Dodaj do ulubionych

nie wyrabiam

09.12.04, 14:03
1. pracuje
2. sprzatam
3. robie zakupy
4. gotuje
5. studiuje (pisze prace magisterska)

wczoraj po wielkim sprzataniu (skonczylam o 22.00) i pisaniu pracy (0.30)
ledwo usnelam ze zmeczenia. Dzis zaspalam. Byla awantura o lazienke i
postawione zarzuty: nastepnym razem wchodze do lazienki i wtedy sie nie
umyjesz (ja wczesniej wychodze do pracy), dlaczego w szufladzie nie ma ani
jednej pary czystych majtek, na sex to sobie kogos znajde bo dla mnie nie
masz czasu i ochoty.

czy ja zwariowalam ze jestem z kims takim? czy to normalne ze jestem wsciekla
i mam go ochote zostawic?
Obserwuj wątek
    • czaroffnica24 Re: nie wyrabiam 09.12.04, 14:15
      Chcesz go zostawić - normalne odczucie. Ale do takiego stanu doprowadziłyśmy
      my - kobiety. Najpierw matka, która syneczka wyręczała we wszystkim. A potem
      kochana żonka, która mężowi nieba chciała przychylić.

      Pokłóciłam się o to z teściową, gdy jeszcze u nich mieszkaliśmy. Mąż po
      zrobieniu kanapki zostawił sajgon na blacie. Kazałam mu sprzątnąć, to zrzucił
      wszystkie okruchy na podłogę, a brudny nóż wsadził do szuflady. Widziała to
      teściowa i z oburzeniem do mnie powiedziała, że mogłam po nim sprzątnąć.
      Takich sytuacji było mnóstwo.
      W końcu stanęło na tym, że skoro on nie szanuje mojej pracy, to ja nie zamiaru
      po nim sprzątać. To był ciężki tydzień. Nie prałam jego rzeczy, nie gotowałam,
      nie sprzątałam. W końcu przeprosił. Jest lepiej. Ale dalej nie jest dobrze.

      Też czasem nie mam już siły. Zwłaszcza jak wracam późno z pracy, wszędzie syf,
      a on najspokojniej w świecie gra w Diablo...
      Szlag trafia
      • saltimbocca Re: nie wyrabiam 13.12.04, 14:17
        A to przed ślubem nie wiedziałaś, że facet jest leniwym brudasem? Fakt, że
        jesteś z kimś takim, to ani jego wina, ani teściowej, tylko Twoja. Chyba, że
        Cię zmuszono do takiego zamążpójścia, ale to jest podstawa do unieważnienia
        małżeństwa...
    • yahannah nie dziwię się 09.12.04, 14:15
      ....Nie chcę Ci pisać, że nie zawsze tak jest. Że są mężczyźni, którzy pomagają
      w pracach domowych, chociaż też pracują.
      Mój:
      pracuje, studiuje a jednocześnie: przy sprzątaniu zajmuje się "cięższymi
      sprawami", czyli np. myciem podłóg. Mamy zasadę: ja gotuję, ty zmywasz. Co go
      chyba zmotywowało do nauki gotowania :)

      Mam nadzieję ze Twój mężczyzna zrozumie, że nie jesteś maszyną do sprzątania
    • martiyoga Re: nie wyrabiam 09.12.04, 14:18
      dzieki serdeczne.
      Najgorsze jest kurde to, ze ja nie mam sily. nie chce mi sie. Slowo "doceniam"
      to troche zbyt malo. jak sobie radzicie z tym sciskiem w zoladku?
      Oczywisice, jest pelen inicjatywy, "w czyms ci pomoc"? tak zmywa naczynia, ze
      trzeba poprawiac, a nagada sie przy tym tyle, ze wole zmyc sama. Lub jest "tak
      bardzo zmeczony" po pracy ze nie ma sily na nic innego tylko na albo gry albo
      tv. Szlag mnie trafia.
      • czaroffnica24 Re: nie wyrabiam 09.12.04, 14:23
        To chyba ich taktyka. :) Robią na odpierdziel, bo wiedzą, że i tak po nich
        poprawimy, albo, że się wkurzymi i zrobimy same.
        No i co my poradzimy na to, że lubimy porządek?
      • yahannah sposób 09.12.04, 16:24
        A może pokazać im, jak to jest np. jeść z niedomytego talerza: "kochanie,
        zrobiłam ci kanapki, nie przejmuj się tym zaachniętym sosem na brzegu talerza.
        Tak ułóżylam chlebek, ze nie dotyka.."

        Hihihi :) Ciekawe, co Panowie na to?
        • vatum Re: sposób 09.12.04, 16:36
          Jesteście świetne! Mój mi mówi, że źle spłukuję naczynia i on się zatruje - a
          jak sam zmywa to cała kuchnia pływa, że już nie wspomnę o tych hektolitrach
          zmarnowanej wody! Znowuż jak robię pranie to mu pachnie stęchlizną no i daję za
          mało proszku co spowoduje, że pralka się zepsuje. Obiad jest albo za słony albo
          zab mało słony - nigdy nie jest akurat. Za to w weekend on robi obiad (o matko
          ile mam wtedy po nim sprzątania!) i oczywiście obiad jest fantastyczny
          (wiecznie zapomina posolić ziemniaki!) no a przede wszystkim tak bardzo mi tym
          gotowaniem pomógł, że wysłuchuję potem przez kolejne dni jakiż to on jest
          fantastyczny, uczynny i że inne dziewczyny tak nie mają. Uff!
        • mikams75 Re: sposób 16.12.04, 00:52
          mojemu by to nie przeszkadzalo! Sos to sos a juz zaschniety na pewno nie
          zaszkodzi, najwyzej pozniej odpadnie ;-))))))
          Aha, moj nie myje talezy od spodu bo twierdzi ze sie tylko z wierzchu brudza!
          Problem rozwiazala zmywarka do naczyn!
      • sol_bianca Re: nie wyrabiam 11.12.04, 11:44

        martiyoga napisała:

        > Oczywisice, jest pelen inicjatywy, "w czyms ci pomoc"? tak zmywa naczynia, ze
        > trzeba poprawiac, a nagada sie przy tym tyle, ze wole zmyc sama.

