takie latwe i piekne, ja nie
                          kaze mu kopac rowow tylko chodzi o proste czynnosci w domu. O to
                          zawsze byly klotnie, moj maz zawsze znalazl wymowke zeby czegos nie
                          zrobic. No ale jak powiedzialam o tym jego mamie to sie skrzywila
                          tylko i powiedziala ze no ona tez przeciez musi prosic swojego meza
                          czasem kilka razy aby cos zrobil... no to jak sie ma taka nauke w
                          domu to czego to wymagac. On poza tym nie lubil np tego ze moj tata
                          jest pracowity, tzn ze sobie zawsze robi cos kolo domu, ma jakies
                          zajecie. Czasem np chcialam zeby moj maz pomogl mojemu tacie, ktory
                          juz jest starszy np przeniesc cos, albo jak bylo cos do zrobienia ze
                          jeden czlowiek tego nie zrobi sam.. no i moj maz tego nienawidzil,
                          on nienawidzil pomagac (sam to przyznal), ale sam sie prosil mojego
                          taty jak czegos nie mogl zrobic i moj tata zawsze mu pomagal. Moj
                          maz tez pomagal ale po wielkich wyrzutach z mojej strony. No czy tak
                          powinno byc ? Ja wiem ze siedzenie przed komputerem jest dla niego
                          relaksem.. no ale bez przesady, czy mozna byc az tak upartym,
                          zawzietym i nieuczynnym ? Ja wiem ze zeby stworzyc dom, wybudowac go
                          czy wyremontowac mieszkanie nie wystarczy tylko chciec, bo trzeba
                          tez cos robic. Ale moj maz mysli tylko zyczeniowo, ze on by chcial,
                          chcialby miec to i tamto, ale on tylko mowi. A najlepiej to jakbym
                          mu dala spokoj bo on chce sobie pograc na komputerze.. Czy mozna
                          bedzie z nim stworzyc dom ? :-(
                          • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 07.11.09, 18:24
                            ja też niecierpie takiego podejścia. Jak sie nie zarabia kokosów i w
                            bulach buduje np dom, to trzeba liczyć sie z tym, że wiecej rzeczy
                            będzie trzeba robic samemu.
                            Bo niby jakby to miało wyglądać? płaciłby za wszystkie czynności? I
                            zeby chocby glupiej srudbki nie przykrecic? w glowie sie nie miesci.
                            Sama mam dosyc tradycyjne podejscie do spraw damsko męskich i
                            oczekuje, że mąż bedzie zajmował sie takim bzdurami, a nawet zajmie
                            sie malowaniem, skreci szafke z ikei czy naprawi kontakt
                            • selune111 Re: URODZINKI 07.11.09, 21:42
                              Dokladnie, Aneta-Skarpeta dobrze mnie rozumiesz. Ja zawsze mialam
                              objekcje czy pytac o to meza, jak zapytac zeby sie nie zezloscil i
                              zrobil to co bym chciala, to byly normalnie jakies podchody co
                              stosowalam ! bo on nigdy sie nie domyslil pierwszy zeby sie zajac
                              czyms w domu albo pomoc mojemu tacie, do tego byl ostatni.. no
                              porazka jakas. Ale na koniec i tak mi powidzial, ze "no przeciez jak
                              mnie o cos poprosilas to w koncu to zrobilem".... przepraszam
                              bardzo.. w koncu ? no tak, ale jakim stresem to bylo okupione z
                              mojej strony. I on mi powiedzial ze on obserwuje ludzi i inne
                              malzenstwa i on nie widzi zeby tak bylo jak u nas, zeby kobieta
                              miala takie wymagania i pretensje, ze przeciez on mnie zawsze
                              podwozil do pracy, ( bo mial po drodze...) i ze w ostatecznosci
                              robil wszystko.. nie no ja nie bede nwet tego komentowac. chlop nie
                              ma drygu do jakiejkolwiek pracy a jak juz cos zrobi to mysli ze
                              jajko zniosl chyba i ze trzeba teraz odpoczywac tydzien. ciezko z
                              takim facetem wytrzymac, jeszcze jak ma takie plany ! tylko ze ich
                              realizacja bylaby na mojej glowe pewnie a i tak by mi powiedzial ze
                              mu truje nad uchem. Aneta-Skarpeta, dzieki ze mi odpisujesz. Aha. no
                              i on stwierdzil w ostatecznosci ze ja po prostu nie umialam od niego
                              wyegzekwowac pewnych rzeczy typu zeby cos zrobil w domu... no
                              comment. Krew mnie zalewa po prostu jak sobie przypomne te slowa. Co
                              to za partnerstwo?
                              • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 08.11.09, 11:59
                                Aha. no
                                > i on stwierdzil w ostatecznosci ze ja po prostu nie umialam od
                                niego
                                > wyegzekwowac pewnych rzeczy typu zeby cos zrobil w domu...

                                o matko:D
                                no po prostu wszystko Twoja wina:D

                                tak w ogóle to on sobie moze mówić jak jest w innych malzenstwach.
                                Zapewne kazdy mąż tego gatunku tak mowi, że " u innych to jest
                                onaczej tylko ty taka rura jestes i mi zyc nie dajesz is ie ciesz z
                                tego co masz"

                                najlepiej zeby wszystko za nich robic, dogadzac, z dzieckiem pod
                                pachą, oczywiscie pracowac zawodowo, pieknie wygladac i zawsze byc w
                                formie, byc tygrysica w łózku, a pan MUSI SIE ZRELAKSOWAC PO PRACY I
                                NIE BEDZIE BZDUR ROBIL- niektórzy to powinny książętami sie urodzic
                                jak nic:)

                                z tego co wyczytałam, to selune111 nie macie dzieci?
                                • selune111 Re: URODZINKI 08.11.09, 13:28
                                  nie nie mamy.. bo on nie wie czy wogole chce. bo to by bylo
                                  uwiazanie i wtedy to juz by chyba nigdzie nie wyszedl, tylko bym mu
                                  gadala ze z dzieciem na spacer trzeba wyjsc. moze za pare lat jak on
                                  juz skorzysta z zycia..
                                  • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 09.11.09, 10:13
                                    selune111 napisała:

                                    > nie nie mamy.. bo on nie wie czy wogole chce. bo to by bylo
                                    > uwiazanie i wtedy to juz by chyba nigdzie nie wyszedl, tylko bym
                                    mu
                                    > gadala ze z dzieciem na spacer trzeba wyjsc. moze za pare lat jak
                                    on
                                    > juz skorzysta z zycia..


                                    a ile macie lat?

                                    w sumie jak on ma takie podejście i tak jest miedzy Wami, to lepiej
                                    ze dzieci nie ma, bo to TY byś miała dziecko, a nie WY
                                    • selune111 Re: URODZINKI 11.11.09, 16:10
                                      na dzieci mamy jeszcze czas. nie jest tak ze ja juz bym jutro
                                      chciala miec dzieci ale juz powoli zaczynam o tym myslec, to chyba
                                      naturalne, no ale widocznie nie dla wszystkich :-(
                      • marg85 Re: URODZINKI 05.11.09, 00:09
                        Jejku dziewczyno ty sie nie masz nad czym zastanawiac tylko jak najszybciej
                        koncz to chore cos co kiedys bylo malzenstwem. Z dupkiem sie w zadne dyskusje
                        nie wdawaj chocbys nawet racje miala bo i tak z przyglupem nie wygrasz. Rozwiedz
                        sie niech ci sad zdecyduje o alimentach i jego kontaktach z synem. Dziecko wez
                        do poradni psychologiczno pedagogicznej. Ludzie tam pracujący nie jedno widzieli
                        i nic ich nie zdziwi, nie traktuj tego jako rzeczy wstydliwej to na prawde wazne
                        dla prawidlowego rozwoju psychicznego twojego dziecka.


                        • bell-a30 Re: URODZINKI 05.11.09, 11:42
                          Coś mi tu naprawdę śmierdzi, że mu tak spieszno z tym rozwodem.
                          Równie dobrze jakąś babe może ukrywać. Moja koleżanka tak miała, w
                          domu żonie ciągle mówił że kocha i się wydało. Dobrze, ze znalazła
                          się życzliwa osoba co jej doniosła. Pan znalazł sobie jakąś
                          desperatkę co po m-cu znajomości się żenić chciała, oczywiście nie
                          przeszkadzało jej że jest żona. A pan na to że tylko się z nią
                          spotykał, bo mu piekła, o czym żona już dawno zapomniała.
                          Piekła...., zwyczajnie poruchać chciał. Póżniej jak się zona
                          dowiedziała, to udawał że z tą pania go tylko wypieki łączyły. no i
                          jak musiał dokonać wyboru i nie wyjść na skończoną łajzę: wypieki
                          albo żona. to efekt był taki że panią od wypeków wyzywał od
                          najgorszych i że nachalna strasznie była. Aj szkoda gadać jacy
                          faceci to krętacze.
                          • bell-a30 Re: URODZINKI 05.11.09, 14:06
                            Żeby Wam poprawić dzisiaj chumor, wypieki,męża-kochasia kosztowały 3
                            pensje, wciągu 2 mcy.
                            • aneta-skarpeta Re: URODZINKI 05.11.09, 16:13
                              bell-a30 napisała:

                              > Żeby Wam poprawić dzisiaj chumor, wypieki,męża-kochasia kosztowały
                              3
                              > pensje, wciągu 2 mcy.


                              pieczenie jest bardzooo kosztowne:D

                              • jedynaczka28 Re: 05.11.09, 20:00
                                hej Dziewczyny:)
                                Ja nie wiem moze i ma kogoś. Bo powiem wam w sumie, ze zrozumiałabym jego
                                idiotyczne zachowanie jak bym wiezdiała, ze sie zakochał - nie chodzi mi o
                                zrozumienie w sensie, ze to byłoby normalne i prawidłowe ale w sensie, zę lepszy
                                taki powód niż żaden to zawsze coś.
                                Być moze tak jest jak piszecie, z ekogoś ma. Ja tez miałam takie momenty, ze go
                                o to podejrzewałam, tak mi mówiły przyjaciółki, z ejego zachowanie na to
                                wskazuje. Ale nikt nic nie wie, albo kroś wie ale nie powie.
                                Prawda jest taka, ze jeśli on kogoś ma to ja dowiem siena samym końcu. Jesli to
                                prawda to jest skurwysynem przepraszam za brzydkie słowo ale tak go moge tylko
                                określić, ciekawa jestem jak jego syn sie dowie bo znajać tatusia podejście to
                                moze niedługo będzie chciał przedtsawić nową ciocię. Ja na razie na ten moment
                                nic nie wiem. Jak to sie stanie prawdą a nie domysłami to napewno napiszę. Na
                                razie cisza. Dziś się nie odzywał najwyraźniej jest zawiedziony tym, żę wczoraj
                                nie powiedzialam mu kiedy będzie prozwód orzeczony. Tak sie zastanawiam czy
                                zadzwonił tdo Sądu zapyta\ć sie o to. Przecież ja pozew napisałam a nie złożyłam.
                                Wiecie co wam powiem jest mi wstyd - wiecie na pewno wspomniałam już w którymś
                                poście ja w Sądzie pracuję, każdy mnie zna.Kilka osób mi najbliższych w pracy
                                wie o tym. Ale co innego jak ktoś wie a co innego pójść i się zobciachowac. Ja
                                wiem, ze to on jest winny i w ogóle ale jemu nie będzie wstyd tylko mi:)
                                Kurcze u mnie jest ogolnie dobrze ja wogóle za nim nie tesknię, zwisa mi jego
                                osoba całkowicie. PPrawdsą jest, ze od miłosci do nienawiści jest bardzo blisko.
                                Szczerze ja nie chcę go nienawidzieć, ale cięzko mi zrozumiec jego postępowanie.
                                Nie myśle o tym jak będzie kiedyś między nami jak nie bedziemy razem ale nie
                                chciałabym wieszać na nim psów bo w końcu mamy syna. Ale to, ze teraz tak jest
                                nie jest zalezne ode mnie, to wszystko jego dzieło i to jest przykre. Syn wogole
                                o nim nic nie mówi, nawet nie wspomina. Jest na niego strasznie zły i nie chce
                                go oglądac. Ciekawe jak kiedyś będą wygladały ich relacje? czy dziecko mu
                                wybaczy - byc moze wybaczy ale nigdy nie zapomni. Dziadkowie mojego syna od
                                strony taty chyba jakiś miesiac z nim nie rozmawiali ani go nie widzieli - no
                                cóż. Kiedyś napewno zrozumieją też swój błąd tak jak tatuś ale będzie już za
                                późno. Cieszę się bardzo, ze juz nie tęśknię. W ogole nie dopuszczam do siebie
                                myśli o nim, to już zamknięty rozdział mojego zycia.
                                Szczerze jak dowiem się, że on kogos ma to nie wiem jak ja na to zareaguję. Ale
                                momentami to sie łaczy w logiczna całosć. Byl długo sam w domu w wakacje, nas
                                nie było, nie odbierał telefonów, potem znikał, nie miał czasu, dziecko go
                                prosiło ja też, nie było powodu dla odejścia z domu a nawet jak zrobił to o
                                jakąś pierdołe to ludzie sobie wybaczaja 100 razy gorsze rzeczy, zostawił
                                wszystko, nie ma nic, chce szybko rozowdu i pieniędzy - COŚ MI SMIERDZI...:)
                                To prawda pieczenie jest drogie.
                                • selune111 Re: 05.11.09, 20:18
                                  hmmm. no nie wiem, w sumie uklada sie to faktycznie w jakas calosc.
                                  gdyby tak bylo... ale idiota z niego skonczony, wogole czy taki czy
                                  inny powod, odejsc od rodziny to paskudne. ale i tak najwazniejsze
                                  abys Ty mogla sobie poradzic z cala sytuacja a dajesz rade o wiele
                                  lepiej niz na poczatku ! i tego Ci gratuluje :-)
                                  • jedynaczka28 Re: 05.11.09, 21:59
                                    Dziewczyny a jak myślicie jak sobie kogoś znalazł bo tak moze byc dlaczego
                                    tchórz nie złożył o rozwód, tylko czeka na mnie?
                                    • aneta-skarpeta Re: 06.11.09, 07:05
                                      jedynaczka28 napisała:

                                      > Dziewczyny a jak myślicie jak sobie kogoś znalazł bo tak moze byc
                                      dlaczego
                                      > tchórz nie złożył o rozwód, tylko czeka na mnie?

                                      jako, że pokazał się z tej tchórzliwej strony to myślę że tak

                                      to wymaga akcji, zainteresowania...no i trzeba miec powód, a co on
                                      może napisać w pozwie?:)

                                    • bell-a30 Re: 06.11.09, 14:03
                                      Odnośnie ustalenia tej kochanicy, tak mi przyszło do głowy. Poproś
                                      koleżankę, ale taką której nie zna, żeby śledziła go po pracy. Bo
                                      nie licz na teściów że powiedzą Ci prawdę.Moja koleżanka tak zrobiła
                                      bo pan ciągle miał jakieś sprawy w pracy, no i koleżanka go
                                      namierzyła. Miała misia na tacy.Mało tego tak mu kochanica chyba
                                      mało dogadzała, że jeszcze pchał się do żony do łóżka. Tak go na
                                      amory brało.
                                      • aneta-skarpeta Re: 06.11.09, 20:41
                                        bell-a30 napisała:

                                        > Odnośnie ustalenia tej kochanicy, tak mi przyszło do głowy. Poproś
                                        > koleżankę, ale taką której nie zna, żeby śledziła go po pracy. Bo
                                        > nie licz na teściów że powiedzą Ci prawdę.Moja koleżanka tak
                                        zrobiła
                                        > bo pan ciągle miał jakieś sprawy w pracy, no i koleżanka go
                                        > namierzyła. Miała misia na tacy.Mało tego tak mu kochanica chyba
                                        > mało dogadzała, że jeszcze pchał się do żony do łóżka. Tak go na
                                        > amory brało.


                                        nie wiem jak to jest, ale to podobno dość częste- może jakies
                                        wyrzuty sumienia, a co bardziej prawdopodobne taka taktyka

                                        "jak chce bzykac zone to nie bedzie sie domyslala ze bzykam na
                                        boku":)
                                  • jedynaczka28 Re: Sellune 111 05.11.09, 22:00
                                    A jak się Ty trzymasz?
                                    • selune111 Re: Sellune 111 06.11.09, 21:33
                                      tak sobie sie trzymam. dziekuje ze pytasz. dzis widzialam sie z moim
                                      mezem, pytal o prace, opowiadal o swojej, zadnej rozmowy na nasz
                                      temat. przypominam sobie jak go zawsze pytalam czy mnie kocha i jak
                                      bardzo i czy zawsze bedzie przy mnie. Odpowiadal ze tak, ale co
                                      sobie wtedy tak naprawde myslal.. nie wiem. nie wiem co z tego
                                      bedzie. mysle ze mu dobrze samemu. wychodzi sobie kiedy chce, nikt
                                      mu nie gada za uchem. ciekawe ile to jeszcze potrwa. ja widze ze ja
                                      sie po prostu ponizalam czasem tym co robilam, tymi rozmowami,
                                      pytaniem. jakbym mu pokazala ze nie jestem miekka i ze jego
                                      zachowanie bedzie mialo powazniejsze konsekwencje niz tylko moje
                                      gadanie, moze nie doszloby do tego wszystkiego. ale zakochana
                                      kobieta nie mysli o tym zeby pokazywac swoja sile tylko chce
                                      pokazywac swoja dobroc, chec wybaczania itp.. a to jest bez sensu.
                                      on jest teraz otoczony pocieszajaca go rodzina, ktora pewnie go
                                      przekonuje ze to wlasnie na nich moze liczyc nie na mnie.. aaaa,
                                      szkoda gadac. nie ukldadalo sie nam ogolnie za najlepiej, skoro bylo
                                      tyle klotni, tyle wypominania, tyle grozb. po prostu jest mi przykro
                                      ale widze ze on jest bardzo uparty. nie wiem czy chce przeczekac,
                                      czy czeka az sie przemoge i zaczne do niego sie sama odzywac ?
                                      zawsze tak bylo, ale nie tym razem. nie.
                                      Jedynaczko, ja popieram Dziewczyny piszace o tym rozwodzie, to dla
                                      mnie dziwne, zreszta juz o tym pisalam ze nie ma sie co z tym
                                      spieszyc. On tego chce, tylko z jakiego powodu i gdzie sie tak
                                      spieszy ? z drugiej strony jego zachowanie jest pelne sprzecznosci -
                                      dlaczego on Cie kontroluje, bo jest bardzo zazdrosny i to widac, Ty
                                      sie juz nie prosisz wiec on sie czuje zagrozony. Moze nastepnym
                                      razem zapytaj go dlaczego on nie zlozy pozwu skoro to on sie
                                      wyprowadzil od Was. A poza tym mowienie o rozwodzie przy dziecku
                                      swiadczy jak najgorzej o nim, on nie dba wogole o uczucia syna.
                                      Wydaje mi sie ze ludzie jesli juz dochodzi do rozwodu staraja sie
                                      uchronic jakos dzieci, ale widze ze on o to wogole nie dba wrecz
                                      przeciwnie, chce przy synu pokazac ze to Ty chcesz rozwodu... dramat
                                      po prostu. Wspolczuje Ci. To nie jest prawdziwy facet niestety. Ale
                                      Ty jeste od niego sto razy bardziej wartosciowa osoba na pewno ! i
                                      na pewno syn to doceni. Trzymaj sie jakos i nie dawaj sie mu !
    • enith Re: pomocy zostawił mnie mąż 05.11.09, 23:22
      Jedynaczko, nadal na bieżąco czytam twoją historię. Cieszę się, że zaczynasz wychodzić na prostą, trzymam za ciebie kciuki i mam jeszcze parę malutkich sugestii. Pierwsza dotyczy twoich teściów. Piszesz, że od miesiąca nie mieli z wnukiem kontaktu. Piszesz, że nie zabiegają o to, na urodzinach też się nie pojawili. Może moje przypuszczenia są błędne, ale ja mam wrażenie, że teściów milczenie od momentu, gdy zaczęła się ta cała nieszczęsna historia z odejściem męża z domu, jest spowodowane nie tym, że mają ciebie i wnuka gdzieś, tylko jest im zwyczajnie łyso i wstyd w związku z obecną sytuacją. Weź to na chłopski rozum: ich ukochany synek najzwyczajniej WYPIĄŁ się na swoją żonę i dziecko, rozwalił rodzinę, być może przydybał sobie jakąś panią na boku. Gdyby mój syn odwalił taki numer, sama umierałabym ze wstydu, że nie potrafiłam wychować swojego dziecka na odpowiedzialnego i dojrzałego człowieka. Ja myślę, że teściom jest głupio, że się wstydzą, a ponadto boją, że ty może będziesz ich wypytywać o męża przy okazji spotkań, że będziesz od nich wymagać opowiedzenia się po jednej ze stron, a oni z racji tego, że są rodzicami, będą musieli opowiedzieć się po stronie swego syna, nawet wiedząc, że to on kompletnie zawalił, że cała sytuacja to jest jego wina. I być może twoi teściowie czekają na jakiś sygnał od ciebie. Jeśli masz w sobie dość sił, uważam, że mogłabyś zadzwonić do teściów i powiedzieć, że wnuk bardzo tęskni, że chciałby sie z nimi spotkać. Być może teściowie w tej całej niewygodnej sytuacji czekają, aż TY PIERWSZA wyciągniesz rękę. I uważam, że jeśli czujesz się na siłach, powinnaś wykonać ten gest. Jeśli teściowe nie podejmą tematu, będziesz miała czarno na białym, że im nie zależy i zarazem będziesz mogła z czystym sumieniem powiedzieć "Ja zrobiłam wszystko, by dziadkowie mieli kontakt z wnukiem. Nic więcej zrobić nie mogę, bez woli z ich strony". Uważam, że poza 5 minutami rozmowy telefonicznej nie masz absolutnie nic do stracenia, a zyskać może twój syn i to wiele.
      Druga sugestia dotyczy kontaktów z mężem, któremu widać strasznie spieszy sie do rozwodu, ale sam nic z tym nie zrobi. Faktycznie, być może twój mąż kogoś ma. Być może stąd to jego ciśnienie na szybki rozwód. Zastanawiałam się więc, czemu facet po prostu nie złoży papierów? I tak sobie myślę, że może w jego porąbanym umyśle uroiła się myśl, że jak to TY złożysz wniosek o rozwód, to on będzie mógł wszem i wobec mówić, że to TOBIE nie zależy na małżeństwie, że to TY się chcesz rozwieść, bo ani chybi masz jakiegoś faceta na boku, że to TY rozwalasz rodzinę. Dodatkowo, jeśli ty wniesiesz o rozwód, pan będzie mógł oficjalnie pokazywać się z nową panią, bo w końcu ty się z nim rozwodzisz i on może się spotykać z kim chce. Widziałam już raz w życiu taką akcję i wiem, że bywa tak, że małżonek z winy którego małżeństwo się rozpada, nie wniesie o rozwód wyłącznie po to, by zachować pozory, że o to małżeństwo walczył. Może tak jest w przypadku twojego męża? Jeśli facet przy najbliższej wizycie będzie pytał o rozwód, przypomnij mu słodkim tonem i z uśmiechem na ustach jego słowa "kochanie, ale przecież mówiłeś mi, że rozwieść powinniśmy się wtedy, gdy któreś z nas sobie kogoś znajdzie? Czyżbyś znalazł już moją następczynię?" A jeśli będzie pytał o papiery, powiedz mu "ojej, kochanie, zapomniałam złożyć papiery, mam teraz tyle spraw na głowie, ale jeśli chcesz dam ci adres, na który powinieneś wysłać pozew". I to też z WIELKIM UŚMIECHEM NA USTACH. Niech sobie skurczybyk nie myśli, że może przychodzić kiedy chce do domu i pod pozorem wizyt u syna szykanować cię. Chce rozwodu? Niech skurwiel sam złoży papiery, jak mu tak spieszno do wolności.
      No, rozpisałam się, dość tego. Trzymaj się tam dziewczyno i nie daj debilowi poniżać i dręczyć. Wirtualnie ściskam!
      • enith Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.11.09, 02:41
        I jeszcze jedno rzuciło mi się w oczy z jednego z poprzednich postów:
        "Dziś jeszcze gdy syn przyszedł na chwile do mnie do pokoju to on za nim też siadł na łóżku i to przy dziecku zapytał kiedy ten rozwód i powtórzył, że musi być do końca roku a syn wtedy go kopnął..."

        Twój mąż to gnida. Kierując rozmowę na te tory przy dziecku sugeruje, że to TY chcesz rozwodu, tym samym zdejmując z siebie winę za rozpad rodziny w oczach waszego syna. Twój mąż to manipulator, który próbuje przekonać syna, że to przez mamę on musiał odejść z domu. Innymi słowy, on jest czysty jak łza, a tą złą jesteś ty. Twój pożal się boże mąż nie zdaje sobie chyba jednak sprawy z tego, że za 3 czy 5 lat, gdy wasz syn będzie nastolatkiem, poukłada sobie w głowie pewne sprawy i rozliczy ojca, prędzej czy później, z jego podłego zachowania. I wierz mi, nie będzie to konfrontacja dla twojego męża miła. Dzieci rozwodników dorastają, układają sobie elementy układanki, przypominają pewne zachowania rodziców z czasu w trakcie i po rozwodzie, i wystawiają rodzicom rachunek. Jeśli jesteś dla syna wsparciem, twój syn ci nigdy tego nie zapomni i twoje obecne zachowanie zaprocentuje w przyszłości. Jeśli mąż nadal będzie się zachowywał wobec dziecka podle, za parę lat zostanie mu to wypomniane. Szkoda tylko, że wtedy może już być dla ojca za późno, by ułożyć sobie z dorastającym synem dobre stosunki. Szkoda, że twój mąż jest tak zaślepiony w swojej złości na ciebie, że nie widzi, jak krzywdzi własne dziecko :/
        • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.11.09, 08:15
          Witam dziewczyny w piątek, jak miło.Enith bardzo dobrze pisze,uważam
          Jedynaczko, że nie powinnaś mu pójść na rękę. Niech idiota sam złoży
          pozew, no ale co on napisze w pozwie?Jaki powód? To go gnębi, a tam
          może pocieszycielka czeka. Skaładaj pozew o alimenty, to
          najważniejsze, zabezpiecz synka. A z rozwodem czekaj na jego ruch. A
          zobaczysz jak dostanie pozew o alimenty, to przypuszczam że może
          pokazać jeszcze gorszą swoją naturę.O ile taka może być.Chyba, że
          będzie chciał być dobrym ojcem i nie będzie chytrzył na dziecko. Ale
          w cuda przestałam wierzyć. On inaczej to sobie poukładał, dlaczego
          chce jeszcze od Ciebie pieniędzy? Łachudra, może pani
          pocieszycielka, nie za bardzo z tych majętnych, a przecież trzeba
          jakoś zacząć. A najlepiej jeszcze zabrać żonie i dziecku. Jak on
          Tobie dziękuje za te wszystkie lata, powinien Cię szanować
          przynajmniej za to że jesteś matką jego dziecka.
          • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.11.09, 08:59
            A pozatym dziewczyny!Z perspektywy czasu, po swoich doświadczeniach
            i koleżanek widzę że za dobrą też nie można być. Bo Misio szuka
            wrażeń jak mu za dobrze, coś trzeba zmienić,żeby się coś
            działo.Misie myślą niestety fujarą, niewżne brzydka, ładna, aby
            dogodziła. Żyjmy tak, żeby ten misio nie był całym naszym światem.
            Bo same zobaczcie, pocieszycielki do biednych nie startują, tylko
            żeby chociaż przyzwoitą pensję miał co m-c, nie mówiąc o mieszkaniu,
            samochodzie, taka niema nic do stracenia, bo się przecież z nim nie
            dorabiała. A póżniej jak najmniej na dzieci kombinują bo przecież
            pani ma swoje wymagania, a samą miłośćią zyć nie będzie.
            • wwwybredna Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.11.09, 12:04
              Ja też kilka razy dziennie sprawdzam ten wątek i muszę przyznać ,że
              jedynaczka przeszła wieeeelką metamorfozę!! Z rozpaczajacej i
              zagubionej kobiety w silną i myślącą mądrze osobę:)I to w jak
              krótkim czasie!!
              Naprawdę podziwiam ten postęp i pozwala mi to wierzyć ,że dla nas
              wszystkich zaświeci piękne, duże i cieple słoneczko:)
              Trzymajcie się!
              • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.11.09, 21:50
                Ja też witam Was dziewczyny! - wreszcie piątek.
                Jeśli chodzi o sugestie dot. moich teściów, ja do nich dużo razy dzwoniłam na
                początku tej historii, rozmawiałam, prosiłam, spotkałam się, mówiliśmy o
                dziecku. Oni niby mówili, ze chcą abyśmy byli razem i takie tam, z enie mamy
                powodów aby sie rozwodzić ale tylko mówili, ja wiem, z elogiczne jest to, ze
                faceta prawie 30-letniego do domu na siłe mi nie przyprowadzą. Ale ja od nich
                tego nie oczekiwałam. Mi chodzi o wykonanie głupiego telefonu, zainterseowanie
                się, zapytanie o wnuka, o mnie - jak dajemy sobie rade, czy nam nie potrzebna
                pomoc. Urodziny małego - przecież wiedzieli, z ebyły. Ja na poczatku
                utrzymywałam z nimi kontakt - chodzi mi o tą sytuacje - ale teraz jak pomysle
                sobie to ja tylko do nich dzwoniłam oni nigdy. Im jest dobrze tak jak jest, bo
                ich bezpośrednio to nie dotyczy. Przecież wnuk do nich dzwonił i im płakał
                poczatkowo ale ja zavbroniłam mu potem dzwonic bo nie było sensu. On tam dzownił
                po to aby porozmawiac z tatą i powiedziec im czemu tata jest z nimi a nie z nim.
                Nie mógł tego zrozumiec. teraz jest zły na nich, ze tata wciąż jest z nimi.
                Ja mam już dosyć tej horej sytuacji. Prawda jest taka, z eja nigdy nie miałam z
                nimi za dobrych kontaktów. Kilka razy oddalalismy sie od siebie, bo oni coś
                zrobili albo powiedzieli ale to juz nie ważne, było minęło. Gdy znowu
                zaczynaliśmy miec kontakt to tylko dzieki mnie to ja go nawiazałam. A oni nic z
                tym nie robili, im było dobrze jak nas nie było. To przykre, z enie zadzwonia
                sami z siebie, mama moja dzwoniął do nich dwukrotnie chciała sie z nimi spotkać,
                chciała nam pomóc ale oni nie mieli czasu nigdy. Ja wysłąłąm mojemu teściowi
                zyczenia urodzinowe chociazby napisał dziękuje nic wiecej - ale nie oni po
                prostu nie mają ochoty na kontakty ze mną i z wnukiem. Ja myśłałam o tym, z im
                też jest ciężko, zę jest im wstyd ale teraz już wiem, ze nie. Im jest tak
                dobrze, nie wiem czy się z tego ciesza ale w cale bym sie nie zdziwiłą jakby tak
                było - a dlatego, ze ja uich za dobrze znam.

                Kolejna sugestia Wasza dot. rozodu.
                Dziewczyny mam takie same zdanie jak Wy, nie zamierzam ja skłądac pozwu no
                bynajmniej narazie. Niech sobie zrobi to sam jak mu tak spieszno. Chce to prosze
                bardzo przeciez go nie zatrymam. Mam to w dupie. Wczesniej bym płakała i byął
                załamamna. Ale ja juz tak nie mogłam żyć. To był koszmar który chce wymazac z
                mojego zycia. Tyle nieprzespanych nocy, nic nie jadłąm, wygladam jak cień.
                Koszmar ciągle tylko o nim myslałam, oglądąłam zdjecia. Kurwa mać ja go bardzo
                kochałam. Wiecie co od milości do nienawisci jest bardzo mała droga. To jest
                chore, ze po tylu latach przyszło mi go znienawidzieć. Ja czuje do niego wstręt,
                po prostu brzeydze się go. Nigdy mu nie wybacze tego co zrobił mojemu dziecku.
                Że waliło go co czuje ja to trudno ale jego syn - to było koszmarne, syn go talk
                prosił. To jest drań a nie ojciec. Żałuje tego, ze spotkałam tego człowieka ale
                nie miałąbym kochanego synka tak musiało być.
                Najgorsze jest to, ze on mna tak manipulował, że ja się nakręcałam,z e to moja
                wina. Myslałam co ja zrobiłam a tak naprawdę to nic. TO on jest dupkiem,
                skończonym gnojkiem, który nie dorósł do załozenia rodziny. Nienawidze go za to
                bo zmarnował życie swojemu dziecku. Ja myslę, ze syn mu tego nie wybaczy i
                kiedyś dojdzie między nimi do poważnej rozmowy, on kontaktu z nim już moze nie
                nawiażać. Ale co ja sobie tym zaprzątam głowę - to jego problem.
                O rozwód wystąpie tulko wtedy gdy zobacze go z jakąs lafiryndą - to wtedy nie
                bede z siebie robic idiotki, narazie zaczekam skupiam sie na egzaminie bo to
                najwazniejsze. A ten palant dobrze o tym wie a psuje mi tylko nerwy. Nawet jakby
                chciał kiedys wrócic - nie jestem mu w stanie tego wybaczyć. Nie zapomnbe mu
                nigdy. Kiedyś jeszcze 2 tygodnie temu przyjęłabym go nawet bez słowa przepraszam
                teraz juz nie ja też mam swój honor i znam spowją wartość - póxno bo późno to
                zrozumiałam ale lepiej póxno niz wcale. Zmęczył sie wiec niech sobie ukąłda
                życie na nowo. Kiedyś napewno będzie mógł liczyc na pomoc saojego syna (ja bym
                tego chciała ale syn go nie nawidzi) on ma taki zal do niego, po prostu nie moge
                nawet o nim nic powiedzieć bo nie chce mnie słuchać i od razu jest zły. ja
                wszystko w sobie musze dusić i kłamać jak to tata go kocha. Bo nie chce aby mu
                było przykro ale on nie jest mały i sam sie domysla jak jest ze wszystkim naprawdę.
                Kiedyś zastanawiałam sie nad tym jak moi teściowie moga nie chciec widywać sie z
                wnukiem ddziś już rozmuiem oni tacy są i mój mąz dołaczył do ich rodzinnego i
                wrazliwego stadka - zawsze mówili jacy są rodzinni...
                Jutro mój syn ma urodziny w bawialni a potem przychodza do nas znajomi, ja padam
                bo robiłąm sałatki ciasto i miałam chwilę gdy pomyslałam jak fajnie było jak
                zawsze razem tak spędzaliśmy czas ale zaraz mi to przeszło. ja wogole nie moge
                dopuszczać do siebie mysli o nim. Bo boje się, ze to nie daj Boze wróci w
                najmniej spodziewanym momencie a ja tego nie przezyję. To było wstrętne.
                Chciałabym aby on kiedyś przez chwile był w ojej sytuacji i w sytuacji swojego
                syna i zobaczył jak nam było - no ale w sytuacji swojego syna nie bedzie wioec
                nie zrozumie. Bo jest za głupi na to.
                Wiecie co ja sie zastanawiam jak on sobie daje rade, bo oczywiście mi nie powie,
                przeciez to nie jest normalne aby on nie tesknił za synem. Mi też byłoby cięzko
                po 10 latach wrócic do rodziców i mieszkac z nimi - nie wyobrażam sobie tego.
                Jak myślicie czy ,,on" wreszcie wyteży coś co ma zamiast umysłu i złoży sam
                pozew, czy też będzie chciał tak wykończyć mnie, z eja sama to zrobie?
                Choćby nie wiem co to ja do 30 listopada ani o tym myslę. Mam egzamin i tyle a
                jego osoba niech mi spływa jak teraz - oby tak było.
                Dupek do dziecka nawet nie dzwoni teraz aby zapytac jak w szkole i w ogóle ale
                co tam dajemy rade bez niego. jak dobrze, że poczatek mam za sobą. Jedno co
                sobie myślę to niewyobrażam sobie byc sama z dzieckiem. Nie chodzi mi oczywiscie
                o niewiadomo co ale zwykłą rozmowę, bycie z kimś, samo myslemnie, ze ktoś jest i
                czeka. Życie w pojedynke nie jest dla mnie.
                Mam nadzieję, ze sie znajdzie ktos inny, nie teraz ale w niedalekiej
                przyszłosci... chciałabym byc szczęśliwa ale nie wiem czy będe umiała, zawsze
                będzie dla mnie najwazniejszy mój synek.
                dziewczyny jesteście super dziekuje wam bardzo:) Szkoda, ze nie widzimy sie w realu.
                Miłej nocy:)
                • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.11.09, 22:27
                  Jedynaczko dobrze myslisz. Zajmij sie teraz egzaminem. W tym
                  rozwodem to cos mi sie zdaje ze bedzie bardzo dlugo trwalo i maz
                  moze nie chcec go zlozyc, bedzie pewnie probowal wszelkimi sposobami
                  naklaniac Ciebie abys zrobila to za niego. Tchorz i wyzyskiwacz. A
                  jego rodzice sa nielepsi. Moi tesciowie tez zawsze tacy "rodzinni"
                  ale tylko i wylacznie w swoim wlasnym gronie. Ja teraz sobie
                  ogladalam swoje zdjecia i troche plakalam. Czlowiek ktory sie do
                  mnie na nich przytula dzis odszedl po rozmowie jakby nigdy nic, a ja
                  myslalam glupia ze mnie przytuli choc na chwile. Boze ale glupia
                  jestem, ja jeszcze mam troche nadzieji ale wiecie co jak ja z nim
                  dzis "rozmawialam" to on tyle gadal ze szok, o jakis pierdolach a ja
                  juz nie moglam go sluchac normalnie, jemu nie da sie przerwac !
                  zawsze tak bylo a mnie krew zalewala a poziom adrenaliny wzrastal..
                  dziwne to moje malzenstwo, o hydrozagadka dla mnie samej.. ja nie
                  wiem jak ti bylo i po co, i do czego to wszystko zmierza.
                  Jedynaczko, Twoj maz to straszny dran, po prostu straszny, ale w
                  sumie co Ci przyjdzie ze zlosci, bedziesz tylko niszczyc zdrowie i
                  szarpac nerwy, staraj sie o nim nie myslec, ucz sie do egzaminu ! bo
                  to moze Ci pomoc, inwestuj w siebie ile mozesz - masz pomoc
                  rodzicow, jak dobrze ze Ty ich masz i ze Cie wspieraja bardzo. Ty
                  jestes podobna do mnie z tym ze mowisz ze nie chcesz byc sama, ale
                  wiesz co, to nasza najwieksza slabosc i najwiekszy blad bo to
                  prowadzi zawsze do uzaleznienia emocjonalnego od jakiegos chlopa po
                  prostu. Ja to zrozumialam choc jeszcze nie do konca. Chcialabym byc
                  po prostu samodzielna i nigdy nie byc zdana na czyjas laske i nie
                  prosic sie juz o uczucia. Rzecz w tym zeby ktos powiedzial ze mnie
                  kocha sam z siebie..
                  • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.11.09, 09:26
                    ja ( choc sama bym zlozyla pozew dla swietego spokoju) to w takiej
                    sytuacji po zwykłej ludzkiej zlosci poczekalabym, bo 2 miesiace
                    roznicy nie robia, a niech się chłop podenerwuje:)
                    • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.11.09, 11:46
                      dokladnie ! on chce wszystko zalatwic rekami Jedynaczki. Ale
                      zakladam sie ze sie bedzie wkurzal strasznie i bedzie naklanial
                      Jedynaczke i robil wszystko zeby ja do tego zmusic..
                      • hiacynta333 Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.11.09, 01:04
                        Witam jedynaczko.Czytam Twój wątek od początku,gratuluję przeszłaś
                        wielką metamorfozę.Po przeczytaniu ostatnich postów naszła mnie taka
                        myśl.Gdy twój mąż następnym razem zapyta o pozew,bardzo spokojnie
                        odpowiedz,że bardzo lubisz być mężatką,zmieniłaś zdane i w tej
                        chwili rozwód do niczego nie jest Ci potrzebny.Może kiedyś złożysz
                        jak sytuacja się zmieni,a jeśli jemu tak zależy,to proszę
                        składaj.Złóż tylko o alimenty i o uregulowanie kontaktów z
                        dzieckiem.Po co ma Ci przychodzić bez uprzedzenia,kiedy mu się
                        podoba i znajdzie z wielkiej łaski kwadrans dla syna,a i Ty lepiej
                        przygotujesz się do wizyt,jak będziesz o nich wiedzieć.Trzymam
                        kciuki,bądź silna i nie daj się draniowi :)
                        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.11.09, 17:26
                          Witam
                          U mnie jakoś pomalutku leci, żyje nadal z dnia na dzień i jakoś sie trzymam.
                          Choć nie ukrywam, ze wczoraj miałam cięższy dzień. Synek robił urodziny w
                          bawialni a potem w domu byli nasi znajomi. Oczywiscie rozmowa zeszłą na ego
                          temat. Nie ja ją zaczęłam, ja tylko siedziałam i słuchałam. Jednym słowem
                          wczoraj brakowało wszystkim jego obecnosci w domu. To nie tak, że ja bardzo
                          tęskniłam chodziło o to, że było głupio bez niego - on zawsze był dusza
                          towarzystawa. Każdy z przyjaciół mówił, że musi być dobrze, mamy się pogodzić on
                          zmądrzeje i przeprosi ale oni wiedzą, ze wtedy ja go nie bedę chciała. Nie
                          rozumieja jego zachowania. Najgorszy moment był jak wszyscy zaczęli wychodzic
                          już do domu - wtredy mi zrobiło sie zwyczjnie przykro. Najbliższa moja
                          przyjaciółka i jej maż zauwazyli to i zostali dłuzej. Pogadaliśmy sobie. Oni
                          powiedzilei, ze nie nie mogą już dłuzej znosić tej sytuacji, ze to jest
                          nienormalne. Szkoda im bardzo synka naszego. On wczoraj cały czas bawił sie z
                          wujkami, widać było jak mu brakuje taty. Mąż nie dzwonił wczoraj a ni w piatek.
                          Dziś zadzwonił na chwile do syna aby zapytać co dostał na urodziny ale on znowu
                          nie chciał z nim rozmawiać. Na wczorajszej imprezie w domu. Gdy wszyscy
                          siedzieliśmy zadzwonił,,on" do kolegi tego co był u nas. Rozmawiali, my ta
                          rozmowę słyszeliśmy po czym zapytał tego kolegi gdzie jesteś a on u ciebie w
                          domu. Bawię s ię z twoim synem. A ,,on" no to narazie cześć zdzwonimy sie innym
                          razem.
                          Wczoraj nie było za dobrze bo mi go brakowało ale się trzymam, nie poddaję się.
                          Nie to, ze tęskniłam po prostu było inaczej niż zwykle i do takich sytuacji
                          jeszcze musze się przyzwyczaić. Nie mam wyjścia:)
                          Pozdrawiam Was gorąco.
                          Jeśli chodzi o rozwód to nadal nic sienie zmieniło i ja o niego nie wniosę -
                          narazie.
                          Jeden z jego kolegów zapytał go czemu mu rozwód potrzebny do końca roku a on się
                          roześmiał i powiedział on nie jest mi potrzebny wcale i się śmiał dalej:)
                          Wszyscy jego koledzy powiedzieli, ze są pewni, iz jego rodzice bardzo dużo mówią
                          mu na mój temat - złych rzeczy. Wcale nie rozmawiaja z nim o tym aby wrócił -
                          wręćz przeciwnie.
                          • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.11.09, 18:09
                            Jedynaczko, smutno jakos.. najgorszy jest ten zawod, ze z kims sie
                            planowalo cale zycie, nawet sie nie dopuszczalo mysli ze sie
                            rozstaniecie.. mysle ze Twoi znajomi o dziwo wiedza bardzo duzo na
                            Wasz temat, nawet wiedza ze tesciowie nie dobrze o Tobie mowia..a
                            skad oni to wiedza ? ale skoro tak mowia to tak widocznie musi byc.
                            A niestety syn jest pod wplywem rodzicow, skad ja to znam..
                            Doskonale rozumiem co czujesz czasem w pewnych sytuacjach. Ja np
                            dzis bylam w sklepie i mi sie plakac chcialo, przypominalam sobie
                            jak zawsze z nim chodzilam do sklepu.. ale to glupie. Wlasnie w
                            takich chwilach mi go brakuje najbardziej, ale potem sobie
                            uzmyslawiam ze to on nie chcial dalej ze mna byc, widocznie on
                            myslal inaczej niz ja. JA sie cieszylam ze sobie cos zrobimy w domu
                            razem, czy gdzies sobie pojedziemy.. ale wiem juz ze to mialo
                            znaczenie tylko dla mnie. Jedynaczko sprobuj jak najmniej o nim
                            myslec, ja tak sie staram robic, ale wiem ze nie zawsze wychodzi.
                            Tez zyje z dnia na dzien, najbardziej lubie klasc sie spac bo wiem
                            ze wtedy nie bede sie zadreczac myslami. Ale ja juz bym nie
                            potrafila wybaczyc tego, ani nie wyobrazam sobie teraz kontaktow z
                            jego rodzicami za bardzo.. Ja mysle ze wasi znajomi jasno oceniaja
                            ta sytuacje, nie chca stawac po ktorejs ze stron ale wierz mi ze
                            mysla sobie o nim co mysla.
                            • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.11.09, 20:27
                              Nasiu znajomi o tym jacy sa jego rodzice i jak się zachowuja wiedzą od nas
                              samych, ode mnie i od niego, znamy sie kupę lat razem, jesteśmy razem na wielu
                              uroczystościach, na komuniach, chrzicanach najwazniejszych momentach naszego
                              zyucia i ich - nie da sie ukryć niektórych rzeczy:) Każdy to wiedział jak jest
                              ze mną i z moimi teściami, z moim mężem i jego rodziną. tego sie nie dało ukryć
                              gdy tyle czasu spędzało sie razem. Oni widząc to czy tamto alebo słysząć teściów
                              sami tez poznali maja o nich wyrobione zdanie i uważają, z eoni napewno go
                              buntują, moze nie to że ma nie wracaą ale mówią a nie mówiliśmy Ci, co ty masz
                              dwie torby ciuchów a ona ma szywstko tak mówia na pewno:)
                              Sellune 111 wiem jakie przykre są czasami prozaiczne sytuacje typu zakupy, wiem
                              przechodziłam i mam nadzieję, ze juz nie bede i ty też nie. Jesteś dzielna
                              dziewczyną dasz rade i ja też dam. Po burzy zawsze wychodzi słońce. Będzie dobrze:)
                              Znajomi mają swoje zdanie odnośnie tej sytuacji i uważają, z eon źle robi.
                              Powiedzieli cos takiego nawet gdybyś ty zrobiła coś złego to powienniście to
                              naprawiuć bo macie dziecko i dużo Was łączyło. Nie sztuka jest coś rozpieprzyć
                              ale uratowac. Im jest tak szkoda małego, że aż chce im sie płakać. Nie wiedza
                              jak mają postępować wobec niego i mnie To jest chore jeden nawywyijał a każdy
                              myśli co jak i dlaczego. W sumie wszyscy jesteśmy zgodni, ze on kiedys zrozumie
                              ale nikt nie wie kiedy. Ja nie wyobrażam sobie już bycia z nim ale nie ukrywam
                              że czasami myślę o nim chwilami ciepło chodzi mi o to, ze zdarza mi sie
                              zatęsknić rzadko ale się zdarza. Jednym słowem długa droga aby sie odkochać
                              bynajmniej u mnie, to wcale nie jest łatwe - czas, czas i jeszcze raz czas.
                              Pozdrawiam
                              Uciekam do łózka bo kiepsko sie czuję po tej imprezie, były małe szaleństwa z
                              alkoholem:)
                              • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.11.09, 20:28
                                Przepraszam za moje literówki ale się zawsze spieszę:)
                                • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 09.11.09, 08:32
                                  Cześć dziewczyny!Albo on jest skończonym idiotą i coś mu się w
                                  głowie porobiło, albo kogoś ma i pani mu już ustawia w głowie, bo
                                  taka znieczulica do własnego dziecka to jest nieludzkie, albo jest w
                                  amoku łajdactwa. Jedynaczko tak jak dziewczyny radziły, złóż ten
                                  pozew o alimenty, zaznaczam jak największe. Tu chodzi o przyszłość
                                  Twojego synka i o uregulowanie wizyt, a nie przychodzi jak do hotelu
                                  i przypomina sobie o dziecku jak niema co z czasem zrobić. Sprawa z
                                  teściami bez komentarza, jacy rodzice, taki syn.Pozdarwiam Was
                                  cieplutko!
                                  • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 09.11.09, 10:12
                                    to sie w głowie nie mieści jak sie ten pajac zachowuje:/, a że
                                    teściowie go nakręcaja to bardzo prawdopodobne:/

