Dodaj do ulubionych

Kto ma rację- mąż, czy ja...

18.03.05, 13:43
Jesteśmy rok po ślubie, mamy 8-miesięczne dziecko. Mój mąż przed ślubem był
bardzo czuły, opiekuńczy, czułam się kochana, pożądana, nikt mnie tak
wcześniej nie traktował.Jest dojrzałym, inteligentnym, wrażliwym facetem.
Kiedy po 4- miesiącach znajomości dowiedziałam się, że jestem w ciąży,
wiadomo wpadłam w panikę, nie chciałam słyszeć o ślubie.Uważałam, że zbyt
krótko się znamy, a poza tym nie chciałam brać ślubu tylko ze względu na
dziecko i nie chciałam, aby kiedyś po latach wypominał mi, że go do czegoś
zmusiłam...Mój mąż jednak bardzo nalegał na ślub, powiedział, że nie wyobraża
sobie innego wyjścia, bo jest za nas odpowiedzialny i bardzo mnie kocha i że
powiniśmy spróbować.Wkońcu się zgodziłam. Przez okres ciąży było cudownie,
ale wszystko się zmieniło po urodzeniu synka.Dodam, że przed ślubem nie byłam
pewna swoich uczuć do męża, to mąż ciągle o mnie zabiegał, ja byłam raczej
bierna. Natomiast po ślubie moje wątpliwości prysły i to ja zaczęłam być tą
aktywniejszą uczuciowo stroną.Natomiast mój mąż przestał być taki czuły, taki
troskliwy, zaczęły się pretensje, że siedzę w domu cały dzień i nie mam czasu
posprzątać. Że on pracuje fizycznie i jest zmęczony, przychodzi do domu i
musi zmywać. Na moje pytanie czemu już mnie nie przytula tak jak kiedyś,
odpowiedź: jestem zmęczony( wcześniej też pracował fizycznie, przychodził do
domu, pomagał mi posprzątać- byłam w ciąży i jeszcze miał siłę na przytulanie)
Seks też nie jest najlepszy. Kiedyś 3 x dziennie, teraz raz na tydzień...
Pytałam co się dzieje, ale wciąż słyszę, że jest zmęczony.
Bardzo go kocham, wciąż mu to okazuję, a on coraz mniej. Gdy mam ochotę się
przytulić, a widzę że mój mąż raczej nie pomyśli o tym, sama siadam mu na
kolanach ( nie oczekuję że będzie czytał mi w myślach), a wtedy on mówi : o
jezu, jestem taki zmęczony i widzę że nie bardzo ma na to ochotę. Mimo to gdy
pytam czy jeszcze mnie kocha mówi: tak kocham cię, tylko mam bardzo męczącą
pracę.Wczoraj się pokłóciliśmy, bo poskarżył się mojej mamie jaki to ze mnie
leń. Siedzę w domu z dzieckiem i nie mogę posprzątać.(Mój synek jest dość
absorbujący.)I że narzekam że mnie nie przytula, a nie przytula mnie bo po
przyjściu z pracy musi trochę posprzątać i nie ma już siły na nic (raptem
pozmywa i poodkurza, a to też nie codziennie, bo gdy mam czas to ja to robię.)
Czy nie pozmywane talerze i nie poodkurzane dywany są ważniejsze niż chwile
spędzone ze mną? Nie ma w domu chlewu, po prostu nie wszystko uda mi się
posprzątać, czasem, gdy mały śpi to śpię razem z nim, albo coś czytam - chcę
mieć coś z życia, tym bardziej że cały czas siedzę w domu i prawie nikogo nie
widuję oprócz mojego męża czy teściów.Gdy z okazji walentynek zabrał mnie do
kina, na kolację, to potem usłyszałam, że przecież gdyby czegoś nie
zorganizował, to bym się obraziła. Albo gdy przyniósł mi kwiaty na imieniny
to też usłyszałam, że gdyby nie kupił, to bym się obraziła...Czyli co, robi
to bo musi bo się obrażę, albo bo tak wypada, a nie dlatego, że chce?
Kiedyś dostawałam kwiaty bez okazji...
Nie wiem co dalej będzie i o co mu tak naprawdę chodzi, czasem myślę, że mnie
już nie kocha... Choć wciąż mnie zapewnia że tak. Kiedyś prowadził intensywne
życie: podróże, żeglarstwo, narciarstwo, teraz siedzi wciąż w domu, ze mną.
Jego wszyscy znajomi pozakładali rodziny, już się tak często nie widują,
wiadomo, każdy ma swoje życie...myślałam że może brakuje mu tej beztroski,
luzu i odpowiedzialności tylko za siebie, ale wciąż mi mówi że wcale tak nie
jest... Nie wiem już, trudno mi go rozgryżć...
Obserwuj wątek
    • bdb1 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 14:14
      Nie wiem o co Ci tak naprawdę chodzi... Skoro siedzisz w domu, to nie możesz
      posprzątać i pozmywać? Gdybym mój mąż siedział w domu a ja po powrocie z pracy
      musiałabym jeszcze zmywać i odkurzać to również bym była wściekła.
    • anoosia2 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 14:43
      Wydaje mi się że jesteś bardzo rozzalona bo nawarstwiło ci się wiele problemów.
      Związek dwojga ludzi przechodzi różne fazy a dziecko bardzo zmienia w zasadzie
      wszystko. I nie chodzi pewnie ani jemu ani tobie o te naczynia ani dywany.
      Porozmawiaj z mim bez pretensji o to co on robi a czego nie i nie daj się
      sprowokowć jeżeli będzie cię zbywał albo zarzucał coś co cię zaboli czasami
      problemy ukrywamy za błachymi wymówkami i głupią dumą. Może on też czuje się
      zaniedbywany bo masz mniej czasu dla niego od czasu przyjścia na świat
      dziecka,a może on wyobrażał sobie życie inaczej i potrzebuje czasu na
      dostosowanie. Opowiedz mu o swoich uczuciach o tym co cię boli w jego
      zachowaniu. A może powód jest błachy może rzeczywiście jego praca stała się
      bardziej ciężka a on jest strasznie zmęczony. Życie to kompromis warto
      wysłuchac drugiej strony
    • an_ni Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 16:32
      no coz przejrzal na oczy ...
      a ty myslisz ze malzenstwo to tylko przytulanie?
      • kaylaga Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 17:11
        Pewnie, że mogę posprzątać i pozmywać i robię to, jeśli mam czas. Mój synek
        jest wymagającym dzieckiem.Chciałby, abym cały czas się nim zajmowała. Przecież
        nie zajmę się sprzątaniem i nie zostawię go płaczącego w łóżeczku...
        A teraz pytanie do an_ni: Przejrzał na oczy? Nie bardzo rozumiem...rozwiń się.
        Oczywiście, że małżeństwo to nie tylko przytulanie, ale również nie tylko
        sprzątanie... Miłość trzeba podsycać, pielęgnować,(mój mąż zawsze mi to przed
        ślubem powtarzał) a ja czuję, że robię to sama...Wydaje mi się, że ważniejsze
        jest okazywanie sobie uczuć od niepozmywanych talerzy...To zawsze można zrobić
        póżniej, a nie pielęgnowanie uczucia prowadzi moim zdaniem do oddalania się
        partnerów.
        • kasiula78 TEMAT- BUMERANG!!!!! 18.03.05, 17:53
          Nie no dziewczyny, opanujcie się!!! Znowu wyjeżdżacie z rozczarowanym
          opuszczonym, zmęczonym i zaniedbanym ( ze względu na dziecko) mężem!!! Czy
          faceci to jakaś uprzywilejowana dla Was rasa? Każdy facet się wykręca tym
          samym: ciężka praca, zona z pretensjami, nie posprzątane mieszkanie.... Bo my
          to cyborgi jesteśmy, tak?! Będziemy zapieprzały jak motorki, żeby oni mieli
          ciepełko, przytulny domeczek, a może nawet ciasto własnego wypieku na deser????
          DUPA!!!!! kaylaga! Myślę, ze może i mu się jakiś kryzysik trafił, ale nie daj
          się! Na Boga! Dla dziecka będzie lepiej, jak będzie miało zadowoloną mamę! Nie
          musisz zapierniczać, zeby zadowolić męża. Ale rady niestety dla Ciebie nie mam
          w kwestii braku zainteresowania Twoją osobą. Może czas tu zadziała. Trzymam za
          Ciebie kciuki!!
          • zona_wojtka Re: TEMAT- BUMERANG!!!!! 21.03.05, 13:40
            A przepraszam, mąż to cyborg?
            A jego ciężka praca? A żona z pretensjami? A mieszkanie posprzątać? Ja na jego
            miejscu też bym tego nie zniosła...
            Osobiście lubię to ciepełko, przytulny domeczek i ciasto piekę co najmniej dwa
            razy w tygodniu.
            Aha - dwie córki mam. 5,5 i 2,5 roku. Mąż pracuje od 7.00 do 19.00, do tego co
            najmniej raz na tydzień wyjeżdża na około dwa dni, śpiąc w aucie bo taniej
            (taki biznes). Ja mam labę, bo i owszem sprzątam, piorę, prasuję, gotuję, piekę
            ciasta (sic!), zajmuję się dziećmi (też nie lubią same się bawić), ale to
            zajmuje mi szas od ok. 9.00 do 19.00. Potem czas dla siebie. Jak widać i na net
            mam czas. Młodsza córka właśnie zasnęła, starsza siedzi obok i układa puzzle.
            Gdybym miała męża prosić, aby po powrocie z pracy pozmywał naczynia, to bym się
            chyba spaliła ze wstydu...........
        • an_ni Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 21.03.05, 10:20
          nie rozumiesz? no wlasnie w tym problem
          okazalo sie ze poza pielegnowaniem milosci nie umiesz nic zrobic i od razu masz
          pretensje
          to wszystko !
          okazywanie uczuc - najwazniejsze w zwiazku a to dobre ! najwazniejsza jest
          milosc taka ktorej nie trzeba okazywac slowkami kocham cie misiaczku
    • triss_merigold6 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 21:19
      Co tu trudno rozgryźć? Facet jest zmęczony. Zmęczony pracą zawodową, pracą w
      domu i odpowiedzialnością finansową za całą trójkę. Jak pada na pysk to nie ma
      ochoty na ćwierkanie i kwiatki bez okazji tylko na sen.
      Kochana nie wmawiaj mi, że z niemowlęciem w domu nie można nic zrobić. Można
      wszystko tylko naucz dziecko, żeby potrafiło się zająć chwilę sobą i zabawkami.
      Siedzisz w kuchni - dziecko w fotelik samochodowy, zabawki. Masz na oku i nie
      przeszkadza.
      Skoro niepozmywane talerze i nieodkurzone dywany nie są ważne to niech mąż też
      sobie odpuści. Najwyżej zarośniecie pleśnią.

      Żeby nie było, że sie nie znam: moje dziecko skończyło 4 miesiące, nie pracuję
      na etacie (chociaż pracuję w domu), mąż pracuje, mam jeszcze psa z którym ja
      wychodzę na spacery. I byłabym bezczelną, leniwą krową gdybym od wracającego z
      pracy faceta wymagała żeby zmywał gary z całego dnia albo robił obiad.
      On cię bardzo kocha skoro jeszcze na ciebie solidnie nie nawrzeszczał.
      • princessa7 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 21:29
        Dokładnie. A poza tym dodam, że to minie
      • morphea1 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 23:37
        z ust mi to wyjęłaś...!
        W pełni się z Tobą zgadzam!


      • capa_negra Organizacja - takie małe zaczarowane słowko 22.03.05, 16:14
        Triss jestes poprostu zorganizowana, autorka watku niestety nie.
        I może zamiast mówić, ze dziecko jest absorbujące (bo pewnie jest jak każde
        zresztą) należało by dodac, ze jest rozpuszczone - przez mamusie niestety,
        ktorej wlazło na głowę.
        I nie dziwię się chlopu, że jest zły - każdy by był
        • iurandum Re: Organizacja - takie małe zaczarowane słowko 22.03.05, 16:27
          Świeta prawda.
          Prolaktyna nie powinna przyćmiewać logicznego myślenia.