        Mam wrażenie, że że sama nakładasz na siebie obowiązki, które cię wykańczają. On
        chce pomóc, ale wolisz zorbić wszystko sama, bo wydaje ci się (może słusznie),
        że zrobisz to lepiej. Czy pzypadkiem twoim problemem nie jest perfekcjonizm?
        Czytając rózne posty na forach, słuchając opowieści znajomych itp. mam wrażenie,
        że wiele kobiet ma strasznie rygorystyczne podejście do obowiązków domowych,
        które sprawia czasem, że mężom odechciewa się pomagać (chyba żaden facet nie
        jest w stanie zrobić tego wszystkiego tak IDEALNIE jak kobieta, nie dlatego, że
        uważam że są upośledzeni, ale dla nich po prostu to nie jest takie ważne), a
        jeśli w dodatku ciągle słysza, ze źle posprzątali itp., to tym bardziej im się
        odechciewa. Może czas "dać na luz", przynajmniej na jakiś czas? Odpocząć, w
        końcu przez kilka dni może być nieposprzątane i nic się nikomu nie stanie? Nie
        jestem brudasem ;) ale kiedy ja byłam pod koniec pisania magisterki, dla
        zaoszczędzenia czasu ograniczyłam ilość obowiązków domowych do minimum.
        Sprzątałam tylko tyle, żeby nie było wielkiego syfu, za to umówilismy się, że po
        magisterce (on w tym samym czasie pisał swoją) wspólnie zrobimy wielkie
        porządki. Trzydaniowy obiad też nie jest obowiązkowy codziennie, jak nie mam
        czasu, mogę zjeść zupę z torebki. Twój mąż ma chyba zdrowsze podejście, bo
        potrafi przyznać, że jest zmęczony po pracy. A ty? Tez masz prawo być zmęczona.
        Jak się położysz spać i wyjątkowo tego dnia nie pozmywasz, nic się ikomu nie
        stanie. A wyspana będziesz miała więcej siły, żeby pozmywać jutro. Oczywiście
        nie namawiam do zarośnięcia brudem.
    • oxygen100 Re: nie wyrabiam 09.12.04, 16:42
      Bo wiesz. Jestes zmeczona, pierzesz, sprzatasz itp... Ze zmeczenia dajmy na to
      kladziesz uprane jego rzeczy do innej szuflady. A facet jest prosty. Zwasze
      leci Pawlowem. Nie ma czegos w miejscu tym co zawsze - znaczy nie ma w
      ogole ;)) Przeciez jak on nieborak moze zauwazyc ze np. cos sie wsunelo i jest
      na dnie szuflady skoro trzeba do tego zaangazowac troche wlasnego wysilku zeby
      reka w szufladzie pogrzebac tak?? To ich przerasta. NIE MA i koniec!!! Nawet
      jak udzielisz dokladnych instrukcji znalezienie czegokolwiek czasem faceta
      przerasta :)) A potem ze wszytsko jest na ich glowie!! Biedactwa:))) A tak
      powaznie moze jest po prostu zazdrosny ze nie poswicasz mu czasu wiec staje i
      tupje nozka. Przeczekaj to, ale moze czasem faceta po prostu trzeba dopiescic
      bo czuje sie opuszczony jak kot ktorego zostawi sie na kilka dni samego w domu:)
      • hispana Re: nie wyrabiam 09.12.04, 16:47
        ... albo jezeli nikt nie odbiera domowonu (bo nie ma nikogo w domu) to
        wygodniej jest zadzwonic i wydrzec sie "gdzie jestes!!!" niz wyjac klucze i
        sobie otworzyc drzwi
      • sigma77 Re: nie wyrabiam 09.12.04, 18:47
        Super!
        Szczególnie Pawłow :))))))))

        Ja np. nie wiedziałam że mój nie-mąż umie prasować. Przez trzy lata mieszkania
        tylko we dwoje, prasowałam, sprzatałam, gotowałam i znowu prasowałam
        niekończące się sterty.Mój nie-mąż jest wielkim pedantem, a ja chciałam się
        pokazać cudowną nie-żoną - prasowałam!
        Potem poszłam do pracy i na studia i zabrakło mi czasu na różne domowe bzdurki
        takie jak odkurzanie codzienne, prasowanie itp. Chociaż nie - z początku też
        sprzątałam, gotowałam, zmywałam, prasowałam... potem zabrakło mi czasu.
        Kiedy sterta ubrań sięgnęła sufitu, a o kurz można było się potknąć okazało się
        że mój luby potrafi spełnić te czynności tak samo dobrze jak ja - tylko po co
        miał to wcześniej robić, skoro wszystkim zajmowałam się ja.
      • malylos Re: nie wyrabiam 17.12.04, 19:57
        U nas chwilami jest podobnie,ale po obiedzie mąż zmywa tak jak umie, nie
        poprawiam po nim,najwyżej dostanie w niedomytym.Odkurzacza się nie
        boi.Najbardziej boli mnie tylko nocne wstawanie do dziecka,bo robie to sama,
        zwłaszcza teraz jak ząbki jej idą to wstaję co pół godziny, godzinę.I chodzę
        nieprzytomna przez cały dzień.Potem jeszcze obiadek, jakieś sprzątanie. ble
        Chwilami mam dosyć. Dobrze chociaż ,że ma podejście do dziecka. To mnie cieszy.
    • daimona to może postaw ultimatum? 09.12.04, 18:18
      ja nastawiam pranie - ty je wieszasz
      ja gotuję - ty zmywasz
      - ja odkurzam - ty zmywasz podłogi
      etc?

      Gorzej, jeśli zdąrzyłaś go rozpuścić ;)
      Jak długo jesteście razem?
    • an_ni Re: nie wyrabiam 10.12.04, 09:20
      kogo ty sobie wybralas
      ja pracuje i co najwyzej gotuje ale tylko w weekendy w tygodnuu odgrzewamy
      polprodukty
      on sprzata, zmywa i robi zakupy lub robimy to wszystko wspolnie
      wez ty dziewczyno przetrzyj oczy, szkoda zycia na pasozyta
    • izzunia Re: nie wyrabiam 10.12.04, 11:54
      ja swojego zdecydowanie rozpuscilam:(
      dwa razy w ciagu calej naszej znajomosci sie klocilismy - w tym jeden raz gdy poszlo o obowiazki domowe - ja: studia dzienne, zaoczne, praca na pelny etat, pranie, gotownie, sprzatanie, itd... i juz nie mialam ochoty na nic. zrobilam awanture - po kilku dniach zaczela regularni przychodzic do nas kobieta do sprzatania. i spokoj.
      teraz, po slubie, sytuacja wraca do poprzedniej sytuacji - ja: studia podyplomowe, praca, firma, pranie, gotowanie, sprzatanie (zeby sprzataczka nie dostala zawalu). on nawet nie wlozy naczyn do zmywarki... wczoraj juz mialam dosc - 9 godzin w pracy zmeczona, obiad przygotowalam dzien wczesniej, wiec podgrzal, naczynia do zmywarki wlozyl, ale do dolnej komory - gornej nawet nie wyciagnal:( syf w kuchni jakby tajfun przeszedl, a on siedzi przy koputerze, nawet kotom jesc nie dal:(, o czyms takim jak zakupy nawet nie pomyslal, ba nawet poczty ze skrzynki nie wyjal:( dwa weekendy siedzialam w szkole, za kazdym razem prosilam o zdjecie poscieli i zalozenie nowej - starej nawet prac nie musial, zeby tylko zdjal... ech i teraz czeka mnie to w weekend:( razem ze sprzataniem praniem i zaleglym prasowaniem (2 tygodnie - praktycznie wszystkie ubrania).
      mam dosc.
      przepraszam, ze marudze.
      • daimona faceci tacy są, jak się wszystko za nich robi 10.12.04, 15:57
        Nie dość, że łatwo się do tego przyzwyczajają, to jeszcze sądzą, ze my po
        prostu to lubimy.