                                    mój ex zapomniał o synku pare miesięcy po naszym rozstaniu i tak
                                    falowo- to sobie przypominał, a to zapominał- jak było mu w danym
                                    momencie wygodnie. Jaki jest efekt? syn kompletnie nie czuje wiezi z
                                    tatą, wie ze to tata, ale jak pani w szkole prosila zeby narysowac
                                    swoich rodziców to miał dylemat bo, jak powiedział " ja nie chce
                                    malowac taty, tylko D." ( są z moim partnerem po imieniu)

                                    a ex mąż jest wielce zdzwiony ze syn nie chce z nim nigdzie chodzic,
                                    nie cieszy sie jak przychodzi. Ale co sie dziwić? dodatkowo jak
                                    zaobserwowalismy, gdy przychodzil do nas do domu to on chyba
                                    oczekuje, że syn bedzie jego zabawiał, a nie on syna;)

                                    najgorsze jedynaczko, że syn juz jest spory ( mój miał pracie
                                    półtora roku) i pamięta jak było z tatą i do tego wchodzi w okres
                                    buntu, własne zdanie itd

                                    co do znajomych- takie wieści zawsze się rozchodzą, dobrze, ze Cie
                                    odwiedzają, masz z nimi kontakt, bo to zawsze jest kontakt z ludzmi.
                                    I uwierz, że kiedys się odkochasz, jak dalej bedzie pajacował to
                                    szybciej niz myslisz, a z czasem bedziesz sie zastanawiała " co ja
                                    widziałam w tym baranie";)

                                    i na bank bedzie lepiej:)
                                    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 09.11.09, 19:07
                                      Do Bell30 - zgadzam się w 100% z Twoim zdaniem ,,a nie przychodzi jak do hotelu
                                      i przypomina sobie o dziecku jak niema co z czasem zrobić" - to jest jedna
                                      wileka prawda, on przychodzi kiedy ma ohotę, a jak już nawet przyjdzie to z
                                      synem i tak nie spędza czas, tak jak napisała aneta-skarpeta on oczekuje, z eto
                                      syn będzie go zabawiał:)
                                      Teściowie go na pewno nakręcają, moze nie do konca rozwiedź sie ale inne rzeczy
                                      na pewno, skoro nawet nie zadzwoniś do wnuka to nie dlatego, ze się wstydza tego
                                      sa inne pwoody... i oni je znają a ja sie domyślam.Macie rację mój synek jest
                                      już duży ma wspomnienia a teraz ta sytuację doskonale rozumie:) to jest okropne
                                      no ale to nie ja mu zgotowałam ten los. Kiedyś z tatusiem porozmawia na ten temat:)
                                      Ja go nienawidzę teraz ale niestety sa jeszcze chwile, nie że tesknię że zaświta
                                      mi w głowie jak było miło - bo niestety tak było do czasu kiedy mu ,,odjebało"
                                      Przepraszam za to słowo. Wierzę, ze bedzie lepiej:)
                                      Pozdrawiam Was kochane i życzę szczęścia i oby żadna z Was nie cierpiała przez
                                      jakiegos palanta:)
                                      • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 10.11.09, 16:09
                                        Twój synek jak i Ty musiecie mieć stabilizację psychiczną. Ty już mu
                                        zapewniasz, jesteś silną, wrażliwą i fajną dziewczyną.Jestem pewna
                                        że wychowasz Go na dobrego człowieka. Dobrze że mały ma w Tobie
                                        chociaż oparcie i Twoich rodzicach. Alimenty jak najwyższe są po to,
                                        żeby Twój synek nie czuł się gorszy od innych dzieci, dlatego
                                        składaj jak najszybciej pozew o alimenty. Sprawa rozwodu, myślę że
                                        jest tak: on chce się oczyścić, na Ciebie zwalić, że przecież sama
                                        złożyłaś. Myśle, że on poprostu się wacha, no bo co jak z kochanicą
                                        nie będzie tak jak obiecywała "życie w chmurach". Więc, chce uniknąć
                                        tego dylematu, gdy przyjdzie zwykła proza życia i nie będą sobie
                                        patrzeć ciągle w oczka,a on dojdzie do tego: miałem rodzinę,
                                        kochałem Ją. Na własne życzenie spier....liłem sobie życie. Na dzień
                                        dzisiejszy chce uniknąć tego typu wyrzutów sumienia. Ściskam
                                        cieplutko Was dziewczyny.
                                        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 09:59
                                          Cześć dziewczyny.
                                          U mnie jakoś leci. Tatuś nie był u synka od zeszłej srody zadzwonił wczoraj że
                                          chce się z nim zobaczyć ale syn powiedział, z ejedzie do babci a on tna to z
                                          babcią się widzisz często a z tata nie a yn no bo ja chcę tatę w domu a on ale
                                          babci też nie masz w domu i sie z nia widuesz a syn ale babcia nie jest
                                          rodzicem nie rozumiesz a on nie nie rozumiem i koniec rozmowy. Wiem od mężą
                                          mojej przyjaciółki, ze z nim rozmawiał, tłumaczył co on najlepszego robui ale
                                          jego nic nie ruszyło, nie odpowiedział koledze nic i cisza:)
                                          CO za palant. Dziadkowie ,,teściowie" do dziecka nadal się nie odzywają. Mąż ma
                                          beztroskie życie, zero obowiązków, odpoczywa i patrzy w sufit - jak to mówi. A
                                          mnie trafia szlag, ze mam wszystko na głowie, myslę czemu sie tak stało, nie
                                          mogę się skupić na nauce, ciepię bo cierpi dziecko a on co zadowolony jest. Boze
                                          co to za człowiek.
                                          • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 18:54
                                            Koło 12 zadzwonił na moja komórkę tatuś steskniony za synkiem - zapytał czemu on
                                            pojechał do babcie skoro on by mógł sie nim zajać a ja mu mówię trzeba było mnie
                                            poinformować o swoich planach odnosnie dziecka a poza tym syn chciał być z
                                            babcią i dziadkiem. On do mnie ale przecież on sam nie moze podejmować decyzji,
                                            ze ja mam mu nakazać co on ma zrobić (jak sama Wam pisałam robiłam tak ale dałam
                                            spokój, syn cały czas mówi do mnie, ze on nie chce, gdy ja nalegam to on płącze
                                            - ja nie mogę go zmuszać wiem, ze powienien się widywać z ojcem ale na siłę go
                                            nie zmuszę. Co innego jakby ojciec codziennie się z nim kontaktował a nie kiedy
                                            znajdzie czasu 20 minut. To głupie ale ja na to nie poradzę nic:))- nie wiem czy
                                            dobrze robię, ze nie nalegam na syna...
                                            Ja powiedziałam do,,niego", z ekażdy ma prawo sam dokonywac wyborów a on nie
                                            rozumiem - ja ty powinieneś rozumieć najlepiej, sam robisz co chcesz i nikogo o
                                            nic nie pytasz. On no to cześć. PO pół godzinie dzwoni znowu z zapytaniem nie
                                            wiem po co ,,Kiedy masz egzamin/" ja mówię mu kiedy a on bo ja ci chciałem pomóc
                                            a ja ciekawego w jaki sposób ja bardzo dobrze daję sobie radę bez Ciebie - a on
                                            no właśnie widzę. I znowu foch o to, żę nam to nigdy nic nie pasuje. Ja mu mówię
                                            człowieku ja nie organuizuję sobie czasu pod ciebie, kiedy ty zechcesz znaleźć
                                            czas dla dziecka, ja nie mam na to czasu mam naukę a on no wiem i chcę pomóc a
                                            ja no jak? a on wpaść do niego:) Ja powiedziałam, ze jest u dziadków i nie wiem
                                            kiedy wróci i, z ejeśli chce nich tam jedzie bo ja mam ważniejsze rzeczy.
                                            Oczywiscie wiadome byłoi, ze on tego nie zrobi bo jakby wielmozny pan mógł
                                            pojechac do moich rodziców, którzy nieba mu przychylali, traktowali nawet lepiej
                                            niż mnie aby jaśnie pan sie dobrze czuł a on taki numer wywinął.
                                            Dzwonił potem kilka razy znowu do mnie na komórkę ale ja nawet nie miałm siły
                                            odbierać. Wkoncu wkurzyłam sie i mówię aby do mnie nie dzwonił tylko do dziecka,
                                            ze zaraz wróci. On do mnie ty to naprawdę jesteś kobieto udana:) Zadzwonił do
                                            synka, ale on powiedział do niego nie chce się z tobą widzieć, nie chce żebyś
                                            przychodził i wychodził nie rozumiesz chce tate mieć zawsze a nie na chwilę i
                                            rzucił słuchawką - te sytuacje, ich rozmowy wykańczają mnie. Ja powiedziałam do
                                            niego, ze jesli ma chęć przyjechać do syna niech przyjeżdża nie zważajać na to
                                            co mówi syn bo on na ten moment według mnie zdania nie zmieni. Ale on i tak nie
                                            słucha mnie i robi po swojemu. Ja juz nie mam siły - boję się, ze on potem
                                            powie, ze to moja wina. Ale ja naprawdę nie mówię do syna nic złego na niego,
                                            wręcz przeciwnie mówię umów się z tata a on nie jestem głupi i sie z nim nie
                                            spotkam a mi opadają ręce. Mąż uważą, ze syn zrozumie i bedzie go prosił tatusiu
                                            porzyjedź prosze cię ale tak już napewno nie bedzie, syn o nim zapomina tylko te
                                            jego co tygodniowe telefony sprawiają, ze on staje sie nerwowy, jest zły i
                                            krzyczy na mnie. Zastanawiam sie nad tym aby wogóle wyłaczyc jego telefon ale
                                            znowu ja będe winna, ze to ja niby robię specajalnie. Wiem o tym, ze jak syn
                                            pójdzie na jakies badania na pewno powie, ze taty nienawidzi, że jest na niegło
                                            zły ...
                                            Jak z tego wybrnąć nie raniac dziecka bo o tamtym nie mysle wogóle tak jak on ma
                                            nasze uczucia za nic tak on mnie nie obchodzi i to co on czuje jesli wogóle coś
                                            czuje:)
                                            • aniaalicja Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 19:28
                                              hej, piszę z Łodzi, mam 30 lat i własnie spodziewam sie dzidziusia, lecz
                                              zostałam sama, mąż zostawił mnie i w nerwach parokrotnie ubliżał mi i
                                              stwierdził, że ma wątpliwości, czy on jest ojcem...i wiele innych gorszych
                                              słów:( To było 2 tyg temu i od tej pory nie wiem gdzie i z kim jest. Jestem
                                              strasznie załamana i samotna. Poraz pierwszy nie proszę go o powrót choć tęsknię
                                              bardzo. Jeśli jest ktoś z tych okolic proszę o kontakt, wciąż rozpaczam i
                                              szkodzę dziecku:( Nie tak miało być!
                                              • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 20:12
                                                O Boze, a to on nie chcial miec wogole dzieci ? z tego co piszesz to
                                                juz Cie opuszczal ? nie no jak w takiej sytuacji maz opuszcza zone
                                                to to juz jest strasznie nienormalne.. ale on chyba nie byl dla
                                                Ciebie zbyt dobry z tego co piszesz. Moze on przestraszyl sie
                                                ojcostwa... Bardzo wspolczuje ale masz miec dziecko wiec musisz sie
                                                trzymac dla dziecka. Pozdrawiam Cie. Ale dran, no slow nie mam po
                                                prostu.
                                                • aniaalicja Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 22:43
                                                  Hej, to wszystko prawda co piszesz, o strachu przed ojcostwem to raczej nie
                                                  myślę, bo mówił mi, że tak chce bym była w ciąży (w kłótni często dokuczał mi,
                                                  że nie jestem 'zdolna' mieć dzieci...i nawet zaczęłam się obwiniać), a dziś gdy
                                                  jestem on zaginął, najpierw zbeształ i czego wcześniej nie pisałam, ale też
                                                  uderzył:( Na dodatek to lekarz!!!
                                            • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 19:37
                                              Jedynaczko ! ja uwazam ze Twoja strategia olewania meza przynosi
                                              pierwsze skutki.. jak to on Ci chce pomoc ? to Ty go wogole
                                              obchodzisz ?? przypomnial sobie bo on Ci juz zwisa i on czuje sie
                                              zagrozony i niepewny. Nie ma juz placzacej zagubionej kobiety ktora
                                              sie prosi zeby maz zostal z nia tylko jest kobieta samodzielna ktora
                                              swietnie sobie rade daje bez meza ! Boze, jednak Ci faceci sa tacy
                                              sami wszyscy i trzeba z nimi krotko.. zobacz, jak tylko zobaczyl ze
                                              sie zmienilas - juz daje sygnaly ze sie interesuje Toba (bo to Tobie
                                              niby chce pomagac). Ja mysle ze jakbys go przytrzymala dlugo i nie
                                              dawala sie to moze on jednak cos przemysli wiesz. Ale nie mozesz ani
                                              na sekunde pokazac swojej slabosci. Oni tacy sa. Jak widza ze jestes
                                              im do niczgo nie potrzebny to beda zabiegac i sie prosic. To jest
                                              paradoks ale jednach chyba tak jest.. Ja ostatnio rozmawialam z
                                              mezem, bo musialam i sie wypytywal mnie o wszystko o to jak sobie
                                              radze, jak rodzina moja, jak w pracy czy czasem sie nie zapisuje na
                                              jakies zajecia... chociaz akurat moj maz to ma jak dla mnie dwie
                                              osobowosci wiec nie uznaje tego za objaw przemiany niestety.. ale
                                              gratuluje Ci ! zeby sie jeszcze tak prosil Ciebie ! a Ty pokazuj
                                              swoja sile nie slabosc. On nie musi Ci pomagac, SAMA sobie
                                              pomagasz ! Ja bym ta sytuacje odebrala pozytywnie. Niestety
                                              problemem sa tu uczucia syna do ojca. Maly jest juz na tyle duzy ze
                                              ma silne emocje i faktycznie moze teraz nienawidziec ojca ale to z
                                              rozpaczy za opuszczenie. Mezowi mow zawsze ze namawiasz dziecko na
                                              kontakty z nim. Mysle ze nie ma co dziecko zmuszac do kontaktow z
                                              ojcem, syn tez musi na swoj sposob sobie poukladac wszystko w
                                              glowie, o tyle trudniej ze to jeszcze dziecko i na pewno beda nim
                                              targaly bardziej ekstremalne uczucia, typu nienawisc, rozpacz itp. Z
                                              doroslym jest inaczej. Okazuj synowi tyle milosci ile to mozliwe i
                                              niech jezdzi do Twoich rodzicow. Jestem pewna ze go otocza wlasciwa
                                              opieka. A maz - dobrze mu powiedzialas ! jak chce to niech jedzie do
                                              syna !
                                              • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 20:51
                                                Selune111
                                                ja myślę, zę on poiiedział, ze cghce mi pomóc nie dlatego, z eniby chce to jego
                                                tatktyka - ja w każdemu mówię, ze jest jaki jest wie, ze mam egzamin bardzo
                                                ciężki, wszystko na mojej głowie. Jemu chodzi aby sie wybileić potem powie
                                                mówiłem jej, ze jej pomoge ale nie chciała. I nie będę chciała mam nadzieję
                                                nigdy - taka pomoc niech sobie wsadzi w tyłek. Jeszcze on mnie będzie prosił o
                                                pomoc. Wiecie co ja go normalnie momentami nienawidzę. W nocy z poniedziałku
                                                miałam koszmary w nocy, 3 sny z udziałem mojego męża każdy taki sam w których
                                                mówi mi prosto w oczy ,,nie kocham cie i nigdy nie wrócę" po każdym z nich nie
                                                mogłam usnąć gdy to sie udało budziłąm się po kolejnym a potem znowu i rano jak
                                                mi przyszło pójść do pracy to myslałam, ze zwariuję - takich jazd z jego
                                                udziałem to ja nie miałam:)
                                                Uważam, ze skoro syn nie chce to go chyba nie będę siłą zmuszać to mąż powinien
                                                go prosić o spotkania niech się troche on postara ale cóż wielki pan sie nie
                                                zniży to próśb... zobaczymy jeszcze kiedyś go czeka taka rozmowa z synem (gdy
                                                ten bezie większy), ze na pewno nie będzie mu wesoło. Moi rodzice powiedzieli,
                                                ze jakby chciał to może do nich przyjechać do małego - oni nie mają nic
                                                przeciwko no ale cóż wiemy dobrze, ze on tylko dzwoni po to aby zapytać a jak
                                                dziecko mówi nie a ja mówię chcesz to przyjedź to on i tak nie przyjeżdża a ja
                                                mu już na szczęście zaproszenia i czerwonego dywanu nie będę rozkładała, ani
                                                prosiła ani płakała. Mam to w nosi . Niech sobie daje radę sam w końcu jak
                                                uważa, że ,,jestem udana" no to jestem.
                                                Dzięki dziewczynki kochane.
                                                • jedynaczka28 do aniaalicja 11.11.09, 20:53
                                                  Współczuję Ci bardzo.
                                                  Kolejny patałach sie trafił.
                                                  Kurcze ja nie wiem co z nimi sie dzieje, przeciez to jest już jakaś plaga tej
                                                  patologii.
                                                  Ty musisz być dzielna - wiem, że łatwo powiedzieć a trudniej zrobić ale nosisz w
                                                  sobie maleństwo, musisz żyć dla niego i mysleć o sobie też dla niego. Wszystko
                                                  sie ułoży:)
                                                  Trzymaj sie cieplutko:)
                                                  • jedynaczka28 Re: do sellune111 11.11.09, 20:59
                                                    A jak Ty sobie dajesz radę z tym panem od dwóch osobowości. Na pewno jest ciężko
                                                    ale widzę, że masz już inny tok myślenia, już CI pewnie jest ciut łatwiej i
                                                    dajesz radę/:) mam nadzieję, ze tak jest i trzymam kciuki za szczęście:)Czyżby
                                                    mężuś jakiegoś oświecenia chwilowego doznał?
                                                    Pozdrawiam i miłego wieczorku Wszystkim.

                                                    Przepraszam za błędy ale zawsze się spieszę.
                                                  • selune111 Re: do sellune111 11.11.09, 21:16
                                                    Dzieki, tak sobie daje rade. Nie sadze aby on dostal jakiegos
                                                    olsnienia.. wczoraj to tak plakalam ze szok, ale glupia jestem,
                                                    patrzylam sie w jedno zdjecie i tak mi bylo przykro.. choc wiem ze
                                                    on nie byl dla mnie dobry i ze to jest przypadek baaardzo ciezki bo
                                                    uparty i skoncentrowany na sobie, zzyty tylko i wylacznie ze swoja
                                                    rodzina. On nie wybiera mnie na pierwszym miejscu, zawsze byli
                                                    wazniejsi ode mnie a ja sie oklamywalam glupia. On jest po prostu
                                                    niedobry i ma serce z kamienia, nie pokazuje swoich uczuc, wrecz mi
                                                    kiedys powiedzial ze on by bardzo chcial aby po nim nie bylo widac
                                                    zadnych uczuc... no czy to normale ?? ja jestem przeciwienstwem.
                                                    Wiem ze dla niego na pierwszymmiejscy choc on nigdy tego nie przyzna
                                                    i sie wyprze jest jego... mama. Milczaca i wymuszajaca pewne rzeczy
                                                    na nim, ale niestety on jest zaklamany w tej kwestii. To nie jest
                                                    normalne, dla meza liczyc sie powinna jego zona na pierwszym
                                                    miejscu. A on mi strasznie chce pokazac ze on ma na kogo liczyc poza
                                                    mna i ze ma wsparcie. To jest idiotyczne.
                                                  • jedynaczka28 Re: do sellune111 11.11.09, 21:26
                                                    To dobrze, że dajesz radę. Jeśli chodzi o to, ze płakałaś - to sama wiem jak
                                                    czasem trudno się powstrzymać. Ale nierealne jest aby zapomnieć po 5 minutach,
                                                    tak się nie da - gdy się kogoś kochało, a nawet jak się nie kochało to wiadomo,
                                                    ze człowiek się przyzwyczaja i potem jest ciężko. Ja uważam, że czasem jest
                                                    dobrze wyrzucić z siebie wszystko płacząc - o by tylko nie za długo:) TO JEST
                                                    NORMALNE A NIE NORMALNI SĄ ONI:)
                                                    Jak facet wybiera na pierwszym miejscu matkę niż żonę to to jest chore i ja nie
                                                    zgadzam się z powiedzeniem takim jakie kiedyś usłyszałam, ze jak facet kocha
                                                    matkę to tak samo będzie kochał żonę i będzie dla niej taki dobry. Jak facet
                                                    kocha bardzo matkę i nie może się pogodzić z tym, ze ona powinna być na drugim
                                                    planie to to jest chore. On założył już nową rodzinę z Tobą - TO TY powinnaś być
                                                    najważniejsza - rozumiem to doskonale bo mój teraz też wybrał mamusię a ja jak
                                                    sobie ja przypomnę jak ona do niego mówiłą zdrobniale po imieniu to mi się chce
                                                    przepraszam ale rzygać:)

                                                    Obym nigdy nie była taką teściową jak moja tak mi dopomóż Panie Bożę:)
                                                  • aniaalicja Re: do aniaalicja 11.11.09, 22:37
                                                    :( siedzę przed tym komp. i patrzę co tu nowego, dziękuję za odzew, zajrzę tu
                                                    niedługo, jutro mam usg i wiadomo martwię się, bo strasznie przeżywam rozstanie
                                                    i dziecko na pewno to czuje,a on mści się na mnie i milczy, ale TY znasz to i
                                                    wiem, że rozumiesz jak mnie to boli...teraz czuję jeszcze jakieś boleści w
                                                    brzuchu, nerwy...:(tylko zwierzę ,powiem tak dobitnie:"zrobi dziecko" i
                                                    odejdzie!I to mąż?
                                                • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 21:21
                                                  skoro tak mowisz to pewnie tak jest. jesli on tylko po to to mowi to
                                                  znaczy ze jest skurczysynem po prostu. masz dobrych rodzicow widze.
                                                  wogole Twoje stosunki z tesciami i zachowanie Twojego meza
                                                  przypomina mi moja sytuacje.. nie dawaj sie im !
                                                  • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 21:31
                                                    Jest jaki jest a ja byłam głupia i ślepa, ze od poczatku nie pomyslałam, ze on
                                                    będzie podobny do swoich rodziców, z eto nie możliwe a przyznam się, ze dużo
                                                    osób co ich znało tak mówiło, ze oni nie są normalni szczególnie matka - mówili
                                                    tak znajomi, osoby z mojej rodziny - nie moi rodzice, nawet ich znajomi i
                                                    sąsiedzi ale ja byłam głupia w sumie to nie głupia zakochana i swiata poza nim
                                                    nie widziałam a on kurwa poza mną... teraz mu coś przysłoniło ten świat albo
                                                    mózg mu sie skurczył.
                                                    Ja rodziców mam kochanych i ta sytuacja pokazała mi jak bardzo mnie kochają i
                                                    swojego wnuka. Czasem mi przykro, ze wcześniej nie miałąm dla nich dużo czasu bo
                                                    miałam mężą i oni zawsze mnie rzoumieli. Jak życie potrafi się dziwnie ułożyć i
                                                    pokazać kto naprawde jest Twoim przyjacielem.

                                                    Będzie dobrze ja marzę wręcz aby im pokazać jak daleko zajde bez niego ile
                                                    osiągne i ja to im pokarzę:))))
                                                  • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 21:54
                                                    JA tez teraz zaluje duzo rzeczy, m.in tego ze nigdy nie miala czasu
                                                    dla rodzicow bo zawsze bylam z mezem i on sie dla mnie liczyl,
                                                    chcialam byc tylko z nim.. spedzalam czas tylko z nim, taka bylam
                                                    slepa i zakochana. On sie do tego nie przyzna ale jego mama ma na
                                                    niego ogromny wplyw i on sie sugeruje tym co ona powie, dlatego
                                                    mowie ze ona jest na pierwszym miejscu. Nie no ja w sumie nie chce
                                                    czegos takiego. on sie wypiera tego i mowi ze to ja jestem zzyta za
                                                    bardzo z rodzicami. wogole to szczerze mowiac popieprzone to
                                                    wszystko, przepraszam za wyrazenie. Ja to zawsze oczekiwalam od
                                                    niego postawy samodzielnej i traktowania nas jako najwaznieszych, bo
                                                    przeciez zalozylismy rodzine.. kilka razy mi udowodnil po
                                                    przyjezdzie z domu ze mial takie teorie na temat swoich roszczen i
                                                    patrzenia na swiat ze bylam pewna ze to nie jego tok myslenia tylko
                                                    jego mamy... dramat. ja nie wiem, ale ja sie juz w tym momencie do
                                                    tej kobiety nie przekonam, chcialam i mowilam - przyjezdzajcie
                                                    czesciej, miejmy lepszy kontakt, nie to nie, ja teraz na pewno nie
                                                    bede taka jak wczesniej. to doswiadczenie bardzo mnie zmienilo. no i
                                                    nadal czekam na werdykt meza czy on mnie jeszcze kocha czy tez juz
                                                    nie... czy to nie chore. przeciez ja go powinnam kopnac w dupe po
                                                    prostu !
                                                  • wwwybredna Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 22:31
                                                    Ja już nie wiem co gorsze...Moja teściowa jest naprawdę dobrą
                                                    kobietą i pomaga mi.Z drugiej strony przyjęła syna gdy nagle sie ode
                                                    mnei wyprowadził i nie ma chyba siły lub nie chce żeby sie
                                                    wyprowadził.
                                                    Mąż też jest miły, nie mogę narzekać...
                                                    I jest mi chyba jeszcze trudniej uwolnic się od uczucia do niego bo
                                                    naprawdę nie mogę narzekać na jego zachowanie:(
                                                    Tak źle i tak niedobrze:(((
                                                  • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.11.09, 10:17
                                                    jedynaczka28 napisała:

                                                    > Będzie dobrze ja marzę wręcz aby im pokazać jak daleko zajde bez
                                                    niego ile
                                                    > osiągne i ja to im pokarzę:))))


                                                    i tak z penościa będzie, bo masz siłe napędowa w postaci syna,
                                                    wsparcia rodziców i checi pokazania swiatu na co Cię stać:)
                                                • aniaalicja Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 22:48
                                                  Czytałam Twoją historię i wpisy i czuć zmianę w Tobie, nie da się tego dziada
                                                  (przepraszam) zapomnieć, ale jesteś chłodniejsza i silniejsza i może to, że choć
                                                  nic z tego nie wynika, ale on próbuje jakiegoś kontaktu, to to daje Ci satysfakcję.
                                                  • aniaalicja Re: pomocy zostawił mnie mąż 11.11.09, 23:01
                                                    Jedynaczko28 to był post do Ciebie(22:48), czytałam też Selune i widzę, że w
                                                    podobnym klimacie jesteśmy...
                                                  • wwwybredna Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.11.09, 00:02
                                                    Aniaalicja -doskonale wiem co czujesz.Mąż powiedział ,że mnie nie
                                                    kocha gdy byłam w 6 m-cu ciąży.Wyprowadziłam się,a on po kilku
                                                    miesiącach zaczął prosić żebym wróciła.
                                                    Teraz córka ma 5 lat i mam powtórkę z rozrywki,tylko dziecko
                                                    bardziej cierpi bo jest starsze.

                                                    P.S.Właśnie skończyłam pakować większość jego rzeczy!
                                                  • aniaalicja Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.11.09, 13:54
                                                    Dziś ponoć mój jeszcze mąż powiedział właśnie właścicielowi mieszkania które
                                                    wynajmowaliśmy, że nie obchodzi go ani dziecko, ani ja.Oszaleję z bólu, tyle
                                                    razy słyszałam, że marzy bym w końcu była w ciąży, a teraz jestem zwykłym
                                                    śmieciem dla niego. Wyję ratunku, ale przecież tu nic i nikt nie pomoże, nie
                                                    chcę już żyć:(
                                                  • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.11.09, 14:24
                                                    Dziewczyny jak Wy cieripcie przez takich idiotów, szkoda Nas
                                                    wszystkich.Czasami myślę, że może i lepiej być w życiu wyrachowaną
                                                    suką, ale jakie wartości wtedy przekażemy naszym dzieciom? Bo takie
                                                    idą po trupach, bez sumienia. Jak wogle można zostawić swoją żonę w
                                                    ciąży?to zwierzęta troszczą się o swoje potomstwo. Niestety technika
                                                    idzie do przodu, internet, portalowe randki.Jak jest jakiś zgrzyt w
                                                    domu, to po co rozmawiać?,przecież w każdej chwili można zabrać
                                                    swoje zabawki i powiedzieć:zabawa w dom już mi się znudziła, tam już
                                                    czeka następna pani co niema żadnych wymagań. Trzymajcie się
                                                    dziewczyny cieplutko!
                                                  • wwwybredna Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.11.09, 14:25
                                                    Aniaalicja!!
                                                    Trzymaj się!Wiem,że ciezko ,ale nie daj się!
                                                    Napisalam do Ciebie na pocztę -odezwij sie!
                                                  • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 12.11.09, 14:39
                                                    aniaalicja
                                                    teraz jest Ci bardzo cięzko, ale z czasem ból bedzie coraz mniejszy,
                                                    az w końcu zniknie, a przed Toba naprawde fajne chwile z dzieckiem

                                                    musisz zacząć myslec, że teraz masz dla kogo zyc- nie facet wazny,a
                                                    dziecko:)
                                                  • jedynaczka28 jazda popisowa 12.11.09, 19:42
                                                    Dziś zadzwonił do syna z zapytaniem czy moze przyjść, syn od razu zaczął
                                                    krzyczeć, ze nie - ja wzięłam słuchawke i zapytałam kiedy mi da pieniędze bo juz
                                                    minęło 5 dni a on jeszcze mi ich nie dał. On zaczął mi się śmiać do telefoni i
                                                    drwić ze mnie. Powiedział do syna, ze przyjdzie. Przyszedł położył mi 200
                                                    zlotych i powiedział, ze reszte przeleje mi jutro na konto (daje mi miesiecznie
                                                    600 złotych). Ja mu powiedziałam, z eprzecież zdaje sobie sprawę z tego, ze ma
                                                    dziecko i skoro je ma to powinien je utrzymywac z e mną a on do mnie, zę on nie
                                                    myślał o tym aby mieć dziecko:) Powiedział mi, z ebył u adwokata, ze ja za dużo
                                                    chcę pieniedzy, z eon mi będzie dawał 400 złotych. BO on musi sie dokąłdać
                                                    rodzicom do czynszu i sam tez musi żyć. Boze ja teraz pisząc to wyję z tego
                                                    jaka ja jestem głupia czemu nie złożyłam o te alimenty - pewnie dlatego, ze
                                                    łudziłam się, ze on wróci ale nie on nie wróci on mnie nienawidzi. Dziś wiem, ze
                                                    to definitywny koniec - on żaluje pieniędzy własnemu dziecku. Mówi mi ja wiem, z
                                                    ety masz pieniadze, tobie to pomagają.
                                                    Potem przy dziecku zapytał dlaczego nie złożyłąm pozwu o rozwód? kiedy to
                                                    zrobię, żeby,m sobie złożyła o alimenty jak chcę je dostawać a on skaład o
                                                    widzenia z dzieckiem - bo ja mu to utrudniam. Gdy ja powiedziałam, zeby sam
                                                    sobie złożył o rozwód to on mi na to że złoży bo on chce w nowym roku mieć
                                                    uregulowane sprawy, moze założy nową rodzinę - mówił to wszystko przy synu:) jak
                                                    to powiedział to wyszłąm z pokoju bo chciało mi sie wyć ale dałam radę tylko
                                                    teraz wyję i boję się, ze się znowu załamę, nie zdam egazaminu wogóle koszmar.
                                                    Syn płącze, mówi, ze go nienawidzi. Pyta czy on będzie miał nową żonę. Ja go
                                                    zapytałam czemu jego rodzice do dziecka nie przyjdą a on, ze nie bo mnie nie
                                                    lubią. Jestem wredną intrygantką:) On gdyby wiedział, ze ja taka będę to by nie
                                                    miał ze mną dziecka. Nie wie jak tyle czasu wytrzymał ze mną. Jego rodzice nie
                                                    przyjdą do dziecka bo ja tu jestem a ja powiedziałam kiedyś do niego, że oni są
                                                    źli - powiedziałam prawdę.
                                                    Mówi mi nawet byś się nie spodziewała ale ty myślisz że ciebie wszyscy kochają a
                                                    tak nie jest - ty nie wiesz jak jest naprawdę. Ty masz swoje głupie
                                                    przyjaciółeczki:)Zadzwoniął moja mama i ja jej powiedziałam kilka zdań do
                                                    telefonu i sie rozpłakałam a on pożaliłąś się mamusi. Znowu zaczął do mnie że
                                                    mam mu oddać pieniądze, bo on inwestował w mieszkanie, a nic z niego nie wziął.
                                                    Wychodząc powiedział do syna nigdy do tego domu już nie przyjdę bo mama robi
                                                    sceny a syn to ty je robisz. Wziął jeszcze z pokoju dziecka wieże nigdy nie
                                                    używaną i poszedł. A ja siedzę i wyję. Zadzwoniłą moja mama i tak mnie
                                                    opieprzyłą na co ja czekam, on sie nie zmieni, i tak nie wróci mam zrobić
                                                    porządek z tym, wziąśc się w garść a ja nie mam na nic siły - nie chce mi się
                                                    żyć. Mam dosyć. Kurwa mać co ja takiego zrobiłam. Tak bardzo się starałam
                                                    panować nad tą sytuacją ale to jest silniejsze, siedzę i wyję zamiast się uczyć.
                                                    Dalczego on to robi teraz kiedy ja mam być silna, mam zdać egzamin - ja mu tego
                                                    nie wybaczę.
                                                    Przepraszam jak zwykle za błędy:)
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 12.11.09, 19:42
                                                    Czy uważacie, ze 600 złotych to dużo jak na alimenty????????????????
                                                  • selune111 Re: jazda popisowa 12.11.09, 20:10
                                                    Ja nie moge, to jest taki skurwiel ze szok ! on Ci powiedzial ze
                                                    moze zalozy nowa rodzine ??? no to wszystko jasne.. skladaj o
                                                    alimenty !!! nie dawaj sie, rodzice maja racje, dobrze Ci radza.
                                                    Boze jak ja Ci wspolczuje, ale teraz to juz nie mozesz miec zludzen,
                                                    musisz sie nastawic na walke i to ostra bo widze ze ten czlowiek to
                                                    DNO moralne i on wszystko zrobi zeby Cie zniszczyc i jego rodzina
                                                    tez ! sluchaj rodzicow, masz dziecko, tego palanta olej, jeszcze Ci
                                                    sie zycie ulozy zobaczysz. 600 zl to kwota po prostu smieszna.. no
                                                    ja mu zycze wszystkiego najgorszego od dzis.. nie mysl ze on sie
                                                    zmieni lub wroci. musisz to przemyslec na chlodo, strategicznie, TY
                                                    i dziecko musicie wyjsc z tego calo ! wyzbadz sie emocji i stlum w
                                                    sobie chec jego powrotu. Mysl o sobie i dziecku. Bo ten facet to nei
                                                    czlowiek.
                                                  • selune111 Re: jazda popisowa 12.11.09, 20:21
                                                    a wogole t Ty skladaj o te alimenty szybciutko ! i to jak
                                                    najwieksze. a rozwod mu utrudniaj jak najdluzej. Co za gnida z tego
                                                    dupka !
                                                  • marg85 Re: jazda popisowa 12.11.09, 23:00
                                                    jak za pierwszym razem przeczytalam twoja historie to pierwsze co mi przyszlo do
                                                    glowy to to ze powinnas wziac rozwod jak najszybciej ale po ostatnim rwoim
                                                    poscie i o tym co powiedzial o nowej rodzinie to powiem ci ze nie ulatwiaj mu zycia
                                                    ten facet cos ukrywa i na bank ktos mu maci w glowie
                                                    a druga opcja to to ze jest nienormalny
                                                    trzymaj sie i powodzenia na egzaminie
                                                    nim nie ma sie co przejmowac
                                                  • bell-a30 Re: jazda popisowa 13.11.09, 07:59
                                                    Cześć Dziewczyny! Tak jak myślałam sprawdziły się moje
                                                    przypuszczenia, dlatego prosiłyśmy Cię Jedynaczko z tymi alimentami.
                                                    Ale nic straconego, skłądaj teraz, tylko przygotuj się odpowiednio
                                                    do tego pozwu, zbieraj rachunki za wszystko: zajęcia dodatkowe,
                                                    leki, obozy, kolonie, za to nie musisz mieć rachunków bo dopiero
                                                    planujesz wysłać dziecko, ubrania, wszystko co przychodzi Ci do
                                                    głowy. On z kochanicą poprostu ułożył sobie plan, zapłacić jak
                                                    namniej i jeszcze oskubać Cię z kasy. Zobaczysz jak będzie szalał
                                                    jak coś pójdzie nie po jego myśli. Ale gorzej już być nie może.
                                                    Trzymaj się!
                                                  • bell-a30 Re: jazda popisowa 13.11.09, 08:36
                                                    Apropo alimentów, to nie jest dużo. Moje koleżanki dostają o wiele
                                                    więcej. Dlatego walcz dla synka!
                                                  • boskiebuenos Re: jazda popisowa 13.11.09, 10:14
                                                    Składając pozew o alimenty spróbuj ciosu poniżej pasa: jeśli daje Ci kasę gotówką w domu - wyprzyj się! Powiedz w sądzie, że nie dawał ani grosza i wnosisz o wyrównanie od czasu, kiedy synek powoztaje tylko z Tobą i na Twoim utrzymaniu.
                                                    Nie przywitałam się - więc witam! Przejrzałam cały wątek i gratuluję przemiany! Sama sporo przeszłam, sprawdziłam na własnej skórze wszystkie głupstwa, jakie mozna zrobić dla faceta, i mówię teraz z całą stanowczością - nie warto walczyć o taki związek. Będzie Ci ciężko, będziesz perzżywać jeszcze wiele wątpliwości, rozterek, ciężkich chwil, ale nie daj się! Nie warto.
                                                    I nic go nie proś i niczego nie ułatwiaj.
                                                    Jak złożył pozew rozwodowy, to dobrze! Jak mu się spieszy - jeszcze lepiej! Ty trzymaj się linii, że Ci na rozwodzie nie zależy, a nawet, że kochasz męża, nie wyobrażasz sobie bez niego życia, gotowa jesteśmu wszystko wybaczyć, również dla dobra dziecka. Nie zgadzasz się na rozwód!!! Takie posawienie sprawy może spowodować, że sąd sprawę odwlecze w czasie. A na tym mu nie zależy, prawda? Więc masz asa w rękawie! Podyktuj mu warunki, jaie musi spełnić- wyższe alimenty, sprawa rozwodowa połączona z korzystnym dla Ciebie podziałem majątku... no wrzuć wszystko, co Ci przyjdzie do głowy. Na kolejną rozprawę macie szanse przyjść ze spisana ugodą i wtedy nie będziesz utrudniać i zgodzisz się "zwrócić wolność ukochanemu mężowi".
                                                    W tych sprawach nie unoś się honorem! Masz dziecko i o nie walcz!
                                                    Pamiętaj, od razu dziel majątek!
                                                    Nie wstydź się mówić przed sądem, jak bardzo go kochasz, nawet graj przesadnie! Po wyjściu z sali traktuj gnoja, jak powietrze, ale w sądzie - liczy się wrażenie!
                                                  • aneta-skarpeta Re: jazda popisowa 13.11.09, 12:40
                                                    boskiebuenos napisała:

                                                    > wyprzyj się! Powiedz w sądzie, że nie dawał ani grosza i wnosisz o
                                                    > wyrównanie od czasu, kiedy synek powoztaje tylko z Tobą i na
                                                    Twoim utrzymaniu.
                                                    >
                                                    Ty
                                                    > trzymaj się linii, że Ci na rozwodzie nie zależy, a nawet, że
                                                    kochasz męża, nie
                                                    > wyobrażasz sobie bez niego życia, gotowa jesteśmu wszystko
                                                    wybaczyć, również d
                                                    > la dobra dziecka. Nie zgadzasz się na rozwód!!! Takie posawienie
                                                    sprawy może sp
                                                    > owodować, że sąd sprawę odwlecze w czasie. A na tym mu nie zależy,
                                                    prawda?


                                                    generalnie ja suka nie jestem, ale soryy jak on jest takim ch.jem to
                                                    bym tak własnie zagrała

                                                    mój maz tak zagrał raz w sądzie, ze mial kochanke, a mówił ze kocha,
                                                    ze chce ratowac, wiec sedzinie az sie oczy zaświeciły. co prawda
                                                    poszlismy do tej poradni ( pisałam o tym), ale to moze i lepiej dla
                                                    synka bedzie jakbyscie poszli, a jak kiedys cos to bedziesz miala
                                                    opinie psychologa jakim jest kretynem ten facet i jak reaguje na
                                                    niego dziecko


                                                    co do tej przesadnej gry- z pewnoscia nerwy jedynaczce i tak puszczą
                                                    i powie, ze ona cierpi i ze jest jej zle i nie rozumie itd

                                                  • aneta-skarpeta Re: jazda popisowa 13.11.09, 12:33
                                                    jedynaczka28 napisała:

                                                    > Czy uważacie, ze 600 złotych to dużo jak na
                                                    alimenty????????????????


                                                    to ne jest wcale duzo
                                                    moj co prawda placi 400- ale mam sytuacje taka ze moge sobie na to
                                                    pozwolic, a i tak wiem, ze wiecej nie wyszarpie, bo to z trudem
                                                    robie:)

                                                    ale moj kolega z pracy płaci 1000 zł i wcale jakos masakrycznie nie
                                                    zarabia

                                                    i mysle ze 1000 zł to jest ok, bo trzeba uwzglednic skzole,
                                                    jedzenie, kosmetyki, ubrania, zajecia dodatkowe, prad, wode,
                                                    mieszkanie, wakacje bla bla bla

                                                    a przeciez czym wyzesze alimenty, tym zycie dziecka lżejsze:)
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 15.11.09, 10:13
                                                    Dzięki dziewczyny za rady, powinnam starać się o jak najwyższe alimenty po to
                                                    aby zapewnić jak najlepsze życie dziecku - ja musze o tym myśleć bo tatusia to
                                                    nie interesuje. Jak ja sobie pomyśle o tym co on mówi np. ja to nie myslałem o
                                                    dziecku to mnie szlag trafia bo nie tak dawno prosił mnie o drugie dziecko, tak
                                                    bardzo je chciał... szybko mu sie odwidziało. Dla mnie to on ma kogoś i dletago
                                                    teraz mnie nie nawidzi albo jest choory psychicznie. A ja niepotrzebnie
                                                    rozpamietywałam cała ta sytuację i tylko cierpiałam i dziecko razemn ze mną. Od
                                                    czwartku do syna nawet nie zadzwonił, nie obchodzi go to czy ja moge się uczyc
                                                    do egzaminu równoczesnie zajmując się dzieckiem czy tez nie mogę. TO nie jego
                                                    sprawa. W pietek przelał mi peniędze o dziwo - czyli jego gadanie było po to aby
                                                    mnie sprowokować, poniżyć i upodlic kolejny raz. Pokazać, ze jestem od niego tak
                                                    bardzo zależna. Jak on sobie tak myśli to na prawdę wreszcie sie przekona jak na
                                                    tym wyjdzie. Dla mnie to jest nienormalne kurcze on synka bardzo kochał, razem
                                                    spędzali dużo czasu a teraz jest pochłonięty nie wiem czym mamą i tatą? przeciez
                                                    tu głupie...
                                                    Ja wczoraj cały dzień sie uczyłam zaraz też uciekam do nauki juz nie mam siły a
                                                    nawet połowy nie umiem. Dobrze chociaż, że jakoś mogę sie skupić, oby dziś było
                                                    tak samo. Staram się nadal o nim nie mysleć sa momenty, ze ten pelant mi sie
                                                    przypomina ale od razu myśle o tym co złego zrobił i jakoś sie udaje. teściowie
                                                    nadal nie odezwali sie do wnuka.
                                                    Czasem zastanwiam się jak człowiekowi moze się coś nagle tak przestawić ale cóż
                                                    ja tego nie zrozumiem...

