adr3nalina
24.08.05, 15:56
Przeczytalam duzo watkow tutaj, znalazlam nawet teoretycznie pocieszajacy
pokrewny watek, ktory dotyczyl roznicy wieku, a jednak to na nic.
Moj problem jest nastepujacy...
Mam 18 lat i 8 lat starszego faceta, ktory jest odpowiedzialny, bardzo
towarzyski, przez wszystkich lubiany i ceniony.
Za to nie akceptuja go moi rodzice..i to nawet ciezko powiedziec - nie
akceptuja. Kiedy dowiedzieli sie, ze sie spotykamy (a dowiedzieli sie po dosc
dluuugim czasie naszego 'bycia') odbyli ze mna na ten temat tylko jedna
rozmowe. Powiedzieli, ze mi odbilo, ze jesli nie przestane sie z nim
spotykac, to przeniosa mnie ze szkoly i bede mieszkala u nich ( mieszkam w
innym miescie z racji szkoly ). Po takich warunkach nie mialam innego
wyjscia, tylko udawac, ze zwiazek sie zakonczyl... po paru miesiacach przez
przypadek spotkal go moj ojciec, bylismy wtedy w czworke - moja starsza
siostra z chlopakiem, on i ja i zapytal moja siostre pozniej "co ten gach tam
robil".
rodzice dalej nie wiedza, ze jednak sie spotykamy. oboje maja jednak obsesje
na jego punkcie, chociaz nawet go nie znaja... moja siostra zna go i lubi
bardzo, ja znam jego siostre, ktora uwaza, ze mimo roznicy wieku, ktora
wydaje sie teraz duza, to bardzo dobrze sie dobralismy. zreszta - nikt mi
tego mowic nie musi - znamy sie juz dlugo, troche razem przeszlismy, mimo, ze
ja bylam mlodziutka... za 9 miesiecy zdam mature, chce wyjechac do innego
miasta na studia, on wyjedzie ze mna i pewnie bedziemy sobie jakos tam
ukladac zycie - ale dalej w tajemnicy przed rodzicami.
Problem jest powiedzialabym bardziej ogolny, bo moi rodzice tak maja ze
wszystkim - to naprawde fajni ludzie, pod warunkiem, ze gra sie w ich karty.
przez cale zycie slucham, ze z tymi powinnam sie zadawac a z tymi nie
(chociaz nigdy sobie z tych uwag nic nie robilam, moze poza tym, ze bylo mi
bardzo przykro). Teraz tez krytykuja moich przyjaciol - dodam, ze
bezpodstawnie - chociaz nigdy nawet ich nie widzieli, nawet nie wyrazili
takiej woli. Nigdy tez nie wycielam im zadnego numeru - zawsze najlepsza
uczennica, wszyscy sasiedzi zachwyceni corka, rodzina rowniez, rodzice na
zewnatrz pecznieja z dumy, ale ciagle cos robie zle, cos za malo, tu nie
dociagnelam. I to nie jest taka nowobogacka pataologia - mama czasem sie
zapyta co slychac, ale mam wrazenie, ze nie zalezy jej na szczerej
odpowiedzi. Ojciec - jestem wykapana coreczka tatusia - tez niby mowi, ze
kiedy tylko mam problem moge na niego liczyc, ale nigdy nie dal mi tego
odczuc w praktyce. Mam wszystko co mi do zycia potrzebne, jesli chodzi o
nauke nigdy niczego mi nie odmowili. Ale na 18 bylam raz w zyciu, tylko
dlatego, bo wstawila sie za mna ciotka. Na co dzien nie moge chodzic na
spacery wieczorem, z przyjaciolmi do kina czy na plaze, bo to jest bezcelowe.
Niedawno uslyszalam, ze to dlatego nie puszczaja mnie nigdzie ze znajomymi,
bo to jest bez sensu, poniewaz przyjaznie z liceum sie i tak nie utrzymuja, a
ten czas, ktory poswiecam znajomym moglabym spozytkowac na nauke (jakbym sie
uczyla najgorzej, a nie najlepiej z klasy).
Czasem mam ochote sie zbuntowac, zreszta zrobie to juz za 8 miesiecy, bo
wtedy wylece z domu jak najdalej sie da. Nie dlatego, ze ich nie kocham -
bardzo ich szanuje i jestem im wdzieczna za wszystko co mi dali. Ale ta
wdziecznosc juz mnie meczy. Wydaje mi sie, ze nie musze cale zycie skakac jak
malpka kataryniarza,zeby ich zadowolic...
I bardzo mi szkoda w zwiazku z tym mojego faceta, bo zostal niesprawiedliwie
potraktowany jako intruz i najgorsze zlo, niemalze pedofil. A to naprawde
niesamowity mezczyzna. Wszyscy, ktorzy nas znaja - moi, jego znajomi widza
to, ze nikt nikogo w tym zwiazku nie krzywdzi, wszyscy to akceptuja... oprocz
moich rodzicow i babci...