        Wczoraj mój kolega w pracy tajk właśnie się wypowiedział: "Przecież wy kobiety
        lubicie sprzątać. My lubimy wypić piwo, a wy - posprzątać"
        I mówił to z całkowitym przekonaniem, że to prawda.
    • admika2 Re: Skąd ja to znam. 10.12.04, 14:20
      Jezu dziewczyny jakbym czytała o sobie. A to zdanie martiyoga cytuję: "na sex
      to sobie kogos znajde bo dla mnie nie masz czasu i ochoty" to wyjęte z ust
      mojego męża. Ja już nie mam siły z tym wszystkim walczyć. Też pracuję i to
      bardzo wydajnie,robę pomagisterskie studia, wychowuję bliźniaki 4-letnie i cały
      dom na głowie. Mój mąż jest taki jak i wasi.A najbardziej denerwuje mnie taka
      sytuacja:chce wyjść na zakupy (takie zwykłe nie jakiś wypady z przyjaciółkami
      na szaleństo ciuchowe) wiec zawsze wszystko przygotuję, posprzątam, ugotuję,
      dzieci nakarmione by uniknąc sytuacji, że jak wyjdę tylko za próg to mam
      telefon typu: czemu to czy tamto tu leży (tak na marginesie nawet by mi się
      dzwonić nie chciało tylko bym to podniosła i po sprawie), czy telefon:czemu
      dziecko chce pić tzn nic do picia nawet dziecią nie dałaś i takie tam inne.
      Więc jak juz pisalam zawsze wszystko przygotowane. I tu największy bol, czy
      wracam za 20 min czy cz godzinę zawsze zastaję to samo JEDEN WIELKI KOSZMAR.
      Dzwi do mieszkania otworzyć nie mogę bo wszedzie jest wszystko powywalane.
      Włacznie z ubraniami z szafek (bo tak sie fajnie bawiły)wszędzie jest wszystko,
      wvzoraj nawet łózka dzieci były wysunięte na przedpokuj (bo: jak mam im
      zabronic, nie przesadzaj ładnie się bawią).W momencie mojego wejscia mąż się
      zrywa ze spania i mowi no chwile sie zdrzemnąłem i siada do komputera.Codzień
      to samo, już czasem mam dosyć. Najchetniej raz czy dwa zostawiłabym to wszystko
      i poszła spać. ale wiem ze na drugi dzień rano gdy mnie juz nie bedzie (bo w
      pracy jestem) przyjdzie moja mama (zajmuje sie dziecmi) i potem slysze ze ja
      nic nie robie. A gdy wieczorem padam na twarz ze zmeczenia to wciaż slyszę ze
      jestem beznadziejna, zadna ze mnie zona i tak dalej. Dziewczyny trzymajmy sie.
      Duzo cierpliwość Wam życzę. Pozdrawiam.
    • nikita073 Re: nie wyrabiam 10.12.04, 15:49
      Wiecie co dziewczyny, czytam te Wasze posty i jakbym żył w innym świecie. To ja
      codziennie wstaję przed zoną, robię nam obojgu sniadanie i kanapki do pracy. Po
      pracy robimy razem zakupy, to ona robi obiad ale to ja zawsze obieram kartofle.
      Ja też robię kolację (prawie zawsze). W weekendy ja sprzatam całe mieszkanie -
      ścieram kurze, szafki, odkurzam, myję podłoge w kuchni i łazience. Żona myje
      tylko zlew, przeciera kuchnię gazową. Ponadto wstawia pranie, które juz
      wspólnie rozwieszamy. Gdy jej w weekendy nie ma - a jest tak co dwa tygodnie bo
      jeszcze studiuje, musze sam jeszcze zrobic większe zakupy, uprać i przygotować
      coś do jedzenia. Jezu, moze jestem nienormalny że to wszystko robię, może
      powinienem zostawić te wszystkie prace, pospać dłużej lub zasiąść przed
      komputerem i łagodnie mówiąc scedować te prace na żonę... Trzeba będzie nad tym
      pomysleć...
      • annb nikita ty jesteś normalny 10.12.04, 15:59
        bo jesteś świadom tego co zrobiłeś czyli wziąłeś sobie zonę
        a nie darmową praczkę, sprzątaczkę, kucharkę, podcieraczkę tyłka...a nie,
        przepraszam, w łazience ww panowie załatwiają się sami..duzy plus....
        niektórzy mężczyźni nie dorośli do małzeństwa, to przykre ale prawdziwe
      • daimona jesteś po prostu rozsądny 10.12.04, 16:01
        skoro żona jest zajęta, a Ty masz możliwość to zrobić - robisz. Jak Ty będziesz
        bardziej zajęty - miejmy nadzieję, że żona będzie postępować tak samo. Trzeba
        nawzajem traktować się jak ludzi.
      • gusia18 Re: nie wyrabiam 13.12.04, 12:38
        Jesteś Nikita boski. Powiedz gdzie znajduje się takich gości.
        Mój przysżły mąż pomaga mi, nie powiem, ale generalnie jeszcze studiuje i
        ewentualnie pracuje w domu. A niestety mimo, że ja pracuje i ucze się to słyszę
        że on jest bardziej zmęczony odemnie. I często niestety ja sprzątam a on
        telewizję ogląda, albo śpi. Mam nadzieję że jak razem zamieszkamy to go
        wyszkole i sporzystam z rad umieszczonych na forum.
        • nikita073 Re: nie wyrabiam 13.12.04, 12:53
          Nie żartuj, ja boski..., kazdy ma przeciez jakieś wady, ale do pełni obrazu
          dopisze jeszcze ze prasuję i to co tydzień, całe to nasze pranie. Fajnie?
          Proszę Cie nie pisz tylko ze musisz sobie swojego chłopaka wyszkolić bo takich
          tekstów nie jest facetowi mile słuchać. A skąd sie taki wziąłem? Z
          samodzielności jakiej się sie nauczyłem, żyjąc daleko od domu na studiach i
          pracując.
          PS. Możesz zagonic swojego chłopaka do pracy ale nie powołuj sie tu na mnie i
          nie dawaj swojemu chłopakowi zbytnio w kość bo zaden mężczyzna nie lubi jak mu
          sie narzuca co ma zrobić. Ale jesli on ma więcej czasu dla siebie niz Ty to
          powinniście sie trochę podzielić. Pozdrawiam.
          • thistle Re: nie wyrabiam 23.03.05, 11:51
            Jesteś prawie tak fajny, jak mój Ślubny :)
            (tylko on prasować nie lubi, ale ja też, wiec kupujemy dzianinki i rozumiemy
            sie tu dobrze ;)
        • veritas po ślubie raczej nie uda Ci się go zmienić 14.12.04, 19:30
          Z tego co piszesz wynika, że już razem mieszkacie. Moim zdaniem nie powinnaś
          czekać, aż się pobierzecie, i wtedy dopiero próbować zaprowadzić bardziej
          sprawiedliwy podział obowiązków: z poprzedniego postu wynika, że po ślubie -
          jeśli zachodzą jakieś zmiany - to gorsze.
          Ponadto, podniesienie przed ślubem pewnych kwestii (w tym: podziału obowiązków
          domowych, ale też kwestii posiadania dzieci) pozwoli Wam na określenie
          wzajemnych oczekiwań, jeszcze zanim 'klamka zapadnie'.
      • coolargol Re: nie wyrabiam 15.12.04, 09:53
        no i widzisz nikita , zoneczka dobrze Cie wychowala ale jezeli chodzi o
        wychowanie zony przez Ciebie to chyba nie za bardzo Ci poszlo :)))) pije tutaj
        do postu 'brak seksu' :D pozdrawiam
      • miki2005 Re: nie wyrabiam 23.03.05, 03:50
        Nikita!!! Jestes cudem natury!!! Mojego męża matka wyreczala we wszystkim (no
        czasem cos ugotuje, ale to rzadkosc), po prostu zrobila z niego kaleke. Moze
        poradzisz jak zagonic go do sprzatania, bez zrzedzenia i kłótni. Dodam, że
        prośby nie pomagają (ileż ja juz razy prosiłam go żeby swój talerz po zjedzeniu
        odniósł do zlewu i żeby wytarł okruchy z blatu - bezskutecznie).Prosze poradz
        cos może jako facet!!!
    • igor_s Re: nie wyrabiam 11.12.04, 14:07
      o rany dziewczyny, jak czytam to, o czym piszecie, to włosy jeżą mi się na
      głowie. Kogo Wy wybrałyście sobie za partnerów? Jestem facetem, i nie wyobrażam
      sobie tego, że moja żona miałaby po pracy (szczególnie kiedy ja mam wolne)
      jeszcze stać nad kuchnią, zlewem, czy też biegać po domu ze ścierką czy
      odkurzaczem. To normalne, że to z nas, które ma więcej czasu robi więcej w
      naszym wspólnym domu. Dlatego nie jest dla mnie problemem odkurzenie,
      ugotowanie obiadu, wrzucenie prania do pralki, czy posprzątanie sanitariatów.
      I równocześnie moja żona wykonuje te wszystkie czynności wtedy, kiedy ja siedzę
      w pracy po 14 godzin, bo wie, że po powrocie do domu późnym wieczorem nie będę
      miał juz siły i ochoty na jakiekolwiek porządki.
      Może warto uświadomić partnerom, że jeśli będą chcieli Wam pomóc, jeśli
      zrobicie coś razem, to będziecie mieli więcej czasu dla siebie.
      • m120604 Re: nie wyrabiam 11.12.04, 14:17
        nie rozumiem, dlaczego się tak męczysz. Ja mieszkam z z moim partnerem 5 lat i
        nigdy nie było tak, abym musiała wszystko robić w domu. Ale trzeba faceta uczyć
        od poczatku!! Teraz mamy dziecko i nie wyobrażam sobie, abym wszystko robiła
        sama. Mąż pracuje, wraca bardzo późno do domu<w nocy> i rano wstaje do
        dziecka.Myśle, że jak ja bym cały czas wstawała to on nic by nie zrobił.
        Uważam, że skoro oboje pracujemy(ja teraz w domu, ale wkrótce wracam do firmy),
        to obowiązki domowe dzielimy między sobą!!!!
    • micheleone Re: nie wyrabiam 11.12.04, 15:11
      No to poczytajcie sobie o mojej prawie już byłej żonie. Też młodziutkiej
      wówczas mężatce. Zaoferowała się, że odkurzy. Odkurzyła. Była jasna wykładzina,
      a mieliśmy wtedy psa, całego czarnego. Po skończonym odkurzaniu patrzę na
      podłogę i nie widzę różnicy: wszędzie pełno kłaków, tak jak było. Wziąłem
      odkurzacz i sam pojechałem. "No bo ja to nie widzę", fakt nosiła -3. Ustalono,
      że odkurzać będę ja. Zmywać podłogę zresztą też, bo to ciężka robota. Okna myć
      też ja, bo ona ma lęk wysokości. Ona wtedy nie pracowała, a studiowała tylko w
      weekendy, w dni robocze wstawała późno. Codziennie rano robiłem jej kanapki,
      robiąc śniadanie dla siebie. Kilka razy zdarzyło się, że wróciwszy do domu z
      pracy poprosiłem, żeby mi zrobiła coś do jedzenia, bo byłem bardzo zmęczony.
      Zawsze mówiła „Oczywiście, kochanie, ale sam sobie posmaruj chleb masłem, bo
      jest twarde.”