                                                    Pozdrawiam Was i życzę miłego dnia.
                                                  • selune111 Re: jazda popisowa 15.11.09, 12:14
                                                    Dokladnie, najgorsze jest to ze zyjesz z czlowiekiem, funkcjonujecie
                                                    razem, opowiadacie sobie o swoich problemach, macie wspolne plany a
                                                    tu nagle cos sie dzieje i maz ma zupelnie inny tok myslenia.. cos
                                                    sie stalo, nagle Cie nielubi, wrecz nienawidzi, i za co ? Ja
                                                    myslalam wczoraj o sobie i stwierdzilam ze moj maz byl wobec mnie
                                                    bardzo nieszczery. Ja mu mowilam otwarcie co mnie w nim denerwuje i
                                                    z czym mi jest ciezko, nie nosilam tego w sobie tylko rozmawialam z
                                                    nim, podawalam pewne przyklady i starlam sie mu przekazac ze ciezko
                                                    sie zyje z pewnymi cechami jego charakteru. On twierdzil zawsze ze
                                                    ja tez mam wady ale jemu to nie przeszkadza... po czym pewnego dnia
                                                    powiedzial ze sie wyprowadza bo juz dluzej tak nie moze zyc i on nie
                                                    wie czy mnie kocha. A Codziennie mnie o tym zapewnial co ciekawe !
                                                    czy to nie jest nieszczerosc ? mowienie przez tyle lat ze jest ok,
                                                    mimo ze sa klotnie a potem cos takiego ? ja zawsze go pytalam czy
                                                    czasem z jego strony nie ma do mnie zadnych pretensji i on nigdy nie
                                                    chcial o takich rzeczach rozmawiac. A mnie sie wydaje ze gdyby on
                                                    porozmawial ze mna szczerze to moze by nie doszlo do tego. Ale mnie
                                                    sie wydaje ze on mnie po prostu przestal kochac. Tylko po co mi
                                                    mowil cos zupelne innego ? dla mnie w tym momencie slowa nie maja
                                                    zadnego znaczenia a slowo kocham Cie zdewaluowalo sie do zera.
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 15.11.09, 12:45
                                                    Sellune rozumiem Cię bardzo - u mnie było identycznie, to ja zawsze mówiłam,
                                                    tłumaczyłam i tez dawałam przykąłdy. ON tez nigdy jak twój nie mówił nic, nigdy
                                                    nie narezkał, wręcz przeciwnie - każdy mówił on swiata poza Toba niewidzi. TO
                                                    jest chore, to znaczy to oni sa chorzy. Wiem, z esię obwianiasz za to, ze czegos
                                                    nie zrobiłaś i myślisz... ja tez tak robiłam i czasem robię.
                                                    Ale jednego mozesz byc pewna ty jesteś normalna to on jest nienormalny, to jest
                                                    chore. Wiesz co ja nie sądze aby on Cie nie kochał, na pewno CIe kochał gdy
                                                    byliście razem a że teraz tak sie tało no cóż faceci mają to do siebie, ze
                                                    ciężko ich zrozumieć, nie umieją otwarcie mówic o swoich problemach a potem gdy
                                                    sie coś skukuluje to nie wiedzą jak z tego wybrnąć i moz edla nich najlepszym
                                                    wyjściem jest rozstanie, ucieczka ja nie wiem. Ja starałam sie to zrozumieć
                                                    dlaczego. Skoro np. nie ma nikogo to dlaczego - więc dlatego, z ejst głupi, jest
                                                    trchórzem, znudział mu sie zabawa w dom, zachciało mu sie nowego życia, swobody
                                                    - więc skoro tak to prosze bardzo i powodzenia. Pamiętaj kiedys on to zrozumie,
                                                    na pewno tak będzie nie teraz za jakis czas, kiedy ty sobie już wszystko ułożysz
                                                    (i to bedzie najgorsze).
                                                    Ciebiue to boli, tęsknisz, nie rozumiesz, masz miłe wspomnienia - ja tez.
                                                    Widzisz oni tacy są że teraz nie pamietaja nic dobrego, krzywdzą dalej, poniżają
                                                    a my tak nie robimy my nadal pamiętamy to co dobre choć wiemy, ze powinnysmy sie
                                                    wypiąć całkowicie na to co robię.
                                                    Ja musze tak robic bo nie dałabym już rady. Ile ja za nim wylałam łez, to
                                                    koszmar gdy życie po tylu latach się wali. Ja na razie chce pokazać, ze dam
                                                    radę, jest nie najgorzej cieżko bo musze się uczyć a mi sie nie chce. Jak
                                                    pomyślę, ze po egzaminie musze się wziaść i coś zrobić z moim życiem to mi chyba
                                                    znowu nerwy puszczą. Nie wiem jak bedzie. Mieliśmy inne \plany a rozwód nawet mi
                                                    się w najczarniejzych snach nie przyśnił no ale... to nie ja i nie ty
                                                    podjęłayśmy ten wybór. My musimy tylko to znosić. Ale kiedyś przyjdzie czas na
                                                    nich i na pewno odczują to podwójnie.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 15.11.09, 12:54
                                                    Jeszcze tak sobie myślę i wiem o tym, ze żaden czas nie byłby lepszy ale skoro
                                                    miało mu odpierdzielić to lepiej teraz niż w wielku 40 lat:) pocieszam się, ze
                                                    jak sie rozwiodę będę miałą jeszcze 29 lat - jesli to moze być pociezajace.
                                                    Ty sellune też zwywnioskowałam, ze jesteś młoda dziewczyną więc całe życie przed
                                                    Tobą. Mamy nauczkę więc teraz moze być juz tylko z górki:)
                                                  • selune111 Re: jazda popisowa 15.11.09, 17:18
                                                    dzieki Jedynaczko za pocieszenie. dobrze jak ktos tak napisze. w
                                                    sumie masz racje ze jeszcze wszystko przed nami i mozna jeszcze cos
                                                    w zyciu osiagnac. szkoda mi jednak ze na starcie tak mi sie
                                                    popieprzylo w zyciu brzydko mowiac. no ale moze jednak sie ulozy i
                                                    moze bede jeszcze szczesliwa. miedzy mna a mezem na pewno dojdzie do
                                                    rozmowy na temat calej sytuacji bo on to zapowiadal. Dla mnie sa 2
                                                    scenariusze / tak mysle ze mi powie albo ze chce sie rozwiesc albo
                                                    ze chce jeszcze sprobowac ale na jego warunkach. tak mysle bo mu juz
                                                    mamusia nakladla do glowy wiele rzeczy nieprawdziwych. a on byl
                                                    takim nic nie mowiacym facetem zawsze. dla mnie to obludne. ja
                                                    jestem zawsze szczera i mowie to co mysle. ale okazuje sie ze moze
                                                    to tez nie jest dobre.. Ale on chce po prosru zebym zaakceptowala
                                                    wszystkie jego wady o ktorych juz pisalam wczesniej, nie wtracala
                                                    sie, byla samodzielna tzn jak chce cos zrobic to moge zrobic to sama
                                                    a on w tym czasie bedzie odpoczywal. nie wiem nie wiem nie wiem. a
                                                    to co mnie wkurzalo w nim to to ze on codziennie prowadzil tyle
                                                    rozmow telefonicznych ze swoimi rodzicami ile ja moze w ciagu 2
                                                    tygodni.. on jest wydaje mi sie psychocznie uzalezniony od swojej
                                                    mamy choc temu zaprzecza. on nigdy nie stanal po mojej stronie jak
                                                    ona byla np niemila dla mnie - nigdy z nia nie porozmawial w sensie
                                                    ze przeciez jestem jego zona i powinna mnie lepiej traktowac.
                                                    przyznal sie tez ze boi sie mamy... boi sie rozmawiac z nia na pewne
                                                    tematy. a teraz jak jest sam to jestem pewna ze mama mu tlumaczy
                                                    wszystko jak ma postepowac itp.. ja mysle ze jestem przegrana jesli
                                                    chodzi o ta sprawe a to dlatego ze moj maz po prostu nie dorosl do
                                                    bycia mezem i dla niego najwazniejsza jest jego rodzina a nie ja.
                                                    ale dla mnie nie powinno tak niestety byc jesli sie bierze slub.
                                                    Dzieki jeszcze taz Jedynaczko i trzymaj sie !
                                                  • jedynaczka28 sellune 15.11.09, 20:38
                                                    ,,ja myślę ze jestem przegrana jeśli
                                                    chodzi o ta sprawę a to dlatego ze mój mąż po prostu nie dorósł do
                                                    bycia mężem i dla niego najważniejsza jest jego rodzina a nie ja.
                                                    ale dla mnie nie powinno tak niestety być jeśli się bierze ślub" - wiesz co
                                                    twoje słowa są adekwatne tez niestety do mnie też jestem przegrana. Każda z Nas
                                                    będzie przegrana jeśli nasi mężowie będa mieli złych doradców.
                                                    ALE PAMIĘTAJ TERAZ WYDAJE CI SIĘ ŻE JESTEŚ PRZEGRZANA A TAK NAPRAWDĘ PRĘDZEJ CZY
                                                    PÓŹNIEJ TO ON BĘDZIE PRZEGRANY:)

                                                    Ja myślę sobie też, to nie jest tak, ze czemu na starcie sie tak stało - u mnie
                                                    po 11 latach bycia razem, po 10 latach ślub, mamy 9 letnie dziecko i Kochana
                                                    pomyśl, ze masz moze ciut lepiej nie masz z nim dziecka ja mam, dziecko które
                                                    kocham nad życie ale serce mi pęka jak pomyślę, ze jego tata niestety go nie
                                                    kocha tak mocno jak ja. Że brakuje mu taty, muszę mu go zastępować a logiczne,
                                                    ze tak do końca się nie da. Mam z nim tyle wspomnień, których nie da się
                                                    wyrzucić z pamięci bo jest dziecko i ono będzie mnie z nim zawsze łączyć i choć
                                                    bym chciała to nigdy tak naprawdę się nie uwolnię. Wiem, ze może mało to
                                                    pocieszające ale kiedyś zrozumiesz to co napisałam. Wiesz co jeszcze jedno może
                                                    u Ciebie nie do końca jest też aż tak źle..

                                                    Tatus po wizycie czwartkowej u syna kiedy to oznajmił, ze moze założy nową
                                                    rodzinę nie odezwał się do tej pory i jest spokój. Mogę się uczyć.
                                                    Miłego wieczoru:)
                                                  • selune111 Re: sellune 15.11.09, 20:56
                                                    masz racje Jedynaczko.. wiem dobrze o czym piszesz i faktycznie moze
                                                    ze mna nie jest tak zle. Jesli sie rozpadnie to moze ktos inny mi
                                                    jest pisany. Na pewno Twoja sytuacja jest bardziej dramatyczna ze
                                                    wzgledu na dziecko i nie ma co wogole porownywac.. Ja po prostu nie
                                                    wiem jak to teraz by mialo wygladac jakbysmy byli razem, z tym co o
                                                    n mi powiedzial na temat dzieci i jego mama.. ze nie powinnismy miec
                                                    razem dzieci na razie. dla mnie ona w nim wzbudza brak zaufania do
                                                    mnie i to jest dla mnie zle nastawianie go do mnie.. ale masz racje
                                                    ze moze nie jest tak zle. na razie jestem mloda i moze jeszcze
                                                    wszystko przede mna. Zycze Ci z calego serca zebys sobie poukladala
                                                    wszystko i zebyscie Twoj synek i Ty byli szczesliwi. Mysle ze mnie
                                                    rozumiesz doskonale, o co mi chodzi z ta rodzina meza itp. To jest
                                                    chore naprawde. No nic. tez bym chciala bardziej zajac sie soba,
                                                    rozwinac jakies zainteresowania, pokazac ze ja tez potrafie sama
                                                    zyc. Zobaczymy jak bedzie, moze nie tak njagorzej. NAjlepije to
                                                    jakby to wszystko przemyslal i swoje zachowanie wzgledem mnie ale to
                                                    tylko moje pobozne zyczenia. Pozdrawiam Cie i trzymajcie sie !
                                                  • wwwybredna Re: sellune 15.11.09, 21:22
                                                    Jakbym czytała swoją historię! Mój też nigdy nie narzekal ,a potem
                                                    nagle stwierdził ,ze ma tego wszystkiego dosyć i się wyprowadza...No
                                                    i mamusia też ma tu swój udział ,chociaż nie tak dramatyczny jak u
                                                    Was.
                                                    Pozdrawiam!
                                                  • anja.ltd Re: jazda popisowa 16.11.09, 16:20
                                                    Jakbym czytała swoją historię... Jestem (a raczej byłam; kurde, pomimo, że
                                                    upłynęło już trochę czasu, ciągle nie potrafię używać czasu przeszłego) ze swoim
                                                    mężem ponad 6 lat. Byliśmy zaręczeni 2 lata, zdecydowaliśmy się na dziecko.
                                                    Udało się bardzo szybko. Ten fakt jakoś zmobilizował nas do ślubu. Urodziła nam
                                                    się śliczna, zdrowa córeczka. Kiedy skończyła pół roku, mój mąż poinformował
                                                    mnie, że cały czas myśli o kimś innym, że ma bałagan w głowie, że chce być z
                                                    tamtą. Tak się miotał niecały miesiąc, po czym oznajmił, że zastanawia się, czy
                                                    nie odejść... Potem się wyprowadził, powiedział, że odchodzi, że jest to
                                                    nieodwołalna decyzja, że on 'PO PROSTU chce sobie ułożyć życie', ja mam zacząć
                                                    układać swoje, że 'nigdy nie wiadomo, kogo spotkamy na swojej drodze, kto da nam
                                                    szczęście, on o swoje będzie walczył' i jeszcze parę takich bzdur. Pomimo, że
                                                    nie mieszka z nami już ponad 2 m-ce, ja ciągle nie potrafię tego ogarnąć. I było
                                                    dokładnie tak, jak piszesz selune111 - on nigdy nie mówił, co go boli, co mu
                                                    przeszkadza. Ja nie miałam z tym problemów, fakt, może czasem podchodziłam do
                                                    pewnych spraw zbyt emocjonalnie, zbyt impulsywnie, ale przynajmniej bez ogródek
                                                    mówiłam co myślę, jeśli uznałam, że zraniłam - przepraszałam, nie bałam się tego
                                                    słowa. A nagle usłyszałam, że on tyle razy postępował wbrew sobie, że udawał (i
                                                    co jest najśmieszniejsze - ja powinnam wyczuć, kiedy on udawał; nie ma to jak
                                                    odwracanie kota ogonem)... Jego znajomość z tamtą przybrała na sile, zaraz po
                                                    tym jak urodziła nam się córka. Przecież to w niej powinien się zakochać i
                                                    poświęcać jej cały swój czas. Jak pomyślę jednak, że był wsparciem dla innej
                                                    kiedy ja tego potrzebowałam, to dostaję napadu szału... Tego dnia, kiedy mi
                                                    powiedział o TYM, powiedział też, że mnie kocha. Szybko mu przeszło... Nie
                                                    rozumiem, jak można być tak nieodpowiedzialnym... Żal mi dziecka, że będzie się
                                                    wychowywać w rozbitej rodzinie, że jej model rodziny będzie od początku wyglądał
                                                    inaczej. I choć kocham ją najmocniej na świecie, to czasem przychodzą momenty,
                                                    że żałuję, że ona nas będzie łączyć... Gdyby nie było dziecka, byłoby łatwiej
                                                    zacząć próbować żyć, a tak patrzę na nią i ryczę, bo nie wiem, jak można tak
                                                    skrzywdzić własne dziecko...
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 16.11.09, 17:50
                                                    anja.ltd Twoja historia tylko po raz kolejny potwierdza jakie dupki chodzą po
                                                    tym świecie, ja nie wiem czy oni są tacy slepi, coś im sie na mózg rzuciło...:)
                                                    cięzko to zrozumieć.
                                                    Nie martw się musisz być silna, tak jak każdy mi pisał, musi upłynąć trochę
                                                    czasu ale wszystko będzie dobrze zobaczysz. Wiem, ze cierpisz podwójnie tak jak
                                                    ja bo my też przeżywamy to co czują nasze dzieci. Musisz być silna dla córeczki
                                                    ja sie bardzo staram aby syn nie odczuł bardzo tej sytuacji. Ale miałam straszne
                                                    chwile i niestety on to widział. Ale nikt z nas nie jest robotem i mamy uczucia.
                                                    jest nam zal, przykro, jesteśmy rozgoryczone. TO nie tak miało być. Ja zawsze
                                                    myślałam, że jak ślub to już raz na całe życie, do końca życia razem. Ale cóż
                                                    życie płata figla i trzeba zacząć zyc dalej, wyciągnać z tego wnioski i nie dać
                                                    się , pokazać im jeszcze... Już to pisąłam ja i inni wiele razy. Oni kiedyś
                                                    rozumieją ale żeby było już dla nich za późno. Trzymam kciuki za siebie i Was
                                                    wszystkie dziewczyny:) jesteście madrymi dziewczynami i na pewno zasługujemy na
                                                    lepszych facetów, madrzejszych i rodzinnych co by nie było:) takich, którym nie
                                                    znudzi się zabawa w dom.Mój od jazdy, kiedy oznajmił, ze być moze załozy nowa
                                                    rodzinę nawet nie kontaktuje się z dzieckiem. Czyli spokoju ciąg dalszy - i tak
                                                    myślę, ze to cisza przed burzą w jego wykonaniu bo w moim na pewno. Ja pokażę co
                                                    potrafię po 30 listopada.
                                                    Pozdrawiam Was gorąco.
                                                  • anja.ltd Re: jazda popisowa 16.11.09, 22:51
                                                    Zdaję sobie sprawę, że tu czas ma dużo do zdziałania, ale jest trudno, bardzo
                                                    trudno... I trudno uwierzyć, że będzie dobrze, że jeszcze sobie życie ułożę. Nie
                                                    potrafię oswoić się z myślą, że zasypiam i budzę się u boku innego mężczyzny, bo
                                                    z tym było mi tak dobrze. Nie kumam jednego - po co decydować się na założenie
                                                    rodziny z kobietą, która nie spełnia oczekiwań? Czy faceci tak słabo (albo w
                                                    ogóle) nie znają siebie? Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nie sztuką
                                                    jest zmienić partnera, bo problem tkwi w nas/ nich samych. Jakimś pocieszeniem
                                                    jest dla mnie to, że skoro będąc ze mną nie mówił o tym, co go boli, tam ten
                                                    problem też się pojawi (no, chyba, że kocha tak bardzo, że aż tak się zmieni;
                                                    tylko nie chciałabym być błędem, który go czegoś nauczył).
                                                    Moja Zuzka jest jeszcze za malutka żeby zrozumieć tą sytuację. Chyba wolałabym
                                                    żeby była nieco starsza, żeby mogła już wyrobić sobie jakieś zdanie na temat
                                                    taty, żeby sama doszła do wniosku, że to, co robi tatuś jest złe, że nie można
                                                    tak po trupach iść do celu i krzywdzić tylu ludzi wokół... Ja - tak, jak Ty -
                                                    wierzyłam w słowa 'że cię nie opuszczę aż do śmierci'. A tak - jest to 'złe',a
                                                    on idzie na łatwiznę, zmienia model, nie próbuje, nie daje szansy, nagle już nie
                                                    kocha, odchodzi od żony i matki swego dziecka... I mam nadzieję, że kiedyś
                                                    zrozumie jaki błąd popełnił. Jakoś wierzę, że nie da się zbudować szczęścia na
                                                    nieszczęściu innych, chcę jeszcze w to wierzyć... I też próbuję się pocieszać
                                                    myślami, że po prostu na mnie frajer nie zasługiwał; osiągnął tyle, czego inni
                                                    mogli mu pozazdrościć, a jemu było mało; nie wystarczyło mu to do szczęścia...
                                                    Oj ciężko, ciężko... A tu zima idzie;)
                                                  • wwwybredna Re: jazda popisowa 16.11.09, 23:20
                                                    anja -małemu dziecku łatwiej jest przystosować sie do zaistniałej
                                                    sytuacji.
                                                    Mamy baaardzo dużo wspólnego -mój przestał mnie kochać jak jeszcze
                                                    byłam w ciąży mimo,że byliśmy razem od 5 lat...A moja córeczka to
                                                    też Zuzka:)
                                                    Potem wrócił ,a ja byłam taka szczęśliwa...
                                                    teraz znowu odszedł.Córka ma 5 lat i strasznie to przeżywa.Lepiej
                                                    byłoby gdyby nie wrócił...
                                                  • bell-a30 Re: jazda popisowa 17.11.09, 07:59
                                                    Cześć dziewczyny!
                                                    Na wstępie trzymajcie się cieplutko. Od mojej koleżanki, też
                                                    wyprowadził się mąż, po m-cu chciał wracać, lamentował,ale ona
                                                    stwierdziła że już nie chce. Dzieci odzyskały w końcu spokój
                                                    psychiczny, a i na odległość jest lepszym ojcem jak był na codzień.
                                                    Dziewczyny, to jest normalnie, jakaś plaga, ja znam co najmniej
                                                    kilka koleżanek co miały jakieś przejścia z mężami. To są poprostu
                                                    tłuki, idą na łatwiznę. Jak w domu coś się nie podoba to szukają
                                                    zaraz pani pocieszycielki, a takich jest pełno. Portale randkowe,
                                                    puby, przepełnione są takimi chętnymi, dobrymi. Na tym to wszystko
                                                    polega,jak by nie mieli z kim się pocieszać to na kota by się chyba
                                                    nie rzucili?Masakra, co się porobiło z tym światem.Ściaskam Was
                                                    mocno, trzymajcie się dziewczyny!Jedynaczko!po 30tym, daj mu tak
                                                    popalić z alimentami, aż mu w pięty zajdzie, pokrzyżuj mu trochę
                                                    plany!Niech się łajdaczy za pocieszycielki pieniądze.
                                                  • anja.ltd Re: jazda popisowa 17.11.09, 09:12
                                                    >małemu dziecku łatwiej jest przystosować sie do zaistniałej
                                                    sytuacji.
                                                    I właśnie dlatego żałuję, że nasze dziecko nie jest starsze, że nie potrafi
                                                    jeszcze nazwać uczuć i mówić, co czuje. Z tego powodu jemu też było łatwiej
                                                    odejść. W takim układzie Mała po prostu zaakceptuje tą sytuację jako standard -
                                                    czyli jest mama i jest ona, a tata próbuje ułożyć sobie życie z inną panią.
                                                    Szkoda w tym wszystkim dziecka, bo dlaczego ono musi cierpieć przez to, że tata
                                                    chce ułożyć sobie życie...
                                                    wwwybredna - Twój mąż odszedł do innej, czy był sam..? Długo to trwało zanim
                                                    wrócił..? Ja już chyba nie potrafiłabym żyć z moim mężem, usłyszałam tyle
                                                    przykrych słów, które wypowiadane były z taką obojętnością i zimnem, że do tej
                                                    pory trudno mi uwierzyć, że było go stać na coś takiego. Zresztą, on kocha inną
                                                    i dopóki z nią nie będzie to nie ma szans żeby się przekonał ile stracił. Mam
                                                    jednak wielką nadzieję, że przyjdzie dzień, w którym to do niego dotrze...
                                                  • bell-a30 Re: jazda popisowa 17.11.09, 11:34
                                                    Często słyszałam od znajomych, rodziny takich panów, że bardzo
                                                    żałują że stracili najbliższe osoby w ich życiu (żona, dzieci).
                                                    Bo niestety taka sielanka, jaką sobie wyobrażają z taką panią nie
                                                    trwa wiecznie.No bo ona zacznie mieć też w końcu wymagania, jak
                                                    poczuje stabilny grunt.Ale często finał jest taki że żony nie chcą
                                                    już takich delikwentów. Po co im odpady.Pozatym jak kobieta pozbiera
                                                    się po takim bólu i wstrząsie to jest o wiele silniejsza.
                                                  • aneta-skarpeta Re: jazda popisowa 17.11.09, 12:49
                                                    moj syn miał niespełna 1.5 roku jak sie rozstałam z mężem

                                                    Mój syn nie przezyl tego jakos drastycznie, bo i tak 99% czasu byl w
                                                    czasie małzenstwa ze mna, a tata srednio sie nagazowal w dziecko

                                                    natomiast zrobił sie po rostaniu straszna przylepa w stosunku do
                                                    mnie, ale byl sokojny...nie chcial za to jezdzic do taty, bo tata
                                                    sobie przypominal o dziecku raz na ruski rok

                                                    teraz ma 7 i ma ogromny dystans do taty. tata dał mu tele powodó do
                                                    rozczarowania ze wystarczyło, zeby "taty nie lubił", na szczęście ma
                                                    ojczyma, ktory kocha go jak własnego i jest ojcem na medal

                                                    moi znajomi z synem w tym samym wieku rozstali sie, gdy ten miał 4
                                                    lata

                                                    był siwatkiem awantur itd i wszystko pamietał, bardzo cierpiał z
                                                    powodu odejscia ojca, bo juz byl mocno zzyty z nim

                                                    i on faktycznie bardzo cierpiał

                                                    wiec Aniu oszczędziłam córce niepotrzebnych negatywnych uniezien

                                                    lepiej ze teraz sie rozstaliscie, a jak kiedys kogos poznasz, to
                                                    bedzie Ci łatwiej wprowadzic go do swojego zycia

                                                  • wwwybredna Re: jazda popisowa 17.11.09, 14:49
                                                    Mąż jak odszedł to nie mial nikogo,ale miesiac później znalazł sobie
                                                    pocieszycielkę,ktorą następny miesiąc poźniej kopnął w doopę bo
                                                    chciał wracać...Przetrzymałam go pól roku-chciałam jakoś odreagować
                                                    tą jego zdradę/niezdradę (bo przecież nie byliśmy razem)i chciałam
                                                    żeby sie upewnił,że chce wracać.
                                                    A teraz od nowa to samo...Bez sensu.
                                                  • aneta-skarpeta Re: jazda popisowa 17.11.09, 16:05
                                                    najlepsze sa powody, dla których szukaja pocieszycielki
                                                    - żona nie gotuje mi obiadów- szukam kochanki
                                                    - zona nie sprzata- szukam kochanki
                                                    - zona oczekuje ode mnie wsparcia i pomocy- szukam kochanki

                                                    ja np byłam mocno przemeczona gdy dziecko było małe, do tego miałam
                                                    duzo zalu do meza, wiec na figle mialam srednia ochote, a juz
                                                    napewno nie o 5 nad ranem;)..choc i tak uwazam ze było ok zwazywszy
                                                    na sytuacje

                                                    nie wpadł na to zeby mi pomoc, ale wpadł na to zeby miec kochanke;)

                                                    lek na całe zło:)

                                                    ale mój był najlepszy- chciał miec kochanki, ale nie rozumiał czemu
                                                    odchodzę i mimo ze psy na mnie wieszał ( takze po rozstaniu) to
                                                    jednak chciał zebym wrociła, ze sie zmieni bla bla bla- jego
                                                    rodzina uwazała, ze mi sie w głowie poprzewracało

                                                    jak mąż wydawał 2 pensje w ciagu miesiaca, z czego ja widziałam 1/2
                                                    pensji ( robil wszedzie dlugi) to tesciowa uwazala ze to moja
                                                    wina:>, jak pił, a pił od zawsze tylko tego nie wiedziałam, to tez
                                                    była moja wina, jak mial kochanki to moja wina, jak olewał rodzine
                                                    to moja wina, jak przytył to żle bo chore serce bedzie miał, a jak
                                                    schudł to go "głodziłam" i tak w kółko:)

                                                    a jak nie płacił alimetnów i miałam czelnosc miec pretensje to tez
                                                    moja wina i jestem wstrętna egoistka bez sumienia, myślaca tylko o
                                                    pieniadzach ( 400 zł na syna):)

                                                    teraz , majac nowego przyszłego męża i nowych tesciow doceniam tą
                                                    moja słodka nudę. Nikt sie mnie nie czepia, wszędzie jestem
                                                    chwalona, a jak mi sie nie chce czegos zrobic to jest " ok to
                                                    zamawiamy pizze" i nikt nie ma do mnie lawiny pretensji

                                                    Dziewczyny Wy nie slyszałyscie nic złego, zadnych pretensji, a mój
                                                    miał mi za złe że nie przyszedł na obiad i to była moja wina

                                                    teraz mnie to bawi, a kiedys chciałam wyc z bezsilności:)
                                                  • selune111 Re: jazda popisowa 17.11.09, 16:58
                                                    no niezle z tym obiadem aneta-skarpeta.. u mnie tez z odchudzaniem i
                                                    paleniem byly zawsze docinki. czy juz oduczylam meza palic.. kurde
                                                    az mi sie cos robi jak sobie przypomne. a gadalam mu o tym czesto
                                                    zeby przestal. ale on stwierdzil ze lubi i juz :-) a co do tych
                                                    pretensji to nie tak do konca, bo do mnie mial o to wychodzenie, ale
                                                    na koniec dal popis pretensji, chyba sobie przez kilka lat
                                                    przepowiadal zanim to wszystko mi powiedzial :-) mowilam juz o tym
                                                    malowaniu.. 2 lata proszenia a na koniec ze ja po prostu nie umialam
                                                    od niego tego wyegzekwowac.. ja mam czasem taka wscieklosc w sobie
                                                    przez to wszystko ze szok.. Tesciowa wiecznie niezadowolona,
                                                    poruszajaca zawsze tematy typu pogoda i dzwoniaca do synka
                                                    codziennie, do mnie nigdy. Nie no po prostu zyciowa porazka. jeszcze
                                                    moj maz mi przy swoich rodzicach powiedzial jak mialam zal ze zawsze
                                                    mi zalezalo a on mi nigdy tego nie powiedzial - "no skoro ci tego
                                                    nie mowilem to widocznie..." i to przy rodzicach swoich mi to
                                                    powiedzial. ja tez im powiedzialam prawde jaki on jest, a co ! to ja
                                                    mam byc po prostu opuszczona przez meza i nikt nie wie jaki on byl,
                                                    bo wszyscy mysla ze taki z niego swietny kumpel i synek kochany a ja
                                                    tylko go zniewolilam chyba, a prawde znalam tylko ja bo on ja
                                                    skrzetnie ukrywal. On mi takie rzeczy przykre przy innych potrafil
                                                    zrobic i powiedziec, np ze sie ze mna rozwiedzie ! i ja mu zawsze
                                                    wybaczalam wspanialomyslnie proszac sie jeszcze o przeprosiny. a on -
                                                    wyprowadzam sie i koniec, bo mi nie pasuje. ja jak mi nie pasowalo
                                                    to o tym mowilam i chcialam wsponie rozwiazac problem. owszem jak
                                                    sie klocilismy to czesto sobie bardzo przykre rzeczy mowilismy, o
                                                    rozwodzie tez, ale to bylo w klotni a on do swoich kolegow to
                                                    powiedzial.. ja nigdy o nim nie mowilma zle do nikogo ze znajomych
                                                    wrecz przeciwnie bo nie uwazam ze tak sie powinno robic nawet jak sa
                                                    problemy. I jak mu wypomnialam ze on takie rzeczy o mnie mowil a ja
                                                    nie mowilam zle o nim to mi powiedzial ze stwarzam zly obraz naszego
                                                    zwiazku czyli co ? ze jestem obludna? nie wiem czy tak kazdy
                                                    opowiada na zewnatrz o klotni z malzonkiem.. No widocznie on mnie
                                                    mial cale zycie w dupie jednym slowem a ja bylam glupia i naiwna i
                                                    nie moge sobie tego wydarowac. I on mi jeszcze mowi ze w innych
                                                    malzenstwach jest inaczej ! a wogole to plakac sie chce. zrobil ze
                                                    mnie i z mojej rodziny najgorszych ludzi. co wy o tym myslicie ?
                                                    moze to ja jestem nienormalna a on wporzadku ? juz czasem to nie
                                                    wiem co o tym mam sadzic.. :-(
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 17.11.09, 17:47
                                                    Kurcze dziewczyny czytając Wasze posty człowiek może się załamać, ze ,,ich" aż
                                                    tylu na tym świecie.
                                                    Anja wszystkie mamy rację, ciesz się, że on odszedł teraz, wiesz jak starsze
                                                    dziecko cierpi to tragedia jak dziecko pyta a ty nie wiesz co masz odpowiedzieć,
                                                    jak zamyka się w pokoju nie chce cię wpuścić,jest zamknięte w sobie, buntuje
                                                    się, płacze i błaga ojca o powrót - to jest tragedia. Tragedią jest to, ze
                                                    dzieci często w dorosłym życiu powielają zachowania rodziców. Starsze dziecko
                                                    widzi i potem może też tak zrobić - oby nie ale ... to jest życie. Pomyśl sobie
                                                    jak ty cierpisz a jak cierpi dziecko, któremu zawalił się świat, jest bezbronne,
                                                    straciło część siebie. To jest koszmar.

                                                    Ja mojemu nigdy nie wybaczę tego co zrobił naszemu dziecku, nigdy przenigdy.

                                                    Wczoraj podjechał na 10 minut zapytać syna czy może jutro przyjść syn, ze nie i
                                                    ja mu powiedziałam, ze nie chcę go oglądać do 30 listopada a on dobrze i pojechał.

                                                    Wiecie co ja mojego nie rozumiem nie ma go w domu 2 i pół miesiąca i on według
                                                    mnie i innych na prawdę nikogo nie ma - to nienormalne jest to po prostu
                                                    niewiarygodne. Nie wiem czy dało by się tyle czasu udawać. W końcu by się
                                                    wydało. Nie wiem co mam o tym myśleć. Jeśli nikogo nie ma to naprawdę znudziła
                                                    mu się zabawa w dom?
                                                    Ja go tak kochałam - może i nie jestem idealna ale nikt nie jest. Obiadków
                                                    codziennie nie było ale on nie miał o to pretensji to ja codziennie chodziłam do
                                                    pracy a on miał czas pracy nienormowany też mógł coś ugotować i gotował - a gdy
                                                    mu się nie chciało to gdzieś wychodziliśmy razem z dzieckiem. Tyle planów, nigdy
                                                    nie mieliśmy cichych dni, nigdy nie powiedział na mnie złego wulgarnego słowa.
                                                    Nigdy to znaczy do mojego powrotu z wakacji kiedy wszystko szlag trafił. Jak
                                                    sobie pomyślę, że koniec mojego małżeństwa bo sama nie wiem co to mnie szlag
                                                    tarfia. Nie wiem jak do tego mogło dojść. Najbardziej boli mnie to, ze jak coś
                                                    było nie tak, że nic nie mówił przecież ma język w gębie:)
                                                    Ja zawsze rozmawiałam, tłumaczyłam. On zmienił sie tak, ze to jest aż
                                                    nienormalne, przez te 2 miesiace tyle mi powiedział, tyle zrobił, ze jak sobie
                                                    to przypomnę to aż trudno w to uwierzyć. To nie on, on tak by nigdy nie zrobił.
                                                    Tak jak sobie teraz pomyslę to widzę, ze ostatnio nie mieliśmy za bardzo czasu
                                                    remont mieszkania, mój wyjazd i po moim powrocie to wszystko sie zaczęło.
                                                    Wiadomo kłócilismy sie czasami ale kto sie nie kłóci, nie było awantur wyzywania
                                                    jak coś to ja miałam niewyparzony jezyk i powiedziałam co najgorsze ,,nie
                                                    wkurwiaj mnie już i daj mi spokój" ale to chyba nie powody są do takiego
                                                    zachowania. Ja mam żal nie wiem sama do kogo bo do niego to wiem, ze nie warto o
                                                    to, ze nigdy nic nie powiedział, nie doszło do zadnej rozmowy tylko do tej
                                                    wyprowadzam się. Wydaje mi się, ze ja gdybym go nie apakowała to on by nie
                                                    odszedł ale która by wytrzymała jak ktoś godzine mówi odchodze i nie odchodzę
                                                    odchodze i nie odchodzę nikt to ponad moje siły. Powiem szczerze nienawidze go
                                                    za to co on zrobił. Ale jak sobie pomyślę, ze po egzaminie wisi nade mną
                                                    perspektywa rozwodu to nie chce mi się w to wierzyć, nawet nie dopuszczam takich
                                                    myśli nie wiem jak bedzie to miało byc raz na całe życie i co i gówno. Mam
                                                    nauczkę aby nigdy juz nikomu nie zaufać ale to też nie jest dobre. Najważniejsze
                                                    co nalezy zrobić w takiej struacji to przeżyc rozstanie, powli spokojnie,
                                                    popłakać, zapomniec nie da sie nic na siłę. To wszystko czas i jeszcze raz czas.
                                                    I wtedy poczekać co życie przyniesie. ja szczerze nie wyobrażam sobie życia z
                                                    samemu ale nie wyobrażam sobie tez życia z kimś innym - ale myślę, ze to
                                                    dlatego, bo to za krótko trwa i ja tak naprawdę jeszcze tego rozstania nie
                                                    przerobiłam, nie przemyślałam, nie ułożyłam sobie w głowie. Po egzamminie musze
                                                    coś zrobić z tym tylko dobre pytanie co? alimenty na pewno a rozwód nie wiem. Co
                                                    mam pójść do Sadu i powiedziec, ze go nie nawidze za to co zrobił w ciągu tych
                                                    32 miesiecy ale tak to go kochałam zawsze. Nie wiem jakby kogoś miał byłoby mi
                                                    może lżej chociać kto to wie. Dobrze jest chociaz znac jakis powód dlaczego bo
                                                    ja poczatkowo myślałam, zę zwariuję bo go nie znałam. Ale on mi powiedział, ze
                                                    byłam zła i on nie wyobraża sobie, ze ze mną w wieku 60 czy 70 lat bedzie
                                                    siedział na kanapie i trzymał się za raczki a gdzie miejsce dla dziecka? nie
                                                    wiem on sam nie zna odpowiedzi. Najgorsze sa sytuacje kiedy człowiek nie wie na
                                                    czym stoi, ma watpliwosci. ja mam ich mnóstwo ale nie myśle o tym bo myśleniem
                                                    sie zadręczałam, ja odpuśiłam ale widzę, ze po egzaminie wszystko wróci znowu
                                                    się potoczy dalej. Nie wyobrażam sobie świąt bez niego ale nie wyobrażam sobie z
                                                    nim i z jego rodzicami mam do nich żal.
                                                    JEDNYM SŁOWEM NIE WYOBRAŻAM SOBIE BEZ NIEGO ŻYCIA ALE Z NIM TEŻ NIE...
                                                    Potrzeba mi jeszcze czasu.
                                                    Dziewczyny jak Wy to znosicie wiedząc, ze oni kogoś mają lub mieli? bo nie wiem
                                                    co gorsze to, ze się usłyszy nie kocham cie już, nie kochałem, byłaś zła ( mimo,
                                                    ze przez 11 lat jakby mógł to nosiłby mnie na rękach, zawsze razem,
                                                    uśmiechnieci, przytuleni ogolnie udana, szczęśliwa kochajaca się rodzinka) czy
                                                    sytuacja kiedy wiecie, ze kogoś mają zdradzili? nie wiem które zło jest lepsze.
                                                    częstoi zastanawiam się nad tym jesli on nikogo nie ma to czy jemu jest ąłtwo
                                                    bez dziecka, w nowym miejscu, zacząć ot tak po prostu nowe życie. Jakby nie było
                                                    udwałą, ze mnie kocha przez 11 lat? to on chciał dziecka, slubu...
                                                    Trzymajcie się cieplo.
                                                    Musimuy brać przykład z anety-skarpety można być w życiu szczęśliwszym, moze byc
                                                    lepiej, nie wszystko starcone.
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 17.11.09, 17:53
                                                    miało być 2 miesiecy a wyszło 32 to błąd.

                                                    Wydaje mi się, że łatwo jest mieć złe wspomnienia, pijak, zdradzał, bił, nie
                                                    wiem co jeszcze nic same dobre a potem po wyprowadzce to wiadomo samo życie
                                                    człowiek jest w stanie wyrządzić drugiemu człowiekowi tyle krzywdy, ze sam nawet
                                                    na tym nie panuje.
                                                  • selune111 Re: jazda popisowa 17.11.09, 19:14
                                                    jedynaczko, Ty masz takie same rozterki jak ja i zakladam sie ze
                                                    kazda z nas tu piszacych je miala. Ale to swiadczy jedyne o tym ze
                                                    niestety czesto tak w zyciu bywa jak u nas i ze nasze historie nie
                                                    sa czyms unikatowym i nowym tylko tak sie dzieje bardzo czesto. ja
                                                    tez nie wiem co dalej, kocham i nienawidze, nie chce i chce, nie
                                                    wyobrazam sobie bez i nie wyobrazam sobie z, chce czegos nowego i
                                                    chce zeby bylo jak dawniej. ale z wszystkich postow wynika jasno: to
                                                    my bylysmy aktywniejsze w zwiazku jesli chodzi o rozmowe, moze
                                                    czasem bylo to gadanie za uchem naszym mezom ze cos jest nie tak i
                                                    chcemy inaczej, moze to bylo wrecz trucie przyslowiowe, oni milczeli
                                                    przez lata i wreszcie powiedzieli ze teraz to oni sie tak nasluchali
                                                    jacy to nie sa zli ze odchodza bo maja tego dosyc ! i koniec,
                                                    wyprowadzka, czesc, bez dyskusji. Moze to jakies bledy w
                                                    komunikacji, koiety maja to do siebie ze duzo mowia, duzo rzeczy im
                                                    przeszkadza, maja pretensje, moze czasem przesadzamy ale z czegos to
                                                    wynika chyba ?? aneta-skarpeta mowi ze teraz jest jej dobrze, ze
                                                    nikt sie nie czepia, jest ok. Dobrze, ale czy to ona sie zmienila
                                                    diametralnie czy po prostu trafila na kogos nowego kto jest
                                                    dopasowany do niej i sie razem zgadzaja bez zmieniania swojej
                                                    osobowosci ?? no jak to jest ? czy my jedynaczko mamy pozostac
                                                    milczace, nie wychylac sie, nie wypominac, nie mowic ze cos jest zle
                                                    tylko dlatego ze jesl nie zaakceptujemy w partnerach totalnie ich
                                                    wad to oni odejda ? a poza tym najwazniejsze pytanie - dlaczego my
                                                    dawalysmy drugie szanse zawsze a oni po prostu stwierdzili fakt ze
                                                    im sie nie podoba i bye bye i wyprowadzka bo juz nie moga
                                                    wytrzymac ! ? byla jakas rozmowa u Ciebie na temat problemu meza ?
                                                    bo u mnie nie, wrecz maz stwierdzil ze nie chce, ze chce byc sam od
                                                    jutra i koniec, zabiera wszytskie rzeczy a ja mam sie dostosowac !
                                                    czy Ty powiedzialas cos takiego swoejmu mezowi czy prowadzilas
                                                    dlugie dyskusje ktore raczej byly monologami, zeby tylko wszystko
                                                    bylo dobrze ? widzisz, to jest nasz blad, za bardzo sie
                                                    przejmowalysmy tymy baranami, kktorzy w konsekwencji nas olali i
                                                    zrobili tak jak im pasuje ! ...
                                                  • aneta-skarpeta Re: jazda popisowa 18.11.09, 07:06
                                                    selune111 napisała:

                                                    aneta-skarpeta mowi ze teraz jest jej dobrze, ze
                                                    > nikt sie nie czepia, jest ok. Dobrze, ale czy to ona sie zmienila
                                                    > diametralnie czy po prostu trafila na kogos nowego kto jest
                                                    > dopasowany do niej i sie razem zgadzaja bez zmieniania swojej
                                                    > osobowosci ??


                                                    ja mam nauke, żeby sie nie czepiac za bardzo, choc i tak jak to baba
                                                    czepiam sie o bałagan itd;)

                                                    ale mój facet sam ze mnie początkowo wyciagał to co mnie gruzie i
                                                    mowil- jak mi nie powiesz o co chodzi to ja sie sam niedomysle. po
                                                    rozmowie okazywało sie ze to bzdura i wszystko jest ok, a ja sie
                                                    głupia bałam powiedzieć co mnie gryzie

                                                    jak to mówi moja mama " D. jest po prostu normalny";)


                                                    a poza tym najwazniejsze pytanie - dlaczego my
                                                    > dawalysmy drugie szanse zawsze a oni po prostu stwierdzili fakt ze
                                                    > im sie nie podoba i bye bye i wyprowadzka bo juz nie moga
                                                    > wytrzymac ! ? byla jakas rozmowa u Ciebie na temat problemu
                                                    meza ?
                                                    > bo u mnie nie, wrecz maz stwierdzil ze nie chce, ze chce byc sam
                                                    od
                                                    > jutra i koniec,


                                                    to się wetnę w słowa do jedynaczki, mój tez nie chciał rozmawiac o
                                                    swoim problemach, bo wygodniej mu było je miec i miec kochankę- bo
                                                    miał wytłumaczenie.


                                                  • anja.ltd Re: jazda popisowa 17.11.09, 22:24
                                                    jedynaczka28 napisała:
                                                    >Dziewczyny jak Wy to znosicie wiedząc, ze oni kogoś mają lub mieli? bo nie wiem
                                                    co gorsze to, ze się usłyszy nie kocham cie już, nie kochałem, byłaś zła czy
                                                    sytuacja kiedy wiecie, ze kogoś mają zdradzili? nie wiem które zło jest lepsze.

                                                    Mój mąż zdradził mnie emocjonalnie (póki co;); zaraz po tym, jak wzięliśmy ślub
                                                    poznał taką jedną ... która była strasznie nieszczęśliwa, bo mąż ją zdradzał; i
                                                    tak znalazła w nim wsparcie, a dla niego - jak życie pokazało - świeżo co
                                                    upieczona żona i dziecko w drodze nie były wystarczające aby nie brnąć dalej w
                                                    tą znajomość... Tak więc świadomość, że mężczyzna, którego ciągle kochasz (bo
                                                    serce nie sługa), który dał takie poczucie bezpieczeństwa, który był takim
                                                    wsparciem i bez którego nie wyobrażasz sobie życia odchodzi, bo chce być z inną,
                                                    nie jest 'mniejszym złem'... Wręcz przeciwnie - boli okrutnie...
                                                  • aneta-skarpeta Re: jazda popisowa 18.11.09, 07:00
                                                    jedynaczka28 napisała:

                                                    > Dziewczyny jak Wy to znosicie wiedząc, ze oni kogoś mają lub
                                                    mieli?


