maramija
29.01.05, 12:35
Cześć, witam jako nowa na forum.
Przyglądam się od jakiegos czasu waszym wypowiedziom, czytam o waszych
problemach, mi samej nie dokuczają jakieś większe. Przeciwnie, od jakiegoś
czasu jest w moim życiu dużo, dużo radości, bo spodziewam się dziecka, od
sześciu miesięcy w moim brzuchu mieszka maleńka istota. Upragniona od samego
początku. Fakt, że upragniona chyba wyłącznie przeze mnie samą, bo w życie
bliskich, czy w jakichkolwiek sposób związanych ze mną osób wprowadziła ona
sporo zamieszania. Moje otoczenie jest czasem nieco zdezorientowane, widzę,
ze nie wie jak zareagować, bo... jestem wciąż panną. Nawet nie mieszkamy
razem z moim facetem. On wprawdzie remontuje kupione przez siebie mieszkanie,
żebyśmy mogli się tam wprowadzić, ale... nie wiem, czy kiedykolwiek do tego
dojdzie, tzn. do tego, abyśmy rzeczywiście byli razem. Bo ja się cholera BOJĘ
wspólnego zycia. Boję się nie tylko małżeństwa, ale i życia na kocią łapę.
Jak diabli boję się bliskich związków, konfliktów, problemów. Małżeństwo
moich rodziców było straszne. Jako córka kobiety, która była poniżana podobno
sama mogę mieć kłopoty z tym jak będę traktowana przez ewentualnego
partnera.
Przeraża mnie też fakt, ze cały czas jestem namawiana przez moją mame do
tego, abym zrezygnowała z pracy. Już teraz, kiedy jestem w ciąży powinnam iść
wg. niej na zwolnienie lekarskie. Czuję się dobrze, chcę pracować, zawsze
poswięcałam mojej pracy długie godziny, mam samodzielne stanowisko, w
praktyce wygląda to tak, że często nie ma mnie w domu całe dnie, a weekendy
studia.. Twierdzi, że taki związek się rozleci. Jak mam już faceta, dziecko
powinnam się POŚWIĘCIĆ, bo taka jest rola kobiety. Jeżeli tego nie chcę
zrobić, to po co pakowałam się w dziecko. Mam już 33 lata, do tej pory moje
zycie było takie cóż mało czasami eksyctujące, kilka związków, zdobywanie
jakiejś tam pozycji w pracy, trochę jakiś tam przyjemności, tu wyjazd gdzieś
tam, tu jakiś nowy ciuch, nowy mebel, mało skomplikowane, czasem plytkie i
ubogie. Ale przynajmniej było mi wygodnie. Teraz boję się, ze zmarnuję życie
mojemu facetowi, że nie dam szcześćia mojemu dziecku, że ugrzęznę.
Poświęcając się muszę zrezygnować z tego co zapewniało mi wzgledny spokój,
mam przestawić swoje życie do góry nogami. PO urodzeniu dziecka praca
wykluczona!!! Urlop wychowawczy. Taki mamy ustalony scenariusz. On nie
pozwoli na opiekunkę lub żłobek. Moja mama to popiera. Podobno wydatki można
ograniczyć. Skupić się na tym co w życiu najistotniejsze.Pieniądze ma
zarabiać on, mój facet lub mąż. a ja mam być od niego zależna. A jak się mu
znudzę, znajdzie sobie inną? A jak zacznie mnie maltretować psychicznie? Jak
stwierdzi, że ani odrobinę nie kocha? będziemy żyć w malutkim miasteczku, w
którym kupił to mieszkanie, całymi dniami będę sprzątać, przeprowadzać może
jakieś kulinarne esperymenty, nikogo, nikogo nie widywać!!! Nie mam tam
żadnych przyjaciół, to jego rodzinna miejscowość, a ja nowe kontakty
nawiązuję bardzo, bardzo ostrożnie, a najczęśćiej w ogóle nie mam na to
czasu!, co przyznaję, jest okropne.
Czuję, że chowam głowę w piasek i czuję się z tą świadomością bardzo, bardzo
podle. Już sobie wyobrażam, jak w ciągu najbliższych dni będę coraz bardziej
zmrożona, zaszyję się w pracy w stertę papierów i wróce dopiero gdzieś koło
20.00 na gotowy obiad, udając zbyt zmęczoną na wysłuchiwanie wszelkich
zarzutów jakim jestem potworem. W wolnych chwilach obłożę się stosem notatek,
podręczników i będę zakuwać do egzaminów, bo jest sesja, albo będę się
wgapiać w monitor, zimna, oschła, potworna, zmutowana, wystraszona baba.
Przepraszam za te głupoty, czuję się strasznie ograniczona wypisując to
wszystko, ale co tam, jestem tu anonimowa...Mam ochotę nawiać od tego zycia,
zdaję sobie sprawę, ze mimo mojego wieku chyba nie dojrzałm do takich zmian.
Uciec do obcego miasta, wygodnie, egoistycznie dalej sobie zyć po swojemu,
nie słuchać słów krytyki, pretensji...