      Wiele razy zdarzyło się, że ja siedziałem i pracowałem nad zleceniem przy
      komputerze, a moja kochana czytała książkę lub oglądała telewizję. W pewnym
      momencie mówi „zrób mi coś do jedzenia”. Tłumaczę jak dziecku, że jestem
      zajęty, a ona się bawi i gdyby sytuacja była odwrotna to, oczywiście,
      zrobiłbym, ale nie teraz. „Wiem, ale jak ty robisz kanapki to są lepsze”. A
      jeśli już podawałem jej kanapki, to pytała „a gdzie sól?”, albo „a ogórek”,
      jeżeli akurat zdarzyło mi się zapomnieć położyć ogórek pod pomidor (pod, a nie
      na, bo jak się posoli, to jest za słone).

      Z pracy wracałem zazwyczaj po 18, powrót trwał ponad godzinę, a żona,
      zobaczywszy mnie na progu od razu krzyczała: „nie zdejmuj butów, wyprowadzisz
      psa!” Kiedy mówiłem, że spędziłem godzinę w autobusie, jestem zmęczony, zimno
      mi i chcę sikać, odpowiadała „Ojej, to tylko chwilka”. Kiedyś prosiłem ją, żeby
      kupiła coś w sklepie, który jest czynny o 10 do 18, więc sam nie dałbym rady.
      Kiedy wróciłem z pracy okazało się, że nie była w sklepie, bo padał śnieg. A
      sklep o 100 m od domu! Tak w ogóle, zakupy też ja robiłem.

      Za to on zmywała. Ale dopiero wtedy, jak w domu nie było ani jednego czystego
      talerza. Niekiedy mokre naczynia nie mieściły się na suszarce. Stawiała je
      wtedy na stole, bez wycierania. Miała zwyczaj pozostawiania talerzy, na których
      jadła w tym miejscu, gdzie skończyła jeść: przy komputera, w łóżku, w łazience,
      obok fotela, etc. Zmywała tylko to co było w zlewie, więc owe w innych
      miejscach pozostawione talerze zostawały jak były zostawione, chyba, że je
      przedtem przeniosłem do kuchni. Ale musiały być w zlewie. Nawet, jeśli stały na
      stole, nie były myte.