                                                    trudno mówic, że jak ma kogoś to lepiej, a jak nie to gorzej

                                                    ja po prostu zaczęłam czuc obrzydzenie. Po dośc długiej walce ( bo
                                                    miał sie zmienic), po jednym rozstaniu i powrocie zaczęłam
                                                    kalkulowac na zimno. Miałam juz pewnośc, że to się nie zmieni, bo
                                                    szanse już miał, a ja decydując się na odejście wiedziałam, że to
                                                    jest najlpesza decyzja. Mieszkałam wtedy u rodziców jakies 3 m-c i
                                                    to mi pomogło chocby wieczorami, bo nie byłam sama

                                                    I sumie to nieswiadomie odetchnęłam że podjęłam ta decyzje, bo
                                                    wiedziałąm, że przy nim nic dobrego mnie nie czeka.


                                                    > Musimuy brać przykład z anety-skarpety można być w życiu
                                                    szczęśliwszym, moze by
                                                    > c
                                                    > lepiej, nie wszystko starcone.


                                                    Jesteśmy młode, piekne..całe życie przed nami;)

                                                    teraz wydaje się Wam to niemożliwe, ale za jakiś czas, nawet chodząc
                                                    na niezobowiązujące randki zobaczycie jak to fajnie, a jakim
                                                    palantem był mąż

                                                    potem będziecie widziały coraz więcej wad ex męża i zaczniecie się
                                                    zastanawiać " co ja w nim widziałam":)
                                                  • anja.ltd Re: jazda popisowa 17.11.09, 21:13
                                                    W moim przypadku, a raczej w przypadku mojego męża było nieco inaczej. To ona
                                                    szukała pocieszyciela, pojawił się mój mąż i tak się w sobie zakochali;) Miałam
                                                    w nim duże wsparcie po tym, jak urodziło nam się dziecko, zresztą - nie tylko
                                                    wtedy...

                                                    >Dziewczyny Wy nie slyszałyscie nic złego, zadnych pretensji
                                                    Ja właśnie wolałabym słyszeć coś złego, wolałabym awantury, bo wtedy
                                                    przynajmniej jasno wiedziałabym 'dlaczego', bo byłabym do tego przygotowana, bo
                                                    pewnie w mojej głowie pojawiłyby się myśli, że coś bardzo nie gra między nami,
                                                    że stąpam po cienkim lodzie... A u mnie nic, nic nie zwiastowało tego dramatu,
                                                    dlatego tak ciężko mi to zrozumieć... Jeszcze niedawno pisał, że tak mocno
                                                    kocha, i co - to wszystko prysnęło jak bańka mydlana? Jeszcze do niedawna chciał
                                                    ze mną układać sobie życie, to ja byłam mu najdroższa... Spadło to na mnie jak
                                                    grom z jasnego nieba... I dlatego tak ciężko mi to zaakceptować :'(
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 17.11.09, 22:30
                                                    anja.ltd my też wolałybyśmy pewnie znać inny powód wyprowadzki bo mój mnie nie
                                                    satysfakcjonuje i ciężko mi go pojąć.
                                                    ,,mój: jeszcze mąż dziś musiał wpaść do mnie do pracy na chwilę przywieź mi
                                                    dokumenty iale dał mi je ja dziękuje i dowidzenia i tyle. Wieczorem dzwoni z
                                                    zapyatniem czy moze wpaść a ja, ze nie bo sie uczę wiec on sie rozłączył. Po
                                                    czym po 10 minutach przyjechał. Czemu on mi to robi. Dziś pierwszy raz jego oczy
                                                    mnie nie zabijały nienawiścią.
                                                    Dowiedział się od mojej przyjaciółki, z eod jutra jestem na zwolnieniu lekarskim
                                                    i bardzo go interesowało na co to ja nagle zachorowałam wiec mu powiedziałam -
                                                    nie umieram i nie mam adids mozesz być spokojny. Wiedział, ze jutro ide do
                                                    lekarza. Zapytał mnie do jakiego a ja to nie jest ważne a on mnie ubawił bardzo
                                                    bo zapytał czy do ginekologa a ja a co ci przyszło do głowy a on myślałem, ze
                                                    jesteś w ciąży?????????? a ja jak będę to będziesz pewnie tez o tym wiedział bo
                                                    będe najszcześliwszą osoba na świecie....
                                                    Zapytał czy moze jutro przyjść do dziecka, które znowu z nim nie zaminenło nawet
                                                    jednego zdania. Wiecie co nie wiem czy ogladacie M jak Miłosć mój syn ogląda i
                                                    jeśli ktos zna wątek małego Krzysia - otóż moje dziecko powiedziało, ze tak jak
                                                    on ucieka z domu chce mieć tate i mame razem...
                                                    Nie weim czemu ten palant zatruwa mi dalej zycie., Chciałabym skończyc to
                                                    definitywnie niech nie dzwoni i niech nie przychodzi skoro syn nie chce to
                                                    niechg mu da czas niech poczeka aż syn moze zatęskni, ja chcę takiego
                                                    rozwiązania do 30 listopada. chcę spokoju, nie ogladać go. Boli mnie to nadal.
                                                    Dzisiaj po tym jak on wyszedł poszłam do ąłzienki i sie uryczałam. Jak bardzo
                                                    mocno go nie nawidze tak dzis bardzo mocno tęsknię. Jest mi przykro cholernie
                                                    przykro. Był miły i moze dlatego. Musiałam się bardzo starać aby mu nie
                                                    powiedziec, ze jest mi źle, tęsknię itd. ale udało sie choć było ciężko za to
                                                    potem odreagowałam sama becząć. Czemu płaczę za takim draniem. Kurwa chce
                                                    zapomniec wreszcie. Chce skupić sie na egzaminie zdac go i potem znowu nie
                                                    wiadomo co.
                                                    Zapytał mnie czy ja złożyłam pozew o rozwód a ja mu na to z uśmiechem nie bo
                                                    lubie być Twoją żoną... a on aha.
                                                    Sellune Twój jest identyczny jak mój - to chyba nie ten sam mąż - żartowałam:)
                                                    Miłej nocy dziewczyny.
                                                  • jedynaczka28 Re: jazda popisowa 17.11.09, 22:31
                                                    dzisiaj prześladują mnie słowa piosenki tak mi ciebie brak...:)
                                                  • jedynaczka28 anja.ltd 17.11.09, 22:53
                                                    wiem, ze boli bo wszystko bedzie bolało jak sie kocha a my kochałysmy, kochamy i
                                                    pewnie jestesmy takie nie mądre, ze kochać będziemy. Ale kurcze jest powód i ja
                                                    wiem z życia nie swojego ale innych facet sie zakocha, bo na poczatku zawsze
                                                    jest super, motylki w brzuchu, fasynacja a potem co szara rzeczywitośc i często
                                                    to żone wybierają i dziecko a my kobiety takich przyjmujemy bo mkkochamy tak to
                                                    już głupio na tym swiecie jest. A pomyśl sobie co by było jak bys ty zdradziła
                                                    ja wiem co by było u mnie zabiłby pierw tego kolesia a potem mnie...
                                                  • jedynaczka28 tęsknię 18.11.09, 19:10
                                                    dziś znowu przyszedł i co najgorsze jest to, ze ja się łapę na tym, że zaczynam
                                                    strasznie tęsknić - tego się obawiałam. Nie to, ze sama nie daje rady, daje
                                                    sobie rade kiedy go nie widzę to wtedy jest mi lekko i nie myślę. A kiedy
                                                    wczoraj i dziś przyszedł to zaczęłam za nim tęsknić, kurcze bardzo mi go brakuje
                                                    i co ja głupia idiotka mam zrobić...
                                                  • selune111 Re: tęsknię 18.11.09, 20:36
                                                    i wlasnie to nas gubi
                                                  • aneta-skarpeta Re: tęsknię 19.11.09, 10:33
                                                    jedynaczko- nie dawac sie

                                                    prawda jest taka, ze tęsknisz za kims kogo juz nie ma. Teraz Twój
                                                    mąż jest taki, a nie inny.

                                                    Nie daj się i wypisz sobie w takich chwilach na kartce plusy i
                                                    minus i Ci sie odechce tęsknić:)
                                                  • jedynaczka28 KAJMI 22.11.09, 21:17
                                                    Nie płacz do poduszki po co masz tracic zdrowie widzisz ja sama widzę co źle
                                                    robię i doradzam teraz Tobie... śmieszne ale to prawda. Nie daj sie bądź silna,
                                                    myśl o tym, ze jego kiedyś napewno spotka kara, na nieszczęściu innych on
                                                    wielkiego szczęścia nie zazna - zobaczysz ja uważam, ze to tylko kwestia czasu.
                                                    Nie mogę za dużo pisać bo kuję do egzaminu i jestem padnięta pół nocy nie spałam
                                                    bo mój jeszcze mąż wydzwaniał do mnie z pracy na dwa telefony dopóki ich nie
                                                    wyłączyłam a miał niebywały problem: otóż dowiedział się, z enasz syn nocuje u
                                                    dziadków (abym mogła się uczyć) ale on znał inny powód kochanek przyszedł do
                                                    mnie na noc - ubawiłąm sie tym bardzo. Takie zachowania dają mi do myślenia, że
                                                    on chyba mnie tak ocenia biorąc pod uwagę co on sam robi ale co tam niech sobie
                                                    myśli ja mu powiedziałam tak kochanek przychodzi co noc inny a on się zaczął
                                                    drzeć - głupek jeden:)

                                                    Pozdrawiam Was Kochane i szkoda, ze już koniec weekendu. Chcociaz z drugiej
                                                    strony ciesżę się, ze on sie skończył chciałabym miec już z głowy 30 listopada i
                                                    egzamin a potem tak jak obiecałam i postanowiłam czas na uporządkowanie życia.
                                                    Czasem tak sobie myślę, z eja po tym co on mi zrobił nie będę już nigdy miłą i
                                                    dobra dla żadnego faceta, że będę ich traktować przedmiotowo, nigdy sie w nic
                                                    nie zaangażuję. Czy któraś z Was tak miała lub myslała.
                                                    Buziaki:)
    • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.11.09, 13:22
      jedynaczko, jestem w połowie Twojego wątku, ale zanim doczytam , już
      piszę; doskonale rozumiem Twoja rozpacz, bezsilność, rozgoryczenie i
      innne czasem spzreczne emocje; napisze tylko tyle, ze byłam w takiej
      samej sytaucji pare razy ( 1mąż), z tego 2 razy na przestrzeni
      ostatnich 12 lat to były takie sytuacje, że byłam przekonana
      (oczywiście po pewnym czasie),że nigdy się z nim nie zejdę; zeszłam
      się i byliśmy razem osatnie 7 lat temu; 24 pażdziernika tego roku be
      zzadnego sygnału z jego strony nawet rano po południu zażądał
      rozwodu; pzreżyłąm szok; piszę teraz ogólnie, bo o szczególach jak
      chcesz pogadamy na poczcie a mozę kiedys osobiscie w realu; w każdym
      razie NAPRAWDE dobrze Cię rozumiem i wszystkie fazy, przez które
      prrechodzisz, jak chcesz zobaczyć moją aktualną sytuację znajdź moje
      posty po nicku kajmi; wiedz jedno, po raz kolejny świat mnie i
      mojej córce się zawalił, też po raz kolejny jestem przerażona
      samotnością do końca życia, żałuję, że nie wzięłam rozwodu 10 lat
      temu; odezwij się na gazetowego maila.
      • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.11.09, 18:13
        Boze to jest po prostu straszne o czym my tu piszemy. JA nie wiem
        jak ja mam sie odnalezc w tej sytuacji i co mam robic. nie robie
        nic, bo zawsze jak robilam to potem wyszlo na to ze wymuszalam na
        mezu wszystko, wiec sie nie odzywam. Ale najgorsze jest to ze on sie
        wyprowadzil 1,5 miesiaca temu, rozmawialismy na zywo 2 razy z czego
        pierwszy raz rozmawialismy troche o sytuacji - on stwierdzil ze
        dobrze mu jest samemu choc samemu jest zawsze ciezej niz we dwojke i
        ze niepotrzebne byly rozmowy z rodzicami na nasz temat, wypytywal
        tez jak mi sie mieszka samej, co o tym sadze itp. Drugi raz nie bylo
        rozmowy o sytuacji tylko pytal co u mnie, jak w pracy, jak
        organizuje sobie czas, czy wychodze i co slychac u mojej rodziny,
        wypytal o wszystkich z wyjatkiem rodzicow. Pozegnalismy sie chlodno,
        bez zadnego przytulania itp. Dziewczyny, co to oznacza ?? czy on
        szykuje sie do rozwodu ? jak myslicie ? ja nie wiem co mam o tym
        sadzic, moze wy przez doswiadczenie wiecie jak to mozna odczytac.
        Poza tym musialam z nim porozmawiac raz czy dwa przez tel, owszem
        pytal o mnie, jak dojezdzam do pracy, co slychac ale nic na temat
        nas.. ja nie wiem. Mysle ze to juz dlugi okres czasu zeby przemyslec
        i tak sobie mysle ze jakby chcial zebym do niego sie wprowadzila to
        moze zrobilby jakis pierwzsys krok, zaprosil gdzies na rozmowe czy
        cos w tym stylu.. a moze on chce rozwodu tylko nie wie jak mi o tym
        powiedziec ?? Boze mnie to wykonczy wszystko.. Co o tym sadzicie ? o
        jego zachowaniu juz po rozstaniu ??
        • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.11.09, 18:18
          aha, no chyba najwazniejsze jest to co on mi powiedzial jak sie juz
          mial wyprowadzac. Ja sie zapytalam czy on mnie kocha, jak to jest,
          on odpowiedzial ze nie wie i ze juz od roku mu czegos brakuje w
          zwiazku... :-( nie wiem czy jest jeszcze jakas szansa skoro on tak
          powiedzial. to po co przez ten rok mi zawsze mowil ze mnie kocha ?
          nie zawsze jak pytalam, z siebie tez mi tak mowil.. no rozumiecie
          cos z tego ?
          • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.11.09, 20:29
            Cześć dziewczyny:)
            Pierw słowo do anety-skarpety tak masz rację ja tesknie za kims kogo już nie ma
            tylko ja jestem tak głupia, tak mnie rani, takie rzeczy gada, tak się zachowuje
            aja jestem zaślepiona jak gówniara - jego już nie ma, jest zupełnie inny
            człowiek ale mnie tamtej też juz nie ma. Ja jestem zupełnie inna osobą, ta
            sytuacja mnie zmieniła. Wczesniej zawsze sobie ze wszystkim dawałam radę, byłąm
            silna, umiałam sie postawić a teraz co jestem jedna wielka mazgaja i histeryczką
            tak jak ktos kiedyś napisał. Nie chce nia byc ale jestem i jest i z tego powodu
            bardzo źle. Nie umiem sie odkochać w ciągu 3 miesiecy, po prostu to jest
            silniejsze ode mnie....
            Do sellune 111
            Kochana chciałabym Ci odpowiedziec na Twoje pytania i doiradzić ale gdybym Ci na
            nie odpowiedziała to ja sama bym nie miała takich dylematów a niestety mam je
            nadal. Ja sobie myślę tak a mamy podobna sytuację: mój mąż nie chce być ze mną,
            na pewno mnie kochał i to nie ulega wątpliwosci bo az takim skurwysynem chyba
            nie mógł być. Teraz mu sie znudziłam, ma dosć, jest zmęczony, chce spróbować
            czegoś nowego, znudziła mu sie zabawa w dom, do domu nie chce być ze mną i swoim
            dzieckiem bo nie. Ja myślę, ze oni sami nie wiedzą czemu tak robią. Ja go nie
            rozumiem ale nie wiem czy to poceiszajace on sam chyba siebie nie rozumie bo
            jest za głupi i za pusty na to.

            Dzisiaj byłam z synem u lekarza, ma szmery na sercu, to była wizyta kontrolna.
            Pani doktor po zrobionym badaniu stwierdziłą, z ejest gorzej niż na samym
            początku, wada sie pogorszyła. Pytaął czy syn sie denerwuje, czy ma w szkole
            problemy - ja się nie przyznałam o co chodzi bo mi było wstyd. Wyszłam i wyłam
            całą drogę. Kurwa do czego jeszcze dojdzie, zastanawiałam się czy powiedzieć to
            jemu. Pojechałam w odiwedziny do jego dziadków, których bardzo libię. Bardzo sie
            ucieszyli, płakali oboje, stęsknili się za dzieckiem. Żal im było mnie.
            Powiedziałam co usłyszałam od lekarza. Oni sie załamali, chcę aby on zmądrzał.
            Pocieszali mnie, mówili, ze są ze mną, z echcą aby on sie opamietał. Jednym
            słowem było im wsytd za niego i starsznie nam współczuli mnie i dziecku. Po
            powrocie do domu zadzwonił on do syna. Syn mu płakał i powiedział co było u
            lekarza i gdzie był. On się rozłączy i zadzwonił do swoich dziadków a potem do
            mnie zpretensjami, ze ja mam tam nie chodzić, z ejestem głupia, ze oni maja
            swoje problemy a nie moje, że przeze mnie płaczą. Że to że u syna sie pogorszyło
            ze zdrowiem to to jest moja wina bo ja jestem histeryczka i powinnam przyjać
            wiadomosć o tym, ze odchodzi inaczej a tak to ja nakręcam sama syna oa on mnie i
            my się lubimy nad soba użalać.... HUJ.
            Ja mu wykrzycząłm do telefonu jak ma się według ciebie zachować ktoś kto kogoś
            kocha, teśkni, dowiedział się ni z gruszki ni z pietruszki o tym, ze koniec. A
            on inaczej nie tak jak ty, powinnaś się zajac dzieckiem. To Twoja wina.

            Po skończonej rozmowie z nim dzowni jego babcia i mi mówi, ze on do niej
            dzwonił, opieprzyła go i wggarnęła mu co o nim myśli, zeby sie opamietał bo
            straci raz na zawsze swoją rodzinę. A ja jej powiedziałam to co on mi a ona na
            to to on jest DEBILEM tak mi powiedziała dokłądnie, bardzo się wkurzyłą i
            powiedziała, ze zaraz sobie z nim pomówi.Dodała mi, ze chce abysmy byli razem
            ale gdy on będzie nadal tak głupi mam być u niej z dzieckiem częstym gościem, ze
            jesteśmy dla niej juz na zawsze rodziną i nic się nie zmieni i jego mam nie
            słuchać bo nie on jej wybiera z kim ma się widywać tylko ona.
            Kurcze ja to rozumiem tak on wie, ze grunt wali mu sie pod nogami, jest jego
            wina ale on na to nie może pozowlić i posunie sie do wszystkiego aby nie wyszło,
            ze to przez niego, nie on nie moze być winny. TO JA BYŁAM ZŁA I NIEDOBRA ON
            ODSZEDŁ I TO ON JEST OFIARĄ A NIE JA I SYN TO ON CIERPI A NIE MY> TO MY JESTESMY
            ŹLI.
            On chciałby odejść, ale ja mam być miłą zapraszać go, nie dzwonić nic nie
            wymadgać zapraszać wtedy kiedy ma chęć wpaść na godzinkę, rrobić herbatkę,
            częstowac obiadkiem, sypiać z nim kiedy on chce - bo proponował mi to.

            Bardzo bym chciała aby poszed do specjalisty, który mi nakresli co z nim jest
            nie tak i w czym tkwi problem.

            Dziewczyny prosze Was powiedzicie mi czy normalną rzeczą jest to, ze ja po
            rozstaniu płaczę, tesknię, przeżywam, nie jadłam, hudłam, żyć mi iśe nie
            chciało? czy to jest normalne. Czy normalne jest to gdybym po tygodniu znalazła
            kogos innego, sypiała z nim, była szczęśliwa i ckeszyła się na rozwód.

            On tak mna manipuluje, ze ja dostaje obłędu...

            Bo najgorsze jest to, z eu nas było dobrze i pja kurwa przez to nie moge pojąć
            tej sytuacji. Czuję się normalnie jak debilka, niedorozwinięta baba która nie
            pojmuje tego, że ktoś wieczorem i w nocy moze kogoś kochać, sypiać z nim
            codziennie ale nagle wstaje rano i nie kocha podczas śniadania dostaje takiego
            olśnienia. Nie no ja wiem ze mną jest nie tak, bo on powoinien całowac moja
            wycieraczkę a nie wchodzić do mieszkania i psuc mi moje życie do końca.

            Co ja mam począć, jak żyć, dać radę - kiedy tęsknię nie mogę zapomniec i mam
            świadomosć tego jak moje dziecko go kocha, cierpi przez nuiego, tęskni po każdym
            jego wyjściu z domu ta sytuacja wraca????????????
            • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 19.11.09, 21:24
              Jedynaczko to co piszesz to juz naprawde musi byc meczace. A on Ci
              jeszcze powiedzial ze powinnas z nim mimo sytuacji sypiac kiedy on
              chce ??? nie no to jest jakis kretyn ! on nie wie czego chce, chce
              sie odciac ale tez nie moze. No zachowuje sie fatalnie, jak gowniarz
              skonczony. A moze faktycznie powinnscie z jakims psychologiem
              porozmawiac, ale to tez Ty masz sie prosic o to ? no sytuacja jest
              beznadziejna jednaym slowem, ale jedno jest pozytywne - ci
              dziadkowie sa bardzo w porzadku wobec Ciebie i tacy powinni byc i
              jego rodzice, tego nie rozumiem, a rozmawialas z tymi dziadkami na
              temat tez rodzicow meza ? To jest beznadziejne jak my sie czujemy,
              ja tez jestem wkurzona, bo moj maz sie nie odzywa, Twoj przynajmniej
              daje Ci dowody na to ze jest skurwysynem.. nie odbierz tego zle
              oczywiscie, ale ja po prostu mam tak niejasna sytuacje ze szok. ja
              bym wolala gdyby on byl zly i udowadnial mi ze nie jest mnie wart a
              on milczy i ja nie wiem co w jego glowie siedzi.. i to mnie irytuje
              bo ja lubie jak sie otwarcie mowi o problemach i je przedstawia..
              bez sensu to wszystko. wiesz co ale z Toba to nie wiem - za co ten
              maz Cie tak nienawidzi ? bo ja rozumiem ze moj nie lubi moich
              rodzicow, no dobrze, ale to razem moglismy sie wyprowadzic i
              mielismy to zrobic ale on zdecydowal inaczej, ja nie wiem, to
              wszystko jest tak popieprzone ze ja juz nie mam sily dalej. mam tego
              wszystkiego dosyc.
              • jedynaczka28 sellune 19.11.09, 21:41
                masz racje to wszystko jest popieprzone.
                Dziadkowie mojego męża powiedzieli mi, że jego rodzice mu mówią o tym, gdzie
                jego miejsce i że ma rodzinę i z nia powinien być. Powiedzieli mi też, ze oni
                źle zrobili przyjmując ich do domu noi co z tego oczywisciie nic.
                Mój nie mówi mi masz ze mną sypiać. On proponuje to w inny sposób, czasem bardzo
                przekonywujaco ale pod tym względem jestem silna. Zrobił ze mnie histeryczkę ale
                szmatą nie będę - bo tak bym sie czuła i niby zjakiej okazji mam robić to czego
                on chce. jesli bym do niego zadzwoniła i powiedziała aby przyjechał po to to
                były palant w ciagu 5 minut ale ja tak nie robię.
                Tak jak napisałaś mój mi pokazuje jakim jest skurwysynem ale ja do konca tego
                nie przyjmuję do wiadomosci bo cały czas gdzieś mam wizje tego jaki on był
                wcześniej...
                • selune111 Re: sellune 19.11.09, 21:59
                  dobrze ze sie trzymasz w tej kwestii bo to bylby koniec Ciebie. z
                  moim mezem to mi sie nigdy jakos super nie ukladalo, zawsze byly
                  spory, czasem ostre klotnie, ale ja go kochalam, choc czasem mialam
                  co do tego watpliwosci, czasem mowilam mu zle rzeczy i tego teraz
                  zaluje bardzo, ale on byl wielkim egoista i byl tez okrytny czasem,
                  czasem chcialam z nim porozmawiac bo czulam potrzebe zeby on mnie
                  wysluchal, zainteresowal sie mna i go o to prosilam, a on byl zajety
                  np gra na koputerze czego juz nie skomentuje i nie chcial ze mna
                  rozmawiac, ja sie wtedy denerwowalam i dochodzilo do klotni i mu
                  mowilam wiele przykrych slow. No ale czy on nie mogl mi wtedy
                  poswiecic tej chwili o ktora ja sie tak prosilam ?? :-(((( ja zaluje
                  ze cos tam mu powiedzialam czy wygarnelam, ale on po swoich akcjach
                  nigdy mnie pierwszy z wlasnej woli nie przeprosil. JA sie czuje
                  fatalnie, tak jakbym wszystko na nim wymusila, ja nie wiem czy to
                  jest dobry czlowiek skoro on czasem jak ja plakalam zeby mnie
                  przytulil czy pogadal ze mna to nie zwracal na mnie uwagi wogole..
                  • kajmi Re: sellune 20.11.09, 08:51
                    miałam i mam to samo, teraz rozwód.... dziś też mam nie najlepszy
                    dzień, a jak pomyślę, że układa sobie życie z inną.... a ja sama ze
                    wszystkim w tym z emocjami, które jemu nie towarzyszą.... ech... Wy
                    jesteście przynajmniej młosze.... i jakaś szansa pzred Wami....
                    • jedynaczka28 kajmi 20.11.09, 09:51
                      współczuję Ci. To, że jesteś od nas starsza wcale nie znaczy, żę już Ci sie nie
                      ułoży, myslisz tak samo jak my że nam też się nie uda. To pewnie dlatego, ze
                      taka sytuacja jest ale może będzie dobrze....
                      Najgorsze jest to, ze oni nigdy nie poczują tego co my a ja tak bym chciała aby
                      czuł to samo, aby cierpiał, płakał, tęsknił, dziecko przy nim płakałao a on nie
                      wiedział jak ma mu to tłumaczyć - tego mu życzę...
                      Oni są nic nie warci. Jeśli ty i ,,tweój" jesteście starsui to jego dopadł
                      kryzys wieku sredniego?
                      • bell-a30 Re: kajmi 20.11.09, 10:19
                        Cześć Dziewczyny:)
                        Piąteczek, jak miło. Niewiem wogle, o co chodzi tym panom? brak
                        konsekwenji. Dlatego, każda z nas sama musi się zastanowić nad tym:
                        czy warto? jeżeli, jak to często ma miejse wyłoży się pan jak
                        chodnik i prosi o wybaczenie, czy dać wtedy jeszcze szanse?, wszak
                        każdy może zbłądzić. Czy powiedzieć panu dowidzenia, niech z twoim
                        łajdactwem użera się inna pani? niewiem, różnie w życiu jest, już
                        naprawdę niewiem co myśleć o tym świecie, ludziach. Tak lekkomyślnie
                        podchodzić do spraw małżeństwa, rodziny, to po co wogle zakładają
                        rodziny?, niech taki delikwent nie zawraca du..y póki jesteśmy młode
                        i piękne.
                        • anja.ltd Re: kajmi 20.11.09, 21:09
                          Tylko tu rodzi się zasadnicze pytanie - czy się wyłożą ci nasi frajerzy;) Ja
                          mojego męża w ogóle nie poznaję, zmienił się pod jej wpływem - oszukuje, kłamie,
                          i to nie tylko mnie, ale również własnych rodziców, dla których ciągle jest to
                          szokiem, a którzy stoją za mną murem... Ja osobiście wychodzę z założenia, że
                          jeśli chciałam, by dał mi szansę, to również jemu muszę ją dać... Największy
                          problem w tym, że nie można nikogo zmusić do miłości. Serce nie sługa, zarówno
                          moje, jak i jego - niestety. Mąż odwiedza córkę często. Jego wizyty sprawiają mi
                          niesamowity ból, ilekroć patrzę jak się bawi z Małą łzy napływają do oczu... Nie
                          mogę pojąć, że nie była dla niego wystarczającym powodem, aby nie brnąć w tą
                          znajomość... Nie rozumiem kobiet, które wchodzą z butami w czyjeś życie, które
                          nie mają skrupułów żeby krzywdzić niewinne dziecko. Jasne, życie ma zakręty. I
                          tu rodzi się kolejne pytanie - czy jesteśmy na zakręcie, czy już na rozstaju...
                          Nie wiem, czy potrafiłabym z nim być po tym wszystkim, choć tęsknię okrutnie...
            • reallenka34 Re: pomocy zostawił mnie mąż 20.11.09, 17:45
              Witam,jestem tutaj nowa.Też zostawił mnie maż ,wyprowadził się 2 tygodnie temu
              do kochanki,którą poznał w sierpniu.Zostałam sama z dwójką dzieci,syn 4 lata
              ,córka 15 miesięcy.
              Byliśmy bardzo udanym małżeństwem,razem 17 lat ze sobą,po ślubie 12 lat i nagle
              takie coś,jak grom z jasnego nieba.Po3 miesiącach znajomosc z nia wyprowadzil
              sie z domu,bo ją maż pogonił z domu.Zostawila tez 4 letniego syna z mężem.Mąż
              odkąd zaczął się z nią spotykać,przynzał mi się prawie od razu,bo ja zaczelam
              podejrzewac cos w zasadzie od razu.Takze wiedziaalm od początku,ze sie z nia
              spotyka.Przestal wracac na noce do domu,stal sie opryskliwy,zupelnie nie ten
              czlowiek.W koncu sie wyprowadzil,ja odetchnelam,bo ile mozna zyc w
              niepewnosci.Teraz od 2 tygodni ,odkąd z nami nie mieszka,znowu stał się
              normalnym facete dla mnie ,jakim byl kiedyś,zanim pojawila się ona.Kontaktuje
              się dwa razy w tygodniu z dziecmi,ja mu tego nie utrudniam,daje mi pieniadze na
              nasze utrzymanie z racji tego,ze ja obecnie nie pracuje jeszcze i normalnie
              wszystko ze sobą załatwiamy.Niestety nadal go kocham i to jest mój problem,ale
              trzymam się,bo mam dzieci i mam dla kogo żyć.Czy kiedyś przestane go kochać?
              • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 20.11.09, 21:00
                reallenka34 napisała:

                > Witam,jestem tutaj nowa.Też zostawił mnie maż ,wyprowadził się 2
                tygodnie temu
                > do kochanki,którą poznał w sierpniu.Zostałam sama z dwójką
                dzieci,syn 4 lata
                > ,córka 15 miesięcy.


                szybki://///

                i dwoje małych dzieci w domu:////


            • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 20.11.09, 20:55
              jedynaczka28 napisała:


              > Dziewczyny prosze Was powiedzicie mi czy normalną rzeczą jest to,
              ze ja po
              > rozstaniu płaczę, tesknię, przeżywam, nie jadłam, hudłam, żyć mi
              iśe nie
              > chciało? czy to jest normalne. Czy normalne jest to gdybym po
              tygodniu znalazła
              > kogos innego, sypiała z nim, była szczęśliwa i ckeszyła się na
              rozwód.
              >


              normalne, ze jak kochasz, kochałas to cierpisz. Musisz przejśc
              swoista żałobę. Ułożyć sobie wszystko, pogodzic sie i znaleśc w tej
              sytuacji jakies szczęście. Potem możesz skać chłopom do łóżek;)
              Inaczej będziesz sie miotac.


              > On tak mna manipuluje, ze ja dostaje obłędu...
              >

              to jest ten typ. Nie daj się, nie wierz, on Was zostawił. Jesli
              nawet cos mu nieopdowiadało to powinien z toba rozmawiac,
              powinniscie pracowac na dzwiazkiem etc ( jesli bylby kryzys). Jemu
              zabawa w dom sie znudziła. zabrał zabawki i wrócił do domu, do tego
              zostawil dziecko i jeszcze pierdoli ( sory) farmazony, ze jego
              porblemy zdrowotne to Twoja wina

              Widze, że dyskusja z nim mija sie z celem, bo
              1. do niego nie trafia
              2. Ty za bardzo sie denerwujesz i przezywasz

              > Co ja mam począć, jak żyć, dać radę - kiedy tęsknię nie mogę
              zapomniec i mam
              > świadomosć tego jak moje dziecko go kocha, cierpi przez nuiego,
              tęskni po każdy
              > m
              > jego wyjściu z domu ta sytuacja wraca????????????


              ale pamietaj, że bedzie bolało coraz mniej, coraz mniej i w końcu
              przestanie

              Uwierz, że jeszcze klika takich akcji, a Ty bedziesz miała odruch
              wymiotny jak na niego bedziesz patrzyła, a potem bedzie Ci koło
              ogona latało co bedzie gledził. Wtedy będziesz wolna!:) Uszy do
              góry :)
              • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 20.11.09, 22:02
                Dzęki aneta-skarpeta bardzo mi sie podoba to jak piszesz, wierz mi bardzo mi to
                pomaga i pczęsto poprawia humor:) Dziękuję.
                Chciałabym mieć odruch wymiotny, już dawno powinnam go mieć bo jest świnią -
                kiedyś pewnie mi przejdzie.

                anja.ltd i reallenka
                Współczuję Wam dziewczyny, oni sa nienormalni, co za skurwysy. Ja też się dziwie
                jak mogą wyrządzać krzywdę dzieciom. Przecież to, ze krzywdzą nas to pół biedy
                ale swoje dzieci - to jest chore ale cóż sa zakochani.

                U mnie nadal nic nie wskazuje na to, ze kogoś ma oprócz jego żartów aby mnie
                wkurzyć. On odszedł bo ja byłam taka zła (dbałam o dom, gotowałam, zakupy,
                dziecko, lekcje, praca, łózko itd. ale to było za mało:)

                Ja wierzę w to, ze kiedyś im sie noga powinie i nie wiem dlaczego ale ja wręcz
                marzę o tym aby jego bolało tak jak mnie i chciałabym mieć satysfakcję jakby
                musiał mnie o cos bardzo prosić - moze kiedyś doczekam tego. Miałabym wielka
                satysfakcję widząc jego cierpienie może i jestem francą ale co tam on mi
                pokazuje jak mam się zachowywać, jak postępować, a ja się tego szybko nauczę.
                Celem mojego jest zrobienie ze mnie tej złej, okrutnej zołzy która go wykończyła
                psychicznie i biedny musiał szukać schronienia u mamusi...
                a mamusia kochajaca dała schronienie i pocieszenie synkowi. Ja wierzę w to, ze
                to co dajemy innym potem do nas wraca i mam nadzieję tak też będzie u nas. Tylko
                my im przecież takich hocków klocków nie fundowałyśmy.
                No ale cóż takie jest życie. Raz na wozie raz pod wozem ale gorzej już byc nie
                moze:). Ja sobbie myślę lepiej teraz niz póxniej i tak sobie myślę,że Bógg nade
                mną czuwała jesli chodzi jego nalegania na drugie dziecko - dopeiro bym miała
                fajnie...
                Miłego wieczorku. Ja mam dzisiaj troszke luzu a jutro znowu nauka i cały weekend
                taki ale musze się wziaść ostro do roboty bo w przyszły weekend aż 4 imprezy z
                czego jedna z patałachem.
                To głupie ale dzisiaj specjalnie pojechałam kupić nowe ciuchy takie w jakich on
                nie pozwalał mi chodzić to znaczy i tak chodziłam ale był zły i w następny
                piątek ide do fryzjera:) musze go powkurwiać a co tam. Znowu powie, ze kasę jaką
                mi daje to wydaję na szmaty i włosy...- tylko palant nie rozmuie że z tych
                groszy mi niec na to nie zostaje:)
                Trzymajcie się cieplutko i jeszcze raz dziękuję dziewczynki miło mi, ze się
                odzywacie i szczęścia i miłości dużo dla was.
                • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 21.11.09, 12:12
                  Jedyanczko dobrze ze idziesz na te imprezy :-) wlasnie ubierz sie
                  super, zrob wlosy, baw sie dobrze, miej usmiech na twarzy, gadaj ze
                  znajomymi a zobaczysz jak mu mina zrzednie, pewnie bedzie Cie
                  obserwowal bacznie, ale nie dawaj mu powodow ze z kims flirtujesz
                  itp bo to sie obroci przeciw Tobie. Po prostu dobrze sie baw, badz
                  zadowolona i ladnie wygladaj tego Ci zycze :-) ciekawe jaka bedzie
                  jego reakcja ? i mow duzo o kochanym synku, udowadniaj ze jestes
                  troskliwa matka :-)
    • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 22.11.09, 19:00
      Cześć dziewczyny,
      szczerze Wam współczuję tak samo jak sobie, wszystkie jesteśmy w tej
      samej sytuacji i to na swiezo; proszę piszcie co Was, bo jak czytam
      Wasze posty i Twoje skarpeteczko to jakos mi mniej źle, jak Wy dacie
      radę to ja może też....
      Dla zainteresowanych jak było ze mną odsyłam do wątku "Banał prawie
      40-latki"- nie mam siły tego opisywać nawet w skrócie, same
      rozumiecie....Dlatych, które nie chcą czytać a są porzucone (fatalne
      słowo), powiem jedno:ja na przestrzeni ostatnich 13 lat 2 lata
      pozwoliłam wróćić mężowi do mnie i córki , ostatni raz 7 lat temu z
      myślą, że już się razem zestarzejemy...wtedy nigdy nie było innej
      baby, tylko mu się nagle przestawało podobać i się wyprowadzał;
      bardzo żałuję, że wtedy się zgadzałam na te powroty, zmarnowłam
      sobie tyle lat a może już i resztę życia:( teraz ma babe, której
      czasami się wypiera, czasem nie pełen satysfakcji - tylko chroni
      informacje kto to jest.Dziś mam fatalny dzień (on za tydzień się
      wyprowadza), starałam się dziś z nim porozmawiać i skłonić do tego
      by pomyślał, że jego decyzja to nie tylko zabranie zabawek i groźba,
      że więcej niż 300 zł córka alimentów nie dostanie (bo ponoć nie
      zasługuje a wszystkim opowiada jak to on ja kocha:()tylko co to
      oznacza dla córki, że facynacja inną nie powinna być ważniejsza od
      rodziny, itp. skłonić go do zmiany decyzji chyba nie zamierzam (tj.
      raz bardzo chcę a raz wiem, że to nie mam sensu tylko co
      dalej...sama do końca życia?????);
      był bardzo niemiły, tak, że żeby nie ryczeć w domu i nie dać mu
      satysfakcji wsiadłam w samochód i 2 godziny jeżdziłąm po miescie,
      wiem, że ta baba jest bezposrednią przyczyną naszego rozwodu (
      zresztą 2 tyg. przed oznajmieniem mi tej decyzji sam z siebie
      deklarował jak mnie kocha:( Też nie rozumiem dlaczego to mnie i
      moja córkę to spotyka, dlaczego to ja zawsze miałam pod górkę, ja
      musiałam dbać o pieniądze na życie, harować kiedyś w korporacji po
      11-12 godzin, co przypłaciłam zdrowiem (to są dosyć poważne kłopoty
      i nie do wyleczenia), dbałam o dom, zajmowałam się dzieckiem i
      teraz zostaję porzucona w bardzo nieładny sposób i mimo wszystko
      świat mi się zawalił a on .... zdrowy byczek, wizualnie atrakcyjny,
      podchodzi do rozpadu rodziny jak gówniarz, któemu sie znudziła
      zabawa w dom, zabiera swoje zabawki, dba jedynie o nieuszczuplenie
      swoich zarobków i samopoczucie nowej baby. Gyby nie to, że jeszcze
      nie myślę racjonalnie to w ramach ciągłej rozpaczy powiedziałabym,
      że mam hustawki nastroju: raz jakoś będzie raz nie dam rady, życie
      nie ma sensu, trzeba z tym skończyć. Chodzę do psychologa i jestem
      na jakis prochach ( o czym on nie wie), ale one nie pomagają ,
      psychol też na razie nie, bo tylko dopytuje się, o całe życie
      zamiast poradzić coś na teraz, na kolejna godzinę czy dzień.Ja też
      chciałabym, żeby im nie wyszło, i nie wiem czy wolałabym , żeby on
      ją rzucił czy ona jego.... jak lepiej. Ale, niestety, wiem, że żadne
      z nich nie bedzie cierpiało tak jak ja i córka i nie zrozumieją
      krzywdy jaką wyrządzają nam, bo nie będą wtedy małżeństwem z
      dzieckiem z 20 letni stażem w związku (on nie chce mieć nowych
      dzieci)i szkoda, bo chciałabym to zobaczyć czy do nich dotarłoby
      wtedy ja my teraz sie czujemy: nie smęcę już więcej, dobranoc
      niedługo, postarajcie się nie ryczeć w poduchę dziś- będę robić to
      za Was:(
      • jedynaczka28 wkleiłam nie tam gdzie trzeba;) do Kajmi 22.11.09, 21:18
        Nie płacz do poduszki po co masz tracic zdrowie widzisz ja sama widzę co źle
        robię i doradzam teraz Tobie... śmieszne ale to prawda. Nie daj sie bądź silna,
        myśl o tym, ze jego kiedyś napewno spotka kara, na nieszczęściu innych on
        wielkiego szczęścia nie zazna - zobaczysz ja uważam, ze to tylko kwestia czasu.
        Nie mogę za dużo pisać bo kuję do egzaminu i jestem padnięta pół nocy nie spałam
        bo mój jeszcze mąż wydzwaniał do mnie z pracy na dwa telefony dopóki ich nie
        wyłączyłam a miał niebywały problem: otóż dowiedział się, z enasz syn nocuje u
        dziadków (abym mogła się uczyć) ale on znał inny powód kochanek przyszedł do
        mnie na noc - ubawiłąm sie tym bardzo. Takie zachowania dają mi do myślenia, że
        on chyba mnie tak ocenia biorąc pod uwagę co on sam robi ale co tam niech sobie
        myśli ja mu powiedziałam tak kochanek przychodzi co noc inny a on się zaczął
        drzeć - głupek jeden:)

        Pozdrawiam Was Kochane i szkoda, ze już koniec weekendu. Chcociaz z drugiej
        strony ciesżę się, ze on sie skończył chciałabym miec już z głowy 30 listopada i
        egzamin a potem tak jak obiecałam i postanowiłam czas na uporządkowanie życia.
        Czasem tak sobie myślę, z eja po tym co on mi zrobił nie będę już nigdy miłą i
        dobra dla żadnego faceta, że będę ich traktować przedmiotowo, nigdy sie w nic
        nie zaangażuję. Czy któraś z Was tak miała lub myslała.
        Buziaki:)
        • selune111 Re: wkleiłam nie tam gdzie trzeba;) do Kajmi 23.11.09, 11:34
          Jedynaczko, dla mnie jest zagadka to ze go szlag trafia na mysl ze
          mozesz miec kochanka :-))) co to znaczy ? ze on wcale sie nie odcial
          i ze nie jestes mu obojetna, ale on nie wie czego chce, beznadzieja.
          Ale dobrze ze mu tak powiedzialas ;-) pewnie byl czerwony ze
          zlosci :-)
          • wwwybredna Re: wkleiłam nie tam gdzie trzeba;) do Kajmi 23.11.09, 13:28
            A mój sie zdeklarował ,że nie chce wrócić ,ze jest zdecydowany itp.
            Wczoraj dzwonił 3 razy i gadał chyba z godzinę o mydle i powidle.
            I jak ja mam to interpretować??
            A ja durna nadal na niego czekam.
            • kajmi Re: wkleiłam nie tam gdzie trzeba;) do Kajmi 23.11.09, 17:58
              już nie mój nie zmienił zdania:( w środę idę do adwokata, on już był
              3 razy;cos strona teraz marnie chodzi, więc wiecej nie piszę....
              • jedynaczka28 ostateczna rozmowa 24.11.09, 17:01
                Wczoraj mialam juz ostateczna rozmowę z jeszcze mężem. Syn do nie gdo dzwonił
                klika razy bo tatus wyniósł z domu płyty kompaktowe w tym jedna ważną dla syna z
                piosenkami po angielsku ka jednej z nich ma się nauczyć do szkoły. Więc syn sam
                postanowił dzownic do niego jak ja byłam jeszcze w pracy. Gdy wróciłam jak
                zwykle rozżalony w takiej sytuacji oznajmił mi, z etaty nienawidzi, że nigdy nie
                moze na niego liczyć. Bo tata nieoddzwania a tata owszem nie oddzwaniał bo miał
                wyłaczony telefon. Wiec ja mówię synku poczekaj nie martw się załatwię ci tą
                płytę. Nie wiem sama jak wpadłam na to aby zadzwonić do niego na drugi telefon -
                taki który dwa miesiace temu powiedział mi, ze jest już nieaktulany. Ja w to
                uwierzyłam. Bo nigdy wićeje nie dzwoniłam i nie pisałam esemesów. Dzwonię i
                jakież jest moje zdziwienie kiedy szanowny małżonek odbiera i bardzo się zdwiwił
                słysząc mój głos (ja mam numer zastrzeżony) dlatego odebrał telefon. Zdażyłam
                tylko powiedzieć do niego Twój syn usiłuje się z Tobą skontaktować ale on sie
                rozłączył. Nawet o tej płycie nie wspomniałam. Zadzwoniłam do jego rodziców i
                mówię im aby podrzucił mi tą płytę do pracy albo do moich rodziców. Jego ojciec
                mi mówił jaki to synek jego jest pokrzywdzony, chłopak się zagubił,z rozpaczy
                nie mógł zjeść w niedzielę obiadu bo tak starsznie płąkał. Na co ja - to jego
                wybory. Ojciec mi powiedział jego, ze oni nadal mu mówia niby wróć do rodziny a
                on na to ja swój związek już zakończyłem...
                O 21:30 tatuś wreszczie zadzownił do nas do domu. Syn sie kąpał a ja do niego
                mówię ty człowieku jesteś nieodpowiedzialnym gówniarzem, otrząśnij się bo
                stracisz już na zawsze dziecko. A on a niby co się stało. Miałem wyłaczony
                telefon i tyle nie muszę ci się tłumaczyć. Ci Twoi wielbiciele na mnie nie
                dziłąją - myslisz, ze ja jestem zazdrosny. Zaznaczam, ze ja z nikim się nie
                spotykam i sprawę moich ,,wielbicieli" porusza tylko on. On pyta czy złożyłam o
                rozwód. A ja to ty odszedłeś, ty masz powody sam sobie złóż. On się pyta i prosi
                mnie abym się zgodziła na rozwód bez orzeknia o winie a ja że nie. Dodałam mu,
                ze nawet jakbym ja się czuła winna rozpadowi tego małżeństwa to powinniśmy sie
                starać je uratować bo jest dziecko, które przez głupie gierki cholernie cierpi a
                on mi na to, ja Ci kobieto dawałem szansę przez 11 lat, ty jej nie
                wykorzystałaś. Dał mi do zrozumienia znów, ze to ja byłam zła i powodem jest też
                to, ze miałam złe relacje zjego rodziacami na co ja mu powiedziałam <<pamiętasz
                jak zawsze mówiłeś do mnie moi rodzice są źli dla ciebie i nie dziwię się ci, ze
                jesteś na nich zła" on mi na to powiedział, ze nie pamieta. Ja do niego, ze ja
                nie brałam ślubu z jego rodzicami abni on z moim i, ze to głupi pretekst skoro
                od jakiegoś czasu było dobrze aż do teraz kiedy pokazali znowu ile my ich
                obchodzimy . A on nieważne miałaś szansę , ja z Tobą rodziny tworzył już nie
                bedę, miałem z toba rodzine i dom i już nie chcę. Między nami nic nie ma a ja
                jak to nic o cho ci chodzi a on nie ma uczuć. A ja pytam to ty przytulając mnie,
                całując i sypiajac ze mną (częsciej on wszystko inicjował) nie darzyłeś mnie
                żadnym uczuciem i mogłeś tak robić. A on do mnie mogłem a ty z poprzednim swoim
                chłopakiem chodząć zaczęłaś spotykać się ze mną i co kochałaś go czy mnie???
                pomyśl sama i nie osądzaj. A ja nie przypominaj mi czegoś co było jak miałam
                naście lat i zero zobowiązań, bez dziecka i rodziny. Teraz jest inaczej nie
                rozumiesz a on rozumiem. To jest moja decyzja ostaeczna i kategoryczna. Nie chce
                być z Tobą. W grudniu skąłdam pozew o rozwód - napewno tak zrobi co wnioskuję z
                rozmowy i zachowania. Dodał mi jeszcze, ze oszwabiłam go z pieniędzy nadal mam
                mu oddawać za remonty. Oskarzył mi, ze to, iż syn nie chce go widzieć to jest to
                moja wina bo ja go nabuntowałam, jestem zła matką. On nie ma autorytetu w nim bo
                to moja wina - kurcze porzucił rodzine i myśli, ze to przeze mnie nie jest
                autorytetem w oczach syna...
                W rozmowie z ynem powiedział, ze nie życzy sobie aby on z nim tak brzydko
                rozmawiał i, z edziecko ma się zmienić a syn to ty sie zmieniłeś na bardzo złe i
                cie za to nienawidzę. Daj nam spokjój, daj nam życ. Syn zaczął znowu strasznie
                płakać i powiedział, ze się zabije albo jego.
                Na 7 grudnia jesteśmy umówieni do psychologa. Ja do niego powiedziałam tylko
                tyle, ze ja sobie dam radę jestem dorosła moze mnie krzywdzic dalej ale nigdy
                przenigdy nie wybaczę mu tego co zrobił swojemu dziecku i nigdy się nie zgodze
                na taki rozwód jakiego on chce. Pozostało mi czekać na pozew.
                Pozdrawiam Was kochane i uciekam do nauki.
                • aneta-skarpeta Re: ostateczna rozmowa 24.11.09, 22:54
                  jedynaczka28 napisała:

                  Ci Twoi wielbiciele na mnie nie
                  > dziłąją - myslisz, ze ja jestem zazdrosny. Zaznaczam, ze ja z
                  nikim się nie
                  > spotykam i sprawę moich ,,wielbicieli" porusza tylko on.

                  matko- ale on jest pusty..jak dzban

                  najlepsze że właśnie to on zyje tymi "wielbicielami". Ale to
                  wszystko po to żeby wywołać jakąs dyskusje, kłótnie- żebyś z nim
                  pogadała, on powie że jesteś głupia i będzie cały dumny i blady- do
                  tego utwierdzi sie w przekonaniu że z taka babą jak ty to tylko
                  życie marnował;)


                  On pyta czy złożyłam o
                  > rozwód. A ja to ty odszedłeś, ty masz powody sam sobie złóż. On
                  się pyta i pros
                  > i
                  > mnie abym się zgodziła na rozwód bez orzeknia o winie a ja że nie.


                  i bardzo dobrze!