          Ciekawe jak by mówiła taka matka na przykład 3 dzieci: niemowle jest tak
          absorbujace i nie mam czasu na nic innego, a nie na sprawy pozostałych dzieci i
          męża.
          To jest egoizm i zaspokajanie swoich potrzeb macierzyńskich tak naprawde a nie
          potrzeb dziecka.
        • triss_merigold6 Re: Organizacja - takie małe zaczarowane słowko 22.03.05, 16:52
          Gwoli ścisłości: bywam tak rozlazła i niepozbierana, że sama przed sobą się
          wstydzę.P Co tu robić, żeby się chciało chcieć? Czasem nie robię nic i mąż
          spokojnie szykuje sam ten nieszczęsny obiad...
          Podstawa to wyrobić dziecku w miarę stały rytm dnia: śpi, je, bawi się, je,
          spacer itd. Wtedy powinno zasypiać bez problemów, nie domagać się nieustannego
          noszenia, zagadywania.
          To można zorganizować, naprawdę. Duże zakupy co 2 tyg., większe sprzątanie raz
          na tydzień, obiady z półproduktów (mrożonek), zmywarka.
          Wiele rzeczy olewam bo przy psie, dziecku i maniaku prasowym (ja) nigdy
          sterylnie czysto nie będzie.
          Ale wymaganie od człowieka po pracy żeby tu i teraz składał dowody gorącego
          uczucia i dbał o związek zanim zje i odpocznie, to przegięcie.
    • karo98 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 22:56
      Hmmm... Powiadasz ze mąż po pracy przychodzi i jeszcze pozmywa i poodkurza??
      Wtedy kiedy ty siedzisz z dzieckiem w domu?? WOW Też chce takiego!!!! Doceń to,
      dziewczyno! I odzwyczajaj powoli dziecko od tego, ze wciąż przy nim jesteś! Jak
      trochę podrośnie będziesz miała wielki problem! Pozdrawiam
      • naise Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 18.03.05, 23:22
        Gdybym ja miała taką sytuację, to zrobiłabym wszystko żeby mąż przychodził do
        czystego domu, żeby miał ugotowany obiad. Wiem że kobieta też nie jest od tego
        żeby siedzieć w domu sprzątać, gotować, jak niektórzy powiedzą 'usługiwać
        mężowi', ale to w takim razie idź do pracy, a dziecko do żłobka albo niania,
        wtedy pomożesz mężowi, będziesz niezależna i nikt ci nie wypomni że siedzisz w
        domu i nawet nie posprzątasz. Skoro decydujesz się na bycie z dzieckiem w domu,
        to postaraj się utrzymać ten dom w czystości, doceń męża który pewnie ciężko
        pracuje i utrzymuje waszą trrójkę, pozwól żeby wracając do domu mógł w nim
        odpocząć, a nie wraca z pracy i zabiera się do...pracy !! Bo nawet zwykłe
        sprzątanie, pranie czy zmywanie to jakby nie patrzeć praca, i nie dziwie się
        facetowi że w takiej sytuacji nie ma ochoty na amory.
        • kaya11 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 19.03.05, 03:28
          Boze siwety, jak slucham niektorych kobiet to mi po prostu sie slabo robi.
          Maz zmeczony ???? A ile godzin on pracuje, bo mloda matka 24 godziny na dobe !
          Co Wy wymyslacie. Nie mozna nauczyc 8 miesiecznego dziecka zabawic sie samemu !
          Jak sie ma takie male dziecko to sie pada na nos, i nie ma przepros, nie ma
          zmiluj, jak bobas ma potrzeby to trzeba je natychmiast zaspokoic !
          Bardzo Cie popieram ze zajmujesz sie przede wszystkim dzieckiem i dbasz zebys
          miala dosc energii zeby sie nim zajmowac, drzemiesz w dzien, itp. itd. Tak
          wlasnie mloda mama powinna robic. I niewazny odkurzacz i sciera, tylko zdrowe,
          szczesliwe i rosnace bezpiecznie dziecko i zdrowa, wypoczeta mama. A gdyby maz
          mieszkal sam, to co bylby dalej za zmeczony zeby sobie posprzatac ?
          Jak mozna mowic ze kobieta ktora ma niemowle w domu rowniez jest odpowiedzialna
          za to zeby dom byl wysprzatany i obiad ugotowany na czas ? To okrutne.
          Powtarzam - mloda matka pracuje 24 godziny na dobe. Tatus - najwyzej 8 - 12. Kto
          powinien komu pomagac ?
          • kasiula78 kaya11 19.03.05, 08:24
            Jesteś normalną osobą!!! Nie wierzę, że naprawdę istniejesz!!
          • triss_merigold6 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 19.03.05, 12:30
            Młoda matka pracuje 24 godziny na dobę?! Może taka, która ma chore dziecko.
            Wtedy, zgadzam się, ono jest najważniejsze.
            Jeśli mając zdrowe dziecko nie masz na nic czasu CODZIENNIE to jesteś
            zwyczajnie niezoorganizowana.
            Nie można 8-miesięczniaka nauczyć, żeby przez jakiś czas bawił się sam?
            Ciekawe, bo mnie się udało z 2-miesięcznym. Teraz 4-miesięczniak bawi się sam
            dobrą godzinę, ma zabawki, matę, ja czasem zajrzę, zagadam ale nie sterczę nad
            nim non-stop.
            Bobas ma potrzeby, zgadzam się. Ale jak się chwilę ponudzi i pokwęka to nic mu
            nie będzie. jak przyzwyczaisz, że jesteś cały czas do dyspozycji to sama sobie
            strzelisz w stopę.
            Moja droga, zapytaj starszych kobiet, najlepiej na wsi, jak zasuwały i co w
            ciągu doby udawało im się zrobić. I czy mężowie byli tacy wyrywni, żeby pomagać
            w domu w pracach uznawanych za "kobiece". Jakoś nie jesteśmy pierwyszym
            pokoleniem, które ma dzieci.;)
            • kaylaga Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 19.03.05, 20:48
              Dziękuję za wszystkie opinie, pewnie z niektórych porad skorzystam, ale małe
              sprostowanie...
              Nie wymagam od męża ,żeby po przyjściu z pracy zmywał czy odkurzał itp., wręcz
              przeciwnie, wolę żeby się koło mnie położył na kanapie, przytulił do mnie,
              odpoczął, a ja pozmywam póżniej ! Ale jemu te kilka niepozmywanych talerzy, czy
              kilka okruchów na dywanie bardzo przeszkadza, na tyle, że woli posprzątać, niż
              pobyć ze mną. (W DOMU JEST CZYSTO-CHODZI TYLKO O KILKA TALERZY, ALBO O KILKA
              PAPROCHÓW NA DYWANIE , CZY ITP.- NIE RÓBCIE ZE MNIE ZA PRZEPROSZENIEM DROGIE
              PANIE FLEJTUCHA) Mąż ma codziennie podany obiad, na wekend zwykla piekę ciasto,
              niegdy nie boli mnie głowa, jeśli mąż ma ochotę na seks( bo ja zwykle też mam
              ochotę), a to że czasem nie pozmywam, czy nie poodkurzam to świat się od tego
              nie zawali.Zresztą zawsze mam zamiar to zrobić później, tylko mój mąż mnie
              ubiegnie z pretensjami...dlaczego nie teraz !A bo mam taki kaprys może...
              Co do dzidzi to od wielu miesięcy próbuję go nauczyć samodzielnego
              zabawiania,zabieram go ze sobą do kuchni, czy łazienki, sprzątam, a on bawi się
              sam maksimum 30 minut, potem kwili, marudzi i ryczy aż go nie wezmę na ręce i
              nie utulę.Czasem pozwalam mu się wyplakać, ale ile można słuchać tego ryku, on
              może baaaaardzo długo - sprawdziłam.Kiedy się nim nie zajmuję, potrafi być
              złośliwy i obrażony, tak, właśnie tak !rodzina mówi że rośnie mi terrorysta,
              ale co ja wytłumaczę 8- miesięczniakowi? Jest poza tym po pierwsze bardzo
              uparty, a po drugie nie rozumie czego od niego oczekuję, to chyba jasne w jego
              wieku...i tyle i kropka. Każde dziecko jest inne. Jedno spokojne, drugie urwis,
              mój jest właśnie tym urwisem i nie ma rady, a przecież bić go nie będę, bo nie
              uważam takiej metody wychowawczej, poza tym to nic nie da.
            • asiagum Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 06.05.05, 23:42
              kobieto, co ty piszesz?
              2miesięczne dziecko bawi się samo???
              zastanów się. obowiązki związane z domem ma matka i ojciec.a dziecko jest
              najważniejsze a nie pucowanie domu.a poza tym -czy kobieta jest tylko po to,
              żeby zasuwać?
              a kino, rozrywka, rozwój??? Naprawdę, współczuję twoim samodzielnym dzieciom.A
              wieś? co ma piernik do wiatraka?to co żę zasuwały? Mam córkę i mąż nigdy nie
              robił problemu ze sprzątania.Wstawał w nocy do dziecka, chociaż nie pracowałam
              I uważam to za normalne. Ojcostwo nie polega na zapłodnieniu i zarabianiu kasy
              na rodzinę.
    • elza78 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 19.03.05, 14:38
      mnie zabija formula zadanego pytania :) KTO MA RACJE!!!!!
      a ktos w ogole musi miec racje??? to chyba nie o to chodzi w malzenstwie zeby
      ktores mialo racje tylko zeby wzajemnie cos tam razem trwalego i pieknego
      budowac :)
      pamietaj, ze prawda jest jak d... - kazdy ma swoja, twoj maz moze patrzec na
      sprawe zupelnie innymi oczmai niz ty, sprobuj choc raz postawic sie na jego
      miejscu kiedy wraca z pracy i zastaje balagan w domu a ciebie z walkami na
      glowie, mowisz ze on nie daje ci tyle ciepla co kiedys, a zastanow sie co ty mu
      dajesz czego on potrzebuje tak zupelnie bezinteresownie?? zycie nie polega na
      ciaglym migdaleniu sie patrzeniu sobie w oczka i powtarzaniu jak to sie
      strasznie "kochacie" bo to niestety ale jednak sa tylko slowa, wazniejszym
      dowodem na to ze ktos kocha sa jego czyny, a nie sadze zeby twoj slubny zbyt
      malo sie staral aby zaspokoic twoje i dziecka potrzeby...
      a nawet jesli w tym watku ktos powie ci :TAK KAYLAGA, TO TY MASZ RACJE A NIE
      TWOJ CHLOP, to co, polecisz do niego i powiesz.... ha!!!! to ja mam racje a nie
      ty i wychodzi na moje!!
      przeciez to dziecinne...
      pogadajcie razem szczerze poprostu w jakis wolnny dzien zebys ani ty ani on nie
      byla zmeczona, moze powod zachowania meza okaze sie jakas blachostka ktora
      latwo zmienic zmieniajac przyzwyczajenia
      powodzenia
      elka
    • daimona Bo pewnie jest zmęczony 19.03.05, 14:40
      Założenie rodziny, to silny stres, tym bardziej, że już urodziło się dziecko, i
      jest odpowiedzialny za utrzymanie całej rodziny. Silny długotrwały stres =
      depresja, szczególnie jak dochodza do tego kłopoty w pracy. Depresja = się
      zniechęcenie do życia, ciągłe zmęczenie.
      Twój mąż potrzebuje odpoczynku.

      Oczywiście, ty też masz nielekko, urodziłaś dziecko i teraz się nim zajmujesz.
      Ale widać, ze psychicznie zniosłaś to lepiej.
      Acha, i dziewczyny mają rację - nie możesz być na każde zawołanie dziecka - 8
      miesięczny dzieciak to już całkiem spory dzieciak, który potrafi się sam soba
      zająć (a Ty jedynie możesz być w pobliżu, robiąc coś innego). I nie moze być
      tak, że mamusia cały czas jest na każde jego kwęknięcie. Będziesz miała potem
      przechlapane.
    • g0sik Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 19.03.05, 14:44
      A gdyby maz mieszkal sam, to co bylby dalej za zmeczony zeby sobie posprzatac ?

