kaylaga
18.03.05, 13:43
Jesteśmy rok po ślubie, mamy 8-miesięczne dziecko. Mój mąż przed ślubem był
bardzo czuły, opiekuńczy, czułam się kochana, pożądana, nikt mnie tak
wcześniej nie traktował.Jest dojrzałym, inteligentnym, wrażliwym facetem.
Kiedy po 4- miesiącach znajomości dowiedziałam się, że jestem w ciąży,
wiadomo wpadłam w panikę, nie chciałam słyszeć o ślubie.Uważałam, że zbyt
krótko się znamy, a poza tym nie chciałam brać ślubu tylko ze względu na
dziecko i nie chciałam, aby kiedyś po latach wypominał mi, że go do czegoś
zmusiłam...Mój mąż jednak bardzo nalegał na ślub, powiedział, że nie wyobraża
sobie innego wyjścia, bo jest za nas odpowiedzialny i bardzo mnie kocha i że
powiniśmy spróbować.Wkońcu się zgodziłam. Przez okres ciąży było cudownie,
ale wszystko się zmieniło po urodzeniu synka.Dodam, że przed ślubem nie byłam
pewna swoich uczuć do męża, to mąż ciągle o mnie zabiegał, ja byłam raczej
bierna. Natomiast po ślubie moje wątpliwości prysły i to ja zaczęłam być tą
aktywniejszą uczuciowo stroną.Natomiast mój mąż przestał być taki czuły, taki
troskliwy, zaczęły się pretensje, że siedzę w domu cały dzień i nie mam czasu
posprzątać. Że on pracuje fizycznie i jest zmęczony, przychodzi do domu i
musi zmywać. Na moje pytanie czemu już mnie nie przytula tak jak kiedyś,
odpowiedź: jestem zmęczony( wcześniej też pracował fizycznie, przychodził do
domu, pomagał mi posprzątać- byłam w ciąży i jeszcze miał siłę na przytulanie)
Seks też nie jest najlepszy. Kiedyś 3 x dziennie, teraz raz na tydzień...
Pytałam co się dzieje, ale wciąż słyszę, że jest zmęczony.
Bardzo go kocham, wciąż mu to okazuję, a on coraz mniej. Gdy mam ochotę się
przytulić, a widzę że mój mąż raczej nie pomyśli o tym, sama siadam mu na
kolanach ( nie oczekuję że będzie czytał mi w myślach), a wtedy on mówi : o
jezu, jestem taki zmęczony i widzę że nie bardzo ma na to ochotę. Mimo to gdy
pytam czy jeszcze mnie kocha mówi: tak kocham cię, tylko mam bardzo męczącą
pracę.Wczoraj się pokłóciliśmy, bo poskarżył się mojej mamie jaki to ze mnie
leń. Siedzę w domu z dzieckiem i nie mogę posprzątać.(Mój synek jest dość
absorbujący.)I że narzekam że mnie nie przytula, a nie przytula mnie bo po
przyjściu z pracy musi trochę posprzątać i nie ma już siły na nic (raptem
pozmywa i poodkurza, a to też nie codziennie, bo gdy mam czas to ja to robię.)
Czy nie pozmywane talerze i nie poodkurzane dywany są ważniejsze niż chwile
spędzone ze mną? Nie ma w domu chlewu, po prostu nie wszystko uda mi się
posprzątać, czasem, gdy mały śpi to śpię razem z nim, albo coś czytam - chcę
mieć coś z życia, tym bardziej że cały czas siedzę w domu i prawie nikogo nie
widuję oprócz mojego męża czy teściów.Gdy z okazji walentynek zabrał mnie do
kina, na kolację, to potem usłyszałam, że przecież gdyby czegoś nie
zorganizował, to bym się obraziła. Albo gdy przyniósł mi kwiaty na imieniny
to też usłyszałam, że gdyby nie kupił, to bym się obraziła...Czyli co, robi
to bo musi bo się obrażę, albo bo tak wypada, a nie dlatego, że chce?
Kiedyś dostawałam kwiaty bez okazji...
Nie wiem co dalej będzie i o co mu tak naprawdę chodzi, czasem myślę, że mnie
już nie kocha... Choć wciąż mnie zapewnia że tak. Kiedyś prowadził intensywne
życie: podróże, żeglarstwo, narciarstwo, teraz siedzi wciąż w domu, ze mną.
Jego wszyscy znajomi pozakładali rodziny, już się tak często nie widują,
wiadomo, każdy ma swoje życie...myślałam że może brakuje mu tej beztroski,
luzu i odpowiedzialności tylko za siebie, ale wciąż mi mówi że wcale tak nie
jest... Nie wiem już, trudno mi go rozgryżć...