                  > on mi na to, ja Ci kobieto dawałem szansę przez 11 lat, ty jej nie
                  > wykorzystałaś.


                  k.rwa mać, no nóż w kieszeni sie otwiera- teraz to nagle łaskawca-
                  może też z łaski Cie zapłodnił? żeby Ci dac szanse?


                  Dodał mi jeszcze, ze oszwabiłam go z pieniędzy nadal mam
                  > mu oddawać za remonty.


                  niech w sądzie z tym wyskoczy:> w ramach dawania Ci szansy włożył
                  pieniadze w mieszkanie? jego strata

                  chyba powinnaś kupić dyktafon:)

                  Oskarzył mi, ze to, iż syn nie chce go widzieć to jest t
                  > o
                  > moja wina bo ja go nabuntowałam, jestem zła matką.


                  <ściana> ojciec roku://///
                  - nawet nie wiesz jaki mi się przekleństwa cisna na usta;)-

    • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 24.11.09, 17:28
      Przed chwilą zadzwonił aby spotkać się i zrobić ustalenia przedrozodowe bo ja
      sieniby zgadzam na taki rozwód jak on chce. Ja na to człowkieju daj mi zyć i się
      uczyć bo jesli nie zdam egzaminu to tylko przez Ciebie - jesteś niepoważny. On
      do mnie ja mam sprawę wygraną bo wyprowadziłem się i nic nie wziąłem. Mieszkanie
      moich rodziców jest nasze są meble i kasa która poszła w remont nasza wspólna
      kasa i moich rodziców jego nie dali nam złotówki. On zabrał dawa samochody. A
      świnia mówi, ze wszystko mi zostawił okay niech sobie zabierze łyżki, talerze i
      huj wie co on jezcze chce - ja uważam, ze naprawdę jedyne co zostawił to mnie i
      dziecko.
      Powiedział do mnie, ze zadzwoni do syna i jeśli on jeszcze raz powie, ze nie
      chce z nim gadać to nigdy więcej w zyciu do niego nie zadzwoni i on to by nie
      dopuscił do takiej sytuacji aby dziecko na mnie mówiło a ja masz rację ty byś do
      niej nie dopuscił bo nie miałbyś okazji jja swojej rodziny nigdy bym nie
      zostawiła i tyle. Na koniec mi się wjuż wymsknęło i pierwszy raz w życiu i
      wogóle od 3 miesiecy kiedy go niema i kiedy mnie tak tarktuje powiedziałam do
      niego jesteś dla mnie śmieciem i patałachem - czy to mądre z mojej strony? nie
      wiem/
      • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 24.11.09, 22:59
        a tam jedynaczko- mądre nie mądre- czasem człowiek musi sobie
        ulżyć:) i tak ładnie go nazwałaś:)

        niech o wszystko walczy w sądzie- skoro wspólnie zrobiliscie remont-
        bo oboje pracujecie, a do tego pomogli Twoi rodzice to ja bym tylko
        czekała do sprawy w sądzie

        nic nie ustalać z nim przed- bo i tak jemu może się wszytsko
        odwidzieć.

        a prawda jest taka, że jak nie masz dyktafonu to on może sobie
        gadac, Ty sobie możesz gadać- a on w sądzie będzie się wypierał jak
        żaba błota
        • jedynaczka28 aneta-skarpeta 24.11.09, 23:19
          mam nadzieję, że w Sadzie mu pokażą jaki jest mądry i jakie ma podejście zdrowe
          do życia. A jeśli chodzi o dyktafon to ja wiem, ze on mnie nagrywa przychodząc
          tutaj do mieszkania a\le ja o tym wiem i panuję nad sobą choć i tak co ja bym mu
          głupia nagadała, że jest śmieciem masz rację to za ładne dla niego:)
          Wstyd się przyznać ale kiedyś w jakimś poście napisałam, ze jak wróciłam z
          wakacji to poszliśmy na imprezę na której się opił jak świnia i wtedy pierwszy i
          jedyny raz w życiu przy osobach od siebie z pracy i naszych znajomych w sytuacji
          gdy nie widział mnie i dziecka dwa tygodnie to był pierwszy dzień od naszego
          powrotu nazwał mnie dziwką i kurwą" dlatego, ze zwróciłam mu uwagę, ze tyle
          czasu się nie widzieliśmy a on zamiast być z nami lata i pije z każdym. Każdego
          przeprosił za swoje zachowanie rodziców, znajomych, dyrektora tylko nie mnie i
          nie swojego syna - który niestety wszystko słyszał...
          • aneta-skarpeta Re: aneta-skarpeta 24.11.09, 23:44
            on jest po prostu straszny.
            • bell-a30 Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 09:22
              To nie człowiek, tylko jakiś nowy twór, pozbawiony wszelkich uczuć i
              nastawiony tylko na siebie. Dziewczyny mają rację z tym dyktafonem,
              będziesz miała wszystko nagrane jak on nawet traktuje swoje dziecko.
              Moja koleżanka powiedziała do męża: przyznaj się do zdrady i że
              wydawałeś na pocieszycielkę nasze pieniądze, a być może ci wybaczę.
              No i ten idiota się przyznał, bo nagle sobie bez żony życia nie
              wyobrażał.A ona już miała następny dowód w sprawie, złożyła
              pozew.Adwokat powiedział że sprawa wygrana będzie, może sobie
              ściagać kolegów, którzy będą łgać, no i jeszcze ma zdjęcia jak się
              mizia z pocieszycielką w kawiarni, jej kumpela zrobiła.
              Teraz beczy rodzicom w rękaw jaki był durny i dlaczego nie chce mu
              żona wybaczyć. A rodzice: masz durniu co chciałeś, chwila
              przyjemności kosztuje.
              • kajmi Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 09:41
                wczoraj zrobił mi awanture, ze rozmawiaąłm z jego rodziacami.
                Rozmawiaąłm fakt, ale tylko tyle, że koło świąt przyjadę z Olą, żeby
                przekazać prezenty dzieciakom jego siostry i chcę, żeby Ola
                utrzymywała kontakt z jego rodziną mimo wszystko (teściowie nigdy
                nie byli wylewni i raczej Ole traktowali gozrej niz inne wnuczki, no
                ale...; potem tesc zadzwonił do niego i wdocznie cos pwoiedział nie
                po mysli męża, nie wiem, mozeżeby siezastanowił jeszcze czy cos
                takie... ten zadzwonił do pracy z awantura, której ciąg dalszy był
                po jego powrocie do domu, a nie wiem co go tak wzburzyło, bo sie nie
                dowiedziałąm, ale mam sie odp.... od jego rodziców i nie utrzymywać
                z nimi kontaktu, bo to są tylko nasze sprawy... dodatkow, ponieważ
                wie, że w końcu ja idę dziś do adwokata (on był juz 3-4 razy i on
                pisze pozew podobno bez orzekania o winie) to powiedział mi, że musi
                nakłamac w pozwie, bo prawdy napisać nie może i mam sie zapytać
                adokata, czy nie pociągnie go do opowiedzialnosci za skłądanie
                fałszywych zeznań:( ja jeszcze mam mu chronić tyłek????? miało być
                elegancko....a on juz uprzedza mnie, że będzie mnie oczerniał?? co
                ja mam robić?
                • bell-a30 Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 09:52
                  W żadnym razie nie chroń jego tyłka, mów jak było. Ty zostajesz
                  z dzieckiem.
                • aneta-skarpeta Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 10:07
                  kajmi napisała:

                  > to powiedział mi, że musi
                  > nakłamac w pozwie, bo prawdy napisać nie może i mam sie zapytać
                  > adokata, czy nie pociągnie go do opowiedzialnosci za skłądanie
                  > fałszywych zeznań:( ja jeszcze mam mu chronić tyłek????? miało być
                  > elegancko....a on juz uprzedza mnie, że będzie mnie oczerniał?? co
                  > ja mam robić?


                  olej to, albo ustalacie wspólny front, zeby szybko sie rozwiesc i
                  nikt sie nie będzie czepiał, albo jak chce chłop kombinowac to
                  będzie i Ty juz w to sie zagłebiaj- prawda jest taka, ze wyroku nie
                  dostanie za skłądanie fałszywych zeznań, bo to nie psrawa o
                  morderstwo:)
              • anja.ltd Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 09:52
                bell-a30 napisała:
                >Teraz beczy rodzicom w rękaw jaki był durny i dlaczego nie chce mu
                żona wybaczyć. A rodzice: masz durniu co chciałeś, chwila
                przyjemności kosztuje.

                To jest właśnie chwila, na którą ja z utęsknieniem będę czekać - że frajerowi
                noga się podwinie, nieważne kiedy, za 3 m-ce, pół roku, 2 lata, byleby tylko
                został sam jak palec. Może kiedy jego w końcu życie w dupę kopnie, to chwilę się
                zastanowi nad tym jakim był (jest) skończonym chamem i może wtedy zacznie
                żałować tego, co zrobił...
                Dziewczyny, czy wy naprawdę wierzycie, że nie można zbudować szczęścia na
                nieszczęściu innych..? Ja się coraz częściej zastanawiam, czy nie jest to pusty
                slogan, tak samo jak teraz sloganem wydają mi się słowa 'na dobre i na złe oraz
                że cię nie opuszczę aż do śmierci'...
                • bell-a30 Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 10:07
                  Powraca i to ze zdwojoną siłą. Nie teraz to za kilka
                  lat.Najważniejsze wychować dziecko na dobrego człowieka i samemu
                  postępować tak żeby bliska osoba nie ciepiała przezemnie. A jakie to
                  byłoby proste, kto sie deklaruje że jest katolikiem, przestrzegałby
                  10 przykazań.Dlatego jest ich tylko 10, żeby pewne niemoty
                  zrozumiały.
                • aneta-skarpeta Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 10:13
                  > To jest właśnie chwila, na którą ja z utęsknieniem będę czekać -
                  że frajerowi
                  > noga się podwinie, nieważne kiedy, za 3 m-ce, pół roku, 2 lata,
                  byleby tylko
                  > został sam jak palec. Może kiedy jego w końcu życie w dupę kopnie,
                  to chwilę si
                  > ę
                  > zastanowi nad tym jakim był (jest) skończonym chamem i może wtedy
                  zacznie
                  > żałować tego, co zrobił...


                  no ja tez tak myślałam- ale w sumie nie jesteśmy małżenstwem od
                  ponad 5 lat, jemu zycie legło w gruzach- nie dba o siebie to zdrowie
                  mu szwankuje, a ma teraz 35 lat, bieda z nedza itd problemy
                  alkoholowe mocno sie nasilily

                  i jak refleksja pajaca nachodzi? na zmiane, albo że to ze odeszłam
                  zniszczyło mu zycie ( to ze odeszłam, a nie to ze sie kurwił:>),
                  albo dlaczego zniszczylismy to małżenstwo...k.rwa MY :)

                  oni nie maja refleksji:)
              • aneta-skarpeta Re: aneta-skarpeta 25.11.09, 10:04
                bell-a30 napisała:

                > Moja koleżanka powiedziała do męża: przyznaj się do zdrady i że
                > wydawałeś na pocieszycielkę nasze pieniądze, a być może ci
                wybaczę.
                > No i ten idiota się przyznał, bo nagle sobie bez żony życia nie
                > wyobrażał.A ona już miała następny dowód w sprawie, złożyła
                > pozew.Adwokat powiedział że sprawa wygrana będzie, może sobie
                > ściagać kolegów, którzy będą łgać, no i jeszcze ma zdjęcia jak się
                > mizia z pocieszycielką w kawiarni, jej kumpela zrobiła.
                > Teraz beczy rodzicom w rękaw jaki był durny i dlaczego nie chce
                mu
                > żona wybaczyć. A rodzice: masz durniu co chciałeś, chwila
                > przyjemności kosztuje.


                :D rewelacja
                • jedynaczka28 wierzę 25.11.09, 17:06
                  Ja wierzę w to, ze kiedyś jego spotka za to jakas kara ale w sumie tak jak
                  napisała aneta-skarpeta u jej byłego nie jest wesoło ale do konca to on nie
                  zrozumiał bo niby oni zniszczyli razem? Może ta rfleksja to to, ze kiedyś myślał
                  że to jej wina a teraz już onoi razem na wiecej ich moze nie stać - moze oni
                  jacyś opóźnieni sa trochę...
                  Może ta nasza wiara nas jakoś podbudowuje, ze dziś my a jutro oni?
                  WJa wiem, zę w zyciu nic nie jest pewne i niczego nie da się przewidzieć ale w
                  co uwierzyłam na pewno dzięki Wam - za co dziękuję moze być kiedyś dobrze i
                  trego jestem pewna i tego się trzymam.
                  Ktoś napisał o 10 przykazaniach aby te niemoty zrozumiały ale jak widać niemoty
                  nie moga pojąć nawet tego:)
                  jeśli chodzi o Kajmi to, ze Twój jeszcze maz zabrania ci kontaktów z jego
                  rodziną - to u mnie jest to samo. Mnie już zwisają jego teksty co mi to da to,
                  ze ryczłam w poduszkę i nie widziałam sensu życia - musimy żyć mamy dla kogo
                  trzeba mysleć, że gorzej być nie moze i tyle. Nie dajmy się im.
                  Pozdrawiam i uciekam jak zwykle do nauki, bo egzamin tuż tuż.
                  Dziś chyba nie bedzie chciał ustalać ze mną spraw rozwodowych...:)
    • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 11:02
      Jedynaczko, ile czasu trwało zanim sie troche otrzasnełąś... ten
      pierwszy mały krok? pytam sie, bo dizs idę znowu do psychola i
      zastanawiam sie czy nie powinien mi zmienic leków... biorę
      antydepresanty i one daja efekt po 2-3 tyg. tyle minęło,dają mi
      zasnąć (ale i tak wyglądam jakbym nie spała) i nico rzadziej mam
      ataki paniki, ale jestem taka zgaszona i smutna, nic mi się nie
      chce... nie wiem, czy to efekt tej sytuacji czy też leków, które
      przytłumiają każdą reakcję? wczoraj znowu nieżle pojechał w domu a
      ja nie jestem w stanie się wkurzyć- a to chyba by mi pomogło....
      ja też chciałąbym, żeby jemu z ta babą nie wyszło i żeby jakoś go
      pokarało emocjonalnie za to wszystko, ale nie wierzę, że los by mi
      tak sprzyjał - on zawsze spada na 4 łapy i raczej nic nie skłoni go
      do refleksji..... szkoda.... trzymam kciuki za egzamin

      do anety- nie wiem, czy pisałaś, czy Ty masz dzieci? i jak to na
      prztestrzeni tych 5 lat wyglądały i kształtowały się Twoje kontakty
      z byłym, bo widzę, że wiesz co u niego sie dzieje....
      • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 12:23
        kajmi napisała:

        > do anety- nie wiem, czy pisałaś, czy Ty masz dzieci? i jak to na
        > prztestrzeni tych 5 lat wyglądały i kształtowały się Twoje
        kontakty
        > z byłym, bo widzę, że wiesz co u niego sie dzieje....

        mam syna 7 letniego

        odeszłam jak miał 1.5 r. ( cos koło tego)

        on w miare utrzymuje kontakty z synem- był czas ( 2 lata temu) ze
        zajmował sie synem bardzo ( zabierał na każdy weekend), a syn aż
        piał z zachwytu po tych wizytach ( bo tata sie z nim bawil itd).
        Wcześniej bywało różnie, najczęściej nie miał czasu, a jak miał czas
        to nie miał chęci

        teraz jest tak, że od prawie 2 miesiecy nawet sie nie odzywa i od
        1.5 roku kontakty z synem traktuje jako przykry obowiazek ( ale w
        gadce to on bardzo kocha syna i gwiazdke z nieba by mu dał, a trudno
        mu 400 zł alimentów zapłacic co miesiąc)

        a wiem co sie u niego dzieje, bo i syn mi opowiadał i on lubi sobie
        wypic ( od kiedy przyszedł pijany po dziecko to moze go tylko
        widywac u nas, albo zabierac na spacer, plac zabaw itd- jak jest
        trzeźwy) wiec jak sobie wypił to wydzwaniał, pierdolił faramazony (
        sory ale inaczej tego nie da sie określić), jak miałam ochote to go
        słuchałam, ale raczej z politowaniem

        kiedys nawet chciałam mu pomóc, poradzic wesprzec zeby sobie jakos
        zycie ułozył, ale zobaczyłam, że ja gadam do ściany i on uwielbia
        stan wiecznego nieszczęścia wiec sobie dałam spokój

        rozmawiamy w sumie najczęściej w trakcie jego wizyt u nas.

        A najwiecej sie dowiedziałam o jego "zyciu" jak się zorientował, że
        na poważnie zaczęłam sie spotykać z moim partnerem ( jestesmy ze
        soba 3.5 roku) to zaczął sie uzewnętrzniać

        inna sprawa, że jako człowiek mało zrównoważony i uwielbiający
        międlic jezorem na przemian widział we mnie wroga nr 1 i najlepsza
        kandydatke na przyjaciela:)

        a że ja teraz mam naprawde cudowne zycie, i super faceta, który poza
        mna i synem ( teraz naszym, bo naprawde go tak traktuje) nie widzi
        bozego swiata to po mnie spływa jak po kaczce to co on mówi

        np moj partner bardzo przytył od kiedy sie poznalismy- mi to nie
        przeszkadza, ale widocznie mojemu ex bardzo. Są także fizycznie
        rózni. Ex wysoki i szczupły, a obecny niewiele wyzszy ode mnie,
        budowa " na wikinga";)

        no więc mój ex kiedys chciał mi dopiec ( co mnie strasznie bawi) i
        mówi, ze D. jest gruby, a ja na to i co z tego skoro ma serce ze
        złota. Jest głupi ( nie zna go wcale:)), a ja na to że mimo ze głupi
        to skończył dwa kierunki politechniki i jest specjalista, a Ty
        jestes mądry i co 3 m-ce wywalaja cie z roboty

        że mam grubsza ręke niż on łydke- on straszliwie schudł ( bo o
        siebie nie dba) i wygląda jak smierc, wiec ja na to, że to raczej
        źle swiadczy o Tobie skoro masz takie chude łydki ( ja nosze rozm
        42/44)

        i mój D strasznie sie denerwuje jak on tak chrzani, ale mnie to
        teraz tak bawi, że az czasem specjalnie go rpowokuje zeby mi cos
        nagadał i go wtedy punktuje

        Kiedys tez naszego syna spytał czy bardziej kocha jego czy D.

        Syn odpowiedział tak jak uważał- że D.

        to sie ex zdenerwował, zaczął krzyczeć że D. jest głupi bo jest
        gruby ( moj ex patrzy TYLKO na powierzchwność)- nie wiem jaka jest
        koleracja miedzy gruby i głupi, ale widocznie jest;)

        wiec syn powiedział cicho ze to nieprawda i sie zamknął w sobie na "
        tatusia"

        potem tatus zadzwonił z pretensją więc mu powiedziała " trzeba było
        sie nie pytać":)

        No i najważniejsze, ten głąb uważa że jego podboje robia na mnie
        wrażenie i ciagle opowiada " no w ta sobote to nie mogę jednak
        przyjechać bo wyjeżdzam na mazury, wiec sama rozumieszz" i
        teatralnie zawiesza głos
        - rozumiem, to zadzwon w przyszly piatek..Pa

        ( on chyba liczy jak maż jedynaczki ze ja zaczne z nim dyskutowac i
        ten bedzie mogl po mnie pojezdzic)

        albo
        -chcielibysmy zabrac Szymka w góry ( jakie my?, czy ja czegos nie
        wiem? ale nic udaje głupią:)
        - no nie bardzo, nie zapłaciłeś alimentów wiec skoro masz na wyjazd,
        a na alimety nie to nie pojedzie - zresztą nigdy go nigdzie z synem
        nie pusciłam
        - no ale ja naprawde nie mam, za wyjazd płaci Alice ( tak tak,
        Alice, nie Alicja:)
        - no to niech zapłaci za ciebie alimenty;)
        - ty tylko o pieniądzach..foch. rzucił słuchawką...na 2 tyg mam
        spokój

        :)
        • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 13:26
          No i jak się wyłajdaczył, żal mu że jesteś szczęśliwa. Historia
          mojej koleżanki z życia wzięta:Pan Misio puścił wciągu 2 mcy 2
          pensje i trzynastkę, oczywiście na pocieszycielkę. A na koniec
          pożyczał od dziecka ze skarbonki moniaki po 10, 20 groszy. A na to
          dziecko: Tato dlaczego zabierasz mi pieniądze? Czy nie może dać ci
          ta pani którą zabierałeś do hoteli i kawiarni? Patrzcie jak chłop
          zdziadział i się nie wstydził własnego dziecka.
          • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 13:47
            bell-a30 napisała:

            > No i jak się wyłajdaczył, żal mu że jesteś szczęśliwa. Historia
            > mojej koleżanki z życia wzięta:Pan Misio puścił wciągu 2 mcy 2
            > pensje i trzynastkę, oczywiście na pocieszycielkę.

            moj tak samo, bo moj ex to ma gest, nie myślcie sobie, ze nie:)


            a tesciowa na mnie psy wiesząła, ze nie umiemy sie gospodarzyc

            wiec powiedzialam, ze niestety maz do domu pensji nie przynosi, albo
            przynosi połowe

            - to dlaczego mu nie powiesz zeby przynosil całą?
            - niech mama mu powie i ciekawa czy zacznie przynosic:]

            czas zweryfikował wszystko:)

            A na koniec
            > pożyczał od dziecka ze skarbonki moniaki po 10, 20 groszy. A na to
            > dziecko: Tato dlaczego zabierasz mi pieniądze? Czy nie może dać ci
            > ta pani którą zabierałeś do hoteli i kawiarni? Patrzcie jak chłop
            > zdziadział i się nie wstydził własnego dziecka.


            o matko
            • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 13:56
              Dlatego walczyć dziewczyny o jak największe alimenty, dla dzieci też
              nich mają gest. Tylko, że za takie gesty to pocieszycielki
              przynajmniej nogi rozkładały, a dziecko to tylko bezwarunkowa miłość.
              • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 18:18
                Do kajmi
                Jeśli chodzi o moje samopoczucie, ten krok do przodu to tak naprawdę nie wiem
                kiedy on nastąpił. W październiku był taki okres czasu, że ja myślałam, ze to
                już minęło, nie myslałam o tym, nie mogłąm wogóle myśleć bo gdy tylko pomyślałam
                była tragedia.
                Poczatek był taki schudłam 8 kilo wazyłam 42, nic nie jadłam, nie spałam,
                płąkałam w nocy, w dzień, w pracy, przy dziecku. Koszmar. Ogladąłam nasze
                zdjecia i płakałam, cały czas o nim myślałam. Prosiłam go i błagałam aby wrócił
                do domu. Rozmawiałam z nim, tłumaczyłam, krzyczałam. On mnie wyzywał poniżał a
                ja go i tak kochałam.
                Szczerze powiem, ze bardzo mi pomagali przyjaciele i rodzice i nie ukrywam, ze
                Wy również. To co pisałyście naprawdę bardzo mi pomaga. Bardzo sie do tego
                przyzwyczaiłam. Potem mi przeszło, zaczęłam myślec inaczej, bo na poczatku
                wogóle nie rozumiałam tego co on zrobbił. Idealizowałam całą tą sytuację, było
                mi tak bardzo ciężko - najgorszemu wrogowi tego nie życzę ale jemu tak.
                Przyjęłam taktykę aby wogole nie dopuszczać myśli o nim i to mi pomogło ale na
                krótki czas bo to wracało niestety i wszystko przerbabiałam od poczatku i wcale
                nie bolało mnie mniej.
                Po rozmowie z koleżanką, która jest po psychologii zrozumiałam, ze na to
                potrzeba czasu i jeszcze raz czu. Trzeba się wypłakać, pozowlić na łzy. Każdy
                musi się wycierpieć to nie jest tak, zę się nprzejdzie przez to bez żadnydh
                takich doswiadczeń.
                To jak żałoba. On mi tak ubliżał, poniewierał a ja głupia nadal kochałam. Nie
                wiem czy teraz kocham bo nic o tym nie myślę, jak nie dzwoni i nic nie chce to
                jest dobrze. Jak sie tylko odezwie to mnie boli jeszcze zarówno, ze zawsze coś
                dopierdzieli ciekawego ale też momentami myślę, ze kurcze coś nas łaczyło.
                Wiecie co ja wiem o tym, ze on to rozstanie miał przemyslane wczesniej. Takie
                rzeczy się nie dzieją ot tak, on to zaplanował i eteraz ja analizujac ostatnie
                nasze wspólne chwile widzę to, ze on sie przygotował do tego bardzo dobrze, on
                się nastawił na odejście i dlatego jemu jest ąłtwiej, ze nawet syn go nie
                przekonał do powrotu.
                Teraz skupiąłm się na nauce i mniej myslę. Ale bardzo sie boję tego, ze po
                egzaminie to wróci, a wróci na pewno 7 grudnia psycholog i mam zamiar tam sie
                tego pozbyć bo gdzieś głęboko w sercu mi to lezy nadal i nie da się tego łątwo
                pozbyć. Będą Święta, rozwód - nie wiem będzie mi ciężko. Boję się tego, że w
                Sądzie zpytają mnie o to czy go kocham. Teraz go bartrdziej nienawidzę niż darzę
                jakimś uczuciem, zmarnował mi zycie, ja go strasznie kochałam, chcialam być z
                nim zawsze. Teraz on jest tak bezczelny, ze zadzwoni do mnie o co kolwiek gdy ja
                mu odpowiem nic zwiazanego z tym aby on wracała to on na każdym kroku mi mówi
                kobieto ja do ciebie nie wrócę, ja nie chce z Tobą być. Jest mi wtedy nadal
                przykro. Przykro mi kiedy mi mówił, ze mnie nigdy nie kochał, nic nas nie łaczy
                - to bedzie bardzo długo bolało tym bardziej, ze bylły bardzo miłe i szczęśliwe
                chwile u nas. Już nie chcę nawet wspominac tego, ze po egzaminie mieliśmy się
                starać o dziecko - no cóż...
                Kajmi tak jak piszą dziewczyny kochana potrzebujesz czasu, kiedy chcesz to
                pąłcz, wychodź z domu, rozmawiaj z innymi nie wiem co mam ci poradzić bo wiez
                sama nie jestem w tym najlepsza.
                Czytajać to forum uważam, ze aneta-skarpeta i bell30 to naprawdę super
                dziewczyny, mają mądre podejście do zycia, dobrze myślą:) czyli mamy z kogo brac
                przykłąd. Musisz wierzyć w to, ze bedzie dobrze bo musi być.

                Mój dziś dzwonił do mnie że ma bilety na mecz i chce zabrać syna a ja do niego
                zapytaj się jego a on nie bo ty mu nie pozowlisz, bo to ty podejmujesz za niego
                decyzje, ty mu zabraniasz i pytam ciebie a ja to nie ja mam isc tylko on, on ma
                9 lat wie czego chce. A on znowu ja kobieto nie wrócę, więc wydarałam się na
                niego, zeby dał mi żyć, niech ruszy swoim pustym łbem i niech zacznie się
                rozglądać wokół siebie to wtedy zrozumie co robi - czy on kiedyś zrozumie że
                moje decyzje to moje a jego syna to jego syna, ze on mozę sam decydować o jakiś
                rzeczch czy ja jestem już do konca skazana na to, ze jak syn mówi nie to to jest
                moja wina - bo to mnie wyprowadza z równowagi, nie nawidzę go za to. Niew
                nawidzę go za to, ze on nie pojuje tego co robi, że krzywdzi, ze ktoś cierpi,
                nie rozmuiem jak nie teskni za synem, nie rozumiem, ze nie chciał wrócić i
                ratować małżeństwa (które było do ratowania po tym co zrobił) bo taka sytuacja
                mi sie nie śniłą w najgorszych snach.

                Pozdrawiam Was gorąco dziewczyny i ide zakuwać czeka mnie cieżka noc ale jutro
                urlop i znowu zakuwanie: musze zdać a potem znowu pod górę:)
                • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 18:20
                  Myslę sobie momentami, ze szkoda, ze ja nie wiem o tym, ze mój sie łajadaczy bo
                  tak czasami to po wysłuchaniu jego farmazonów myslałam,że to moja wina... byłąm
                  zła i nie dobra, za mało się starałam i takie tam ale gdyby tak było to by mi to
                  chyba powiedział i chciał abym coś zrobiłą a tu nic tylko wyprowadzka więc to
                  chyba ja jestem normalna tylko z nim coś nie tak.
                  • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 21:24
                    ja tez zawsze mysle najpierw ze to byla moja wina.. wiesz co u mnie
                    jest chyba najgorsze. to ze on sie nie odzywa, to jest juz drugi
                    miesiac i ja nie wiem o co chodzi. czy on sie przygotowuje zeby mi
                    powiedziec najgorsze ? no bo chyba gdyby chcial zebysmy byli razem
                    to by mi juz to powiedzial ?? nie wiem, nigdy go w sumie nie
                    posadzalam o kochanki i nadal nie uwazam zeby tak bylo, ale dwa
                    miesiace... ? i zero zaproponowania jakiejs rozmowy ? czy to
                    normalne dziewczyny ?
                    • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 21:53
                      selune111 napisała:

                      > ja tez zawsze mysle najpierw ze to byla moja wina.. wiesz co u
                      mnie
                      > jest chyba najgorsze. to ze on sie nie odzywa, to jest juz drugi
                      > miesiac i ja nie wiem o co chodzi. czy on sie przygotowuje zeby mi
                      > powiedziec najgorsze ? no bo chyba gdyby chcial zebysmy byli razem
                      > to by mi juz to powiedzial ?? nie wiem, nigdy go w sumie nie
                      > posadzalam o kochanki i nadal nie uwazam zeby tak bylo, ale dwa
                      > miesiace... ? i zero zaproponowania jakiejs rozmowy ? czy to
                      > normalne dziewczyny ?


                      generalnie nie oszukujmy sie, nieodzywanie sie 2 m-ce samo w sobie
                      nie jest normalne.

                      to jest straszne, że nie ma jaj zeby postawic sprawe jasno

                      albo wóz, albo przewóz- sama bys sie 100 razy lepiej czuła, choc nie
                      na początku, jakby powiedział że chce rozwodu, a nie takie trzymanie
                      Cię w zawieszeniu

                      mam wrażenie że oni to robią, bo sami nie wiedzączego cchą, a nie
                      chcą sobie furtki zamykac. Durnie:/

                      ale nie oszukujmy się, jeśli nie liczy się z twoimi uczuciami to nie
                      wrózy najlepiej:(
                      • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 22:19
                        chyba masz racje. to jest ciezkie dla mnie. bardzo. czy naprawde tak
                        malo to malzenstwo dla niego znaczy. nie wiedziec co u zony przez 2
                        miesiace, czy wszystko ok, w sumie rozmawialam z nim 2 razy.. raz na
                        miesiac srednia. nie wiem. beznadziejne to wszystko.
                  • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 21:50
                    jedynaczka28 napisała:

                    > Myslę sobie momentami, ze szkoda, ze ja nie wiem o tym, ze mój sie
                    łajadaczy bo
                    > tak czasami to po wysłuchaniu jego farmazonów myslałam,że to moja
                    wina... byłąm
                    > zła i nie dobra, za mało się starałam i takie tam ale gdyby tak
                    było to by mi t
                    > o
                    > chyba powiedział i chciał abym coś zrobiłą a tu nic tylko
                    wyprowadzka więc to
                    > chyba ja jestem normalna tylko z nim coś nie tak.


                    kochana, mój też wmawiał mi że jestem beznadziejna i głupia, choc
                    ma lepsze wykształcenie od niego, jestem dosc zaradna, mam dużo
                    znajomych, ktorych mam od lat, a jego znajomi ciagle sie zmieniaja,
                    bo jest nielojalny itd

                    i najgorsze ze tez przez jakis czas w to wierzyła- że jestem
                    beznadziejna i jeszcze powinnam go przepraszac, że on jest zmuszony
                    mnie zdradzac

                    tez sie ponizalam proszeniem, starałam sie i ciagle zawodziła

                    teraz widze jakie to było bez sensu i ze nie we mnie był porblem,
                    choc wiadomo że idealna nie jestem, ale z ideałem to nudne życie by
                    było;)
                • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 26.11.09, 21:48
                  jedynaczka28 napisała:
                  czy ja jestem już do konca skazana na to, ze jak syn mówi nie to to
                  jes
                  > t
                  > moja wina


                  niestety tak będzie, ale w końcu zacznie Ci to zwisać:)

                  - bo to mnie wyprowadza z równowagi, nie nawidzę go za to. Niew
                  > nawidzę go za to, ze on nie pojuje tego co robi, że krzywdzi, ze
                  ktoś cierpi,
                  > nie rozmuiem jak nie teskni za synem, nie rozumiem, ze nie chciał
                  wrócić i
                  > ratować małżeństwa (które było do ratowania po tym co zrobił) bo
                  taka sytuacja
                  > mi sie nie śniłą w najgorszych snach.


                  ...bo on jest najzwyczajniej w świecie egoistycznym sadystą, który
                  hełbi ( chełbi?) tym że Cie zostawił, że jest wolny, wie że jesteś
                  porzucna i to ty zostałaś na lodzie, ale jednocześnie widzi że mimo
                  to sobie radzisz, dajesz rade. Nagle sie okazało że syn ma go dość,
                  Ty masz go dość, coraz lepiej jakos sobie zyjecie tylko we dwoje,

                  a to miało byc inaczej...syn miał skakac pod sufit przy łąskawej
                  wizycie tatusia, a Ty porzadac go wzrokiem- wtedy byłby dumny jak
                  paw, że jest taki " męski", a teraz żeby sie poczuc lepiej to wmawia
                  Ci że go błagasz o powrót


                  • anja.ltd oj ciężko... 26.11.09, 21:59
                    No właśnie, są egoistami, i nie powinnyśmy się nimi przejmować, tylko myśleć o
                    sobie, próbować zapomnieć... tylko ciężko, cholera...
                    Dziś oglądałam nasze zdjęcia i znowu ryczałam jak głupia - idiotka ze mnie;
                    przecież już powinnam się oswoić z faktem, że nie ma nas, że moje miejsce zajęła
                    inna... Tylko, kurde, na tych zdjęciach nie widzę ani trochę żeby był taki
                    nieszczęśliwy... Jeden wielki dół... Ogromna pustka, mimo tego wszystkiego co
                    zaszło... Nie potrafię się podnieść...
                    buuu :'(
                    • aneta-skarpeta Re: oj ciężko... 26.11.09, 22:05
                      anja- NIE OGLĄDAMY ZDJĘĆ, KASET, NIE WĄCHAMY JEGO KOSZULI

                      to jest surowo zabronino, bo nic dobrego nie przynosi

                      ja poszłam na całość i po rozstaniu, ale jeszcze przed sprawą
                      rozwodową mój brat zbieral ode mnie i od mamy stare złoto, ktore nam
                      niepotrzebne, bo chciał sobie przetopic na krzyzyk

                      dałam mu pierscionek zaręczynowy i obrączke i jakis łancuszek
                      zdziwił sie strasznie ( myslał chyba że mi odbiło), ale
                      powiedziałam, że mi to juz niepotrzebne

                      i powiem szczerze, ze mi wtedy ulzyło:)
                      • anja.ltd Re: oj ciężko... 26.11.09, 22:08
                        Koszul nie ma - wziął wszystkie;)
                        Tak, wiem, że to do niczego dobrego nie prowadzi, a tylko samą siebie pogrążam w
                        tym fatalnym nastroju, ale to jest silniejsze ode mnie. Ogólnie jedna wielka
                        rozpacz. Najchętniej zapadłabym w zimowy sen, dożywotni;)
                        • jedynaczka28 Re: oj ciężko... 26.11.09, 22:33
                          do anja Najchętniej zapadłabym w zimowy sen, dożywotni;) - ja też bym tak
                          chciała ale się nie da:)
                          Sellune - to, ze on się nie odzywa 2 miesiące to jest tchórzliwym dupkiem a z
                          drugiej strony jakby miał ci uprzykrzać życie tak jak mnie mój - to nie wiem co
                          lepsze?
                          Ty spokojnie czekaj, ale rozważ sobie może lepiej, ze razem nie będziecie,
                          lepiej tak myśleć niż czekać i łudzić się a on myśli i wie, że nie wróci - bo
                          może to już teraz wiedzieć a ty możesz już zacząć normalnie żyć.
                          aneta-skarpeta ile ty masz lat, nie wiem czy kiedyś już gdzieś pisałaś - pytam
                          bo jesteś strasznie fajną życiowa dziewczyną:)

                          DZIEWCZYNY MYŚLĘ CZY WY BIEDNE MOŻECIE ZROZUMIEĆ W OGÓLE CO JA PISZĘ BO JA TO
                          ROBIĘ SZYBKO I CHOLERA NIEDOKŁADNIE PEŁNO LITERÓWEK AŻ MI SAMEJ CIĘŻKO POJĄĆ CO
                          JEST NAPISANE:)
                          • selune111 Re: oj ciężko... 26.11.09, 22:55
                            :-(
                          • aneta-skarpeta Re: oj ciężko... 27.11.09, 08:53
                            -ile ty masz lat, nie wiem czy kiedyś już gdzieś pisałaś-

                            mam 29 lat

                            dzięki, aż mi głupio bo w sumie to taka zwykła jestem:)
                        • kajmi Re: oj ciężko... 27.11.09, 09:19
                          rozumiem Cię, cholernie ciężko i nie umiem nic zrobic, zeby było
                          lepiej... jak coś Ci pomoże to napisz, może mnie też... ja zrobię to
                          samo jak wpadnę na jakiś pomysł...
                          • bell-a30 Re: oj ciężko... 11.12.09, 10:36
                            Nie możecie się zamykać w domu i rozmyślać. Czekać jak kochanka na
                            każdą chwilę, którą łaskawie jest jej poświęcić kochanek.Wyjść
                            z kumpelami na dyskotekę, kina, zakupy.Wiosną i latem jest o wiele
                            więcej atrakcji.
                • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 27.11.09, 09:14
                  oj, jedynaczko, jestem na tym samym etapie co Ty w pażdzierniku,
                  tylko tyle, że nie ma nawet we mnie złości tylko olbrzymia żałość,
                  gdybym czuła gniew byłoby mi łatwiej, sama siebie nie rozumiem...
                  wczoraj jeszcze starałam sie z nim porozmawiać i przekonać do zmiany
                  decyzji, oczywiście nie udało się, w ciagu tego miesiąca już 4 razy
                  był u adwokata, wszystko - wyjątkowo jak na niego - konsekwentnie
                  robi pod kątem nowego życia i nowej baby, weekend będę miała marny,
                  bo definitywnie się wyprowadza.Podejrzewam, że szybciej zostane
                  rozwódką niz Ty, pewnie będzie 1 rozprawa za 3-6 miesiacy, bo nasi
                  adwokaci mają ze sobą ustalić warunki, nam się to nie udaje, bo on
                  nie mówi, czego chce. Ja problemów nie będę rozbić z rozwodem ( to
                  nic nie da i nie mam na to siły). Dodatkowo cały czas rozżala mnie
                  fakt, że on ma wsparcie emocjonalne tej baby (podobno jest też
                  zamożna)a ja jestem z tym sama, nie mam nawet rodzeństwa czy
                  ojca.Znajomi w moim wieku to rodziny zajęte swoimi sparwami tak jak
                  ja kiedyś.Do tego Świeta, Sylwester itp. Jedynaczko, z jakiego
                  miasta jesteś?
        • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 27.11.09, 09:01
          Nie masz pojecia jak bardzo chciałąbym byc na Twoim etapie... i to
          już i teraz:) tak sie cieszę, że tak Ci się ułożyło i życzę, żeby
          cały czas było jak najlepiej.
          • jedynaczka28 Kajmi 27.11.09, 19:51
            Kajmi nie rozmawiaj z nim i nie proś go aby wrócił bo to na pewno Cię rani -
            mnie raniło bardzo.
            Dziewczyny miały racje najlepsze jest olanie - nie to, ze to spowoduje, ze on
            wróci ale ty będziesz mniej cierpieć, on nie zasługuje na to aby mieć
            satysfakcję z tego powodu - nie on jedyny jest na tym swiecie.
            Rozumiem Cię i współczuję Ci, bo wiem jak to strasznie boli, wypłącz się i
            rozmawiaj z innymi to pomaga, nie myśl o nim jak jesteś sama.
            Zobaczysz to prawda, ze czas goi rany musisz w to uwierzyć - ja jestem tego
            dowodem bo czuję się znacznie lepiej.
            Weź się w garść - jak będę miała inną lepszą radę taką na już a wiem, ze takich
            nie ma bo sama bym już skorzystała to oczywiscie sprzedam patent.