      A także prasowała. Ale to ja zawsze musiałem rozstawić deskę do prasowania i
      włączyć żelazko. Ileż razy, kiedy prała białe rzeczy, „zaplątała” się tam
      czarna skarpetka! Albo na odwrót, do czarnych rzeczy wkradło się coś białego.
      Wszystkie gacie miałem szare, dobrze, że nie różowe, ale na szczęście nie noszę
      czerwonych skarpet. Kiedy malowaliśmy mieszkanie, w jeden dzień zrobiliśmy
      największy pokój. Nazajutrz moja żona pojechała na jakiś zlot („nie mówiłam ci?
      Przecież to było dawno ustalone”), a resztę musiałem zrobić ja.
      • kerika do micheleone 11.12.04, 15:28
        gdzie Ty taka zone znalazles? bo ja takich kobiet nie znam... albo sa takie, co
        wszystko za meza zrobia, albo takie co ustalaja nimi podzial obowiazkow...
        Twoja pewnie byla jedynaczka ropzuszczona do granic przez tatusia, ktory
        wmowil, Jej ze jest ksiezniczka i nie powinna stac sie sluzaca mezczyzny...
        piekne. bravo! i Ty sie taka ozeniles???
        • veritas wyrazy współczucia 11.12.04, 19:00
          Dlaczego się dziwisz że on ma taką zonę - widzisz, ile kobiet wyszło za
          facetów, których trzeba obsługiwac, bo w domu kiwają palem tylko na myszce do
          komputera...
          Dziewczyny, serdecznie wam wspólczuję, naprawdę.
          Mam tylko pytanie: czy przed ślubem nie rozmawiałyście ze swoim partnerem o
          tym, jak sobie wyobrażacie przszyle wspólne życie? Dlaczego się na nich
          zdecydowałyście, jesli już wcześniej było wiadomo, a nawet widać (przy wspólnym
          mieszkaniu), jacy oni są?
          • cyrka Re: wyrazy współczucia 27.12.04, 14:43
            Dlatego, że przed ślubem byłyśmy pełne optymizmu i wiary, że uda nam się to i
            owo zmienić.Gdybym wiedziała to co teraz, może postąpiłabym inaczej. Ale prawdą
            jest i to, że na miłość nie ma mocnych, zwłaszcza, że ta jest ślepa
    • miriam_b Re: nie wyrabiam 11.12.04, 22:11
      ja właśnie dlatego jestem rozwódką!!!tylko że ja dodatkowo miałam zarabiać na
      rodzinę a on nie:) no i oczywiściemiałam się zajmować dzieckiem i całą
      resztą!!!!wzięłam rozwód:)teraz mam drugiego męża:)jest podział obowiązków a
      stylu jak widzi że jestem padnięta robi to za mnie i na odwrót...i doskonale
      się rozumiemy i kochamy...
    • julka6 Re: nie wyrabiam 12.12.04, 15:35
      Cześć, ja też harowałam jak wół, padałam ze zmeczenia. Praca zakupy sprzątanie
      dom dziecko wisi na mnie po przyjściu do domu, nawet wieczorem nie miałam
      chwili dla siebie bo on nie uśpi dziecka bo zawsze przy tym zasypia. I co
      okazało sie że znalazł sobie kochake, bo żona nie była dostatecznie fajna, bo
      jak sie pada po całym dniu na twarz to jak mieć ochote na sex. Ale według niego
      to on był ten biedny i nikt go nie rozumiał. mam wrażenie ze faceci poza czubek
      własnego nosa to nie potrafią spojrzeć
      • kerika Re: nie wyrabiam 12.12.04, 17:47
        czytalam to wszystko co tu bylo napisane i widze, ze niewesolo niektore macie.
        coz, najwyrazniej ja zwiazalam sie z jednym z wyjatkow. moj narzeczony pierze,
        sprzata, odkurza, wynosi smieci, myje podlogi, pomaga mi gotowac jesli jest w
        domu. tylko prasowac nie lubi. jak widzi, ze trzeba pozmywac, a ja akurat ni
        moge, to sam sie bierze. w soboty zawsze sprzatamy caly dom razem, a potem
        razem odpoczywamy. pracuje i studiuje, ja zreszta tez. jakos sie dzielimy
        obowiazkami i jest dobrze. mieszkam u Niego od niedawna, wczesniej wszystkim
        zajmowal sie sam.
        zadziwiacie mnie dziewczyny! niektore mieszkaly z facetem przed slubem,
        wiedzialy, ze do domowych obowiazkow sie nie nadaje, a jednak za takiego
        wyszly. na wslasne zyczenie.
        poza tym czy to nie jest tak, ze troche ich rozpuscilyscie? moze faktycznie
        trzeba takiego wziac na przetrzymanie... niech pomieszka w balaganie... "Kogel
        mogel"??? Nie glupi film byl.
        a faceci poza czubek wlasnego nosa patrzec potrafia, trzeba im tylko na to
        czasami pozwolic. i docenic, poglaskac.

        strasznie tu smutno. jak czytam niektore posty, to nie wiem, czy mam sie
        cieszyc, ze mnie sie taki wspanialy przyszly maz trafil, czy bac, ze kiedys
        zrobi sie taki, jak niektorzy tu opisywni... poki co wole sie cieszyc...
        • malyana Re: nie wyrabiam 13.12.04, 11:31
          czytalam to wszystko co tu bylo napisane i widze, ze niewesolo niektore macie.
          coz, najwyrazniej ja zwiazalam sie z jednym z wyjatkow. moj narzeczony pierze,
          sprzata, odkurza, wynosi smieci, myje podlogi, pomaga mi gotowac jesli jest w
          domu. tylko prasowac nie lubi. jak widzi, ze trzeba pozmywac, a ja akurat ni
          moge, to sam sie bierze. w soboty zawsze sprzatamy caly dom razem, a potem
          razem odpoczywamy. pracuje i studiuje, ja zreszta tez. jakos sie dzielimy
          obowiazkami i jest dobrze. mieszkam u Niego od niedawna, wczesniej wszystkim
          zajmowal sie sam.
          zadziwiacie mnie dziewczyny! niektore mieszkaly z facetem przed slubem,
          wiedzialy, ze do domowych obowiazkow sie nie nadaje, a jednak za takiego
          wyszly. na wslasne zyczenie.
          poza tym czy to nie jest tak, ze troche ich rozpuscilyscie? moze faktycznie
          trzeba takiego wziac na przetrzymanie... niech pomieszka w balaganie... "Kogel
          mogel"??? Nie glupi film byl.
          a faceci poza czubek wlasnego nosa patrzec potrafia, trzeba im tylko na to
          czasami pozwolic. i docenic, poglaskac.

          strasznie tu smutno. jak czytam niektore posty, to nie wiem, czy mam sie
          cieszyc, ze mnie sie taki wspanialy przyszly maz trafil, czy bac, ze kiedys
          zrobi sie taki, jak niektorzy tu opisywni... poki co wole sie cieszyc...