      Gdyby mieszkał sam to nie musiałby tak cięzko pracować bo nie miałby żony na
      utrzymaniu. Jeśli Twojemu mężowi faktycznie chodzi tylko o sprzątanie to po
      prostu weź się do roboty! Tak jak dziewczyny uważam że dziecko należy sobie
      wychować. Jeśli tak kochasz tego faceta to postaraj się trochę. Ja też bym była
      wściekła na miejscu Twojego męża gdybym wiedziała, że sobie leżysz i czytasz by
      mieć coś z życia, a on musi zapitalać, a po powrocie do domu nie może poleżeć z
      książką bo musi sprzątać. Ty faktycznie jesteś niezorganizowana / leniwa, bo
      gdyby mąż sprzątał sporadycznie pewnie nie byłoby problemu.
      • triss_merigold6 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 19.03.05, 15:33
        W kwestii porządków: my robimy solidniejsze raz w tygodniu, razem.
        Gdyby mąż mieszkał sam... to by się mniej syfiło. Jedna osoba brudzi mniej
        talerzy, szklanek, ręczników, ubrań itd. niż trzy.
        A dziecko wychowuj po prostu. Ucz, że matka może zniknąć na jakiś czas w innym
        pomieszczeniu i nic złego się nie dzieje. Nie musisz nad maluchem stać i gugać
        cały czas. Jeśli jest ruchliwy to kup kojec.
        Gdybym ja zasuwała cały dzien w pracy (zdarzało się) i po powrocie zastawała w
        domu syf, nic ciepłego do jedzenia, kobieta z pretensjami, że nie przytulam i
        nie troszczę się o związek... Tłukłabym, słowo daję, że bym tłukła. Albo
        zmieniła na lepszy model.
        • kaya11 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 19.03.05, 18:36
          triss,
          To ze kobiety zasuwaly na wsiach - to wspolczesne kobiety maja robic tak samo
          ? Dlaczego ? Dlaczego w Polsce jest kultura meczennictwa ? Dlaczzego odpoczynek
          to grzech ? Zle mnie wszyscy zrozumieli - ja nie mowie leciec na kazde zawolanie
          dziecka, ale zdarza sie ze w trakcie jakiejs pracy domowej, dziecko czegos chce,
          znudzi sie zabawka, czy moze cos innego. Nie porownuj swojego dziecka do innych,
          dzieci sa rozne. Moje na przyklad bylo placzliwe i prawie nic nie moglam zrobic
          jak mialo 8 miesiecy. To ze twoje nauczylas sie bawic w wieku dwoch miesiecy -
          to nie jest do konca prawda. Nie nauczylas, ale po prostu mialas dziecko ktore
          moglo sie same zajac zabawa. Ja na przyklad nie mialam. Ale skad wiesz jakie
          jest to niemowle. I dalej mowie ze praca mlodej matki jest 24 godziny na dobe.
        • kasiula78 JESZCZE O "RÓWNOUPRAWNIENIU":)))))) 21.03.05, 08:49
          Dziewczyny!!! Przecież tu nie o to chodzi!! Nie o te gary i kurze i całą
          resztę. Ludzie, którym rodzi się dziecko, zaczynają żyć w nowej rzeczywistości.
          Nawet jeśli minęło już osiem miesięcy od porodu, to właśnie dopiero teraz może
          nadejść kryzys. Myślę, że trzeba dokonać hierarchii wartości. Uściślić, co jest
          dla nas najważniejsze w danym momencie życia. ale do wszystkiego potrzeba
          dwojga. Czyli mąż kaylagi musi chcieć na nowo zrozumieć sytuację. Bo nie
          wierzę, że on tylko ciągle pracuje, a potem sprząta w domu. A ona z koleii
          tylko siedzi z dzieckiem i nie robi nic ponad to. Każdy kij ma dwa końce. I
          dlatego sądzę, że nie ma sensu nasza dyskusja o prawach i obowiązkach kobitek i
          facetów. Przecież na pewno każda z nas by chciała, aby jej mąż ją rozumiał i
          jej pomagał. Aby był opiekuńczym ojcem i czułym kochankiem. Nie ma ideałów!! I
          nie ma się co denerwować. Jeżeli jedna czy druga ma takiego męża, który wymaga
          tego ciepłego obiadu na czas, a poza tym jest wszystko ok, to nie widzę
          problemu. Gorzej jeśli miałybyśmy być sługaczkami bez praw. Bo mnie to po
          prostu zdrażniło kilka wypowiedzi dziewczyn na początku. Nawiasem mówiąc sama
          przecież, jak już pisałam, staram się zadbać o mejego męża i doceniam jego
          pracę, ale nic na siłę. Jestem dusza niepokorna i jak ktoś mnie do czegoś
          zmusza, robię na przekór dwa razy tyle:)))

          No i dlatego uważam, że nie powinnyśmy się nawzajem przekonywać o tym, czy mąż
          ma sprzątać, czy nie sprzątać!! Oni mają nas po prostu kochać, wspierać i
          szanować. I pielęgnować rodzinę, cokolwiek miało by to oznaczać.

          Kaylaga!! Ty uzyj damskich triczków na swojego... Jakiś ładny ciuszek, fajna
          bielizna. Może nawet nowa fryzura. Uśmiechaj się dużo, nie pokazuj mu, że
          jesteś sfrustrowana i zmęczona. Sprawdziłam, ze pretensjami niczego się nie
          załatwi. Tylko spokój i opanowanie mogą tu zadziałać.

          No to trzymcie się babki!!!
          Aha, elza!! Miałaś też niezły pomysł z tym wyjazdem!! Popieram!!
          Pzdr. Kasia
          • elza78 Re: JESZCZE O "RÓWNOUPRAWNIENIU":)))))) 21.03.05, 13:54
            kasiula piszesz ze to maz kaylagi musi zrozumiec na nowo sytuacje, ale przeciez
            to ona chce aby wszystko bylo jak "przed dzieckiem", bo on nie jest juz taki
            czuly jak kiedys... wiec autorka watku tez musi przewartosciowac troche swoj
            sposob myslenia... chodzi o to ze pare tworzy dwojka ludzi a nie jedna osoba i
            jakby nie patrzec probujac cokolwiek naprawiac czy weryfikowac trzeba wziasc
            pod uwage obydwoje a wszyscy tu sie rzucaja albo na autorke watku albo na jej
            meza, a to w sumie oni obydwoje maja taka sytuacje w domu na jaka sobie razem
            zapracowali i zmienic to tez musza razem :)
            • kasiula78 Re: JESZCZE O "RÓWNOUPRAWNIENIU":)))))) 21.03.05, 21:38
              Szczerze mówiąc, miałam na myśli dokładnie to samo, co Ty:) Po prostu chyba
              trochę źle ujęłam swoją wypowiedź. Ale oczywiście wiadome, że oboje muszą
              zacząć pracować nad sobą. W każdym związku podstawą jest wzajemne zrozumienie.
              Nie tylko mężów w stosunku do żon, ale też żon w stos. do mężów. Myślę, ze
              czytając moje posty wiele dziewczyn odnosi wrażenie, że ja jakaś zagubiona
              feministka jestem. Ale tak wcale nie jest. Po prostu obracam się w kręgu
              młodych mam (akurat wiele znajomych powiło ostatnio dzieciaczki:)) i wiem, jak
              bardzo jest im trudno. Naprawdę faceci są bardzo różni. Z reguły nienormalni...
              No przykro mi, ale w moim kręgu akurat tak jest!! Jest też jeden rodzynek,
              który ma absolutnego fioła na punkcie swojej rodziny. Zawsze zrównoważony,
              pomaga żonce, zajmuje się córeczką, pracuje, jak jest w domu, to ona spuszcza z
              siebie całą robotę. Tu sytuacja jest beznadziejna, bo to ona jest chyba
              szajbnięta. Ciągle ma do niego pretensje. Także staram się być obiektywna.
              Naprawdę nie uważam, że tylko my jesteśmy poszkodowane. Ale robię passsss!! Ta
              dyskusja robi się bezsensowna. My tu się za chwilę pogryziemy, a autorka nie
              raczy się włączyć do tematu...

              I słówko do Ciebie elza. Wiesz, jak ja chodziłam w ciąży, to miałam bardzo
              wyidealizowany pogląd na to, jak wszystko będzie wyglądało po przyjściu dziecka
              na świat. I bardzo bolesne było rozczarowanie:(((( Ale to tak na
              marginesie...:))))
              Pzdr. Kasia
    • kasiula78 Zmęczenie= koniec miłości??? 19.03.05, 18:32
      Dziewczyny, skupcie się moze na tym, ze kaylaga szuka przede wszystkim w swoim
      facecie uczucia. A Wy piszecie tylko, ze jest leniwa, bo nie chce się jej
      sprzątać, a dziecko rozpuściła, a nie wiadomo co jeszcze... Myślę, ze
      najbardziej zmęczony mąż ma czasem ochotę na seks, nie uważacie? Tym bardziej,
      ze jak pisze autorka wątku, to już jakiś czas trwa. Według Was, kiedy weźmie
      się do roboty, to mąż od razu odzyska ochotę na bara-bara??
      • kaya11 Re: Zmęczenie= koniec miłości??? 19.03.05, 19:58
        Masz absolutna racje kasiula. Trzeba odroznic wysprzatany dom i cieply obiad na
        czas od prawdziwej milosci. Jedno nie gwarantuje drugiego.
      • kaylaga Re: Zmęczenie= koniec miłości??? 19.03.05, 20:58
        No właśnie, czemu piszecie tylko o tym nieszczęsnym sprzątaniu !!! Mnie tu
        chodzi o okazywanie sobie uczuć, uważam że to jest najważniejze, Zmywanie nie
        ucieknie, a nie poświęcanie uwagi związkowi może się tragicznie skończyć...dla
        zwiazku oczywiście.
        • kasiula78 OBALAJĄC STEREOTYPY... 19.03.05, 22:35
          ... muszę zaznaczyć, że jestem żoną dość fajnego męża. Ale nie zawsze tak było.
          Właściwie to trafiają się co jakiś czas takie gorsze dni. Siedzę w domu z
          prawie rocznym dzieckiem i bardzo dobrze Cię rozumię. Gdy mój synek miał 8 m-
          cy, to był akurat taki okres u niego, że nie zadowalał się niczym, poza moją
          osobą. Nigdy nie zapomnę takiego dnia, kiedy rano namoczyłam w umywalce dwa
          staniki i przez cały dzień nie znalazłam nawet chwilki, żeby je uprać. Ja
          mojemu mężowi gotuję, sprzątam, piorę, prasuję, itd... Czyli kuchta!! Ale są
          takie dni, ze żadna siła mnie nie zmusi do stania przy garach. Biorę wtedy
          małego, pakuję manele i ruszam w drogę. I naprawdę niewiele mnie obchodzi
          czystość i ciepło domowego ogniska. Faceci są w tej dobrej sytuacji, ze pomimo
          tej baaaardzo ciężkiej pracy, wychodzą z domu i mają kontakt ze światem. Nie
          patrzą jedynie na rozkapryszone dziecię i nie muszą mu w kółko poświęcać uwagi.
          Uwierz mi, minęło sporo czasu, zanim mój maż to zrozumiał, ale wreszcie
          zrozumiał, uffff.

          Teraz, jak wraca do domu i jest nie odkurzone, nie piśnie nawet słówkiem, tylko
          się łapie za rurę i... jazda! Nie ma co dramatyzować. Ja wiem, że jak się chce,
          to wszystko można. A odkąd on zmienił nastawienie, ja zmieniłam pogląd na nasz
          związek. I choć faktycznie czasem nie mam już siły, to staram się nie odmawiać
          mu żadnych przyjemności:) on także mi nie odmawia. Teraz, bo wcześniej to
          naprawdę różnie bywało.

          A jeśli chodzi o wypowiedzi moich przedmówczyń: myślę, że jak chcecie być,
          drogie dziewczęta, kurami domowymi w najlepszym wydaniu, to czyńcie właśnie
          wedle swoich porad. Bo Wasi mężowie, bóstwa pracujące, na pewno za X- lat to
          docenią... Tylko nie zdziwcie się, jak któregoś pięknego dnia staniecie przed
          swoim wybrańcem życia i powiecie, że macie jakąś potrzebę, i nie mozecie akurat
          podstawić pod nos talerza z zupą, a on odpowie: ZAŁOŻYŁEM CI ZA DŁUGI ŁAŃCUCH,
          BO PRZYŁAZISZ ZA MNĄ DO POKOJU!!!

          Może ciut przejaskrawiłam, ale mam nadzieję, ze choć odrobinę poprawiłam Ci
          humorek, kaylaga. Nie przejmuj się i nie daj się. Będzie dobrze!!
          • kaya11 Re: OBALAJĄC STEREOTYPY... 20.03.05, 05:13
            Brawo kasiula,
            Swietnie to ujelas. I ja nawoluje wszystkie obecne tu kobiety do zrozumienia
            sedna sprawy. Nie mozemy wzorem naszych matek cierpietnic byc sluzacymi naszych
            facetow. To jest ogromny i tragiczny element naszej polskiej kultury, ale mozna
            go zwlaczyc, wierzcie mi. Ja mieszkam w Kanadzie. Jakbym powiedziala tutejszym
            kobietom co robia mlode polskie mezatki to by zabily mnie smiechem. Jest 21
            wiek, i tu nie Afganistan, zeby dac sie tak facetom zajezdzic. Dziewczyny -
            walczcie o rownouprawnienie - tak jak zrobily to kanadyjskie kobiety - i wygraly
            ! Ktos pisal ze ma problem bo maz sie rozglada na ulicy za innymi kobietami i
            komentuje. W Kanadzie facet NIE MA PRAWA SPOJRZEC NA KOBIETE DLUZEJ NIZ 3
            SEKUNDY. Mam tu w Kanadzie kolezanke Rosjanke, ktora nie moze sie nabiadolic
            jaka jest biedna, bo wyglada atrakcyjnie, a chlopy nie chca sie za nia ogladac.
            Walczcie o to zeby w domu byl rowny podzial obowiazkow. Nawet jak kobieta siedzi
            z malym dzieckiem - to jest najciezsza praca na swiecie. Opiekowac sie, spelniac
            potrzeby i byc caly czas czujnym, a poza tym nie miec kontaktu ze swiatem - to
            jest bardzo ciezkie. Mezlowie maja lepiej - wychodza z domu, chodza miedzy
            ludzi, rozmawiaja z rowiesnikami - a mlode mamy - o czym i z kim maja
            porozmawiac ? Wiec walczcie aby facet to zrozumial i docenil. I ma robic roboty
            domowe! Mloda mama jest rownie zmeczona pod koniec dnia jak maz, a do tego jej
            organizm czesto jeszcze dochodzi do siebie po szoku porodowym. Niech to mezusie
            wreszcie zrozumieja. To bardzo przykre i niesprawiedliwe jak ktos mowi ze maz
            ciezej pracuje bo utrzymuje rodzine. Kobieta tez ciezko pracuje bo wychowuje
            rodzine.
            • kasiula78 NASZA POLSKA KANADA... Moja droga kayu... 20.03.05, 08:38
              O kurczę, wskoczą na nas pewno dziewczyny z tradycyjnym, 'polskim" wychowaniem,
              hihihihi
              Popatrz, jak mocno zakorzenione są te formy, które przyjmują na progu swojego
              życia młode kobiety. Mają wpojone, że mąż- zywiciel, ma więcej praw i
              przywilejów. Dziewczyny, czy Wy naprawdę chcecie wrócić do czasów, kiedy to
              chłop, po powrocie z pola, czy innej ciężkiej roboty, siadał u szczytu stołu,
              pierwszy dostawał misę ze strawą, i często jako jedyny w domu, jadł mięso?!!
              Skoro tak bardzo wierzycie w taki model rodziny, to co tu w ogóle robicie???
              Internet takim cierpiętnicom powinien być zakazany. Przecież sto lat temu baby
              o tym nawet nie śniły!!! To jest tak, jak z używaniem pampersów. Matko święta,
              ile to ja razy się nasłuchałam, jak to my teraz mamy dobrze, te jednorazówki do
              kosza się wyrzuci i już. A kiedyś to trzeba było pieluchy gotować i takie
              tam... A pomyślcie, durne kobity, czy przypadkiem Wam też nie żyje się teraz
              lepiej? Macie dostęp do mediów, nieograniczony. TV na życzenie, programy z
              całego świata. Samochód. Pralka. Zmywarka. I czterdzieści dwa tysiące innych
              udogodnień. Zrezygnujcie z tego!!! Po co Wam to??? Przecież sto lat temu
              kobiety tego nie miały i żyły!!!!
              Wiesz kaya, ja sobie myślę, że w naszej polskiej rzeczywistości to się naprawdę
              niewiele zmieni, bo jeśli młode Polki mają takie poglądy na życie, to ja
              przepraszam.
              A właściwie to dobrze im tak. Niech sobie tak żyją, skoro im to pasuje. Niech
              jeszcze mąż, jak wróci z pracy do tego czystego domeczku, jak zje podany przez
              służącą- żonkę obiadek, pierdyknie ją na łóżko, zerżnie porządnie, i na koniec
              powie, że słabo się dziś starała.
              Każdy ma takie życie, na jakie sobie zasłużył.

              Jeszcze słówko do kaylagi. Ja to bym się zaczęła zastanawiać, czy ten Twój
              meniu nie ma kogoś na boczku. Albo wkrótce będzie miał. Nie chcę być okrutna,
              ale życie mnie nauczyło, że facetom nie można ufać. Sprawdź to koniecznie:)

              Pozdrawiam wszystkie współczesne kobiety, ale nie te z nazwy, tylko te
              prawdziwe. A Ciebie kaya przede wszystkim!!:)))))
              • elza78 Re: NASZA POLSKA KANADA... Moja droga kayu... 20.03.05, 10:50
                troche chyba przesadzacie, nie mozna byc takim "dosiebiernym" w zwiazku... aby
                cos otrzymac trzeba takze cos dac od siebie a nie egoistycznie potrzec tylko na
                czubek wlasnego nosa i tylko JA JA JA, bo jakby dziewczyny nie patrzec rodziny
                nie tworzy kobieta sama, tylko kobieta z mezczyzna i tego nie przeskoczycie...
                sek w porozumieniu stron poprostu...
                i jakie wykorzystywanie itp, poprostu jak w normalnym domu kazdy ma swoja
                dzialke za ktora odpowiada, facet przynosi kase na utrzymanie domu a kobieta
                zajmuje sie domem, jesli chca moga sie zamienic rolami, ale nie wiem czy robota
                fizyczna by naszej kayladze odpowiadala bardziej niz siedzenie z dzieckiem...
                zmywanie garkow itp... jak takie jestescie rownouprawnione to sprobujcie
                poprzerzucac cegly na budowie przez 8 godzin... a mezczyzna w tym czasie poda
                dzidziusiowi co 2 godziny butle z mieszanka do nakarmienia go, pomacha mu
                zabaweczka przed oczami, polula itp... wiem laski o czym mowie, bo na studiach
                przygotowuje sie do wykonywania raczej meskiego zawodu w ktorym wiekszosc z was
                nie dalaby sobie rady, latwo jest krzyczec i wypowiadac swoje zdanie na jakis
                temat nie majac pojecia o czym sie mowi... nikt tu nie kwestionuje ze
                zajmowanie sie dzieckiem nie jest praca, czasem ciezka czasem nie, bo dzieci sa
                rozne, ale nie mowcie ze chlop ktory przychodzi z roboty na budowie (pisala ze
                praca jest fizyczna) badz z opalona geba od spawania nie ma prawa byc
                zmeczony!!!!
                a co do posiadania kogos na boku, to nie wydaje wam sie ze skoro facet pada na
                pysk przy jednej babce, to raczej by sobie drugiej nie fundowal...
                troche rozsadku..., wszystko musi miec swoj porzadek, no chyba ze sie chcecie z
                mezczyznami pozamieniac na role, rowniez zawodowe.... spawania nikomu nie
                zycze, choc opalenizna piekna :) jak w najlepszym solarium :)
                i to nie kwestia mojej czy czyjejkolwiek "mentalnosci matko-polkowej" bo daleko
                mi do tego moje drogie, ja poprostu zanim cos powiem, to staram sie poznac
                zagadnienie od podszewki, i z racji tego ze troche juz na temat "meskiej pracy"
                wiem to powiem wam ze na waszym miejscu nie krzyczalabym tyle o
                rownouprawnieniu, bo wiaze sie to rowniez z rownouprawnieniem
                zawodowym... "kobiety na traktory"
                jak sie mowi A to trzeba umiec powiedziec B, a zaloze sie ze zadna z was nie ma
                doswiadczen z meska praca... wiec latwo wam krzyczec
                w zwiazku najwazniejszy jest wzajemny szacunek milosc i szczera rozmowa, a
                nie "knucie" bo ty tyle, a ja tyle itd... jak sie siadzie, pogada, odpowiednio
                podzieli obowiazki to mozna dojsc ze wszystkim do ladu i nikt nie
                bedzie "urobiony po pachy" ani maz, ani zona...

                pozdrowka
                elka
              • triss_merigold6 Re: NASZA POLSKA KANADA... Moja droga kayu... 20.03.05, 11:11
                Zmęczony robotą facet wracający punktualnie do domu raczej nie ma kogoś na
                boku.;)
                Ty piszesz o tradycyjnym wychowaniu, ja o sprawiedliwości i partnerstwie. Kaya
                może zmienić układ - ona do pracy, mąż na wychowawczy. Ciekawa jestem czy gdyby
                ona pracowała ciężko i zarabiała to tak lekkim twistem miałaby ochotę na
                obowiązki domowe, seks codziennie i pielęgnowanie małżeństwa.
                Albo inna propozycja: dziecko do żłobka, oboje do pracy i po powrocie równy
                podział domowych zadań - wtedy faktycznie ma pełne prawo wymagać od męża
                takiego samego wysiłku w domu.
                Współczesność nie oznacza przerzucenia większości obowiązków na drugą osobę.

                Widzisz ja wiem co mówię bo miałam okresy bardzo intensywnej i wyczerpującej
                pracy. Jak wracałam do domu o 20 to przygotowany przez męża obiad był na stole
                w momencie kiedy otwierałam drzwi. Jadłam, siadałam przed tv z gazetą i po
                jakiejś godzinie można było się do mnie odezwać, jak odpoczęłam i odreagowałam.
                Gdyby wtedy najdroższy zaczynał jakieś rozmowy "o nas", nakręcał na seks czy
                miał kwasy to w niemiły sposób zostałby spławiony.
              • elza78 Re: NASZA POLSKA KANADA... Moja droga kayu... 20.03.05, 12:09
                kasiula78 napisała:


                > Wiesz kaya, ja sobie myślę, że w naszej polskiej rzeczywistości to się
                naprawdę
                >
                > niewiele zmieni, bo jeśli młode Polki mają takie poglądy na życie, to ja
                > przepraszam.

                kasiula co ty chcesz zmieniac?? pozamieniac baby z facetami na role?? pomysl
                dokladnie o czym mowisz?? musialabys zrezygnowac z dlugich polakierowanych
                paznokci zeby moc pracowac na budowie/roli itp... rownouprawnienie nie dziala w
                jedna strone moje kochane... ze wy lezycie sobie brzuchem do gory a facet
                zapitala w pracy i jeszcze w domu dodatkowo gary sobie zmywa obiad gotuje
                itp..., pomysl czy:
                potrafisz zbudowac dom?? pospawac ogrodzenie?? wytoczyc cokolwiek na tokarce,
                zmienic kolo w samochodzie, czy chocby sama sobie przywlec do domu 40 kilo
                swoich zakupow? jak nie potrafisz to nie krzycz tyle i nie mow o
                rownouprawnieniu, skoro nawet nie wiesz o czym mowisz, popatrz na rece swojego
                meza (jesli pracuje fizycznie) zanim zaczniesz cokolwiek komentowac...
                wizje jakie przedstawiacie (chlop przychodzacy z roli i jedzacy sam mieso
                itp...) sa poprostu dowodem patologii, jak ktos sobie wezmie chama za meza to
                nie moze oczekiwac na szacunek z jego strony, czy to przy stole czy w dzieleniu
                sie obowiazkami, w zyciu, w ogole i nie mieszajmy w to rownouprawnienia bo to
                inna bajeczka zupelnie, kazdy wykonuje swoja prace poprostu i powinien dokladac
                wszelkich mozliwych staran aby byla ona wykonana jak najlepiej...
                a z matka polka nie ma to nic wspolnego, bo taki uklad moze dzialac doskonale
                na zasadzie partnerstwa i poszanowania wzajemnego wysilku...
                co do ogladania sie na ulicy.... dla mnie jest to tez przejaw zwyklego chamstwa
                i braku kultury u faceta... moj maz w zyciu by sobie na takie cos nie pozwolil,
                nie dlatego ze "nie moze", bo mu zabronilam, tylko dlatego ze "kocha"
                i "szanuje"...
                • kasiula78 Elza, co ty z tym spawaniem???? 20.03.05, 20:17
                  Przede wszystkim, kto Ci powiedział, ze kaylaga ma meża- budowlańca, który
                  przerzuca cegły ( bo o nią chyba głównie chodzi w tym wątku, prawda)?? I jak
                  wydedukowałaś, że noszę długie, polakierowane paznokcie?? Leże do góry
                  brzuchem?? O czym Ty w ogóle piszesz?? Aha, i podstawowe pytanie?? Ponieważ
                  jestem na forum od niedawna, i tysiące postów naraz przewinęło mi się przez
                  ręce, nie pamiętam, wybacz. Ale czy ty jesteś mamą? Bo jeśli nie, to tak
                  naprawdę nie masz pojęcia, o tym, co piszesz. A jeśli tak, to Twoje dziecko
                  musi być bardzo mało wymagające.

