smutna28
14.09.05, 14:10
Czesc!
Jestem tu nowa, mam nadzieje, ze niedlugo z innym stazem :-)
Mam pytanie do Was mezatek, jak to bylo u Was. Pomalu mam dylemat i czuje, ze
moj biologiczny zegarek zaczyna tikac, choc na poczatku uwazalam to za
bzdure, ale coraz bardziej chce miec swoj dom.
Znamy sie ponad pol roku, na poczatku on mowil o slubie, ze by chcial miec
dom, zone i dzieci. Bylam lekko w szoku, bo nie znalismy sie dlugo. Z czasem
poznalam go lepiej, zakochalam sie i teraz tez wiem, ze chce. Niby jest
wszystko ok, snujemy tam jakies plany, wspolne mieszkanie itd. Ale nie ma
zadnych konkretnych planow co do slubu. Wszystkim znajomym mowi, ze niedlugo
sie zareczymy, az mu musialam zwrocic uwage, bo mi bylo glupio. Wczesniej
mowil do nich, ze na urlopie, urop minal i nic. Teraz mowi, ze w przyszlym
miesiacu, ale jakos przestaje w to wierzyc. Musze dodac, ze w innych rzeczych
nie musze o nic go prosic, przypominac, pamieta wszystko i zalatwia bez dwoch
zdan.
Dzis mam moralnego kaca, wczoraj troche wypilismy i zaczelam oczywiscie znowu
paplac... Ze tez chce miec rodzine, i kiedy kiedy kiedy.... Dzis sie
obudzialam i mysle, po jaka cholere??!! Przeciez nie przyspiesze tego
wszystkiego, moze byc wrecz przeciwnie...
Co o tym myslicie? Dac lepiej na luz i niech sprawy ida swoim tokiem? Udawac,
ze nie jestem zainteresowana? Juz sama nie wiem....