          Przeczytałam te listy i fakt faktem we wszystkich domach moich koleżanek tak
          jest i w moim niestety też.
          Sorry kerika, ale mój mąż a wcześniej nażeczony ( i myślę ,że większości
          dziewczym) był tak cudowny, idealny jak twój. Mieszkaliśmy przed ślubem 2 lata?
          Czyścił chatę, prał gotował, prasował, itd. To ja byłam bałaganiarą. Ale myślę
          że tak jak u większości po ślubie mężczyzna się zmienia w męża- czyli po to się
          żeniłem by tego wszystkiego już nie robić, od czego mam żonę? Oczywiście cały
          czas walczę-kłócę się by mi pomagał. Efekt jest jednorazowy. On będzie siedział
          głodny a nie ugotuje obiadu. Można się wkurzyć.
          • nicor Re: nie wyrabiam 13.12.04, 13:23
            Ha a mnie się udało. Do męża przeprowadziłam sie po ślubie i nie zaczęłam
            wspólnego życia od pokazywania mu że umiem jeździć na szmacie. Wcześniej
            mieszkałam sama i wiedział ze raz w tygodniu przychodzi do mnie dziewczyna
            sprzątać. Więc po ślubie postawiłam sprawę jasno- na gosposię składamy sie po
            połowie. Jest to naprawdę niewielki wydatek. Ja mieszkam w Krakowie i płacę 6
            PLN za godzine . Dziewczyna przychodzi raz w tygodniu na 5 -6 godzin . Jej
            zakres obowiązków to: sprzątanie kuchni , pokoju, sypialni, umycie naczyń,
            pościeranie kurzu, umycie całej łazienki , odkurzanie, mycie podłóg,zmiana
            pościeli i prasowanie. Łącznie płacę miesiecznie ok 150 PLN i mam święty
            spokój. Układa mi też w szafkach. Z tym był największy problem aby przekonać
            męża bo najpierw marudził że obca baba będzie mu grzebać w rzeczach.Ale
            wytumaczyliśmy gosposi gdzie ma układać a gdzie ma nie zaglądać.I teraz on sam
            chwali ten pomysł. Jedynie czego nie nauczyłam męza to gotowanie . Ale jeśli
            nic nie ma do jedzenia na obiad to wie że ma rozmrozić pierogi i jest spokój.
            Raz w tygodnu zrobie też np. bigos i część mroże i wtedy mam spokój w nastepnym
            tygodniu. Spróbujcie z ta gosposią bo to dobry pomysł.
          • veritas do malyana: życzę konsekwencji 14.12.04, 19:35
            Nie ma żadnego powodu, żeby po ślubie mężczyzna przestał zajmować się domem; a
            akt ślubu nie jest żadnym zobowiązaniem kobiety do pełnienia roli darmowej
            służącej, kucharki i praczki! Może Twój mąż po prostu próbuje zobaczyć, na ile
            po ślubie może sobie pozwolić, i chce wygodnie się ustawić na resztę życia?
            Bądź konsekwentna, bo jeśli pewne sytuacje się utrwalą, będzie je o wiele
            trudniej zmienić. Spokojnie, bez nerwów, ale stanowczo :)
            • veritas powiew optymizmu (mam nadzieję) 14.12.04, 19:44
              Kilka z Was stwierdzilo, że u wszystkich koleżanek kobieta wykonuje wszystkie
              prace w domu i tak już jest. Otóż nieprawda: tak być nie musi, a jak jest,
              zależy też od Was.
              U mnie w domu za prace domowe odpowiadam zarówno ja, jak i mąż. Gdy jedno z nas
              nie pracowało, wtedy oczywiście zajmowało się domem (przy czym stan taki
              dotyczył zarówno mnie, jak i męża - przez lata małżeństwa zdążyliśmy już być w
              bardzo różnych sytuacjach życiowych). Nie wyobrażam sobie w ogóle np. takiej
              sytuacji, że ja wracam później do domu, a on gra na komputerze, nie ma obiadu i
              on się zaczyna go domagać.
              Podobnie jest u mojej kuzynki; z tym, że ja miałam lepiej, bo ona musiała swego
              chłopaka 'wychować' (stąd wiem, że można - a jak nie można, to naprawdę warto
              się zastanowić, czy właśnie on jest dla Was najlepszy), a mój taki był. (W domu
              mego męża teść zajmuje się domem na równi z teściową; na dodatek mam więc
              teściów, których nie bulwersuje, gdy ich syn łapie za szczotkę).
              • wiki24 Re: powiew optymizmu (mam nadzieję) 15.12.04, 01:21
                NIESFORNEGO MĘŻA TRZEBA SOBIE WYCHOWAC,NIE NARZEKAC TYLKO DZIAŁAC.PROPONUJE
                EKSPERYMENT-ZAMINIC SIE CO NAJMNIEJ NA TYDZIEŃ W SWOICH OBOWIĄZKACH.
    • axy23 Re: nie wyrabiam 15.12.04, 01:18
      czasem odnosze wrazenie, ze to kto sie bardziej stara w związku to kwestia siły
      uczuc, czyli osoba która bardziej kocha, ktorej bardziej zalezy lub ktora
      bardziej boi sie odrzucenia/zostawienia daje z siebie wiecej i jest to na ogol
      kobieta
      tylko ze kobiety uwazaja na ogol ze starania zwiazane z opieka nad domem sa
      wazniejsze od staran w sferze seksualnej i stad m.in. wynika niedogadanie -
      kobieta robi b.duzo a maz tego nie widzi, bo dla niego te sprawy sa malo wazne,
      natomiast widzi tylko skutki: wiecznie zmeczona żonę która nie ma juz na nic
      ochoty i ciągle narzeka
      i ten przecietny mężczyzna nie skojarzy ze te skutki maja przyczyne, na ktora
      moglby wpłynąć
      albo wie o co chodzi, ale pomaganie w domu jest dla niego zbyt wielkim
      wysilkiem i woli sobie ponarzekac i nic nie zmieniac w swojej postawie (albo
      zmienić ucieczkowo - kochanka, znikanie z domu itd)

      a wracajac do poczatku mojej wypowiedzi podam przykład: kolega ktory jest
      raczej "przeciętnym facetem" jest teraz strasznie zakochany - mieszka z panna
      kilka miesiecy, dogaduja sie swietnie, zycie seksualne kwitnie i od niego mozna
      usłyszeć teksty w stylu: musze juz isc, bo chce posprzatac zanim A. wróci z
      pracy, zeby ona nie musiala juz nic robic
      gdybym go nie znala powiedzialabym wspanialy chlopak, ale ja wiem ze za jakis
      czas jak zakochanie przejdzie w codziennosc kolega nie bedzie juz taki chetny
      do pomocy, a za to czesciej bedzie wychodzil z kumplami
      mysle ze to jest wyjasnienie tego fenomenu naglej przemiany wspanialego
      narzyczonego w beznadziejnego męża - uczucia słabną z czasem, kobieta jest juz
      zdobyta wiec po co sie starac, faza zakochania minęła więc juz sie robi zimne
      kalkulacje "ile moge dac zebym nie byl poszkodowany"
      chyba ze facet na prawde kocha, ale do tego musi byc dojrzalym czlowiekiem 9a
      na ogół jest "kolejnym dzieckiem w domu")


      • anett26 Re: nie wyrabiam 15.12.04, 10:43
        oj , mi rowniez naprawde smutno, gdy czytam , co sie niktorym z was przydarza:(
        i prawda jest to, ze najwazniejszy jest poczatek, od poczatku wprowadzac
        zasady, ze my , a nie tylko ja od sprzatania, prania, gotowania.
        u mnie bylo tak, ze na poczatku mieszkalismy z jego rodzicami, i to on sie
        martwil, co by tu ugotowac, ze przyjda goscie, wiec trzeba zrobiec zakupy,
        przygotowac stol, ipt, itd. i tak mu zostalo, ale moze to tez charakter.
        teraz , to moj maz wiecej mi rzeczy zalatwia, niz ja jemu, np. czuje sie
        odpowiedzialny , aby mi nawet tabletki antykoncepcyjne kupic, w domu wiekszosc
        rzeczy robimy na polowe. w soboty sprzatamy razem, nawet jak ja nie pracowalam,
        on zawsze mi pomagal. nawet , jak widze, ze ma zly dzien i jest zmeczony i
        mowie, to nie pomagaj mi , ja posprzadtam ta lazienke, jemu jest glupio tak
        lezec, jak ja sie mecze i w tym czasie np. sprzata kuchnie.
        zawsze go doceniam oczywiscie i to tez jest wazne. jek juz wczesnie tu
        pisalyscie nie wolno potem go poprawiac lub krytykowac, raczej delikatnie
        napomknac:) bo przeciez nikt tego nie lubi:)
        no i pozostaje wlasnie uczyc , jak nie sprzatnie skarpetek, to niech leza, za
        sprzatnie:)
        jak nie umyje talerza, to czekac az umyje:)
        mhm, mozna tak sie troche przy tym znerwicowac, jak te brudy tak by staly
        tydzien.
        albo mozna tez zrobic tak: mowisz tak" kochanie, ja teraz ide sie wypachnic,
        wziac prysznic, i ubiore cos sexy, a ty w miedzyczasie posprzataj i przygotuj
        nam romantyczna atmosfere"
        tak chyba , zaden by sie nie ociagal ze sprzateniem:)
        • daimona cudo nie mąż ;) 04.02.05, 17:21
          fajny egzemplarz :)
      • xapur Myślę, że masz dużo racji axy23. 20.12.04, 15:03
        Dodam tylko jedną kwestię. Przecież o pewnych rzeczach można porozmawiać
        wcześniej i je ustalić. Np. kto co robi, żeby było OK.
        • ollie1 Re: Myślę, że masz dużo racji axy23. 09.02.05, 16:36
          xapur napisał:

          > Dodam tylko jedną kwestię. Przecież o pewnych rzeczach można porozmawiać
          > wcześniej i je ustalić. Np. kto co robi, żeby było OK.

          Ja tez myslalam, ze mozna porozmawiac i ustalic. No i rozmawialismy z moim
          zanim jeszcze zamieszkalismy razem. Uklad partnerski jak najbardziej oboje
          wyznawalismy, a on jeszcze glosniej. Kiedy bywalismy u jego rodzicow to zawsze
          targalo mna, ze jego matka na 6 rano leci do pracy, potem wraca do domu i
          pichci dla calej rodzinki obiad, zadne tam kupowane jedzenie, wszystko domowej
          roboty bo maz tak lubi, potem ona sprzata, zmywa, pierze, jego ojciec nie
          pracuje i calymi dniami przed komputerem albo telewizorem.
          Kiedys miedzy jego rodzicami doszlo do wielkiej klotni bo jego matka chciala
          pojechac na jakas wycieczke latem. Mieli kase (na ktora ona zapracowala), ona
          miala urlop. Ale jej mezusiowi SIE NIE CHCIALO! I nie pojechali, a ona jemu
          dalej te domowe obiadki pichcila. Rozmawialam na ten temat z moim i on
          przyznawal mi racje, ze jego matka tak sie zaharowuje a ojciec nic, nawet
          palcem nie kiwnie, nawet nie pojecie z nia na urlop, na ktory ona zapracowala.
          Myslalam wiec, ze on jest inny.
          Dlugo nie trzeba bylo czekac. Kiedy sie wyprowadzilismy ja studiowalam na
          studiach dziennych i zarabialam na zycie korepetycjami. On "szukal pracy".
          Szybko sie okazalo, ze jego rozumienie partnerstwa polegalo na matematycznym
          wyliczaniu kto kiedy gotowal, kto kiedy sprzatal, kto kiedy pozmywal. On calymi
          dniami siedzial w domu i jesli ja wracalam wieczorem zmeczona z zajec albo z
          pracy to nie bylo zmiluj sie, jesli byla moja kolej gotowania. Szlag mnie
          trafial, bo wszystko robil tak wolno i nieudacznie, zebym juz wiecej go nie
          poprosila. No a najgenialnieszym pomyslem bylo to, zeby po prostu pojsc do
          mamusi na obiad, bo wtedy dostaniemy jedzenie jeszcze na jutro i mozemy swoje
          pranie u niej zostawic!! Ja powiedzialam, ze swoich majtek do jego matki w
          zyciu nie zaniose i jesli on, 28 letni chlop nie ma wstydu nosic swoich skarpet
          do matki to ja juz nie wiem. Oczywiscie rozeszlismy sie, i to bardzo szybko,
          wielka milosc jakos niesamowicie szybko sie ulotnila.
          Wnioski dwa wysnulam z tego zwiazku:
          1. zamieszkac przed slubem i zobaczyc na ile jego obietnice sa prawdziwe
          2. obserwowac rodzicow, jakie zwyczaje panuja w jego rodzince, jakie sa relacje
          pomiedzy ojcem i matka wybranca.

          A tamtej kobiety, matki mojego ex ciagle mi szkoda, dobre serce miala kobieta,
          tylko nic dla siebie nie umiala wymagac. I wlzeli jej na glowe, nie tylko maz
          ale i dzieci.
    • lesia27 Re: nie wyrabiam 17.12.04, 21:49
      A JA MAM FAJNIE - tak twierdzi głównie mój mąż i moje koleżanki, a ja czasami
      przychylam się do tego stwierdzenia; mój mąż GOTUJE i to codziennie, jest
      wcześniej w domu (dla sprawiedliwości dodam, że wcześniej wychodzi do pracy),
      ja zmywam, później piorę, rozwieszam (nie codziennie), sprzątam (tak oględnie,
      żeby się nie potykać o ubrania); w soboty robimy większe sprzątanie (RAZEM) i
      zakupy na cały tydzień; mężuś jeszcze wynosi śmieci, czasami pastuje buty, a ja
      prasuję (też czasami); chodzi z psem, poza przypadkami kiedy ja mam ochotę albo
      idziemy razem; ogólnie bilans wychodzi mniej więcej na zero, choć jego muszę
      gonić do niektórych rzeczy i czasami czuję się pokrzywdzona, bo jak np. ja
      gotuję to nie włozy naczyn do zmywarki jak mu nie przypomnę chociaz jego kolej;
      albo nie ma pojęcia, że czajnik i krajalnice też się myje, albo wyskakuje przed
      znajomymi, że nasza lodówkę wystarczy myć raz w roku; ogólnie MAM SIĘ DOBRZE,
      porównując sytuacje niektórych z was; ale nie przyszło to samo, troche ja
      odpuściłam (w domu nie jest tak idealnie jak bym chciała), troche on (uśiadomił
      sobie - a raczej ja mu uświadomiłam, że żyjemy w XXI wieku, oboje pracujemy i w
      domu tez trzeba się dzielić obowiązkami); ogólnie to MAM SZCZĘŚCIE bo mój mąż
      poza wieloma wadami ma też mnóstwo zalet i potrafi się do pewnych rzeczy
      przemóc; popracujcie nad swoimi (bo ja to czynię ciągle mimo zadawalających
      rezultatów)- powodzenia
    • xapur Podziwiam cię. Takie oddanie... 20.12.04, 14:59
      Nie jeden wschodni despota chciałby mieć taką niewolnicę. Wcale się też nie
      dziwię, iż jesteś zła na tą sytuację. Może więc coś zmień? Być może zwyczajnie
      to nie ten facet, którego potrzebujesz...
    • qpzm1 Re: nie wyrabiam 04.02.05, 16:52
      poczekaj jak będziesz miała dziecko, wtedy się zacznie, teraz to Ty kochana
      masz luzik
    • vanilla-sky hmmm 06.02.05, 21:42
      dobrze ze nie macie dziecka...;)
    • dorotka242 Re: nie wyrabiam 20.03.05, 19:37
      na początek proponuje się wyprowadzić od niego, bo traktuje jak służącą. jak
      nie będzie umiał ugotowac wody na herbatę to Cię doceni w końcu i może zmieni
      nastawienie.
    • osia82 Re: nie wyrabiam 21.03.05, 11:54
      Dziewczyno uciekaj gdzie pieprz rosnie poki dzieci nie macie. Wykonczysz sie
      przy tym despocie. Przepraszam, ze to powiem ale to palant!!
      Pozdrawiam serdecznie.
      • gologolo1 Re: nie wyrabiam 22.03.05, 20:20
        Szanowne młode panie.Jestem w środku 30- 40 latek.Myślę po Waszych
        wypowiedziach, że rzucacie sie na byle co lub raczej kogo. Nie gotuję bo nie
        umiem i nie mam daru bo próbowałem. Mojej żonie wychodzi to lepiej. Ale mam
        wrażenie , że to ja jestem ten bardziej porządeklubiący u nas w domu.Odkurzam,
        wieszam pranie może co drugie, jak wypadnie,wyrzucam śmieci, nie sieje
        długopisów i innych drobiazgów, nie moich 12 par butów stoi w przedpokoju,
        układam talerze, i sto innych rzeczy jak sprzątanie podwórka, odśnieżanie a co
        najważniejsze to ja wstaję do dzieci w nocy od 9 lat, podaje im leki gdy są
        chore, wycieram tyłki, nosy .To ja jeżdżę z dziećmi do lekarza, odbieram ze
        szkoły.A moja żona śpi.Ja również pracuję, tyle że u siebie i mam więcej
        możliwości zajęcia się czymś w domu.To ja zarabiam na nianię do dzieci i panią
        do sprzątania, sam sprzątam i opiekuję się dziećmi rano,więc popołudniu chcę
        mieć do diabła spokój.A moja żona ciągle nie ma czasu i ciągle jest
        zapracowana.Nie wymagam też obiadów gorących, choć z paczki nie zjem. Najwyżej
        nie zjem wcale. I tak właściwie to jestem głupi, że się o to wszystko martwię.
        Szkoda mi tylko moich córek, bo żona to se da radę. Oj głupi jestem.
    • olbrachta Re: nie wyrabiam 23.03.05, 18:03
      Postaw twarde warunki. U mnie było tak, że spisałam wszystkie obowiązki, któe
      są w domu. Spokojnie i jasno wyjaśniłam mu, że każdy ma prawo do czasu wolnego.
      Spytałam, które obowiązki może wykonywać. Powiedział, że żadnych. Wymusiłąm
      zmywanie naczyń co drugi dzień. potem jeszcze coś. Potem zrobiłam spis rzeczy
      do zrobienia. Każdy dostał swój przydział i każdy się pod nim podpisał.
      Oczywiście, on się nagada zanim coś zrobi, a ja się nagadam, żeby mu to
      przypomnieć, ale idzie wszystko coraz sprawniej - właśnie po raz pierwszy myje
      okna.

      Nie będzie do niego docierać na początku, więc się nie przejmuj. Powie, że nie.
      Powiedz wtedy, czy może Ci wyjaśnić, czemu Ty, skoro masz na głowie tyle i tyle
      zajęć w tygodniu, miałabyś robić jeszcze wokół niego??

      No i najważniejsze: nie poprawiaj. Weź niedomytą pokrywkę, zanieś mu i pokaż.
      Burknie, że jak Ci nie pasuje, to se sama zmywaj. puść mimo uszu. przywyknie.

      Powodzenia!!
    • dorotaextra Re: nie wyrabiam 23.03.05, 22:59
      WEŹ MU DAJ W PYSK
      A POTEM NIC NIE MÓWIĄC SPAKUJ SIE I JEDŹ NP: DO ZAKOPANEGO NA WEWEKEND
      POZDRAWIAM NIE DAJ SIE
      • olbrachta Re: nie wyrabiam 24.03.05, 11:42
        U mnie na początku było praktycznie tak jak u Ciebie
        Wczoraj tak usiadłam i przemyślałam wszystko od początku
        Więc tak

        Wracam do domku
        okna umyte
        naczynia z suszarki ściągnięte
        kochanie gra na komputerze, ale od razy wstaje i się pyta czy mi pomóc
        cała w skowronkach robię kotlety mielone
        potem zmywam bo to mój dzień
        dzisiaj też mój dzieńzamiatania i zmywania podłogi
        kochanie widząc żem zajęta robi to za mnie

        ale

        prania nie wstawi bo nie umie
        ekspres do kawy nabije ale to ja go myję
        on odkurza dwa razy w tygodniu ale nie pamięta żeby zetrzeć kurz
        itp
        była naprawdę zatwardziałym leniwcem, najbardziej mnie dobijało na początku jak
        mówiłam, że trzeba posprzątać, a on na to: a sprzątaj sama, mnie to nie
        przeszkadza

        minęło naprawdę dużo czasu żeby zrozumiał
        summa summarum podoba mi się taka zmiana, ale jak sobie przypomnę początki...
        ale jak już będziemy mieli m, to będzie przychodziła pani do sprzątania i
        układania w szafkach - raz w tygodniu za 50 zł
        to ja wolę sobie za te 200 zł czas i spokój kupić
        zmywarka sprzęt podstawowy :)
        Powodzenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka