ruiza 21.01.05, 08:41 Czy któraś z Was znalazła się kiedyś nagle w takiej sytuacji? Możecie podzielić się swoimi doświadczeniami? Pozdrawiam! Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
zzzytkaaa Re: Gdy mąż stracił pracę.... 21.01.05, 14:30 ja właśnie sie tego obawiam... moj mąz jest od sierpnia na zwolnieniu lekarskim(miał 2 operacje) no i juz mu cos tam sugerują. jestem przerażona i nie chodzi tylko o to,ze zarabiam grosze, ale on zrobi sie marudny bez tej pracy, a ja zwariuję mając ciągle chłopa w domu (przyzwyczaiłam się do tego, że mam dla siebie chociaż trochę czasu...) rany, w jakim kraju my żyjemy.....żeby ludzie nie mieli pracy, chleba - koszmar trzymaj się Odpowiedz Link
malpig Re: Gdy mąż stracił pracę.... 21.01.05, 15:02 mój stracił z dniem 31.12.04. Jest teraz na 3 m-cznym wypowiedzeniu. Co będzie dalej - czas pokaze. najbardziej obawiam sie problemów finansowych (2 kredyty). Ale cóz bywają gorsze tragedie życiowe.. Odpowiedz Link
ruiza Re: Gdy mąż stracił pracę.... 21.01.05, 21:17 A mój stracił z dniem wczorajszym. To znaczy ma jeszcze na szczęście miesiąc zaległego urlopu do wykorzystania... Wczoraj wpadłam w popłoch - my mamy 4 kredyty - łącznie na kwotę przekraczającą 3/4 mojej pensji. Do tego racjunki...Miesiąc temu kupiliśmy mieszkanie, za 10 dni mamy się do niego wprowadzać i właśnie planowaliśmy jego urządzenie. Jeszcze wczoraj rano zastanawialiśmy się, jakie łóżko kupimy do sypialni, a tu... Wpadłam w popłoch, bo tak naprawdę nie wiemy, co może oznaczać dla nas ta sytuacja - nigdy w takiej nie byliśmy i raczej względnie dobrze nam się powodziło. Dla mnie to szok, ale na razie staramy się być dobrej myśli... Odpowiedz Link
asialub1 Re: Gdy mąż stracił pracę.... 22.01.05, 17:15 My mielismy taka sytuacje w sierpniu 2003 roku. Mężowi skończyła sie umowa i nie przedłużona mu jej , zlikwidowano jego stanowisko. Bylismy wtedy w trakcie remontu i wzielismy kredyt, 550 zl na miesiac do spłacania. Pracuje jako nauczycielka, na szczęście mialam wtedy egzamin i awansowalam na mianowanego co znaczylo ze podskoczyla mi pensja. Nie mielismy wtedy dziecka jeszcze wiec jakos sobie dawalismy radę. Najgorzej to mąz sie czuł, skonczone studia, staż, dobra opinia, język obcy i brak pracy. Dzieki znajomościom udało sie dostac mu cos nowego od grudnia. Nie mial pracy tylko 4 miesiace, jak na warunki polskie to bardzo krotko a i tak byl juz w depresji. Odpowiedz Link
mimi82 Re: Gdy mąż stracił pracę.... 23.01.05, 15:00 najważniejsze, to faceta wspierać. Sama wiem, jak łatwo się na niego wściekać, gdy są problemy finansowe. Mamy dziecko, ja jeszczw studiuję, a mąż ma tylko dorywcze prace. Brak pewności, ze będą pieniądze. Ale wiem na pewno, ze nawet najbardziej twardy facet łatwo sie gubi w życiu, jeśli traci pracę i nie jest w stanie utrzymac rodziny. Wspierajcie swoich mężów, pomagajcie im szukac pracy, bo inaczej omi sobie nie poradzą, a małżeństwo legnie w gruzach. Odpowiedz Link
tanczacy.z.myslami Re: Gdy mąż stracił pracę.... 26.01.05, 12:10 Czy mogę dorzucić coś z męskiego punktu widzenia? Dziękuję. 1/ Dopilnuj, żeby mąż załatwił sobie wszystko co potrzebne w pośredniaku (Urzędzie Pracy czy jak to tam zwać). Nawet jak nie ma ofert, to rejestracja daje ubezpieczenie a to bardzo ważne. W dzisiejszych czasach wielu bezrobotnych traktuje chodzenie do pośredniaka jak obciach, ale tego naprawde nie trzeba się wstydzić 2/ Jak najszybciej usiądźcie i sprawdźcie wszystkie wasze wydatki: z czego trzeba zrezygnować (prasa, kultura, rozrywki, ubrania, dobre żarcie), z czego można (kablówka, niezłe żarcie), a których nie mozna ruszyć (opłaty, zdrowie, jakiekolwiek żarcie, czyli najtańsze z supermarketów). 3/ Goń go do szukania pracy od pierwszego dnia, nie wolno "odpoczywać" ani "wykorzystywac pobytu w domu na robienie zaległych rzeczy". Praca to priorytet! Powyższe punkty dotyczą właściwie obojga małżonków, przecież nie tylko mężowie tracą pracę 4/ Goń go (jw.) ale jednocześnie umożliwiaj mu to! Jak wylądowałem na bezrobociu, żona zaczęła teksty w rodzaju "skoro jestes w domu to wyjdź z dzieckiem, zrób zakupy, posprzątaj, załatw to załatw tamto". Długo do niej nie dotarło, że pracy nie szuka się w wolnych chwilach. Szukanie pracy = raniutko po gazete z ogłoszeniami, i od ósmej (lub wcześniej) wyłączność na telefon i komputer, potem biegiem na poczte wysłać oferty (chyba że można mailem lub faksem z domu). Nota bene właśnie wtedy tepsa zlikwidowała punkt świadczenia usług telefaksowych niedaleko mnie, i musiałem ganiać na inną pocztę, co zabierało więcej czasu. Do żony dotarło to dopiero po miesiącu bezowocnych poszukiwań (w W-wie, w której podobno łatwiej o pracę). 5/ Postrzymuj męża na duchu, zapomnij o tekstach "Chyba się nie uda", "Nie ma pracy i nie ma" i podobnych A jak już znajdzie pracę, to znów będzie mógł sobie powtarzać "Praca uszlachetnia - lenistwo uszczęśliwia", czego serdecznie życzę :) Odpowiedz Link
ala.b30 Re: Gdy mąż stracił pracę.... 26.01.05, 12:51 Mój mąż stracił pracę w zeszłym roku na 7 miesięcy. Mamy kredyt - 700 zł miesięcznie. Na szczęście, nie mamy jeszcze dziecka. Musieliśmy żyć z mojej skromnej pensji - po zrobieniu opłat na zycie zostawało 300 zł, a więc: najtańsze żarcie made in hipermarket i to tylko produkty podstawowe, żadnych rozrywek typu słodycze, cola, piwko, dobra kawa; zero kina, pubów, obiadków na mieście, ciuchów, książek i prasy. Znajomi odwiedzali nas przynosząc własne produkty, żebyśmy my nie musieli kupować :-) To trwało 7 miesięcy, na szczęście mąż znalazł już pracę, było ciężko, ale szukał w dwóch specjalnościach, jest wykształcony, ma doświadczenie zawodowe i zna język. Nie chciałabym, aby to sie powtórzyło, ale w zyciu różnie bywa... Odpowiedz Link
ruiza Re: Gdy mąż stracił pracę.... 26.01.05, 14:09 Siedem miesięcy????? Dla mnie to po prostu nie do pomyślenia :-(((((( Rachunki rachunkami, ale jak to znieść psychicznie???? Odpowiedz Link
ala.b30 Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 09:46 Psychicznie to on całą sprawę żle znosił, bo ja wychodziłam rano, a on zostawał, sprzątał, prał, latał na rozmowy kwalifikacyjne i ogólnie czuł się niemęsko. Ale nigdy z mojej strony nie padł jakiś aluzyjno - obraźliwy komentarz w jego stronę, za co był mi bardzo wdzięczny. Ja cały ten czas zniosłam nieźle, przyzwyczaiłam się radzić sobie finansowo sama, niemniej jednak co dwie pensje, to nie jedna:-) Odpowiedz Link
zzzytkaaa Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 09:59 mój też czuje się jak babeczka. w domu błysk, wracam-ciepły obiadek... ale to męczące, bo wprowadza mały terror-porządkowy. wszystko kładę nie tak, jestem bałaganiarą itp dobrze,że to zwolnienie lekarskie (dłuuugie), bo bym zwariowała Odpowiedz Link
an_ni Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 10:15 7 m-cy to nic, znam pare w ktorej facet nie pracuje 3 lata i nie jest to margines spoleczny tylko ludzie z wyzszym wyksztalceniem Odpowiedz Link
ruiza Re: Gdy mąż stracił pracę.... 26.01.05, 13:03 O rany! Dzięki za konkretne rady! Wszystko to, co piszesz, jest bardzo logiczne, ale aż mi ciarki przeszły po grzbiecie, jak to do mnie dotarło, np. pkt 1., a zwłaszcza 2...:-(( Na razie mój mąż wykorzystuje jeszcze urlop, więc Urząd Pracy nawet nie przyszedł mi na myśl... Zresztą na razie w ogóle nie dopuszczam do siebie myśli o tym, że tej pracy wkrótce nie znajdzie... Nie wiem, czy to dobre podejście, czy może powinnam z góry założyć wersję najbardziej pesymistyczną..?? Dlatego, że na razie jesteśmy dobrej myśli, i dlatego, że mąż szuka od następnego dnia po otrzymaniu wypowiedzenia, nie doszło jeszcze do jakiejś drastycznej redukcji wydatków, ale myślę, że od nowego miesiąca kilka rzeczy na pewno rozważymy. Na razie szukamy, uruchamiamy kontakty, kombinujemy. Oczywiście, że praca to priorytet! Co do podtrzymywania na duchu - to chyba najgorsze: wiem, że nie mogę naciskać ani biadolić, ale myslę, że jemu byłoby najlepiej, gdybym w ogóle nie podnosiła tego tematu (pewnie bedzie go to wkurzało, że mu przypominam, a on przecież wie...), ale tak tez chyba nie można... Zobaczymy... Jescze raz dziękuję za rady!! Odpowiedz Link
tanczacy.z.myslami Re: Gdy mąż stracił pracę.... 26.01.05, 15:48 ruiza napisała: > O rany! Dzięki za konkretne rady! Wszystko to, co piszesz, jest bardzo > logiczne, Bo ja jestem przyziemny i konkretny aż do bólu, wbrew nickowi :) > Zresztą na razie w ogóle nie dopuszczam do siebie myśli > o tym, że tej pracy wkrótce nie znajdzie... Nie wiem, czy to dobre podejście, > czy może powinnam z góry założyć wersję najbardziej pesymistyczną..?? W kontekście finansowym - pesymistyczną, ogólnie optymistyczną. Nie żartuję, zwróć uwagę, że niektóre koszty płaci się z opóźnieniem, np. telefon stacjonarny czy komórkę abonamentową. Natomiast _nie_namawiam_ do rezygnacji z biletów miesięcznych; ja zrezygnowałem wtedy ale tylko na miesiąc: po prostu tyle było jeżdżenia po mieście, że nawet na tańszych biletach, tygodniowych czy 24-godzinnych i tak zapłaciłem więcej niż za miesięczny. > wiem, że nie mogę naciskać > ani biadolić, ale myslę, że jemu byłoby najlepiej, gdybym w ogóle nie podnosiła tego tematu (pewnie bedzie go to wkurzało, że mu przypominam, a on przecież > wie...), Ale temat poruszac trzeba, bo może wspólnie wpadniecie na jakiś pomysł gdzie szukać pracy, jak rozmawiać na rozmowie kwalifikacyjnej czy co pisać w tych durnych listach motywacyjnych, których wszyscy żądają a nikt nie czyta dokładnie. 3mcie się Odpowiedz Link
ruiza Re: Gdy mąż stracił pracę.... 26.01.05, 20:48 Jeszcze raz dzięki, Tańczący! To własnie lubię w mężczyznach, że są konkretni:-) Na razie jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, że jakoś nam się to wszystko powoli ułoży... Pozdrawiam!! Odpowiedz Link
panorama2 Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 10:24 Chcę cię pocieszyć ruziu, bo z moich obserwacji wśród znajomych i z mego doświadczenia mężczyźnie łatwiej i szybciej znaleźć pracę niż kobiecie. Raz, że są chętniej poszukiwanymi pracownikami a dwa że są silniejsi psychicznie i tak łatwo się nie załamują. Na początku to może być dla niego szok, jakiś czas to może potrwać, ale to minie i po tym faceci na ogół zabierają się do działania i uwierz mi ich determinacja sięga zenitu. Tak było w przypadku mojego męża i mam nadzieję, że tak też będzie u ciebie. Otóż razem studiowaliśmy i w czasie studiów to ja dorabiałam, bardziej się przykładałam do obowiązków, brałam dodatkowe praktyki, a on to krótko mówiąc olewał, kombinował jak tu się nie namęczyć. Szczerze mówiąc już miałam obawy czy on wogóle podchodzi poważnie do zycia, co będzie później. Ale po studiach to on pierwszy ruszył do poszukiwań pracy i to z jaką determinacją. Zabierał się nawet za rzeczy w których za bardzo nie miał doświadczenia i dotychczas olewał. Pracuje bardzo ciężko, w kilku miejscach. Pare miesięcy w domu ze mną tak go zdopingowały. Ale oczywiście potrzebna też mu była moja pomoc- wspieram go, pocieszam że da radę, pomagam jak mogę. Ale jego siła jest do pozazdroszczenia. Za to mi brakuje tej siły, wiary w siebie i się zastanawiam co się ze mną stało: ( Odpowiedz Link
tanczacy.z.myslami Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 12:19 Może byłem za bardzo konkretny z tymi wydatkami, ale w moim przypadku sytuacja była gorsza, bo byłem wtedy jedynym żywicielem rodziny - żona była na wychowawczym z rocznym dzieckiem. Jeśli jednak jedno z małżonków pracuje, to oczywiście sytuacja jest (trochę) lepsza. Byle nie upadać na duchu. Odpowiedz Link
adams_wawa Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 10:19 Ja wypowiem się jako ten mąż który nie stracił pracy ale doskonale rozumiem sytuację zwłaszcza dla faceta :[ moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest - nie głaskanie faceta po głowie i nie spanie po nocach w stresie - co będzie - ale może dla niektórych to jest najlepszy z możliwych czas na przejście na swoje - jakiś handelek (początkowo drobny) czy też usługi. Człowiek czesto planuje różne rzeczy, że chciałby coś otworzyć ale boi się ryzyka że musi zrezygnowac z pracy etc (czyt. jest większe ryzyko) - a tu mimo że sytuacja nieciekawa ale może to jest dobry moment.... PS Pomyslcie nad tym dziewczyny pozdrawiam ---------my allegro--------- allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=60571 Odpowiedz Link
anula36 Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 10:23 kazdy moment do przejscia na swoje jest dobry ,ale chyba trzeba miec jakies zaplecze finansowe - chcby kilkaset zlotych. No i nie ma gwarancji ze na poczatku od razu bedzie szalenstwo finansowe i moze trzeba bedzie wybrac ZUS albo splata raty w banku. Przy duzym obciazeniu kredytowym lepszy etat. Odpowiedz Link
magi104 Re: Gdy mąż stracił pracę.... 27.01.05, 13:14 Co do stwierdzenia, że jak się straciło cieplutką posadę, to może jest to dobry moment na rozpoczęcie czegoś na własny rachunek: tak właśnie zdarzyło się u nas. Dokładnie dwa lata temu, po prawie półrocznym zwolnieniu lekarskim (skomplikowane złamanie kości stopy) mąż po powrocie do pracy wrócił z wypowiedzeniem (firma w związku z przyszłym wejściem Polski do Unii miała się wkrótce rozwiązać, a mąż poszedł pierwszy w odstawkę). Po krótkim szoku ucieszyliśmy się, ponieważ mąż już wcześniej planował po godzinach rozpocząć współpracę z firmą związaną z jego hobby; byłam temu przeciwna, ponieważ doba ma tylko 24 godziny i niewyobrażalne było dla mnie połączenie etatu, dorabiania i życia rodzinnego, a tu proszę, "dorabianiem" mógł się zająć etatowo! Niestety owa "firma" okazała się niezbyt słowna, sama na pracy mojego męża się bogaciła, jemu za ciężką pracę płacili kasę, za jaką trudno przeżyć, nie wspominając o spłacie mieszkania czy jakimkolwiek wyjeździe na wakacje:( Na szczęście mąż nie był tam zatrudniony na etat, miał założoną swoją działalność, więc kiedy po roku współpracy dalej był "na okresie próbnym" i dalej dostawał mało kasy, zaczął myśleć już o w pełni swojej firmie, konkurencyjnej dla tej, dla której pracował:P:P:P I dobrze, bo "firma", dla której pracował go zrobiła na szaro i na konec listopada zeszłego roku nie zapłacili mu za listopad właśnie:( Znalazł wspólnika i właśnie finalizują ostatnie przygotowania do wejścia na rynek:):):) Nareszcie będzie na swoim:):) I pomyśleć, że na początku małżeństwa byłam przeciwna jego hobby:):):):):) Odpowiedz Link