dziewojka
12.09.04, 14:03
Temat nijak związany z forum, ale ciągle chodzi mi po głowie. Coś się we mnie
zmieniło, coś się stało nieodwracalnego. Już nie mogę, nie wytrzymuję, nie
mam siły na ten świat. Tamtego dnia strasznie płakałam. Nie mogę do dzisiaj
spać. Dniami umiem wsiąknąc w chaos nieby nic nie znaczących działań.
Wieczorem siadam nad parującym gorącem kubkiem herbaty i znów się zaczyna.
Pękło coś. Nie mogę już czytać gazet, oglądać wiadomości. Świat mnie
przestraszył. Nie zgadzam się na taki świat. Ani trochę. Nie zgadzam się. Mam
coraz gorsze problemy ze snem. I bezsilność. I bezradność. I nienawiść.
On siedzi przy mnie co noc, bo kiedy zasypiam mam koszmary nie do zniesienia,
budzi mnie, daje wodę, głaszcze.
Czasami mówiliśmy, że może kiedyś będziemy mieć dzieci, za 5-6 lat, będziemy
zabierali je z nami na huśtawki, pokazemy im jak fajnie jest oglądać motyle,
grać w scrabble i chodzić po deszczu bez parasola, zaangażujemy je w
zbieractwo kasztanów do szklanej skrzyni i będziemy się od siebie wzajemnie
na nowo uczyli świata.
Od tamtego dnia nie tylko jestem przerażona biegiem wydarzeń.
Od tamtego dnia oboje absolutnie nie chcemy mieć dziecka.
Smutno jakoś.