            Ja od 11 lat byłam jasną blondynką, dziś zrobiłam grzywkę i mój nowy kolor to
            toffi z rudym...
            Może to głupie ale ja strasznie potrzebowałam tego, jakoś wydaje mi się, że
            jestem inna przez to...
            Jutro idę na imprezę imieninowo andrzejkową i on też tam będzie - ciekawe co
            powie na moje włosy? pewnie, ze mi odjebało - a ja powiem tak jak Tobie:)
            aneta-skarpeta jesteśmy prawie rówieśniczklami ja w marcu też 29 będe mieć.
            Naprawdę jesteś super dziewczyną i nie wiem mam takie wrażenie, ze strasznie
            mądrą życiowo - szkoda, ze nie znamy się bliżej.
            Tak samo myślę o bell30 - macie zupełnie inne podejście do życia, przemyślane,
            madrzejsze serio Wasze rady bardoz pomagają nam.
            Pozdrawiam Was wszystkie
            Sellune co u Ciebie?
            • selune111 Re: Kajmi 27.11.09, 21:08
              U mnie cisza. Po prostu nic, nawet slowa. Nie mysle o nim za czesto
              ale mam takie mysli czy ja nie zasluguje na normalnego kochajacego
              faceta dla ktorego bede najwazniejsza a on dla mnie ? Ja bym tak
              chciala zeby mnie ktos kochal bardzo i zebysmy razem pracowali nad
              zwiazkiem na nasze szczescie. Tez nie wiem jak do tego doszlo,
              czytalam ostatnio jego stare maile do mnie w ktorych mi wyznawal
              milosc itp... a teraz to zupelnie inny czlowiek, jak moglo sie to
              wszystko tak zmienic.. mysle ze jego rodzice jakos nie namawiaja go
              do powrotu bo pewnie by sie odezwal jakos. On sie odezwal do mnie
              kilka razy bo po prostu musial, to nie byly spontaniczne rozmowy z
              troski. No coz.. nie wiem, jakos ostatnio jest mi tak dziwnie.
              Wczesniej bylam zla i wsiekla na niego. Teraz wlasciwie nie moge
              nawet okreslic jak sie czuje, tak nijak. Nie tesknie za nim ale mam
              dziwne przeczucia. Boje sie momentu w ktorym on mi powie ze chce
              rozwodu, teraz jakos emocje sa ustabilizowane ale boje sie jak
              zareaguje na to ze to zostanie kiedys definitywnie przeciete i nie
              bedzie juz powrotu, teraz jeszcze niby jestesmy malzenstwem ale nie
              wiem jak bedzie po.. o ile bedzie ale po jego zachowaniu i
              zacietosci nei widac zeby jakos mu zalezalo na tym zwiazku.. tak
              sobie mysle, ja tyle razy pierwsza zaczynalam rozmowy na nasz temat
              jak bylo zle, teraz pierwszy raz tego nie zrobilam i widze ze z
              drygiej strony nie ma rzadnej checi rozmowy, widac ze za bardzo sie
              zaangazowalam w ten zwiazek, nie dalam mu po prostu nigdy szansy
              pokazania kim naprawde jest, moze bym zobaczyla to wczesniej gdybym
              tak nie zabiegala.. ogolnie to nie czuje sie za dobrze teraz. Wiem
              jedno, nie wyobrazam sobie powrotu i zycia takiego jak bylo do tej
              pory bo nie bylo mi wcale tak dobrze. Tu musialyby zajsc duze zmiany
              z jednej i z drugiej strony i ogromna praca nad soba zeby to
              wszystko uratowac.. ja to juz wiem.. Dziekuje Ci bardzo ze pamietasz
              o mnie. Pozdrawiam Cie serdecznie.
              • aneta-skarpeta Re: Kajmi 27.11.09, 22:54
                selune111 napisała:

                > U mnie cisza. Po prostu nic, nawet slowa. Nie mysle o nim za
                czesto
                > ale mam takie mysli czy ja nie zasluguje na normalnego kochajacego
                > faceta dla ktorego bede najwazniejsza a on dla mnie ?

                nie mysl tak

                mysl " jestem zajebista laską, super babka, a ten palant niech spada
                na szczaw i jeszcze pozaluje ze mnie nie cchial, teraz to ja go nie
                chce, bede miala lepszego":)

                na poczatku to trudne, ale w koncu przestawisz myslenie:)

                nie pozwól, żeby ci zniszczył samoocene- to on ma porblem ze
                związkiem, nie ty

                pomysl- nikt nie zasluguje na brak kontaktu, nikt, nikt, nikt. skoro
                tak sie zachowuje to on ma porblem, a nie ty

                . Boje sie momentu w ktorym on mi powie ze chce
                > rozwodu, teraz jakos emocje sa ustabilizowane ale boje sie jak
                > zareaguje na to ze to zostanie kiedys definitywnie przeciete i nie
                > bedzie juz powrotu, teraz jeszcze niby jestesmy malzenstwem ale
                nie
                > wiem jak bedzie po..

                no i teraz jestes w zawieszeni..beznadziei, jakies dziwnej
                plątaninie. po rozwodzie bedzie chwilowo trudno, ale szybko
                nabierzesz powietrza w płuca i poczujesz ulge, ze ten chory rozdział
                sie skończył i teraz faceci należa do ciebie;)


                • selune111 Re: Kajmi 28.11.09, 11:09
                  dzieki Aneta-Skarpeta. pewnie ze pozytywne myslenie jest podstawa
                  wszystkiego i trzeba myslec pozytywnie, masz racje. Ja tez z drugiej
                  strony sie zastanawiam bedac w takiej sytuacji co bedzie gdy on
                  bedzie cie chcial zejsc ? nie chce zeby ten zwiazek wygladal tak
                  jak do tej pory i jestem swiadoma jakiego trudu by trzeba bylo aby
                  to wszystko naprawic i odbudowac, to by bylo bardzo ciezka praca,
                  ale nie sadze zeby on chcial ja podjac. Ja sie zastanawiam nad soba,
                  nad swoim zachowaniem itp. Napisalas ze stalas sie madra dziek
                  niemu, to prawda ze takie sytuacje ucza nas bardzo wiele, szkoda ze
                  nei jest sie tak madrym przed.. :-) ja tez sie wiele nauczylam,
                  przede wszystkim o sobie. Ciekawe czy on mysli na temat swoich
                  bledow :-) chyba nie.. raczej mysli ze ja jestem wszystkiemu winna..
                  ale nie mam sily sie juz tym przejmowac, to mnie w pewnym sensie
                  bardzo zniszczylo. jesli on mi powiedzial tyle przykrych rzeczy, ja
                  jemu tez bede tu sprawiedliwa, to ja bede sie chyba bardzo bac
                  kolejnych zwiazkow jesli takie beda i tego ze moge popelnic jakis
                  blad i ktos po prostu odejdzie.. chore to. ja bym chciala byc pewna
                  uczuc mezczyzny, niestety to niemozliwe.
            • aneta-skarpeta Re: Kajmi 27.11.09, 22:49
              jedynaczka28 napisała:

              > Ja od 11 lat byłam jasną blondynką, dziś zrobiłam grzywkę i mój
              nowy kolor to
              > toffi z rudym...

              no i super

              ja z blondu przefarbowałam sie na ciemny brąz, bo zawsze marzyłam o
              tym a mąż mi niepozwalał!:)

              i nosze ciemne włosy do dzisiaj- nie wiem na czym to polega ale
              zmiana fryzury zmienia pozytywnie osobowośc:)

              >
              > aneta-skarpeta jesteśmy prawie rówieśniczklami ja w marcu też 29
              będe mieć.

              no to ja w marcy będę miala juz 30...buu i kryzys;)

              > Naprawdę jesteś super dziewczyną i nie wiem mam takie wrażenie, ze
              strasznie
              > mądrą życiowo - szkoda, ze nie znamy się bliżej.
              > Tak samo myślę o bell30 - macie zupełnie inne podejście do życia,
              przemyślane,
              > madrzejsze serio Wasze rady bardoz pomagają nam.
              > Pozdrawiam Was wszystkie

              niestety ja jestem z w-wy wiec mamy daleko do siebie, ale powiem Ci
              szczerze, ze ja tej mądrosci nauczyłam sie tak naprawde dzieki temu
              kretynowi, a potem dzieki rodzicom, a potem dzieki mojemy dnaielowi-
              ktory zreszta jest mlodszy ode mnie, bo ma 26 lat:)

              i widze ta przepaśc w podejsciu do zycia miedzy 26 latkiem, a
              tamtym, co teraz ma 35

              ale akurat bardzo fajnie sie tutaj odbralysmy w tym temacie:)
              ---------------------------------------
              dzisiaj sie odezwał po 1.5 m-cu zerowego kontaktu.

              powiedzialam ze w weekend wyjezdzamy ( zeby sie odczepił), na to
              obuzony, ze jak to? to on nie moze zobaczyc sie z synem?
              - jakos 1.5 mca Ci nie przeszkadzało, to teraz my nie mamy czasu,
              chyba to rozumiesz?
              - jestes śmieszna i zalosna, w niedziele przyjade wieczorem to
              pogadamy
              - nie mam ochoty z tobą gadac wiec nie przyjezdzaj - odpowiedziałam
              - ale ja nie nie mam zamiaru z toba rozmawiać --> niech ktos mi
              wyjasni o co mu chodzi;D
              - no to nie przyjezdzaj-odpowiadam
              - jestes żałosna
              - jestem .pa

              za 20 min sms. długo myslał:D

              " bardzo sie stresuje przez ciebie, szkoda że szymus przez to cierpi

              < szymus to cierpi jak tata ma przyjechac i przez 1.5 ani razu nie
              poruszyl tematu ojca sam z siebie>

              wiec mu odpisałam, szkoda ze nie płacisz alimentów na szymusia


              i powiedział, ze w niedziele pewnie będe na kacu- z choinki sie
              urwał bo ja i tak mało pije- okazjonalnie i niezbyt duzo, a teraz
              wcale bo planujemy zajsc w ciaze niedlugo. a alkohol to srednio raz
              na 2 m-ce

              wiec mu powiedziała
              - to ze ty jestes wiecznie na kacu, nie oznacza ze kazdy tak zyje

              i co uslyszałam? no co?...że jestem żałosna:]


              ps. moze jak poczytacie o moim kretynie to Wam jakos weselej przez
              chwile będzie;)
              • jedynaczka28 andrzejki 29.11.09, 01:37
                własnie wróciłam z imprezy andrzejkowo imieninowej
                Oczywiście znowu byłam jedyną pijącą dziewczyną, jedna z przyjaciółek robiłą za
                kierowcę w tym mojgo, druga piła drinki, trzecia najvbliższa mi jest w ciąży.
                Poryczałam się i ona też. Pierwszy o tej 2 tygodniowrej ciąży wiedział mój mąż -
                sekret zdradził mu przyszły tata - otóż kiedys razem mieli plan, ze gdy własnie
                ten który jest tatą będzie miał być ojcem to zaraz my postaramy się o dzidziusia:)
                Upłakałam się jak ariatka.
                Od razu po powrocie właczyłąm komputer aby wyrzucić swojhe żale... bożę znowu mi
                ciężko jutro wiem, ze będzie lepiej ale teraz łzy lecą mi na klawiaturę...
                czemu tak się stało.
                ...?
                Na imprezie nie rozmawialiśmy, było nhijak, on momentami zerkał na mnie ja na
                niego, nie zamienilismy ani jednegoi słowa. Zapytał gdy weszłam znajomych czy
                jest nasz syn a oni, ze nie i tyle. Nasz syn nie chciał jechać bo go tak bardzo
                kocha i strasznie za nim tęskni- kurwa ja też tęsknię teraz moze to chiwla, nie
                wiem czemu tak sie dzieje ale zaobserowałam, ze jest mi starsznie źle gdy
                spotykam sie z nszymi wspólnymi znajomymi.
                Tak sobie siedzielismy i piliśmy faceci i ja, on nie pił bo rano idzie do pracy.
                Przy stole wywiązała się głupia dyskusja bpo jeden z kolegów robił sobie jaja i
                mnie walnął w plecy w żartach a drtugi z nich uważaj bo ona wymienił moje imię
                zgłosi do do Sadu i będziesz miał przerąbane a ja na to nie martw się nie mam
                tam znajomosci i sobie tego nie ałatrwię po czym mój wstał od stoły\u is
                te\wierdził, ze wychodzi każdy z naszych znajomych stwierdził, ze mnie
                xchodziuło o rozwód i jego to bolało, ze przesadziłam.
                Jest mi cholera przykro, nadal mnie coiś do niego ciągnie - jest dobrze gdy go
                nie widzę a tak cierpię znowu, zemu...
                Każdy mówił nie martw się bęzie dobrze. A z drugiej strionby każdy ma wizję
                taką, ze gdy nie będziemy razem to jego dziewczyna będzie zaakceptowana przez
                facetów a gdy ja kogoś poznam to nnikt go nie zaakceptuje i jeszcze mu wpierdolą
                - dlaczego?
                nie wiem czemu tak jest.
                Każdy mówi ale super wygladasz i on też. Jacy wystrojeni. On piowiedział do
                kolegów, że przesadziłąm z włosami, ze on nigdy mnie nie widział w innych
                wło9sach niż blonad i , że jakby mnie poznał w takich to by mnie nie pokochał...
                isze i beczę bo tęsknię za nim - kurwa v czemu ja cierpię. Kupił naszej
                przyjaciółce ksiażkę o ciązy taką jak mi i stwierdił, ze to najfajniesza książka
                jaką czytał. Jest mi przykro. Jak na niego patrzę to mi sie nie podoba ale coś
                mnie do niego ciągnie... a wiem, ze to głupie ja nie chce być sama i nie umiem...
                Naszemu koledze powiedział tak; powiedziałem jej aby ją wkurwić,z ę chę rozwodu
                a on go pyta a chcesz go nie. po co kurwa on to robi? czy nie umie jak dorosły
                człowiek powiedziec czego on chce...?
                Moja wosy i ubranie wywoąłły zok. Ja pół imprezy przesiaedziałam z mama naszych
                znajomych to jest mama i teściową, która mnie poeciszała, przytułała i radziłą
                co zrobić aby byłóo dobrze. Kazy się tym przejmuje tylko nie on. Najlepszy
                przyjaciel mojego męża powiedział: on nigdy nie mógł liczyć na swoich rodziców
                ale na ciebie też. - boli mnie to. Powiedział mi też, ze ja nie byąłm idelana i
                on też. Ja pytam to wszystko moja wina a on nie bo ludzie powinni rozmawiać a
                wiem, ze on tego nie robił. On mu mówi non stop jakieś rzeczy wszystko robi mi
                na złosć. Ale po co nie wiem sama. Jaki ma w tym cel. Gdy ja na niego patrzę to
                on wcale mi sie nie podoba ale tesknię momentami, to jest po każdej imprezie, po
                każdym spotkaniu z nim dlaczego tak jest? jest mi xle ze swiadomoscią, że gdy
                kopgoś poznam to on nie pozna moich znajomych bo oni widzą tylko mnie z mężem
                albo mojego męża z kims innym dlaczego tak jest ( zaznaczam chodzi mi o facetów)
                mówią,m ze ja z nim albop ja z nikim innym - dlaczego. On gdy mnie zbobaczył był
                w szoku z uwagi na kolor włosów i fryzurę i ubranie założyłam najkrótszą
                spódnice świoata i bluzkę z największym dekoldem - każdy to zwuważyłi
                skomentował tylko nie on. Kurcze brakuje mi go - razem było łatwiej, razem
                zawsze jest ąłtwiej.
                Ide beczeć w poduszkę. Pozdrawiam wasd.
                Rano wstaję i kuję bo w poniedziałek ten nieszczęsny egzamin.
                Mięj nocy:)
                • jedynaczka28 Re: andrzejki 29.11.09, 01:49
                  cholera jak zwykle same błędy ja tak szybko pisze i potem nie chce mi się
                  poprawiać no i ten alkohol...:)
                  • aneta-skarpeta Re: andrzejki 29.11.09, 10:20
                    no widać, że popiłas;)

                    a poważnie. sumie szkoda, że musicie miec wspólnych znajomych

                    to troche sadystyczne że musicie chodzic na wspólne imprezy i takie
                    przysrywanie Ci w czasie kolacji

                    co do tego, że go nie wspierałaś- no cos musi kumplom opowiadać,
                    żeby nie wyszło że odszedł od rodziny bo mu się znudziłą
                    odpowiedzialność. Byc moze to taki typ, który od zawsze i wszędzie
                    widzi swoją krzywde, niezrouzmienie itd

                    mój tak miał. ja tez go niby nie rozumiałam...ale byl to tylko
                    pretekst do tego zeby pic. Teraz wiem, że chyba sie jeszcze nikt
                    taki nie narodził, co by go zrozumiał;)
                    • jedynaczka28 Re: andrzejki 29.11.09, 11:01
                      Dzisiaj już po przespanej nocy wróciła mi świadoność, ze to nie była moja wina
                      tak jak on to dookoła przedstawia.
                      Wczoraj powiedział jeszcze do znajomych, ze on z synem widział się w zeszłą
                      środę i od tametej pory już nie bedzie dzwonił ani przychodził bo syn z nim
                      rozmawia jak z gówniarzem a on sobie na to nie pozwoli, on powiedział, że
                      poczeka jak syn sam zechce z nim miec kontakt - mam nadzieję, ze się tego
                      doczekają oboje, ale czasu straconego już nie nadrobią. Jestem zła, bo dałam mu
                      odczuć, ze jego rodzice są tacy czy tacy, chodzi o to, ze nigdy do nas nie
                      dzwonili, nigdy nam nic nie dali, nie interesowaliuśmy ich. Pomagali jego
                      siostrze ale nie jemu.Ja mogłam liczyć na pomoc swoich a on nie - i ja mu to
                      dawałam odczuć. Dziś zadzwonił życzyć mi powodzenia na egzaminie i mam sie z nim
                      po nim skontaktować i spotkać sie - wiadomo w czym rzecz, tak mowi do mnie a do
                      innych co innego, ze on to nie chce rozowdu tylko ja go chcę a on mi robi na
                      złosc - dziecinada. Powiedział też znaojomym, ze on to do mnie nie dzwoni bo
                      wie, ze mnie wkurza i ja po tych jego telefonach jestem roztrzęsiona...
                      Kurcze jakie to głupie, ja abym mogła normalnie funkcjonowac i on to któreś z
                      nas będzie musiało zmienić otoczenie - on tego nie zrobi i ja też. Tylko prawda
                      jest taka, zę faceci mają większą siłę przebicia i zachowują się czasem tak
                      beznadziejnie, ja aby z nimi się dalej spotykać muze być sama bo oni nikgogo nie
                      zaakceptują. Wiecie co wczoraj było mi cholernie przykro a dziś normalnie jak
                      nowo narodzona. Na szczęście przeszło mi wszystko, żyję jak dalej. Stresuję sie
                      jutrzejszym egzaminem i tym co bedzie potem. Nie wiem sama jak to rozegrać -
                      wszystkie metody zostały wyczerpane , tyle słów wypowiedziamnych, wkurwia mnie
                      bardzo ale nadal mi tkwi w głowie, ze ja rozowdu nie chce i co ja mam począć?
                      durna baba.
                      Jak zwykle przeprszam za błędy dziś nie alkohol:)
                      • selune111 Re: andrzejki 29.11.09, 11:32
                        Jedynaczko, to co napisalas o swoich tesciach i o tym co myslalas i
                        dawalas to odczuc mezowi to moja historia ! identycznie ! ja jestem
                        w szoku lekkim ze tak napisalas, bo to dokladnie tak jak bylo u
                        mnie. Widac ze po imprezie odzyly smutki i wspomnienia, jeszcze nie
                        raz moze tak byc niestety. Ale badz silna, jesli nie chcesz rozwodu
                        to po prostu nie rob nic poza tymi alimentami dla synka. Widze ze Ty
                        chyba nie masz takich swoich kolezanek ktorych by twoj maz nie
                        znal ? to skazuje was na wspolne kontakty od czasu do czasu, ale
                        zawsze mozna zapoznac sie z kims nowym, nie wiadomo kogo jeszcze sie
                        spotka na swojej drodze zycia. Twoj maz jest dziecinny w tym co mowi
                        do kolegow, widac ze probuje stworzyc jakis swoj wizerunke
                        pokrzywdzonego ? biednego ? mysle ze moj robi dokladnie identycznie.
                        Oni sie nigdy nie przyznaja ze cos zrobili zle i mogli byc lepsi,
                        czulsi, bardziej zaangazowani. To jest beznadziejne, ze albo kobieta
                        sie musi zgodzic na te wszystkie niedociagniecia albo jest zla bo
                        wymaga czegos.. Dobrze ze dzis sie lepiej czujesz, dobrze ze
                        zmienilas fryzure, maz najprawdopodobniej Ci tak powiedzial bo
                        zrobilas po prosru duze wrazenie nowymi wlosami a jemu sie zrobilo
                        glupio ze Ty a takimi zmianami sie czujesz dobrze. Ale wiesz co,
                        widze ze ci koledzy wasi wspolni to niestety sa za nim bardziej,
                        zawsze tak jest, u mnie tez, wiec ja nie licze w zadnym stopniu na
                        znajomych. Pozdrawiam Cie serdecznie ! A ja nawet nie wiem jak moj
                        maz spedzil andrzejki.. czy to normalne ?
                      • zuzann-a Re: andrzejki 30.11.09, 14:19
                        U kobiet, które kochają za bardzo i zostają porzucone działają bardzo podobne
                        mechanizmy mianowicie (kolejność jest różna) jest płacz, prośby,groźby,szantaże,
                        histerie, oskarżenia, dociekanie dlaczego, próba wzbudzenia zazdrości ubiorem,
                        fryzurą, bywanie w tych samych miejscach itd. Te, które mają już to za sobą
                        (m.in. ja ) wiedzą, że takimi zachowaniami przedłuża się tylko swoje cierpienie
                        a równocześnie często odnosi wprost przeciwny efekt do zamierzonego. Moim
                        zdaniem najlepszym sposobem na skrócenie sobie cierpienia i jak najszybszy
                        powrót do normalności jest ograniczenie kontaktów z delikwentem do niezbędnego
                        minimum. To naprawdę działa. Uff.
                        • wwwybredna Re: andrzejki 30.11.09, 18:06
                          Potwierdzam!Zauważylam (podobnie jak jedynaczka), że im rzadziej go
                          widuję tym lepiej to wszystko znoszę.
                          Może niedlugo będę już nawet w stanie logicznie myśleć??:)))
                          • jedynaczka28 nareszcie po egzaminie 30.11.09, 20:03
                            Dziewczyny jestem juz po egzaminie, wreszcie się wyśpie, posprzatam w domu, będę
                            mieć wiecej czasu, zacznę żyć po raz któryś:)egzamin na pewno zdam, napisałam
                            wszystko, nawet bardzo nie stresowałam się bo chyba już nic tak nie jest mnie w
                            stanie wkurzyć. Wyniki w poniedzialek, ogólnie nie najgorzej mi poszło, wszystko
                            napisane, z jednym małym błędem ale jest chyba okay.
                            Rano gdy tylko wstałam wszyscy bliscy dzwonią albo piszą i życzą powodzenia. Ja
                            idiotka jestem pod prysznicem ale co chwilka wychodze gdy tylko usłyszę, ze
                            dostałam jakiegoś smsa - a dlaczego to robię - myśle naiwna, ze on mozę mysli o
                            tym aby mi dobrze poszło... Ale nic egzamin od 10 do 12 i cisza. Do 10 sie nie
                            odezwał. Gdy tylko wyszłam z egzaminu patrzę napisał o 11.30 ,,powodzenia na
                            egzaminie" to sie n ie wysilił. Wczoraj byłam u koleżanki na imieninach, tam
                            znowu ja sowje wywody, ona swoje na temat tej sytuacji, ona dasz radę zapomnisz
                            a ja ale ja go kocham chyba i nie chce rozowu, ona daj spokój a ja znowu sowje.
                            W koncu mówię zapytam go ostatni raz co zamierza zrobić, ona juz mam cie dosyć,
                            nie rób tego będziesz żałowała a ja nie bo bardziej mnie już nie zdenerwuje.
                            Wieczorem dzowni, ja nie odebrałam bo sie bałam.. Potem dzwoni mój tata i
                            oznajmia mi, ze on dziś zadzwonił do niego z imieninowymi życzeniami... kurwa
                            ten to ma tupet, musi pokazać jaki jest dobry, kochany i odszedł bo ja byłam
                            okropna. Ale nic nie rozmawiali mój ojciec dziękuję i do widzenia i tyle. Za
                            chwilke dzwoni do mnie, oczywiscie nie omieszkał mi sie pochwalić jaki jest
                            wspaniałomyślny z tymi życzeniami. Pyta jak mi poszło, kiedy wyniki i takie tam
                            trochę zainteresowany albo tak gra. A ja siedzę na łóżku gryze koc i myśle
                            zapytać czy nie, zapytac czy nie a jeśli zapytac to jak, muszę to zrobić tak aby
                            się nie zdenerwował i broń boze nie rozłączył bo go obraziłam moze czymś - piszę
                            specjalnie tak ironicznie abym sobie potem przeczytała i zobaczyłą jaka ja
                            głupia jestem, pusta, naiwna dziewucha...
                            Wieć w końcu pytam, złozyłes pozew o rozwód a on nie bo nie mam 600 złotych tak
                            ot tak, a ja a skąłdasz a on tak. A ja zaczęłam swoje prymitywne wywody: ja nie
                            chće abys tak robił, chcę abyśmy sróbowali (choć nic nie zrobiłam, nie zawiniłam
                            jak coś to jakies pierodły, nic powaznego) on ja nie bede z Toba a ty ze mną.
                            Rozmowe przerwało. Dzwonie teraz ja do niego a on do mnie, jestem gdzieś na wsi,
                            coś jedzie załatwiać. Ja ale mamy dziecko, on cierpi, ja nie moge patrzeć na to,
                            chcę aby miał tatę, przecież było nam dobrze a on nie denerwuj mnie, kobieto
                            zrozum, co ty chcesz, choćbyś stanęła na głowie to ja z Toba niebędę. Znowu
                            przerwało.
                            dzwonię bo wydawało mi się, ze przerwało i słyszę,,kurwa jak się rozpierdole
                            przez ciebie, jadę w lesie jest ciemno, kobieto zrozum czy ty pojebana jesteś,
                            nawiedzona, czego ty kurwa chcesz" a ja czy ty słyszysz co ty mowisz? a on
                            słyszę zrozum, ja chcę rozowdu ale bez orzekania o winie, po co ci wyciągac te
                            brudy. A ja bo ja rozwodu nie chcę, nie czuję się winna.
                            Po czym on do mnie z tekstem czytałem Twoje emalie, fajnie się bawiłaś pisząc je.

                            Chodzi mu o jednego emalia z kolegą z dawnych lat (w żadnym wypadku nie byliśmy
                            parą) on prosi mnie o poradę związana moją pracą dot. alimentów, które płaci na
                            dziecko, ja mu doradzam i mówię mu jeszcze nie tak dawno widziałam cię z
                            córeczką, czemu się tak stało i od słowa do słowa on mi opowiedział historię po
                            czym pyta co u mnie, a ja żeby u mnie tak nie było. A on nie nie będzie. I
                            napisałam mu, ze mój mąż wyprowadził się z domu. A on w żartach to coś ty mu
                            zrobiła. A ja super ty masz poczucie humoru, świętuję wyrzucenie mojego męża z
                            domu super, na tym mailu koniec. To były krótkie wiadomości na naszej klasie, po
                            czym w kolejnym mu piszę jak mi przykro, ze ja chce z nim być, że go kocham
                            tęsknię i takie tam. Mój mąż przeczytał wszystko, a wyłapał jeden fragment,
                            który nawet nie był żartem z mojej strony tylko głupią odpowiedzią na czyjeś
                            głupie pytanie i powiedział mi, że przepaściłąm swoim zachowaniem wszystko.
                            Jestem tak głupia, ze nie zmieniłam hasała, które on przecież znał.
                            Dziewczyny czy wy orientujecie się czy jest taka możliwość, ze po tym gdy ja
                            zmieniam już hasło on nadal może czytać moje emalie? tak słyszałam na imprezie
                            andrzejkowej, nie wiem czy to był żart ale ja jus się boje na samą myśl i
                            jeszcze jedno nawrzucajcie mi jaka ja głupia i naiwna jestem.. Proszę kubeł
                            zimnej wody mi potrzebny:)
                            Kurwa jeden problem mniej a teraz koniec mojego etapu w życiu 11 lat...
                            • hiacynta333 Re: nareszcie po egzaminie 30.11.09, 23:48
                              Jedynaczko wiem,że to okrutne to co napiszę,ale jeśli Twój mąż podjął
                              decyzję,choćbyś chodziła na rzęsach,nie zmienisz nic .Wiem,że kochasz i
                              cierpisz,ale musisz przyjąć do wiadomości,że On już nie kocha Ciebie,może raniąc
                              Cię myśli,że znienawidzisz go i szybciej się odkochasz.Myślenie facetów jest
                              proste jak budowa cepa.Ja na Twoim miejscu bym podała skurczybyka o alimenty na
                              dziecko,a z rozwodem bym się nie spieszyła i nigdy bym się nie zgodziła na
                              rozwód bez orzekania o winie.
                              • hiacynta333 Re: nareszcie po egzaminie 01.12.09, 01:12
                                Chodziło mi o rozwód z winy męża.Trzymaj i nie daj się :)
                            • zuzann-a Re: nareszcie po egzaminie 02.12.09, 13:28
                              Będę brutalna ale zapytam czy byłabyś szczęśliwa gdyby do Ciebie wrócił z
                              litości?? Czy tego właśnie chcesz? I jeszcze jedno, uważam, że nie powinnaś
                              używać syna jako argumentu przeciw rozwodowi, Twój mąż chce się rozwieśc z Tobą
                              a nie z synem! To się zdarza, wiesz, że ludzie się rozchodzą bo np.jedno
                              przestaje kochać drugie i uwierz mi choć to przykre i boli-nikogo nie można
                              zmusić do miłości im szybciej sobie to przyswoisz tym lepiej dla Ciebie.
                              Mi pewien kutas zmarnował 7 najlepszych lat życia, gdy mnie zostawił miałam 31
                              lat, nie miałam dziecka i dość marne perspektywy tym bardziej,że przez kolejne 3
                              lata nie pozwalałam sobie o tym palancie zapomnieć, podobnie jak Ty się
                              nakręcałam, chciałam żeby za wszelką cenę do mnie wrócił ( nigdy nie sądziłam,
                              że jestem zdolna aby tak się poniżać dla faceta). Na szczęście tak się nie
                              stało:-) teraz mam 36 lat, cudnego narzeczonego i jestem w ciąży:-) I oglądając
                              zdjęcia tamtego na n-k nie mogę się nadziwić co ja w nim takiego widziałam.
                              • aneta-skarpeta Re: nareszcie po egzaminie 02.12.09, 13:43
                                zuzann-a
                                własnie tak to jest że wydaje nam sie ze rozstanie z takim k*tasem
                                to koniec swiata, a po kilku latach mamy 100 razy lepsze zycie

                                Jedynaczka
                                fajnie ze dobrze poszedł egzamin
                                wiem, ze jest Ci ciężko ale bez sensu prowadzic z nim rozmowy i
                                oczekiwac od niego cokolwiek

                                i uwierz mi- tak naprawde nie chcesz zeby on do Ciebie wrócił- teraz
                                jestes rozzalona, samotna i zła- a to nie jest dobry doradca- mąz
                                pokazał jaki jest

                                tesciowa- kolejny dowód jacy to ludzie:/
                                najlepiej olać- na szczęście syn ma Twoich rodziców i trzeba
                                patrzec na to, że szklanka jest do połowy pełna, a nie od połowy
                                pusta

                                :)
                              • kajmi Re: nareszcie po egzaminie 03.12.09, 09:12
                                Cieszę sie,że Tobie już się ułożyło... Ja, nie wiem, czy czytałaś,
                                jestem znowu na etapie Jedynaczki... jak spedzałaś pierwsze dni
                                po.... i napisz cos optymistycznego tj. jak poznaąłs narzyczonego,
                                ja nie szukam, ale jak czytam różne posty to jest tyle samotnych
                                kobiet...
                                • zuzann-a Re: nareszcie po egzaminie 03.12.09, 11:31
                                  kajmi napisała:

                                  > Cieszę sie,że Tobie już się ułożyło... Ja, nie wiem, czy czytałaś,
                                  > jestem znowu na etapie Jedynaczki... jak spedzałaś pierwsze dni
                                  > po.... i napisz cos optymistycznego tj. jak poznaąłs narzyczonego,
                                  > ja nie szukam, ale jak czytam różne posty to jest tyle samotnych
                                  > kobiet...

                                  Jak już pisałam bardzo długo dochodziłam do siebie bo ok.3lat, teraz wiem, że na
                                  własną prośbę zajęło mi to aż tyle czasu, niepotrzebnie szukałam z nim kontaktu,
                                  dzwoniłam, pisałam, on też nie był bez winy bo pomimo, że miał już nową laskę
                                  czasem mi ulegał i ja nakręcałam się od nowa ale któregoś dnia miarka się
                                  przebrała, napisał mi takiego smsa, że chyba wtedy otrzeźwiałam i zrozumiałam
                                  jaką idiotkę z siebie robię i obiecałam sobie, że już nigdy więcej się do niego
                                  nie odezwę i słowa dotrzymałam. Była ciężko ale w chwili słabości przypominałam
                                  sobie tamtego smsa i zaraz stawiało mnie to do pionu. Zaczęłam chodzić z
                                  koleżanką na dyskoteki (stara baba i balety:-))i jakiś rok później, w klubie
                                  poznałam swojego obecnego faceta ( nie był stałym bywalcem, robił pożegnanie dla
                                  kolegów z byłej pracy)i tak jesteśmy sobie razem i jest nam dobrze:-)
                                  Mnie się udało i wierzę, że Wam też się uda, trzeba tylko definitywnie zakończyć
                                  poprzedni etap życia i zacząć nowy.
                                  Życzę powodzenia!
    • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 01.12.09, 09:08
      Dziewczyny, przczytałam Wasze posty, ja tylko napiszę tyle, że on
      się wyprowadził w niedzielę, było bez awantur i darcia szat, tak po
      prostu cholernie smutno z mojej stronya z jego byle szybciej byle
      sparwniej. Jestem w martnym stanie nawet nie mam siły pisać,
      najgorsze sa wieczory ( juz to zauważyłąm) i brak osovby dorosłej w
      domu; wczoraj znalazłam jego listy, jakie pisał 7 lat temu po tym
      jak po wyprowadzce, kiedy nie mieszakł z nami 4 miesiace chciał
      wrócić do nas. Pisał, że zrozumiał, że ja i córka jestesmy jego
      cąłym swiatem jak kocha itp. Nie doczytałam do końca, bio nie
      mogłam. wtedy pozowliłam mu wróćić a on po 7 latach nagle mói, że ON
      NIE CHCE zostać i to jest decydujacy dla niego argument. Jestem
      przerażona tym co będzie, rozwodem i poczuciem, że już nie ułożę
      sobie życia (przynajmniej tak bym z jakimś facetem zamieszkała)-
      dziewczyny- ja mam prawie 10 lat więcej:( mogę Wam tylko jedno
      powiedzieć, że w moim przypadku zgoda na jego powrót była błędem, za
      który nadal płacę a moje szanse na ułożenie życia zmalały. A
      wyglądało wtedy mniej więcej jak u Was. Czy jeśli nawet oni wrócą do
      Was jaką macie pewność, że za parę lat znowu nie będziecie w takiej
      samej sytuacji jak ja dziś? Tego Wam nie życzę... Wy macie jeszcze
      wiekszą szansę. Ci Wasi-Niewasi zachowuja sią tak samo jak Mój-
      niemój kiedyś i teraz- czy to oznacza, ze zawsze faceci w takich
      sytuacjach tak sie zachowują??????? Cięzko, tak cholernie ciężko:(
      • wwwybredna Re: pomocy zostawił mnie mąż 01.12.09, 13:41
        Ja też pozwoliłam swojemu wrócić i też mu przeszło,tylko że po 4
        latach...Tacy juz chyba są -niedorośli i niepoważni.
        Nie warto dawać kolejnej szansy tylko po to żeby znowu cierpieć.
      • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 01.12.09, 22:20
        kajmi napisała:

        > Wy macie jeszcze
        > wiekszą szansę. Ci Wasi-Niewasi zachowuja sią tak samo jak Mój-
        > niemój kiedyś i teraz- czy to oznacza, ze zawsze faceci w takich
        > sytuacjach tak sie zachowują??????? Cięzko, tak cholernie ciężko:(


        no dokładnie..ludzie jednak przewaznie sie nie zmieniają

        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 01.12.09, 22:44
          dzisiaj miałam przemiłą rozmowę z moją kochana teściową: - ona jest bohaterką
          tych wszystkich kawałów o teściowych - nie tych dobrych.
          Napisze jutro bo brak mi pomysłu jak to napisać aby cały mój post nie musiał być
          cenzurowany a oddał cały sens tej rozmowy. jednym słowem pokazała mi że jestem
          dla niej śmieciem tak jak dla jej syna. Ma mnie w dupie, czy daję sobie radę czy
          nie jesli bym sobie nie dawała to czemu nie dzwoniłam...
          Oczywiscie synek stanął w jej rozmowie zadzownił do mnie nawrzucac mi ale ja nie
          odebrałam napisał tylko przesadziłaś w rozmowie z mamą:)
          kurwa ona mnie nie dopusciłą do słowa, tylko wrzeszczała i mówiła jaka to ja
          jestem zła i wychowuję mojego syna w patologii...
          Reszta jutro.
          Pozdrawiam dziewczynki i idę spać bo padfam z nóg ta wredna baba mnie tak
          wkurzyła, ja jej nic nie zrobiłam jet mi znowu przykro...
          • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 02.12.09, 20:03
            hej
            wczoraj byłam tak wśicekła na teśiową a dzisiaj szczerze nie pamiętam juz tego
            bo nie chcę tego pamietać. Nie chcę mieć z ta kobietą nic wspolnego. Dała mi do
            zrozumienia, ze ja sobie zasłuzyłam na to, ze on odszedł, bo byłam zła i ich nie
            lubiłam, wszystko było moja winą. Ja ich nienawidziłam bo ja nienawidze ludzi ja
            ludzi kocham, uwielbiam być z ludźmi, nie cierpię samotnosci. Dlaczego jesli
            chodzi o rodzine mojego mężą lubię wszystkich oprócz jego rodziców, z siostra
            jego miałm poprawne kontakty a ona je zerwała wtedy kiedy jej braciszek odszedł
            z domu - to nie jest normalne.
            Moja teściowa mi wrzeszczała do ucha że jestem głupią babą, ze nastawiam syna
            przeciwko ojcu, jak tak mogę. To ja utrudniam kontakty bo nie zgadzam się aby
            przyszedł wtedy kiedy on chce - taka sytuacja miała miejsce góra ze 3 razy a nie
            mieszka z nami od 3 miesiecy, jak ja moge mu proponowac inne dni skoro on się
            moze z kijś już umówił, albo jest zmęczony po pracy - no cóż on może wszystko.
            Ogolnie byłam złą żoną, synową a teraz jestem zła matką. To nic, ze to ja dbam o
            synka, odrabiam lekcje, zakupy, zabawy wszystko, zaspokajam jego potrzeby
            finansowe i wszystko inne ale to ja jestem zła. On nie mógł wytrzymać tego, ze
            ja ich nie lubię i odszedł, po protu stęsknił sie za rodziną bo rodziny ze mną
            to on nie miał. Teraz trwa walka na słowa moje przeciwko jego i to jest błędne
            koło. On mi zawsze mówił moi rodzice nie są dobrzy ja ci się nie dziwię, on
            wiele razy przez nich cierpiał, było mu przykro i xle. Były takie okresy czasu
            kiedy nie widział się z nimi po 3 miesiace i nawet nie rozmawiał. Tak było
            często. Jego matka na wspolnej wigilii u jego dziadków przy stole kiedy było
            pełno gości potrafiłą powiedzieć zapraszam cie synku jutro na obiad i tak
            powtarzała kilka razy dopóki on sie nie wkurzył i nie zwrócił jej uwagi - mnie i
            dziecka nie zapraszała, oni tacy byli - to był jden wileki kozmar. Ja się do
            nich nie odzywałam potem sama wyciągałam rękę bo robiłam to dla mężą, bo go
            kochałam i zawsze łudziłam się, z ebedzie dobrze. Fakt syn do nich nie jeździł
            ale nie dlatego, ze ja byłam zła i nie pozwalałam ale dlatego, ze jeździł tam
            na początku poetm pokłóciliśmy się on jeździł caly czas i było tak: np. w sobotę
            jest u nich, w niedzielę idę z nim na zakupy i oni idą na wprost nas zobaczyli
            mnie z dzieckiem i przeszli na drugą stronę a syn pyta mamo czemu babci ai
            dziadek uciekli...? ja wiem czemu bo ja tam szłam. Onui mnie nie lubili, nie
            wiem dlaczego, nie wiem.
            Mojemu męzowi nigdy nic nie dali, po prostu sam zawsze mówił, ze nie moze na
            nich liczyć, było mu bardzo często przykro z tego powodu. Byli niemili i używali
            niezbyt miłych słów dla ucha.
            Wczoraj każdy normalny zdrowy człowiek by jej nawrzucał ale ja nie słuchałam i
            słuchalam a ona wrzeszczała i mnie poniżała. Ja jestem egoistką, nastawiłąm
            dziecko, kombinuję, ona nie rozumie tego, ze syn cierpi, teskni za tatą. Ona
            uważa, ze jak zobaczy go raz na tydzień to po co ja z tego robie igły widły. To,
            ze on mnie wyzywa to też nic takiego bo ja na to zasłużyłam sobie. Powiedziala,
            ze on nie wróci i ona go musi chronić... To moi rodzice, którzy widzą jak ja
            cierpię, jak cierpi ich jedyny wnuczek (tamtych też) nie nawrzucali mojemu
            mężowi, nie odzywają się nic, nie chcą szkodzić bardziej a tamta mówi mi, ze ja
            nie mówię tylko szczekam...
            Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mój maż odkąd go nie ma w domu użył kilka
            razy takich słów wobec mnie i wypowiedział zdania takie same jak ona wczoraj -
            to są jej słowa!!! Wiecie co mój na pewno nikogo nie ma on po porostu odszedł do
            rodziców. 11 lat kochał mnie, nie kochał ich za bardzo (tak to wygladało) a
            teraz kocha ich, stęksnił się za nimi, potrzebuje mamusi i tatusia. To nic, ze
            jego syn nie ma teraz normalnej rodziny, ważne że on ja ma.
            Wczorajsza rozmowa uświadomiłą mi, ze tego nigdy by się nie udao naprawić, to
            nierealne to by i tak się popsuło, przez nich. To głupie, że moje małżeństwo
            rozaliło się przez teściów ale niestety tak jest. Ja mu nigdy nie zabraniałm
            spotykać się z rodzicami, to ja mówiłam jedź do nich, to ja mówiłam porozmawiaj
            z nimi jestesmy rodziną, to ja to zawsze powtarzałam a on z nimi nigdy nie
            rozmawiał bo mówił, ze oni już tacy są i się nie mienią. nasi znajomi ich znają
            i każdy mi współczuje jakich mam teściów - to chyba o czymś świadczy. Jestem po
            prostu duman z mojego mężą że wybrał kogoś kto jest mu bliższy i wazniejszy -
            super. Kiedyś synek mu podziekuje. Gdy ja powiedziałam do mojej teściowej, czemu
            on tak robi a ona ale co on robi on cie tylko zostawił bo nie chce z toba być,
            czy ty dziewczyno nie rozumiesz, to normalne tak się dzieje. W trakcie
            półgodzinnej rozmowy o synka ani razu nie zapytała, ma to w dupie. Powiedziała,
            ze nie bedzie się narzucać. Zapytałam ją czemu gdy do niej dzownilam 2 albo trzy
            razy i pisałam esemesa to ona nawet nie oddzwoniła jesli nie mogął odebrac a ona
            bo co ty myślisz, z ety jesteś najwazniejsza, nie miałam czasu i tyle a ja
            zapytałam a do innych oddzwania Pani a ona mi na to co ty insynuujesz dzieczyno
            czepiasz się. Wszystko z pogardą, krzykiem nic spokojnie nie było powiedziane to
            nawet nie wykrzyczane tylko wydarte do mnie. KOSZMAR.

            NIE CHCĘ Z TĄ RODZINĄ MIEC NIC WSPÓŁLNEGO i wiem jedno oni mnie zniszczą. Ale ja
            nie mogę sie poddać. Mój mąż jest taki jak oni. Fakt był kochanym człowiekiem
            ale teraz jest beznadziejnty, okropny i inny niz ten którego ja znałam...
            Moja teśiciowa powiedziała mi, ze najwazniejsze jest to, zeby on spotykał się z
            synem i ja mam stanąć n głowie aby tak było nie on ale ja a do domu to on niech
            nie wraca i, ze na pewno nie wróci i ona się nie dziwi. To tyle w skrócie i
            bardzo kulturalnie bo byłaby cenzura:)
            Prykre ale prawdziwe. Moja mama to z moim meżem rozmawiała i tłumaczyła mu,
            chciała nam pomóc, przezywa to a ona przezywa jaki jej kochany synej jest
            pokrzywdzony. To on jest dla niej ofiarą nie wnuk i ja ale syn.
            Pozdrawiam Was

            I jeszcze jedno do zuzanny
            czy ty czytałaś jakiś mój post ja mimo głupot kilku jakie zdarzało i się napisać
            jestem normalna pod tym kątem aby nigdy przenigdy nie gadać dziecku źle o
            ojcu... Nie jestem taką francą ja nie skrzywdziłabym tym męża ale syna i ja to wiem.
            • zuzann-a Re: pomocy zostawił mnie mąż 03.12.09, 17:21
              jedynaczka28 napisała: > I jeszcze jedno do zuzanny
              > czy ty czytałaś jakiś mój post ja mimo głupot kilku jakie zdarzało i się napisa
              > ć
              > jestem normalna pod tym kątem aby nigdy przenigdy nie gadać dziecku źle o
              > ojcu... Nie jestem taką francą ja nie skrzywdziłabym tym męża ale syna i ja to
              > wiem.

              Nie mam zwyczaju wypowiadać się w ciemno, moją subiektywną ocenę wysnułam po
              lekturze całego wątku od początku do końca. I wcale nie zarzucam Ci, że
              świadomie nastawiasz dziecko przeciw ojcu! Być może nie zdajesz sobie sprawy ale
              dzieci są na tyle inteligentne, że potrafią sensownie połączyć fakt wizyty
              tatusia z płaczem mamusi. Syn jest bardziej z Tobą związany więc będzie obwiniał
              ojca o to, że Ty płaczesz i jesteś nieszczęśliwa i solidaryzując się z Tobą
              będzie źle się odnosił do ojca.
              I pamiętaj nikt Ci tutaj źle nie życzy i choć pewnie nie zgadzasz się z
              niektórymi wypowiedziami to uwierz, ze my naprawdę chcemy Ci pomóc.
              • jedynaczka28 zuzann-a 03.12.09, 20:23
                Moze i masz racje a pewnie tak jest i co za tym idzie większe doświadczenie.
                Ja wiem, ze powinnam dać sobie spokój i ogólnie nic nie robię już, nie dzwonię,
                nie piszę ja z nim na ten temat już nie rozmawiam nie licząc tego ostatniego
                razu. Jest mi trudno zrozumieć jak można tak wszystko rzucić, iść dalej, nie
                patrzeć za siebie po 11 latach wspólnego życia, stanowiliśmy my rodzinę.Mamy
                dziecko. Ja syna nie nastawiam a że widział moje łzy to to chyba normalne, było
                mi ciężko, on płakał a ja cierpiałam razem z nim. Czy to nie jest chore? on
                ostatni raz był u niego 18 listopada. Ja nie wiem co musiałoby się stać bym ja
                postąpiła tak jak on ja bym tak nigdy z życiu nie zrobiła - i tego jestem pewna.
                Gdybyśmy nie byli tyle lat razem i nie łączyłoby nas dziecko byłoby inaczej:)
                • selune111 Re: zuzann-a 03.12.09, 20:41
                  Jedynaczko, ja tez sie dziwilam ze mozna tak zostawic wszystko do
                  mojej ostatniej komunikacji z mezem, olal mnie totalnie mowiac o
                  tajemniczych weekendowych planach ktore okazaly sie zwykle jak
                  dopytalam. Ja nie wiem jak mozna miec serce z kamienia, ale jednak
                  mozna, widze ze jednak nie ma zamiaru przed swietami zrobic
                  cokolwiek w moim kierunku, wrecz przeciwnie, chce mi pokazac jaki to
                  on nie jest samodzielny, jak sobie super organizuje czas, nie jestem
                  mu juz do niczego potrzebna, bylam potrzebna jak mial problemy,
                  bylam potrzebna jak cos trzeba bylo zalatwic, ale juz jak ja cos
                  chcialam to bylam ograniczajacym go wrogiem. Dziewczny, mi przyjdzie
                  slono zaplacic za wlasna glupote, za to ze zawsze go
                  usprawiedliwialam jak cos zle zrobil albo wogole nie zrobil, zawsze
                  bylam pierwsza do pomocy zanim wogole powiedzial ze mu potrzebna
                  pomoc, ja jestem zalamana Dziewczyny. Teraz on pewnie napierdziela
                  na mnie do wszystkich znajomych ze musial uciec od takiej zony,
                  rodzinka go wspiera a on mi nie chce powiedziec co robi w weekend :-
                  ) ja po prostu tak tego wszystkiego zaluje, jestem naprawde
                  zdolowana, juz nawet nie tym ze on, ze chce byc z nim, ale tym jak
                  do tego doszlo...
                  • jedynaczka28 sellune111 03.12.09, 21:34
                    Widzisz tak to już jest, ze my kobiety jesteśmy inne, nam zawsze bradziej
                    zależy, to my cierpimy, to my myslimy za wszystkich i o wszystkim tajk
                    jużniestety jest i nic się z tym nie zrobi. Nie martw się, wiem jak Ci jest
                    ciężko i cóż mogę Ci poradzić nie zadręczaj się to nie Twoja wina, to jest jego
                    wina, skoro mu coś nie pasowałiko mógł mówić skoro tego nie zrobił to to jego
                    wina - ty jasnowidzem nie byłaś i nie jesteś. Małżeństwo to dwoje ludzi,
                    kr\tórzy powinni ze sobą rozmaiwc i wiesz co jeślija tak myśle i boli mnie to
                    choletnie jak ktoś kogoś kocha to za wszelką cenę walczy, nie krzywdzi, nie
                    obwinia, rozmawia i stara sie wszystko naprawić i ludzie gdy się naprawdę
                    kochają to sobie wybaczają, człowiek, który kocha nieskrzywdzilby rugiej osoby
                    ale dałby skrzywdzić siebie byleby ona nie cierpiala. TO BOLI BO TAK NIESTETY
                    NASI FACECI nie robią.
                    Ale to jest ich życie, fakt, ze łaczyło się z naszym ale cóż przecież my musimy
                    zyć, dawać sobie radę, jestśmy odrębnymi osobami, przezyjemy bez nich.
                    MUSIMY IM POIKAZAĆ JESZCZE JAKIE JESTEŚMY SILNE>

                    Ja dzisiaj byalm z przyjaciółka na zakupach, wszędzie prezenty swiąteczne
                    dekoracje, przyjaciółka w ciąży moja najlepsza przyjacółka ta z ktorą to w 4
                    palnoaliśmy jej ciąże i moją drugą i wiecie co czułam się cholernie źle, poisząc
                    to jest mi przykro ale musze iść dalej, musze być silna,ja kochałam swięta ale w
                    tym roku chciałabym aby ich nie było. Po nas przyjechał mąż przyjaciółki i wtedy
                    zadzownił do niego mój mąż. Kolega powiedział do niego, z ejestesmy na zakupach
                    a on przekaż I. - czyli mi, ze wpadnę w Mikołaja. Wpadnie jak to spuer brzmi po
                    3 tygodniach wpadnie, kurwa czemu tak ma być. Ja nawet nie mogę myslec o tym
                    wszystkim bo mnie to trochę pogrąża. Wiecie co wolałabym aby on nie wpadał
                    wogole, bo tak przyjdzie i znowu narobi zamieszania, a potem znowu 3 tyd\godnie
                    cisza i tak caly czas, ja nie chcę takżyć. Chce mieć szczęśliwą, kochajacą się
                    rodzinę, cieply rodzinny dom, do którego z utęsknieniem będę wracała, gdzie ktoś
                    będzie na mnie czekał, ktoś kto kocha mojego kochanego synka - tego życze sobie
                    i Wam. Chciałąbym mu pokazac jaka ja jestem szczęśliwa bez niego, jak mi jest
                    dobrze i jak ktos kocha nasze dziecko to moje marzenie.

                    Sellune nie martw się, ze nie wiesz gdzie on jest i co robi, ja nawet o tym nie
                    mysle bo i po co co to zmieni, on jeden i drugi wybrali wolność. Wiesz co ja po
                    3 miesiacach stwierdzam, ze do milosci nikogo niestety nie da się zmusić. I
                    auwaz, że mojego nawet dziecko do domu nieściagnęło swoja tesknotą i pąłczem. A
                    tak byli zwiążani ze sobą, tak sie kochali i co - wszystko aprzepaszczone...
                    Mielgo wieczoru:)

                    Nie martw się proszę cię, nie cierp przez niego on nie jest Ciebie awrt dopóki
                    nie znalazłąm tego forum myślałam, ze takie rzeczy się nie dzieją... ale
                    niestety tak tyko myślalam.
                    • selune111 Re: sellune111 05.12.09, 20:09
                      Wiecie co, ja ciagle mysle o tym jak do tego doszlo, analizuje
                      wszystko, obwiniam sie i mysle ze mozna bylo to i tamto
                      powiedziedziec inaczej. Z drugiej strony jak on traktuje mnie jako
                      zone po takim czasie nieodzywania sie ? przeciez kazdy zasluguje na
                      normalna rozmowe. Mam wrazenie ze on mi chce pokazac jak niewiele
                      jestem warta wg jego priorytetow. Czy tak powinno byc ? Abym nie
                      byla jako zona dla niego najwazniejsza.. no jak to jest bo ja juz
                      sama nie wiem. To mnie niszczy, ja sie zadreczam myslami, a on jako
                      maz wcale nie byl taki dobry, nie mowie ze mnie zdradzal czy bil,
                      nic z tych rzeczy ale on po prostu nie wykazywal zadnej inwencji,
                      zadnego zainteresowania, minimum powiedzialabym, a ja sie zawsze
                      zastanawialam nad nim, nad nami itp. Nie moge sobie poradzic z tym
                      ze nie wyobrazam sobie czasu po rozwodzie jesli do niego dojdzie a z
                      drugiej strony oddalilsmy sie juz od siebie na tyle ze tez nie moge
                      sobie wyobrazic powrotu.. tym bardziej ze on nawet nie napomknie o
                      tym.. Jak myslicie co to oznacza ? JA nie moge go rozgryzc.. poza
                      tym, czy uwazacie ze nawet wymiana zdan w szerszym gronie na temat
                      mojego ale co do niego moglaby zawazyc na jego decyzji w sprawie
                      zwiazku ?
                      • aneta-skarpeta Re: sellune111 07.12.09, 10:14
                        selune111 napisała:

                        > Wiecie co, ja ciagle mysle o tym jak do tego doszlo, analizuje
                        > wszystko, obwiniam sie i mysle ze mozna bylo to i tamto
                        > powiedziedziec inaczej.


                        nie myśl tak- nie jesteśmy robotami, które muszą mówic jak
                        zaprogramowane, zeby nie urazić męża

                        ludzie sie kłócą, różne rzeczy mówią- nie mówiłam mu przykrych
                        rzeczy bez powodu- to w Tobie siedziało i w kłótni po prostu
                        wylałas w złości żale.

                        Nikt nie jest idealny, nawet jeśli sama sie przyczyniłas w jakims
                        niewielkim stopni do rozstania, to on nie ma prawa Cie w ten sposób
                        traktowac i jesli faktycznie takim piekłem było życie z Toba dla
                        niego to powinien jasno sprawe rozwiązac, a nie czekac na bóg jeden
                        wie co



                        To mnie niszczy, ja sie zadreczam myslami, a on jako
                        > maz wcale nie byl taki dobry, nie mowie ze mnie zdradzal czy bil,
                        > nic z tych rzeczy ale on po prostu nie wykazywal zadnej inwencji,
                        > zadnego zainteresowania, minimum powiedzialabym, a ja sie zawsze
                        > zastanawialam nad nim, nad nami itp.


                        i teraz sobie odpowiedz, czy faktycznie to że czasem coś palnęłas w
                        kłótni to TWOJA WINA ROZPADU MAŁŻEŃSTWA?

                        Ja przechodziłam przez taki sam etap- że to moja wina, ze mnie
                        zdradzał, ze uciekał z domu itd. Że to moja wina bo mam rozstępy na
                        brzuchu po ciązy i powinnam sie najlepiej powiesic, bo to
                        dyskwalifikuje mnie jako kobietę.

                        Różne bzdury myślałam:)

                        Teraz wiem, że to kwestia faceta. Mój D.- młodszy od mojego ex o 9
                        lat! co powiedział na temat rozstepów? Przecież to normalne że je
                        masz, skoro urodziłas dziecko.
                        Rozstępy to tylko przykład, ale pokazuje kwestie podejścia do
                        różnych spraw.
                        Mój ex robił karczemne awantury o wszystko, a obecny mówi- nie chce
                        nam sie sprzatac to nie sprzątamy. luzikkk, przez 2 dni karaluchy
                        się nie wprowadzą;)

                        to mi pokazało, że to nie była moja wina. U Ciebie tez tak będzie


                        za jakis czas kogos poznasz- tymbardziej, że nie masz dzieci i
                        zobaczysz że to on był dupkiem i niektórzy faceci zachowuja sie
                        zupełnie inaczej. I wbrew pozorom jest ich sporo.




                        Jak myslicie co to oznacza ? JA nie moge go rozgryzc.. poza
                        > tym, czy uwazacie ze nawet wymiana zdan w szerszym gronie na temat
                        > mojego ale co do niego moglaby zawazyc na jego decyzji w sprawie
                        > zwiazku ?


                        myslę, że on dziecinnie wierzy, że jak przeczeka to sprawy same sie
                        rozwiążą

                        moze czeka, ąz ty sie zajmiesz rozwodem- zrobisz wszystko za niego?
              • reallenka34 Re: pomocy zostawił mnie mąż 03.12.09, 21:27
                Wiecie dziewczyny,ze mnie tez zostawil mąż po 17 wspolnych latach,w tym 12 po
                slubie z dowjką malutkich dzieci. Z nią miał romans od wrzesnia,,od 4 tygodni z
                nią mieszka.Jak Was czytam ,to ja mam chyba lzej,bo pomimo ,ze bardzo boli to co
                zrobil mnie i dzieciom,to mam całą jego rodzinę za sobą i wszystkich
                przyjaciół,staneli za mną murem.Jemu została tylko nowa niunia,ale nie o tym
                chciałam napisać.Odwiedza dzieci dość często,robi nam wieksze zakupy,oddaje
                prawie całą wypłatę i co najważniejsze potrafimy ze sobą normalnie rozmawiac
                ,ustalic wszystko co i jak i nie robic sobie na zlosc.Jego nowa pani chciala z
                nim jechac na swieta do swoich rodzicow,ale on jej odmowil i jedziemy do
                tesciow ,zeby dzieciaki mialy przynajmniej normalne swieta.I tak to u mnie
                wyglada,kocham go a wolalabym go nienawidziec,ale cóż życie,jakos musze zyc sama .
            • mili-ona Re: pomocy zostawił mnie mąż 03.12.09, 20:24
              Jedynaczko przeczytałam Twoje posty i muszę przyznać, że podziwiam Cię, współczuję że trafił Ci się taki egzemplarz, nie wspomnę już o postawie Twoich teściów.
              Życzę Ci z całego serca wytrwałości w swoich postanowieniach.
              Nie ma nic w tym wszystkim Twojej winy. W życiu jest różnie, jak się wspólnie żyje. Ale to nie powód, aby tak drastycznie się zachowywać jak to zrobił Twój mąż.
              Jesteś młoda na pewno ułożysz sobie życie z kimś odpowiedzialnym.
              Nie daj się podejść mężowi, bo na pewno będzie chciał wrócić. Ale nie pozwól mu na to, bo po tym co Ci zrobił nie zasługuje na Ciebie. Pozdrawiam i trzymaj się.
              • jedynaczka28 mili-ona 03.12.09, 20:41
                Dziękuję za ciepłe słowa, aż zrobiło mi sie lżej na serduchu:)
                Pozdrawiam i dziękuję za te kciuki:)
                • jedynaczka28 reallenka34 03.12.09, 21:43
                  Wiesz co fajnie jest gdy jest miło i mozecie sie porozumieć bo mój też by chciał
                  abym ja się z nim porozumiała ale ja niestety nie mogę, z jakiej paki on robi
                  takie numery a ja co mam być miła dobra i co jeszcze, byłam taka ale już
                  wystarczty. Nie umiałabym funkcjonować w takiej sytuacji, mój narazie nie ma
                  chyba nikogo ale jestem na niego wściekła na niego za to co zrobił, mam żal i
                  nie chcę aby był moim pryjacielem ani kolega ani nikim innym albo mężem albo
                  niech mi da żyć zapomnieć normalnie funkcjonowac. Ja zauwazyłam, ze taka dobroć
                  na dłuższą metę nie ma sensu mój syn bardzo cierpiał bo wymyślił sobie, że
                  jednak mama i tata będe razem po tym jak tatus wpadł na pomysł spędzenia nocy z
                  synkiem. Odszedł to okay zero spoufości, nie chcę zakupów, jestem samodzielna,
                  mam w nosie jego pomoc. Nie zginę najwyżej kiedyś on zginie sam:)
                  • bell-a30 Re: reallenka34 04.12.09, 08:24
                    Cześć Dziewczyny w piąteczek!
                    Jedynaczko!Uważam tak jak Ty, że nie powinnaś się spoufalać. Synek
                    musi wiedzieć na czym stoi. Na tym etapie niech pokaże że jest
                    dobrym ojcem. To jest nieprawdą,że mogłabyś nawet nieświadomie
                    nastawiać małego. Normalną reakcją jest, że płaczesz jak jest Ci
                    żle, a nie można płakać we wskazanej godzinie, czasami łzy same się
                    cisną. W żadnym razie nie można dusić emocji w sobie.Teraz jest taki
                    najgorszy okres, przedświąteczny. Trzymajcie się dziewczynki. Będzie
                    dobrze. Nie rozumiem jak takie panie-pocieszycielki lecą na chłopów
                    z dziećmi, Czy naprawdę już żaden wolny ich nie chce?Najłatwiej
                    rujnować ludziom życie.Może to jakieś problemy z dzieciństwa i
                    odpowiedniego wychowania?A może- zakompleksienie? że zaden wolny
                    takiej pani nie zechce?, bo co by nie było, żonaty to zawsze
                    łatwiejszy grunt.
    • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 04.12.09, 08:39

      jedynaczko,
      piszesz "Chce mieć szczęśliwą, kochajacą się
      rodzinę, cieply rodzinny dom, do którego z utęsknieniem będę
      wracała, gdzie ktoś
      będzie na mnie czekał, ktoś kto kocha mojego kochanego synka - tego
      życze sobie
      i Wam. Chciałąbym mu pokazac jaka ja jestem szczęśliwa bez niego,
      jak mi jest
      dobrze i jak ktos kocha nasze dziecko to moje marzenie."

      to jest i moje marzenie, ale jakos cały czas przed sobą widzę czarną
      przyszłość i nie wierzę, że to się uda. Mam doł- to juz 4 dni jak
      sie wyprowadził i pierwszy weekend pzrede mną i córką. Swiat też
      wolałabym, zeby nie było- w zeszłym roku w gronie jego rodziny ok.
      20 osób w tym roku moja mama , córka i ja:(
      Nie wiem, jak czytałam rózne posty na tym forum to nie widze sznas
      by ułożyc sobie życie z kimś, wolni faceci koło 40 wyginęli?? tYle
      jest samotnych kobiet (kobiet!) od lat, nawet bez zobiwązań, któe
      chcą ułozyc sobie zycie i nic, moze dlatego nowa baba mojego męża
      też złapała się za żonatego??????? nie życze jej dobrze ( żle też
      nie), bo to i jego wina; no i nie tylko sam fakt porzucenia, ale i
      jego sposób, nieuczciwość i jego świetny humor w tym tygodniu
      jeszcze boli:(
      mniej piszę ale czytam Was,
      • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 04.12.09, 15:41
        kajmi- wiele kobiet jest samotnych bo niestety robia poważny błąd.
        Jak poznaja faceta to albo trzymaja go na milionowy dystans i facet
        moze wymieknąc, albow druga strone- szukaja na siłe drugiego męża


        a tu trzeba sie bawic;)- oczywiscie po wypłakaniu morza łez- co tez
        jest potrzebne

        teraz jest tyle mozliwosci zeby kogos spotkac.

        nawet jesli nie znajdziemy sobie drugiej połowki to moze jakiego
        fajnego przyjaciela
        --------------------------------------

        co do kochanek i tego co napisała nasza nowa kolezanka- przepraszam
        nie pamietam nicka- kobiety czuja sie lepsze jak moga złowic
        zajętego faceta- bo to pewnego rodzaju polowanie.

        dodatkow nie oszukujmy sie- faceci przed potencjalna kochanka prężą
        sie jak koguciki. I jak tu takiego super byczka nie wziąc? żona zła
        niedobra i zołza wieć skorzysta

        w sumie szkoda mi takich bab

        -------------------------------------

        sellune- naprawde podziwiam Twoja cierpliwość, bo to najgorsze co
        moze byc to taka obojetnosc i trzymanie w niepewnosci. Mąż
        jedynaczki przynajmniej mówi ze chce rozwodu

        --------------------------------------


        uszy do góry..po każdym deszczu wychodzi słońce:)

        • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 04.12.09, 19:00
          Aneta-Skarpeta a wiesz jaka ja bylam cierpliwa dla tego gnoja przez
          tyle lat, i to byl moj blad ktorego sobie nigdy w zyciu nie wybacze.
          trzeba bylo pokazywac upor i nieustepliwosc to moze by szanowal
          rodzine ktora zalozyl. a on ma teraz watpliwosci ! a wogole to mu
          najlepiej w towarzystwie kolegow i rodzinki bo ja i moja rodzina
          jestesmy be bo mielismy odwage cos o nim powiedziec w koncu i o jego
          rodzicach. No po prostu gnojek, ale on jak na moj gust to sie
          uwstecznil w mysleniu ! on mi mowil nawet ze chce miec dziecko
          kiedys, ze trzeba o tym pomyslec a teraz mi taki numer odstawil.. i
          co tam ze zona pyta co robi.. on cos robi, ma plany ale przeciez nie
          musi zonie mowic. No krew mnie zalewa Dziewczyny o tego gnoja, tyle
          lat zmarnowalam, a glupia jestem bo sie ludzilam ze jest dobry i
          bylam cierpliwa i mu gadalam zeby cos robil, staral sie, nie
          siedzial tylko przed komputerem. A teraz on ma mnie gdzies, jestem
          niewazna, wazniejsze jest towarzystwo i to ze moze wreszcie
          wychodzic gdzie chce ! No co o tym mozna sadzic ?
          • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.12.09, 10:00
            selune111 napisała:

            > Aneta-Skarpeta a wiesz jaka ja bylam cierpliwa dla tego gnoja
            przez
            > tyle lat, i to byl moj blad ktorego sobie nigdy w zyciu nie
            wybacze.
            > trzeba bylo pokazywac upor i nieustepliwosc to moze by szanowal
            > rodzine ktora zalozyl. a on ma teraz watpliwosci !


            no własnie ja przy moim pierwszym tez bylam pobłazliwa, starałam sie
            wybaczyc, troche przymknac oko- a to trzeba było byc "zimna suką"

            on mi mowil nawet ze chce miec dziecko
            > kiedys, ze trzeba o tym pomyslec a teraz mi taki numer odstawil..


            ja nie wiem, skąd oni sie biorą?

            jakbyscie sie zdecydowali na dziecko to byłoby zapewne tak jak z
            moim ex

            tez wspólnie planowalismy dziecko- ale jak mu sie znudzilo to
            stwierdzil ze on nie planował- tylko ze dziecko miało 1.5 roku:]

            teraz to juz lepiej nie mówić

            durnie:/


            > No co o tym mozna sadzic ?

            ze jest gnojem:/

            jesli facet traktuje zonę na dystans ( nie muszę Ci mówic jakie mam
            plany) to juz wiadomo, że coś śmierdzi. Widocznie nie wyrósł z
            kolegów itd

      • mili-ona Re: pomocy zostawił mnie mąż 04.12.09, 19:19
        Kajmi ! wiem co czujesz, trzy lata temu mój mąż się od nas też wyprowadził, byłam w podobnym wieku co Ty.
        Wrócił do nas po jakimś czasie, bo bardzo o to zabiegał, ale ja do dziś nie potrafię tego wybaczyć.
        A czy Ty wybaczyłabyś gdyby chciał wrócić? Tak pytam z ciekawości, bo może ja powinnam darować i próbować zapomnieć?
        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.12.09, 20:00
          Hej dziewczyny:)- mam nadzieje, że każdą odwiedził Mikołaj...
          Mnie też:)
          Już nie pamietam kiedy miałam tak super spędzony weekend od tych cholernych 3
          miesięcy.
          Wczoraj z synkiem byluiśmy na urodzinach w bawialni u córeczki przyjaciół, maly
          wyszalał się za wszystkie czasy. Oczywiście standardowo nie chcial iść i pytał,
          czy tam będzie tata. Ja mu mówię przecież kochanie to są urodziny w bawialni to
          jak tam możębyć tata.
          Wieczorkiem pojechjaliśmy do przyjaciółki mojej na noc, bawił się z jej synkiem
          a my sobie siedzieliśmy w trójkę z jej mężęm, pojedliśmy , wypiliśmy winko, i
          przegadaliśmy pół nocy. Do domu wróciliśmy dziś na 12 a na 14 jechaliśmy na
          obiad do moich roziców. Ja czekałam wczoraj czy zadzwoni mąż że chce przyjść do
          synka i zadzwonił. Ja dopiero za którymś razem odebrałam bo nie słyszłama i
          znowu awantura, ja wiedziałam co się swięci i wzięłam na głośnomówiący tak aby
          inni usłyszeli. Noi usłyszeli i tak mi nagadali, że daję soba pomiatać, co on
          sobie mysli i takie tam. Powiedział, że przyjedzie w Mikołaja. Ja okay ale o
          której a on nie wiem przyjadę. A ja że ma powiedziec konkretnie gozinę bo my teź
          mamy plany i tyle. Dziś dzwoni znowu i mówi nie przyjadę bo 18 to jest za późno
          a ja idę na 20 do pracy ja mówię zrobisz jak uważasz pomyśl tylko co pomyśli
          Twój syn a on do mnie on i tak duzo prezentów dostanie (ja myśle sobie
          oczywiscie dużo tylko szkoda że nie spędzi normalnego dnia z rodzicami...).
          Powiedziałam rób jak uważasz to Twoje życie. Dzwoni znowu i mówi przyjadę.
          Szczerze łudziłam się, zę zadzwonią teścioweie do małego albo dadza mu choć
          czekoladę, mikołajka czy cokolwiek. Że będą pamiętac. Przyjechał sam, oni nie
          dzwonili i małemu nic nie dali. Przykro mi ale przecież tak było zawsze.
          Siedział z małym w duzym pokoju a ja w małym. Pod koniec mówi do mnie głodny
          jestem co macie dobrego do jedzenia? zrob mi kolację a ja nic się nie odzywam i
          nie zrobiłam mu nie zasłużył. Potem zobaczył, ze mamy dwa nowe kileiszki które
          stały na szafkach (były w gratisie przy Wyborowej" i mowi do mnie widzę, ze same
          imprezki, super się bawisz. Do synka zadzwonił syn mojej przyjaciółki tej co
          nocowaliśmy u nich i gadali między soba kiedy znowu tam spią albo u nas. A on na
          to czy dziecko tam było samo, cy ze mną a ja nic. On zajebiscie się bawicie.
          Zajrzał oczywuiście do lodówki, zobaczył co mamy. Skomentował też fakt, iz obok
          kosza leżało pudełko po jedzeniu i dodał na fast foody zawsze masz kasę super
          się odżywiacie (śmiać mi się chciało, tata ostatnio gdy siedziałam w piatek do
          20 w pracy podwiózł mi do niej ziemniaki i kotleta żebym nie byłą głodana, ja
          tam nie zjadłam i niosłam to do domu. zajrzał do szafek w ąłzience. Do mnie
          oczywiscie, jakiś fagas wygryzł ci dziury w rajstopach - miałam kabaretki. On
          jest załosny ja nie mówiłam nic, zero jakiegokolwiek kontaktu nic a nic. On jak
          wychodził kilka razy cześć i cześć ja sie nie odzywam wszedł do kuchni złapał
          mnie za rękę i mówi cześć ja no cześć i wychodzi. jedyne zdanie jakie
          powiedziałam gdy zamykałam za nim drwi to to, iż przykre jest to, iż dziadkowie
          nie pamiętają o wnuku i tyle zamknęłam drzwi i cieszę się, ze się nie wciągnęłam
          w jego gadkę, byłam silna. I widziałam jak jest wkurwiony o to, z eja ic nie
          chce i nic nie mówię.

          To tyle strasznie się boję bo jutro mam wyniki egzaminu - nie liczę na ocenę
          wysoką ale chce go tylko zdać to najważniejsze. Boję się choć wszystko napisałam
          i powinno byc dobrze.
          Pozdrawiam Was bardzo.
          Czy jestem głupia, że wydaje mi się, iż moi teściowie powinni przyjść do
          dziecka, lub zadzwonić i dać mu chociaż czekoladkę - nie chodzi mi o prezenty
          ale o fakt, pamięć itd.
          • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.12.09, 20:02
            Aha jeszcze jedno moi rodzice proponują mi wyjzd w góry na swięta - i nie wiem
            czego ja sama chgcę, to będą straszne swieta, nie wiem czy dam sobie radę a z
            drugiej strony może wyjazd by mi dobrze zrobił, tylko że ja nie mogę wyjechac z
            dzieckiem i zrobic tak aby go nie zobaczył w święta. A z drugiej strony on
            potrafie nie chcieć go widywac przez 3 tygodnie to z czego ja robie problem.
            Napizcie co o tym myslicie.
            Pozdrawiam i miłej nocy.
            Odezwę sie jutro co z egzaminem.
            • selune111 Re: pomocy zostawił mnie mąż 06.12.09, 20:24
              ja uwazam ze powinnas jechac. jesli Twoj maz nic nie mowi ze np
              powinniscie spedzic swieta razem t czemu nie ? ja tez czekam na meza
              az mi powie co chce robic w swieta ale chyba jak zawsze sie
              przelicze... wiesz co, mysle ze ty masz dobrych znajomych i rodzine
              i zw masz dobre zycie mimo tego palanta jestes otoczona ludzmi, to
              kwestaia czasu zanim znajdziesz kogos godnego Ciebie, mysle ze
              bedzie dobrze !
              • mili-ona Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.12.09, 08:20
                Wiesz ja widzę, że ty jesteś za dobra. Mąż przychodzi Ci do domu zagląda do
                lodówki, komentuje w ironiczny sposób Twoje zachowanie, a Ty się zastanawiasz,
                czy zabrać syna ze sobą, czy tatuś nie poczuje się urażony.
                Jedź z synem, tylko poinformuj męża o tym. To on jest winny tego, że się
                wyprowadził, a nie Ty. I cokolwiek teraz zdecydujesz, to będzie tylko skutek
                jego postępowania.
                A swoją drogą, to po zachowaniu Twojego męża widzę, że on już żałuje swojej
                decyzji. Tylko go potrzymaj na dystans, to zobaczysz na kolanach przyjdzie i
                będzie Cię prosił, abyś go przyjęła.
            • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.12.09, 10:25
              jedynaczka28 napisała:

              > Aha jeszcze jedno moi rodzice proponują mi wyjzd w góry na swięta -
              i nie wiem
              > czego ja sama chgcę, to będą straszne swieta, nie wiem czy dam
              sobie radę a z
              > drugiej strony może wyjazd by mi dobrze zrobił, tylko że ja nie
              mogę wyjechac z
              > dzieckiem i zrobic tak aby go nie zobaczył w święta. A z drugiej
              strony on
              > potrafie nie chcieć go widywac przez 3 tygodnie to z czego ja
              robie problem.
              > Napizcie co o tym myslicie.
              > Pozdrawiam i miłej nocy.
              > Odezwę sie jutro co z egzaminem.


              ja bym wyjechała:)

              odpoczniesz- a w nowym miejscu swięta beda mniej świąteczne, więc
              nie bedziesz tyle myslała- zajmiecie się, rozerwiecie. syn też
              troszke się wyluzuje

          • aneta-skarpeta Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.12.09, 10:19
            jedynaczka28 napisała:


            > Czy jestem głupia, że wydaje mi się, iż moi teściowie powinni
            przyjść do
            > dziecka, lub zadzwonić i dać mu chociaż czekoladkę - nie chodzi mi
            o prezenty
            > ale o fakt, pamięć itd.


            Kazda z nas pewnie uważa, że powinni zadzwonic i powiedziec-
            przyjedz bo mikołaj zostawił drobiazg, albo powiedziec, ze tata mu
            przyniesie niespodzianke od mikołaja, bo zostawił u nich itd

            no ale ja wiem po moim ex tesciach, ze nawet w wigilie, w urodziny
            itd nie zadzwonia- bo po co?:/
        • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 07.12.09, 13:26
          Nie, nie wybaczyłam mu, bo wybaczałam juz 2 razy, tylko wtedy nie
          miał baby a przestawało mu się podobać bycie z nami; teraz doszła
          nieuczciwość, zresztą ja nie mam teraz wyboru.
          • jedynaczka28 nareszcie 07.12.09, 22:06
            Hej
            Piszę wam od razu dostałam 4 z egazaminu jak ja się cieszę jeden problem do
            przodu. Jestem szczęśliwa mam więcej czasu dla synka, dla siebie można wreszcie
            wrócić po pracy do domu i zamiast się uczyć obejrzeć film:) brakowało mi takiego
            nic nie robienia.
            Kurcze niedługo święta i muszę posprzatać w domu generalnie a co za tym idzie
            wykorzystać pólki, szafę i inne miejsca które należały do niego. Odkladam to od
            soboty bo nie wiem jak sie za to zabrać, boję się... ale sa plusy wreszcie nie
            będę sie gnieździć ze swoimi rzeczami a z drugiej strony wolałabym je mieć nadal
            ściśnięte...
            Dzisiaj mialam zwariowany dzień bo mój mały przeziębiony jest, ma gorączkę, nie
            był w szkole i znowu dziś ,,on" pokazał swoje oblicze. Rano gdy okazao się, ze
            mały nie idzie do szkoły, boli go głowa, ma gorąćzzkę i ogolnie źle się czuję
            postanowiłam, ze on zostanie wdomu ja podjadę do pracy zawieźć dokumenty i gdy
            wszystko załatwię to szybko wracam do domu. Tak tez zrobiłam, maly posedł spać
            jeszcze. ledwo tylko dojechałam do pracy a on juz dzwoni zpalczem bo dzwoniła
            jakaś pani z banku do taty i pytała, czy jest ktoś dorosły, i czemu tata się z
            nia nie skontaktował a ona ostatnio dawala telefon do sbiebie. Faktycznie dwa
            tygodnie temu była taka sytuacja, ze zadzowniła o 7 rano jakaś kobieta banku
            przedtsawiła się i powiedziała aby on się z nia pilnie skontaktował, ja mu
            napisałam sms z jej numerem i zapomniałam o tym myslałam, ze on to zrobił. Syn
            wpadł w panikę, wystraszł się, ze ona zadzwoniła i pytała czy jest sam, a poza
            tym powiedziała do dziecka czemu tata sie ni8e skontaktował, przekaż mu, ze to
            pilne. Była dla małego niemiła. -niepowazna kobieta widzi, ze rozmawia z
            dzieckiem zamiast odpuścić to on naprawdę się porzestraszył.
            Ja od razu dzwonię do tamtego i mu mówie jestem w stanie znieść listy
            przychodzące do ciebie ale telefony z babku o 7 lub 8 rano są denerwujace, zrób
            coś z tym, zmień sobie wreszcie adres tam gdzie trzeba. powiedziałam mu, ze syn
            jest sam w domu, ze jest chory i sie wystraszył a on cytuję ,,Ty idiotko co ty
            kurwa znowu chcesz, kurwa nie dzwoń do mnie z samego rana i nie wkurwiaj mnie,
            nie psuj mi humoru, daj mi kurwa spokój, te twoje afery" w między czasie gdy ja
            doniego mówiłam zaczął do kogoś równie łądnie mówić jechał z kims samochodem
            rano i cytuję ,,kurwa co ty robisz, kurwa tu nie można wysiadać" on przeciwnik
            przekleństw, nidy nie klął to ja czasem rzuciałm jakimś niezbyt ładnym słowem
            ale on. tak sie na mnie zdenerwował, ze sie rozłączył. Od rana wiedząc, ze syn
            jest chory nawet nie zadzownił do mnie, czy to do niego aby zapytac co mu jest.
            Wiedział też, że dzis mam wyniki z egaminu też nie pytał.
            TO JEGO PRAWDZIWE OBLICZE .

            dziś też dowiedziałam się od dalszych znajomych jego, ze wyjeżdża do Norwegii
            lub Irlandii - było mi bardzo milo, ustalał to z mama i tatą, cała rodziną nie
            ze mna i z synem ale co ja się dziwię on jest taki od 3 miesiecy, cudów nie
            bedzie ale ja nie wiem czemu ja na to patrzę tak łagodnie. Rzeczywiście wydaje
            mi sie, z ejestem za dobra tak jak napisała ktoraż z Was albo w sumie najlepze
            słowo to naiwna.
            Cieszę się z 4 to najwazniejsze, krok do przodu w poracy a , ze w życiu jeden do
            tyłu no cóż...
            • mili-ona Re: nareszcie 08.12.09, 08:14
              Gratuluję zdanego egzaminu!
              Powiem Ci jeżeli on tak się zachowuje, to nie żałuj, że odszedł, bo sama widzisz jego prawdziwe oblicze i nie chciałabyś żyć z takim człowiekiem.
              Ja wiem, że w takiej sytuacji najbardziej żal jest, że nie stworzyliśmy dzieciom prawdziwego domu. Ale widać, że bardzo kochasz swojego syna i ma on w Tobie wielkie oparcie. A jego ojciec kiedyś będzie się wstydził, że swoją decyzją zniszczył synowi dzieciństwo.
              Bo niewątpliwie brak w życiu dziecka jest dla niego szkodą.
              • mili-ona Re: nareszcie 08.12.09, 09:01
                Brak ojca w życiu dziecka jest krzywdzące. To miałam na myśli odnośnie ostatniego zdania.
                • wwwybredna Re: nareszcie 08.12.09, 13:52
                  GRATULUJĘ!!
                  Warto było się pomęczyć i zdać ten egzamin:))
                  Zachowanie Twojego męża przechodzi już ludzkie pojęcie!Do Ciebie
                  mogą dzwonic o 7 rano w jego sprawie,ale Ty do niego o tej porze już
                  nie mozesz??Co za jełop!!Zła jestem na niego,bo z Ciebie taka fajna
                  babka,a on ...jak on śmie!!
                  Jak wyjedzie to przynajmniej sobie oszczędzisz nerwów i będzie Ci
                  latwiej.
                  Czego z całego serca życzę!!
    • reallenka34 Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.12.09, 19:43
      Powiedzcie mi dziewczyny,czemu moj maz chce z nami spedzic swieta,chociaz
      wiem,ze jego kochanka nalega,aby z nia spedzil oczywiscie.Ja juz głupia jestem i
      nie wiem,co mam o tym myslec.Co to za swieta,jak wiem,ze i tak do nas nie wróci.
      • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 08.12.09, 20:37
        mili-ona
        ja mam nadzieję, ze on zrozumie kiedyś co zrobił i kto przez jego zachowanie
        najbardziej cierpi ale żebym tego była pewna, że tak będzie to tak nie jest...
        faceci są dziwni.
        wwwybredna
        Dziękuję za miłe słowa.

        Dziewczyny macie rację powinnam jechać na święta i myślę, ze tak będzie wszystko
        jest na jak najlepszej drodze.
        Wczoraj byłam u psychologa ale to moje spotkanie polegało na tym, że
        naświetliłam całą sytuację w jakiej jestem ja i dziecko i nastepne w przyszły
        piątek idę wtedy z synem. Narazie mi nic nie poradzono, psycholog powiedział
        tylko, że z tego co ja mówię to nie powinnam namawiac dziecka do spotkań z
        ojcem, to on sam powinien powiedzieć, czy chce.
        On się buntuje i zachowuje tak jak ojciec a druga opcja to chęć wyparcia go z
        pamięci aby mniej cierpieć. Dlatego ide z synem i wtedy będę wiedziała dopiero
        co robić I wiem jeszcze tyle, ze ja sama mam też przyjść jeszcze bo jest też
        problem, że ja też muszę to przeżyć, bo też wychodzi na to, że wyparłam
        całkowicie mysli o nim ale w poświadomosci to nie jest rozwiązane, ja zagłuszam
        te mysli a muszę to ułożyć, przeżyć sama.Zobaczę jek będzie...
        Całą noc nie spałam bo synek kasłał i wymiotował jeszcze na nieszczęście. tatuś
        zadzownił dziś wieczorem ale spaliśmy odebrałam tylko telefon za drugim razem i
        znowu darcie do słuchawki, ze nie odbieram a ja dobrze, ze ty odbierasz. I mówię
        daj mi spokój bo niespałam całą noc tak jak Twój syn i śpimy teraz i sie
        rozłączyłam, może nie powinnam bo chciał chyba zapytać co u małego ale kurcze
        mieszka od nas 5 minut drogi samochodem i mógłby wsadzić dupę w samochód i
        podjechać, moze zapytałby o lekarstwa, owoce jakieś ale co tam. Po co sie
        przemęczać. On ma teraz wolność, pełen luz i sie bawi ale ja bym tak nie
        chciała, ja nie wyobrażam sobie życia bez mojego kochanego synka, to moje
        największe szczęście.

        POZDRAWIAM WAS i MIŁEJ NOCKI:)
      • bell-a30 Re: pomocy zostawił mnie mąż 09.12.09, 09:41
        Cześć dziewczynki!
        Uważam, że nie powinnaś spędzać świąt z mężem, mimo że to będzie
        przykre. Niech zobaczy jak to jest bez rodziny, bo to są najbardziej
        rodzinne święta. Kochanka wsadzi go do dziecięcego łóżeczka i będzie
        traktować jak dzidzuisa. Bez rodziny jest nikim! Jedynaczko!Jesteś
        taka dzielna i taka wartościowa dziewczyna, los Ci wynagrodzi Twoje
        cierpienia Zobaczysz!Pojedż z rodzicami, a Twój mąż niech żyje
        iluzją.
        • jedynaczka28 Re: pomocy zostawił mnie mąż 10.12.09, 20:20
          bell-a30
          tak bardzo bym chciała aby los wynagrodził mi moje cierpienia...
          ja nie wiem co się dzieje, jest już dobrze, funkcjonuję normalnie to znaczy
          normalnie jak na tą sytuację bynajmniej się staram bardzo, jeszcze sobie tego
          nie poukładałam bo sama nie wiem jak to ułożyć, staram sie o tym nie mysleć bo
          wizja zakończenia pewnego etapu w moim życiu mnie przerażą, jestem zdołowana gdy
          o tym myślę. Ja wiem już, że my razem nie bedziemy bo on nie chce i mnie nie
          kocha i po tym co zrobił ja nie chcę z nim być a z drugierj strony wiem już po
          tych 3 miesiącach, zę nie umarłam bez niego ale czasem ogarnia mnie paniczny
          strach, ja się boję nawet nie przyszłości ja się boję definitywnego końca tego .
          Ja wiem, zę nas już nie ma ale mimo to czuję wielki żąl i cholernie mnie boli to
          wszystko.Boli mnie dlatego, żę nie moge pojąć jak on może nie chceić ratować
          swojej rodziny, jak moze nie chcieć aby jego syn miał normalną pełną rodzinę. Są
          chwile że czuję się prtzegrana i jest mi strasznie żal mojego synka że on cierpi
          przez nas (ja wiem, ze to nie ja dokonałam wyboru) ale jestem jego matka on
          ojcem i co go spotyka od nas? Tylko ja nic nie mogłam zrobić, co się dało to
          zrobiłam ale przegrałam po ptostu z jego gówniarskim szczeniackim podejściem i
          sama nie wiem z czym - nie wiem bo nadal nie pojmuję. Najgorsze jest to, ze ja
          mam z nim tyle wspomnień, ja tego czlowieka kochałam nad zycie i co mi pozostało...
          Nie myślę wogóle o tym co było, co jest ale i oc będzie, żyję dniem bieżącym.
          Jest dobrze gdy go nie ma, gdy nie dzwoni, gdy nie dzwoni jestem zła bo nie
          pamieta o dziecku gdy zadzwoni ma do mnie pretensje o wszystko, gdybym zniknęła
          z powierchni ziemi byłby szczęśliwy tak dokąłdnie tak to odbieram i przeraża
          mnie to bo on wyrządził mi tyle zła i ja go tak nie nienawidze jak on mnie, nie
          wiem jak to nazwać ale on obiwia mnie o wszyskie nieszcęścia tego swiata.
          Zadzwonil wczoraj po 3 dniach choroby synka, dziecko znowu nie chciało z nim
          rozmawiać, ja mówie porozmawiaj z tata on nie i tyle. Ja wzięłam słuhcawkę i
          pytam co chcialeś a on co mu było a ja trzeba było zadzwonić wczesniej, wiesz
          gdzie twój syn mieszka, mozę trzebabyło jechać z nim do lekarza, moze kupić leki
          jakieś owoce - człowieku zainteresuj sie tym ozywiście ja mówię spokojnie a on
          od razu cytuję ,,kurwa ty jesteś nienormalna masz do mnie fochy o wszuystko, o
          to, ze nie dzwonię, o to, ze nie mam czasu, kurwa ty jesteś pojebana, ja nie
          bedę ci sie tłumaczył, ja do domu nie wrócę (ja go o to nie pytałam)daj mi kurwa
          spokój (to on dzwonił) jesteś głupia nie rób z siebie ofiary i tak wkółko
          krzyki, wyzwiska, obarcanie mnie wina o wzystko. Ja nie daje rady ja po rozmowie
          z nim pozłam sie kpać i ryczałam jak wariatka zamknięta w łązience pod
          prysznicem - ja nie rozumiem dziewczyny ja mu nic nie robię, nie krzyczę, nie
          wyzywam, rozmawiam normalnie, nie buntuje dziecka, zawsze kiedy chce przychodzi,
          to ja nalegalam na ich kontakty, nie robie mu na złosć a on mnie obwinia o
          wszystko, ja nie daje rady ja naprawdę chciałabym zniknąć, ja widzę, że to sie
          staje tragiczne, ja jestem zmęczona życiem, jestem smutna, pzygaszona, nie wiem
          co się dzieje, jest mi xle, nic mi sie nie chce, jestem zmęczona, niewyspana.
          Wszystko jest na mojej głowie, rodzice moi są kochani pomagają mi ale ja nie
          umiem się cieszyć z niczego, wszystko robie mechanicznie jestem nieszczęśliwa...
          Nie rozumiem czemu po 11 latach mi to zrobił, już nie mówie o odejściu i nie
          ratowaniu tego ale o tym, ze obwinia mnie o wszystko, czemu mnie kiedy ja nic
          nie zrobiłam, każda moja rozmowa znim kończy sie kłótnią, ja nie mogę nic
          powiedzieć bo gdy zaczynam to on mówi masz 30 sekund a ja ale co ty gadasz a on
          masz 30 sekund a ja uspokój sie a on kurwa twój czas sie skończył i sie rozłącza
          czym ja sobie na to zasłużyłam - niczym czemu człowiek człowiekowi moze tak
          robić, za co, matce swojego dziecka, swojej żonie, którą niby kochał. Nie
          pojmuje i dlatego jest mi ciężko. Najchętniej chcialabym nie odbierac nigdy od
          niego telefonów i nie widywać go ale twtedy potwierdzą się jego oskarżenia, ze
          ja mu utrudniam kontakt z dzieckiem to jest błędne koło. Ja uważam, ze on
          powinien iść ze mną do specjalisty nie po to aby nas pogodził jako mężą i żonę i
          nie o taka terapie mi chodzi chodzi mi o coś co pomoze nam jako rodzicom,
          naszego dziecka a on mi na to jak jesteś pojebana i chora to idź sama i co ja
          mam zrobić z nim. Większosć osób mi mówi kopnij go w dupę, niech spierdziela,
          jesteś zła i syn jest zły to niech ma sposkój - zobaczysz że jeszcze Was będzie
          błagał na kolanach... Ja już nie patrzę pod kontem sibie ale to jest logizne, ze
          syn tęskni a nim, strasznie go kocha - czemu on mu to zrobił. Wczoraj kiedy tak
          sie na mnie darł ja sie poryczałam tez do słuchawki i mówie mu zobacz do czego
          ty doprowadziłeś, co ty robisz a on płacz to ty masz na zwołanie, ty jestes
          wariatką, nie zgrywaj ofiary! (zawsze mówił, z ejestem silna a teraz pąłcz to
          ja mam na zawołanie) Kurwa mać - przepraszam ale spędziąłm z kims 11 lat i nie
          jet mi obcy a ja jemu jestem, ja nie chcę tak żyć a on chce, nie chcę go nizczyc
          a on mnie tak czemu z nami kobietami tak jest.
          Pozdrawiam Was weźcie mi powiedzcie, ze powinnam się iść leczyć:) z tej dobroci
          i wyrozumiałości do niego bo mnie to pogrąży ja świata nie zbawię, nie jestem
          Matka Teresą...
          Buziaki.
          • jedynaczka28 sellune111 10.12.09, 22:30
            Sellune 111 a co u Ciebie czy ułożyło się? - tego Ci życzę! aby było dobrze tak
            jak Ty tego chcesz, jak sobie dajesz radę:) te nadchodzące Święta...
            Buziaki
            • noemi123 Re: jedynaczko 11.12.09, 04:31
              czytam Twój post od jakiegoś czasu i się nie wypowiadam ale teraz
              się wkur...am i musze napisać. Mam ośmioletnią córkę, mąż zdradzał
              mnie od 3 lat, wiedziałam o tym ale czekalam aż kryzys wieku
              średniego mu przejdzie. W czerwcu wyprowadził się z domu, zamieszkał
              z kochanką, dziecko to przeżyało bardzo. Mąż jest alkoholikiem i jak
              to bywa ma wahania nastrojów. Po pijaku wyzywał mnie kilka razy az
              powiedziłam dość. Podczas kolejejnej scyscji wezwałam policję i
              przestał rzucac mięsem. Zobaczył że nie dam sobie w kaszę dmuchać.
              Gdy próbował swoje jazdy przez telefon ostrzegałam że jak nie
              przestanie mnie wyzywać to sie rozłączę, rozłączałam się, czekałam
              aż mu szjba przejdzie i wiedziałam, że zadzwoni i powie na spokojnie
              to co ma do powiedzenia a jest cholerykiem, socjopatą. Też urządzał
              mi jazdy, że utrudniam mu kontakty z dzieckiem ale ja kosztem
              swojego zdrowia psychicznego mam wysłuchiwac jego epitetów i dawac
              mu satysfakcję że znów mnie upokorzył? Kontakty można uregulowac w
              sądzie. Nie spotykając się emailem ustalić jego widzenia z
              dzieckiem, będzie to jako dowód w sądzie, że nie zabranialaś mu
              spotykac sie z dzieckiem.
              Dajesz sobą pomiatać, on to widzi i ma z tego radość.
              Wiem, że trudno, mój teraz zabrał kochankę na objazd po Włoszech i
              na Cypr a ja zastanawiam sie z czego zrobię święta i za co kupie
              prezent, popłacę rachunki. Jego stać na wszystko, jest dziany, na
              dziecko do chwili rozwodu nie będzie płacił.
              Weź się w garść, nie daj sie upokarzać, wyzywac bo to zabija twoje
              poczucie wartości a ten socjopata, manipulant ma z tego radochę, jak
              wyzywa to się rozłącz, wyślij email albo list polecony do nego z
              informacja, że zerwiesz z nim kontakt jak będzie cie obrażał, ustal
              widzenia z dzieckiem 2 razy w tygodniu po dwie godziny. Jak mały nie
              bedzie chciał z nim sie widzieć to zapisuj wszystko w kalendarzu. Ja
              od kilku miesięcy zapisuję każdy jego kontakt z dzieckiem, czas
              kontaktu, każdą obietnicę złożona dziecku a niespełnioną, to bardzo
              ważne przy rozwodzie, który wkrótce mnie czeka.
              Weź sie w garśc i zrób porządek z tym gnojkiem.
              • bell-a30 Re: jedynaczko 11.12.09, 08:10
                Cześć dziewczyny w piąteczek!
                Jedynaczko!Jestem tego samego zdania, co noemi 123.Te telefony od
                niego burzą Twój spokój i tak Ci nic miłego nie powie.Powiedz mu że
                spotkania z synkiem możecie ustalać e-mailowo lub tylko niech dzwoni
                do małego i umawia się na spotkanie. Zapisuj wszystkie spotkania i
                te na które nie dotarł a obiecywał, bo w ten sposób też orze dziecku
                psychikę. Niech nie robi z gęby cholewy!Jesteś przecież silną,
                niezależną dziewczyną. Nie jesteś uzależniona od niego finasowo,
                uspokoisz emocje, to jeszcze potrwa. Bardzo to trudne, mając razem
                tyle wspomnień!Ale pomyśl: ominą go takie ważne rzeczy w życiu syna.
                Piersze miłości, święta, uroczystości. A Ty będziesz tym się cieszyć!
                Z czasem jak będziesz gotowa na randki, zaczniesz inaczej to
                wszystko postrzegać. I wtedy zaczniesz żyć!
                • bell-a30 Re: jedynaczko 11.12.09, 08:25
                  Małżeństwo to nie romans, że kazdy zabiera swoje zabawki i kończymy
                  zabawe. To są wspólne lata, wspomnienia, dzieci. Ale przezyjesz,
                  zobaczysz! Nie kontaktuj sie tylko z nim. Jak przychodzi do malego
                  wychodz w tym czasie z domu i nie rozmawiaj z nim przez telefon.
                  Tylko uprzedz go o tym, zeby znowu nie wymyślał.
                  • noemi123 Re: jedynaczko 11.12.09, 09:08
                    I kur...a powiem jeszcze jedno:
                    Twój stan psychiczny bardzo się odbija na psychice dziecka!
                    Mały widzi jaka jesteś po każdej rozmowie z jego ojcem i sądzisz, że
                    to nie ma wpływu na jego stosunek do ojca?
                    Jak ja jestem zadowolona, uśmiechnięta to dziecko jest szczęśliwe.
                    Pomyśl o tym.
                    • zuzann-a Re: jedynaczko 11.12.09, 13:21
                      noemi123 napisała:

                      > I kur...a powiem jeszcze jedno:
                      > Twój stan psychiczny bardzo się odbija na psychice dziecka!
                      > Mały widzi jaka jesteś po każdej rozmowie z jego ojcem i sądzisz, że
                      > to nie ma wpływu na jego stosunek do ojca?
                      > Jak ja jestem zadowolona, uśmiechnięta to dziecko jest szczęśliwe.
                      > Pomyśl o tym.

                      Noemi, mam takie samo zdanie jak Ty nawet gdzieś wcześniej wysmarowałam podobny
                      post do Twojego, niestety zdaje się, że zostałam odebrana jako wróg:-( dlatego
                      cieszę się, że znalazł się ktoś równie zdrowo myślący:-)
                      • noemi123 Re: jedynaczko 11.12.09, 14:37
                        Czasem trzeba brutalnej prawdy między oczy, zbyt wiele tu głaskania.
                        Od wielu z nas maż odszedł, ja miałam i mam ze swoim niesamowite
                        jazdy od 3 lat poczynając od wiagry w każdej kieszeni, trzech
                        telefonach komórkowych z agencjami towarzyskimi po ubrania damskie
                        przywozone z delegacji i samochód nafaszerowany opakowaniami po
                        kondomach a na koniec zobaczyłam na żywo mojego męża z kochanką na
                        wczasach nad jeziorem a mi wkręcał że jest w Poznaniu. Przeżyłam,
                        życie toczy się nadal, nadal cholernie boli ale trzeba żyć bo mam
                        dla kogo i nie chcę marnować sobie zycia zamartwianiem się, depresją
                        a dziecku niszczyć dzieciństwa. Dzieci doskonale wyczuwaja nasz
                        nastrój.
                        • bell-a30 Re: jedynaczko 11.12.09, 14:49
                          Otóż to i czasam lepiej żyć samej niż ze skurw...nem. Niech sie inna
                          buja i skacze koło niego żeby nie poszedł.A Ty wracasz do domu i
                          masz spokój. Z czasem poznasz kogoś wartościowego. Bo byle gówno
                          można znależć na poczekaniu.
                          • jedynaczka28 re re 12.12.09, 18:42
                            Dzięki dziewczyny za posty i znowu co mam napisać to, ze macie rację bo ja
                            dobrze o tym wiem, żę Wy ja macie tak wiem o tym, uważam też tak jak Wy tylko co
                            ja poradzę, zę ja wiem ale no wlasnie jest jakieś ale które powoduje, ze on mnie
                            tak traktuje, ze ja przez niego ryczę - to mnie czasem przerasta. Unikam go jak
                            mogę ale czasem brak mi już sił, ja nie wiem jak mu sie udało mnie tak omotać,
                            nie wiem.
                            Ja nie jestem osobą słabą, taką którą da się poniewierać mam własne zdanie,
                            którego bronie ale teraz jest inaczej, ja jestem inna nie wiem co to
                            spowodowało, to ta sytuacja mnie przerosła. Przerosła mnie myśl, ze sie
                            skończyło. Dziewczyny mi jest ciężko u nas nie było kłótni, wyzwisk, zdrad,
                            alkoholu nic a nic małe problemy i kłótnie a w zasadzie sprzeczki o duperele
                            zwiazane zdomem. Ja go po prostu starsznie kochałam, mamy synka, on też
                            zapewniał o swoich uczuciach, chciał drtugiego dziecka, ja wiem skończyło sie i
                            tak jak mi powiedział kiedyś choćbyś chodziłą na rzęsach to ja nie wrócę ja wiem
                            i co z tego skoro mnie to boli. Nie wiem ale jestem smutna, mało rzeczy mnie
                            cieszy... nie wiem od czego mam zacząć aby było lepiej, najchętniej
                            sporzedałabym mieszkanie ale nie chce iść do rodziców hciałabym zmienić
                            otoczenie ale nie moge bo syn tu ma kolegów, szkolę. Może przerasta mnie to bo
                            idą Święta... Ja wiem o tym, z ekiedy ja jestem nieszczęsliwa to mój synek tez i
                            mnie to boli, ja przy nim staram sie być zadowolona i usmiechnięta choć udjaę
                            oczywiscie, ze tak jest...Mi jest cięzko bo tak jak wspomniałam nie było
                            problemów one sa teraz odkąd odszedł, on mnie niszczy psychicznie za moja zgodą
                            - macie ztym rację. Z nim sie nie da nic ustalić, on o wszytsko ma pretensje.
                            Wczoraj przyjechał znowu mi mówił, z emi nie da pieniędzy tyle ile chcę gadał
                            tak sam do diebie bo ja go nie słuchałm w końcu je wyjął i dał ale zaznaczył, z
                            eto otani miesiąć. Ja poszłam do innego pokoju pać a synek od razu do mnie i on
                            mówi, z etez idzie spać a ja baw się z tatą, on boli mnie brzuch chcę spać.
                            Wyjełam mu piłkrayzki zawsze razem grali myslałam, z ezaczną sie bawić i wyszłam
                            do drugiego pokoju on za mną przyniósł domino i prosi abym grała ja mówie
                            pograjj z tatą a on ja chce z tobą, on prszyszedł i aczął grać z nami - mały byl
                            przeszczęśliwy, te jego iskierki w oczach... cieszłył sie jak nigdy dotąd. Ale
                            tatuś zaraz powiedział, z eidzie do domu a synek ty nie masz domu bo on jest
                            tutaj ale tata poszedł. Zadzwonił dzis do małego, ze chce się z nim pobawić i ze
                            go weźnmie do dziadków mały wpadł w panikę i mówi, ze nawet na siłę tam nie
                            pojedzie ja mówie pobawisz się tam z tatą a on nie to tato ty przyjedź i oddał
                            mi słuchawkę a mój jeszcze maż ; kurwa to twoja wina, przyjeżżam po niego i tyle
                            ja mówie ustal to zmałym a on poszeł płakac i mówi, ze go nie zmusze do tego,
                            więca ja mówię do niego ty przyjedź pobaw się z nim, odrób lekcje a on nie bo ty
                            jesteś niewychowana, zobacz jaka jestes świnią wczoraj mi nawet nie zrobiłaś
                            herbaty... opadły mi rece, po lodówce, szafkach może sam grzebać i zagladać
                            gdzie mu sie podoba ale herbaty zrobić sobie nie umie, owszem sobie i synkowi
                            zrobiłam a jemu nie dlatego że kiedyś gdy go zapytałam, czy chce odburknłą nic
                            nie chce od ciebie więc nie pytam:) Powiedział, ze nie ma zamiaru przyjeźdżać bo
                            nie moze na mnie patrzeć bo chce mu sie rzygać i psuję mu humor, kazął mi póść
                            sobie na imprezę - nie wiem o co z tym chodziło, nie mam pojęcia.
                            Wczoraj jeszcze pyta co ja robię w święta a ja, ze nie wiem i powiedziałam mu
                            szkoda, ze ty pracujesz 3 dni i nie pomyslałeś o dziecku a on ja ide tylko w
                            drugi dzień świąt do pracy a tak ci powiedziałem aby cię wkurwić, nie wiem jakie
                            mam narazie lany i czy znajdę czas... ja dlatego prosze rodziców zebyśmy moze
                            pojechali z małym w ferie w góry bo myślałam o nim i o synku a on on ma wszystko
                            w dupie. Ja nie wiem co go opętało. On mnie po prostu nienawidzi tylko ja nie
                            wiem czym sobie na to zasłużyłam chyba swoją dobrocią. Powiedziałam mu dziś jak
                            chciałeś wziąść małego aby zobaczył się z dziadkmi i on nie chce to niech oni
                            przyjadą do niego zapraszam a on ty jestes pojebana...
                            ja jestem pojebana bo pozwalam na to traktowania i upokarzanie.
                            KAJMI I SELLUNE CO U WAS???
                            Pozdrawiam Was i nie odbieram Waszych rad jako, że jesteście wrogami, słowa
                            krytyki jak najbardziej sa w cenie:)
                            • noemi123 Dziewczyno 12.12.09, 20:24
                              jakby nie mówić to mam wrażenie że nasze słowa nie docierają do
                              Ciebie.
                              Jak mój mąż odszedł ze swojego rodzinnego mieszkania(oddał mi z
                              całym wyposażeniem) to zabroniłam mu szperać po szafkach, robic
                              sobie kawę, zaglądać do lodówki. Dlaczego? Dom to nie hotel, żeby
                              gad się nie przyzwyczaił, że dom to hotel czy restauracja na
                              godziny, przylezie, posiedzi, pożre i pójdzie jak mu sie znudzi,
                              przy okazji wyzywając. Z hamem trzeba po hamsku i mam gdzieś co on o
                              mnie myśli bo on też ma w dupie moje samopoczucie.
                              Ja też jeszcze kocham swojego gada ale sam wybrał taką drogę a ja
                              nie mam zamiaru włazić mu w dupe robiąc herbatkę czy podając obiad
                              pod nos.
                              Dlaczego nie rozłączasz się jak cię wyzywa? Przyjemność ci sprawia
                              jego głos pomimo tego że ci ubliża? Aż taką masohistka jesteś?
                              Jak mały nie chciał bawić się z ojcem trzeba było mężusiowi pokazać
                              drzwi, raz, drugi, trzeci i zrzedłaby mu ta głupia mina na gębie.
                              Spotkania małego z tatusiem dlaczego nie u twoich rodziców
                              zapowiedziane i raz w tygodniu?
                              Chcesz z tym gadem spędzić wigilie i święta? Czego będziesz mu
                              życzyć? Więcej fantazji przy wymyślaniu obelg na ciebie? Będziesz
                              stać przy garach, starać się aby mu smakowało jedzonko a on ci
                              odpowie podziękowaniami w sposób szczególnie wulgarny?
                              Bierz dupę w troki, małego pakuj i skoro masz taką możliwość śmigaj
                              w góry, wyłącz komórkę i odpoczywaj, zobaczysz jak to dobrze na
                              małego wpłynie! A on zobaczy że nie jesteś juz w niego tak wpatrzona
                              bo narazie wie, że machnie palcem a ty polecisz do niego na
                              kolanach. Ferie z gadem?
                              Kisisz sie we własnym sosie i pogrążasz, krążysz wokół niego, nie
                              robisz postępów. Jesteś współuzależniona od niego, to nie miłość,
                              potrzebujesz terapii, wiem bo to przerabiałam.
                              Przepraszam, może za ostro ale czesem tak trzeba. Mnie też ktos tak
                              naprostował i zauważyłam znaczną poprawę swojego samopoczucia a
                              mojego szlak trafia, że zyję, uśmiecham sie i nie proszę WRÓĆ! Co
                              więcej, wie już że mam swoje zdanie, nie układam swojego planu pod
                              jego plan dnia.I nie jest tylko on na swiecie. Tydzien uczyłam
                              swojego gnoja szanowania mojego czasu, dziś napisał meila z
                              zapytaniem, czy może zadzwonić do mnie i porozmawiać z dzieckiem.
                              Czyli można hama uczyć kultury?
                              • jedynaczka28 noemi 123 13.12.09, 01:27
                                Kurcze wiesz co jak ja bym tak potraktowała sowjego jak ty piszesz zniszczyłby
                                mnie do końca - jesli jeszcze bardziej się da, ja mu staram sie ułatwić kontakt
                                z synem a on nienawidzi a gdybym jeszcze nie dj Boze olała i wyjechała on by nie
                                wiem co zrobił, od razu swiadkowie i do Sadu jaka niedobra, zła matka, co to za
                                żona co wyjeżdżą z synem na swięta... mój niestety teraz taki jest, ze walczy
                                idzie do celu po trupach, wczesniej był kochanym człowiekiem z
                                małyminideociągnieciami. Ja nie umiem walczyć i niszczyć i musze sie tego
                                nauczyć. Wiem, że jest mi potrzebna terapie, byłam u psychologa sama, idę teraz
                                zmałym ale przede mną z tego co mi powieedział długa droga, ja jestem
                                uzalezniona od niego. To, z eja nie myślę o nim to nie jest ponoć tak do końca,
                                ja myślę ale aprzeczam tym myslom - jakby nie było kocham pewnie tego ,,gaa"
                                kocham choć nie chcę kochać - jesli nie kocham to napewno bardzo kochałam, nad
                                życie najważniejszy dla mnie cżłowiek po synku lub kiedyś na równi:)
                                Mnie też oddał z całym wyposażeniem mieszkanie ale chce kasy:)
                                Pozdrawiam
                                Kurcze sama nie wiem czy hama można uczyć kultury? nie wiem bo to on uważa że ja
                                jestem hamicą...
                                • jedynaczka28 Re: noemi 123 13.12.09, 01:28
                                  czy ty uczęszczałaś na terapię? jesli tak to na jaka i ile czasu:)
                                  • noemi123 Re: noemi 123 13.12.09, 07:18
                                    Jedynaczko
                                    ta jego poza, napuszenie to tylko pozory. Facet nadyma sie jak balon
                                    a ty dajesz sie na to zlapać. Krowa, która dużo ryczy mało mleka
                                    daje.
                                    I co z tego że wniesie do sądu o uregulowanie kontaktów? Ułatwi ci
                                    tylko sprawę. Powiesz, że znęca się nad toba psychicznie bo tak
                                    jest, dlatego wyjechałas odpocząć, sądzisz, że sąd będzie miał cos
                                    przeciwko?Tu nie chodzi o niszczenie go, utrudnianie życia, tu
                                    chodzi o obronę przed złem, które ci wyrządza, musisz mieć swoją
                                    swerę, do której on nie ma prawa wstępu. Jasne przez jakiś czas
                                    będzie ryczał jak zraniony lew bo zobaczy że nie dajesz sobie w
                                    kasze dmuchać ale potem zobaczysz jego zmianę nastawienia w stosunku
                                    do ciebie. Dziewczyno prowadź kalendarz kiedy był, co powiedział,
                                    potem na rozwodzie bedziesz żałować że tego nie robiłaś.
                                    Sprawa jeszcze jedna: wydaje mi sie że podczas rozwodu sąd skieruje
                                    was do RODK, nie jest to miłe.
                                    Wiesz co jest u mnie? Po 13 latach szczęśliwego małżeństwa powrócił
                                    do alkoholizmu, dziesiątki dziwek, kochanki, narkotyki,
                                    sponsorowanie wszystkich wokół, znajdowałam damskie ciuchy w jego
                                    ciuchach, ospermione jego koszulki i inne bardziej drastyczne
                                    rzeczy, zastraszał mnie że mnie zabije, ma takie możliwości, bardzo
                                    dużo pieniędzy, znajomości wszędzie, przekupuje policję, US, wtyki
                                    ma wszędzie, ludzie się go boją, trzymają jego stronę bo im płaci.
                                    Ze mna walczy jak tylko może, też napusza się, ryczy, warczy, ale
                                    sie nie boję, znam swoja wartość, mam dziecko i nie pozwolę aby
                                    jakaś dziwka i on korzystali z pieniędzy na które razem
                                    pracowaliśmy a ja mam kombinować zkąd wziaśc pieniądze na prezent
                                    dla małej bo on narazie nie płaci a taeraz sponsoruje utrzymankę na
                                    Cyprze. Boli.
                                    Chodziłam na terapię pół roku. Wcześniej bałam sie zrobic cokolwiek,
                                    wyjsć na miasto. W styczniu on był w Warszawie, ja poszłam do
                                    Gminnej komisji rozwiazywania problemów alkoholowych aby zgłosić go
                                    na przymusowe leczenie, tylko wyszłam z budynku on zadzwonił, że wie
                                    gdzie jestem i po co, że mam wycofac zgłoszenie bo mnie zabije,
                                    wszyscy informowali go gdzie jestem i co robię. Miałam zainstalowany
                                    posłuch w telefonie. Żyłam jak w Matrixie. Ale to tylko był strach
                                    przed jego złością. Wszędzie ma znajomości i sypie kasą aby mi zycie
                                    utrudnić. Nawet zgłosił na policję, że ukradłam mu samochód i
                                    pojechałam gdzieś, była sprawa w sądzie, umorzona. Chwalił sie w
                                    knajpie, że zapłacił dziwce za noc 5000zł, stac go na to, a ja
                                    walczę o 2000 miesięcznie na dziecko.
                                    Twój wie, że się go boisz, że zrobisz wszystko aby go nie zezłościć.
                                    Wiesz jak będzie w sądzie? Będzie wojna i nie ma skrupółów.
                                    Przygotuj się, Nie podasz go o alimenty aby go nie zezłościć?
                                    Zgodzisz sie na odwiedziny o każdej porze i na jego warunkach aby
                                    tylko miał dobry kontakt z dzieckiem? A gdzie w tym wszystkim jesteś
                                    ty? gdzie Twoje nowe życie? Gdzie miejscse dla ewentualnego nowego
                                    partnera? Nie chcesz nowego bo co mężuś powie, będzie się złościł?
                                    I jeszcze jedno-czy wyobrażasz sobie życie z nim po tym co ci
                                    zrobił? Jak to byłoby po tych upokorzeniach? Pewnych rzeczy nie
                                    warto robic po raz drugi. Nie musisz się z nim na nic umawiać,
                                    napisz mu email, że odwiedziny ma w tych i tych dniach i godzinach,
                                    kopie zachowaj dla sądu. Jak z tego nie skorzysta jego sprawa, jak
                                    przyjdzie w innym terminie niech pocałuje klamkę, raz, drugi to
                                    załapie, że ktoś tez tu ma cos do powiedzenia oprócz niego. Podrze
                                    się, podrze i przestanie.
                                    Piszę to wszystko nie po to abys robiła mu na złosć, utrudniała
                                    zycie ale abys zrozumiała, że robisz wszystko tak jak on chce,
                                    żyjesz pod jego nastrój, rozkład. To nie życie, to wegetacja.
                                    czas zająć się sobą. Terapia jest ci bardzo potrzebna.
                                    Piszę to na podstwie własnych doświadczeń i doświadczeń dziesiątek
                                    dziewczyn, które poznałam na terapii.
                                    Lepiej będzie chyba abym już tu się nie wypowiadała.
                                    Krzywdzisz samą siebie i dziecko.
                                • aneta-skarpeta Re: noemi 123 14.12.09, 22:04
                                  jedynaczka28 napisała:

                                  > Kurcze wiesz co jak ja bym tak potraktowała sowjego jak ty piszesz
                                  zniszczyłby
                                  > mnie do końca - jesli jeszcze bardziej się da, ja mu staram sie
                                  ułatwić kontakt
                                  > z synem a on nienawidzi a gdybym jeszcze nie dj Boze olała i
                                  wyjechała on by ni
                                  > e
                                  > wiem co zrobił, od razu swiadkowie i do Sadu jaka niedobra, zła
                                  matka, co to za
                                  > żona co wyjeżdżą z synem na swięta... mój niestety teraz taki
                                  jest, ze walczy
                                  > idzie do celu po trupach,


                                  no i pójdzie do sądu i co się stanie?
                                  powiesz jak było, jak sie zachowuje, jak sobie wybiera spotkania z
                                  synem jak mu wygodniej, a wy potrzebowaliscie odpoczynku

                                  musisz byc twarda i pokazac ze masz w nosie jego szantaze

                                  jak będzie Cie straszył to powiedz- to idz, uregulujemy sprawę.
                                  Myślisz, że pojdzie? nie pojdzie bo mu nie w smak kontakty z synem
                                  zbyt częste
                            • selune111 Re: re re 14.12.09, 20:09
                              Jedynaczko.. u mnie rozstanie definitywne. maz mi juz powiedzial.
                              pytalam go jak to mozliwe, jak mozna przekreslic dlugoletni zwiazek
                              w tak krotkim czasie, dlaczego ??? ja bym podjela probe walki,
                              powiedzialam mu o tym, dla niego nie ma to znaczenia, on podjal ta
                              decyzje za nas, nie chce dalej, dobrze mu samemu, odzyskal zycie,
                              ktorego nie mial przez ostatnie lata.. a zycie ze mna ? to sie nie
                              liczy ? powod rozstania jest tak banalny ze az smieszny, mieszkanie
                              z moimi rodzicami, moja niechce do wyprowadzki, ale mielismy w tym
                              okresie odkladac na wlasne mieszkanie i juz bylismy blisko.. i to ze
                              ja chcialam zeby jego rodzice mu nam pomogli, zebysmy porozmawiali
                              wspolnie o naszej przyszlosci, zostalo to odebrane jako atak, on
                              chcial brac od razu kredyt choc zarobki byly naprawde przecietne, ja
                              sie balam, wolalam przeczekac jakis czas, uzbierac sobie troche
                              pieniedzy, moze rodzice by nas wsparli ? Boze, czy to jest takie
                              nienormalne ? Dziewczyny, to co sie ze mna teraz dzieje to jest
                              dramat, moja mama traci glowe, juz nie wie jak mi pomoc, ja sie sama
                              zadziwiam jak teraz wychodza ze mnie emocje. Przeciez on mi mowil ze
                              mnie kocha, a teraz stwierdzil ze co mi mial mowic... Ja sobie
                              przypominam tyle wspolnych dobrych chwil, mimo tego ze bylo mi z nim
                              ciezko bo on mial naprawde trudny charakter, byl bardzo uparty, nie
                              chcial robic nic w domu, stale przed komputerem i pretensje o
                              niewychodzenie.. teraz znajomi go odwiedzaja, czuje ze zyje..
                              Dziewczyny, ja sie chyba zalamalam, ja sie boje, ja nie wiem co mam
                              robic, obwiniam sie za wszystko, a on nie umial powiedziec mi co
                              mogl zrobic lepiej, a mogl.. mogl wiele, mogl dac mi wieksze
                              poczucie bezpieczenstwa interesujac sie mna bardziej, ja sie z nim
                              klocilam odciagajac go od komputera.. on mial wizje kredytow i
                              budowania domow choc sam zalatwial wszystko w ostatniej chwili,
                              rodzice musieli mu przypominac o roznych terminach, on mial do mnie
                              wiele pretensji ale sam nie robil nic, nie mial inicjatywy, albo
                              rzucal jakies haslo a potem mowil ze no przeciez ci mowilem ze
                              trzeba tak i tak.. to koniec, on nie widzi tego jak ja bardzo go
                              kochalam, nie ma to dla niego znaczenia. Jedynaczko u mnie tez nie
                              bylo jakis klotni, wyzwisk zdrad... wiec dlaczego ???? ja jak glupia
                              cieszylam sie nawet z tego ze moge sobie z nim pojsc do sklepu na
                              zakupy spozywcze.. to byla dla mnie codziennosc ktora lubilam,
                              lubilam byc z nim mimo moich pretensji bo mogl sie wykazywac
                              bardziej i lepiej starac, ja bylam gotowa na walke, ja nie rozumiem
                              jak on mogl tak odpuscic, jedna rozmowa i po sprawie.. ja nie wiem,
                              czy to jest sprawiedliwe ? on ma pretensje ze moi rodzice sie
                              wtracili i mu powiedzieli kilka slow prawdy, on wogole nie znosi
                              slow jakiejkolwiek krytyki.. Dziewczyny poradcie cos, ja mimo
                              wszystko bylam do niego bardzo przywiazana i teraz to widze, ale on
                              nie staral sie tak jak powinien mezczyzna. Dla niego liczyl sie
                              swiety spokoj, komputer i to aby kolega wpadl i wyjsc ze znajomymi..
                              i dlatego odszedl, mial dosyc mojego gadania, ale jak ja bym mu nie
                              gadala to jakby to wszystko wygladalo ? no ja juz sama nie wiem co
                              jest prawda, co moglam zrobic lepiej.. puszczac go do kolegow to
                              bylby zadowolony, ja nie wiem, nie wiem, moze to ja jestem
                              winna ... ? :-( Jedynaczko, mi sie wydaje ze u Ciebie bylo troche
                              podobnie choc Twoj maz byl na pewno dojrzalszy..
                              • selune111 Re: re re 14.12.09, 20:34
                                Ja sie czuje opuszczona i oszukana bardzo bardzo. Jak mozna tak
                                zrobic, nie chciec sprobowac, bylo wyjscie, ja mu powiedzialam ze ja
                                bym walczyla do konca, ja rozumiem, byly bledy i klotnie, rozne
                                charaktery. On mi nie mogl odpowiedziec na pytanie czy mnie nie
                                kocha, on nie wie, ma metlik w glowie ale nie chce probowac bo moze
                                sie nie udac... Boze, ja jakby bylo 5 procent szans, sprobowalabym..
                                on sie boi ze mu bede wypominac to ze sie wyprowadzil.. no to co,
                                ujal sie honorem ?? rodzice mu nic a nic nie doradzaja.. a czy to
                                tez takie normalne zeby nie powiedziec synu, co ty dobrego robisz ?
                                czul sie nieakceptowany bo moim rodzicom nie podobalo sie ze gra
                                calym dniami praktycznie o czym my powiedzieli raz, no i ze ja
                                pytalam o pomoc ze strony jego rodzicow.. Ja jak sobie pomysle o tym
                                jak bym chciala zeby bylo w oim zyciu to az mi serce peka, ja bym
                                chciala miec dzieci, kochajacego meza, ktory bedzie podejmowal
                                rozsadne decyzje a nie niedopasowane do rzeczywistosci, ktory
                                wylaczy komputer i pojdzie ze mna na spacer, ktory nie bedzie sie
                                wstydzil powiedziec glosno ze jestem dla niego najwazniejsza.. czy
                                to jest jakas nienormalna wizja ? moj maz nie chcial miec jeszcze
                                dlugo dzieci, chcial wychodzic do znajomych, owszem ja tez ale w
                                granicach normy, nie jest to dla mnie priorytetem.. czy taka kobieta
                                jak ja ma jeszcze szanse..
    • kajmi Re: pomocy zostawił mnie mąż 14.12.09, 16:07
      czytam was dziewczyny, ale sama mało się odzywam, bo nic dobrego sie
      nie dzieje; dzis dostałąm projekt pozwu i bardzo sie zddenerwowałam,
      oczywiwście be zorzekania o winie,anie które żądania są nie do
      przyjęcia, uzasadnienie pozwu jest uwłaczajace, i to tak, ze nie nie
      rozumiem, skoro wie, ze zgadzam sie na na rozwód i to bez orzekania
      o winie (mimo jego baby), nie kontaktuje się z nim sama, jak dzwoni
      na ok. 30 s to jestem miła i spokojna i nie rozmawiamy o niczym poza
      tym, czy zgadzam sie na jego wizytę u córki, to po co mnie oczernia
      w pozwie i antagoznizuje???? przecież tylko to zaognia sytuację i
      nie ma uzasadnienia, skoro chce rozowdu bez orzekania o winie; a to
      on się wyprowadził i on ma babę:( podobno mojej mamie powieział, ze
      na Wigilię chciałby przyjhśc do nas, a potem miesza mnie z błotem, w
      pozwie? Czy Wy to rozumiecie???????? pzrecież powinien byc
      zadowolony, ze zgadzam sie na rozwód i to nie z jego winy.... ja juz
      nie mam siły w zeszłym tygodniu serducho tak mi nawaliło, ze chcieli
      z pracy zabrac mnie pogotowiem do szpitala.... czemu on sie tak
      zachowuje...
      • noemi123 Re: pomocy zostawił mnie mąż 14.12.09, 16:26
        uzasadnienie pozwu jest oparte na zastraszaniu, sprawieniu abys
        czuła się mniej pewnie. Mój miał czelność złożyc pozew o rozwód bez
        orzekania o winie, obciążyć mnie kosztami rozwodu i jego adwokata i
        nie wspomieć nic o alimentach na dziecko.
        Nie zgadzaj sie na rozwód bez orzekania o winie, w przyszlości
        jeżeli jego sytuacja sie pogorszy on może złożyć pozew do sądu o
        alimenty na siebie.
        Odpisz odpowiedź na pozew według swojej wersji i nie żałuj dosadnych
        słów i faktów. W sądzie dopiero będzie jatka, przekonasz się. W
        Polsce nie ma rozwodów po amerykańsku, rozwiedziona para nie idzie
        po wyroku na wspólną kawę.
        • wwwybredna Re: pomocy zostawił mnie mąż 14.12.09, 19:13
          Kolega poszedł po rozwodzie z byłą żoną na pizzę:) Ale nie mieli
          dzieci.Ona go zdradziła ,ale wiem że później bardzo żałowała...
          • jedynaczka28 sellune111 14.12.09, 21:59
            Sellune 111 bardzo Ci współczuję, dobrze wiem co czujesz i jak Cię to strasznie
            boli. Nie odpowiem Ci na żadne Twoje pytanie, nie rozwięję wątpliwosći Twoich bo
            sama mam takie same. Nikt nie zrozumie tego dopóki sam nie doswiadczy i każda
            sytuacja jest inna, każdy jest inny, choć jak czytam twoje posty to tak jabym
            czytała niemalżę siebie. To przykre, ze tak sie dzieje. Ty jesteś mądrą
            wartosciową dziewczyną, wiesz co ważne, on się kiedyś przekona jakim jest
            dupkiem i co stracił - nie teraz, nie za miesiać, dzień, tydzień - kiedyś na
            pewno tylko będzie za późno. Cieżko Ci uwierzyć, ze bedziesz szczęśliwa tak jak
            mi ale przeciez po burzy wychodzi słońce, będziemy szczęśliwe, zakochane,
            będziemy miały kogoś na kogo można liczyć - trzeba w to uwierzyć. Zdaję sobie
            sprawę, z enajbardziej boli wtedy kiedy w związku jest dobrze i nagle tak się
            dzieje. To jest tragedia, zawalił Ci sie swiat ale inni mają gorzej jeszcze,
            ciesz się Kochana , ze nie masz z nim dzieci bo byś cierpiała podwójnie - wiem,
            zę to nie pociezajace jest ale tak jest lepiej bo dziecko by bardzo cierpiało.
            Ty jesteś młoda ułożysz sobie życie, on nie chce z Tobą być woli inne życie,
            okay zacznij żyć bez niego. Jest dupkiem tak jak mój - oni nie myśla o nas tylko
            o sobie. Widzisz mój mi dawał szansę 11 lat a ja jej nie wykorzystałam, Twój
            pewnie tak samo mysli. Tak jak ktos napisał kiedyś faceci to prosta konstrukcja,
            my sie zgłębiamy i główkujemy a tu rozum nie potrzebny aby ich zrozumiec -
            zarozumiałe dupki i tyle. Ale pamiętaj na cudzym nieszcześciu swojego szczęścia
            nie zbuduje a jak już to nie na długo. Słuchaj kiedyś zrozumie, kurcze straciłem
            rodzinę, żonę - musi tak być choć u mnie to już 3,5 miesiaca i refleksji zero
            (nie ma rodziny, dziecka, mieszkania) nic ale jest szczęśliwy. Nie da się nikogo
            zmusić do miłosci to bardzo boli i tak bardzo mi przykro, ze twój tego nie pojął
            co w życiu jest najważniejsze. Ja o rodzinę walczyłam do końca i co mi pozostało
            to, ze walczyłąm, chciałam uratować, on nie chce to trudno chociaż mamy czyste
            sumienia ty i ja chcialaś i ratowałaś on nie chce to trudno to on dokonał
            wyboru. Nie martw się tym, myśl o sobie, będzie dobrz, nie przypominaj sobie
            Waszych wspólnych chwil, jego już nie ma to zupełnie obcy człowiek. JESTEŚ TERAZ
            TY:)
            Ja myślę, ze jak przeżyjemy Święta (na co bardzo liczę i strasznie sie boję) to
            to będzie wielki krok do przodu, musi się udać jeszcze kiedyś napiszemy tutaj
            jestem szczęśliwa kocham i ktoś mnie kocha - uzy do góry trzymaj sie cieplutko.
            Pozdrawiam Ciebie i was wszystkie:)
            Szkoda, ze nie ma gotowych recept na te nasze smutki:) szkoda, ze nie jestesmy
            nimi i nie zachowujemy sie tak jak oni, że nam to wszystko lata.

            Mam pytanie do Ciebie, czy przed tym rozstaniem, miałaś jakieś znaki, które
            teraz kojarzysz a mianowicie mówiące o tym, ze do tego dojdzie?
            • mona_12 Re: sellune111 14.12.09, 23:39
              Witajcie !!!
              Od jakiegoś czasu podczytuję tu u was.
              I z tego co zauważyłam tak z boku patrząc i nie będąc w żaden sposób
              zaangażowaną wy już dobrze wiecie w czym jest problem. Tyle, że nie chcecie tego
              przyjąć do wiadomości.
              Wasi faceci dość wyraźnie dali do zrozumienia, że nie chcą z wami być. Im jest
              lepiej samym, bo nie mają żadnych obciążeń, nikt im nad głową nie ględzi.
              My, kobiety, jesteśmy tak skonstruowane, że rozpamiętujemy jakieś wspomnienia,
              wybierając oczywiście te najlepsze, a te złe nasza psychika wypiera, nie
              pamiętamy o tych złych słowach pod naszym adresem, a nawet jeśli to i tak je
              sobie jakoś wytłumaczymy: bo miał zły dzień, bo coś mu tam wypadło...
              Jedyneczko czytając twoje posty zauważyłam, że mniej więcej na początku
              listopada sobie bardzo dobrze radziłaś. Olewałaś go i to przynosiło efekt,
              postaraj się wrócić do tej postawy, nawet jeśli Ci na nim jeszcze zależy nie
              okazuj tego. Zastanów się nad tym, czy rzeczywiście chciałabyś, aby on do Ciebie
              wrócił, po tych wszystkich słowach, którymi Cię obraził. Skoro nawet prośby
              dziecka nie są dla niego takie ważne, nie ma sensu na siłę go uszczęśliwiać, bo
              on i tak nie jest w stanie pojąć tego, jaką krzywdę wam wyrządził. Czytam te
              Twoje posty i widzę mądrą kobietę, która chwilowo zwątpiła w siebie, jesteś
              silna, walcz o siebie i o synka. W kwestii rozwodu nie mam doświadczenia, ale
              pisz tak jak proponowała Ci Naomi: zapisuj wszystkie obietnice, spełnione i
              niespełnione, kiedy dał pieniądze, ile, nie pozwalaj się kontrolować. To co masz
              w szafkach i lodówce to twoja sprawa. Sam odszedł to już do nich nie ma prawa,
              na własne życzenie.
              Przepraszam za ten moje słowa, ale niekiedy taki osąd z boku też może być przydatny.
            • selune111 Re: sellune111 15.12.09, 10:19
              tak, w sumie tak, ale doszlismy do porozumienia, a teraz on mowi
              bardzo definitywnie. Jedynaczko, ja jestem zalamana, jak czekalam na
              rozmwe z nim bylo ok, myslalam ze bedzie chcial walczyc, ja
              chcialam, ale ja tez nie moge mu we wszystkim ustepowac.
              mieszkalismy nie sami, ale odkladalismy kase na wlasne mieszkanie,
              on chcial sie wczesniej wyprowadzic, ale w sumie tylko mowil, nie
              robil nic a nic w tym kierunku zeby do tego doszlo, tylko mowil, ja
              go przekonalam ze jeszcze troche a mozemy miec cos swojego a
              wynajmujac o wiele dluzej by to trwalo, ale przeciez duzo malzenstw
              tak zaczyna, mnostwo, to nie jest powod do rozwodu, ja nie wiem, z
              nim sie cos stalo, to co mi mowil, dla niego ja chyba nie mialam
              znaczenia, liczy sie teraz wolnosc, Boze, ja nie chce tego, ja chce
              miec rodzine, ale on juz nie chce, dlaczego on nie chcial miec
              dzieci juz jakis czas ? czy to na cos wskazywalo ? moze sie
              pogubilismy w tym wszytskim ale ja nigdy bym tak tego nei
              zakonczyla, nigdy, on podjal dezyzje, mowi ze szybka ale trudna, ja
              bym rozmawiala, chciala dojsc do porozumienia a on nie i koniec. JA
              mu powiedzialam, ty widzisz wszystko wokol tylko nie nas, nie mnie i
              ciebie, to co nas laczy a on na to ze widocznie dla nas licza sie
              inne rzeczy.. czyli co sie dla niego liczy ? Dziewczyny, ja jestem
              zalamana, ja nie sadzilam ze ja to tak bede przezywac, owszem
              mieszkanie wspolne nie przyczynio sie dobrze ale tu mu nikt nic nie
              mowil, spal do ktorej chcial, gral ile chcial, ja mu tylko o to
              glowe suszylam, ale czy wy byscie tak chcialy ? zeby maz gral
              namietnie na komputerze ? ja nie wiem, on mi mowil o rodzinie, o
              priorytetach, ale na to trzeba pracowac i to czasem ciezko a on
              tylko mowil, ze chcialby to i tamto, ja jestem bardziej przezorna,
              popieprzylo sie wszystko, dla mnie to prawdziwy dramat, jestem
              roztrzesiona i mam lzy na wieszchu, nie wiem co robic, czy rozmawiac
              z nim ? przekonywac go ? on chce rozwdu jak najszybciej, a dlaczego
              nei chce sie jeszcze nad tym zastanowic ? co ja mam robic ? ja nie
              bylam dla niego niedobra, wrecz przeciwnie, on byl dla mnie gorszy
              niz ja dla niego, jedyne moje przewinienie to gadanie zeby
              posprzatal, wylaczyl komputer, cos zrobil i to zebysmy zaoszczedzili
              jakies pieniadze na mieszkanie i to czy jego rodzice by nam nie
              pomogli.. DZiewczyny, czy to jest powod do rozwodu ? ja nie wiem,
              moze tak ? i chcialam miec dziecko a on nie ? ja nie wiem, wezcie mi
              powiedzcie, macie wieksze doswiadczenie, ja to strasznie przezywam,
              swiat mi sie zawalil, no ale przeciez nie bede go blagac na
              kolanach, czy sa jeszcze jacys mezczyzni ktorzy chca normalnie dazyc
              do czegos ? a nie tylko gadac i nie robic nic w tym kierunku ?
              prosze napiszcie cos..
              • selune111 Re: sellune111 15.12.09, 10:31
                poza tym on zawsze mial jakies wizje czegos czego by sam nie
                stworzyl, on jesli chodzi o obowiazkowosc to byl naprawde cienki,
                wszystko na ostatnia chwile, nie wie gdzie co ma, nie wie gdzie
                dokumenty, nie wie jak je wypelnic, takie rzeczy zawsze robila za
                niego mama, on mowil ze ja nie chce sie wyprowadzic od rodzicow, ze
                oni maja na mnie wplyw, ja chcialam troche zaoszczedzic a troche
                zeby nam rodzice pomogli i to bylo dla niego zle, czy ja jestem
                nienormalna ? to jak sie dazy w zyciu do mieszkania np ? zeby
                kupic ? on najchetniej by wzial kredyt duzy od razu, mimo ze dopiero
                zaczynamy, ja nie chcialam, wolalam zaczekac tym bardziej ze nam sie
                nie ukladalo jakos super, no to co mialam zrobic ? wziac od razu
                kredyt i sie nie przejmowac niczym ? tym bardziej ze on nie wie jak
                mu sie w pracy ulozy i czy jej nie bedzie zmienial ? no to czy
                branie kredytu w takiej sytuacji jest madre ? on nie widzial w tym
                problemu.. boze, ja nie wiem, ja szukam winy w sobie ciagle. i on
                nie wytrzymal bo jego pomysly na zycie byly nierealizowane... wiecie
                ci, ale ja go bardzo kochalam, po prostu bardzo bardzo i mam zlamane
                serce, moze na wlasne zyczenie..
                • dorula114 Re: sellune111 15.12.09, 23:11
                  Może nie powinnam udzielać rad, bo sama tkwię w niezbyt udanym
                  zwiazku, ale nie wytrzymałam i to zrobię jednak,,,
                  Sellune, przecież to, co piszesz, nie trzyma się kupy!
                  mówisz,że mąż tylko gadał, nic nie robił, a Ty????
                  Co zrobiłaś, że by ratować małżeństwo?
                  Wierz mi, estem na pewno starsza od Ciebie i wiem, że nadchodzi
                  moment, że facet juz nie chce rozmawiać. Po prostu.
                  On powiedział swoje-chce się wyprowadzić od Twoich rodziców a ty to
                  olałaś. Nie dziw mu się, nikt dorosły nie chce mieszkać z tesciami,
                  chce normalnego domu, chce wyjść na piwo, zapraszać gości, kumpli,
                  żyć po prostu, tak zwyczajnie.
                  Truąca nad uchem żona zabie każdą, nawet nawiększą miłość.
                  oskarżasz go o akieś wizje-to nie były wize, tylko warunki ratowania
                  tego, co się eszcze dało uratować, ale Ty tego nie chciałaś-nie
                  chciałaś się wyprowadzić od rodziców i zacząć żyć jak dorosły. I
                  uwierz mi-walka i upór to est powód do rozwodu, bo małżeństwo to nie
                  ring, tylko ustępstwa, które kosztuą, ale wszystko w życiu, jak
                  widzisz, ma swoą metkę z ceną.
                  Piszesz, że chciałaś czekać, mimo,że nie układało wam się najlepiej-
                  więc na co czekać? Na oklaski?
                  W małżeństwie trzeba dość do porozumienia, inaczej dupa blada, a
                  argument, że ego rodzice mają Wam pomagać pozostawiam bez komentarza!
                  Facet chciał wziąć sprawy w swoje ręce, dawał sygnały, że mu żle, że
                  żle się czue będąc nie u siebie, a Ty to miałaś po prostu w nosie i
                  tylko mu gledziłaś, że ma się zabrać do roboty w nie swoim domu...
                  No, sorry winnetu, masz, co chciałaś.
                  Ludzie biorą kredyty, bo mieszkać gdzieś trzeba po prostu, takie są
                  realia, kredyt wali w plecy, ale ratuje nieedno małżeństwo..
                  Ale Ty wiedziałaś lepiej. więc stało się tak, ak się stało.
                  Bardzi Ci współczuę, ale niekiedy warto wyść poza czubek własnego
                  nosa i nie gderać, że wie się wszystko najlepiej, bo to jest granie
                  na
                  emocjach i wchodzenie na ambicę, a tego nikt nie lubi...



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka