eve817
15.07.05, 00:23
Witajcie - nie jestem mezatka i nie planuje slubu. Moje zwiazki maja
tendencje konczyc sie po 3 latach. Moze boje sie monotonii a moje juz taki
moj los. W wieku 27 lat jestem nie zdecydowana co zrobic. Mam dobra prace,
kupilam mieszkanie, jestem atrakcyjna, wyksztalcona kobieta, mam duzo
znajomych i... to by bylo tyle. Moj ostatni (trzyletni oczywiscie) zwiazek
skonczyl sie w styczniu. W nim mialam role "panienki na pokaz" chociaz
naprawde myslalam ze cos z tego bedzie. Ucieklam - i dobrze mi z tym. On
plakal, przebaczal ale ja mialam dosc ciaglych klotni, kontroli i wypytywan
typu co, gdzie, kiedy, z kim, itd.
Za to teraz mam inny problem - 2 tygodnie pozniej poznalam kogos innego.
Zaczelismy sie spotykac, bylo nam dobrze razem. Nie oczekiwalam wiele bo
myslalam ze to bedzie przelotny romans. Pare miesiecy pozniej mielismy
rozmowe - obydwoje zdecydowalismy ze nie bedziemy sie spotykac jako para ale
zawsze mozemy wyskoczyc na kawe, obiad, itp. Nie myslalam wiele o tym bo
spotykalismy sie przez 5 miesiecy wiec nie bylo to nic powaznego... a jednak -
tesknie za nim. Jestesmy caly czas w kontakcie, widujemy sie raz, czasami
dwa razy na tydzien. Moze dlatego ze tyle rozmawiamy ze soba, nie moge o nim
zapomniec. Dalej mam nadzieje ze cos z tego bedzie, a wiem ze nie powinnam.
Nie chce o tym myslec ale nigdy nie mialam szansy powiedziec mu co do niego
czuje. Nie lubie ukrywac uczuc ale w tym przypadku boje sie ze moze to
uszkodzic nasz obecny zwiazek - juz jako przyjaciele. Co zrobic?...