                  Ja nie zamierzam walczyć o żadne równouprawnienie. Bo ja mam normalnego męża, i
                  nie muszę doprawdy o nic walczyć. Prawda jest taka, że strasznie mnie zadziwiło
                  podejście dziewczyn tutaj. Kaylaga pisze, bo szuka porady, zrozumienia. Każdy
                  tu pisze w jakiejś, mniej lub bardziej ważnej, dla siebie sprawie. A tymczasem
                  lawina zarzutów. No wybacz, ale adrenalina mi skoczyła. Wystarczy, ze jedna
                  zaogni, a reszta leci, jak muchy do lepu. Przede wszystkim też zauważyłam, że
                  metodą łopatologii, niektóre osoby piszą, zeby pisać. Czy ona Was prosi o rady
                  dot. sprzątania, czy budowania więziuczuciowej między nią a mężem?? Bo ja tu
                  chyba czegoś nie rozumiem!!

                  Przyznaję, sama chyba się zagalopowałam zmieniając trochę temat tego wątku, ale
                  tak naprawdę żadna z forumowiczek nie nawiązała do sedna sprawy. Przecież
                  kaylaga pisze, ze facet jest wspaniały, inteligentny, czuły. Był kochający
                  przed ślubem i do rozwiązania, a potem co?? Miłość ulotna jak obłoczek?? No
                  zyczę Ci takiego podejścia Twojego męża, jak Ty powijesz mu potomka, jeśli
                  jeszcze tego nie zrobiłaś!!
                  • kasiula78 O przepraszam!!!! teraz zauważyłam licznik:))) 20.03.05, 20:28
                    Moje gratulacje!!! wcześniej tak zasuwałam po tekście, ze nie zauważyłam
                    Twojego licznika ciąży!!
                    • elza78 Re: O przepraszam!!!! teraz zauważyłam licznik:)) 20.03.05, 22:32
                      spoko, ja sobie z moim maluchem poradze wlasciwie poradzimy sobie z mezem,
                      nawet jak bedzie "upierdliwcem" ;), ale tak jak piszesz, nie to jest tematem
                      watku, tak jak nie jest nim sprzatanie i walka o rownouprawnienie, mysle ze
                      poprostu obydwojgu moze brakuje chwili razem bez dziecka i obowiazkow, moze
                      jakis urlop w pracy i kolacja we dwoje gdzie mozna by pogadac i przedstawic
                      drugiej stronie swoje argumenty :) i nie skaczcie tak na tych biednych facetow
                      bo oni tez maja swoje do zrobienia... a kazdy ma prawo byc zmeczony :)
                      ja tu nikogo nie oceniam ani nic z tych rzeczy, tylko zwyczajnie wydaje mi sie
                      ze jednak bagatelizujecie troszke meskie zaslugi odnosnie pracy...
                      z reszta tak tez bywa przy dziecku kiedy sie pojawia ze mezczyzna nie odnajduje
                      sie w nowej roli bo zmienia sie w sumie caly swiat, nie tylko nasz - jego tez
                      (mamie dzidziusia czasem ciezko to zauwazyc) ale jak ktos chce cos naprawic to
                      mu sie uda, ale nie zadajcie od faceta aby chodzil na rzesach bo to
                      niemozliwe :)

                      pozdrowka
                      elka

                      ps: a sama czasem tez nosze dlugie paznokcie :) wiec spoko, nie mialo to byc
                      nic obrazliwego :)
              • osia82 Re: NASZA POLSKA KANADA... Moja droga kayu... 21.03.05, 10:38
                Ble ble ble.... Widze, ze Ty wiesz wszystko i pozjadalas wszelkie rozumy.
                Dzieki za wyklad z historii, ale wierz mi on nie byl konieczny. Mysle, ze padlo
                tu wieeeele niepotrzebnych slow i mysle moja droga, ze nie masz pojecia w czym
                tkwi problem. Strasznie to wyolbrzymilas. Po co uzywac zaraz wielkich slow jak
                np. cierpietnica, niewolnica?? Czy nowoczesne kobiety wedlug Ciebie to takie,
                ktore maja wszystko w d....ie?? Bo na to wyglada.
            • nocula Re: OBALAJĄC STEREOTYPY... 20.03.05, 11:46
              I pewnie w tej Kanadzie nie ma zdrad i rozwodów bo facet nie ma prawa patrzeć
              na kobietę dłużej niż 3 sekundy...Mierzycie ten czas jakoś czy co?
            • carimera Re: OBALAJĄC STEREOTYPY... kaya11 21.03.05, 09:40
              kaya11 napisała:

              a do tego jej
              > organizm czesto jeszcze dochodzi do siebie po szoku porodowym.

              chyba żartujesz ,ja znam osobiście takie co to przez 10 lat maja szok poporodowy
              a w domu brud ,smród i ubustwo,oraz dwie lewe łapy do roboty.Jak ktos kocha swoj
              dom i rodzine to stara sie to utrzymac.Ale jesli sie wychodzi za mąż bo tak
              wypada bo przyszły lata i staropanieństwo nie wchodzi w grę to pożniej jest tak
              jak u autorki wątku.
    • osia82 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 20.03.05, 12:10
      Kochana ja rowniez jestem swiezo upieczona mezatka i mam 2 miesieczne dziecko.
      Wiem co to znaczy zajmowac sie malym dzieckiem i wiele razy padam ze zmeczenia.
      Jednak potrafie znalezc sile, aby posprzatac i ugotowac, bo wiem, ze maz to
      napewno doceni i tak zreszta jest. Gdybym nic nie robila w domu pewnie reagowal
      by tak samo jak Twoj. Mussz byc nie tylko matka, ale rowniez zona. Maz moze
      czuc sie odtracony, moze tkwi w nim jakis zal , ze dla dziecka jestes wstanie
      sie poswiecic, a dla niego nie (moze nie doceniasz jego pracy?). Sprobuj sie
      zmobilizowac jednak do tego sprzatania i zobaczysz, ze cos sie zmieni.
      • zielonaherbata1 Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 20.03.05, 14:39
        No po tym poście to już nie wytrzymałam.Czy żona=służąca??? Jak weżmie się do roboty to mąż się zmieni- dobre sobie!Typowy facet po prostu (przepraszam kaylaga), jest jego żoną, to po co się starać.Ja też jestem żoną i matką i uważam, że jest to praca 24-godzinna.Kiedy urodziło się dziecko,mąż pracował w innym mieście, wracał z pracy i miał fajrant.Ja nie-w nocy też dyżurowałam, bo mały do ukonczenia roku domagał się piersi nawet co godzinę.Moim marzeniem było przespać chociaz 3-4 godzinki bez budzenia.Dlatego w dzień, kiedy maluch spał ja tez kladlam sie chocby na 15 minut i nie mialam z tego powodu zadnych wyrzutow sumienia.Jestem czlowiekiem a nie robotem, tez mam swoje potrzeby i granice wytrzymalosci fizycznej i psychicznej.Dzidzius tez byl do mnie bardzo przywiazany, 10 minut sam nie wytrzymal, to pierś, to znowu na ręce, nie wyobrazam sobie jak moglabym go przytwierdzic do fotelika na dluzsza chwile.I nie widze w tym nic zlego, teraz ma 20 mies. i bez problemu zostaje z kims innym pod opieka.Poza tym mezowi nigdy przez mysl nawet nie przeszlo, by miec pretensje o 3 nieumyte talerze czy nieodkurzony dywan, bo wiedzial ze mi tez nie jest lekko.Zreszta, co to za maz, ktory docenia zone tylko wtedy, gdy dobrze spelnia swe obowiazki domowe?Ozenil sie bo potrzebowal kury co to mu ugotuje, upierze, posprzata i wychowa jego dziecko? Myslalam, ze takie poglady maja czlonkowie LPRu...I jak w tym kraju mozna walczyc z dyskryminacja, zenada...
    • kasiula78 KAYLAGA, MOŻE DODAJ COŚ ZE SZCZEGÓŁÓW...... 20.03.05, 20:20
      ... bo za chwilę odbędzie się tu rzeź. Czy ty faktycznie jesteś taki leń?? Bo
      możesz za chwilę spłonąć na stosie:)))))
      • majka111003 bez komentarza...... 20.03.05, 23:55
        Nie no krew mnie po prostu zalewa jak czytam tutaj niektore posty zacofanych
        (bez obrazy) kobiet ktore facetow pracujacych po kilka godzin wynosza na
        piedestal..obudzcie sie!mamy 21 wiek...rownouprawnienia i te sprawy...korona mu
        spadnie jak troche pozmywa albo poodkurza?!I tutaj przy okazji wspolczuje
        wszystkim ,ktorych mezowie tego nie robia...Dla mojego JEST TO NAJNORMALNIEJSZA
        rzecz...ja od 2 lat siedze w domu z synkiem a moje kochanie pracuje po 8 godzin
        na 3 zmiany..ale jak przychodzi z pracy to nie ma problemu zeby posprzatac cale
        mieszkanie(odkurzanie,wycieranie kurzy,zbieranie zabawek synka,mycie
        okien,mycie podlogi itp.)zrobic pranie,swego czasu pozmywac(nawet po wielkich
        imprezach)-choc teraz mamy zmywarke:) polecam:)..ma czas i chec na bawienie
        sie z Dominisiem i przytulanie mnie...sama tez duzo robie(wbrew pozorom kobieta
        prowadzaca dom ma duzo wiecej pracy niz mezczyzna siedzacy 8 godz.w pracy..i to
        nie jest 24 godz.na dobe tylko 48 godz.na dobe:))...my mamy kilka
        etatow..kucharki,sprzataczki,przedszkolanki,nauczycielki i kochanki ,musimy byc
        wszystko wiedzace,wszystko robiace i na wszystko sie zgadzajace:)...a przede
        wszystkim za wszystko odpowiedzialne i bron boze zmeczone....zeby nie bylo nie
        jestem zadna feministka,ale nie dam tez sobie `´w zupe dmuchac´´ Co do dziecka
        to najwazniejsze sa pierwsze trzy lata i to jemu powinniscie je poswiecica nie
        porzadkom..ja nie potrafilabym pozostawic dziecka samemu sobie..to ja mam sie z
        nim bawic,uczyc go kolejnych rzeczy poznawac i pokazywac mu swiat...dla mnie
        wazniejszy jest jego usmiech niz ´czyste gary´´..owszem tez sprzatam ..jak mam
        na to czas i sile..jezeli jestem zmeczona to klade sie razem z malym..lepiej
        wychowac dziecko w nieporzadku i szczesliwe,(( bo wiedzialo ze jestem z nim i
        dla niego i nie zmuszalam go sytuacja do kwilenia albo plakania - bo mamusia
        teraz sprzata i nie ma dla niego czasu...bo jak tatus przyjdzie to musi miec
        podstawiony obiad pod nos...(jak glodny niech zje kanapke..))) niz w
        czystosci...a nieszczesliwe...w domu gdzie mama sfrustrowana,zmeczona
        zniechecona i nerwowa...nie ma dla niego czasu...szczesliwa i wypoczeta mama to
        szczesliwe dziecko....ludzie nie dajcie sie zwariowac i ocencie co
        najwazniejsze jest w zyciu...sa rzeczy ktore moga poczekac..jak np. nie
        odkurzony dywan i takie ktore nie cierpia zwloki...opieka solidna! nad
        dzieckiem...moj synek ma dopiero 17 miesiecy a robi juz rzeczy i mowi lepiej
        niz niejeden 2,czy 3 latek...jestem z tego dumna bo wiem ze to nasza
        zasluga..moja i mojego meza..nie przejmowalismy sie drobiazgami..bo w koncu nie
        wazne kto dzis poodkurza...robi to ten kto ma czas i sile..(dla tych wrednych
        co beda to czytaly i probowaly mnie przegadac dodam ze wbrew pozorom mamy
        ladne,przytulne i czyste mieszkanie;) takze kochaniutka:) nie przejmuj sie,jak
        twoj maz ma ochote sprzatac to niech sprzata..podejrzewam ze jak zostawilabys
        go na tydzien samego z dzieckiem to nie zrobilby nawet polowy tego co ty...co
        do przytulania..skoro taki zmeczony to przeciez to najlepszy sposob na
        relax...mozesz nawet zrobic mu masaz..a potem on tobie...:).. glowa do
        gory..nie daj sie jestem z toba..:))) gg 3179110
        ps.zapomnialabym moj maz mimo tego 'nawalu obowiazkow' ma czas jeszcze na swoje
        hobby-pilka nozna....trenuje w 3 ligowej druzynie a do tego sam jest
        trenerem....:))) buziaki
        • osia82 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 10:07
          Tak, tak najlepiej zaslaniac sie dzieckiem, ze trzy lata sa najwazniejsze itd.
          Stek bzdur. Ja wszystko rozumiem, bo sama jestem matka 2 miesiecznego dziecka,
          ktore jak pojdzie mi spac na godzine czasu to jest dobrze. I co mam sie czuc
          jak wyrodna matka, bo zamiast siedziec caly czas przy dziecku i patrzec jak
          oddycha posprzatam i ugotuje obiad?? Przynajmniej cos robie, a nie zaslaniam
          sie dzieckiem. Jesli dziecko takie madre to zrozumie, ze mama ma tez inne
          rzeczy do roboty i pobawi sie samo przez dwie godzinki.
          Wspolczuje jedynie mezowi, ktory ma tyle obowiazkow, a zonusia jedynie
          dzidziusiem sie zajmuje bo tak najwygodniej. Chyle czola przed Pani mezem.
          Pozdrawiam.
          • triss_merigold6 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 10:42
            To ciekawe, bo jakoś sporo kobiet nie siedzi z dziećmi przez 3 lata non-stop
            tylko idą do pracy a dzieciom krzywda się nie dzieje.
            Dziecko trzeba wychować. Proste. Nauczyć, że czasem mama zapewnia atrakcje a
            czasem bawi się samo. Zdrowe dziecko (podkreślam ZDROWE) nie wymaga 24
            godzinnej obsługi. Jeśli zajmujesz się nim przez cały czas to dlatego, że sama
            tak wybrałaś (do autorki postu).
            Sprawiedliwie i po równo byłoby gdyby oboje pracowali i identycznie dzielili
            obowiązki domowo-dziecięce po powrocie z pracy.
            • aishunka Re: bez komentarza...... 21.03.05, 15:44
              I wlasnie przez to, ze dzieci sa takie osamotnione wyrastaja na wytesnkione
              milosci, niedojrzale emocjonalnie, nie swiadome wielu rzeczy osoby. Maja potem
              problemy w szkole, z nalogami, potem w zwiazkach. Nie mowie, ze trzeba byc
              przy dziecku 24h na dobe i skakac przy kazdej jego zachciance. Mowie o tym,
              zeby byc przy nim kiedy najbardziej tego potrzebuje - a w pierwszych kilku
              latach na pewno potrzebuje. Dziecko poznaje swiat, powinno miec przy sobie
              zaufana osobe. Zeby potem w pszyszlosci uciekac z problemami do rodzicow a nie
              np. do narkotykow.
              Oczywiscie wszystko zalezy od okolicznosci, ale skoro autorka ma okazje
              siedziec w domu z dzieckiem i wzgledy finansowe pozwalaja jej na to, to czemu
              nie? A czyzby slowa autorki: "bo gdy mam czas to ja to robię." jakos zostaly
              przeoczone przez wszystkich? A wiadomo, ze bardziej sprawia przyjemnosc
              wychowywanie dzieci niz potem zalowanie, ze sie np. przeoczylo pierwsze slowko
              lub pierwszy kroczek bo akurat w tym momencie zmywalam gary/pastowalam
              podloge!!!! Nie zgadzam sie z tym, ze jak kobieta siedzi w domu z dzieckiem
              to "NIC NIE ROBI" Jest to bardzo ciezka praca, ktora wymaga wysilku zarowno
              fizycznego jak i psychicznego, a jak ktos jeszcze wymaga od takiej osoby zeby
              byla sprzataczka/kucharka, nie rozumiem.
              Sprzatanie w domu to nie cel zycia. Jak sie ma czas to oczywiscie.

              Do autorki >> to, ze maz jest zmeczony to zrozumiale. Moze po prostu ustalcie
              miedzy soba, ze bedziecie zmywac jak macie ochote ORAZ czas. Czy jak naczynia
              zostana w zlewie przez jeden dzien to cos sie stanie? Czy jak odkurzycie za 3
              dni zamiast dzisiaj itd itd? Na pewno nie, a przynajmniej bedziecie mieli
              wiecej czasu dla siebie. A dzidzia juz duza to moze spraw jej "chodzak" (tak to
              sie nazywa?) i niech sobie lata za Toba a Ty w tym czasie mozesz troche
              porobic, zeby ulzyc mezowi jak przyjdzie z pracy. Kilka razy zobaczy/poczuje
              roznice, odpocznie, potem sie podzielicie obowiazkami i bedzie super :)

              Jak ja sie ciesze, ze w moim zwiazku nie ma sprzeczek o sprzatanie! Chyba bym
              oszalala. Przychodzi nam to automatycznie, bez dyskusji/klotni/wyrzutow. Kto ma
              czas to sprzata. Czasem razem to robimy w weekend. 2 godzinki i wszystko
              zrobione i potem mamy czas dla siebie. A jak mamy ochote polezec tylkami do
              gory w lozko cala sobote i niedziele to tez to robimy i sprzatamy np. w
              nastepny weekend. A domek mamy zawsze czysty (no oprocz szklanek pozostawianych
              po calym mieszkaniu, hihi)!
              Czy ludzie na prawde nie maja o czym rozmawiac i dyskutowac jak o sprzataniu!
              Wspolczuje
              • aishunka Re: bez komentarza...... 21.03.05, 15:48
                oczywiscie pRZyszlosci (mala literowa, jaki wstyd! sorry)

                a jeszcze zaciekawilo mnie to, ze w jednym z innych tematow wszystkie
                komentatorki rzuczily sie mowiac, ze kobieta to nie sprzataczka i jak maz jej
                kaze sprzatac i ma pretensje, ze tego nie robi to powinna go rzucic itd itd. A
                tutaj? Nagle sie wszystkim odmienilo? hehe

                Nie mam bynajmniej nic przeciwko tym, ktore maja odmienne zdanie od mojego. Po
                prostu wyrazam SWOJA opinie ;)

                Pozdrawiam
                • triss_merigold6 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 15:56
                  Udowodnij związek między posłaniem półtorarocznego dziecka do żłobka lub
                  zostawianiem pod opieką babci/niańki a kłopotami w szkole czy sięganiem po
                  narkotyki. Zrób to a masz Nobla z psychologii rozwojowej.P
                  Nie ma obaw, że jakaś matka w ferworze pastowania nie zauważy, że dziecko
                  zrobiło kroczek, nie przesadzaj.

                  W wątku do którego nawiązujesz od mieszkającej oddzielnie 19-latki narzeczony
                  wymaga aby sprzątała w JEGO domu, zmywała itd. twierdząc, że to przyrodzone
                  damskie zajęcia.
                  Tu się zgadzam, należy pana kopnąć w d.upę ponieważ wychodzenie za mąż w wieku
                  lat 19 uważam za czysty idiotyzm.
                  • aishunka Re: bez komentarza...... 21.03.05, 16:14
                    Nie mam Nobla i nie musisz od razu byc zlosliwa. A chyba nie zaprzeczysz, ze
                    wiekszosc problemow osob doroslych (mowie o problemach psychologicznych,
                    emocjonalnych itp NIE o chorobach psychiatrycznych) sa spowodowane niewlasciwym
                    wychowaniem.

                    Oczywiscie sa przypadki, ze matka musiala pracowac np. z powodow finansowych i
                    zostawiala dziecko nani/babci itd, i dziecko wyrasta na ludzi jak i rowniez
                    takie, ze matka zajmowala sie dzieckiem i podcierala do 18go roku zycia - taka
                    osoba tez ma przechlapane. Jak we wszystkim - UMIAR jest slowem kluczowym. I
                    nie trzeba miec Nobla zeby takie rzeczy wiedziec. Zdrowy rozsadek i instynkt
                    macierzynski wystarcza.

                    Przed napisaniem poprzedniego komentarza nie przeczytalam dokladnie wszystkiech
                    wypowiedzi, ale teraz czytalam, ze autorka ROBI to i sprzata i gotuje, ale to
                    mezowi przeszkadzaja 3 okruchy na dywanie i kilka talerzy. A wszystkie
                    zrobilyscie z niej totalnego lenia. To nie ona ma problem, tylko jej maz.

                    Co do wychodzenia za maz, to nie wazne jest kiedy, wazne jest za KOGO ;)
                    • elza78 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 16:39
                      aishunka napisała:


                      > To nie ona ma problem, tylko jej maz.

                      i tu sie mylisz moja droga, bo to ONI maja problem...
                      mezczyzna tez musi niestety uwazac jaka sobie kobiete wybiera na zone, bo potem
                      wlasnie jest takie wyrzucanie jakichs glupot... zazwyczaj to bywa tak jak juz
                      gdzies kiedys w madrej ksiazce napisali ze ktos zdzblo widzi w oku u swojego
                      blizniego a u siebie belki nie zauwaza...
                      kaylaga nie pisala ze facet robi afere o trzy okruchy, tez przeginasz w druga
                      strone, poprostu gosc jest zmeczony po pracy i ma prawo... tak samo jak ona ma
                      prawo byc zmeczona i nie zmywac tak on ma prawo byc zmeczony i jej nie
                      przytulac bo sobie chce odpoczac - w koncu mamy rownouprawnienie i nikt nikogo
                      nie moze do niczego zmuszac... i do takich wlasnie idiotyzmow prowadza
                      licytacje na temat tego "kto ma racje" kiedy nie ma jej nikt...
                      • aishunka Re: bez komentarza...... 21.03.05, 16:53
                        OK, zgadzam sie z Toba, ze to wspolny problem. I przeciez napisalam wyzej, ze
                        ma prawo byc zmeczony itd itd. Tylko nie rozumiem, skoro nie ma sily jej
                        przytulic to skad ma sile odkurzyc czy pozmywac? Nie wiem, moze czegos nie
                        doczytalam, ale tak zrozumialam z wypowiedzi.

                        I wiadomo, ze u kogos latwiej spostrzec wady ("zdzblo") niz u siebie. Ale
                        wlasnie nie rozumiem PO CO w ogole sa dyskusje na takie tematy?
                        Prowadzenie domu to razem wspolny obowiazek zarowno zony jak i meza. I przy
                        wlasciwej wspolpracy i zrozumieniu i wyreczaniu drugiej osoby gdy tamta np. nie
                        moze wszystko dziala jak w zegarku i nie trzeba sie o nic sprzeczac ani miec
                        wyrzutow. I zgadzam sie, ze w takich sytuacjach nie chodzi o to kto ma RACJE,
                        tylko o wzajemna milosc i zrozumienie, ktore pomaga prowadzic dom w spokoju a
                        nie roztrzasac takie wlasnie "glupoty" :) (ufff!)
                        :)))
                        • elza78 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 16:57
                          a mnie sie przypomina w kontekscie tego watku znany skecz kabaretu "kon polski"
                          gdzie to baba w lokowkach co chwile lezac na lozku zadaje mezowi pytanie:
                          "Marian czy ty mnie kochasz czy ty mnie nie kochasz he??"
                          i pada odpowiedz:
                          "NOOOOOOOO"
                          wiec jak kaylaga tak sie go pyta caly czas to nie dziwota ze faceta cholera
                          bierze...
                          :)
                          to taki mial byc watek humorystyczny w temacie
                          • aishunka Re: bez komentarza...... 21.03.05, 17:13
                            co za duzo to nie zdrowo :)))

                            ale chyba kazda kobieta lubi byc polechtana milym slowkiem czy gestem od czasu
                            do czasu. Nie wierze, ze nie :) (tak samo jak faceci lubia jak sie ich pochwali
                            za SUPER wykonana prace, ze sa tacy mescy i silni i bez nich NIGDY nie
                            dalybysmy sobie same, biedne, malutkie rady, hihihihi ;)
                            (moj w sytuacjach ekstremalnych sam sie potrafi pochwalic, zanim ja nawet
                            zdaze!!! A potem "Ty mnie nigdy nie pochwalisz" :DDD To dopiero ego co???) :))
                            • elza78 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 17:29
                              no wlasnie moze w tym przypadku ma miejsce to o czym ty piszesz jak sie
                              zachowuje twoj maz, ze sam sobie wszystko powie i sie pochwali zanim ty zdazysz
                              pomyslec :) moz eona te zuprzedza pewne fakty pytaniami znaim on sie zdazy
                              wykazac, a po pewnym czasie koles ma juz dosc i ma w nosie jak tylko sa wieczne
                              pretensje...
              • majka111003 Re: bez komentarza...... 22.03.05, 00:00
                podzielam zdanie i cieplutko pozdrawiam..:)
            • majka111003 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 23:57
              mam zdrowe dziecko a z wyksztalcenia jestem plastykiem i ! grafikiem
              komputerowym...do porodu intensywnie pracowalam..teraz robie to
              nadal...wychowuje dziecko i wbrew pozorom zajmuje sie domem...w domu nie siedze
              z wlasnego wyboru...:) pozdrawiam...
          • majka111003 Re: bez komentarza...... 21.03.05, 23:47
            heh...niepotrzebnie...
          • majka111003 Re: bez komentarza...... 22.03.05, 00:19
            osia82...dzieckiem sie nie zaslaniam nie mam takiej potrzeby...dla nas jest
            naturalne ze sprzata ten kto ma czas i ochote...bez zadnych podzialow...2
            miesieczne dziecko prawie caly czas spi.. a jesli nawet nie to nie jest jeszcze
            zbyt 'wymagajace'..poczekaj az zacznie chodzic:) kto powiedzial ze nie gotuje
            obiadu..gotuje i to jeszcze jakie:)..a jak nie mam kiedy..to idziemy do
            restauracji...
            napisalas - ´..Jesli dziecko takie madre to zrozumie, ze mama ma tez inne
            > rzeczy do roboty i pobawi sie samo przez dwie godzinki.'
            heh...wiesz..nie wiem czy 2 miesieczne dziecko cokolwiek rozumie...poza
            tym...uznaje inne wartosci za wazniejsze niz ty...i moj maz bardzo to
            docenia...wiec niepotrzebne twoje wyrazy wspolczucie...zreszta..bardzo smieszne
            zarowno dla mnie jak i mojego meza ktoremu pokazalam m.in.twoj post....mloda
            jeszcze jestes...cale zycie przed toba...zycze sily,checi i cierpliwosci w
            zdobywaniu kolejnych szczytow....kury domowej..:)

            • osia82 Re: bez komentarza...... 22.03.05, 13:48
              Oj widze, ze moj post troszke Cie rozzloscil :)) Ciesze sie, ze moglam
              rozsmieszyc Ciebie i Twojego meza.
              Co do dwumiesiecznego dziecka to moge sie z Toba zgodzic iz nie jest takie
              wymagajace. Jednak wiem jak to jest zajmowac sie dzieckiem, ktore chodzi gdzyz
              bardzo czesto zajmuje sie dwuletnia siostrzenica, wiec nie musisz mnie
              uswiadamiac w tej kwestii.
              Co do kury domowej to chcialam zauwazyc, ze to nie ja siedze w domu dwa
              lata...:) Jestem dopiero dwa miesiace, a za miesiac ide do pracy i nie uwazam
              iz bede wtedy zla matka. Kiedy bede pracowac obowiazki domowe bedziemy z mezem
              dzielic miedzy siebie, a poki co to chyba ze wstydu bym sie spalila gdyby moj
              maz po pracy musial sprzatac skoro ja caly dzien siedze w domu.
              Masz racje cale zycie prze de mna i nie zamierzam zmarnowac go na siedzenie w
              domu... Moje dziecko ma bardzo czula opieke i niczego mu nie bedzie brakowac
              nawet jak bede te pare godzin w pracy.
              W takim razie podziekuje za zyczenia i skieruje je w Twoja strone.
              Pozdrawiam zapracowanego meza i Ciebie droga "godpodyni"
              • majka111003 do osi82 23.03.05, 22:51
                rozloscil..?!..heh..nie mial czym...zajmowanie sie siostrzenica to nie to samo
                co zajmowanie sie wlasnym dzieckiem...a ja tobie chcialam uswiadomic ze mimo
                siedzenia w domu...pracuje(jak juz wczesniej wspominalam jestem grafikiem
                komputerowym i plastykiem...)jak widzisz mozna pogodzic prace i opieke nad
                dzieckiem nie zostawiajac go... dla chcacego nic trudnego..zreszta...ja nie
                musze pracowac,tak sie sklada ze mamy bardzo dobra sytuacje finansowa i stac
                mnie na to by siedziec w domu..
                napisalas-
                Kiedy bede pracowac obowiazki domowe bedziemy z mezem
                > dzielic miedzy siebie,
                hmmm...a jednak..:)..czy mam rozumiec ze twoj zapracowany maz bedzie zmuszony
                zeby pomagac ci w obowiazkach domowych?!po ciezkiej pracy..?..jestem
                zbulwersowana :)))..heh..
                napisalas-Jestem dopiero dwa miesiace, a za miesiac ide do pracy i nie uwazam
                > iz bede wtedy zla matka.
                czyli twoje malenstwo bedzie mialo wtedy dopiero 3 miesiace..? hmm...wiesz
                kazdy ma inne zdanie na ten temat..i nie bede sie z toba sprzeczac..tym
                bardziej ze pewnie zmusza cie do tego sytuacja...pewnie zasz to powiedzenie ze
                tlumaczy sie winny...
                napisalas-Masz racje cale zycie prze de mna i nie zamierzam zmarnowac go na
                siedzenie w
                > domu...
                to dokladnie tak jak ja...zreszta..jestem bardzo aktywna osoba..:)))
                napisalas-Moje dziecko ma bardzo czula opieke i niczego mu nie bedzie brakowac
                > nawet jak bede te pare godzin w pracy.
                ..heh..cos za duzo sie tlumaczysz czyzbys probowala przekonac sama
                siebie?..zreszta to twoja opinia...mozemy zalozyc nowe forum o temacie 'co
                traci i czego brakuje 3 miesiecznemu dziecku gdy ja jestem pare godzin w
                pracy..'sprobuj:))))
                • osia82 Re: do osi82 24.03.05, 14:19
                  Oj chyba jednak Cie rozzloscilam skoro nie szczedzisz zlosliwosci, ale musze Ci
                  powiedziec ze to o Tobie bardzo zle swiadczy. Musisz byc strasznie slaba
                  psychicznie osaba skoro zaraz uciekasz sie do takich komentarzy. Chcialam
                  wyjasnis pare spraw, aby zakonczyc te bezsensowna dyskusje gdyz obawiam sie, ze
                  po Twoich wywodach zdenerwuje sie i znize sie do Twojego poziomu, a tego bardzo
                  bym nie chciala.
                  Sluchaj po pierwsze wcale sie nie tlumacze, bo nie mam komu...:)))
                  Po drugie gdzie przeczytalas, ze moj maz jest zapracowany?? Napisalam tylko, ze
                  pracuje wiec hmm.... prosze abys nie dopowiadala sobie pewnych rzeczy, bo
                  wyciagasz zle wnioski....;) Poza tym wcale go nie bede do niczego zmuszac gdyz
                  sam zaoferowal swoja pomoc, wiec to chyba chec,a nie przymus.
                  Jesli chodzi o sytuacje finansowa to nie snuj zadnych domyslow, bo nic nie
                  wiesz o mojej sytuacji. Dlaczego moje pojscie do pracy musi byc znakiem ,ze nie
                  mam kasy? Akurat tak sie sklada, ze tez stac mnie na to zeby siedziec w domu,
                  ale nie moge wciaz prosic rodzine aby dogladali mojego interesu. A to, ze moja
                  corka przez 3 godzinki posiedzi z babcia to chyba nie sprawi, ze bedzie
                  zaniedbana przeze mnie? Wiec ta uwage z forum sobie daruj laskawie.

                  wiesz dluuuugo mogly bysmy licytowac, ktora ma lepiej, ktora gorzej, ktora
                  jest lepsza matka, a ktora gorsza itd....
                  Mnie to nie bawi szczerze mowiac wiec bede ta madrzejsza i ja zakoncze.
                  Pozdrawiam bardzo serdzecznie cala rodzinke!!
                  • majka111003 Re: do osi82 26.03.05, 00:40
                    Przede wszystkim serdecznie cie pozdrawiam:)..milo ze o mnie pamietasz...nie
                    wiem czy zauwazylas ale juz jakis czas 'TO' zakonczylam..i napisalam min.o tej
                    sprawie posta...(jest prawie na samym dole..)..
                    nie rozloscilas mnie..a to co pisalam to nie byly zlosliwosci tylko
                    tzw.kontratak..przypomnij sobie kto kogo zaczal obrazac...nie wypowiadaj sie na
                    temat mojej kondycji psychicznej ani jaka jestem bo wcale mnie nie znasz...
                    napisalas-Po drugie gdzie przeczytalas, ze moj maz jest zapracowany??
                    i vice versa...
                    napisalas-Poza tym wcale go nie bede do niczego zmuszac gdyz
                    > sam zaoferowal swoja pomoc, wiec to chyba chec,a nie przymus.
                    caly czas wlasnie to ci probuje wytlumaczyc..moj maz tez robi wszystko z
                    wlasnej nie przymuszonej woli-z checia:)...dobrze trafilysmy:))
                    Ja tez uwazam ze nie ma sensu tego dalej ciagnac,tym bardziej ze autorka postu
                    dawno juz i chyba pomylnie rozwiazala swoj problem..a my jej w tym chyba
                    niestety za bardzo nie pomoglysmy..:)..no coz..szkoda czasu droga...?!..osiu
                    (nawet nie wiem jak masz na imie) na rozstrzyganie kto jest lepszy madrzejszy,i
                    kto kogo zmusza do pracy a kto nie..:)..zaraz swieta...:)..ja niedlugo lece do
                    polski..:)))))))...i mam duzo innych,wazniejszych spraw na glowie..niz klotnia
                    z toba..ty zreszta pewnie tez..przepraszam jesli cie czyms urazilam,mimo
                    wszystko nie mialam tego na celu..przynajmniej na poczatku..:)..zycze tobie i
                    Twojej rodzinie wesolych swiat..Niech króliczek przyniesie wam w prezencie to,
                    czego najbardziej pragniecie. To ""cos"" nie musi byc ani widoczne, ani
                    dotykalne, moze nawet nie pachniec, ale niech bedzie czyms bez czego nie mozna
                    i nie warto zyc.....buziaki
                    • osia82 Re: do osi82 26.03.05, 01:29
                      Na poczatku ja rowniez chce Cie goraco pozdrowic. Juz nie bede wspominac o
                      poprzednich dyskusjach bo to nie ma najmniejszego sensu.
                      Teraz chce przede wszystkim zlozyc Tobie i Twojej rodzinie Zyczenia swiateczne.

                      W dniu Wielkiej Nocy, życzę Ci mocy, zero zmęczenia, dużo natchnienia, domu
                      ciepłego, niech świeża będzie Twoja pisankai radosnego co dzień poranka!Niech
                      króliczek przyniesie wam w prezencie to, czego najbardziej pragniecie.
                      Kolorowych jajeczek, wacianych owieczek, rozkicanych króliczków, pyszności w
                      koszyczku! A przede wszystkim udanego uciekania w dniu "wielkiego lania". Oby
                      zdrowie dopisało i jajeczko smakowało, by atmosferka była miła. Z okazji Swiąt
                      Wielkanocnych, życzę pogodnych, zdrowych Świąt i pomyślności w życiu osobistym.

                      Ucaluj ode mnie swoja pocieche i jeszcze raz zycze wszystkiego najlepszego.
                      Pozdrawiam !!!!
                      • majka111003 Re: do osi82 28.03.05, 00:29
                        dzieki...:)..a moze popiszemy ze soba tak normalnie,od serca..?:)...
                        moj mail- w razie czego,- swierze@aol.com
                        buziaki
                        • osia82 Re: do osi82 29.03.05, 13:51
                          Z przyjemnoscia :)) moj adres to osia82@wp.pl
    • kasiula78 Gdzie, do cholery, jest kaylaga???? 21.03.05, 21:27
      Wiecie co, dziewczyny?? Wkurzyło mnie jedno!! My tu się produkujemy, a autorka
      wątku ma nas w nosie!! No chyba, ze nie ma dostępu, to ją usprawiedliwiam.
      Liczyłam na to, że doda jeszcze coś od siebie... Może to faktycznie
      ignorancja???
      • elza78 Re: Gdzie, do cholery, jest kaylaga???? 21.03.05, 21:45
        spoko fajnie jest, moze wciela w zycie nasze propozycje :) i nie ma czasu na
        net :)
        • kasiula78 Re: Gdzie, do cholery, jest kaylaga???? 21.03.05, 22:09
          hihihi, pewnie tak:)
          byle nie wszystkie naraz, bo to mogłoby się fatalnie skończyć:))))
          • elza78 Re: Gdzie, do cholery, jest kaylaga???? 21.03.05, 22:13
            co ty :) juz dawno po rozwodzie, dramat katastrofa i bomba atomowa, -
            malzenstwo NIET :) w wszystko przez to forum i dlatego ze miala racje :)
            • kasiula78 Re: Gdzie, do cholery, jest kaylaga???? 21.03.05, 22:17
              Ty się nie śmiej, kochana:)) świrusów nie brakuje, hihi:))
              Ale wiara w ludzi ponoć czyni cuda, więc ja wierzę...
    • kaylaga Drogie mamy i nie tylko....-kaylaga 22.03.05, 23:20
      Mój post jak widzę wzbudził żywe zainteresowanie, ale niektóre panie chyba nie
      umieją czytać, albo skupiły się tylko na tym co mąż mnie zarzuca, a jakoś nie
      przeczytałam nic na temat, co ja zarzucam mężowi...
      Cóż, większośc dzisiejszych kobiet, to chyba szowinistki?
      A tak na poważnie, proszę dokładnie przeczytać mój pierwszy post i następne.
      Niektóre panie zarzucają mi straszne bałaganiarstwo, lenistwo i skrajny egoizm.
      Nawet mój mąż, który zna mnie "trochę " lepiej, aż tak brutalnie mnie nie
      ocenia... Troszkę rozwagi i sprawiedliwości drogie panie...Szkoda, że niektóre
      z was nie zrozumiały o co tak naprawdę mi chodzi...A swoją drogą to wyjaśniłam
      z mężem nieporozumienia ( powiedziałam, że skoro tak bardzo mu przeszkadzają te
      talerze w zlewie to w porządku, postaram się aby nieczęsto je widział, ale
      niech on też postara się spełniać moje prośby- i wiecie co? Poskutkowało.
      Zobaczymy tylko na jak długo..)Dzisiaj przyszedł z pracy i chociaż go o to nie
      prosiłam, chętnie pomógł mi umyć okna, wieczorem pozmywał po kolacji...i
      jeszcze mnie poprzytulał.
      I co , nagle nie był zmęczony ? A może tu chodzi o coś zupełnie innego???
      ( kochankę wykluczam- musiałby się rozdwoić )
      A wogóle, to zgadzam się z paniami które są za partnerstwem w związku.
      To że mój mąż pracuje nie oznacza że po przyjściu do domu ma się już tylko
      wylegiwać na kanapie z gazetą i pilotem w ręku. Poza tym jestem na wychowawczym
      i państwo mi płaci za to że wychowuję dziecko, więc to też jest praca ! Bardzo
      odpowiedzialna praca ! Nie wiem czy nie jedna z najodpowiedzialniejszych...
      Acha, przykro mi że nie mogę na bierząco być na necie ale niestety nie mam tyle
      czasu...
      • kasiula78 Re: Drogie mamy i nie tylko....-kaylaga 23.03.05, 08:10
        Witaj, moja droga:)
        Cieszę się, że dochodzicie do porozumienia:))
        No właśnie, Twój wątek wzbudził sporo emocji i jak zauważyłaś, chyba nie bardzo
        pomogły Ci porady zawarte w powyższych wypowiedziach. Mam wrażenie, że to
        wszystko to zwykła woda na młyn. Nie ma sensu dłużej się spierać, o to, kto ma
        rację, a kto jej nie ma, tylko trzeba brać sprawy w swoje ręce, i działać...
        Internet to bardzo ułomna forma kontaktu interpersonalnego, hihi, nie sądzę,
        żeby wszystkie dziewczyny były skrajnymi szowinistkami. Tu nie da się jasno
        wytłumaczyć wszystkiego i nie każdy dobrze rozumie, o co chodzi. Dlatego z
        przymrużeniem oka traktować to należy.
        Życzę wszystkiego dobrego!!!
      • elza78 Re: Drogie mamy i nie tylko....-kaylaga 23.03.05, 13:23
        no i brawo, trzeba bylo poprostu zaczac od romowy z mezem od razu :)
        mezczyzni sa tacy ze niestety trudno im sie domyslac jak sie do nich mowi
        polslowkami (co czesto robia kobiety) trzeba wszystko lopatologicznie wprost :)
        powodzenia dalej z ukladaniem wszystkiego w waszym zwiazku, jak dwoje chce to
        dacie rade :)
    • demika Re: Kto ma rację- mąż, czy ja... 23.03.05, 13:14
      Nie użalaj się nad sobą..Nie ty jedna masz małe absorbujące dziecko.Kwestia
      zorganizowania.Piszesz,że też Ci się coś od życia należy..a Twojemu mężowi
      nie..?Nie dziw się,że po całym dniu pracy nie ma ochoty zmywać i prac..Ja też
      jestem z maluchem w domu A mam nawet czas na drobne przyjemności.
    • carimera Re: kaylaga 23.03.05, 14:28
      Wychodzę z takiego założenia ze jak się jest nieudacznikiem to zawsze bedzie sie
      narzekac że coś jest nie tak.Czy ty myślisz że jesteś jedyną istota ktora powiła
      potomka.Ty wiesz ile jest kobiet ktore często same wychowuja po dwoje
      dzieci?.Komu one maja wypłakiwać ze maja taki los.Te dzieci sa zadbane,maja
      obiad o czasie,i posprzatane.Często ta matka tez pracuje na zmiany.Wydaje mi sie
      ze problem to ty masz z soba bo nie dorosłaś do małżeństwa nie mówiąc już o
      macierzyństwie.Małżeństwo to nie tylko przytulanie to szereg
      problemów,wyrzeczeń,kompromisów i czasem poświęcenia dla drugiej osoby.Jestem
      jak najbardziej za tym zeby sobie wzajemnie pomagac ale zwroć uwagę ze facet po
      pracy chce tez coś zjeść,może i odpocząć bo praca z ludzmi jest gorsza od pracy
      w domu.Męza do prac domowych zatrudniaj w wolny dzień od pracy wtedy zobaczysz
      ze zupełnie inaczej bedzie wygladał jego kontakt z toba.Mężczyzna musi widziec
      ze jego zona wie co chce od zycia.Jeśli masz mame to pogadaj z nia czy tez tak
      rościła pretensje ze musi z toba byc,wychowywac itd.
      • majka111003 ciesze sie ze juz wszystko ok:))) 23.03.05, 23:20
        hej kaylaga...fajnie ze juz powoli wszystko sobie wyjasniacie..najwazniejsze to
        duzo ze soba rozmawiac...o tym co boli i cieszy...a jak twoj maz juz cos
        zrobi..i nawet gdy nie bardzo mu to wyjdzie, przytul sie do niego ,pocaluj
        go..czasem pochwal albo powiedz ze to mile ze ci pomaga.....- ((i ewentualnie
        popraw po nim ale tak zeby tego nie widzial!!))- zmotywuje go to i z wiekszym
        zaangazowaniem bedzie chcial ci pomoc... pozdrawiam wszystkie kobiety ktore sa
        za partnerstwem w zwiazku...i te inne tez...:)))
        ...dziewczyny..nie ma senu sie klocic i nawzajem obrazac..(te slowa kieruje
        tez min.do osi82...) najwazniejsze byc w zgodzie ze soba i swoimi
        przekonaniami...no i by druga polowka myslala tak samo..wiecej nie trzeba:))
        buziaki
      • kaylaga Re: kaylaga 23.03.05, 23:22
        Nie wiem jak można nazywać nieudacznikiem kogoś kogo się poznało przez kilka
        zdań na tym forum...Chyba powinnaś bardziej uważać na słowa moja droga, bo mnie
        bezczelnie i bezpodstawnie obrażasz...
        Gdybym była sama z dzieckiem, to musiałabym polegać tylko na sobie - zgadzam
        się, ale nie jestem sama, mam zdrowego, silnego męża, który sam z siebie pomaga
        mi w domu. Ja do niczego go nie zmuszam.
        A poza tym skąd ty możesz wiedzieć czy dorosłam do małżeństwa i macieżyństwa,
        czy też nie !? Doprawdy, zastanów się lepiej nad sobą, bo mnie rozbawiłaś...
        Poza tym nie można jednoznacznie powiedzieć czy ktoś do tego dorósł. Będąc po
        raz pierwszy w jakiejś sytuacji, uczymy się na własnych błędach. Nigdy nie
        uwierzę, że ty byłaś taka doskonała od samego początku...
        I jeszcze jedno...Nigdy nie rościłam pretensji, że muszę wychowywać, czy być ze
        swoim synkiem. Wymyślasz słowa których nigdy nie użyłam...Wstydź się...
        • kaylaga Re: kaylaga 23.03.05, 23:28
          To wyżej było do carimery.
          • kaya11 do arc5 26.03.05, 07:02
            "Mila" arc5,
            Jezeli wiesz jak dobrze zyc zycie, to skad u Ciebie tyle zlosci ? Jezeli
            wszystko tak dobrze rozumiesz to dlaczego nie potrafisz spokojnie i kulturalnie
            rozmawiac i musisz mnie obrazac? Dlaczego nazywasz mnie bezlmyslna baba ?
            Przeczytaj wszystkie moje posty i zobacz czy ja gdzies uzylam jakiegokolwiek
            epitetu na kogos ? Wiec co Toba kieruje ? Nie mozesz po prostu powiedziec ze sie
            ze mna nie zgadzasz ?
            Masz racje, ciesze sie ze nie mieszkam w Polsce i teraz juz wiesz dlaczego.
            Jest wiele madrych i dobrych ludzi w Polsce, zostawilam tam swoich przyjaciol.
            Ale widze jak bardzo polska kultura jest w tyle za zachodnia. Jak w wielu
            ludziach tkwi jeszcze dawna mentalnosc. Widac to po niektorych powyzszych
            postach. Niektore z was uwazaja ze dotychczasowy schemat polskiej rodziny dobrze
            dziala (maz pracuje, kobieta zajmuje sie domem) i wszyscy sa szczesliwi. To
            dlaczego w Polsce jest taki klopot z chuliganami ? Dlaczego jest taka przemoc ?
            To wszystko ma przyczyne w rodzinie. Widocznie wiec nie wszystko jest do konca
            dobrze. Moze wlasnie dzieci za duzo widza zmeczone, przepracowane i zezloszczone
            matki ?
    • aniaantosik Re: do arc5 10.05.05, 10:22
      Chcialabym jeszcze odpisac autorce wontku.
      Z jednej strony rozumiem cie ze synek zabiera ci duzo czasu, ze chcesz poczytac
      i miec cos z zycia. Ale dla mnie to skandal ze twoj maz przychodzi z pracy i
      musi nieraz odkuzac, zmywac czy posprzatac. Nie powinien wogole tego robic
      skoro ty siedzisz w domu nie pracujac! Ludzie wiesz co moja mama miala dwoje
      malych dzieci, mieszkalismy w baraku (byla stajnia) bez pralki, toaleta to
      wiadro a zlew to byla rura z ziman woda i kurde zawsze byl blysk, blysk, blysk.
      Tata pracowal i nic nie musial robic w domu tylko czas i uwage mogl poswiecic
      zone i dzieciom. Ten przyklad wcale nie jest taki stary to tylko 25 lat temu.
      Wynies cos z niego. Twoj facet jest naprawde przemeczony, nie powinien jeszcze
      w domu sprzatac, przeciez ciezko pracuje na twoje utrzymanie a ty mu jeszcze
      wygadujesz ze ci czasu nie poswieca, no sorry jak musi jeszcze odkuzyc i
      pozmywac. Ludzie sorry ale sie wkuzylam na maxa!!!!!!!! Ja tez niestety jak
      twoj maz bym powiedziala ze jestes len. Sorry ale tak jest. Leniwa krolewna z
      pretesjami do zapracowanego meza! Koniec swiata!!!!!!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka